Blog

Blog

Dookoła Islandii w 7 dni – kraina lawy i lodu w czasach koronawirusa

Islandia to przede wszystkim przyroda i krajobrazy. W przyrodzie dominują wulkany i atrakcje z nimi związane. Nie mniej, nawet na tej odludnej wyspie zamieszkanej przez 360 tysięcy osób (ok. 10 procent to Polacy), znajdziemy ciekawe miasteczka i zabytki oraz spróbujemy lokalnej kuchni. W tym ostatnim przypadku dominują ryby, owoce morza i baranina (zupy, smażone mięso). Ale są tu też lokalne pączki kleina (kleinur), wafelki lava, dostępny też w Polsce serek skyr, a nawet kiedyś narodowy baton Islandii – świetnie nam znane prince polo. Koneserzy jeśli dobrze poszukają zjedzą zgniłe mięso rekina – hakarl, stek z wieloryba, maskonura czy chleb hverabrauð. Popularne dania barowe to hamburegy, fish & chips i hot dogi (pylsa), przekąski to suszone ryby (bitafiskur), a wśród słodyczy lubiana jest lukrecja w różnej postaci, np. w cukierkach i w czekoladzie. Islandia ma sporą kolekcję piw, np. instök, borg, lava, viking, wódkę brennivín, czy likier brzozowy björk. Właśnie herbaty, w tym brzozowa i syrop brzozowy, to również popularne tutejsze produkty. Na Islandii też można kupić lokalne szklarniowe pomidory, marchewki i wynalazek o nazwie kal – czyli ogórko-cytrynę, bo tak smakuje. Z produktów, które kupuje się na pamiątki, ale nie są jadalne – to oczywiście wyroby z wełny i kosmetyki mające w składzie minerały pochodzące z wulkanicznych terenów geotermalnych.

Chociaż tydzień to niewiele, to w naszym wyjeździe z Sunsarą (Sunsara.pl), udało się zwiedzić wiele fajnych miejsc i objechać Islandię dookoła z odbiciami pokonując 2400km. Nie byłoby tego, gdyby nie ambitna ekipa, której nie wystraszył nawet koronawirus i chaotyczne decyzje państw odnośnie podróżowania. Byliśmy jednymi z pierwszych, którzy 11 lipca wyruszyli na tak fajny wyjazd turystyczny. Nikt nie żałował, wszyscy zdrowi i zadowoleni. Bo do odważnych świat należy. Warto go zwiedzać. Zresztą czy to szaleństwo koronawirusowe aby na pewno jest adekwatne do zagrożenia? Wielkie podziękowania dla: Basi, Gosi, Magdy, Olgi i Damiana!

Zobaczyliśmy mnóstwo wspaniałych miejsc. Bardzo różnorodne kratery i wulkany, odwiedziliśmy lodową lagunę oraz lodowiec. Byliśmy nad największym źródłem termalnym, przy największej fumaroli, na największych kąpieliskach termalnych i polu geotermalnym. Oglądaliśmy klify, fiordy, plaże, ocean, maskonury. Najsłynniejsze wodospady, w tym o największej mocy przepływu wody. Były rzeki i największej jeziora, sporo ciekawostek architektonicznych, wąwozy, różne formacje skalne. Pustynie wulkaniczne, jaskinie, a także wybuchy gejzeru Strokkur.

Zobaczyliśmy wybrane miejsca na słynnych trasach turystycznych: Złoty Krąg (Golden Circle), Srebrny Krąg (Silver Circle), Diamentowy Krąg (Diamond Circle), ale też kilka bardzo ciekawych, mało znanych i rzadko odwiedzanych atrakcji.

Odwiedziliśmy 4 z 5 miejsc z list UNESCO, a to piąte i tak nie jest dostępne dla turystów, tylko dla badaczy (wulkan-wyspa Surtsey powstała w 1963 r.). Lista Światowego Dziedzictwa: Thingvellir (tutaj zbierał się parlament (Althing) w latach 930 – 1798), Vatnajökull (aktywne wulkany i największy lodowiec) oraz dwa geoparki (Unesco Global Geopark): Katla i Reykjanes. Wspaniała przygoda.

W szczególności zobaczyliśmy podczas naszej podróży.

