logo2skalow

SCARPA3

Grivel-MB nero su giallo

julboskal

holux resize

fen RESIZE

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Grzegorz Gawlik

Grzegorz Gawlik

W najbliższą sobotę, czyli 20 września, pomiędzy 10:00 a 12:00 poopowiadam o górach, dżunglach, wulkanach, jedzeniu i kulturze z przeróżnych zakątków świata, a zebrało się tego trochę (65 krajów, 6 kontynentów). Magazyn podróżniczy Radia eM – Świat jest piękny poprowadzą Barbara Hobzda i Marek Piechniczek. ZAPRASZAM!

Czego to już nie jadłem. Pająki, węże, krokodyle, żółwie, małpy, kangury, skorpiony, robaki, penis byka, zarodek kaczki, wiewiórki, piranie, termity i wiele innych nie-tradycyjnych w zachodniej kulturze zwierząt albo ich części. Ale zgniłe mięso rekina?
Już słowo „zgniłe” napawało mnie obawami, chociaż w szczelnie zamkniętym pudełku białawe kawałki mięsa nie wyglądały źle. Siedząc wieczorem  w kuchni jednego z hosteli w Reykjaviku miałem nadzieję, że będę sam podczas tego … posiłku.

Otworzyłem pudełko i prawie… zwymiotowałem. Smród niewyobrażalny. Natychmiast je zamknąłem. Apetyt straciłem. Dobrze, że nikogo nie było w pomieszczeniu. Po minucie ponowiłem próbę, ale znowu dopadł mnie odruch wymiotny. Poddać się? Nigdy, to nie w moim stylu! Trzecia próba, smród jak ze śmiercionośnej broni chemicznej. Wziąłem kawałek mięsa do ręki, by po chwili zacząć go gryźć. Smak. O niebo lepszy niż zapach. Ale smaczne to to nie było. Pogryzłem, przełknąłem. Zamknąłem pudełko.

W kuchni pojawiły się dwie Niemki rzucając na wejściu pytanie, co tutaj tak okropnie śmierdzi? Odpowiedziałem: zgniły rekin, może chcecie spróbować. Nie, nie, obrzydliwe – usłyszałem w odpowiedzi. Na dalszą konsumpcję przeniosłem się chwilę później do… toalety. Przy czym uprzedzę w tym miejscu, że to co my – ludzie – zostawiamy w postaci stałej w muszli klozetowej zupełnie nie śmierdzi w porównaniu z Hakarlem. Otworzyłem pudełko z islandzkim przysmakiem i znowu ten odruch wymiotny. Ale jakby co, muszlę klozetową miałem pod nosem. Papierem toaletowym zatkałem dziurki w nosie i mogłem spokojnie zabrać się za jedzenie drugiego kawałka mięsa. Tym razem spokojniej gryzłem, przeżuwałem. Zdania nie zmieniłem, nic dobrego. Zresztą ryby i owoce morza to nigdy nie były mile widziane potrawy na moim talerzu. Stwierdziłem, że wystarczy tej degustacji. Resztę rekina spuściłem w muszli klozetowej, a dobrze zamknięte pudełko trafiło do śmietnika. Maskonur był smaczniejszy (o jego degustacji przeczytacie: TUTAJ).

Hakarl w wymowie brzmi mniej więcej jak „haukardl” i na Islandii pochodzi z rekina grenlandzkiego. Od wyłowienia do momentu konsumpcji mija zwyczajowo 5-6 miesięcy. Tyle potrzeba czasu, by zgniłe mięso rekina stało się… przysmakiem. Istnieje prozaiczny powód dlaczego nie jada się świeżych rekinów. Ich mięso jest trujące za sprawą dużego stężenia mocznika i innych szkodliwych związków chemicznych. Dzisiaj jest możliwe usunięcie z ciała rekinów tego co szkodliwe przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii, ale w przeszłości jedynym na to sposobem było poddanie fermentacji i gniciu. Plusem tego ostatniego jest również długa zdatność do spożycia. Islandczycy uwielbiają oglądać jak turyści zmagają się z hakarlem, który obecnie rzadko gości na ich stołach. Widok wykrzywionych twarzy i odruchów wymiotnych dla miejscowych jest bezcenny.

Na zdjęciach:
001) pudełko o wadze 100g i długiej przydatności do spożycia widocznej na zdjęciu kosztowało w lokalnym markecie 800koron, czyli jakieś 23zł,
002) zgniłe mięso rekina,
003) moja degustacja hakarlu w toalecie.

Na wyprawie do Islandii przetestowałem najnowszy kompaktowy mega zoom (x60) Nikona – coolpix P600, zapraszam do recenzji na ten temat. A przy okazji do porcji zdjęć z Islandii na jej końcu.

Recenzja znajduje się w zakładce PRZEWODNIK SPRZĘTOWY albo kliknij: TUTAJ.

Zapraszam na wywiad z legendą polskiego himalaizmu doktorem chemii Marianem Bałą. Zanim zrodziły się talenty Jerzego Kukuczki, Wandy Rutkiewicz czy Krzysztofa Wielickiego, to Marian i jego pokolenie rządziło w górach wysokich, wprowadzając w nie młodszych. Marian dokonał wielu pierwszych i drugich przejść w Tatrach, Hindukuszu, Pamirze, Kaukazie, Alpach, czy na Spitsbergenie, do tego jak mało kto potrafi barwnie opowiadać, a czasy początków eksploracji przez Polaków gór najwyższych są niezwykle ciekawe. Wywiad znajduje się w zakładce „ARTYKUŁY” lub kliknij: TUTAJ.

