NAJBLIŻSZE PRELEKCJE PODRÓŻNICZE i INNE WYDARZENIA:

 19 sierpień - 7 wrzesień - Tanzania (Kilimandżaro, Serengeti, Ngorongoro, Zanzibar)

 24 wrzesień - XXII Festiwal Górski w Lądku Zdroju, o PROJEKCIE 100 WULKANÓW, w panelu w Wielkim Namiocie pomiędzy godz. 10 a 16. PROGRAM

 a2b2

portal gorski 225x150 box

slaskie box

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
piątek, 23 czerwiec 2017 06:01

WELLNESS w Himalajach

Niedawno powróciłem z sześciotygodniowego pobytu w Nepalu, gdzie z dwoma grupami przeszliśmy fajne trekkingi. Wokół Manaslu i do bazy pod Annapurną, z wejściem na punkt widokowy Poon Hill. Wielokrotnie przekraczaliśmy wysokości 4-5 tysięcy m n.p.m. W wyjeździe towarzyszyły mi produkty Wellness by Oriflame. Zdrowe, naturalne, w sposób przemyślany pod względem składu przygotowane.

Cieszy, że coraz więcej ludzi chce spędzać aktywnie czas, myśli o zdrowym stylu życia i wie, że warto na to wydać pieniądze, bo się opłaca. Coraz częściej aktywnie żyją ludzie, którzy niedawno byli tak zaniedbani, iż krótki spacer sprawiał problem. A przecież w każdym wieku można przy umiarkowanym wysiłku zmienić diametralnie samego siebie na lepsze. Wystarczy zrewidować trochę nawyków żywieniowych, dołączyć jakąkolwiek aktywność fizyczną, a będą efekty. Pod warunkiem konsekwencji w działaniu.

A w tym wszystkim mogą pomóc produkty zdrowej żywności wymyślone i przebadane przez naukowców-lekarzy w Szwecji. Słusznie doszli do wniosku, że  niesprawiedliwe jest, aby tylko ich pacjenci mogli uzupełniać swoją dietę o nie. Poszukali zatem firmy, szwedzkiej rzecz jasna, która mogłaby zająć się dystrybucją. Padło na globalną markę, jaką jest Oriflame. I tak obok szeroko rozumianych kosmetyków, dołączyła seria wellness: Wellness by Oriflame. Stopniowo rozwijana, ale jak to Szwedzi, działają powoli. Liczy się jakość a nie ilość. A że moda na zdrową żywność i dbanie o siebie dotarła także do Polski, wysokiej klasy produkty cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Do zdrowego stylu życia Szwedów nam jeszcze daleko, ale postęp jest. Coraz więcej osób zamiast kupić 6 pączków za 5 złotych, woli kupić zdrowego, niskokalorycznego i wartościowego odżywczo batona. Niektórzy też się już nauczyli czytać opakowania i pilnować jakości tego co wrzucają do swojego organizmu. Różne piękne napisy o zdrowiu na opakowaniu potrafią mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. Wspaniałe reklamy suplementów diety, że za 19,99zł masz sto cudownych tabletek zdrowia, również można włożyć między bajki. Jakość musi kosztować. W jednym produkcie kwasy tłuszczowe omega3 mogą być zupełnie bezwartościowe, podłej jakości składniki. W innym, odwrotnie, będą należycie spełniały swoją rolę. Warto być dociekliwym, czytać opakowania, sprawdzać. I zawsze pamiętać, że sama zdrowa żywność czy suplementy diety do bycia zdrowym nie wystarczą.

To jest tak jak z samochodem. Wszyscy wiemy, że by dobrze i bezawaryjnie nam służył, trzeba wlewać do silnika wysokiej jakości olej i regularnie go wymieniać. Wszyscy też wiemy, że Volvo musi dużo kosztować, bo to wysokiej klasy i bardzo bezpieczne samochody. Niestety w Polsce, lepiej dbamy o swoje samochody niż o siebie. Wolimy wlać najlepszy i najdroższy olej silnikowy, a do własnego żołądka wpakować jakieś śmieci. Dzięki temu silnik samochodowy będzie długo sprawny bez remontu, a nasz organizm będzie wymagał ingerencji lekarzy, często chirurgów. Tylko samochód dużo łatwiej naprawić, niż awarię w skomplikowanym systemie organów wewnętrznych człowieka.

Na zdjęciach trochę ujęć z Nepalu.

Opublikowano w Blog
W samym tytule dwa trudne słowa, to co będzie dalej? Z pewnością tylko gorzej. I być może jeszcze dużo tekstu - o zgrozo? Wiem, w dzisiejszych czasach coraz bardziej przeraża każde trudne słowo i tekst większy niż kilka zdań. Ale obiecuję, że tym razem będzie krótko. I bez zbędnych mądrych wyrazów.

Amonity to podgromada wymarłych głowonogów, które występują w skałach pochodzenia morskiego, z okresu od dewonu do końca kredy. Inaczej mówiąc, są to bardzo stare żyjątka o najczęściej spiralnych muszlach. W Polsce obficie występują w wielu miejscach, np. na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, w kredach koło Lublina czy w Górach Świętokrzyskich. Autorem nazwy jest Pliniusz Starszy, rzymski mędrzec z I w n.e.

Można je znaleźć także w Nepalu, w Himalajach. Nazywa się je tam saligramami (saligrama, śaligrama, eng. shaligram, shila). Najbardziej znane są odmiany czarne występujące w rejonie rzeki Kali Gandaki, słynącej z tego, że płynie w najgłębszej dolinie świata, pomiędzy ośmiotysięcznikami - Annapurną i Dhaulagiri.

Przywiozłem onegdaj z tamtego rejonu piękne okazy, prezentowane na zdjęciach. Warto zwrócić uwagę na okaz w kształcie kuli (fot. 1 i 2), który składa się z trzech rozbieralnych części  (fot. 3). Saligramy z Kali Gandaki to jedna z popularnych pamiątek z Nepalu, które można kupić w wielu miejscach (fot. 6).

Podczas ostatniej bytności w Nepalu znalazłem Saligramy w bardzo ciekawym i niespodziewanym miejscu (fot. 7). Nie tak ładne jak z rejonu Kali Gandki. Za to na wysokości 5000m n.p.m. w rejonie przełęczy Lajing, gdzie znajduje się granica Nepalu z chińskim Tybetem. To jest kolejny dowód, że w tym rejonie miliony lat temu był ocean, a wypiętrzenie Himalajów wyniosło jego dno nawet na tak potężną wysokość.

Nepalskie amonity wg geologów mają 140 - 165 milionów lat. Otoczone są czarnym węglanowym kamieniem (zdarzają się też białe). Saligramy znajdowane w Nepalu i w Indiach mają szczególne znaczenie dla wyznawców hinduizmu. Przyjmują, że są one jednym z wcieleń boga Wisznu.

Podczas pobytu w Nepalu nie zapomniałem o Zakładzie Gleboznawstwa i Teledetekcji Gleb Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i zebrałem porcję próbek (fot 8). Wraz z dokumentacją fotograficzną i niezbędnymi informacjami z miejsc ich pobrania.

