a2b2

red bull box 225x150

pzu bezpieczny 225x140

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich została przyćmiona przez Dubaj, ale nie daje za wygraną. Dubaj jako miasto jest efektowne, ale ani ładne ani urokliwe. Z Abu Zabi jest jeszcze gorzej. Bez klimatu, brzydkie. Dużo prostopadłych i równoległych ulic oraz wątpliwej urody budynków. Jest sporo wysokościowców, ale znacznie mniej niż w Dubaju, a ich architektura jest nudna. Dopiero od niedawna, więcej uwagi poświęca się estetyce i turystycznej atrakcyjności.

Abu Zabi, Abu Dabi, Abu Dhabi - wszystkie nazwy są poprawne. Jako aglomeracja jest porównywalna z Dubajem, niecałe 3mln mieszkańców (same miasta mają połowę tej liczby mieszkańców). Przy czym Dubaj trochę przewyższa liczebnie Abu Zabi i dysproporcja pewnie będzie się zwiększać.

Miasto próbuje stać się bardziej atrakcyjne, nawet nieśmiało konkurować z Dubajem, położonym w odległości 150km. Dlatego buduje się coraz ciekawsze szklane wieżowce i dlatego na wyspie Yas powstają ważne dla miasta obiekty.

Centrum - szeroko rozumiane. Oprócz nijakości, są miejsca warte uwagi. Abu Zabi kryje obiekt, którego nie ma Dubaj. Meczet Sheikh Zayed (Sheikh Zayed Grand Mosque) lśni z oddali swoją białością, oraz baśniową, obłą architekturą. Ale klasyczne arabskie minarety też są (ponad 100-metrowe). Powstał w latach 1996-2007. Jest to największy meczet w Emiratach, liczy 400x290 metrów. Wykonany z najlepszych materiałów, zdobiony, z pięknymi mozaikami, żyrandolami (z milionami kryształów Svarovskiego) i największym na świecie dywanem, sprowadzonym z Iranu (35 ton wagi).

Pomieści 40 tysięcy wiernych, a główna sala modlitewna 7 tysięcy. Uważany jest za ósmy co do wielkości meczet świata. Można go zwiedzać bezpłatnie, ale też wykupić specjalne wycieczki z przewodnikiem. By dostać sie na teren meczetu, trzeba nie tylko być odpowiednio ubranym, ale również przejść wnikliwą kontrolę bezpieczeństwa. Wewnątrz chodzi się na boso. Obok meczetu są fontanny, zieleń, kawiarnia i sklep z pamiątkami.

Odwiedzany był przez znane postacie popkultury, jak Rihanna i Selene Gomez. Za robienie niestosownych zdjęć, tą pierwszą wyproszono, a tą drugą skrytykowano po ich publikacji.

W tak zwanym centrum, najfajniejsza jest długa promenada. Abu Zabi położone jest bowiem na licznych wyspach nad Zatoką Perską. Deptak ma kilka kilometrów, jest szeroki, są przy nim plaże, restauracje, a na końcu słynny The Emirates Palace. Jeden z najbardziej luksusowych hoteli świata, otwarty w 2005 roku. Składa się z prawie 400 apartamentów i pokoi. Złota i marmurów nie brakuje. Architektura utrzymana jest w stylu arabskim. Ogromny obiekt zwieńczają efektowne kopuły. Emirates Palace posiada prywatną plażę, park, osoby postronne nie mogą się nawet do niego zbliżyć. Oficjalnie jest to 5-gwiazdkowy hotel z dodatkiem "deluxe" (niebywale luksusowy), ale niektórzy dają mu 7 gwiazdek. To podobnej klasy hotel jak Burj Al Arab w Dubaju. Kręcono w nim kilka filmów (np. Szybcy i Wściekli 7), występowały sławy jak Christina Aguilera. Po sąsiedzku jest Pałac Prezydencki, już sama okazała brama wjazdowa daje do myślenia, jak luksusowy jest to obiekt. Niedaleko też marina, inne hotele i centrum handlowe Marina Mall z charakterystyczną wieżą.