PIERWSZE WRAŻENIE

Nikon coolpix P600 pojawił się w sprzedaży wiosną 2014 roku. Gdy pierwszy raz wziąłem go do ręki wydał mi się mniejszy oraz lżejszy w stosunku do dużej części konkurencji i rzeczywiście tak jest faktycznie. Gdy aparat cały dzień nosi się na szyi albo na ramieniu, nawet niewielki ubytek wagi i tylko trochę mniejsze rozmiary są odczuwalne. 604g – z baterią, paskiem na szyję, pokrywką na obiektyw, kartą pamięci – to dobry wynik. Do tego aparat trzyma się bardzo wygodnie, a szorstki gumowy uchwyt sprawdza się gdy ręce są mokre lub spocone.

Jakość tworzyw sztucznych jest przyzwoita, chociaż początkowo zmartwiły mnie bardzo cienkie plastiki na obudowie obiektywu. Niepotrzebnie jak się okazało, o czym piszę w dalszej części artykułu. 

Ruchomy ekran LCD w tym segmencie jest bardzo popularny, dlatego nie dziwi obecność takiego w Nikonie. 3 cale, dobra jakość obrazu, bardzo praktyczny mechanizm odchylany w lewo a potem góra-dół.

Interfejs posiadający język polski jest czytelny, tak samo jak przyciski na obudowie.

Obiektyw nikkor z 60-krotnym zoomem optycznym i zaawansowaną optyczną redukcją drgań, ogniskowa już od 24 mm (świetnie sprawdzająca się w miastach i w pomieszczeniach), matryca CMOS o rozdzielczości 16mln pikseli, WiFi, nagrywanie filmów Full HD, funkcja HDR i 21 programów tematycznych. Dwa lata gwarancji. Cena, jedna z najlepszych wśród aparatów tej klasy. W okresie letnim 2014 roku można było zakupić aparat już w cenie 1400-1450zł, a korzystając z wiosenno-letniej promocji Nikona: „cashabck”, otrzymać jeszcze 150zł zwrotu.

SEGMENT BRIDGE czyli POMOSTOWY

Nikon coolpix P600 jest przedstawicielem tego segmentu. Pełni on rolę pomostową między lustrzankami (DSLR) a kompaktami. Formalnie to jeszcze kompakty, ale często o większych możliwościach i o lepszej jakości zdjęć od tanich lustrzanek, od których nierzadko aparaty „bridge” są droższe. Wyglądem i ciężarem przypominają lustrzanki, z tymże mają stały obiektyw (niewymienny) o bardzo szerokim zakresie ogniskowych, są to tzw. megazoomy. W przypadku lustrzanek aby osiągnąć ten sam zakres ogniskowych zazwyczaj potrzeba kilku obiektywów, albo jednego bardzo drogiego (kilkukrotnie droższego od aparatu coolpix P600). Każda szanująca się marka fotograficzna ma co najmniej jeden model w tej kategorii, których cena nierzadko dochodzi do 2000zł.

Dla kogo jest segment bridge? Aparaty tego segmentu oferują ogromne możliwości i wyśmienicie nadają się do większości zastosowań, chociaż do kieszeni ich nie schowamy. W zamian, jeżeli dobrze dobierzemy model i nauczymy się z niego korzystać, możemy zrobić zdjęcia, które śmiało można pokazać na wystawie fotograficznej. Czy to będą wakacje, wyjazd na weekend, przyjęcie rodzinne, aparaty segmentu bridge dadzą radę. Chociaż nie wszystkie i nie zawsze, stąd tak ważny jest wybór właściwego modelu, mimo że każdy producent zachwala swój jako najlepszy.

Moje wyprawy często uniemożliwiają zabranie lustrzanki – za ciężkie, zbyt duże ryzyko utraty i zniszczenia aparatu, dlatego od wielu lat używam aparatów segmentu bridge. Zużyłem ich potężną ilość, różnych marek. Doceniając ich uniwersalność, do części miałem sporo zastrzeżeń. Największe dotyczyły słabej odporności na wilgoć, kurz, wstrząsy oraz przeciętnej jakości zdjęć. A najciekawsze było to, że czym aparat był droższy tym robił gorsze zdjęcia. Przeładowanie megapixelami i elektroniką także nie służy aparatom segmentu bridge, co dobrze wygląda jedynie w reklamie. A jak ma się sprawa z Nikonem coolpix P600?

Aparat zaraz po wyjęciu z pudełka przeszedł bardzo ciężki test w Islandii. Przez blisko cztery tygodnie królował deszcz, śnieg, wiatr, wilgoć, popiół wulkaniczny, upadki, wstrząsy, niskie temperatury. Dlatego przyszedł czas na ocenę i podsumowanie.

JAKOŚĆ ZDJĘĆ

Jakość zdjęć to jeden z dwóch najważniejszych dla mnie parametrów, obok wytrzymałości aparatu. Innymi słowy nieawaryjności. Jak w każdym segmencie są aparaty robiące świetne zdjęcia oraz te od których należy trzymać się z daleka. Nikon coolpix P600 należy do tych pierwszych. Robi bardzo dobre zdjęcia, może nawet najlepsze w całym segmencie.

