Blog

Blog

CZARNOBYL - Prypeć, sarkofag, laboratoria, Kopachi, mieszkańcy strefy) (Ukraina) – DZIEŃ 2 część 2

Na rogatkach Czarnobyla.
CZARNOB2 3Po wizycie przy radioaktywnym chwytaku, pozostaliśmy w Prypeci. Odwiedziliśmy warsztaty naprawcze samochodów ciężarowych (spotkaliśmy tutaj grupę turystów). Dużo porozrzucanego żelastwa, rozpadające się pojazdy. Następnie posterunek milicji. Na wejściu sierp i młot. Biurka, metalowy areszt. Port rzeczny w Prypeci. Jego resztki. Jeszcze stojące dźwigi. Spacer po mieście na koniec i wyjazd za szlaban, gdzie proszę o postój. Ukraińcy, że tu jest posterunek milicji. Niech sobie jest, znak informujący, że wjeżdżamy do Prypeci jest często fotografowany, a że przy budce milicyjnej. Nie ja ją stawiałem. Kierowca się zatrzymuje. Idę  robić zdjęcia. Znakowi, szlabanowi. Milicjant nic ode mnie nie chce, Ukraińcy wychodzą, by zrobić to co ja. Co wy tacy strachliwi? – myślę sobie.

Jesteśmy ponownie koło elektrowni, tabliczki przy drodze informują o terenie skażonym radioaktywnie. Mijamy torowisko z lokomotywą, jakiś potężny betonowy budynek, z dźwigiem nad nim. Może jakiś budynek pomp, bo nie słyszałem o budowie siódmego reaktora? A może coś nowego budują, trwały tam jakieś prace, a obiekt wyglądał zbyt dobrze?

Ostatnie spojrzenia z bliska na Czarnobylską Elektrownię Atomową i budowany sarkofag, któremu w tej części czarnobylskiej relacji poświęcę więcej miejsca. Niedługo zakryje reaktor nr 4. Stary sarkofag, budowany na szybko, popękał, odpadają kawałki betonu, promieniowanie wydostaje się na zewnątrz. Trzeba coś z tym zrobić, dlatego budowany jest nowy, ze stali (New Safe Confinement (NSC) lub New Shelter). W przyszłości być może będzie możliwe rozebranie starego sarkofagu, i unieszkodliwienie znajdujących się pod nim materiałów radioaktywnych, lecz póki co nie ma na to szans. Cała operacja budowy oraz nasunięcia, pochłonie ponad 3 miliardy dolarów. Inwestycję realizuje oraz finansuje Europa Zachodnia (w minimalnym stopniu również Polska), przy akceptacji Kijowa. Szczególną rolę odgrywają firmy francuskie. Ta stalowa konstrukcja w postaci łuku powstaje od roku 2010 i pierwotnie w 2015 miała zostać nasunięta na reaktor. Termin ukończenia prac przesunięto do końca 2017 roku, wraz z dobudowaniem bocznych ścian.

Robotnicy pracujący przy budowie nowego sarkofagu są szczegółowo monitorowani radiometrycznie. Mogą przyjąć dawkę 20 mSv rocznie. Pracują bardzo blisko reaktora nr 4, niektóre fragmenty nowego sarkofagu, znajdują się mniej niż 200 metrów od niego. A o tym, że radioaktywność na zewnątrz sarkofagu jest spora niech świadczy fakt, iż 20 mSv zostałoby przekroczone, gdyby ktoś stał na starym sarkofagu przez 12 minut albo na kominie górującym nad reaktorem nr 4 przez kilka godzin. Stalowy sarkofag ma specjalne powłoki, by nie osiadały pierwiastki promieniotwórcze, odporny jest na skrajne temperatury i silne trzęsienia ziemi. Wytrzyma 100 lat. Jego długość 162 m (inne dane 150 m), wysokość 108 m (w wewnątrz konstrukcji 92,5 m), rozpiętość ramion 257 m (inne dane 270 m). To największa tego typu konstrukcja na świecie.