Do najwyższych wysokościowców Abu Zabi zaliczają się: Burj Mohammed Bin Rashid 381m, Central Market Residential Tower 374m,  The Landmark 324m, ciekawy kompleks wieżowców Etihad Towers mierzy do 305m. Jest też co najmniej kilka "niskich" drapaczy chmur, ale ciekawych architektonicznie, jak ADIA Tower 185m, Capital Gate 165m, czy Aldar headquarters 110m (w kształcie okrągłego dysku, położony pomiędzy centrum a wyspą Yas). Sporo wysokościowców jest w budowie, ale to rzecz jasna nie ta skala co w Dubaju.

Warto wspomnieć, że w sąsiedztwie centrum jest las namorzynowy o statusie parku narodowego, a niedaleko portu, budowany jest dystrykt z wysokościowcami. Miasto otacza pustynia.

Na zdjęciach: Wielki Meczet Sheikh Zayed, centrum Abu Zabi, hotel Emirates Palace i promenada. Pałac prezydencki, wieżowiec Burj Mohammed Bin Rashid.

Opublikowano w Blog
Tytułowe miejsca - Jumeirah Palm i Dubai Marina, znajdują się po sąsiedzku. Stanowią tak duży obszar i tak zagospodarowany, że można tutaj spędzić mnóstwo czasu, w ogóle nie odwiedzając innych fragmentów Dubaju.

Dubai Marina uchodzi za bardzo rozrywkowe miejsce, w którym nie brakuje alkoholu i rozpusty, mimo że jesteśmy w arabskim kraju. Pod Burdż Chalifa jest stąd ponad 20 kilometrów. Są tutaj kanały, las drapaczy chmur, port jachtowo-motorowy, i oczywiście restauracje oraz kluby. Wszystko niedawno wybudowane albo jeszcze w budowie.

Wysokościowców jest cała ściana, świetnie widoczna z palmy-wyspy Jumeirah. Powstają kolejne. Do najwyższych należą: Marina 106 - 445m, Marina 101 do dachu ma 414m (426m z anteną), Princess Tower 392m (z antena 414m), 23 marina 393m, Elite Residence 380m. Warto też wspomnieć o skręconym Cayan Tower 306m, Damac Residenze 335m (pierwotnie miał mieć 420m), Emirates Crown 296m, czy The Marina Torch 352m. Dzielnica Dubai Marina została zainspirowana nadmorską dzielnicą wysokościowców w Vancouver w Kanadzie. Funkcjonuje tutaj jedyna linia tramwajowa w Dubaju. Po sąsiedzku jest pole golfowe a duża część plaż jest prywatna, przy nich zaś hotele i apartamenty.

Z Dubai Marina jest blisko do wyspy-palmy Jumeirah, która jest już w większości zabudowana, aczkolwiek wiele prac budowlanych nadal na niej trwa. Większa palma-wyspa Jebel Ali, od strony Abu Zabi, umiejscowiona niedaleko lotniska Al Maktoum, dopiero czeka na zabudowę. Powstać ma jeszcze Deira Palm. Ta ostatnia, ma zostać wybudowana za Dubai Creek, niedaleko Szardży. Zaś obok archipelagu The World, ma powstać archipelag The Universe (kształt Układu Słonecznego i Drogi Mlecznej). Na razie jednak zrezygnowano z realizacji projektu.

Jumeirah Palm jest najmniejszą z planowanych wysp w kształcie palmy. Gdy powstaną wszystkie, linia brzegowa Dubaju powiększy się o setki kilometrów. Jej budowę rozpoczęto w 2001 roku, a w 2006 oddano pierwsze budynki do zamieszkania.

Na palmę-wyspę Jumeirah udałem się z dosyć karkołomnym zadaniem pokonania jej pieszo, czego nikt nie robi. Samochody, taksówki i kolejka szynowa (monorail), tym się podróżuje. A tysiące robotników budowlanych, którzy tam pracują, dowożeni są autobusami.

