a2b2

pzu bezpieczny 225x140

slaskie box

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Cztery kilo na wadze mniej, dwa zniszczone aparaty fotograficzne (z czterech zabranych), zniszczona kamera, buty, większość odzieży, spalone przez lawę kijki. Pięćdziesiąt siniaków i drugie tyle drobnych rozcięć skóry, kilka drobnych poparzeń, lekkie zatrucie gazami. Oznacza to wykonaną w krótkim czasie dobrą wulkaniczną pracę na Sycylii i Wyspach Liparyjskich.

Na początek o wulkanie-wyspie Stromboli. Jedynym europejskim wulkanie, na którym niemal każdy w łatwy sposób może sobie pooglądać lawę. Obok Etny, najaktywniejszym na kontynencie.

W tym artykule opiszę swoje poczynania na Stromboli, a w kolejnym jak to zrobić od strony turystycznej. Dla mojego PROJEKTU 100 WULKANÓW, wycieczka z przewodnikiem nie ma żadnego sensu, ale dla 99,9% osób, jest jak najbardziej wystarczająca. Do tego niedroga.

Dla mnie pół godziny czy godzina na szczycie Stromboli to strata czasu. Na wulkanach potrzebuję go znacznie więcej. Nawet na tak małych jak Stromboli. Dlatego w partiach szczytowych spędziłem 8 godzin (w dzień i w nocy), a cała eksploracja trwała 24 godziny, non stop.

Przy czym samemu nie wolno wchodzić na Stromboli, jedynie do około 400m, dalsza wędrówka to ryzyko 500 euro kary. Informują o tym tablice. Więc co robi Gawlik? Jak zwykle je ignoruje. Nie dlatego, że lubię. Nie mam innego wyjścia.

Po tylu latach tułaczki po wulkanach, to ja mogę robić włoskim przewodnikom i wulkanologom szkolenia z poruszania się po wulkanach, a nie oni mnie. Ich obecność byłaby balastem, bo w razie niebezpieczeństwa, nie tylko siebie będę musiał ratować, ale też takiego przewodnika. No i żaden przewodnik, za żadne pieniądze, nie pójdzie tam, gdzie ja chcę i nie będzie non stop wędrował przez 24 godziny. Innymi słowy, muszę działać samodzielnie. Lecz rzeczywiście, osoby bez doświadczenia, nie powinny chodzić po tak aktywnych wulkanach samotnie. 

Po przypłynięciu na Stromboli (terminal promowy Stromboli), oddaliłem się od terenów zamieszkanych, podszedłem kawałek do góry, gdzie w chaszczach postawiłem namiot i zostawiłem zbędne rzeczy. Z podręcznym plecakiem maszerowałem wzdłuż osuwiska Sciara del Fuoco. Obrywające się zbocza wulkanu, powodują raz na jakiś czas niewielkie lokalne tsunami.

W partiach szczytowych spędziłem osiem godzin, za dnia i w nocy, często zbaczając ze ścieżki. Starałem się unikać ludzi i przewodników, by nie wykłócać się z nimi. Ale za jedną ze skał natknąłem się na ekipę jakiejś francuskiej telewizji i ich przewodnika. Który zaczął od straszenia i machania znaczkiem, ale gdy dowiedział się co robię i od ilu lat, zupełnie odpuścił.

Może to nieskromne, choć zgodne z rzeczywistością, ale nie wiem czy na całym świecie znajdziemy pięćdziesiąt osób z tak dużym doświadczeniem wulkanicznym jak moje? Obejmującym głównie aktywne wulkany. Bardzo wątpię. A już nie mam wątpliwości, że nie ma drugiego człowieka na świecie, który tyle już nie miesięcy, ale lat, spędził samotnie włócząc się po wulkanach i je eksplorując. Do tego w taki hardcorowy sposób. Podejmując wielokrotnie decyzję, albo się uda albo zginę. Półśrodki i że się nie da - to nie mój świat. We wszystkich ważnych dla mnie sprawach jestem maksymalistą.

Na szczęście przez większość czasu spędzonego na Stromboli, czyniłem swoje działania w samotności. Śmieję się, że mam unikalne zdjęcia z wierzchołka, gdy jestem na nim tylko ja. Bo gdy nagle w ciągu dwóch godzin przez wierzchołek przewinęło się pół tysiąca ludzi, ciężko było znaleźć tam wolne miejsce.