Jednym z minerałów charakterystycznych dla Himalajów Nepalu jest czarna sól, choć w praktyce jest bardziej czerwona (fot 9). Nazywa się Kala Namak i używana jest jako przyprawa m.in. w Indiach, Pakistanie oraz w Nepalu (można ją kupić). Uzyskuje się ją także syntetycznie. Za kolor odpowiada siarczek żelaza, jest też siarczek sodu i chlorek sodu, siarczan sodu, wodorosiarczan sodu. I co bardzo ważne, siarkowodór. On odpowiada za zapach zgniłych jaj, potęgowany gdy sól się zamoczy.

Moja pasja geologiczna powoduje, że chodząc po górach przyglądam się skałom, kamieniom. Nie inaczej było w Himalajach.  Co można zobaczyć na fotografiach 10-15.

To by było na tyle.

Na zdjęciach: saligramy, próbki ziemi, czarna sól, różne nepalskie fragmenty skał. 

Opublikowano w Blog
niedziela, 21 maj 2017 06:42

Po NEPALU

Podróże to poznawanie ludzi. Skoro spędziłem niedawno w Nepalu blisko 6 tygodni, nie mogło zabraknąć nowych znajomości czy spotkań ze znajomymi. Nie inaczej było tym razem, a niektóre chwile zostały uwiecznione na zdjęciach.

Na pierwszych dwóch w Annapurna Base Camp 4130m (ABC) pozuję z turystkami z Nepalu i z Indii. Na kolejnym, w tym samym miejscu, jestem z Basią, Darkiem, Kumarem (po lewej) i Nabinem. Fotografia nr 4 to ja i Debbie z Hong Kongu. Odbywaliśmy trekking do ABC niemal równolegle. A że weseli z nas ludzie, świetnie dogadywaliśmy się spotykając w różnych miejscach na trasie. Na zdjęciu nr 5 jestem w towarzystwie kierownika hoteliku w Ghorepani 2860m, niedaleko słynnego punktu widokowego Poon Hill 3210m.  

6 i 7 to zdjęcia, na których zaprzyjaźniam się z innymi gatunkami. To bardzo ważne, bo jak kiedyś oficjalnie odwiedzą nas kosmici, bo nieoficjalnie robią to na co dzień jak twierdzą niektórzy, będę przygotowany. Na zdjęciu nr 8 jestem w Annapurna BC i robię selfie z Janii z Finlandii. Trafiła tam przeze mnie, albo dzięki mnie. Janii planowała z Ghorepani zejść w doliny, ale przekonałem ją, że skoro ma czas, warto się wybrać do bazy pod Annapurną. Bo to ładne miejsce, sam trekking też. Bardzo mi dziękowała, że ją namówiłem. Obok selfie z Anetą w Katmandu, z którą nie możemy spotkać się w Polsce, ale w Tanzanii albo w Nepalu - jak najbardziej. Na dole w towarzystwie kierowniczki Sabity w jednej z lodge`y w rejonie Annapurny, i jej zaufanej pomocnicy Ihary (po prawej). Zawsze trzeba mieć nadzieję, że własny urok osobisty pozwoli trochę obniżyć ceny. A poza tym to fajne i wesołe dziewczyny. Ostatnia ćwiartka zdjęcia, to Larke Pass w rejonie Manaslu (ok. 5150m), w towarzystwie Justyny.  Na dziewiątym zdjęciu pozujemy z Chandra w Dharmashala przed Larke Pass, na wysokości 4470m. Chandra pełni w różnych hotelikach i lodge`ach na trasie Manaslu Circuit funkcję kierownika. Zawsze mogę na niego liczyć.

10-tka, to hotel w Kathmandu i od lewej: Bogdan, Piotrek, Gregor, Passang, Ania, Marzena, Waldek, za nim Passang, obok Justyna, Dupa i Tenzing. Wszyscy świetnie poradzili sobie z wymagającym trekkingiem wokół Manaslu i wysokościami przekraczającymi pięć tysięcy metrów n.p.m. Ostatnie dwa zdjęcia (11 i 12) zostały zrobione w Katmandu. Gokul, na pierwszym z nich, był kilka razy w Polsce, był także na szczycie Everestu, a na co dzień zajmuje się turystyką. Z kolei N.B. ma swój sklep ze sprzętem outdoorowym na Thamelu. Jak trzeba coś kupić albo wypożyczyć, zawsze jest na miejscu.

Na początek z Nepalu tyle. A czy będzie coś więcej? Mam nadzieję, jeśli tylko czas pozwoli, a z nim mam ciągłe problemy, bo doba jest stanowczo za krótka na ilość moich codziennych zadań. :)

Pozdrawiam chwilowo z Polski.

Gregor

Opublikowano w Blog

Porcja fotografii zwłaszcza przyrodniczych, z sześciu kontynentów, z muzyką w tle. Taka współczesna diaporama, czyli slideshow. 
Opublikowano w Filmy
Chociaż kojarzony jestem przede wszystkim z wulkanami, moja działalność podróżniczo - sportowa składa się z wielu różnych elementów, aktywności. Brak czasu nie pozwala o wielu z nich opowiedzieć, ani napisać. Dlatego dzisiaj krótko o innych górach, nie będących wulkanami. Je też uwielbiam i w nich bywam. Gdybym chciał zliczyć wszystkie zdobyte górskie szczyty, byłoby ich z tysiąc. Więc wspomnę o 10 najwyższych dotychczas osiągniętych wzniesieniach, istotniejszych. Oto one:

7134 metrów - Pik Lenina / Avicenna Peak (choć GPS wskazał 7146m n.p.m., Pamir, Kirgistan/Tadżykistan). Przyjechałem bardzo zmotywowany, bo biłem swój kolejny rekord wysokości. Przygotowany byłem na ciężką walkę. A wszystko poszło banalnie łatwo - podejście aklimatyzacyjne zakończyło się zdobyciem szczytu. Cała akcja górska zajęła 13 dni (z aklimatyzacyjnymi wyskokami w bok), zakończyła się w pierwszych dniach sierpnia. Nie wszyscy mięli takie odczucia. Podczas mojego pobytu góra pochłonęła życie jednej osoby, kilka zostało rannych (szczeliny lodowcowe, choroba wysokościowa, lawina). Nikły procent atakujących Lenina osiągnął wierzchołek. Zupełnie nie wiem dlaczego?

Mogłoby się wydawać, że na tej górze miał miejsce mój najwyższy nocleg, ale nie. Dużo wyższe noclegi i to w pokaźnej liczbie, miałem na andyjskich wulkanach, najwyższy na 6820m - masyw Ojosa del Salado (nawet na Aconcagui "strzeliłem" sobie nocleg na 6300m, na Leninie tylko 6130m).