Kratery: Eldborg, Grábrók, kratery gazowe Skútustaðagígar (z ok. 3000 r. p.n.e., koło jeziora Myvatn), krater wulkanu Hverfjall (ok. 450 m n.p.m, erupcja ok. 500 r. p.n.e.), Viti (Krafla, z 1724 r.), krater wulkanu Hrossaborg (erupcja ok. 10.000 lat temu, kręcono tu film Oblivion z Tomem Cruise`m), krater wulkanu Kerið (z ok. 1000 r. p.n.e.).

Wulkany: system wulkaniczny aktywnego wulkanu Krafla (kaldera i system szczelin, ostatnia erupcja 1984 r., Viti krater, Leirhnjukur, Hverir, Namafjall, Jarobodin, kratery szczelinowe, pole lawowe, elektrownia pozyskująca energię z komory magmowej), system wulkaniczny aktywnego wulkanu Reykjanes (ostatnia erupcja 1926r., Seltun-Krýsuvík, Fulipollur, Blue Lagoon i okolice, Gunnuhver, kręcono tu m.in. filmy: Sztandar Chwały Clinta Eastwooda, Sędzia Dredd z Sylwestrem Stallone). System wulkaniczny uśpionego wulkanu Ljósufjöll (ostatnia erupcja ok. 1000r. n.e. Grábrók, Eldborg), system wulkaniczny uśpionego wulkanu Hengill (ostatnia erupcja ok. 150r n.e., okolice Hveragerði, Þingvellir, Nesjavellir).

Byliśmy pod aktywnymi wulkanami: Öræfajökull (ostatnia erupcja 1728 r.), Katla (ostatnia erupcja 1918 r.), Eyjafjallajökull (ostatnia erupcja 2010 r., kręcono tu oraz w okolicach i w rejonie Myvatn - Gwiezdne Wojny Przebudzenie Mocy).

Źródła termalne, pola geotermalne i kąpieliska termalne: Nauthólsvik, Deildartunguhver, Fosslaug, Grjotagja (kręcono tu Grę o Tron), Jarobodin, Hverir z górą Namafjall, Leirhnjukur, Seljavallalaug, pole geotermalne w Geysir z gejzerem Strokkur, Seltun-Krýsuvík, Fulipollur , Blue Lagoon i okolice, Gunnuhver. Przed wejściem do termalnych źródeł warto zdjąć srebrną biżuterię, bo skład mineralny części z nich, może spowodować że srebro zczarnieje.

Wodospady: Hraunfossar i Barnafoss, Kolugljúfur, Reykjafoss, Goðafoss, Dettifoss (najpotężniejszy pod względem siły wodospad Europy, kręcono tu pierwsze sceny filmu nawiązującego do serii Obcy - Prometeusz), Svartifoss (otoczony bazaltowym amfiteatrem), Skógafoss (kręcono tu Sekretne życie Waltera Mitty i Thora Mroczny Świat, Beowulf 2005), Seljalandsfoss, Gulfoss, Öxarárfoss.

Wulkaniczne jaskinie, klify i formacje skalne: skała Hvitserkur (niedaleko w Fiordach Zachodnich kręcono tu film o superbohaterach Ligę Sprawiedliwości 2017), kanion Kolugljufur, kanion koło wodospadu Reykjafoss i Dettifoss, skalny wąwóz koło wodospadu Goðafoss i Barnafoss, Grjotagja (niewielka jaskinia w pęknięciu skorupy pola lawowego, w której jest termalne jeziorko), skały Gud Fingur przy jeziorze Myvatn (Skutustadhir), Dimmuborgir (powstałe ok. 300 r. p.n.e. formacje skalne, groty, jaskinie, teren wulkanów Þrengslaborgir i Lúdentsborgir, kręcono tu Grę o Tron), Studlagil bazaltowy kanion, skały Reynisdrangar, klify i skały w Dyrholaey (w tym maskonury oraz wulkaniczne plaże - na Reynisfjara kręcono Star Trek W Ciemności), Þingvellir (międzykontynentalne pęknięcie tektoniczne – granica Europa-Ameryka Północna, kręcono tu Grę o Tron), jaskinia Raufarhólshellir (oglądana przez otwory w stropie), krajobrazy fiordów na zachodzie, północy i wschodzie.

