a2b2

instargam res

red bull box 225x150

pzu bezpieczny 225x140

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Nie tylko piękny to trekking, ale też bardzo zróżnicowany. W artykule skupię się na największych przyrodniczych atrakcjach w mojej subiektywnej ocenie. Wybrałem pięć. Równorzędnych.

1) SUBTROPIKALNY LAS z górskimi rzekami i wodospadami. Na trekkingu kilkukrotnie jest okazja, by go podziwiać. Przed Ghorepani. Pomiędzy: Ghorepani a Tadapani, Sinuwa a Doban oraz w okolicach Jhinu Danda. W jego wyższych partiach wiosną kwitną rododendrony (np. las rododendronowy w okolicach Poon Hill i Ghorepani), a niżej przez cały rok inne drzewa. Uprawia się tutaj banany i arbuzy. Aż trudno uwierzyć, że nad głowami sterczą zlodowacone szczyty.

2) POON HILL (3193m, z wieżą widokową 3210m). Słynny widok oferuje panoramę na Dhaulagiri Himal, i po drugiej stronie rzeki Kali Gandaki, na Annapurna Himal. Najlepiej widać Dhaulagiri I (8167m) i Annapurnę Południową (7219m). Dobrze także Annapurnę I (8091m), Nilgiri (do 7061m), Hiunchuli (6441m), Tukuche (6920m), Dhaulagiri II (7751m), Gurja (7193m). O świcie zwykle jest bezchmurne niebo, słońce zaczyna oświetlać szczyty, w tym dwa ośmiotysięczniki. Poon Hill to jeden z najwspanialszych himalajskich punktów widokowych, bardzo łatwo dostępny. Nad dużą miejscowością – Ghorepani. Ale nawet tam na górze, w chłodzie poranka, można sobie kupić ciepłą herbatę i podziwiać najwyższe góry świata.

W opisie trekkingu do Bazy pod Annapurną, który umieściłem w zakładce „artykuły”, wspomniałem o pierwszych zdobywcach Annapurny I. W tym miejscu zatem będzie o pierwszych zdobywcach Dhaulagiri I. Miało to miejsce w maju 1960 roku podczas wyprawy szwajcarskiej. Szczyt zdobyli: Kurt Diemberger, Peter Diener, Ernest Forrer, Albin Schelbert i nepalscy Szerpowie – Nawang Dorje, Nyima Dorje, a dziesięć dni później Michel Vaucher oraz Hugo Weber. Polacy pierwszy raz na szczycie stanęli dwadzieścia lat później, również w maju, w osobach Wojtka Kurtyki i Ludwika Wilczyńskiego.

3) MODI KHOLA – GÓRNA CZĘŚĆ DOLINY. Od turystycznej osady Himalaya do Południowego Lodowca Annapurny. Wąska, skalista, z wodospadami. Wyżej lodowce i piękne skalne wierzchołki. Po bokach do blisko 7000m a na horyzoncie nawet do 7500m (Gangapurna 7454m, Annapurna III 7555m). Czuć tutaj prawdziwą wysokogórską atmosferę, a z rejonu Machapuchare Base Camp (ok. 3700m) rozpościera się niezapomniany widok na dolinę.

4) ODCINEK MACHAPUCHARE BASE CAMP – ANNAPURNA BASE CAMP. Krótki, po skręceniu w lewo z doliny Modi Khola. Sedno trekkingu. Za plecami dostojnie prezentuje się święta góra Nepalczyków - Machapuchare (6993m), na którą nie wolno się wspinać. Po lewej masyw Hiunchuli, po prawej morena Południowego Lodowca Annapurny, za nim Tharpu Chuli (5695m) i Singu Chuli (6501m), a dalej rejon Tare Kang (Glacier Dome, 7069-7140m). Z przodu upragniona Baza pod Annapurną (4130m). Nazwa: Południowe Sanktuarium Annapurny wynika nie tylko z położenia, ale także z rozłożenia szczytów. Jak w teatrze stojąc na scenie i patrząc na widownię. Tuż pod nogami jest potężny Południowy Lodowiec oraz czorteny modlitewne, w tym ofiar Annapurny. A po bokach szczyty od Annapurny Południowej, poprzez Bharha Chuli (7647m), Annapurna I (8091m, od drugiej strony względem Poon Hill), po Roc Noir (7485m). Tutaj czuć potęgę gór i widać ich nieskazitelne piękno.