Chociaż Pik Lenina trudno traktować jako ambitne wyzwanie, góra zapisała się w historii alpinizmu wybitnie tragicznie. Za sprawą dwóch pamiętnych tragedii. W 1974 roku w rejonie wierzchołka zmarły wszystkie członkinie radzieckiej kobiecej wyprawy. 8 ofiar. Przyczyna: załamanie pogody. Natomiast w 1990 roku na obóz drugi, położony na ok. 5200m, zeszła lawina, którą wywołało trzęsienie ziemi. Uchodzi za największą wysokogórską tragedię, bo zginęły 43 osoby.

6962m - Aconcagua (Andy, Argentyna) - najwyższa góra Ameryki Południowej i poza Azją. Dla wielu samodzielny cel. W moim przypadku był to dodatek do wulkanicznej wyprawy. By później sprawnie działać na dużych wysokościach, aklimatyzacyjnie i samotnie wszedłem sobie właśnie na Aconcaguę od strony doliny Horcones. W grudniu, przy bardzo zimowej pogodzie, kiedy na 6000m i powyżej w nocy temperatury przekraczały minus 30 stopni Celsjusza, a odczuwalne dochodziły do minus 50.

6181m - Island Peak (Imja Tse, Himalaje, Khumbu Himal, Nepal) - niewysoka, szybka w zdobyciu, ale bardzo ładnie położona góra. Pod południową ścianą Lhotse, niedaleko Makalu i Ama Dablam, otoczona lodowcami. Był październik, a po dojściu pod górę, wystarczył jeden dzień, by wejść i zejść. 

6145m - Razdielna (Razdielnaja, Razdelnaya Peak, Pamir, Kirgistan) - szczyt, który pokonuje się na drodze klasycznej prowadzącej na Pik Lenina. Umiejscowiony jest tam obóz III (C1), z którego najczęściej atakuje się wyższego siedmiotysięcznego sąsiada. Oddzielony od Razdielnej przełęczą o wysokości 6065m.

6088m - Huayna Potosi (Andy, Boliwia) - piękna piramidalna góra obok La Paz i w sąsiedztwie jeziora Titicaca. Na upartego można o świcie wyruszyć z La Paz, podjechać kawałek, wejść na szczyt, i wieczorem świętować sukces ponownie w La Paz. Chcąc się nacieszyć widokami, piękną pokrywą lodowcową, spędziłem w masywie 3 dni, był maj.

5645m - Kala Pattar (ramię Pumori, Himalaje, Khumbu Himal, Nepal) - najbardziej znany na świecie punkt widokowy na Mount Everest (po tybetańsku Czomolungma, a nepalsku Sagarmatha). Sympatyczna skałka w wysokogórskim otoczeniu. Prowadzi na nią łatwa ścieżka.

Jeszcze tego samego październikowego dnia odwiedziłem Everest Base Camp 5360m, bo to blisko, niżej, a ścieżka nawet na lodowcu Khumbu - bezproblemowa.

5520m - przełęcz Kongma (Kongma La, Himalaje, Khumbu Himal, inne źródła podają 5535-40m) - po zdobyciu Island Peak przez przełęcz i lodowiec Khumbu doszedłem do trasy prowadzącej pod Everest. Okolica ta obejmuje wspaniałe widoki na Himalaje, są też tutaj jeziora i małe lodowce. Swego czasu, nocleg prawie na samej przełęczy, był moim najwyższym.

5360m - przełęcz Cho (Cho La, Himalaje, Khumbu Himal, inne źródła podają 5420m) - pokonałem ją, jak również największy nepalski lodowiec Ngozumpa, w drodze na inny słynny punkt widokowy na Everest - Gokyo. Na przełęczy jest niewielki lodowiec.

5360m - Gokyo Ri (Gokyo Peak, Himalaje, Khumbu Himal, Nepal) - niezbyt wybitny szczyt, za to oferujący wybitne widoki na Eeverest, Makalu, a po drodze także na Cho Oyu i serię błękitnych jezior oraz lodowiec Ngozumpa. Mount Everest z tej perspektywy również prezentuje się okazale.

5360m - Everest Base Camp  (Himalaje, Khumbu Himal, Nepal) - to w zasadzie jedenasta pozycja, ale o takiej samej wysokości jak dwie wcześniejsze. Łatwa, płaska ścieżka, lodowiec Khumbu i widok na słynny Ice Fall oraz Nuptse. Wspaniała wysokogórska atmosfera. Choć akurat Everestu z BC nie widać.

Podane wysokości są według własnych pomiarów GPS.

Dla porównania, wulkanów o wysokościach 5000m - 6896m (najwyższy wulkan Ojos del Salado) zdobyłem 21.

Po wulkanach chodzę najczęściej samotnie, po górach wysokich również.

8000m? Pewnie kiedyś się wybiorę. Większość sprzętu już jest.

Malutka galeria zdjęć:

Opublikowano w Blog
Gdy słyszę o kolejnym filmie o górach wysokich czy o górskiej tragedii, ogarnia mnie sceptycyzm. Zazwyczaj od strony fabularnej są słabe i tandetne. Realizując na co dzień pasję zdobywania gór wysokich, łatwo dostrzegam błędy w scenariuszu, realizacji i wiarygodności filmu. Z tych powodów z obawami wybrałem się do kina Imax na EVEREST 3D.
Przy czym już na początku muszę wyjaśnić, że tego problemu nie mają osoby nie podzielające pasji górskiej. I zazwyczaj wyżej oceniają tego typu filmy aniżeli ludzie zawładnięci zdobywaniem górskich szczytów. Nie widzą błędów, niedorzeczności, naciąganych scen i scenerii górskich. Dla nich to kino przygodowe, a nie film z ułomnościami, które niszczą przyjemność oglądania.

A jak na tym tle wypada brytyjsko-amerykański EVEREST 3D? Jest dobrze.

                EVEREST POSTER

W filmie zekranizowano wydarzenia z 1996 roku, z kulminacją w dniach 10-11 maja. Kilka grup komercyjnych zdobywało najwyższą ziemską górę od strony Nepalu, gdy nagle zaatakowała burza w dzień ataku szczytowego. Zginęło osiem osób, a w całym roku 1996 - dwanaście. Przez następne kilkanaście lat nie było tak tragicznego sezonu na "dachu świata". Który kiedyś nosił nazwę Szczytu XV, a w 1865 roku na cześć walijskiego geodety i kartografa sir George`a Everesta otrzymał nazwę Mount Everest (w Tybecie to Czomolungma a po nepalsku Sagarmatha).

Skoro film oparto na faktach, tragicznych, od początku wiemy, że happy endu nie będzie.

Autorzy od pierwszych scen, trochę sobie kpią z uczestników wypraw komercyjnych na Everest, jak również z wyjadaczy-organizatorów - zarośniętych luzaków, ze szklaneczką czegoś mocniejszego w ręku i ze stosunkiem lekceważącym do swoich klientów. Wymowna jest scena, w której uczestników wyprawy na Everest trzeba dopiero uczyć jak zakładać raki, bo niektórzy nigdy ich nie mięli na nogach. Przy czym, część miała wcześniej doświadczenie z wysokościami 7000 - 8000 metrów, niektórzy walczą kolejny raz o Everest.