Naliczyłem sześć istotniejszych otworów z lawą, w tym dwa większe. Jedno wyraźnie od strony Sciara del Fuoco. Erupcje były bardzo gwałtowne, krótkie, nieraz z hukiem, nieraz bez. Bywało, że miała miejsce jedna erupcja na godzinę, ale bywało, że i trzy. Cały czas wydobywały się ogromne ilości gazów, czasami zmieszanych z popiołem. Erupcjom towarzyszyło wyrzucanie bomb wulkanicznych. Opisałem właśnie charakterystykę tzw. erupcji strombolijskiej - ten wulkan i jego wybuchy posłużyły za uformowanie tego pojęcia. Można też powiedzieć, że to erupcje eksplozywne - gwałtowne, ale zdarzają się też efuzywne - wylewne, lawa spływa w dół zbocza. Na Stromboli samoistnie te ostatnie raczej nie występują, tylko mają charakter mieszany. Udało mi się dwa razy zaobserwować lawę schodzącą przez krótki czas do morza, szkoda że tylko za dnia. Raz z promu, a raz już podczas wulkanicznej wędrówki. Zjawisko było następstwem wybuchu z otworu od strony morza. Stromboli liczy według moich pomiarów 917-920m wysokości, inne źródła podają 924m (od dna morza 2700m). Nawet na szczycie temperatura ziemi miejscami jest znacznie podwyższona. Nie ma się co dziwić, bo według szacunków obecna faza erupcji trwa nieprzerwanie od około 2-3 tysięcy lat. Co kilka lat następują większe erupcje, ale nie bardzo duże. Co roku można mieć szczęście i trafić na pojedyncze wybuchy, większe, wyższe, dłuższe i co najważniejsze z mniejszą ilością wydobywających się gazów, które praktycznie eliminują szanse na zrobienie dobrych zdjęć. 

Choć wydaje się, że Stromboli to jeden większy krater, to tak naprawdę można wyróżnić trzy, mocno zdeformowane przez erupcje. Jeden jest dominujący, w nim były cztery otwory z lawą. Wierzchołek to fragment krateru, który przetrwał, reszta wpadła do morza. Kawałek od strefy aktywności, są równie wysokie fragmenty starego krateru.

Świetnie spędzony czas. Po powrocie do namiotu następnego dnia, przespałem się kilka godzin, by wyruszyć w dalszą drogę. Stromboli jest fajnym wulkanem, ale wolę znacznie większą Etnę, tam w rejonie kraterów szczytowych nie przewijają się setki ludzi na dobę.

Co ciekawe, gdy przyszła pierwsza grupa na szczyt, nikt się nie dziwił, że ja tam jestem. Później, różni przewodnicy myśleli, że jestem z ich grupy i mówili do mnie - idziemy na dół. Gdy schodziła ostatnia grupa, dwóch przewodników nie zauważyło, że zostałem na szczycie, mimo że minutę wcześniej mówili bym się szykował do zejścia. Zostałem znowu sam. Na tym przykładzie świetnie widać jak wyglądają takie masowe wycieczki na Stromboli i praca przewodników. Zaginął im członek z grupy, został na szczycie, dlaczego to ich nie zmartwiło? Ano dlatego, że grupy mają nawet po kilkadziesiąt osób i opiekunowie nie liczą ile mają osób. Jakaś choćby namiastka solidnej pracy wymagałaby sprawdzić liczebność w chwili startu wycieczki i przed zejściem w dół. Ale po co? Dla mnie super. Oby włoscy przewodnicy zawsze tak pracowali.

W drugiej części poświęconej wulkanowi Stromboli, napiszę o tym, jak niemal każdy może wejść na szczyt.

Na zdjęciach: wyspa i wulkan Stromboli. Mimo ogromnych ilości gazów parę zdjęć wyszło jako tako, choć nieźle się nakombinowałem (nie zawsze w bezpieczny sposób). 

Opublikowano w Blog
Pod koniec września 2017 odbyła się XXII edycja najstarszego w Polsce Festiwalu Górskiego im. Andrzeja Zawady w Lądku Zdroju. Impreza kilkudniowa, z rozmachem, na wielu arenach, z koncertami (np. Fisz Emade Tworzywo, Grubson). Sprofilowana na tematykę górską, na którą przypadkowych gości się nie zaprasza, a to dzisiaj rzadkie. Tradycyjnie, niezwykle ważnym elementem był pokazy filmów górskich.