5) JHINU DANDA HOT SPRINGS – czyli gorące źródła. Bez nich, byłaby to turystyczna wioska jakich wiele. Lecz niedaleko, przy korycie Modi Khola, tryskają termalne źródła i utworzono tu niewielkie kąpielisko. W którym można posiedzieć i odpocząć. Obok głośno szumi wspomniana lodowcowa rzeka, po bokach rośnie gęsty las. Nie widać stąd cywilizacji. Odwiedziny tego miejsca mogą być wspaniałym zwieńczeniem trekkingu do Bazy pod Annapurną dla jednych, początkiem trekkingu, dla drugich.

W dziale artykuły można znaleźć więcej informacji o trekkingu.

Na zdjęciach przykładowe zdjęcia z kilku wyjazdów.

Opublikowano w Blog

Regularnie jestem pytany, czy kolejne przejście tego samego trekkingu mnie nie nudzi? Mógłbym odpowiedzieć – to moja praca. Ale nie, nie nudzi. A jak zacznie, wybiorę inne trekkingi. Ich nie brakuje. Wielokrotne pokonywanie tych samych tras ma swoje plusy. Za każdym razem dostrzegam nowe rzeczy, pogłębiam swoje obserwacje. Widzę jak zmienia się dany fragment – w tym wypadku – Nepalu. Jak cofają się lodowce, jaka na przestrzeni lat jest pogoda, temperatura. A gdy mogę przy okazji pokazać komuś fajny kawałek świata, to sprawia mi to radość.

Na blogu piszę głównie o wulkanach, chociaż materiałów z niewulkanicznych wyjazdów są terabajty. Niewykorzystane. Kolejne terabajty materiałów, które nie ujrzały nigdy światła dziennego, dotyczą samych wulkanów. Powód prozaiczny - brak czasu, którego nie da się rozciągnąć.

Ale w ramach odskoczni od wulkanicznych tematów, dzisiaj parę zdań o bardzo fajnym trekkingu wokół Manaslu. Ósma góra świata, nosząca też nazwę Kutang, co w tybetańskim nawiązuje do płaskiego miejsca jakie jest pod szczytem. Ten płaskowyż jest charakterystyczny dla Manaslu i rozegrała się tam niejedna górska tragedia. Górę zwano też Peakiem XXX, a obecna nazwa w starym indyjskim języku oznacza Góra Ducha. Najczęściej podaje się wysokość 8156-8157m. Manaslu jest pomiędzy Dhaulagiri 8167m a Nanga Parbat 8126m. Całe pasmo górskie jest wyraźnie wyodrębnione od sąsiednich – Annapurna Himal, Himlung Himal, Kutang Himal i Ganesh Himal.

Atutem trekkingu wokół Manaslu jest niewielka liczba turystów, jeszcze, i przyzwoite warunki pobytowo-noclegowe, już. Kiedyś chodziło się tutaj z namiotami. Piechur ma też poczucie, że znalazł się w sercu gór, daleko od cywilizacji, a to nawet w Himalajach coraz trudniejsze.

Można podziwiać Manaslu z dwóch stron. Najsłynniejsze widoki są z Lho (z klasztorem buddyjskim na pierwszym tle), z okolic Samagaon i z Bimtang.

Atrakcjami są wioski tybetańskich ludów, wodospady, lodowcowe jezioro Birendra, do którego obrywają się kawałki lodowca Manaslu. Wielokrotnie przechodzi się mostami nad rzekami lodowcowymi jak Budhi Gandaki Nadi i Marsyangdi Nadi. Ich doliny raz są wąskie, skaliste, innym razem szerokie, oferujące efektowną panoramę Himalajów.

Niżej można obserwować uprawy ryżu i bananów, wyżej jęczmienia i kukurydzy. Wiosną napotkamy kwitnące rododendrony, a jesienią kwitną inne gatunki drzew. Trafiają się drzewa limonkowe i z pomidorami drzewnymi. Rosną tu też jabłka. A z warzyw uprawia się między innymi paprykę, kapustę czy ziemniaki.