Nie zapomniano o przedstawieniu jakie komercyjne szaleństwo dosięgło najwyższą górę świata. Ludzie płacą dziesiątki tysięcy dolarów (w filmie pada kwota 65 tysięcy usd), by stać w korkach podczas pokonywania kolejnych etapów na przygotowanej dla nich specjalnie trasie. Pokazano, jak bardzo bywają nieprzygotowani i zależni od obsługi wyprawy - nieraz sterowani jak zwierzęta na smyczy. A w wyższych partiach przy życiu trzyma ich jedynie maska z tlenem.

Zaś dla firm-organizatorów najważniejszy jest dobry zarobek, a najlepszą reklamę zapewni liczba wprowadzonych klientów na szczyt i brak ofiar śmiertelnych. Niestety, Himalaje potrafią być nieprzyjazne i ten biznes zepsuć.

Rok 1996 był jednym z pierwszych, w którym komercyjnie na szerszą skalę zdobywano Everest. Dzisiaj, 20 lat później, skala procederu jest niebotycznie większa, a z Nepalu docierają informacje o kłótniach przy linach i drabinkach, wysokich płatnościach za korzystanie z nich i wrogości wobec samodzielnych alpinistów (grupa prawie na wymarciu), którzy nie chcą działać komercyjnie i płacić miejscowym tyle ile oczekują.

EVEREST warto oglądać z perspektywy dwóch płaszczyzn. Fabularnej opowieści. I nasuwających się licznych pytań. Czy warto ryzykować życiem dla gór? Kiedy się wycofać? Jaka jest rola i odpowiedzialność organizatorów oraz przewodników wypraw komercyjnych? Czy można liczyć na współpracę i pomoc pomiędzy konkurującymi ze sobą firmami? Czy ulegać namowom klientów, którzy koniecznie chcą wejść na szczyt, nawet gdy wszystko wskazuje, że są za słabi? Wreszcie. Po co ludzie jeżdżą na Everest? Czy ma to głębszy sens, czy jest to tylko kwestia posiadania pieniędzy i chęci zaimponowania? Czy ma to jakąkolwiek jeszcze górską wartość? - gdy tysiące osób rocznie atakują górę, tworzą się korki na głównych drogach wspinaczkowych, liczba zdobywców niedługo przekroczy 10 tysięcy, a dzienny rekord to jakieś 150 osób na szczycie, na którym bywały już 13-letnie dzieci i 80-letni dziadkowie.

Płaszczyzna fabularna imponuje jakością zdjęć, zwłaszcza panoram i zbliżeń ludzi walczących z górą. Zadbano nawet o lód na kołnierzach kurtek i przekonywujące pokazanie odmrożeń. Film kręcono we Włoszech, Islandii i w Nepalu, jak również w studiach w Wielkiej Brytanii. Część aktorów trenowała techniki wspinaczkowe w USA. Odtworzono sprzęt jaki był używany 20 lat temu, nie zabrakło lokowania produktu jednej ze znanych marek. Niektórym przydługa może się wydać walka z górą i umieranie. Poświęcono temu wiele scen. Uczestnicy nie giną, spadając jeden po drugim, do szczeliny, przepaści czy zdmuchnięci przez lawinę. Giną powoli, a na ich śmierć składa się nieraz wiele kuriozalnych zdarzeń. Jeden krok dzieli ich od śmierci albo kilkadziesiąt od namiotu, który uratuje im życie. Dzięki telefonii satelitarnej można uczestniczyć w walce o życie albo w umieraniu bliskiej osoby.  Leżąc w wygodnym ciepłym łóżku, tysiące kilometrów od Everestu.

Sama wyprawa zaczyna się niewinnie, na lotnisku w Katmandu. Humory dopisują, a traktowany ulgowo pod względem finansowym dziennikarz, ma zapewnić darmową reklamę po powrocie. Żona organizatora wyprawy jest w ciąży, przyszły ojciec marzy o córeczce o imieniu Sarah. Ekipa delektując się widokami, dociera do bazy pod Everestem na lodowcu Khumbu. Z wysokości 5634 m mają do pokonania ponad trzy kilometry różnicy poziomów, słynnym, postrzępionym lodospadem, a w ostatniej fazie czeka ich atak szczytowy z Przełęczy Południowej (7906 m n.p.m.), znajdującej się pomiędzy Everestem a Lhotse. Trafiają do tzw. strefy śmierci, gdzie tlenu w powietrzu jest bardzo niewiele, a każdy krok ogromnym wysiłkiem.

Na ekranie śledzimy proces aklimatyzacji uczestników wyprawy, jak odpoczywają w bazie głównej, jak osiągają kolejne bazy. W dniu ataku szczytowego nic nie zwiastuje tragedii, niektórym udaje się stanąć na Evereście (8848 m n.p.m.). Niedługo później wszyscy walczą z górą, samym sobą i straszną śnieżną burzą. Rozpoczyna się część filmu, poświęcona próbom zejścia z góry w bezpieczne miejsce oraz próbom zorganizowania akcji ratunkowej. Dostarcza ona silnych emocji i wzruszeń.

Ludzie w ekstremalnych warunkach zachowują się różnie, jednych ogarnia szaleństwo, innych rezygnacja, a kolejni próbują przetrwać i przeżyć. Przebywający w bazie głównej próbują im pomóc, lecz mają bardzo ograniczone możliwości.  Wkrada się bezradność i można tylko czekać na wieści z gór. Film kończy się w bezpiecznych, ciepłych i słonecznych sceneriach, ale skład ekipy uległ drastycznej zmianie.

Aktorzy grający w EVEREŚCIE przyznawali, że gra w ujemnych temperaturach jest trudna. By poczuć jak oddycha się na ośmiu tysiącach metrów bez maski tlenowej, zostali umieszczeni w specjalnej komorze. Islandzki reżyser Baltasar Kormákur, który nazywa siebie - reżyserem ekstremalnym przyznał, że nie narażał ekipy na utratę życia, ale chciał, by poczuli ból. Dzięki temu wyszedł mu dobry film w trudnym gatunku. O tragedii, która doczekała się wcześniej kilku książek i filmu dokumentalnego, a po prawie dwudziestu latach - fabularnego.

Obsada. Jason Clarke jako Rob Hall (organizator i lider wyprawy, himalaista), Keira Knightley jako Jan Arnold, ciężarna żona Roba Halla, Jake Gyllenhaal jako Scott Fischer (lider konkurencyjnej wyprawy, który łączy siły z ekipą Roba, himalaista), Emily Watson jako Helen Wilton (szefowa w bazie głównej), Elizabeth Debicki jako doktor Caroline Mackenzie, Michael Kelly jako Jon Krakauer (dziennikarz z Outside, klient), John Hawkes jako Doug Hansen (listonosz, klient), Josh Brolin jako Beck Weathers (lekarz, klient), Naoko Mori jako Yasuko Namba (Everest miał być ostatnim szczytem do Korony Ziemi, klientka), Ingvar Eggert Sigurdsson jako Anatolij Bukriejew (wybitny himalaista kazachskiego pochodzenia). I inni.

