Blog

Blog

Gdańsk - Europejskie Centrum Solidarności, Motława i nie tylko turystyczne fragmenty miasta

Europejskie Centrum Solidarności - Gdańsk.
Gdy ten tekst się ukazuje, jestem w drodze do Macedonii. Taki krótki, ale intensywny wypad na Bałkany. Długi weekend powiedzmy, ledwie 12 dni. Ostatnie chwile przed wylotem spędziłem w Gdańsku. Od kilku lat dosyć często bywam w Trójmieście. Tym razem do gdańskiego grodu przywiodła mnie szkolenio-prelekcja dla jednej z firm, ale jak zwykle znalazłem parę godzin na włóczęgi po mieście. Notabene, tego samego dnia co wrócę z Bałkanów, czeka mnie krótka wycieczka w Beskid Żywiecki a zaraz potem kolejny wyjazd do Trójmiasta, tym razem do Gdyni. W Muzeum Emigracji 13 lipca (17:30) opowiem o wulkanach i Ignacym Domejko. Serdecznie zapraszam.

Europejskie Centrum Solidarności (ECS) położone jest niecały kilometr od głównego dworca kolejowego w Gdańsku, na terenach Stoczni Gdańskiej. Idąc ku niemu ulicą Wały Piastowskie natkniemy, się na fragment Muru Berlińskiego, pełniącego funkcję swoistego pomnika. Przed samym ECS znajduje się słynny Pomnik Poległych Stoczniowców 1970 (wysoki na 42m). Po przejściu przez równie słynną bramę Stoczni Gdańskiej (kiedyś im. Lenina), już kilka kroków dzieli nas od głównego wejścia do ECS. Potocznie mówi się Muzeum Solidarności, ale w praktyce to coś więcej. Oprócz krzewienia wiedzy o Solidarności i zarażania nią innych, w budynku jest m.in. biblioteka i archiwum. Instytucja funkcjonuje od 2007 roku.

Obecna siedziba ECS jest stosunkowo nowym obiektem - oddanym do użytku w 2014 roku - bardzo efektownym na zewnątrz i wewnątrz Stalowe zardzewiałe zewnętrzne ściany, wewnątrz ogromny i wysoki plac z roślinnością, która również jest obecna na tarasie widokowym na dachu. W samym budynku natkniemy się też na wąskie przejścia o zakrzywionych ścianach, z celowo rdzawej stali oczywiście, czasami z domieszką szkła. Bardzo mi się to wszystko podoba. Lubię odważną architekturę, ale dobrze przemyślaną. W Polsce rzadko ktoś ma odwagę poszaleć architektonicznie, a jak już, to w złym guście. Tutaj mamy swoisty stalowy statek, o efektownej bryle - świetnie pasujący do terenów stoczniowych i nadmorskiego miasta. Aż chce robić zdjęcia, bo tak niespotykanie wygląda. Wewnątrz podobnie. Co ciekawe, w samym Gdańsku słyszałem kilkukrotnie wyraźne głosy krytyki, że budynek się nie podoba. Niesłusznie. Osobiście czekam na coś jeszcze odważniejszego, jak Muzeum Guggenheima w Bilbao czy Muzeum Graz Art (Kunsthaus) albo Muzeum Experience Music Project and Science Fiction w Seattle. Same ich bryły powodują, że turyści przyjeżdżają tylko po to, by zrobić im zdjęcie. Nie trzeba zabytków, by ściągnąć turystów, można to osiągnąć także współczesną architekturą.

Muzeum w ECS nie jest przesadnie rozbudowane, takie w sam raz, do tego bardzo ciekawie zaprojektowano stałą wystawę. Nie jest nudno, jest fajnie. Dużo multimedialności, ciekawych rekwizytów, w tym o znacznych gabarytach jak suwnica, milicyjna ciężarówka czy aranżacja sali Okrągłego Stołu (faktycznie znajdująca się w Pałacu Prezydenckim w Warszawie). Eksponowani są bohaterowie i antybohaterowie tamtych wydarzeń. Najbardziej Lech Wałęsa, wśród tych pierwszych i Wojciech Jaruzelski, wśród tych drugich.

Nie wiem jak teraz jest w szkołach, ale za moich czasów (lata 90-te XX w.), męczyło się uczniów do upadłego starożytnością albo średniowieczem, o Stanie Wojennym 1981-1983 r., Solidarności, Okrągłym Stole i 1989 roku, nie było prawie nic. Bo zabrakło roku szkolnego. A te wydarzenia są dużo ważniejsze dla współczesnego Polaka, niż jakieś abstrakcyjne po tylu latach starożytne opowieści. Muzeum w ECS pokazuje te czasy w interesujący sposób, w ciekawie zaaranżowanych pomieszczeniach. Brawo!