Dobrze ubrany biały człowiek, ze sprzętem fotograficznym schowanym w małym plecaku nie budził żadnych podejrzeń. Przecież na pewno nie przyszedł tu piechotą. Nikt tego nie robi. Więc pewnie ma tu apartament, jest u siebie. Tym sposobem chodziłem sobie po wyspie, w miejscach przeznaczonych dla mieszkańców. Lecz gdy tylko wyciągałem aparat, pojawiało się ryzyko, że przyjdzie jakiś strażnik i mnie wyprosi. Raz się tak zdarzyło. Oni siedzą nawet na plażach, na krzesełkach, by nikt nie powołany się tam nie zapuścił. A człowiek z aparatem, jest podejrzany, mieszkańcy tak się nie zachowują. A osoby postronne przebywać tutaj nie mogą.

Nie przeszkodziło mi to w poczynieniu planowanych obserwacji. Eleganckie restauracje, hotele, kilka centrów handlowych, eleganccy głównie biali ludzie, piękne puste plaże i wspaniały widok na skyline dubajskiej mariny (Dubai Marina). I za dnia i w nocy ściana drapaczy chmur prezentuje się nie gorzej niż ta w rejonie Burdż Chalifa. Szkoda tylko, że jest to widok dla nielicznych.

Wyspa-palma to tak naprawdę kilka wysp. Pień palmy i odchodzące gałęzie to jedna wyspa, a wokół niej, w kształcie pierścienia, są kolejne, z czego trzy duże (dominują na nich hotele). Ochraniają serce palmy od fal, ale by dostać się na największą z nich, trzeba przejechać podwodny tunel, lub kolejką monorail nad wodą. Jeśli ktoś ma łódź, jacht, motorówkę albo helikopter, też sobie poradzi.

Stając u progu wyspy widzimy wieżowce z apartamentami, niewysokie, mające najwyżej po kilkanaście pięter. Są też niższe. Na liściach palmy są domy (wille), rażące pustką, brakiem ludzi i życia na nich. Na horyzoncie dominuje wysoki i duży hotel Kempinski.

Swój dom lub apartament posiada tutaj wiele znanych osób, w tym ponoć David Beckham. W gruncie rzeczy, jak się ma za dużo pieniędzy, można sobie tutaj coś kupić, na tej betonowej wyspie. Ale jeśli ma się ich tylko dużo, szkoda je marnować. Poza jakimiś szpanerskimi rządzami nie znalazłem tam nic, co normalnego człowieka mogłoby skłonić do zakupu nieruchomości. Jest brzydko, pełno budynków, sztuczne plaże, które morze próbuje zabrać i trzeba je uzupełniać.  Są nawet nie tysiące, ale miliony miejsc na Ziemi, gdzie warto kupić nieruchomość i cieszyć się otoczeniem przyrody, zabytkami, atmosferą i dobrym klimatem. Tego ostatniego też Dubajowi brakuje, jest tu najzwyklej za gorąco. Tym bardziej szanuję Arabów, że potrafili uczynić posiadanie nieruchomości na Jumeirah Palm jako obiekt pożądania, snobizmu.

Wędrując kilka godzin po wyspie napotkałem liczne kontrasty. Kobiety elegancko ubrane, atakowane przez pył z budów. Ludzie siedzący w restauracjach godzinami, bo co innego można by tutaj robić. Jak wspomniałem, dominowali biali ludzie, ale plaż pilnowali, oraz je sprzątali, przedstawiciele Azji Południowo-Wschodniej. To samo dotyczy budów. Robotnicy rano są przywożeni, by po pracy natychmiast zostać wywiezieni z wyspy. Bo to nie dla nich miejsce. Beton i sztuczność królują tutaj.  Nawet w części miejsc nie zbudowano chodników, zakładając z góry, że mieszkańcy wyspy nie będą po niej chodzić.

 Na zdjęciach: Dubai Marina - z wieżowcami i kanałami, wyspa-palma Jumeirah (Jumeirah Palm).