Na koniec. Niestety, Polacy też doświadczyli wielkiej tragedii w masywie Everestu - po zdobyciu góry trudną zachodnią granią. 27 maja 1989 roku podczas zejścia w rejonie przełęczy Lho La (6006 m) zeszła lawina, na skutek której zginęli wybitni Polscy himalaiści: Mirosław "Falco" Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Andrzej Heinrich, Wacław Otręba, Eugeniusz Chrobak. Przeżył tylko Andrzej Marciniak (zginął w 2009 roku w Tatrach), a w akacji ratowniczej kluczowe role odegrali między innymi: Artur Hajzer, Reinhold Messner, Gary Ball, Szerpowie oraz Rob Hall, jeden z głównych bohaterów filmu EVEREST.

Gatunek według producenta: Thriller akcji

Czas trwania: 121 minut

Koszt produkcji: 65 mln USD

W kinach: od 18 września 2015 (brak informacji o ograniczeniach wiekowych)

Na zdjęciach Nepal: Mount Everest 8848m n.p.m. z Kala Pattar i Gokyo Ri, lodowiec Khumbu, Ice Fall (lodospad) lodowca Khumbu, Everest Base Camp, narodowy nepalski ptak danphe i Szerpowie. 

Opublikowano w Blog
Ludzkość posiada wybitnych artystów, ale i tak nikt z żyjących nie dorówna naturze.

Odświeżona galeria „NATURA JEST ARTYSTĄ” znajduje się: TUTAJ.

Przy okazji zapraszam na:

2015-01-08 Sala audytoryjna Parnassos godz. 17:00

Spotkania podróżnicze w Bibliotece Śląskiej: "Azja i Australia. Na krańcu świata" - prelekcja Grzegorza Gawlika - podróżnika, alpinisty, dziennikarza i fotografa, autora sensacyjnej książki "Kamień zagłady". Organizatorzy: Śląskie Stowarzyszenie Podróżnicze GARUDA i Biblioteka Śląska.

Opublikowano w Blog
wtorek, 09 grudzień 2014 11:09

W POWIETRZU – galeria zdjęć odświeżona

Galeria ta, to przykład, że lecąc rejsowym samolotem, ewentualnie helikopterem, i mając mały aparat w kieszeni, można zrobić ciekawe zdjęcia. Jest tylko jeden warunek, trzeba mieć miejsce przy oknie.

Galeria „W POWIETRZU” znajduje się tutaj: TUTAJ.

Opublikowano w Blog

Dla osób które jadą pierwszy raz w Himalaje Nepalu, często jedyny, to jest odwieczne pytanie: czy trekking pod Everest czy wokół Annapurny. Większość turystów chce bowiem odbyć jeden z nich. Który wybrać? To zależy od tego, co nas bardziej interesuje i jak z naszym zdrowiem.

Kiedy pojechać? Są dwa sezony: wiosenny (przedmonsunowy) i jesienny (pomonsunowy). Jeżeli chodzi o miesiące, to najpewniejsza pogoda jest w kwietniu i maju oraz w październiku i listopadzie. Przy czym jesienny sezon uchodzi za bardziej stabilny pogodowo, z większą przejrzystością powietrza i mniejszym ryzykiem, że duża ilość śniegu utrudni wędrówkę (zazwyczaj w ogóle tego śniegu nie ma).

Trekking wokół Annapurny  (Annapurna Circuit)

Najpopularniejszy w Nepalu. Czas trwania: zazwyczaj około 15 dni– taką wersję najczęściej oferują firmy trekkingowe, ale nie trzeba z nich korzystać, chociaż niemal wszyscy korzystają (władze Nepalu chcą wprowadzić obowiązek korzystania z przewodników na trekkingach i pewnie to im się uda). Wszystko zależy od wybranej trasy i naszej kondycji oraz warunków atmosferycznych, które w sezonie są dosyć stabilne czyli dobre. Jeżeli będziemy dysponowali liczbą dni 21, to na spokojnie przejdziemy trasę w jednym z dłuższych wariantów. Gdy mamy bardzo mało czasu – około 10 dni – możemy ostro skrócić trekking, kończąc w Jomsom, skąd samolotem polecimy do Pokhary (o ile nie będzie zbyt silnego wiatru).

Dla kogo to trekking? Dla tych co z różnych powodów (np. zdrowotnych czy kondycyjnych) chcą jak najkrócej przebywać na dużych wysokościach. Na trasie jest tylko jeden wysokogórski punkt: przełęcz Thorung La (5416m n.p.m., oddziela Purkung Himal od Muktinath Himal). Większość trekkingu odbywa się na wysokościach poniżej 3000m n.p.m., są fragmenty poniżej 1000m n.p.m. Trasa wzdłuż trekkingu jest bardzo łatwa i dosyć płaska, mocno zabudowana. Infrastruktura jak na Nepal jest dobra, część trekkingu można pokonać samochodem terenowym (istnieje nawet publiczny transport), a do/z Jomson można się dostać samolotem z Pokhary. Jako że trasa jest nisko położona, to na wielu odcinkach jest ciepło, nawet towarzyszy las subtropikalny. Minusem jest to, że droga biegnie nisko, a więc daleko od zlodowaconych szczytów i jest dosyć monotonna, żeby nie powiedzieć nudna, zwłaszcza w dolinie rzeki Kali Gandaki. Poradzi z nią sobie przeciętnie zdrowy człowiek, przeciętnie sprawny i nawet w zaawansowanym wieku. Trekking wokół Annapurny powinien być też tańszy od tego w rejon Everestu, gdyż można do początku ścieżki dojechać autobusem. Ponadto jest bardziej dostępny, w bardziej zaludnionym rejonie oraz przebiega na niższych wysokościach. Oczywiście praktycznie wszyscy podróżują z przewodnikiem i tragarzami, którzy noszą ekwipunek turystów.

Osobiście uważam, że jeżeli ktoś lubi bliskie obcowanie z górami wysokimi, to jest dużo mniej atrakcyjny niż trekking w rejon Everestu.

Krańcowe punkty. Początek wędrówki następuje zazwyczaj w Bahundanda na wysokości około 1310m n.p.m. lub trochę wcześniej w Nagdi ok. 930m n.p.m. albo Besisahar 830m n.p.m. Kończy zazwyczaj w Beni na ok. 830m n.p.m. lub w  Nayapul ok. 1050-1070m. Gdy start na trekking następuje z pobliskiej Pokhary już pierwszego dnia jest dość czasu, by ruszyć na szlak, jeżeli z Katmandu, to wyrusza się na niego po noclegu w „miejscowości startowej”. Mimo że trasę można odbyć w obu kierunkach, to praktycznie wszyscy ją pokonują tak jak przed chwilą napisałem.