Pustynie wulkaniczne: Skeiðarársandur, Mýrdalssandur, Sólheimasandur, koło wulkanu Hrossaborg.

Pola lawowe w tym: na wulkanach Ljósufjöll, Krafla, Reykjanes, koło jaskiń Grjotagja i Raufarhólshellir, koło wodospadu Barnafoss.

Liczne rzeki w tym: Hvita (płynąca przez Selfoss), Þjórsá (najdłuższa na Islandii, 230km), Ölfusá (o największym przepływie na Islandii), Blanda, Skjálfandafljót, Jökulsá á Fjöllum, Lagarfljót.

Liczne jeziora w tym: Svínavatn, Hóp (ma cechy laguny morskiej) Mývatn (kręcono tu Szybcy i Wściekli 8), Lagarfljót (obok którego jest największy islandzki kompleks leśny), lodowe laguny Fjallsárlón i Jökulsárlón (kręcono to Jamesa Bonda: Śmierć Nadejdzie Jutro i Zabójczy Widok, Lara Croft Tomb Raider), Þingvallavatn (84km2, największe naturalne jezioro kraju, 114 m głęb.), Kleifarvatn, Grænavatn (tzw. maar – jezioro powstałe na skutek erupcji freatycznej, powstało na skutek eksplozji przegrzanych wód gruntowych prawdopodobnie ok. 4000 r. p.n.e.).

Lodowiec Sólheimajökull - jęzor lodowcowy z jeziorem przed jego czołem, część lodowca Mýrdalsjökull przykrywającego wulkan Katla, ów jęzor schodzi do ok. 100 m n.p.m. Skaftafell i okolice największego lodowca Vatnajökull, gdzie kręcono m.in. Batman Początek, Interstellar.

Ocean Atlantycki na południowym-wschodzie, południu, południowym-zachodzie oraz północy (Morze Grenlandzkie), liczne zatoki w tym fiordy.

Architektura, zabytki, ciekawe obiekty inżynieryjne i ciekawsze miejscowości: Keflavik (lotnisko, wybrzeże, kościół Ytri-Njarðvíkurkirkja), Reykjavik (Perlan i okolice, Hallgrímskirkja, The Icelandic Phallological Museum, Laugvegur, Althing i ratusz miejski, Höfði, Zatoka Faxa, Harpa, Polski konsulat, plac Ingólfur), Borgarnes, Reykholt (mieszkał tutaj Snorri Sturlusona (1179-1241), który był bardzo wpływowym pisarzem sag, politykiem, historiografem i poetą), Þingeyrakirkja (kościół z 1877 r zbudowany przez jednego z posłów, w środku są elementy wystroju starszego kościoła sięgające nawet XIII wieku, to pierwszy kamienny kościół na Islandii, w tutejszym gospodarstwie i klasztorze, które się nie zachowały, w początkach państwowości zbierał się parlament), Blönduós, Glaumbær (Byggðasafn Skagfirðinga, domy torfowe w dużym zamożnym gospodarstwie zamieszkałym do 1947r., najstarsze eksponaty sięgają XVIII wieku), Akureyri (centrum, kościół z 1940r., zabytkowe domy, ogród botaniczny, nadbrzeże), Höfn (w okolicy kręcono Stardust 2007), Vík í Mýrdal (kręcono tu: Kapitan Ameryka Wojna Bohaterów, a w pobliżu Noah z Rusellem Crowe), Drangslid 2 (stara zabudowa), Selfoss, Grindavik, Þingvellir (pierwszy raz zebrał się tutaj islandzki parlament Althing w 930 r. i zbierał się przez wiele stuleci, także tutaj w 1944 r. ogłoszono niepodległość Islandii). Podmorski tunel Hvalfjörður, górski Almannaskarðsgöng; letni skrót na wschodzie, by z północy dojechać na południe – ciekawa górska droga 939 przez przełęcz Öxi (539 m), gdzie nawet w lecie po bokach leży śnieg, mosty: The Golden Gate Bridge Of The Highlands, obok Jökulsárlón oraz coś z kategorii urbex: Solheimasandur plan wreck (wrak amerykańskiego wojskowego samolotu, który się rozbił w 1973 r., był scenerią do jednego z teledysków Justina Biebera, który wykorzystał też wiele okolicznych przyrodniczych miejsc).