Przy mniejszych niż największe ogniskowe można zrobić „z ręki” naprawdę dobre, ostre zdjęcia, bo obiektyw nikkor jak na tą klasę aparatu jest świetny. W podróży często nie ma czasu na indywidualne ustawienia, trzeba się zdać na automatykę. A ta czasami pozwala zrobić zadziwiająco dobre zdjęcia. Do tego prawidłowo zaprogramowano programy tematyczne (których 21), co pozwala uzyskać pożądany efekt. Można tu wymienić choćby: zachód słońca, sport, sztuczne ognie czy obserwację ptaków. Aparat oferuje także efekty specjalne/retusze (np. zmiękczenie czy sepia) i tryb Auto HDR (łączy dwa zdjęcia o różnych ekspozycjach w jedno). Ciekawy efekt uzyskamy przy łatwej panoramie 360° i 180°. Mimo szerokiego zakresu ISO, tak naprawdę na dobrą jakość zdjęć możemy liczyć do ISO 800.

P600 szczególnie zaimponował mi wyśmienitymi zdjęciami wodospadów, rzek i mórz – czyli ruchomych cieków wodnych. Przy złej pogodzie potrafi zrobić wyjątkowo ostre zdjęcia, dobrze naświetlone. Nie ma też problemów podczas mgły i wędrówki w chmurach. Makro trzyma poziom. Aparat świetnie radzi sobie w ciemności i pomieszczeniach a zdjęcia z lampą błyskową często wychodzą wyśmienite. Gdy trzeba było zrobić szybko zdjęcie w trybie automatycznym lub przy słabej przejrzystości powietrza P600 zawstydzał jakością zdjęć czasami nawet Nikona D7100 z obiektywem nikkor DX 18-200mm f/3,5-5,6 GII ED VRII, który niejednokrotnie nie potrafił złapać ostrości. Podobnie zdarzało się przy użyciu długich ogniskowych. Żeby jednak była jasność, Nikon D7100 jest lepszym aparatem od P600.

Maksymalny rozmiar zdjęć to 4608x 3456pikseli, co daje rozmiary rzędu 5-6MB przy rozdzielczości 300 dpi.

OBIEKTYW (ZOOM)

Obiektyw (teleobiektyw) Nikkor ED VR z 60-krotnym zoomem optycznym to czołówka. Zakres ogniskowych imponujący, od 24mm do 1440mm. Wartość przysłony f/3,3-6,5 w zupełności zadowalająca. Złożona konstrukcja optyczna (16 soczewek w tym 4 ze szkła ED a jedna z Super ED) i zaawansowana optyczna redukcja drgań, pozwalają zrobić dobre zdjęcia przy maksymalnych ogniskowych. Przy użyciu maksymalnego zoomu optycznego można uzyskać czasami zdjęcie o wybitnej jakości, ale zazwyczaj są one jedynie przyzwoite (szumy, ziarnistość). P600 posiada także czterokrotny zoom cyfrowy, ale tutaj zdjęcia są co najwyżej czytelne, czasami przyzwoite, ale nie oczekujmy jakości zdjęć nadających się na wystawę fotograficzną. Zoomem możemy sterować zarówno dźwignią przy spuście migawki jaki i dźwignią po lewej stronie obiektywu. Dla mnie zbyteczne rozwiązanie. Na szczęście można tą dodatkową dźwignię przeprogramować na rzecz innej funkcjonalności.

Zastosowane technologie pozwalają wykorzystać w pełni aparat robiąc zdjęcia „z ręki”, także obiektów ruchomych. Aczkolwiek przy najdłuższych ogniskowych statyw jest więcej niż pożądany.

Na początku artykułu powątpiewałem w jakość obudowy obiektywu, w jego trwałość. Najbardziej martwiło mnie, co się stanie, gdy obiektyw zostanie uderzony, upadnie albo zostanie narażony na silne wstrząsy. Podczas użytkowania aparatu takie sytuacje się zdarzają, a na moich wyprawach ryzyko jest wielokrotnie wyższe. Już pierwszego dnia aparat wysunął się z pokrowca i spadł na beton. Byłem przekonany, że aparat jest do wyrzucenia. Gdy podobna historia zdarzała mi się używając innych aparatów innych producentów, skutek zawsze był ten sam. Zniszczony obiektyw, naprawa nieopłacalna i oczywiście niepodlegająca gwarancji. Nikon coolpix P600 działał jednak bez zarzutu, mimo że obiektyw był porysowany a plastik wokół obiektywu przestał być równomiernie okrągły. Po czterech tygodniach używania aparatu, zaliczył on łącznie cztery upadki na beton, asfalt i skały. Okazało się, że posiadany przeze mnie pokrowiec jest wadliwy, aparat w nim był przechylony, a słabe zamki powodowały jego wypadanie. Przy każdym kolejnym upadku byłem przekonany, że tym razem już naprawdę aparat musi przestać działać, za każdym razem uderzał obiektywem o twarde podłoże. Jednak poza kolejnymi rysami i wgnieceniami  na obudowie aparat działa bez zarzutu. Coś niewiarygodnego!

Obiektyw jest chroniony plastikowym dekielkiem (pokrywką), który każdorazowo należy zdejmować i zakładać używając aparatu. Podczas większych wstrząsów dekielek czasami odpada i powstaje ryzyko uszkodzenia obiektywu.