Szlak ten, to tak naprawdę ruchliwa nieoznakowana ścieżka, posiada kilka odgałęzień i wariantów. Część biegnie równoległe i w niewielkiej odległości od nazwijmy głównej trasy, ale część zupełnie inaczej. Przede wszystkim warto wspomnieć o końcowym odcinku. Tutaj mamy do wyboru kilka różnych tras, ale dwie są dominujące. Dzięki wybudowaniu drogi jezdnej do Beni duża część uczestników trekkingu właśnie tutaj kończy wędrówkę, oszczędzając czas i nogi, ale tracąc jedną z największych atrakcji. Mianowicie punkt widokowy Poon Hill (3193m n.p.m., z wieżą widokową 3210m n.p.m.). Oferuje on fantastyczną panoramę na Dhaulagiri I 8167m n.p.m., Tukuche Peak 6920m n.p.m., Annapurnę Południową 7219m n.p.m. i częściowo na Annapurnę I 8091m n.p.m. Wymaga jednak wysiłku. Za Tatopani na ok. 1150m n.p.m., droga się rozwidla i albo zejdziemy do Beni albo czeka nas długa wędrówka do góry, do wioski Ghorepani (2875 m n.p.m.), skąd wychodzi się o świcie aby podziwiać widok z Poon Hill otoczonego lasem rododendronowym. Jeżeli z Tatopani do Beni bez przeszkód dostaniemy się w jeden dzień, to już dojście przez Poon Hill do Nayapul wymaga dwóch dni intensywnego marszu, a wielu potrzebuje 3-4-ch dni. Z Ghoreapni jeżeli mamy siły i czas można odbić na trasę do Sanktuarium Annapurny (Annapurna Base Camp – South, ok. 4100m n.p.m.), która chociaż krótka, to najczęściej realizowana jest jako odrębny trekking (Annapurna to pierwszy w historii zdobyty 8-tysięcznik, w roku 1950r. przez Francuzów: Herzoga i Lachenala, od strony północnej).

Przebieg trasy. Od strony Besisahar trasa powoli i monotonnie pnie się do góry. Powyżej 3000m możemy odbić w prawo i zdobyć trekkingowy szczyt Pisang 6091m n.p.m. lub odbić w lewo w rejon jeziora Tilicho 4920m n.p.m., gdzie okoliczne ścieżki prowadzą na wysokościach do około 5500m n.p.m. Do Tilicho możemy dotrzeć też od drugiej strony trekkingu, od Jomsom. Gdy znajdziemy się na wysokości 4000m mamy kilka opcji pokonania przełęczy Thorung La. Bardzo sprawni mogą z tej wysokości w jeden dzień wejść na przełęcz (5416m n.p.m.) i zejść do wiosek w dolinie po drugiej stronie, poniżej 4000m n.p.m. (np. Ranipauwa, Jharkot czy Kagbeni). Większość uczestników trekkingu nie da jednak rady w jeden dzień pokonać tej trasy, stąd ten problem rozwiązuje się na kilka sposobów. A pokonywanie Thorung La rozbija się na 2-3 dni. Można zrobić podejście aklimatyzacyjne, zejść i ruszyć dopiero na przełęcz. Można bez aklimatyzacji, dojść np. do Thorung Phedi na ok. 4450m, przenocować, przejść przełęcz i zejść na przykład do Kagbeni (2800m n.p.m.). Na samej Thorung La, w sezonie, można kupić gorącą herbatę i nie dotknąć na ścieżce śniegu – zwłaszcza jesienią – bo go nie będzie. Istnieje też możliwość wejścia na trekkingowe 6-tysięczniki znajdujące się po obu stronach przełęczy (Yakawakan 6481m n.p.m., Khatung Kang 6384m n.p.m., Shya Gang 6032m n.p.m.). Przy czym nawet na tzw. szczytach trekkingowych są elementy wspinaczki lodowcowej i duża ekspozycja, tylko że zdobywa się je szybko. Po drugiej stronie Thorung La, znajduje się słynne sanktuarium Muktinath (3770m n.p.m.) koło wioski Ranipauwa. Jest to święte miejsce dla hinduizmu i buddyzmu, a w jednej ze świątyń pali się wieczny płomień dzięki naturalnemu ujściu gazu z wnętrza ziemi. Ognik jest jednak bardzo niewielki a w świątyni nie można robić zdjęć. Okolice Muktinath oferują efektowne panoramy na dystrykt Mustang, Tybet i Dhaulagiri I.

Gdy kilometr niżej miniemy Kagbeni, trasa robi się bardzo płaska i biegnie wzdłuż doliny rzeki Kali Gandaki. Jej dolina jest reklamowana jako najgłębsza dolina świata pomiędzy 8-tysięcznikami: Annapurną I (8091m n.p.m.) i Dhaulagiri I (8167m n.p.m.). W dolnym biegu jest wykorzystywana do najsłynniejszych w Nepalu raftingów.

Chociaż trekking nazywa się wokół Annapurny, to główny wierzchołek Annapurny jest słabo widoczny z trasy, dużo lepsze widoki są na inne fragmenty okolic Annapurny i na Dhaulagiri. Część turystów kończy wędrówkę w Jomsom, lecąc z miejscowego lotniska do Pokhary. Odcinek z Jomsom (2700m n.p.m.) do okolic Ghasy (2010m n.p.m.) jest długi, bardzo płaski i monotonny, zaś dolina szeroka (można go pokonać samochodem). Z Ghasy trasa żwawo schodzi w dół do termalnych źródeł w Tatopani (1200m n.p.m.) - należy zachować w tym miejscu szczególną ostrożność ze względu na ryzyko osuwisk zboczy - skąd dostaniemy się do drogi w Beni albo przez Ghorepani i Poon Hill do Birethanti i Nayapul.

Link do felietonu pt. Dlaczego doszło do tragedii w Himalajach w rejonie Annapurny (w rejonie Thorung La w październiku 2014 roku) znajduje się: TUTAJ.

●Trekking wokół Annapurny – MAPA:

annapurna

Trekking do Everest BC i na punkt widokowy Kala Pattar

Ciężko powiedzieć, który trekking jest popularniejszy. Czy pod Everest czy wokół Annapurny. Na ten drugi ze względu na łatwą dostępność rusza więcej osób, zaś ten pierwszy jest trochę bardziej wymagający. Czas trwania: zazwyczaj około 14dni w wersji najbardziej klasycznej, chociaż na upartego można i w 10dni.  Jeżeli chcemy zrobić to na dużym luzie, z odbiciami w boczne doliny, to bez problemów spożytkujemy 21-28dni. Prawie każdy turysta korzysta ze zorganizowanych wyjazdów, z przewodnikiem, tragarzami(albo jakami zamiast nich), chociaż możliwy jest trekking indywidualny. To przede wszystkim w rejonie Mount Everestu (Solu Khumbu i Khumbu Himal) żyje słynna grupa etniczna Szerpów. Pisałem o niej TUTAJ.