KORONAWIRUS 2020 (COVID19)

Wyjazd rozpoczął się 11 lipca, czyli wkrótce po otwarciu niektórych granic i wznowieniu niektórych lotów – w strefie Schengen. Islandia do końca czerwca opłacała obowiązkowe po przylocie badanie na koronawirusa (wycenione na 15 000 ISK), od lipca wprowadziła opłatę 9000 ISK przy płaceniu przed wyjazdem i 11 000 ISK przy płaceniu na miejscu (1 euro = 155 ISK), należało też przed przylotem dokonać rejestracji w specjalnym systemie (visit.covid.is, nie wcześniej niż 72h przed przylotem do Islandii). Zalecane było pobranie aplikacji śledzącej na telefon. Na lotnisku w Keflavik wymaz z gardła i nosa był pobierany szybko i do 12h przychodziła informacja o wyniku. W tym czasie powinno przebywać się w miejscu noclegu. Gdyby stwierdzono zakażenie wirusem – obowiązywała kwarantanna 14dni. W razie barku możliwości jej odbycia, strona islandzka na własny koszt umieszczała takie osoby w stosownym ośrodku. Już w lipcu (16-go) łagodzono obostrzenia i zezwolono z niektórych krajów wjazd do Islandii bez konieczności badania, czy kwarantanny (Dania, Finlandia, Niemcy i Norwegia, Wyspy Owcze i Grenlandia).

Po wylądowaniu trudno było zauważyć, że jest jakiś problem epidemiologiczny, gdyby nie czasami tabliczki proszące o zachowanie 2-metrowego odstępu oraz pojemniki z płynem do dezynfekcji. Wiele sklepów, restauracji była pozamykana, lub pracowała krótko. To samo dotyczyło np. muzeów i termalnych kąpielisk, gdzie teoretycznie były limity osób, które mogą przebywać w obiekcie. W praktyce nikt nie przestrzegał nigdzie żadnego dystansu społecznego. Maseczki były nieobowiązkowe i nawet w sklepach personel ich nie nosił. Bo przepisy przepisami, ale zwyciężał zdrowy rozsądek i realizm. Turystów jak na panującą sytuację było całkiem sporo. 

W drodze powrotnej należało wypełnić formularz „covidowy”, ze wskazaniem adresu, gdzie będziemy przebywać po powrocie do Polski. Nigdzie nie była mierzona temperatura (bo to nieskuteczne badanie). Na lotnisko Chopina mogły wejść tylko osoby posiadające bilet lotniczy, w Keflavik nie było takich restrykcji. Podobne zasady obowiązywały w porcie morskim w Seydisfjordur (połączenie z Danią obsługuje Smyrilline), tylko tam wyniki badania miały przyjść do 24h.

Regulacje dotyczące koronawirusa podlegają ciągłym zmianom, oby w kierunku funkcjonowania świata z przed „lockdownu” czyli zamykania i wyłączania funkcjonowania krajów oraz gospodarek. A wtedy te wszystkie obostrzenia znikną.

W kolejnych tygodniach okazało się, że jest odwrotnie, obostrzenia wracają, Islandia od 19 sierpnia oprócz obowiązkowego płatnego badania oraz elektronicznej rejestracji, wprowadziła ponownie przymusową kwarantannę dla przyjeżdżających na wyspę, tylko krótszą: 5-6 dni i drugie badanie opłacane przez Islandię. Takie obostrzenia powodują, że dla prawie wszystkich turystów odwiedziny Islandii tracą sens. 