Niestety obiektyw w P600 ma także bardzo poważną uciążliwość. Płynność pracy obiektywu jest wysoce niezadowalająca, do tego głośna. Konkurencja pod tym względem potrafić być lepsza. Zoomu używamy przy dużej części zdjęć i bardzo wolna jego praca jest dużą wadą. Jakość pracy zoomu jest jak w najtańszych i najgorszych aparatach najsłabszych producentów. Zoom w P600 jest trzykrotnie za wolny i co najmniej o połowę za głośny, do standardu jaki bym oczekiwał po tej klasie sprzętu. Gdyby nie ta wada obiektyw w P600 byłby bezkonkurencyjny w klasie aparatów bridge. Nie wiem czemu inni niektórzy producenci potrafili ją wyeliminować, a tak znamienitej marce jak Nikon to się nie udało?

Na szczęście jakość zdjęć i odporność na uszkodzenia powoduje, że jestem wstanie przełknąć, chociaż z trudem, pracę obiektywu.

WYTRZYMAŁOŚĆ

Z tym mam zawsze największy problem.  Wielu producentów potrafi zrobić aparat o zadowalającej jakości zdjęć, ale stosując słabej jakości podzespoły i obudowy. Byle upadek, wstrząs, trochę piasku z plaży, czy wilgotność tropikalnego kraju, potrafią „zabić” nowiutki aparat. Nieraz zdarzyło mi się, że zanim wyprawa wystartowała na dobre, nowy aparat, któregoś z renomowanych producentów, był już w koszu na śmieci. Nie będę przecież woził tygodniami bezużytecznej „cegły”. Ale kilka razy z ciekawości  taki aparat przywiozłem i skierowałem do serwisu. Wpierw producenta, a potem nieautoryzowanego. Producent nigdy nie uznał swojej winy, zawsze była moja. Pojawiały się na przykład takie argumenty, że skoro dobrowolnie wybrałem się do Indonezji, gdzie jest bardzo wilgotno, to jest to moja wina, że ta wilgotność zniszczyła aparat. Co ciekawe, w każdym przypadku naprawa aparatu była nieopłacalna, gdy chciałem to uczynić odpłatnie. Prawdę poznawałem dopiero kierując aparat do nieautoryzowanego serwisu. Okazywało się, że może i zastosowano nowoczesne podzespoły ale marnej jakości. Tanie i cienkie plastiki, byle jakie lutowanie i mocowanie elektroniki na byle jakich płytkach. Nieszczelne, nienajlepiej spasowane obudowy, niechlujny montaż. I tak dalej. Skutek, nawet drobiazg może uszkodzić aparat tak poważnie, że można jedynie go wyrzucić.

Gdyby tak samo zmontowany był P600 i z takich samych materiałów nie miałby on żadnych szans przetrwać wyjazdu do Islandii. A on doznał tam tylu „przykrości”, że gdyby to był model innej marki zapewne musiałbym go 3-4 razy wymienić na nowy. Aparat Nikona spisał się wyśmienicie. Przeżył kilka poważnych upadków, notorycznie był cały mokry, w mokrym pokrowcu, bez warunków do wysuszenia. Wstrząsy podczas off roadu, wilgoć, popiół i piasek wulkaniczny też mu nie zaszkodziły, mimo że nieraz słyszałem jak drobinki skalne niesione przez wiatr uderzały w niego. Chociaż kilkukrotnie spisałem P600 na straty to nic mu się nie stało. Nie spotkałem się dotąd z taką wytrzymałością w tej klasie aparatów, a przecież Nikon nie traktuje tego aparatu jako wzmocnionego przed wstrząsami czy warunkami atmosferycznymi.

Przynajmniej częściowego wyjaśnienia w dobrej jakości aparatu upatruję w dwuletniej gwarancji producenta, co nie jest regułą.  Przez dwa lata dużo może się zdarzyć i byle co aparatu uszkodzić nie może. Mądrzy producenci wiedzą, że jeżeli  sprzęt ulegnie awarii podczas gwarancji i nie uznają naprawy gwarancyjnej – słusznie czy niesłusznie – to istnieje duże ryzyko, że klient będzie niezadowolony i stracą go na wiele lat, może na zawsze, a do tego zrobi marce antyreklamę. A to się nie opłaca. Dlatego lepiej produkować sprzęt, który przez rozsądną ilość czasu posłuży nabywcy. Widocznie takie słuszne założenie przyjął Nikon wypuszczając na rynek coolpix P600. Szkoda, że nie wszyscy producenci to rozumieją.

MATRYCA

Standardowa w tej klasie aparatów CMOS w technologii BSI. Producent chwali się wielozadaniowym przetwarzaniem oraz szybkim systemem przetwarzania obrazu EXPEED C2. To pozwala na szybkie robienie zdjęć przy zachowaniu najlepszych parametrów zdjęć. 16 mln pikseli jest w zupełności wystarczające. Ani za dużo ani za mało, w sam raz. Umiarkowana liczba piskeli i dobra matryca skutkują świetnymi zdjęciami. Szybkość pracy aparatu, w końcu kompaktu, jest zadowalająca.

LAMPA BŁYSKOWA

Po tego typu aparatach nikt nie spodziewa się cudów, ale P600 radzi sobie bardzo dzielnie na zewnątrz, w pomieszczeniach, w tym w jaskiniach. Bardzo dobrze potrafi oświetlić to na czym nam zależy. Lampa błyskowa ma całkiem spory zasięg. Nie ma efektu czerwonych oczu. A uruchamiana jest przyciskiem znajdującym się po lewej stronie… lampy błyskowej. Posiada kilka trybów.

