box miej odwage

TVN box

swiatsiekreci box

pytanie na sniadanie box

radiokielce BOX

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Grzegorz Gawlik

Grzegorz Gawlik

F905 & F910 (4x4 roads) to Askja Volcano, Viti Crater and Drekagil Canyon, Interior, Iceland. Month: August
Drogi terenowe (F905 & F910) do wulkanu Askja, krateru Viti i kanionu Drekagil, Interior, Islandia. Miesiąc: Sierpień

F208 (4x4 road) to Landmannalaugar (volcanic and geothermal area), Iceland. Month: August.
Droga terenowa F208 do terenu geotermalnego Landmannalaugar, Islandia. Miesiąc: Sierpień

Gravel road 862 from Asbyrgi to Dettifoss, north Iceland. Month: August
Szutrowa droga nr 862 z Asbyrgi do Dettifoss, Islandia. Miesiąc: Sierpień

Ostropest plamisty

Miłośnicy zdrowego żywienia zapewne znają nazwę tej rośliny. Wokół mnie nie brakuje znajomych, którzy na różne sposoby stosują zasady takiego odżywiania. Wymieniają dziwne nazwy i pokazują jeszcze dziwniejsze rośliny. Żartuję sobie z nich często – z wzajemnością. Ale tak całkiem głuchy na tą tematykę nie jestem. Ostatnio nasłuchałem się o ostropeście plamistym (silybum marianum), ziole. Wygląda jak oset, ale nim nie jest.

Ponoć świetnie regeneruje (odtruwa) i dba o wątrobę – coś dla pijaków i lekomanów, a nawet jak głosi wieść, uratuje nas po zjedzeniu niewielkiej ilości muchomora sromotnikowego, czego jednak nie polecam nikomu sprawdzać. Jest świetny dla trzustki, nerek, woreczka żółciowego wraz z przewodami, poprawia trawienie i łaknienie. Tylko co do tego ostatniego znam dwie sprzeczne ze sobą teorie. Jedni twierdzą, że wzmaga głód, a drudzy, że wręcz przeciwnie.

Ponadto odtruwa organizm, wspomaga jego prawidłowe funkcjonowanie, jak również wzmacnia jego właściwości obronne. I jeszcze jest dobry na wzdęcia oraz zgagę, ogranicza ryzyko miażdżycy (obniża cholesterol), leczy zmiany naskórne – trądzikopodobne. Oraz ma ze setkę innych pozytywnych właściwości dla naszego organizmu, ale nie mam siły tego wszystkiego wypisywać. Najważniejsze, że nie powoduje żadnych negatywnych objawów ubocznych. Zioło znane od starożytności. Szczegółowo przebadane.

Przepraszam, nie mogę powstrzymać się od lekkiego podejścia do tematu. Brzmi to wszystko tak pięknie, że aż niemożliwie. Ale coś w tym musi być.

Ostropest plamisty spożywa się na różne sposoby, jako herbatkę, dodając do koktajlu, jogurtu, przyprawiając potrawy albo jedząc same nasiona. Mnie poradzono, że najwygodniej zjeść małą łyżeczkę zmielonego ostropestu i popić wodą – rano przed śniadaniem i wieczorem przed pójściem spać.  Szybko i skutecznie.

Moje włóczęgi po świecie wśród wielu plusów mają taki, że gdy robię sobie od czasu do czasu komplet badań – zawsze wychodzą wyśmienicie. Dlatego gdy otrzymałem w prezencie woreczek ostropestu plamistego – pomyślałem, a po co mi to? Słysząc jednak, że spożywający to zioło, nie mogą się nachwalić jak im pomaga, stwierdziłem, co mi tam. Zjem do końca. I zjadam. Nie czuję czy w czymś pomaga, ale w niczym nie przeszkadza. Tak naprawdę najlepiej by było, zrobić sobie komplet badań przed rozpoczęciem zażywania ostropestu i ponownie po zakończeniu. Może dałoby się wyczytać z wyników, czy ostropest odcisnął w nich jakieś piętno.   

Smak… jak salamandry plamistej. Sorry, głupi żart. Salamandry są pod ochroną. Ostropest smakuje jak zmielona trawa z chaszczami, czyli nijak. Co oceniam pozytywnie. A żeby nikt nie pomylił ostropestu plamistego z salamandrą plamistą, poniżej zdjęcia – wiem, kolejny głupi żart – jak również zdjęcie… no właśnie czego? Ostu mlecznego czy ostropestu plamistego? Sam nie wiem, wśród zdjęć w necie pod jednym i pod drugim są łudząco podobne do siebie rośliny. Jedno nie ulega wątpliwości, że zdjęcie zrobiłem w dolinie Adyl Su na Kaukazie w Rosji.   