KILKA KONKLUZJI NA KONIEC

ISLANDIA SIĘ ZMIENIA – NA GORSZE

Odwiedzając na przestrzeni lat ten kraj i wyspę zarazem, obserwuję jakie zachodzą tutaj zmiany. Martwią mnie one. Wiele lat temu dróg asfaltowych było dużo mniej, nie było specjalnie zrobionych ścieżek dla turystów, wszędzie można było wejść, wszystko zobaczyć. Obecnie w Islandii jest tyle ograniczeń, że staje się to irytujące, zwłaszcza że ich wprowadzenie jest obrazą dla ludzkiej inteligencji. Wybudowano wiele elementów infrastruktury, którą ja nazywam „idiotoodporną”. Podam niżej parę przykładów. Niestety w wielu miejscach na świecie wszystkich turystów wrzuca się do jednego worka z góry zakładając że nie poradzą sobie na zwykłej ścieżce. Islandia jest jednym z nich.

Ochrona środowiska na Islandii to ściema

Kiedyś do wielu miejsc potrzebne było auto terenowe, dzięki temu docierali w nie nieliczni turyści, którzy naprawdę chcieli tam być. Dzisiaj często jest asfalt, parkingi i tłumy ludzi w sezonie. To jest szkodliwe dla środowiska, tak samo jak asfalt i koszty środowiskowe jego wyprodukowania.

Kiedyś by zobaczyć dane miejsca były zwykłe ścieżki, dzięki temu natura miała się dobrze, a dane miejsca podziwiali pasjonaci. Dzisiaj porobiono mnóstwo ścieżek i tarasów widokowych idiotoodpornych. Zamiast wąskiej naturalnej ścieżki która była, wyrąbano szerokie pasy torfu, krzewów, mchów i porostów, o które Islandczycy się tak „martwią”. Wiele tych ścieżek zalano asfaltem lub zabetonowano, wyłożono plastikową siatką, zrobiono kilometry drewnianych ścieżek, schodków, porobiono stalowe tarasy widokowe. To nie tylko niszczy przyrodę i krajobraz, ale na Islandię drewno się sprowadza, gdzieś trzeba je ściąć, załadować na statek, przywieźć, dowieźć, pociąć. Podobnie ze stalowymi konstrukcjami. „Wszystko dla środowiska”. Kiedyś pod słynny wodospad Svartifoss podchodziło się fajną naturalną ścieżką, dzisiaj zbudowano taras w gorszym miejscu, psujący krajobraz. Kiedyś można było podejść pod sam wodospad Godafoss, w miejsca gdzie wygląda najefektowniej, można zrobić najpiękniejsze zdjęcia – zupełnie bezpiecznie. Dzisiaj zrobiono wielki kamienno - asfaltowy parking i takie alejki oraz postawiono łańcuchy, które mocno ograniczają oglądanie wodospadu. A podejście jak za starych czasów jest zupełnie bezpieczne, po skalnym podłożu, więc środowisku nic się nie stanie. Ktoś powie, że to dla bezpieczeństwa, ale nad najpotężniejszy wodospad Europy Dettifoss, można podejść bez żadnych ograniczeń, a jest tam dużo bardziej niebezpiecznie niż przy Godafoss. Nie ma w tym logiki. Wystarczyłaby tabliczka, że podejście bliżej jest niebezpieczne (choć to nieprawda) i że dalej idziesz na własne ryzyko. Ale nie, lepiej było wylać ogromne ilości asfaltu, betonu, zużyć mnóstwo drewna i stali oraz zniszczyć przyrodę oraz krajobraz, tak, że trudno zrobić zdjęcie bez tych „budowli”. Zamiast pięknej przyrody na wielu zdjęciach widać stalowe łańcuchy, beton, podesty drewniane i stalowe.

Niepotrzebne ucywilizowanie wielu miejsc powoduje, że w tych w których rocznie było najwyżej kilkaset osób, teraz są grube tysiące. Do tego traktuje się turystów jak idiotów, którzy nie potrafią iść zwykłą ścieżką, muszą iść sztuczną, zdjęcia nie mogą zrobić stojąc na kamieniu, muszą mieć metalowy taras zbudowany z użyciem ciężkiego sprzętu. Nie mogą wejść na krater zwykłą ścieżką, tylko muszą mieć drewniane schodki jak w Grabrok. Czy nie widzą, że rzeka płynie w skalnym wąwozie i trzeba go odgrodzić metalowymi łańcuchami jak przy Godafoss.