Najważniejszym eksponatem w ECS są tablice z postulatami strajkowymi. Jest ich 21. Zostały ogłoszone 17 sierpnia 1980 roku przez Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Listę otwierało żądanie utworzenia wolnych związków zawodowych. Gdyby postulujący wiedzieli, że związki w demokratycznej Polsce osiągną tak karykaturalny poziom, może zrewidowaliby swoje żądanie? Polska jest krajem o bardzo słabym uzwiązkowieniu. Obserwacje przeciętnego człowieka są takie, związki dbają tylko o siebie, są stanowczo za bardzo zaprzyjaźnione z władzami zakładów pracy (czyt. kolesiostwo). Ich celem nadrzędnym jest zachowanie dobrze płatnych etatów związkowych, a załoga nie ma w praktyce żadnej reprezentacji i nikt się za nią nie wstawi. Na świecie związki zawodowe potrafią działać o wiele lepiej i dbać o należyte warunki pracy i płacy osób zatrudnionych. Może i w Polsce przypomnimy sobie po co walczono o wolne związki zawodowe i  jaką powinny pełnić funkcję? Aczkolwiek odbudować zaufanie społeczeństwa będzie niezmiernie trudno.

Co do innych postulatów, są wśród nich nawołujące do przestrzegania konstytucji, zniesienia przywilejów dla członków partii i nawołujące do podwyżek płac, wolnych sobót czy żądające zwolnienia więźniów politycznych. Lista 21 postulatów wpisana jest na listę najbardziej wartościowych dokumentów świata UNESCO - Pamięć Świata. Niedawno pisałem o średniowiecznej Księdze Henrykowskiej znajdującej się na tej liście. Jak widać, dokument nie musi być stary, by był ważny dla świata. Postulaty spisano na drewnianej sklejce, która sama w sobie wartość ma niewielką. Ale treść jest bezcenna. Postulaty podczas strajku umieszczono nad bramą nr 2 stoczni. 31 sierpnia 1980 roku w sali BHP podpisano porozumienie: strona rządowa i Między Zakładowy Komitet Strajkowy, zrzeszający ponad 700 zakładów pracy.

Z kwestii praktycznych, obecnie bilet wstępu kosztuje 12zł, ale warto dopłacić 5zł za system audio (nie tylko w języku polskim), z elektroniczną mapą i ciekawymi nagraniami przy różnych fragmentach ekspozycji. Kolejne, zamontowane są bezpośrednio w salach, wystarczy przyłożyć retro-zaprojektowane głośniki do ucha.

Żeby nie było tak słodko, jest kilka niedoróbek. Koło kas są liczne szafki na pozostawienie przedmiotów, większe i mniejsze, ale wszystkie bardzo wąskie. Zmieści się mała torebka, pustawy plecaczek i nic więcej. Najzwyczajniej brak pomyślunku i pieniądze w dużej mierze wywalone w błoto. Na szczęście, są też dwie "klatki" na plecaki uczniów, którzy przychodzą na lekcje, i obsługa niechętnie, ale pozwala tam zostawić większe bagaże. Muzeum nierzadko odwiedzają osoby, w drodze na (z) lotnisko czy dworzec kolejowy, z walizkami.

Taras widokowy na dachu był mocno zaniedbany, a przenośny system audio przed chwilą wspomniany, chociaż łatwy w obsłudze, to trochę wkurzający w działaniu. Mógłby być bardziej intuicyjny, szybciej działający. Jakość słuchawek też nienajlepsza, jak i gniazdek w samym urządzeniu audio. Przerywało, szumiało. Może miałem pechowy egzemplarz, ale to niewiele zmienia. Ciekawi mnie ponadto, czy słuchawki są jakoś dezynfekowane, bowiem są na nich gąbki? Podczas tak tropikalnych temperatur jakie spotkałem w Gdańsku, każdy był bardzo spocony (w samym ECS było przyjemnie, nie za ciepło). Oświetlenie 21-postulatów chronionych szkłem pachnie amatorką, jest dużo odbijających się "świetlików", tak być nie powinno. Można by też poprawić oznakowanie kierunków zwiedzania (odbywa się na dwóch piętrach). Zwiedzający mięli z tym pewne problemy. Są to jednak wszystko drobiazgi, chociaż uciążliwe albo wkurzające. Plusem, a propos drobnych spraw, są miejsca siedzące na zewnątrz sal wystawowych, a w nich samych, krzesełka składane, z których można skorzystać.  