Podróżnicze lekcje geografii

Ostatnia szkolna prelekcja w Gdańsku skłoniła mnie do pewnej refleksji i napisania tego tekstu. O tym, że w krajach wysoko rozwiniętych podróżnicy prowadzą lekcje geografii czy wiedzy o świecie, wiem od lat. I cieszy mnie, że ten trend wkracza do Polski.

Są dyrektorzy, nauczyciele, bibliotekarze szkolni, którzy potrafią wpaść na taki pomysł, by skorzystać z doświadczeń podróżników, którzy swojej pasji poświęcili całe życie. Znaleźć ich, zaprosić, zorganizować lekcje w trochę innym wydaniu. Żaden program nauczania ani podręcznik nie zastąpią osobistych doświadczeń i nabytej wiedzy podczas włóczęg po świecie. A slogan, że podróże kształcą, nie jest wyssany z palca.

Najczęściej pomysłodawcami takich spotkań są nauczyciele geografii, nierzadko pasjonaci podróży. To bardzo dobrze o nich świadczy, kiedy nie uważają, iż wiedzą wszystko i nikt lepiej ani ciekawiej nie przeprowadzi lekcji geografii. W ten sposób pokazują swój profesjonalizm i podejście do pracy w szkole. Szacunek.

Szkolne prelekcje to świetne doświadczenie. Co innego interesuje uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich. Inaczej reagują na te same opowieści czy zdjęcia. Najwięcej pytań mają najmłodsi i to takich, że nikt poza nimi, by ich nie wymyślił. Są bardzo wymagającym odbiorcą. Właśnie oni nadali mi przydomek: „Pan Wulkan” i „Człowiek Wulkan”. Cóż za wyobraźnia.

Takie spotkania wzbogacają wiedzę geograficzną uczniów, zaciekawiają światem. Dowiadują się wielu rzeczy z pierwszej ręki, których nie ma w podręcznikach. Nawet kwestie stricte powiązane z programem nauczania bardziej zapadają w pamięć, gdy uczniowie zobaczą film, dużych rozmiarów zdjęcia, z komentarzem kogoś kto tam był i to widział. Wydaje mi się, że podróżnicy coraz częściej będą gościć w szkołach, które notabene coraz lepiej są wyposażone od strony technicznej.  

Szukając jakichś zdjęć do ilustracji tego wpisu wyszło na jaw, że skupiłem się na opowiadaniu zamiast na ilustrowaniu spotkań. Nie jest jednak tak, że nie mam nic – dziękuję tym co te zdjęcia zrobili. A na nich, kilka przykładów i nawiązań do powyższego tekstu. Przykładów z Gdańska, Katowic, Bielska-Białej, Chorzowa i Bytomia. Ostatnie trzy zdjęcia to efekty niedawnego pobytu w Sopocie i Gdańsku. 

Od organizatora: aby zagłosować na tą wyprawę wyślij SMS o treści wyprawa.10 pod numer 71466 (cena SMSa 1 zł netto + VAT – 1,23 zł brutto. Każdy głosujący otrzyma unikalny kod upoważniający do: zniżki podczas zakupów na stronie Regatta.pl (partnera sprzętowego konkursu) oraz darmowego dostępu do miesięcznej prenumeraty cyfrowej Wyborczej – pakiet Wyborcza (której wydawcą jest organizator głosowania, AGORA SA).

Więcej informacji znajduje się: głosuj na wyprawę i regulamin SMS

Na czym miałby polegać projekt? Na zdobyciu kilku najbardziej aktywnych wulkanów rosyjskiej Kamczatki na Dalekim Wschodzie, z najwyższą Kluczewską Sopką (4750 m) na czele.

Kamczatka to jeden z najdzikszych i najmniej poznanych regionów świata, zarazem jedno z najbardziej spektakularnych wulkanicznych miejsc na Ziemi. Bardzo wymagające. Surowa przyroda, dzikie zwierzęta, niewielu mieszkańców i jeszcze mniej dróg.  A przede wszystkim niesamowite wulkany. Bardzo aktywne, miejscami zlodowacone. 

Posiadając fundusze, wyjazd nastąpiłby w lecie bieżącego roku. Oczywiście byłby w ramach PROJEKTU 100 WULKANÓW.  Co nie zmienia faktu, że z dużym dystansem podchodzę do tego typu konkursów. Z prostej przyczyny. Facebook, twitter, instagram – i wiele podobnych,  lajki, wydarzenia na facebooku, grupy na facebooku, nachalna autopromocja i informowanie o niemal każdej czynności jaką wykonuję w życiu, bycie online 24/h, moja częsta obecność na zdjęciach - to nie jest mój naturalny świat. To, że w ogóle jakoś w tym funkcjonuję, to zasługa przyjaciół i znajomych, którzy mnie męczą, naciskają, mobilizują, pomagają, a nierzadko i za mnie robią. Tak było z założeniem konta na fejsie, tak jest z trwającymi pracami nad facebookowym profilem publicznym. Wiem, że oni mają rację, nie walczysz na tym polu to cię nie ma. Przez kilkanaście lat robiłem swoje, zdobywałem góry, wulkany, lodowce, pustynie, zupełnie nie interesowałem się tzw. zaistnieniem i promocją. I najszczęśliwszy byłbym gdyby tak pozostało. Ale to niemożliwe w dzisiejszych czasach. Z perspektywy mojej publicznej (nie)aktywności z przed kilku lat, zrobiłem ogromny postęp na opisywanym polu, przyszło mi to z trudem, a i tak ciągle słyszę, że robię stanowczo za mało. Pewnie tak jest.