Najwyższym punktem trekkingu jest przełęcz Larke (Larkya La/Bhanjyang – te ostatnie słowa po nepalsku i tybetańsku oznaczają - przełęcz). Choć dane co do wysokości podaje się różne, to najwyższe fragmenty na ścieżce są na wysokości 5145-5165m n.p.m. A ten kluczowy punkt jest w innym miejscu niż tablica informacyjna i ogromne ilości flag modlitewnych. Kawałek dalej. Przełęcz jest szeroka i płaska. Po bokach są zlodowacone 6-tysięczniki, między innymi pasma Larke Himal, które przytulone jest do Manaslu. Z drugiej strony jest grupa górska Himlung, w części najbliżej przełęczy zwana Pawar Himal. Wędrówka w tym rejonie biegnie morenami, po bokach są niewielkie lodowce, a schodząc mocno w dół z przełęczy, rozciąga się piękna panorama na fragment Annapurna Himal.

Cały trekking od Arughat do Besi Sahar zajmuje około dwa tygodnie, a powolne zdobywanie wysokości ma zbawienny wpływ na proces aklimatyzacji.

Najlepsze miesiące na jego realizację to kwiecień, maj, październik, listopad, choć tak naprawdę może być to trekking całoroczny. Z najmniej przyjaznym okresem pomiędzy połową grudnia a połową lutego. Śnieg, mróz, wiatr i nieprzetarta ścieżka mogą wtedy sprawić trudności. Ale jeśli ktoś chodzi w zimie po wyższych partiach polskich gór, nie będzie zaskoczony warunkami. Dodatkowym utrudnieniem będzie oczywiście wysokość.

Trekking wokół Manaslu można sobie urozmaicić odbiciami do Doliny Tsum, albo do bazy pod Manaslu czy na którąś z tybetańskich pięciotysięcznych przełęczy. Poprawi to proces aklimatyzacji i dostarczy wspaniałych wysokogórskich przeżyć.

Na koniec wypada wspomnieć o pierwszych zdobywcach Manaslu 8156m. Od początku bardzo chcieli go zdobyć Japończycy, próbowali kilka razy, aż na początku maja 1956 roku na szczycie stanęli: Toshio Imanishi (Japończyk) i Gyaltsen Norbu (Nepalczyk, Szerpa). Od strony lodowca Manaslu i wioski Samagaon. Polacy na szczycie zameldowali się w 1984 roku, ale było to pierwsze zimowe wejście (pierwsza połowa stycznia). Dokonali tego Maciej Berbeka i Ryszard Gajewski.

Więcej informacji o Trekkingu wokół Manaslu można znaleźć w dziale: artykuły.

Oto mała próbka zdjęć z kilku wyjazdów

Opublikowano w Blog
Trekking do Bazy pod Annapurną nie ma nic wspólnego z Trekkingiem wokół Annapurny. Trekking do Sanktuarium / Południowego Sanktuarium Annapurny – to ten sam trekking co do Bazy pod Annapurną / Annapurna BC / Annapurna Base Camp. Zwrot Południowa Baza / Południowe Sanktuarium – ma znaczenie. Bo jest też Północna Baza - niewykorzystywana. Ale wyznaczyli ją pierwsi zdobywcy Annapurny I (8091m) – Francuzi – Maurice Herzog i Louis Lachenal - którzy zdobyli szczyt na początku czerwca 1950 roku. Przypłacili to licznymi odmrożeniami i amputacjami. Annapurna była pierwszym w historii zdobytym ośmiotysięcznikiem. Polacy na szczycie stanęli dopiero w 1987r., za to jako pierwsi – zimą – na początku lutego dokonali tego: Jerzy Kukuczka i Artur Hajzer – od południa.

Przy czym należy pamiętać, że baza podstawowa, startowa, tzw. Base Camp, to najczęściej spłaszczone, bezpieczne i nie nazbyt wysoko umiejscowione miejsce, gdzie wyprawy stawiają swoje namioty. Nie ma tam trwałych budynków. Wyjątkiem jest South (Południowa) Annapurna Base Camp – właśnie o trekkingu do tej bazy jest niniejszy artykuł.