MIGAWKA / ZDJĘCIA SERYJNE

Jak na kompakt działa przyzwoicie i szybko, ale jeśli ktoś jest przyzwyczajony do pracy z lustrzankami, uzna że pracuje i tak stanowczo za wolno. A jak doliczymy czas na uruchamianie aparatu, to jest jeszcze dłużej. Konkurencja nie jest lepsza, a bywa gorsza. Czas zrobienia pojedynczego zdjęcia wydłuża się wraz ze zwiększeniem ogniskowej.

Liczbą wykonywanych zdjęć seryjnych P600 nie powala (do 7 zdjęć na sekundę), ale dla większości użytkowników będzie to wystarczające.

ZASILANIEgniazdka Islandia

To najsłabszy element całej współczesnej elektroniki. Walka o gniazdka elektryczne, częste i długie ładowanie, marnowanie czasu etc. Dopóki ktoś nie wymyśli i nie wprowadzi do produkcji zasilania przynajmniej dziesięć razy bardziej wydajnego niż obecne, to dobrze nie będzie. Bardzo ubolewałem, gdy świat z baterii/akumulatorów AA, potocznie zwanych paluszkami, przeszedł na dedykowane akumulatory. Na świecie nie brakuje dzikich miejsc, gdzie o dostępie do prądu można zapomnieć, a rozwiązania solarne są drogie, ciężkie, awaryjne i za mało wydajne. Kiedyś brałem na wyprawy kilogram lub dwa wysokiej jakości paluszków i byłem samowystarczalny. Wygoda była wielka, a ciężar do udźwignięcia. Dzisiaj wszystkie lepsze aparaty kompaktowe zaopatrzone są w dedykowane akumulatory i nie ma możliwości zainstalowania gripów na baterie AA jak w niektórych lustrzankach. To ostatnie rozwiązanie ma pewne wady, ale jest użyteczne. 

Nikon coolpix P600 zaopatrzony jest w dedykowany akumulator oznaczony numerem EN-EL23. Producent informuje, że na naładowanym akumulatorze można zrobić około 330 zdjęć. Konkurenci podają podobne liczby, ale w ich przypadku w praktyce dawało się często dobić nawet do 400 zdjęć (10% z lampą błyskową). P600 na Islandii nie potrafił osiągnąć nawet 300 przy zerowej liczbie zdjęć z lampą błyskową, czasami rozładowywał się po 200 zdjęciach, a ładując aparat poprzez gniazdko samochodowe przy użyciu adaptera USB, bateria najwidoczniej nie była wstanie naładować się do końca i rozładowywała się po około 50 zdjęciach – nigdy wcześniej coś takiego mi się nie zdarzyło. W takim wypadku zasilanie P600 oceniam jako słabe. Ktoś powie, że na Islandii było zimno, wietrznie i to dlatego. Być może, ale to nie jest usprawiedliwienie. Robiłem zdjęcia w dużo gorszych warunkach innymi aparatami i baterie były bardziej wydajne. Pozostaje mieć nadzieję, że mojej problemy z akumulatorem to jednostkowy przypadek.

Kolejną złą wiadomością w przypadku P600 jest bardzo słaba informacja o rozładowaniu baterii. O tym, że nie zrobię żadnego zdjęcia dowiadywałem się w najmniej odpowiednim momencie, gdy na ekranie pojawiał się komunikat o rozładowanej baterii. Nieraz według aparatu bateria była w połowie naładowana, by sekundę później wyświetliła się informacja o całkowitym rozładowaniu. W przemijającej erze baterii paluszków, gdy aparat się rozładował, to dało się po chwili go włączyć i jeszcze wykonać trochę zdjęć. W przypadku dedykowanych akumulatorów to jest niemożliwe.

Ładowanie akumulatora trwa 3 godziny, to stanowczo za długo. Jak na tak małą i tak mało wydajną baterię.

To nie koniec złych wiadomości. Nikon postanowił zaoszczędzić i nie dołączył do zestawu zasilacza sieciowego. Musimy baterię ładować poprzez aparat fotograficzny. Rodzi to mnóstwo uciążliwości i ryzyko kradzieży. Podczas podróży często doładowujemy sprzęt na lotniskach, stacjach kolejowych czy w restauracjach. Jeżeli zostawimy podłączony aparat i od niego odejdziemy, potencjalny złodziej dostanie kompletny aparat fotograficzny. Śpiąc w hostelach, na campingach, w schroniskach, również często ładujemy sprzęt w miejscach ogólnie dostępnych, w jadalniach, w toaletach, na korytarzach. Zostawiając aparat ryzykujemy, że już więcej go nie zobaczymy albo przez przypadek ktoś go kopnie lub zrzuci. Wobec powyższego, przed ładowaniem wyjmijmy przynajmniej kartę pamięci ze zdjęciami... i nie zapomnijmy jej późnie włożyć, o ile aparat nie „zniknie”.

Gdybyśmy chcieli naładować zapasową baterię (trzeba ją dokupić), a z aparatem ruszyć na miasto czy plażę, bez zakupu dodatkowej ładowarki tego pomysłu nie zrealizujemy.