Po Motławie i Martwej Wiśle można pływać przeróżnymi środkami transportu, wyłącznie z pirackimi statkami, kajakami czy tramwajem wodnym. Niestety także bardzo popularnymi ostatnio w Polsce - nieznośnie głośnymi wodnymi skuterami. Przeciwieństwem są ciche i ekologiczne łódki solarne, którą płynąłem. Rejs odbywał się zarówno wzdłuż Długiego Pobrzeża ze słynnym zabytkowym Żurawiem (dźwig portowy), jak i po basenach portowych Stoczni Gdańskiej, w tym koło Nabrzeża Bytomskiego, na którym w 2013 roku otwarto nowoczesny terminal masowy. Nabrzeże Bytomskie znajduje się także w Porcie w Szczecinie. Jako bytomianinowi, nie uchodzą mojej uwadze takie fakty. One świadczą o zamierzchłej potędze Bytomia. Za czasów PRL Bytom był blisko ćwierćmilionowym miastem (jak obecna Gdynia), mówiło się, że jest największym przemysłowym miastem Polski (kilkanaście kopalń i hut). Tysiące pociągów przewoziły stal i węgiel do polskich portów. Dzisiaj, kiedy praktycznie cały przemysł zlikwidowano w bardzo krótkim czasie, nie otwierając nic w zamian, gdy ubyło sto tysięcy mieszkańców, trudno uwierzyć, jak ważnym i bogatym miastem był Bytom. Notabene, jest starszy od Gdańska.

Podczas pobytu w Gdańsku nie zabrakło spacerów po Głównym Mieście (Prawym Mieście, Starym Mieście) z wspomnianym Długim Pobrzeżem, ulicami Długą i Długi Targ (w praktyce traktowana jak plac, gdański Rynek), Mariacką z ogromną Bazyliką Mariacką (największy ceglany kościół na świecie) czy Szeroką. To tutaj znajduje się najwięcej zabytków, w tym ślicznych kamienic, a z większych obiektów choćby Ratusz, Fontanna Neptuna, Dwór Artusa czy Złota Brama.

Wybrałem się do cieszącego się nienajlepszą opinią Dolnego Miasta (część Śródmieścia), które zmienia się w ciekawy turystyczny rejon, z zabytkowymi kamienicami, otoczony ciekami wodnymi. Reprezentacyjną ulicą jest tutaj Łąkowa przechodząca w ulicę Wróbla. Na skraju dzielnicy są ziemne bastiony z I poł. XVII wieku, najbliżej Bastion Żubr (wzmocniony murem w dolnej części), z którego rozpościera się widok na Gdańsk.

Odwiedziłem ponadto wyspy: Spichrzów i Ołowiankę. Na tej pierwszej, w części najbliżej centrum, wreszcie ukończono prace archeologiczne i na zaniedbanych fragmentach trwa budowa pełną parą, m.in. hotelu. Oby architektura była adekwatna do zabytkowej okolicy. Największą atrakcją Wyspy Spichrzów w sezonie letnim jest Młyńskie Koło (diabelski młyn), takie Gdansk Eye (nawiązując do London Eye), naprzeciwko Żurawia i Długiego Pobrzeża. W nocy efektownie podświetlone, odbija się w wodach Motławy po obu stronach wyspy. Gdańszczanie z którymi rozmawiałem mówili, że rok wcześniej było wyższe oraz że ceny są nieprzyzwoicie wysokie. Z ciekawych obiektów na wyspie, można wspomnieć jeszcze o Bramie Stągiewnej i o marinie Gdańsk sąsiadującej z wyspą. Wyspa Ołowianka, która sąsiaduje z Wyspą Spichrzów, jest dobrze zagospodarowana. Znajduje się tutaj Narodowe Muzeum Morskie, statek-muzeum Sołdek, a z nadbrzeża świetnie prezentuje się Długie Pobrzeże z Żurawiem. W odrestaurowanym Spichlerzu Królewskim mieści się hotel a obok Filharmonia Bałtycka we wspaniale odrestaurowanych budynkach zabytkowej elektrociepłowni. Przed budynkiem są odciśnięte dłonie wybitnych artystów (w większości polskich), nazywa się to Bursztynowa Promenada Gwiazd.

W Gdańsku jak zwykle nie brakowało turystów z całego świata, ciągle dominują Rosjanie, chociaż jak powiedział mi jeden z przewodników, jest ich trochę mniej niż kiedyś. W weekendowe noce, śródmieście było pełne rozbawionych ludzi, niemal do rana.

Kończąc, Gdańsk to jedno z największych polskich miast pod względem liczby mieszkańców, a jako Trójmiasto, z Gdynią i Sopotem, porównywalne z Krakowem, drugim najliczebniejszym miastem w Polsce. Cały region w ostatnim 15-leciu zrobił 

Na zdjęciach: Gdańsk i wszystko to o czym pisałem.


Znajdź mnie

Wydarzenia

Brak wydarzeń

Subskrybuj Mój Newsletter

Informacje o aktualnych wyprawach i wydarzeniach

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
red-bull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
iexpert-225x150px.png

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2018 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search