Dyrholaey – wulkaniczna plaża, klify, skały w oceanie i punkt obserwacji maskonurów. Obecnie zrobiono tam duży parking, jest asfalt, pełno barierek i tabliczek zakazujących, w tym podczas opisywanego pobytu, nie można było nawet wejść na plażę, bo są fale. Tak jakby każdy turysta był debilem i tego nie zauważył i nie wiedział dokąd podejść by było to bezpieczne. A barierki zabrały dostęp do najciekawszych miejsc i scenerii zdjęciowych.

Skaftafell, gdzie jest słynny wodospad Svartifoss – porobiono tam mnóstwo szerokich ścieżek, wykładanych plastikiem, drewnem, porobiono stalowe i drewniane tarasy. Innymi słowy są to szlaki idiotoodporne, generujące w lecie tłumy ludzi. A co ciekawe, wiosną, gdy wyżej śnieg – jest zakaz wędrówek powyżej Svartifoss, bo niebezpiecznie i przecież innych turystów nie ma na świecie poza tymi, którzy potrzebują ścieżki dla idiotów.

Lodowiec Sólheimajökull, pod który zrobiono drogę asfaltową i robią dalej szutrową pod czoło lodowca, by szybciej zabierać turystów na wycieczki po lodowcu (niszcząc przyrodę tylko po to by kilka firm zarobiło jeszcze więcej i szybciej). Za to resztę turystów witają tabliczki zakaz przejścia, by nikt nie zbliżał się do lodowca. Powszechnie ignorowane, bo te ostrzeżenia to zwykłe bzdury. I znowu tutaj mamy wrzucanie wszystkich do jednego worka. Tych którzy pierwszy raz widzą lodowiec na oczy i tych, którzy chodzą po nich całe życie. Podejście pod lodowiec nie stanowi żadnego zagrożenia dla nikogo. Rozumiem współczesne czasy i że większość turystów wykupujących krótką wycieczkę po lodowcu, robi to tylko po to by zrobić sobie zdjęcia w rakach i z czekanem na facebook oraz instagram. Przyglądaliśmy się z grupą takiej wycieczce na lodowiec (w grupie były 4 osoby, ale bywa i 15 w cenie 60-70 euro od osoby). Wpierw godzinny instruktaż przed wyruszeniem. Opowiadanie oczywistych oczywistości, ale może uczestnicy pierwszy raz widzieli lodowiec. Potem po dojściu do lodowca, kolejne pół godziny instruktażu i opowiadania banałów. Dalej próba założenia uprzęży, raków. Musiał to robić instruktor, bo uczestnicy sobie kompletnie nie radzili z tymi prostymi czynnościami. Obserwowanie jak ktoś przez 15 minut nie potrafi założyć jednego raka paskowego było i komiczne i tragiczne. Takich ludzi właśnie nie powinno się wpuszczać na lodowiec, nawet z przewodnikiem. W końcu mogli wejść na łatwy i bezpieczny lodowiec, ale pomimo to, jeden z pracowników wyrąbał na lodowcu dla uczestników płatnych wycieczek lodowe schody (gdybym nie widział tego na własne oczy to bym nie uwierzył). Ludzie mają raki, czekany, uprzęże, kaski, prosty lodowiec i jeszcze im się wykuwa stopnie, bo mogą sobie nie poradzić. Bardzo żenujący widok i obraźliwy dla tych ludzi. By mojej grupie pokazać z jaką skalą trudności mamy do czynienia, wszedłem w głąb lodowca, nie używając wyrąbanych schodów, w zwykłych adidasach, z gołymi rękami. Wszedłem i zszedłem. Okay, mam potężne doświadczenie w chodzeniu po lodowcach, ale moi towarzysze zrozumieli jak te zorganizowane wycieczki są przesadzone pod względem budowania atmosfery powagi i że z 4 godzin, tak naprawdę na lodowcu spędzają godzinę. Nie ma co ukrywać, mieli niezły ubaw. Oczywiście pan przewodnik coś tam na mnie marudził, że niebezpiecznie i co ja robię. Ale rozumiem jego frustrację. Klienci, którzy zapłacili kupę kasy, obładowani sprzętem jakby wchodzili na najtrudniejszy lodowiec świata, widzą jak po tym lodowcu skacze gość w adidasach. To może wkurzać. Ale to nie moja wina, że oni świadczą taką usługę ani że lodowiec jest łatwy ani że mam wieloletnie doświadczenie w chodzeniu po lodowcach. Dla mnie nie wymagał on użycia jakiegokolwiek sprzętu, a fałszywych zdjęć w stylu „profesjonalny alpinista lodowcowy” nie potrzebuję.