Opublikowano w Blog
Wieża Arabów (Burj Al Arab, Burdż Al-Arab), czyli jeden z najbardziej luksusowych hoteli świata, oraz najwyższych - 321m. Stanowi pierwszą współczesną ikonę architektoniczną Dubaju, został bowiem oddany do użytku w 1999 roku. Dla jego klasyfikacji zabrakło gwiazdek. Ustalono, że ma 7 (siedem). Chociaż niektórzy twierdzą, że ma tylko 6. A tak naprawdę funkcjonuje jako hotel 5-gwiazdkowy z dodanym słowem "deluxe" (absolutny luksus).

Prawie każdy kojarzy Burj Al Arab, wieżowiec w kształcie żagla, postawiony na sztucznej wyspie w Zatoce Perskiej. Plaż tutaj nie ma, choć są na lądzie po sąsiedzku, za to od strony morza są efektowe baseny. Budynek posiada 202 apartamenty hotelowe, lądowisko dla helikopterów w górnej części, gościom usługują prywatni lokaje.

Jego wnętrza są zdobione 24-karatowym złotem, takie też są iPady, iPhony i BlackBerry, z których bezpłatnie mogą korzystać goście. A gdy mają problemy, by się z nimi rozstać, mogą kupić za jedyne 10 tysięcy USD. Za nocleg na górnych piętrach trzeba zapłacić kilkadziesiąt tysięcy dolarów, na niższych kondygnacjach, jedynie kilka tysięcy. Oczywiście w hotelu są wspaniałe restauracje, z ulicy do nich nie wejdziemy. Nie dziwi, że niedaleko Burj Al Arab znajduje się jedna z dwóch dubajskich Scoopi Cafe, gdzie można zdjęć deser o nazwie Black Diamond (Czarny Diament) za jedyne 2999 AED czyli 3300zł czyli ok. 800USD. W zamian dostaniemy niewielką porcję płatków lodowych z Madagaskaru z dodatkiem irańskiego szafranu i czarnych trufli z Włoch. Deser pokryto płatkami i proszkiem z 23-karatowego złota. Spożywamy go srebrną łyżeczką, którą dostajemy później w prezencie. Jest to najdroższy deser w Dubaju, często nazywany najdroższym deserem świata. Jednak moda na tego typu atrakcje spowodowała, że przybywa miejsc na świecie, gdzie można zjeść deser za podobną cenę, a nawet wyższą. W szaleństwach tego typu dominuje Azja, do której i Emiraty się zaliczają. Na marginesie, druga kawiarnia Scoopi Cafe mieści się w ekskluzywnej dzielnicy Dubai (Dubaj) Marina.

Wracając do Burj Al Arab, wewnątrz jest wielkie akwarium z prawdziwą rafą koralową. Natomiast atrium ma niebotyczne 180m wysokości. Zaś goście, muszą być ubrani w określony sposób i tak samo się zachowywać.

Po sąsiedzku jest prywatna plaża, port dla jachtów, inny ekskluzywny hotel - Jumeirah Beach Hotel - w kształcie morskiej fali o wysokości 93 metrów. Gdy powstawał w 1997 roku, był jednym z najwyższych budynku w Dubaju, teraz jego wysokość jest tak nikła, że nieistotna w konfrontacji z tym co powstało w mieście w ostatnich kilkunastu latach. Inne okoliczne atrakcje to wodny park Wild Wadi i centrum handlowe Madinat Jumeirah.

Dubaj woli zamożnych klientów, dlatego większość nadbrzeża morskiego to zamknięte osiedla, prywatne plaże, apartamenty do wynajęcia, hotele. Publicznych plaż jest niewiele, ale jedna z nich się uchowała obok Burj Al Arab. Zobaczymy na jak długo?

Na zdjęciach: Burj Al Arab hotel z różnych ujęcia, za dnia i w nocy oraz pobliska plaża, jak również hotel Juneirah Beach.