CZARNOB2 4Katastrofa czarnobylska z 1986 roku została oznaczona najwyższym, siódmym (7) stopniem w międzynarodowej skali zdarzeń jądrowych i radiologicznych (INES). Oznacza to „wielką awarię”. Innej tak potężnej nie było. Do niedawna. W marcu 2011 roku doszło do katastrofy jądrowej w Fukushimie (Fukushima Daiichi, Japonia, wsypa Honsiu). Oceniono ją również na siódmy stopień w skali INES. Precyzyjnie, na skutek trzęsienia ziemi 14-15-metrowa fala tsunami (w niektórych miejscach osiągnęła 30-40m wys.), poważnie uszkodziła reaktory 1-2-3 tamtejszej elektrowni atomowej i doszło do stopienia ich rdzeni. Każdą z tych awarii oceniono na 5 w skali INES. Ponadto awarię w reaktorze nr 4 zakwalifikowano na incydent stopnia 3-go. Reaktory 5 i 6 w zasadzie nie ucierpiały. Łącznie katastrofę oszacowano na zagrożenie 7-go stopnia.

Skutki finansowe czarnobylskiej katastrofy wraz z budową nowego sarkofagu przekroczą 10 mld dolarów, niektórzy twierdzą, że stało się to już dawno temu. Skutki Fukushimy nie zostały oszacowane, ale mogą być jeszcze wyższe. Awaria jądrowa w Japonii wywołała znacznie mniejsze straty w ludziach. Przyjmuje się dwie ofiary śmiertelne (co może jeszcze ulec zmianie) i mniej niż 50 rannych, nieznana jest liczba zwiększonej zachorowalności na raka. Awaria w Czarnobylu spowodowała śmierć 28 lub 31 lub 56 lub 62 lub kilkaset osób (padają jeszcze inne liczby). Skąd te rozbieżności? Między innymi z różnych sposobów liczenia i niechęci ówczesnych władz do informowania. Niższe liczby dotyczą zgonów bezpośrednio związanych z awarią i początkową fazą akcji ratunkowej (co najmniej dwie osoby zginęły na skutek poparzeń podczas akcji gaśniczej, chociaż gdyby nie to, otrzymana dawka promieniowania również okazałaby się śmiertelna). W kolejnych miesiącach przy usuwaniu skutków katastrofy oraz budowie sarkofagu, pracowały tysiące osób. Narażonych na śmiertelne dawki promieniowania, o czym informowani nie byli. Choroba popromienna zabijała ich wolniej, niż pierwsze ofiary. Rannych było kilkuset-kilka tysięcy. Potwierdzono zwiększoną zachorowalność na raka, m.in. tarczycy. Rozbieżności w danych i tutaj są ogromne, od 4 tysięcy do 1 miliona. Powszechnie się uważa, iż likwidacja elektrowni w dalszych latach spowodowała kolejne ofiary śmiertelne, w tym na skutek promieniowania (przyczyny: brak odpowiednich informacji, błędy ludzkie, nieodpowiednio przygotowani pracownicy itp.).

                   czarnob2 5

Wróćmy do wycieczki. Zatrzymaliśmy się niedaleko nieukończonych reaktorów 5 i 6, przy laboratoriach. Pozwiedzaliśmy je sobie, zostało trochę zwierzątek i ich części w formalinie. Podwyższone promieniowanie wynosiło 5-7 mikrosiwertów, na chwilę przekroczyło 10. Nieopodal znajduje się zniszczony pojazd straży pożarnej, który brał udział w akcji w 1986 roku. Jest też kolejny pomnik, zaniedbany, związany z tragedią. Jeżdżąc po tej okolicy widać dużo kanałów i zbiorników wodnych. Potężne ilości wody były niezbędne do chłodzenia reaktorów.