Nie sposób wspomnieć o wszystkich, więc tylko kilka nazwisk, których środowisku górskiemu nie trzeba przedstawiać: Wojtek Kurtyka, Alex Txikon, Alex Honnold, Marcin Tomaszewski, Marek Raganowicz, Anna Czerwińska, Piotr Pustelnik czy ekipa związana z zimową wyprawą na K2 - m.in. Krzysztof Wielicki, Janusz Majer, Janusz Gołąb, Adam Bielecki. Nawet Gawlik się pojawił, a to niełatwa sprawa, bo zwykle nie ma mnie w kraju albo nie mam czasu. Bo wulkany i góry są najważniejsze - reszta to pierdoły, które się nie liczą. I właśnie dlatego wydłużyłem mój pobyt w Sudetach i odwiedziłem stare kąty. O czym niedługo napiszę. Jeszcze jedno, dawno tak się nie wytańczyłem. Bawiliśmy się na parkiecie nawet do świtu - świetny trening.

We Wrocławiu gościłem na zaproszenie Zespołu Szkół Salezjańskich, w ramach międzynarodowego projektu Erasmus - Wulkany Europy. Projekt ma na celu dostarczenie uczniom narzędzi do badania wulkanów, poszerzenie spojrzenia na problem wulkanów w Europie. Na spotkaniu oprócz polskich uczniów i nauczycieli, byli obecni przedstawiciele z Portugalii, Hiszpanii, Francji, Turcji i Włoch. Odwiedziłem także siedzibę szwedzkiej firmy Oriflame, z którą współpracuję w ramach serii produktów z kategorii Wellness. Oto krótki film z niedawnych konferencji Wellness by Oriflame:

Chociaż głównie włóczę się po innych kontynentach, to gdy mam okazję Europę też zwiedzam. A że na mojej trasie często są takie miasta jak Berlin czy Amsterdam, lubię sobie po nich pospacerować. Kilka zdjęć poniżej.

Poświęciłem życie podróżom, wspinaczkom, eksploracji. W głowie zebrało się sporo wiedzy i doświadczeń, więc w wolnych chwilach komentuję różne tematy z kategorii - świat, nauka i podróże. Ostatnio na przykład na antenie TVN24BiŚ o sensie wprowadzenia do "geograficznego obiegu" nowego kontynentu o nazwie Zelandia. To niepotrzebny pomysł, fragmenty rozmowy są: TUTAJ

Opublikowano w Blog
Korzystając z chwili przerwy między wyprawami skorzystałem z zaproszeń do kilku audycji telewizyjnych i radiowych. O Projekcie 100 wulkanów, nie pierwszy razy, napisał National Geographic. Link do artykułu jest tutaj:

Polak od 11 lat realizuje wyjątkowy projekt. Zamierza odwiedzić 100 wulkanów.

10 sierpnia zapraszam o 22:30 do TVP Polonia, gdzie w programie Halo Polonia poopowiadam o PROJEKCIE 100 WULKANÓW. Materiał można obejrzeć: Tutaj - od 26 minuty.

Miałem też przyjemność kolejny raz gościć w programie Pokaż nam Świat, prowadzonym przez Kubę Poradę, na antenie TVN24BiS. Emisja nastąpi w sobotę i niedzielę - 12-13 sierpnia (sobota 9:30 i 16:30 oraz niedziela 10:00 i 16:30). Będzie między innymi o grillu na Etnie. Dlat tych co nie mogli obejrzeć programu, nic straconego, dostępny jest: Grzegorz Gawlik - Pokaż nam Świat.

W sobotę również (12.08), o 19:30, na antenie Jedynki Polskiego Radia, poopowiadam o wulkanach w audycji dla dzieci (Jedynka Dzieciom - audycja Programu 1) w rozmowie Joanną Ficińską (3 części będzie można usłyszeć na antenie, 4-tą odsłuchać na stronie internetowej Polskiego Radia).

Natomiast 14 sierpnia około 14:00 na antenie Czwórki Polskiego Radia porozmawiam z Anną Hardej o wulkanach i podróżach (audycja Dajesz Radę).  Nie interesują mnie miejsca, w które każdy może się dostać. Pociągają mnie te, do których ciężko dotrzeć - mówi w Czwórce Grzegorz Gawlik, zafascynowany geologią prawnik, podróżnik, himalaista oraz zdobywca wulkanów (więcej informacjie jest na stronie Polskiego Radia: TUTAJ (plik audio jest po lewej stronie)).

Potem pozostanie mi chwila na pakowanie i w drogę do Tanzanii - Kilimandżaro - Serengeti - Ngorongoro - Zanzibar (PAMIR.PL).

Gdy już będę w Tanzanii, na 22-go sierpnia, po godzinie 15:00 zaplanowana jest emisja, w Trójce Polskiego Radia, rozmowy przeprowadzonej przez Pawła Drozda -  audycja Świat z lotu Drozda. Materiał zarejestrowaliśmy przed samym wylotem do Afryki. Rozmawialiśmy między innymi o ostatnich dokonaniach w PROJEKCIE 100 WULKANÓW. Posłuchać można go: TUTAJ (lewy górny róg).