Z tych powodów mój udział w konkursach, plebiscytach, z góry jest na straconej pozycji. Nie zadbałem o tysiące znajomych na fejsie, o dziesiątki tysięcy polubień czy subskrybentów własnych kanałów, profili, stron internetowych. Nie promuję się gdzie tylko można i nie można. Bez takiego zaplecza, które zagłosuje, prześle informację dalej, nawet najlepsze projekty się nie sprzedadzą, nie wygrają. W żadnej dziedzinie. Czym jesteś popularniejszy, czym więcej znasz osób, tym masz większe szanse – to są praktycznie jedyne kryteria (na szczęście, czasami idzie to w parze z ciekawym, dobrym pomysłem, projektem). Nie obrażam się na to, taki jest świat, nie mam na to wpływu. Mogę jedynie próbować się dostosować do panujących trendów, chociaż w wielu z nich nie widzę żadnego sensu ani wartości. Ale walczę, na ile starcza mi siły. Bez spiny, co ma być to będzie. I tak będę robił swoje. Realizował kolejne projekty wyprawowe.

Co nie zmienia faktu, że dziękuję bardzo wszystkim, co mi pomagają w tym moim nieudolnym nadążaniu za dzisiejszymi trendami. Mobilizują do działania, czasami działają za mnie, lajkują, udostępniają dalej, komentują, wysyłają smsy. Doceniam!

Więc teraz głosujcie, bo mój projekt kamczackich wulkanów jest świetny :) .   

Na zdjęciach: Gregor na wulkanie Rinjani w Indonezji, PROJEKT 100 WULKANÓW – slider, w wulkanicznej jaskini Lofthellir na Islandii 

Już w najbliższą środę (4 marca, 17:00) zapraszam do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach Filia nr 16 (Katowice-Bogucice, ul. Wajdy 21) na opowieść podróżniczą o północnej Australii i wyspie Borneo. Będzie jej towarzyszyła wystawa fotograficzna, między innymi obejmująca te tereny (można ją obejrzeć w dniach 4 marzec – 4 kwiecień).

Borneo i Australia - są to jedne z najcenniejszych przyrodniczo miejsc na Ziemi. Oba tropikalne. Północno-zachodnia Australia to raj dla miłośników krokodyli. Żyją tutaj dwa gatunki – słonowodne (różańcowe) i słodkowodne. Te pierwsze to największe gady lądowe i przybrzeżne na świecie. Potrafią ważyć dwie tony i mierzyć 7 metrów długości. Zabijają wszystko co się rusza, z ludźmi i rekinami wyłącznie. W Australii żyje większość populacji tego gatunku. Terytorium Północne o którym opowiem, to jedno z najdroższych miejsc do życia na naszej planecie, a stolica – miasto Darwin – chwali się, że dzierży w tym przedmiocie palmę pierwszeństwa. To także w tej części Australii znajduje się największy park narodowy tego kraju – Kakadu. Obszar wielkości Słowenii. Ogromne przestrzenie, skały, wodospady, lasy i kultura Aborygenów.

Z kolei Borneo to królestwo orangutanów – małp człekokształtnych. Ich zdecydowana większość żyje właśnie tutaj, pośród bezcennego lasu tropikalnego. Górzysta wyspa sięga do 4095m wysokości – góra Kinabalu, najwyższa w Azji-Południowo Wschodniej. Chociaż łatwa w zdobyciu, to zarazem kosztowna. Borneo to w większości terytorium Indonezji i Malezji, ale maleńką cząstkę wyspy zajmuje sułtanat Brunei. Jeden z najbogatszych krajów świata. Dodam, że Bornego to trzecia co do wielkości wyspa na Ziemi, po Grenlandii i Nowej Gwinei.

Na kolejną prelekcję, o Islandii, zapraszam do Gdyni na festiwal KOLOSY – 13 marzec (piątek, około 14:00). To będzie moja trzecia wizyta na Pomorzu w ciągu niecałego miesiąca. Więcej w tym temacie napiszę wkrótce. W drugiej połowie marca również pojawię się w kilku miejscach z podróżniczymi opowieściami.

Pozdrawiam i zapraszam

Grzegorz

Strona 1 z 59

nationalgeographic box

natemat.pl box

box na sierpien

BOX1

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.