Wioska Kopachi, nasz kolejny przystanek, to złomowisko radioaktywnych kombajnów i innego żelastwa. Znajduje się bardzo blisko elektrowni. Dalej znana procedura, posterunek, przejście przez urządzenia wykrywające radioaktywność i jedziemy do Czarnobyla. Nad rzekę Prypeć. Gdzie zniszczona wiejska zabudowa. W  centrum miasta stoi do dnia dzisiejszego pomnik dumnie stojącego Lenina – m.in. wodza rewolucji październikowej (1917r.) i inicjatora powstania ZSRR (1922r.). Kolejny oglądany na tym wyjeździe. Sporo osób podróżując po wschodzie Europy z upodobaniem fotografuje pomniki Lenina, są atrakcją. Jeśli jakaś gmina w Polsce wpadnie na pomysł i odważy się u siebie ponownie postawić pomnik towarzysza Lenina w centrum miasta i nazwać ulicę, plac jego nazwiskiem, zyska atrakcję turystyczną, która ściągnie licznych gości. Jest co prawda pomnik w Kozłówce, w lubelskim, ale jako część Galerii Sztuki Socrealizmu i był drewniany w prywatnej zagrodzie w Poroninie koło Zakopanego, nie wiem czy jeszcze jest, miał być usunięty. Takie pomniki to nie to samo, co choćby czarnobylski przykład. Myślę, że Ukraińcy, którzy są w fazie powolnego eliminowania Lenina ze swoich miast i wsi, acz nie wszędzie, chętnie jakiegoś oddadzą. Historia ważna rzecz, ale nie popadajmy w paranoję i w skrajności oraz jednostronne oceny. W czasach realnego socjalizmu nawet w Polsce dla wielu Lenin był bohaterem. Stawianie jego pomników, nazywanie czegoś jego imieniem, było rzeczą naturalną, dzisiaj jest przestępstwem, bo niby gloryfikuje system totalitarny (po zmianie ustroju ktoś uznał, że tak ma być, a demokratyczna wolność poglądów, będzie w tym zakresie ograniczona). Lenin - kiedyś w Polsce podziwiany, dzisiaj potępiany. Nikt za czasów ZSRR nie przypuszczał pewnie, że ten system zostanie oceniony w niektórych częściach świata, nieraz bardzo bliskich, tak negatywnie, a umieszczenie pomnika z osobą z nim utożsamianą, przestępstwem. Historia jest nieprzewidywalna i któż wie, czy to się nie odmieni? Może za 100 albo 200 lat, kolejne pokolenia uznają demokrację za jednoznacznie negatywny ustrój polityczny i mówienie o niej dobrze, będzie uważane za gloryfikację podlegającą odpowiedzialności karnej? Pomniki mające cokolwiek wspólnego z demokracją zostaną usunięte, a nazwy ulic pozmieniane? Dzisiaj wydaje się to nam utopią, tak samo jak wydawało się ludziom w czasach ZSRR, kiedy Lenin oraz totalitaryzm były obiektami powszechnego kultu.

Zwiedzanie czarnobylskiej strefy dobiegało końca. Nastał czas obiadu. Królewskiego obiadu. Być może tylko z powodu Świąt Wielkanocnych? W każdym razie, gdyby ten nadmiar jedzenia dorzucić do obiadu z poprzedniego dnia i śniadania z tego poranka, byłyby to równomierne posiłki. A tak, dwa wcześniejsze były trochę za małe, a ten stanowczo za duży. A co było? Talerz z salami, kiełbasą i szynką, trochę pomidora, kanapki z czerwonym kawiorem, na deser drożdżówki z francuskiego ciasta i jabłka. Oraz mała butelka wody na drogę, która dużo bardziej przydałaby się rano. Oprócz tego normalny obiad, zupa podobna do rosołu, chleb, mała porcja ziemniaków z gulaszem, kompot, surówka.

               CZARNOB2 1

Przed opuszczeniem zony została nam jedna rzecz. Odwiedziny mieszkańców, którzy nie pozwolili się wysiedlić po czarnobylskiej awarii. Na tą okoliczność zrobiliśmy zakupy spożywcze, produktów które mają dłuższą datę ważności i które ciężko samemu zrobić, wyhodować. Fakt prawosławnej Wielkanocy nie miał nic do rzeczy. Starsi ludzie, którzy tu pozostali, nie mają łatwych warunków do życia, każda pomoc im się przyda. W sklepach w Czarnobylu są też jakieś marne pamiątki, typu koszulki, czapeczki, kubki, magnesiki. Jest to jednak brzydkie i marnej jakości, ale tanie. Amatorka.