A co z tą Pragą? Czas nie pozwala pisać o wszystkim co robię, o wszystkich wyjazdach. Lecz czasami próbuję przemycić jakieś drobnostki. Pragę w tym roku odwiedziłem już po raz czwarty i powiem - Pragi nigdy za dużo. Jest przepiękna. Przy każdej nadarzającej się okazji odwiedzam czeską stolicę, prezentując poniżej kilka zdjęć.

Najbliższa i jedna z nielicznych okazji do posłuchania mnie na żywo nastąpi na najstarszym w Polsce - Festiwalu Górskim w Lądku Zdroju 24 września, edycja XXII (21-24.09). O ile żaden lew w Tanzanii mnie nie pożre :). Serdecznie zapraszam (Wielki Namiot, panel pomiędzy godz. 10 a 16, program jest  TUTAJ).

Na zdjęciach: materiały z TVN24, TVP Polonia, z Polskiego Radia, National Geographic,  trochę zdjęć z Warszawy, w tym Jezioro Czerniakowskie, Stare Miasto, Wisła, Stadion Narodowy przed Memoriałem Kamili Skolimowskiej i dla porównania w okresie zimowym. A także kilka zdjęć z czeskiej Pragi. 

Opublikowano w Blog

Jezioro płynnej lawy w zboczu Krateru Centralnego wulkanu Etna (Sycylia, Włochy).

Opublikowano w Filmy
poniedziałek, 24 lipiec 2017 06:58

Grzegorz Gawlik na Marsie i Księżycu. Kolejny raz!

Nie muszę lecieć na Księżyc albo Marsa, by być na Księżycu lub Marsie. Wystarczy odpowiednio duży albo odpowiednio aktywny wulkan, jak Etna. Oraz odrobina wyobraźni. Tym razem dużo pisał nie będę. Zdjęcia w poniższej galerii mówią wszystko. Przedstawiają cudowne pola lawowe Etny z wszystkich stron (VI.2017r., ostatnie cztery z XI.2009r.). Lawy od kilkusetletnich po dwumiesięczne. A także różne śliczne otwory z których lawa się wydostawała. 

(VI.2017r., ostatnie cztery z XI.2009r.)
Opublikowano w Blog
Choć jego powstanie datuje się na 1971 rok, przez długi czas, "nikt go nie traktował poważnie". Ot, jeden z setek kraterów Etny. Był zwykłym kraterem pasożytniczym w zboczu Krateru Południowo-Wschodniego. Jednak jego aktywność, erupcje oraz przyrost, doprowadziły do nadania mu nazwy: Nowy Krater Południowo-Wschodni. Z całą pewnością nie należy go lekceważyć. To jedno z najaktywniejszych i najbardziej niebezpiecznych miejsc Etny.

Jeszcze kilka lat temu aktywność krateru pasożytniczego w zboczu Krateru Południowo-Wschodniego dawała różne możliwości. Mógł on funkcjonować podobnie jak zaobserwowałem go pod koniec 2009 roku. Czyli istnieć w zboczu starszego krateru, wybuchając co jakiś czas. Tak jak na przykład wulkan Lokon i Lokon-Tompaluan z wyspy Sulawesi w Indonezji. To dwa wulkany w jednym. Stary i wyższy krater (Lokon) jest już nieaktywny, porósł trawą. A aktywność przejął krater pasożytniczy (Lokon Tompaluan), który wyrósł na samodzielność. Choć ciągle znajduje się w zboczu tego pierwszego. Inna możliwość, znając zamiłowanie Etny do erupcji eksplozywnych, polegała na zastąpieniu starego krateru nowym. Na skutek erupcji po kawałku stary krater ulegałby zniszczeniu, a nowy usadawiał się na jego miejscu, stopniowo rosnąc. Nowy Krater Południowo-Wschodni wybrał jednak inną drogę. Zostawiając w spokoju stary krater, tak urósł, że stał się równoprawnym i samodzielnym kraterem szczytowym. Jego nazwa została naniesiona na mapy.

W ostatnich latach, zwłaszcza 2011-2013, na skutek erupcji nowy krater bardzo urósł i zdominował okolicę. Oddziela go od Południowo-Wschodniego, kruche wzniesienie o wysokości 3300m. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze w 2009 roku, tutaj nic nie było, a nowy krater znajdował się około 400 metrów niżej. Dzisiaj ma obwód około 800m, głębokość około 100 metrów (liczne gazy nie pozwoliły dojrzeć dna), a wysokością dorównał pozostałym kraterom szczytowym. Ciekawe jak będzie wyglądał za kilka lat, po kolejnych erupcjach?