Jaskinia Raufarhólshellir. Jeszcze nie tak dawno tą dosyć długą jaskinię (1360 m) przechodziłem sobie sam, mniej doświadczeni wchodzili do pierwszych komór, by zobaczyć jej budowę, by w lecie dotknąć śniegu, który jeszcze nie stopniał albo obejrzeć wspaniałe sople lodowe. Dzisiaj obok jaskini na pięknym pustkowiu powstał budynek, zamiast wejścia do jaskini jest brama i można się tam dostać tylko z przewodnikiem. Jaskinię zniszczono budując w niej oświetlenie, chodniki, podesty, tarasy. Tak by każda ofiara losu sobie poradziła. Zanim zrobiono to okropieństwo, chodziłem sobie po tej jaskini w adidasach, bez kasku, nie było żadnych większych trudności by przejść ją całą. Bo ten tunel lawowy jest potężny. Kiedyś nieliczni ją odwiedzali, dzisiaj tysiące ludzi. Wszystko dla ochrony środowiska, a tak naprawdę tak jak z wspomnianym lodowcem chodzi tylko o pieniądze, o duże pieniądze. Bo dłuższa wycieczka kosztuje 150 euro, a najkrótsza 50 euro. Taki człowiek jak ja, z wieloletnim doświadczeniem ma przerąbane. Bo nie tylko nie mam ochoty płacić, ale nie mam ochoty chodzić jaskinią, którą oświetlono i gdzie zrobiono ścieżki, schodki i barierki. Taka jaskinia jest jaskinią zniszczoną. A tysiące ludzi którzy ją odwiedzają, robią to ze szkodą dla niej, ze szkodą dla przyrody.

Tak „zagospodarowanych” jaskiń na Islandii jest znacznie więcej, niestety ich przybywa. I ten ostatni fragment zdania jest dla mnie kluczowy. Rozumiem że niektóre jaskinie powinny być udostępnione turystycznie i przystosowane, ale na Islandii jest już ich za dużo w ten sposób zagospodarowanych. Islandczycy nie wiedzą kiedy przestać.

Pole geotermalne Krafla czy Krysuvik – z powodu wybudowania drewnianych pomostów przyciągają mnóstwo turystów, gdyby ich nie było turystów byłoby znacznie mniej. A do środka krateru Hrossaborg można wjechać osobowym samochodem, a kiedyś trzeba było do niego dojść. 

Czy skalne miasto Dimmuborgir, gdzie ścieżki są wylane asfaltem pomiędzy skałami, albo pobliskie kratery gazowe, gdzie są plastikowe siatki, metalowe schodki, drewno, a na jednym z kraterów wylano beton – niszcząc scenerię i przyrodę (na razie próbują obok betonu sztucznie odtworzyć roślinność wcześniej zniszczoną). A przecież to w ogóle nie było potrzebne. Kratery są malutkie i łagodne, stałoby się komuś jakby trawiastą ścieżką je obszedł czy wszedł na pierścień krateru – pytanie retoryczne.

Takich przykładów mogę podać setki. A tego wszystkiego jeszcze nie tak dawno nie było. Nie rozumiem, czemu Islandczycy niszczą swoją przyrodę twierdząc że jest dla nich bezcenna?

Mam świadomość, że większa liczba turystów niż kiedyś, wymusza pewne działania. Dlatego na przykład na Islandii są setki znaków zakazujących nocowania w namiotach czy w kamperach, których kiedyś nie było. Ale droga, którą wybrała Islandia jest błędna.

Bo Islandczycy z jednej strony krzyczą jak kochają przyrodę i jak dbają o swoją wyspę, a z drugiej niszczą ją maszynami, zalewając asfaltem, betonem i żelastwem, byleby więcej zarobić. Ambitny turysta zaczyna przeszkadzać, bo może sam wejść, sam eksplorować, przespać się pod namiotem – z pełnym szacunkiem dla przyrody. Najlepszy to turysta nieporadny, który wykupi drogą wycieczkę w lokalnej firmie i drogi nocleg, bo na takim się zarobi.