CZARNOB2 6Udaliśmy się do pozostałości wioski niedaleko granicy strefy czarnobylskiej. W dwóch chałupach oddalonych od siebie mieszkały dwie siostry, obie wyraźnie ponad 80-letnie (82 i 85 lat). Wzruszyły się na nasz przyjazd i bardzo chciały nas obdarowywać. Częstowały świątecznym kołaczem, podobnym do babki, własnym kwasem chlebowym, pierogami z serem na słodko, chciały dawać jajka prosto od kur. Uprzedzę pytanie. W tej części strefy śmiało można jeść takie jajka, zbierać grzyby, jagody. Z jej obszarem kiedyś przeholowano, od początku była zbyt duża. Życie na wsi i ciężka praca fizyczna popłacają. Panie były w bardzo dobrej formie mówiły, że czują się świetnie jak na swój wiek. Szybko chodziły, nie miały problemów z nabieraniem ze studni wody i marszu z dwoma wiadrami do chałupy oddalonej o 100 metrów. Wesołe, pogodne, wygadane. Żyje im się normalnie – mówiły. Nie otrzymują emerytur, nie ma publicznego transportu, sklepu, lekarza, poczty. Prąd jest, ale nie mają jak płacić. Pomagają czasami tacy jak my, jak ktoś ma rodzinę to pomaga. Jest im dobrze. Nie chciały wyjeżdżać. Nie zgodziły się na przymusową ewakuację, bo niby dokąd? I nie żałują. Zostawiono je w spokoju. Wyszło im to na zdrowie. Mieć tyle lat i być w takiej kondycji oraz mieć takie poczucie humoru – podziwiam.

Ruszyliśmy ku szlabanom w Dityatki (Dytyatki). Tam kontrola radioaktywności,  pożegnaliśmy naszego przewodnika Siergieja. Postanowiłem porobić zdjęcia temu miejscu, uprzednio pytając milicjantów. Powiedzieli, że mogę. Ukraińcy tradycyjnie po mnie również przystąpili do zdjęć. Jeszcze na rogatkach Czarnobyla poprosiłem o postój przy tablicy z przekreślonym napisem Czarnobyl. Symbolicznie to wyglądało. Kierowca się zatrzymał bez problemu. Ukraińcy, że po co, tu nic nie ma. Po chwili wszyscy robili sobie zdjęcia na tle tablicy. Młodzi ludzie, ale jakoś strasznie bierni, bojący się wszystkiego. Jak takie jest całe pokolenie, to nie wróżę szybkich przemian Ukrainie. Jakichkolwiek. O 18:00 dojechaliśmy w okolice dworca kolejowego w Kijowie (około 120km od rogatek zony czarnobylskiej). Dosyć opustoszałego, jak przystało na święto, aczkolwiek dziwnie to wyglądało. Strasznie zatłoczone na co dzień miejsce, na chwilę się wyludniło. Udałem się do Leonida. Gala przywitała mnie ukraińską wersją gołąbków. A Leonid kroił w tym czasie babkę wielkanocną. Miło spędziliśmy wieczór rozmawiając.

               CZARNOB 2 2

Czas na podsumowanie czarnobylskiej wycieczki i ocenę firmy, która mnie tam zabrała, a którą zweryfikował dla mnie Leonid. Go2chernobyl to jedna z coraz liczniejszych firm, która nastawiona jest także na turystów zagranicznych. Dla mnie podstawowym kryterium była wiarygodność. Chcę jechać, dostaję potwierdzenie wyjazdu, płacę zaliczkę czy całość w momencie rezerwacji, przyjeżdżam, wycieczka dochodzi do skutku. Z mojego punktu widzenia to 90% istoty przedsięwzięcia. Wygospodarowałem czas, kupiłem bilety, by dostać się do Kijowa, wyruszyłem. Nie byłoby przyjemnie, gdyby na miejscu okazało się, że z wycieczki nici. Nieważne z jakiego powodu. Kto by mi zwrócił poniesione koszty, zrekompensował stracony czas i nadzieje na zwiedzanie? Czarnobyl nie jest jeszcze tak dużą atrakcją turystyczną, by klienci walili drzwiami i oknami, trudna sytuacja Ukrainy również zniechęca wielu.

Go2chernobyl od pierwszego kontaktu zrobił na mnie dobre wrażenie. Strona po angielsku, wszystkie potrzebne informacje. Świetny i szybki kontakt mejlowy z ich strony. Wszelkie odpowiedzi na pytania – po angielsku. Moje zasadnicze oczekiwanie było takie, że wyjazd w terminie, który mają i który wybrałem musi dojść do skutku. Dostałem odpowiedź, że na pewno się odbędzie. Tak też się stało. Zapłacić można kartą poprzez internet. Bank przeliczył kurs wg słabej taryfy, ale to i tak było tańsze oraz wygodniejsze niż jakiś przelew na Ukrainę. Zapłaciłem tylko zaliczkę, resztę na miejscu w gotówce, w euro i dolarach. Czekał na mnie zarezerwowany dozymetr.