No i jak długo krater, który istnieje już kilkadziesiąt lat ciągle będzie miał w nazwie słowo "NOWY"? Jeśli topografia tej części Etny się utrzyma, dobrze byłoby popracować nad nazewnictwem. 

Na zdjęciach: Nowy Krater Południowo-Wschodni w 2017 i 2009 roku. 

Opublikowano w Blog
Rejon Kraterów Południowo-Wschodnich to aktualnie najbardziej górotwórczy (wulkanotwórczy) fragment Etny. Szalenie ciekawy. Jeśli w ostatnim czasie dochodzi do erupcji i wypływów lawy - ta część wulkanu pełni rolę przewodnią. Lawy spływają najczęściej na południe, w kierunku Sapienzy i Valle del Bove.

Gdy byłem tutaj w 2009 roku, był to samotnie stojący stożek z kraterem na szczycie. Od Centralnego oddzielała go przełęcz. Z drugiej strony można było podziwiać dolinę Del Bove i Morze Jońskie. Obecnie jest zupełnie inaczej. "Stary" Krater Południowo-Wschodni niewiele się zmienił, ale morza już nie widać. W tym samym roku na wysokościach około 2900-3000m w zboczu dymił sobie nieforemny krater pasożytniczy. To była aktywna część Krateru Południowo-Wschodniego, bo na szczycie można było zaobserwować nieliczne wyziewy wulkaniczne i wykwity siarki.

Wiadome było, że właśnie ten krater będzie nadawał ton aktywności tej części Etny. Inne otwory pasożytnicze w tej okolicy i w tym samym czasie, dawały ujście lawie w kierunku Valle del Bove. Pozostawało pytanie, czy jeśli ta aktywność się utrzyma, to jak przeobrazi rejon Krateru Południowo-Wschodniego? Pełna odpowiedź na to pytanie nastąpi w kolejny artykule.

Faktem jest, że obok starego krateru wyrosły kolejne, w tym jeden duży, który funkcjonuje pod nazwą Nowy Krater Południowo-Wschodni. Między nim a Kraterem Południowo-Wschodnim, pojawiły się trzy kratery zbliżone do niego wielkością, ale  głębsze. Razem mamy cztery kratery oddzielone od Nowego Południowo-Wschodniego piramidalnym młodym wierzchołkiem o wysokości 3300m. Takie ukształtowanie terenu przemawia, by te trzy kratery doliczyć do Południowo-Wschodniego. O ile stary, ten czwarty, wykazuje niewielką aktywność, te trzy nowe aktywne są bardzo. Podczas mojego pobytu, z tego od strony Valle del Leone dochodziło do częstych niewielkich wybuchów gazowo-popiołowych. A z tego od strony Torre del Filosofo, następują częste wypływy lawy.

Tą kruchą, aktualną sytuację, może zmienić każda kolejna większa erupcja. Wszystko może się zmienić, liczba kraterów, wysokości. Te ostatnie uległy zmianie. W 2009 roku Krater Południowo-Wschodni liczył 3315m wysokości. Na czerwiec 2017 stary krater dochodzi do 3280m, ale przyjąć należy, że wspólnym najwyższym punktem oby południowo-wschodnich kraterów jest wzniesienie o wysokości 3300m. Niezmiennie krater ten od Centralnego oddziela wyraźnie zarysowana przełęcz o wysokości 3233m. I jak wcześniej, stary krater jest dosyć płytki oraz łagodny, w skrajnych punktach będzie głęboki na najwyżej kilkanaście metrów. Z pozostałej trójki, jeden też jest dosyć płytki, a pozostałe mogą mieć do 50m głębokości. Za to wszystkie w obwodzie mają po ok. 250m.

Spektakularny przyrost Nowego Krateru Południowo-Wschodniego spowodował, że z Krateru Południowo-Wschodniego nie zobaczymy już Valle del Bove, i Morza Jońskiego poniżej doliny. Widok zasłonił nowy krater, który z pewnością jeszcze "namiesza".

Na zdjęciach: Krater Południowo-Wschodni 2017 (czerwiec) i 2009 (listopad). W tym seria zdjęć porównawczych, ze zbliżonych ujęć. Widać jak dużo się zmieniło w ciągu 7,5-roku.

Opublikowano w Blog
To tutaj znajduje się wierzchołek Etny. I jak to zwykle bywa, jest niemal na samym końcu względem trasy, którą wchodzą niemal wszyscy w rejon kraterów szczytowych. W konsekwencji mało kto go osiąga. Choć każdy tak twierdzi. Przy czym kratery szczytowe Etny nie są tłumnie odwiedzane, wręcz przeciwnie. Tłumy są na punkcie widokowym zwanym Torre del Filosofo. Od tej właśnie strony (południowej) praktycznie wszyscy wchodzą na Etnę, gdyż mają możliwość noclegu w Rifugio Sapienza na 1910m n.p.m., i dojazdu terenowym autobusem na 2900m.