Na potrzeby tego artykułu postanowiłem poszukać dedykowanej ładowarki sieciowej oznaczonej numerem EH-71P. W Polsce okazało się to niemożliwe. Ani sklep Nikona, ani sklepy sieciowe, ani sklepy internetowe, portale aukcyjne nie znalazły oryginalnego zasilacza. Na tych ostatnich natrafiłem na pojedyncze aukcje nieoryginalnych zamienników, dużo tańszych. Sklep Nikona w Wielkiej Brytanii znalazł ładowarkę z miejscową końcówką, lecz z informacją, że nie ma w magazynie i jest niedostępna, ale przynajmniej widniała cena 29,99 funtów. Sklep Nikona w USA pokazał cenę 41,95 dolarów za zasilacz z miejscową końcówką i też nie był dostępny. Wstyd!

Reasumując, o zasilaniu P600 nie powiem ani jednego dobrego słowa. Duża porażka.

CZEGO P600 NIE MA a miewa konkurencja

Każdy producent ma swoją filozofię w tym względzie i chce się wyróżnić na tle konkurencji, dlatego ciężko znaleźć aparaty dwóch różnych marek tak samo wyposażone. Nie inaczej jest w przypadku P600. Jest rozbudowanym urządzeniem, ale kilku rzeczy mu brakuje. Wspomnę o dwóch:

GPS – coraz popularniejszy w aparatach fotograficznych. Aparat coolpix P520 uważany za poprzednika P600 posiadał wbudowaną nawigację. W P600 z niej zrezygnowano. Osobiście mi jej trochę brakuje, ale w praktyce większość użytkowników aparatów i tak nie korzysta z wbudowanych GPS-ów. No i bateria jest bardziej żywotna.  

RAW – ten format zapisuje pierwotny obraz z matrycy (bez kompresji stratnej) i pozwala na dokładną obróbkę komputerową i następnie na zapis w formacie JPEG, TIFF i in. Mówi się o nim cyfrowy negatyw. Można go obrabiać na różne sposoby i przetwarzać bez końca przy użyciu odpowiedniego oprogramowania. Minusem plików RAW są duże rozmiary, nierzadko sięgające kilkadziesiąt MB, i fakt, że mimo podejmowanych prób standaryzacji każdy producent stosuje własną wersję plików RAW.  Poza tym pojawia się pytanie, czy RAW w ogóle jest potrzebne? W praktyce prawie nikt z fotografujących nie robi zdjęć w formacie RAW i ich nie „obrabia”, gdyż uważają, że JPEG w zupełności im wystarczy. Zaś robienie zdjęć JPEG + RAW zajmuje mnóstwo miejsca na kartach pamięci i twardych dyskach. Tak naprawdę w zdecydowanej większość przypadków JPEG w zupełności wystarczy, a możliwości ich komputerowej korekty są wystarczające. Może lepiej skupić się na zrobieniu tak dobrego zdjęcia, by jego żadne poprawianie nie było konieczne?

CO MA P600 a konkurencja nie zawsze

WiFi – przydatna funkcjonalność dla tych, którzy non stop chcą być online i szybko przesyłać do internetu zdjęcia, kosztem skrócenia żywotności baterii. Zasięg w linii prostej ok. 10m. Wymaga zainstalowania dedykowanego oprogramowania. Dla mnie niezbyt przydatny gadżet.

Fn – konfigurowalny przycisk funkcyjny pozwalający zaprogramować najczęściej używane ustawienia. Po przyzwyczajeniu, dosyć przydatny drobiazg.

FILMY

Chociaż aparaty fotograficzne mają służyć przede wszystkim do robienia zdjęć, to dzisiaj umiejętność robienia przez nie filmów uchodzi za ważny czynnik przy jego zakupie. Jeżeli aparat robi dobre zdjęcia i dobrze nagrywa filmy, nie trzeba kupować kamery.

P600 nagrywa w formacie Full HD 1920 x 1080 pikseli w 60i, 50i, 30p, 25p klatek na sekundę z dźwiękiem stereo i z możliwością korzystania z zoomu. Oferuje także całą serię słabszych trybów nagrywania oraz HS (duże prędkości). Używając licznych opcji nagrywania należy pamiętać, że nie we wszystkich nagrywany jest dźwięk, jak i działająca redukcja drgań VR. Materiał zapisywany jest do plików MOV.

Mikrofony zostały umiejętnie umieszczone po bokach lampy błyskowej co zmniejsza szumy, natomiast użyteczność zoomu jest umiarkowana. A to za sprawą problemów z „łapaniem” ostrości oraz głośnością jego pracy. Do nagrywania służy dedykowany przycisk. Maksymalna długość filmu w normalnych orz szybkim trybach to 29 minut. Podczas nagrywania można uruchomić efekty specjalne oferowane przez P600. Szkoda, że producent nie dostarczył złącza HDMI to podłączania do telewizora.

INNE

Coolpix P600 posiada wszystkie oczywiste funkcje co podobne aparaty innych marek. Jak każdy współczesny zaawansowany kompakt  oferuje ogromną liczbę funkcji, programów i ustawień (także ręcznych), których wielu użytkowników nie używa, ale są. A poczytać o nich można w załączonej do aparatu instrukcji.

Wizjer elektroniczny jest przyzwoity jak na tego typu mechanizmy i z wygodną regulacją dioptryczną. Wizjery optyczne odeszły niestety w niebyt. 

Przycisk on/off jest niewielki i minimalnie poniżej obudowy aparatu, przez co uruchamianie jest uciążliwe. Dosyć często po naciśnięciu guzika nic się nie dzieje i trzeba zrobić to jeszcze raz, trafiając w przyciski mocniej i dokładniej. Podobnie jest z wyłączaniem. W rękawiczkach problem znacznie narasta. Tak zaprojektowany przycisk ma zapewne na celu ograniczyć ryzyko przypadkowego włączenia się aparatu w pokrowcu czy w torbie, co mogłoby uszkodzić obiektyw. Niestety przy okazji czyni uciążliwym włączanie i wyłączanie aparatu.