Dla kogo ten trekking? Dla osób, które chcą zobaczyć najwyższe góry świata z bardzo bliska. Nie przeszkadzają im surowe himalajskie pustkowia. Mają przyzwoitą kondycję i poradzą sobie z dłuższym przebywaniem na wysokościach przekraczających 4-5 tys. m n.p.m. Przy czym należy wspomnieć, że większość osób poradzi sobie, organizm podoła takiemu wyzwaniu, a sama trasa jest bardzo łatwa. Warto jednak zadbać o konsultację lekarską, a osoby przewlekle chore muszą to zrobić dla własnego bezpieczeństwa. Przeciwwskazaniem do wyjazdu w góry wysokie są między innymi choroby układu krążenia z nadciśnieniem na czele, choroby serca, chorzy na cukrzycę także muszą bardzo uważać.

Dzienna wędrówka przy klasycznym pokonywaniu trasy wynosi około 5-8 godzin (podobnie zresztą jak na trekkingu wokół Annapurny). Trekking pod Everest przebiega przez dużą część na wysokościach powyżej 4000m, a najwyższy nocleg jest możliwy na ok. 5150m n.p.m. Co za tym idzie, jest nie tylko ciężej, ale i chłodniej niż w rejonie Annapurny. Ze względu, że praktycznie wszyscy wyruszają z Lukli, do której trzeba dolecieć, a trekking jest w mniej dostępnym rejonie Himalajów oraz przebiega na dużych wysokościach, ceny są wyższe niż w rejonie Annapurny. Obecność najwyższej góry świata, Mount Everestu (8848m n.p.m.), nie jest tu bez znaczenia. W Nepalu mówią na nią Sagarmatha a w chińskim Tybecie – Czomolungma. Infrastruktura wzdłuż trekkingu jest rozbudowana i na dobrym poziomie, jak na nepalskie warunki, ale uboższa niż w rejonie Annapurny.

Krańcowe punkty. Dzisiaj wszyscy stratują z Lukli (ok. 2850m n.p.m.), do której dolatują niewielkimi samolotami z Katmandu. Lot trwa jakieś 30-40 minut (starty od wczesnego rana do południa). Lotnisko w Lukli uchodzi za jedno z najniebezpieczniejszych na świecie. Wąska droga startowa, bez systemów naprowadzających, biegnąca  pod górę, wkoło skały, domy, wysokie szczyty, czasami wietrzna i mglista pogoda. I pogoń Nepalczyków za pieniędzmi a turystów za jak najszybszym dotarciem na miejsce, bo nie mają więcej urlopu albo za dużo pieniędzy. To skutkuje od czasu do czasu katastrofą lotniczą. Piloci wbrew rozsądkowi nawet podczas bardzo złych warunków próbują lądować, co nie zawsze im się udaje, wtedy media informują o śmierci ponad 20 turystów. Zdarzające się załamania pogody powodują zamknięcie lotniska i konieczność czekania nawet kilku dni na poprawę. Alternatywą jest wynajęcie droższego helikoptera, które mogą latać w trudniejszych warunkach.

Zanim powstało lotnisko w Lukli, alpiniści i trekkersi dojeżdżali z Katmandu autobusem/samochodami do Jiri (ok. 1900m n.p.m., dzień jazdy), skąd pofalowanym terenem pieszo przez 3-7 dni wędrowali do okolic Lukli (w dół 2-4dni) – czas przejścia zależy od kondycji i dziennej liczby godzin poświęconej na wędrówkę. Przy czym Luklę większość zmierzających z Jiri pomijała, przechodząc ścieżką poniżej. W pobliskim Chheplung (2660m n.p.m.) – obie ścieżki – z Jiri i Lukli – łączą się w jedną, prowadzącą ku Phakding i Namche Bazar.   

Obecnie prawie nikt z tej trasy nie korzysta, poza tragarzami noszącymi towary do sklepików i prymitywnych hotelików w rejonie Everestu (to tańsze niż droga lotnicza). Tylko nieliczne firmy organizują trekkingi z Jiri, ale powrót jest samolotem z Lukli do Katmandu. Może to się jednak zmienić, gdyż ceny lotu do Lukli są już tak wysokie, że coraz więcej turystów rozważa pieszą wędrówkę, zwłaszcza ci o dysponują znaczną ilością czasu. Teoretycznie alternatywnym rozwiązaniem w stosunku do lotu do Lukli i dojazdu do Jiri, może być dojazd bardzo lokalnymi drogami do Salleri (ok. 2440m n.p.m.), skąd dojście do Lukli zajmie mniej czasu niż z Jiri.

Trekking kończy się na punkcie widokowym Kala Pattar albo trochę dalej w bazie namiotowej pod Mount Everestem. Powrót jest tą samą drogą, jeżeli nie wybierzemy innego wariantu przez sąsiednie doliny. Trasa trekkingu jest nieoznakowana, ale zgubić się nie sposób.

Przebieg trasy. Dla praktycznie stu procent podróżujących w tym rejonie wędrówka rozpoczyna się w Lukli na 2850m n.p.m., a najniższy punkt na trekkingu to ok. 2560m n.p.m. (za Luklą). Gdy podczas podejścia do stolicy Sherpów – Namche Bazar (3440m n.p.m.) przekroczymy 3000m n.p.m., to już poniżej tej granicy nie zejdziemy. Za Namche możemy przejść główną ścieżką poniżej Khumjung lub przez samą miejscowość (3780m n.p.m., widoki na Thamserku 6608m n.p.m. i Kangtega (6782m n.p.m.). Za Khumjung można odbić w lewo na popularną trasę prowadzącą na Gokyo Ri (5360m n.p.m.) – punkt widokowy na Mount Everest (okolica oferuje też widoki na Cho Oyu (8201m n.p.m.), Gyachung Kang (7922m n.p.m.), Cholatse (6440m n.p.m.), Taboche (6501m n.p.m.) i jeziora Gokyo). Z Gokyo Ri można się dostać do głównego szlaku pod Everest przez największy nepalski lodowiec  Ngozumpa i przełęcz Cho La (5360m n.p.m.).

Idąc prosto z Khumjung dojdziemy do buddyjskiego klasztoru w Pangboche (3930m n.p.m.) i dalej w sąsiedztwie Ama Dablam (6812/6856m n.p.m.) do Pheriche (4270m n.p.m.). To ostatnia większa miejscowość na szlaku z niewielkim szpitalem. Z Pheriche możemy odbić w prawo do Chhukung (4730m n.p.m.) i wejść na trekkingowy Island Peak (6181m n.p.m.) pod południową ścianą Lhotse (8516m n.p.m.), która też widoczna jest z głównego szlaku. Po drodze na wysokości około 4642m n.p.m. mienimy tzw. czorten Kukuczki, symboliczny grób, upamiętniający polskich himalaistów, którzy zginęli na tej ścianie Lhotse: Jerzego Kukuczkę, Rafała Chołdę i Czesława Jakiela.

Z Chhukung możemy wrócić do Pheriche lub przejść do głównego szlaku przez przełęcz Kongma La (5520m n.p.m.), po drodze podziwiając Makalu 8481m n.p.m., Lhotse, Ama Dablam, a w końcowym odcinku do Lobuche (4910m n.p.m.), pokonując słynny lodowiec Khumbu. Po obu stronach Kongma La są szczyty trekkingowe Pokalde (5806m m.p.m.) i Kongma Tse (5820m n.p.m.), a z Lobuche startuje się na inny trekkingowy szczyt Lobuche East (6119m n.p.m.). Ważna informacja, w Nepalu na trekkingi, wejścia na szczyty trekkingowe i oczywiście wszelakie inne też – potrzeba pozwolenia, które w przypadku wspinaczek tanie nie jest.