Bardzo fajny dostęp do krateru jest od strony ośrodka narciarskiego Linguaglossa (od północy). Lecz wymaga więcej wysiłku. Wtedy Krater Północno-Wschodni jest pierwszym na rozległych partiach szczytowych Etny. Idąc od strony Torre del Filosofo łagodnie osiąga się Krater Centralny, zostawiając po prawej stronie Kratery Południowo-Wschodnie. By stąd zdobyć wierzchołek Etny trzeba obejść Krater Centralny, dostać się na małą przełączkę i wejść na skraj krateru Północnego-Wschodniego, który w tym miejscu jest najwyższy. Łatwiej i bezpieczniej jest obejść krater od strony zewnętrznej (od lewej stojąc plecami do Torre del Filosofo). Wiatry wieją najczęściej w kierunku Morza Jońskiego i dzięki temu można obyć się bez maski i gogli ochronnych. Od drugiej strony Krateru Centralnego wędrówka jest znacznie ciekawsza, ale też trudniejsza. Dużo trujących gazów, siarka, fumarole, pęknięcia w kraterze, nieraz słaba widoczność oraz bliskość mocno aktywnych Kraterów Południowo-Wschodnich. Bardzo wrażliwym miejscem jest wąski przesmyk między Kraterem Centralnym a Północno-Wschodnim (duża aktywność, przepaściste skraje krateru, mniejsze kratery, pęknięcia, dużo siarki i gazów, nierzadko lawa pod powierzchnią ziemi, którą czasami widać).

To o czym przed chwilą napisałem powoduje, że 90% osób, która dociera na skraj kraterów szczytowych, osiąga skraj Krateru Centralnego, od jego najniższej strony, gdzie wysokości wynoszą 3240-3280m. Po czym czując moc Enty, czym prędzej schodzą w dół. Oficjalnie dotarcie tutaj jest nielegalne, lecz sądzę, że w ciągu roku jest to ok. 200-300 osób, z których jakieś 10% staje na faktycznym wierzchołku Etny.

Mój artykuł doskonale pokazuje, gdzie jest najwyższy punkt Etny, lecz jeśli ktoś nie poszukał informacji przed wyjazdem, szybko odpuszcza dochodząc w partie szczytowe. One kryją liczne wierzchołki i wyróżniające się fragmenty czterech kraterów. Teoretycznie każdy z tych punktów może być tym najwyższym. Mnóstwo gazów, ryzyko erupcji i konieczność wielogodzinnej wędrówki po nieprzyjaznej ziemi, skutecznie stępiają zapał. Tak to jest, gdy ktoś się nie przygotował albo nie ma w sobie determinacji, by poszukać wierzchołka.

Etna obecnie liczy 3331m w najwyższym punkcie. Tyle samo liczyła w 2009 roku, gdy byłem tutaj poprzednim razem. Lecz dużo się zmieniło od tamtego czasu. Wtedy obramowanie krateru w rejonie wierzchołka było jednolite, mocne. Dzisiaj większość się rozsypała, a Krater Północno-Wschodni próbuje stopniowo wtargnąć w Krater Centralny. Najwyższy fragment Etny jeszcze stoi, ale w jego otoczeniu jest sporo pęknięć. Jedna duża erupcja w tym rejonie, a wierzchołek może się rozsypać i najpewniej wpadnie do krateru. Wtedy będzie trzeba szukać nowego wierzchołka, chyba że Etna tyle wypluje lawy w jednym miejscu, że stworzy nowy, nie budzący wątpliwości.

Gdyby obecny szczyt uległ destrukcji, obecnie (końcówka czerwca 2017), dwa miejsca predestynują do jego zastąpienia. Po przeciwległej stronie w Kraterze Północno-Wschodnim jest wzniesienie osiągające 3315m n.p.m. (oddalone od krateru o kilkadziesiąt metrów) oraz w Kraterze Centralnym blisko Północno-Wschodniego jest kopulasty fragment osiągający 3314m. Patrząc jednak co wyprawia się w rejonie Nowego Krateru Południowo-Wschodniego, który jeszcze nie tak dawno był o dobre 300-400 metrów niższy, a obecnie doszedł do 3300m, może tutaj w przyszłości będzie trzeba szukać najwyższego punktu Etny?