Akurat w okresie mojego wyjazdu firma odświeżyła swoją stronę internetową, z korzyścią. Myślą probiznesowo. Są rabaty za zakup wycieczki z dużym wyprzedzeniem (25%). Jak zbierzemy grupę 5 osobową, to ta ostatnia osoba jedzie gratis, w praktyce tą zniżkę rozdzieli się na wszystkich. Oczywiście kwestie zniżek i promocji mogą ulec zmianie. Zawsze mi się nie podoba, gdy firma ma inną stawkę dla cudzoziemców a inną dla swoich, tak jest w tym przypadku, ale z kilku ofert, które przejrzałem, ta była i tak najtańsza. Często dwukrotnie aniżeli u konkurencji. Rozumiem przy tym, że dla nas Polaków 100 dolarów, to zupełnie inna „waga” niż 100 dolarów dla przeciętnego Ukraińca. Jak uwzględnimy, że Ukraina jest w stanie wojny na wschodzie kraju, w zapaści gospodarczej, hrywna bardzo dużo straciła do innych walut i ta sama pensja w hrywnach, tak naprawdę jest kilka razy niższa, jak również fakt, że wszystko kilkukrotnie podrożało, to w tym wypadku jestem gotowy usprawiedliwić to rozróżnienie. Miejscowi płacą prawie o połowę mniej. Niewykluczone, że koszt pozwolenia wjazdu do strefy jest zupełnie inny dla cudzoziemców (a w ogóle samo pozwolenie jest drogie). Ważne, trzeba podać prawidłowe dane z paszportu, zrobić to z odpowiednim wyprzedzeniem (min. 10 dniowym) i mieć co najmniej 18 lat.

Gdy rezerwowałem wyjazd, cena za dwudniową eskapadę wynosiła około 150 dolarów. Mimo, że nie dochowałem zgłoszenia z 30 dniowym wyprzedzeniem, dostałem 25% zniżki (do zapłaty 112,5 dolarów). Lubię negocjować, mam w zanadrzu zawsze jakieś argumenty, więc postanowiłem powalczyć o jeszcze wyższy rabat, co się udało. Szczególnie polecam zebrać się w grupę, wtedy możliwości negocjacyjne będą jeszcze silniejsze, a firma jest elastyczna. Do pewnych granic, ale zawsze. Po zapłaceniu, pozostaje nam tylko przyjechać i zgłosić się w umówione miejsce. Mamy transport, przewodnika, całą papierologię załatwioną (pozwolenie, ponoć koniecznie jest od niedawna jakieś ubezpieczenie), nocleg, wyżywienie – piszę o wyjeździe dwudniowym. Uważam, że inaczej nie ma sensu, o czym za chwilę. Przejazd przez Ukrainę jest bardzo tani, nocleg też w Kijowe może znaleźć za niedużą kwotę. A dla bardzo oszczędnych pozostaje przyjazd nocnym pociągiem, by rano dotrzeć na umówione miejsce i wieczorem po zwiedzaniu wsiąść w kolejny nocny pociąg, w kierunku polskiej granicy. Istnieją opcje wycieczki z Polski, około 4-dniowe. Z całodziennym zwiedzaniem od około 800zł a z dwudniowym (ale bez radaru Duga-2) od 1200zł. Plus drobne wydatki. Samemu można rzecz jasna taniej. Liczę koszty od granicy polsko-ukraińskiej w Medyce, więc trzeba doliczyć podróż po Polsce. Pierwszy wariant można zrobić za 300zł a drugi za 500zł. Skromnie, bez noclegu w Kijowie. I wszystko sami musimy sobie zorganizować. Stan na moment publikacji wpisu. Zamiast drogi lądowej warto rozważyć lotniczą, czasami się bilety w dobrej cenie, wyjdzie drożej, ale będzie szybciej. I co ważne, nie potrzebujemy wiz na Ukrainę, wystarczy ważny paszport. I może warto wspomnieć, że w strefie czarnobylskiej nie zawsze miałem dostęp do sieci GSM, a w Kijowie niedaleko stacji metra Kontraktova Ploscha jest Narodowe Muzeum Czarnobyla (katastrofy czarnobylskiej).