Opublikowano w Blog
Dubajski Manhattan, tak można skwitować obszar pomiędzy Word Trade Center a Business Bay. Wzdłuż wielopasmowej Sheikh Zayed Road stoją liczne wysokościowce, kolejne są w budowie. Wiele z nich ma 200-300 metrów wysokości, a i Burdż Chalifa (Burj Khalifa 828m) jest po sąsiedzku. Morze oddalone jest o około 3 kilometry, pustynia od drugiej strony, podobnie. Tzw. skyline, czyli ścianę drapaczy chmur bardzo dobrze widać z oddali. Jest to bez wątpienia serce biznesowe Dubaju. Lecz rośnie mu konkurencja w rejonie dzielnicy Dubai Marina oraz nad Dubai Creek (początkowa faza budów). W pierwszym z tych miejsc stoi najwięcej ponad 400-metrowych budynków w Dubaju, w tym drugim, ma stanąć ponad kilometrowa wieża, która przebije Burdż Chalifa.

Do najbardziej znanych budynków na tym 6-kilometrowym odcinku drogi Sheikh Zayed należą między innymi: dwie wieże Emirates Towers (do 355m), dwie wieże hotelu JW Marriott Marquis Dubai (355m), Ahmed Abdul Rahim Al Attar Tower (342m), Al Yaqoub Tower (328m), czy The Al Hekma Tower (282m). W tym fragmencie miasta do 2020 roku ma powstać Entisar Tower o wysokości 520m.

Dubaj rozciąga się wzdłuż wybrzeża Zatoki Perskiej na przestrzeni dziesiątek kilometrów. Rodzi się w związku z tym pytanie, gdzie jest centrum miasta? Wbrew pozorom, zagadka jest trudna.

Rejon Burdż Chalifa, czyli tzw. Downtown - może być takim miejscem. Okolice mediny i suków po dwóch stronach Dubai Creek - także. Dzielnica przy World Trade Centre - podobnie. Dubai Marina - zdecydowanie też. W mniejszym stopniu rejon Mall of the Emirates - hotelu Burj Al Arab, lecz ze względu na rozpoznawalność tych miejsc i wagę dla Dubaju, nie można ich pominąć. Tak samo jak mniej znanych fragmentów - w rejonie meczetu Jumeirah czy dzielnicy Karama. Gigantyczna skala budów stworzy nowe części miasta, które również będą pretendowały do miana centralnych. Dubaj, to kilka miast w mieście. Można spędzić dwa tygodnie bawiąc się w Dubai Marina (Jumeirah ) i nie zajrzeć do innych fragmentów miasta. Wielu turystów tak robi.

Dygresja. W Polsce dopiero kiełkuje myślenie, że w centrach miast, pieszy powinien rządzić a nie samochody. Zanim to myślenie doczeka sie realizacji, minie jeszcze sporo lat. Póki co jest tak. Ulica w centrum miasta, światła drogowe, a pieszy, by pokonać drogę w kilka - dziesięć sekund, czeka półtorej - dwie minuty, aż zapali się zielone światło. I nie ma znaczenia, czy jest noc albo niedziela. Gdy takich świateł musimy pokonać tylko pięć sztuk, już tracimy około 10 minut, bo zwykle mamy pecha i wszędzie jest czerwone. Oczywiście przyciski przy sygnalizatorach są atrapą, ich naciśnięcie zazwyczaj nie przyśpiesza zmiany świateł. Tak jak w Hong Kongu, naciskam i dwie sekundy później mam zielone.

W Dubaju są na podobnym poziomie jak my. Na światłach stoi się długimi minutami, a przyciski przy przejściach zazwyczaj są atrapą. Tam jak i u nas, rządzą samochody. A pieszy przeszkadza.

Są na to jednak inne rozwiązania, jak budowa przy szerszych arteriach podziemnych przejść albo jak w Londynie, dopuszczenie przechodzenia na czerwonym świetle, na własną odpowiedzialność. Wprowadzono takie rozwiązanie, by nie tamować pieszego ruchu, by ludzie bezsensownie nie stali na światłach, gdy można bezpiecznie przejść, bo nic nie jedzie. I tutaj przypominają mi się takie zdarzenia z Polski. Niedziela, polskie miasto, ulica o szerokości 3-ch metrów, czerwone światło, zero samochodu, półtora minuty czekania. Ci co nie wytrzymują i widzą absurdalność sytuacji - przechodzą. A zza rogu wyłania się policja lub straż miejska z propozycją mandatu, zupełnie opacznie sądząc, że pilnują bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Na zdjęciach: biurowce i inne budynki w rejonie pomiędzy World Trade Centre a Business Bay 