Nikon Image Space – użytkownicy aparatów Nikon mogą korzystać z 20 GB bezpłatnej przestrzeni w chmurze.

Coolpix P600 posiada 99 punktowy Autofokus (AF) z detekcją kontrastu, z funkcją wyszukiwania celu, priorytetem twarzy, śledzenia obiektów w ruchu. Ostrość automatycznie jest ustawiana od 50cm, od 2 metrów – przy maksymalnej pozycji teleobiektywu.

P600 czasami blokuje aparat gdy naciśnie się spust migawki i zostanie przytrzymany a w trudniejszych warunkach atmosferycznych potrafi zgłupieć i prześwietlać niektóre zdjęcia – jak zapewnia producent te problemy zostaną zlikwidowane po aktualizacji oprogramowania ściągniętego ze strony producenta z wersji 1.0 do wersji 1.1.

Nośnikiem danych są popularne karty: SD/SDHC/SDXC.

Niewielka wewnętrzna pamięć wewnętrzna o pojemności 56MB, w awaryjnej sytuacji może być nieoceniona. Nie rozumiem jednak w czym jest problem, że producenci oferujący pamięć wewnętrzną w aparatach oferują ją tak niewielką (na około 10 zdjęć w pełnej rozdzielczości)? Już 250MB, chociaż nadal niewiele, to znacznie podniosłoby funkcjonalność pamięci wewnętrznej, a najlepiej jakby miała kilka GB.

Nikon coolpix P600 NAJWIĘKSZE ZALETY:

+ odporność na upadki, wstrząsy i warunki atmosferycznie, mimo, że Nikon nie traktuje go jako wzmocniony,

+ bardzo dobry obiektyw (zoom x 60) i bardzo dobra jakość zdjęć, w swojej klasie śmiało może walczyć o miano najlepszego pod tym względem,

+ dwuletnia gwarancja,

+ cena – jedna z najatrakcyjniejszych w kategorii aparatów bridge o tak dużym zoomie, a uwzględniając zakończony program promocyjny „cashback” (wiosna-lato 2014), bezkonkurencyjna. Najlepsza jakość ceny do  możliwości aparatu i jakości w swoim segmencie.

Nikon coolpix P600 NAJWIĘKSZE WADY:

zasilanie aparatu w każdym elemencie – wydajności, czasu ładowania, brak zasilacza do akumulatora, słaba sygnalizacja stanu naładowania baterii,

”topornie” i głośno pracujący zoom,

podczas kręcenia filmów z użyciem zoomu, spore problemy z „łapaniem” ostrości.

PODSUMOWANIE

Nikon coolpix P600 ma kilka naprawdę przekonywujących zalet, lecz niestety także kilka wad. Jeżeli je wyeliminuje, stworzy zdecydowanie najlepszy aparat w segmencie bridge. Nie wiem jak to jest, że gdyby zebrać najlepsze funkcje i podzespoły z aparatów różnych marek powstałby aparat niemal idealny. Jednak każda marka z osobna nie potrafi zrobić takiego aparatu. Jedne robią świetne zdjęcia ale niewielki upadek lub trochę deszczu potrafi je zniszczyć. Inne są bardzo odporne na upadki i opady, ale robią słabe zdjęcia. Na tym tle P600 wygląda i tak bardzo dobrze. Mimo uniwersalności jakiej oczekuje się od megazoomów model ten robi bardzo dobre zdjęcia i jest ponadprzeciętnie odporny na wstrząsy oraz warunki atmosferyczne. Te zalety znacznie przewyższają największe wady w postaci słabego zasilania i bardzo przeciętnej pracy zoomu. Jak dodamy do tego bardzo dobrą cenę, zakup coolpixa P600 to bardzo dobra decyzja.

Najważniejsze dane techniczne (ze strony producenta):

Rozdzielczość:        16,1 mln pikseli

Matryca:         1/2,3 cala, typu CMOS

Obiektyw/Soczewka:          NIKKOR z 60-krotnym zoomem optycznym + 4-krotny zoom cyfrowy

Ogniskowa/Zakres ogniskowych:                       4,3–258 mm (kąt widzenia odpowiada zakresowi 24–1440 mm w formacie małoobrazkowym, ok. 5760 przy użyciu maksymalnego zoomu cyfrowego)

Otwór względny (wartość przysłony):                 f/3,3–6,5

Konstrukcja optyczna:       16 soczewek w 11 grupach (w tym 4 soczewki ze szkła ED i 1 soczewka ze szkła Super ED)

Redukcja drgań:      Optyczna redukcja drgań

Zakres ostrości:       [W]: od ok. 50 cm do nieskończoności; [T]: od ok. 2 m do nieskończoności. Tryb makro: od ok. 1 cm (przy szerokokątnej pozycji zoomu) do nieskończoności. (Wszystkie odległości są mierzone od obiektywu)

Wizjer:           Wizjer elektroniczny, wyświetlacz LCD o przekątnej ok. 0,5 cm (0,2 cala) i rozdzielczości odpowiadającej ok. 201 000 punktów, z funkcją korekty dioptrażu (od -4 do +4 m-1)

Pokrycie kadru:        Około 100% w poziomie i 100% w pionie (w porównaniu z rzeczywistym zdjęciem)