Trzeba też wyjaśnić słowo – SANKTUARIUM – bo również ma znaczenie (nie religijne). W tym słowie zawiera się jedna z największych atrakcji trekkingu. Mianowicie, masyw Annapurny rozłożony względem bazy jest amfiteatralnie. Od lewej do prawej mamy ogromną ścianę szczytów – sześcio- i siedmio- tysięcznych, z ośmiotysięczną Annapurną na czele. A u podnóża i obok niej, spływa Południowy Lodowiec Annapurny (South Annapurna Glacier), który zbiera mniejsze lodowce po drodze, schodząc jęzorem aż pod Machhapuchhare.

Do bazy pod Annapurną można dostać się różnymi drogami. Dwie podstawowe zaczynają się i kończą w Birethanti koło NayaPul, wioski znajdującej się przy drodze z Pokhary. Najkrótsza trasa, ale też najmniej ciekawa, prowadzi przez Jhinu Danda. Dobry piechur pokona ją w 5 dni – tam i z powrotem. Żeby dwa razy nie iść przez Jhinu Danda, jest możliwość niewielkiego wydłużenia trekkingu i przejście przez Ghandruk i Tadapani do Chomrong.

Najciekawsza i najładniejsza wersja trekkingu również zaczyna się w Birethanti i biegnie przez Ghorepani, skąd można wejść na słynny punkt widokowy Poon Hill. Dalej przez Tadapani i Chomrong, a zejście przez Jhinu Danda. O niej będzie w tym artykule. W dojściu do Annapurna Base Camp (ABC) można wykorzystać też ścieżkę z Tatopani do Ghorepani (Tatopani to osada na trekkingu Wokół Annapurny). Jadąc z Pokhary można wystartować na szlak zamiast z NayaPul, z okolic Naudanda lub Chandrakot (koło NayaPul) i dalej wędrować przez Tolka i Landruk do Jhinu Danda.

Specyfiką trekkingu do ABC są kamienne schody, stopnie – w górę i w dół. Jest ich dużo na trasie, więcej niż na innych trekkingach. Jednych to cieszy, inni mają stosunek obojętny, a pozostali narzekają.

Największą atrakcją trekku – jest różnorodność i duża liczba atrakcji na przestrzeni niewielu dni.

Dojście do Ghorepani z widokami na Annapurnę Południową (7219m) i Hiunchuli (6441m). Niżej rośnie subtropikalny las, wyżej wiosną kwitną rododendrony, a jesienią kilka innych gatunków drzew. Ghorepani to wysokogórska sporych rozmiarów wioska, usadowiona na przełęczy, na wysokościach 2800-2900m. To dobre miejsce na zakup pamiątek, ale później też okazji nie zabraknie. Na słynnym punkcie widokowym Poon Hill (3193m, 3210m – z wieżą widokową) oraz na wzgórzach o podobnej wysokości (do ok. 3195m), po drugiej stronie przełęczy, można podziwiać pasma Annapurny i Dhaulagiri. To jedna z najwspanialszych panoram w Himalajach. Najefektowniej prezentują się Dhaulagiri I (8167m)  i Tukuche Peak (6920m) oraz Annapurna Południowa i Annapurna I. Wzgórza porasta las rododendronowy.

Odcinek z Ghorepani do Tadapani, oprócz wspomnianych widoków, oferuje ciekawy górski odcinek. Wąskie doliny, skałki, potoki, gęsty las. Dalej, w drodze do dużej miejscowości Chomrong (2100-2200m) oraz Sinuwa, można kolejny raz obserwować uprawę pól przez Nepalczyków. Ryżu i warzyw.

Za Sinuwa (2100-2300m) zaczyna się kulminacyjny odcinek prowadzący skalną, piękną i efektowną  doliną rzeki Modi Khola. Nad głowami pojawią się lodowce. Czuć będzie wysokogórską atmosferę. Z Sinuwa do ABC to jeszcze półtora dnia wędrówki, choć jak ktoś bardzo chce można pominąć zwyczajowy nocleg w Deurali (ok. 3200m), i dojść do MBC albo wygospodarować godzinę do dwóch i zakończyć marsz w ABC.