Opublikowano w Blog
Tradycyjna porcja, wybranych, ostatnich wydarzeń. Nie zabrakło prelekcji podróżniczych, frekwencja dopisała nadzwyczajnie. Choćby w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu i w Domu Kultury w Wapienicy (Bielsko Biała). Jako że na Podbeskidziu mam wielu przyjaciół, zostałem tam na dłużej, a co robiłem, prezentuję na zdjęciach. Odwiedziłem ostatnimi czasy także Częstochowę i Opole, w tym drugim mieście wizytując między innymi kamieniołom margla: Odra II, który położony jest prawie w centrum miasta. W skale osadowej, jaką jest margiel, można znaleźć różne amonity i skamieniałości.

Były także wizyty telewizyjne w Polsacie News i TVN24, tematyka - wulkany - co w moim przypadku dosyć częste. Jak ten czas leci, PROJEKT 100 WULKANÓW, trwa już dwunasty rok. Odwiedzając Warszawę, oprócz spotkań towarzyskich, z pasjonatami podobnymi jak ja, braliśmy u dział w sesji zdjęciowej dla Twojego Stylu. Jej efekty mają być widoczne pod koniec kwietnia, gdy będę sobie w najlepsze przebywał w Nepalu. Zresztą w momencie publikacji tego artykułu, od dłuższej chwili, już jestem w moich ukochanych Himalajach. Ale wracając do sesji fotograficznej, kobiety będą mogły w końcu zobaczyć w swoim ulubionym magazynie prawdziwych mężczyzn :). Oprócz mnie, rzecz jasna, Dominika Szmajdę i Andrzeja Gondka. To nie była moja jedyna sesja fotograficzna w ostatnim czasie, bo do Bytomia zawitał świetny fotograf - Grzegorz Lityński (http://www.litynski.com/), który realizuje między innymi projekt - Kalejdoskop Śląski. Miałem okazję reprezentować rocznik 1980. Grzegorz zamierza sportretować 100 postaci z szeroko rozumianego Śląska. Zaraz ode mnie pojechał po sąsiedzku, do kolegi, nie tylko po fachu, człowieka gór, Janusza Gołębia. Rocznikowo ciutkę starszego, ale biologicznie ciągle bardzo młodego. O tej biologii wspominam nie przez przypadek, lecz o tym za chwilę.

Grzegorza zabrałem na mój "bytomski wulkan", czyli hałdę znajdującą się pomiędzy Bytomiem a Rudą Śląską, w dolinie urokliwej rzeki Bytomki. Hałda jest rozbierana na kruszywo i zniknie w przyszłości. Tam gdzie już jej nie ma, jest pole golfowe. Wracając w ramach dygresji do pobytu w Warszawie, miałem okazję przyjrzeć się rozbiórce rotundy PKO BP, zwanej też okrąglakiem. Za dwa lata ma w tym samym miejscu stanąć nowa. I bardzo dobrze, bo to charakterystyczny obiekt na mapie polskiej stolicy. Zdjęcia z rozbiórki, oraz z przed, załączam do artykułu.

Zrobiłem sobie ostatnio badania wieku biologicznego organizmu i wyszło na nich: 21 lat. Nieźle, ale uważam, że i tak ta liczba jest zawyżona, czuję się dużo młodziej, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie umysłowe :).

Wśród  zdjęć w poniższej galerii, są dwa z fragmentu mojego pakowania przed Nepalem, obejmujące zdrową żywność. I tu niektórych pewnie zaskoczę, bo producentem jest szwedzka firma Oriflame. Czyli nie tylko kosmetyki, ale też batony, zupki, koktajle, witaminy oraz różne fajne mikroelementy, o których w swoim czasie napiszę. Tylko wiecznie problem jest właśnie z tym czasem.

Na prelekcję w Bytomiu, przygotowałem oto taki pokaz zdjęć (slideshow) z różnych zakątków świata:

Poniżej zdjęcia ilustrujące treść artykułu:

Opublikowano w Blog

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.