Wyświetlacz:                        Ruchomy wyświetlacz LCD typu TFT o przekątnej 7,5 cm (3 cale), rozdzielczości ok. 921 000 punktów (RGBW) i szerokim kącie oglądania, z powłoką przeciwodblaskową i 6-stopniową regulacją jasności

Pokrycie kadru:        Około 100% w poziomie i 100% w pionie (w porównaniu z rzeczywistym zdjęciem)

Zapis danych:          Pamięć wewnętrzna (ok. 56 MB), karty pamięci SD/SDHC/SDXC

Format zapisywanych plików:      Zdjęcia: JPEG. Pliki dźwiękowe (notatki głosowe): WAV. Filmy: MOV (wideo: H.264/MPEG-4 AVC, audio: LPCM stereo)

Maksymalna wielkość obrazu (w pikselach):    16 mln [4608 x 3456]

Nagrywanie filmów:                       1080/30p (ustawienie domyślne): 1920 x 1080/16:9, 1080/25p (ustawienie domyślne): 1920 x 1080/16:9, 1080/60i: 1920 x 1080/16:9, 1080/50i: 1920 x 1080/16:9

Czasy otwarcia migawki:               Od 1/4000 1 do 1 s, od 1/4000 1 do 15 s (przy czułości ISO 100 w trybie M)

Zasięg błysku (przybliżony):         [W]: 0,5–7,5 m. [T]: 1,5–4,0 m

Standardy Wi-Fi (bezprzewodowy LAN):           IEEE 802.11b/g (standardowy protokół bezprzewodowych sieci LAN). ARIB STD-T66 (standard dla systemów przesyłania danych o niskim zużyciu energii)

Języki menu:                       Kilkadziesiąt w tym polski i angielski

Źródła zasilania:      Jeden akumulator jonowo-litowy EN-EL23.

Czas ładowania:     Około 3 godz. (w przypadku użycia ładowarki EH-71P do naładowania całkowicie rozładowanego akumulatora)

Wydajność zasilania:         Około 330 zdjęć przy zastosowaniu akumulatora EN-EL23 (w chłodnej Islandii nigdy nie osiągnął nawet 300 zdjęć), około 1h20min nagrywania filmów

Wymiary (S x W x G):         Około 125,0 x 85,0 x 106,5 mm (bez części wystających)

Masa:             Około 565 g (z akumulatorem i kartą pamięci SD) (jednak z paskiem na szyję i dekielkiem na obiektyw jest to już 603g)

Zakres dozwolonych temperatur i : zakres dozwolonej wilgotności:                       Od 0°C do 40°C / 85% lub mniej (bez kondensacji) (wszyscy producenci podają podobne parametry, by w razie awarii nie uznać naprawy gwarancyjnej, w praktyce duża część aparatów jest wstanie pracować przy większej wilgotności i znacznie szerszym zakresie temperatur)

Poniższe zdjęcia zostały wykonane „z ręki” coolpixem P600, w trybie automatycznym, i nie zostały poddane żadnej obróbce poza zmniejszeniem rozmiaru z 4608x3456px i dodaniem znaku wodnego. Prezentowany zakres ogniskowych, obejmuje te najczęściej stosowane i dwa zdjęcia poglądowe: najkrótsza ogniskowa i najdłuższa optyczna ogniskowa. W odczytaniu poniższych zdjęć pomogą następując informacje: ogniskowa 4,3 mm oznacza brak użycia zoomu, ogniskowa 258mm oznacza maksymalny zoom optyczny x 60 (258mm – 4,3mm = 253,7mm (zoom x 59), 258mm – 8,6mm = 249,4mm (zoom x 58) itd.).

  • Zdjęcia:
  • 01) okolice Porsmork wieczorem, Islandia, ogniskowa 8mm
  • 02) południowa Islandia, ogniskowa 14mm
  • 03) wodospad Svartifoss, Islandia, ogniskowa 8mm
  • 04) tradycyjny islandzki deser, ogniskowa 4mm w trybie makro
  • 05) północna Islandia, ogniskowa 258mm
  • 06) Fiordy Zachodnie, Islandia, ogniskowa 4mm
  • 07) jaskinia Lofthellir, Islandia, ogniskowa 4mm, z lampą błyskową
  • 08) Reykjavik w pochmurny dzień, Islandia, ogniskowa 4mm
  • 09) wodospad Dettifoss, Islandia, ogniskowa 12mm
  • 010) fragment wodospadu Gullfoss, Islandia, ogniskowa 14mm
  • 011) lodowiec Skaftafellsjokull, Islandia, ogniskowa 24mm
  • 012) lodowiec Skaftafellsjokull, Islandia, ogniskowa 54mm
  • 013) Hvannadalshnjukur – najwyższa góra Islandii, ogniskowa 125mm
  • 014) grzyb kozak w północnej Islandii, ogniskowa 4mm w trybie makro
  • 015) deszcz, chmury i sam sobie zrobiłem zdjęcie trzymając w ręce aparat (w takich sytuacjach bardzo przydaje się ruchomy ekran LCD), lodowiec Kverkjokull, Islandia, ogniskowa 4mm
  • 016) północna Islandia, ogniskowa 143mm
  • 017 i 018) to samo ujęcie z wulkanu Laki w kierunku lodowca Vatnajokull, Islandia, ogniskowa 4mm (najkrótsza) i 258mm (najdłuższa, 60xzoom)
Strona 1 z 43

box na sierpien

BOX1

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.