Osobiście uważam, że jechać taki kawał drogi, by spędzić jedynie dzień w strefie czarnobylskiej (w praktyce 7-8 godzin, w tym przejazdy), jest złym pomysłem. Jest to zwykłe zaliczanie na zasadzie: postawiłem nogę (chyba że ograniczymy pobyt w strefie do dwóch miejsc zamiast dziesięciu). Kolejnej okazji w życiu do odwiedzenia czarnobylskiej zony może już nie być. Dla mnie dwa dni to absolutne minimum przyzwoitości. Nie ma generalnie dłuższych wyjazdów, ale pewnie się pojawią. Strefa jest duża, miejsc do odwiedzenia też. Tak naprawdę dwa dni to strasznie krótko (po samej zonie przejechaliśmy w tym czasie 200km). Warto się zmobilizować, jak moja grupa, i bez zbędnej zwłoki zwiedzać, nie narzekać na zmęczenie, wycisnąć z pobytu ile się da. I tak miałem odczucie, że  zwiedzanie, zwłaszcza pierwszego dnia, jest na czas. Tu 15 minut, tu 20, tam 30. Bardzo nie lubię czegoś takiego. Ale mnogość miejsc nie pozostawia wyboru. Na szczęście drugi dzień zrekompensował trochę gonitwę z dnia pierwszego. Cieszyło mnie, że na radar DUGA-2 było sporo czasu oraz na Prypeć. Plan wyjazdu zazwyczaj jest ramowy i może podlegać modyfikacji. Warto przed wyjazdem wiedzieć co się chce zobaczyć i tego pilnować. Osobiście sam Czarnobyl jest mało ciekawy, tak samo jak większość pomników. Lepiej tutaj zaoszczędzony czas zostawić na Prypeć czy inne miejsca. Przy jednodniowym zwiedzaniu na wspomniane miasto są zazwyczaj około 2 godziny. To absolutnie nic. Przez dwa dni spędziliśmy w nim dobre 6 godzin, to i tak mało.

Wielkość grupy ma znaczenie. Pierwszego dnia było na szesnaście osób, jeszcze do przyjęcia, lecz już odrobinę tłocznie. Na drugi dzień została nas ósemka i to jest optymalna liczba, byleby nie więcej. Widziałem nawet jedną ekipę autokarową. Takie 40-50 osób w Prypeci w jednej grupie, to jakby spacerować po Chreszczatyku w centrum Kijowa. Cały klimat zwiedzania opustoszałej strefy znika. Nie zrobimy zdjęcia bez tłumu ludzi na nim. Szkoda czasu i pieniędzy.

Zadowolony jestem z jakości usług go2chernobyl. Rzetelna firma, istnieje, działa, fajna komunikacja, oferta zgodna z opisem. Transport ma dobrym poziomie, zakwaterowanie oraz wyżywienie także, fajny przewodnik. Mogę ich z całą pewnością polecić. Znalezienie pewnej firmy na zwiedzanie Czarnobyla to rzecz kluczowa. Sam skorzystałem z pomocy Leonida, który pomógł mi ją znaleźć i zweryfikować. Gwarancja, że impreza się odbędzie jest rzeczą niezwykle cenną, a oni taką gwarancję dali. I wywiązali się.

Na zdjęciach:

  • 1-13) Prypeć – m.in. posterunek milicji i port.
  • 14-15) Reaktor nr 4 Elektrowni Atomowej w Czarnobylu oraz końcowa faza budowy nowego sarkofagu (NSC).
  • 16-29) Okolice reaktorów 5 i 6, m.in. laboratoria.
  • 30) Wioska Kopachi.
  • 31-33) Jeden z posterunków kontrolnych i urządzenia sprawdzające czy ludzie nie zostali napromieniowani.
  • 34-42) Czarnobyl, m.in. zabudowa, rzeka Prypeć, pomnik Lenina, pożegnalny obiad, ja w towarzystwie Anny i Koli, jeden ze sklepów (na pierwszym zdjęciu pamiątki czarnobylskie, na drugim główny asortyment sklepu).
  • 43-54) U mieszkańców czarnobylskiej zony.
  • 55-56) Punkt kontrolny Dityatki.
  • 57) Wille pod Kijowem
  • 58- 59) Wielkanocne klimaty w Kijowie. 


Znajdź mnie

Reklama

Absolwent XXI wieku

Image

Subskrybuj Mój Newsletter

Informacje o aktualnych wyprawach i wydarzeniach

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Search