Idąc główną trasą przez Pheriche dojdziemy do Dughla i Thokla Pass (4830m n.p.m.), za którą dochodzi ścieżka ze wspomnianej przełęczy Cho La. Dalej będzie Lobuche, Lobuche Pass (5110m n.p.m.) oraz przejście po rumowisku skalnym moreny czołowej lodowca Changri (po prawej stronie będzie lodowiec Khumbu). Ostatnią miejscowością na trasie jest Ghorak Shep (5140-5160m n.p.m.) - główny punkt startowy na Kala Pattar i do Everest Base Camp (bazy pod Everestem). Kala Pattar to nic innego jak ramię dobrze widocznej góry Pumori (7165m n.p.m.). Jest to kilka „pagórków”, ścieżka kończy się na jednym z nich, na skale z flagami modlitewnymi, na wysokości 5645m n.p.m. (najwyższy punkt trekkingu). Mamy stąd najsłynniejszy widok na Mount Everest, który jest na wyciągnięcie ręki, także na Nuptse 7861m n.p.m., Dried Lake 5297m n.p.m. oraz lodowiec Khumbu ze słynnym Ice Fall`em schodzącym z Everestu, którym biegnie jedna z głównych dróg na szczyt. Znajdujemy się w pobliżu granicy z Chinami (Tybet). Na Kala Pattar stratuje się o świcie i większość turystów następnie schodzi jak najniżej tego samego dnia, najlepiej do Pheriche. Nocleg na ponad 5000m i pobyt na tej wysokości, dla wielu jest ciężkim przeżyciem (mało tlenu, spowolnione ruchy, nienajlepsze samopoczucie). Jeżeli jednak ktoś się dobrze czuje i ma dobrą kondycję, może tego samego dnia dojść do Everest Base Camp (5360m n.p.m.) na lodowcu Khumbu naprzeciwko Ice Fall`a i na nocleg wrócić do Ghorak Shep. Ewentualnie Everest BC zostawić sobie na drugi dzień. Przy czym wiele firm trekkingowych robi albo Kala Pattar albo Everest BC lub dają wybór, ale w ich planie trekkingu nie ma dotarcia do obu tych miejsc. Tak naprawdę niemal wszyscy kończą trekking na Kala Pattar, a do Everest BC docierają nieliczni.

Do Lukli wracamy tą sama drogą, jeżeli nie wybraliśmy odbić do sąsiednich dolin (opisane odbicia to nie jedyne na trasie do Everest BC, ale najpopularniejsze). Trekking w rejon Everestu jest bardziej pofalowany niż wokół Annapurny, jest bardzo dobrze zagospodarowany, a w sezonie może być problem z noclegami jeżeli nie mamy rezerwacji (rozwiąże go posiadanie własnego namiotu i dobrego śpiwora). Śpiwór konieczny jest również gdy śpimy w lokalnych hotelikach.

●Trekking do Everest BC i na Kala Pattar – MAPA:

everest BC

Podsumowanie

Trekking pod Everest jest dużo bardziej wysokogórski od tego wokół Annapurny. Ogromne wrażenie robią najwyższe szczyty świata na wyciągnięcie ręki, sąsiedztwo dużych lodowców a nawet niewielki z nimi bezpośredni kontakt. Sam lot do Lukli dostarcza wrażeń. Trekking wokół Annapurny jest mniej górski, chociaż i tutaj na chwilę znajdziemy się na wysokościach podobnych jak pod Everestem, wyraźnie przekraczających 5000m n.p.m. Przy czym w rejonie Annapurny nisko położone doliny, lasy z egzotyczną roślinnością, tworzą zupełnie inny klimat trekkingu. Zahaczymy na nim o Tybet. Dla osób w gorszym zdrowiu, mniej sprawnych, plusem będzie łatwiejsza możliwość udzielenia pomocy w rejonie Annapurny oraz dużo niższe średnie wysokości. Aczkolwiek w Nepalu nie ma profesjonalnych służb ratunkowych jakie znamy w Europie i w razie wypadku mogą być znaczne problemy zarówno z udzieleniem pomocy jak i jakością usług medycznych. Nepal to jeden z najbiedniejszych krajów świata.

To tylko moje prywatne zdanie, ale trekking w rejon Everestu uważam za dużo atrakcyjniejszy niż wokół Annapurny, zresztą ten drugi jest według mnie zbyt monotonny i miejscami nawet nudnawy.

Dla osób, które nie mogą się zdecydować, jedyną słuszną radą jest przejście obu trekkingów.

Jeżeli komuś żaden z nich nie odpowiada, to Nepal oferuje wiele różnorodnych pieszych tras, w niższych i wyższych górach. Coraz większą popularność zyskują trekkingi wokół Manaslu, wokół Dhaulagiri i w górnym Mustangu.

Zapraszam również do galerii: GÓRY WYSOKIE oraz W POWIETRZU oraz do artykułu: Dla kogo są góry wysokie?

Na zdjęciach:

001-012) – Trekking do Bazy pod Mount Everestem 5360m n.p.m. i na punkt widokowy Kala Pattar 5642m n.p.m.

013-021) – Trekking wokół Annapurny.

Opublikowano w Przewodniki Turystyczne

FELIETON: dlaczego doszło do tragedii w Himalajach w rejonie Annapurny?- znajduje się: TUTAJ.

ARTYKUŁ: HIMALAJE  NEPALU – co wybrać - trekking wokół Annapurny czy do bazy pod Mount Everestem i na punkt widokowy Kala Pattar? – znajduje się: TUTAJ.

Na zdjęciach:

1) Dhaulagiri I 8167m – widok z Poon Hill 3210m. O ile Annapurnę I z trasy trekkingu wokół Annapurny widać bardzo słabo , o tyle Dhaulagiri I z kilku miejsc widać świetnie.
2) Lotnisko w Jomsom, na wys. ok. 2700m.
3) Publiczny transport na niektórych odcinkach trekkingu wokół Annapurny.
4) Dolina Kali Gandaki i fragment nepalskiej części Tybetu.
5) Widok w kierunku przełęczy Thorung La 5416m z okolic Muktinath 3700m.
6) Miasto Jomsom, ok. 2700m.
7) Butelki po piwie Everest pozostawione przez turystów koło termalnych źródeł w Tatopani (ok. 1200m).
8) Las subtropikalny poniżej 1000m na szlaku wokół Annapurny.
9) Annapurna South 7219m widziana z wieży widokowej na Poon Hill 3210m.
10) Widok na przełęcz Thorung La 5416m.
11) TIMS - karta rejestracyjna dla osób udających się na trekking.
12) Mapa z fragmentem trekkingu wokół Annapurny w rejonie przełęczy Thorung La 5416m.

Opublikowano w Blog
Strona 1 z 3

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.