Tymczasem Krater Północno-Wschodni charakteryzuje się największymi wysokościami bezwzględnymi, w większości przekraczającymi 3300m. Z jednej strony sąsiaduje z Kraterem Centralnym, z drugiej, z doliną Valle del Leone. Odstaje o linii Kraterów Południowo-Wschodnich oraz Centralnego, przez co kratery szczytowe tworzą literę "L". Jego obwód to ok. 800m, głębokość ok. 200m. Najaktywniejsza jest część od strony Krateru Centralnego, a w przesmyku pomiędzy kraterami znajduje się komora z płynną lawą. Erupcja z tego miejsca może skutkować nie tylko połączeniem obu kraterów, lecz także przedostaniem się płynnej lawy do środka.

Na zdjęciach: Krater Północno-Wschodni Etny w roku 2017 i 2009.

Opublikowano w Blog
Krater Centralny Etny - największy, ale nie najwyższy. Kiedyś tworzył wyraźne dwie komory nazwane - Bocca Nuova (większa, od południa) i Voragine (mniejsza, od północy). Dzisiaj to już tak oczywiste nie jest, bo przepierzenie między nimi na skutek aktywności wulkanicznej znacznie sie zatarło. Tłumacząc słowo Voragine, otrzymujemy słowo "Przepaść". Nuovo wiadomo, "Nowy", ale Bocca to "Usta", chociaż też można rozumieć jako "Otwór, Ujście".

Krater ma dosyć owalny kształt, o obwodzie rzędu około dwóch kilometrów. Wysokości na poziomie 3240-3314m (najniższa część krateru jest od strony południowej czyli od strony Torre del Filosofo). Maksymalna głębokość to będzie około 200m. Z wnętrza wydobywają się liczne gazy, na skraju Voragine, blisko Krateru Północno-Wschodniego, w czerwcu 2017 funkcjonowało pęknięcie z jeziorem płynnej lawy. Przynajmniej rok wcześniej było już znane.

Od strony miasta Randazzo obramowanie krateru jest bardziej skaliste, od strony Krateru Południowo-Wschodniego bardziej sypkie, bogate w siarkę. Oba kratery oddziela silnie zarysowana przełęcz o wysokości 3233m. Od strony północno-wschodniej kopulaste wywyższenie stanowi najwyższy punkt krateru - 3314m. Pod nim znajduje się jezioro płynnej lawy. Po sąsiedzku, na zewnętrznym zboczu są dwa niewielkie ale wyraźnie zarysowane kratery, mocno zasiarczone i bogate w wyziewy wulkaniczne. Przestrzeń pomiędzy Kraterem Centralnym a Kraterem Północno-Wschodnim uległa w ostatnich latach silnym przeobrażeniom. Ten drugi "próbuje wtargnąć" do Voragine i realne jest w przyszłości połączenie kraterów. Zwłaszcza, że to w tym rejonie znajduje się spora komora z płynną lawą. Są liczne spore pęknięcia i wyraźne obniżenie w najwęższym miejscu pomiędzy Centralnym a Pn.-Wsch Kraterem.

Krater Centralny jest bardzo efektowny i stosunkowo niewielkim ulega przeobrażeniom. W październiku 2016 roku na dnie części Bocca Nuova "rozlało się" trochę lawy, z otworu, który się pojawił.

Na zdjęciach Krater Centralny w różnych odsłonach, z roku 2017 i 2009:

Opublikowano w Blog
O istnieniu jeziora wiedziałem już rok wcześniej. Ta informacja wypłynęła, gdy przeglądałem raporty włoskich wulkanologów z INGV. Będąc na Etnie, nie omieszkałem zajrzeć w jego pobliże. Co nie zmienia faktu, że Etna sprawia mi od lat wielki zawód. Ostatnia porządna erupcja, z prawdziwego zdarzenia, długotrwała, miała miejsce 15 lat temu. Od tamtego czasu co roku występują liczne małe erupcyjki, niegodne większej uwagi. Za to, fascynujące jest jak Etna się zmienia dzięki nieustającej aktywności.

Dwa - trzy razy na dobę znajdowałem się w okolicy jeziora lawy. Badanie i obserwacje wulkanów to ciężka praca, choć wcale mnie nie męczy. Mój standardowy dzień podczas pobytu na Etnie wyglądał tak. Pobudka o 3:00 w nocy, bo płynną lawę wtedy widać najlepiej. W dzień czasami wcale. Po nastaniu dnia, kontynuacja eksploracji Etny. By popołudniu na chwilę wrócić do namiotu, rozbitego bardzo blisko kraterów szczytowych. Jedzenie, chwila na odpoczynek. I około 20:00 ciąg dalszy wulkanicznych prac. Powrót do namiotu przed 23:00, chwila snu, i o 3:00 w nocy rozpoczęcie kolejnej rundy, za cel obierając inne fragmenty wulkanu.  