KOMERCJALIZACJA

Islandia promując swój kraj przyciągnęła mnóstwo turystów. Teraz płaczą, że jest ich tam za dużo w sezonie letnim. Ale w końcu ci turyści zostawiają mnóstwo pieniędzy, bo to jeden z najdroższych krajów na świecie. I mimo tego płaczu zbudowano mnóstwo niepotrzebnej infrastruktury, która tylko przyciąga jeszcze więcej turystów w miejsca, które ich nie bardzo interesują. Jadą w nie, bo jest tam zrobiona droga, a dalej idiotoodporna ścieżka.

Doszło nawet do tego, że przybywa płatnych parkingów (są automaty do płatności kartą). Zwłaszcza na najbardziej turystycznym południu wyspy. Taki parking to zwykle wydatek 5 euro. Tylko jednego dnia możemy odwiedzić takich kilka, a niektóre atrakcje zobaczymy w 20 minut. Płatne parkingi są np. w Þingvellir (w pobliżu kościółka), w Seljalandsfoss czy w Skaftafell. W tym ostatnim miejscu, kiedyś parkowało się bezpłatnie pod samym budynkiem obsługi turystów, gdzie toaleta, punkt informacyjny, sklep i kawiarnia. Dzisiaj tam mogą podjechać tylko autobusy (duży asfaltowy parking). Płatny parking dla aut osobowych zrobiono 300 metrów dalej, jest nierówny, po deszczu są kałuże i za to trzeba zapłacić 5 euro. A terenu wokół mnóstwo i tylko chęć zysku doprowadziła do postawienia parkomatów.

Od lat przykładem komercji jest niewielki krater Kerid koło Selfoss, którego zobaczenie kosztuje 400 koron (2,5 euro, kiedyś był bezpłatny potem kosztował niecałe euro, ponoć gdyby nie koronawirus cena w 2020 roku miała wynosić 700 koron). Są oczywiście schodki na dół, gdzie jezioro.

Płatnych miejsc na Islandii bardzo szybko przybywa, tak samo jak różnych zakazów. Przyzwyczaiłem się do bardzo wysokich cen na Islandii, kraj ten stać by za podziwianie przyrody i parkowanie nie pobierać opłat. Ale nawet to bym zrozumiał gdyby było robione z głową. Np. w Stanach Zjednoczonych za niecałe 100 dolarów mogę kupić roczny karnet do zwiedzania parków w całym kraju. Na Islandię przyjeżdża się na tydzień – dwa najczęściej. Niech zrobią jedną opłatę parkowo-parkingową, dajmy na to 20 euro za tydzień od osoby. I wszyscy będą zadowoleni. Turyści bo łatwo i szybko raz zapłacą i mają spokój. Islandia, bo będzie miała dzięki temu dużo więcej pieniędzy niż ma dzisiaj. Bo wstęp do parków jest bezpłatny i nikt nie biegnie do parkomatów, by z radością zapłacić (abstrahując od tego, że urządzania czasami nie działają albo nie chcą przyjąć płatności daną kartą). Islandię się zwiedza – przemieszczając. I płacenie kilka razy dziennie za parkowanie jest uciążliwe i drogie. Turyści się wkurzają i marnują czas. A nie o to chodzi na wakacjach.

Mam nadzieję, że Islandczycy nie doprowadzą do tego, że w prawie każdym miejscu będzie pobierana opłata i za prawie każdy parking. Jeśli te procesy będą nadal tak szybko postępować, Islandia stanie się nieznośnie uciążliwa do zwiedzania. I jeszcze droższa.

Bardziej mnie jednak martwi gwałtowna antropresja czyli dewastacja przyrody przez Islandczyków - budowa dróg, rozbudowa parkingów, budowa sztucznych ścieżek, sztucznych punktów widokowych, grodzenie, umieszczanie wszędzie jakichś tabliczek. Bez tego Islandia była znacznie piękniejsza, a natura w znacznie lepszym stanie.

NA ZDJĘCIACH: odwiedzone i opisane w artykule miejsca. 


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2020 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search