Jeziora płynnej lawy są o tyle fascynujące, że jest to najgorętsza postać magmy wydobywającej się z wnętrza Ziemi. 1200 stopni Celsjusza robi wrażenie (jęzory lawowe spływające z wulkanów mają często "jedynie" temperaturę 300 - poniżej 200 stopni Celsjusza). Podchodziłem tak blisko jak to było możliwe. Teren wokół był bardzo niestabilny. Pęknięcia w kraterze. I fakt, że większa część jeziora jest skrywana pod stropem zastygłej lawy, na której stoję. Kilka podmuchów od strony jeziora zwaliło mnie z nóg. Myślałem, że płonę. Niesamowite uczucie. Potęga natury.

Jezioro płynnej lawy znajduje się w niewielkim kraterze, w otworze, na zboczu Centralnego Krateru, w części zwanej Voragine. Bardzo blisko Krateru Północno-Wschodniego. Na wysokości prawie 3300m, pod najwyższym punktem Krateru Centralnego o wysokości 3314m. Płynna lawa pod lawowym stropem biegnie w kierunku Krateru Północno-Wschodniego. Na przestrzeni lat w obu kraterach doszło do takich wycięć, że pas "ziemi" jest bardzo wąski. Spękany. Szczeliny są długie, szerokie, głębokie. Bez problemów do części nich może wpaść człowiek. Bliskość jeziora lawowego powoduje, że wydobywają się z nich toksyczne gazy a temperatura sięga kilkuset stopni Celsjusza. Gdy wpadałem do szczelin lodowcowych, za każdym razem udało mi się z nich wydostać żywym. Gdybym wpadł do takiej, szans na przeżycie nie miałbym żadnych. Wędrówka po tym terenie i w dzień i w nocy, wymagała bardzo dużej uwagi. Do tego liczne gazy. A te z jeziora lawowego były wybitnie toksyczne. Moja maska nie dawała rady. Kilka razy było naprawdę ciężko. Szczególnie w nocy musiałem się wspiąć na wyżyny mojej wiedzy i umiejętności w eksploracji wulkanów. Przy życiu trzymała mnie maska przeciwgazowa. Unoszące się gazy w świetle latarki czołowej ograniczały widoczność czasami do poniżej pół metra. A nie mogłem sobie pozwolić na chociaż jeden błędny krok. Już samo przechodzenie rozpadlin i pęknięć zmuszało do precyzji i szybkości. Kontakt z kilkusetstopniowymi temperaturami nie jest dobry dla ludzkiego ciała. Natura nie przystosowała nas do życia w takim otoczeniu. A szkoda.

Nachylenie stoku też stwarzało niebezpieczeństwo, że przy odrobinie pecha zlecę do jeziora płynnej lawy. No i ten strop - wytrzyma czy nie wytrzyma? W takich momentach czuję się jak samotny astronauta na jakiejś groźnej odległej planecie. NASA czasami publikuje zdjęcie pt.: samotny na Marsie łazik Curiosity. Niebieska kropka pośród bezkresnych wulkanicznych skał Czerwonej Planety. Gdyby NASA zrobiła zdjęcia mojej eksploracji wulkanów, byłoby podobnie. Gawlik-kropka, niekoniecznie niebieska, pośród law i pustyń wulkanicznych oraz dymiących kraterów. Cóż, skoro nie urodziłem się kilka tysięcy lat później, gdy mógłbym eksplorować kosmos, obce planety znalazłem sobie na Ziemi. Wiem że to może niezrozumiałe. Ale przebywając w scenerii, którą opisuję, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Bardzo ciekawy jestem dalszych losów opisywanego jeziora płynnej lawy. Oraz tego co się może wydarzyć pomiędzy Kraterem Centralnym a Północno-Wschodnim? Kilka scenariuszy przychodzi mi do głowy. Każda większa erupcja z tego miejsca może spowodować, że przesmyk pomiędzy kraterami się zapadnie, a oba kratery się połączą. Wtedy pobliski najwyższy punkt Etny, w nienajlepszym stanie, również może się rozsypać. Ponadto istnieje realne zagrożenie, że lawa z jeziora zacznie spływać do jednego z kraterów albo nawet obu. W przyszłości wrócę to sprawdzić.

Zapraszam do artykułu RedBull: Grillowanie na wulkanie.

Na zdjęciach z 2009 i 2017: Krater Centralny i jezioro płynnej lawy, Krater Północno-Wschodni.

Opublikowano w Blog
Strona 1 z 4

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.