MBC to Machhapuchhare Base Camp. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na Machhapuchhare 6993m nie można się wspinać, bo to święta góra Nepalczyków. Piramidalna, wspaniale prezentująca się i z ABC i z okolic Pokhary. Skoro wspinać się nie można, to baza też niepotrzebna. MBC to dwa hoteliki przy skręcie do ABC, na wysokości ok. 3700m. Gdy rodził się himalaizm, były próby zdobycia góry, niewiele zabrakło do szczęścia. Choć oficjalnie podaje się, że Machhapuchhare nie została zdobyta, to być może zdobył ją pewien Nowozelandczyk w 1980r. Nielegalnie, niedługo później zginął i brak niezbitych dowodów na to. Nazwa góry oznacza „rybi ogon”, bo gdy się dobrze przyjrzymy, dwuwierzchołkowy szczyt z przełączką, tak właśnie wygląda. Ponadto, ze względu na kształt zwana jest „Matterhornem Nepalu”.

ABC – Annapurna Base Camp, Baza pod Annapurną, Południowe Sanktuarium Annapurny (4130m). To nie jest duża wysokość jak na Himalaje, dlatego prawie każdy radzi sobie z nią całkiem dobrze. Zawsze można przenocować w MBC i podejść tutaj na chwilę. Jest też możliwość przerwania trekkingu i noclegu w niżej położonych osadach (część ma charakter jedynie turystyczny). Odcinek Chomrong – ABC jest wspólny dla wszystkich jego wersji. Niezwykłym udogodnieniem jest istnienie tutaj czterech prymitywnych schronisk górskich, zwanych lodgami, hotelikami. Są pokoje, jadalnia, restauracje. Można wypożyczyć koce, choć najlepiej mieć na cały trekking własny śpiwór. Od 3000m – jesienią i wiosną – trzeba się liczyć w nocy z lekkim mrozem, a w ABC może się utrzymywać przez większość dnia, choć w słońcu może być całkiem ciepło.

Wystarczy wyjść z hoteliku w ABC, by podziwiać panoramę licznych szczytów Annapurny, w tym za plecami Machhapuchhare. Na skraj moreny bocznej Południowego Lodowca Annapurny jest minuta spaceru, gdzie stoją czorteny upamiętniające ofiary góry. A Annapurna I ma wiele ludzkich żyć na sumieniu. Warto tutaj przenocować, by podziwiać widoki w ciągu dnia, wieczorem i o wschodzie słońca, gdy kolejne szczyty się „zapalają” w jego promieniach. Widoki zapierają dech w piersiach, można podziwiać od lewej: Hiunchuli, Annapurna Południowa, Bharha Chuli (7647m), Annapurna I, Roc Noir (7485m n.p.m.) i Tarke Kang(Glacier Dome, 7139m)). W tej „szczytowej” części trekkingu objawiają się także: Annapurna III (7555m) i Gangapurna (7455m).

Trzeba też uczciwie powiedzieć, że dla osób chcących wejść na Annapurnę I, wysokość 4130m jest zbyt niska na bazę startową i zakłada się ją wyżej. Bywa, że górę zdobywa się od strony ABC, ale częściej od drugiej strony Południowego Lodowca Annapurny. Z moreny lodowca za bazą dobrze widać ten obszar.

Zejście z ABC do Birethanti zwykle wyznacza się na trzy dni, by około połowy tego ostatniego być na miejscu. Bez większych przeszkód można ten odcinek pokonać w dwa dni, przy czym szkoda byłoby ominąć wielką atrakcję na zejściu, jaką są termalne źródła koło Jhinu Danda. Po dotarciu do osady na ok. 1700m (z Chomrong godzina, półtorej, w dół), można odbić i zejść nad rzekę Modi Khola, co zajmie 15-20 minut (w górę 20-30minut). W niewielkich basenach z termalną wodą można się wygrzać po trudach wędrówki, w pięknej górskiej scenerii. Nie każdy trekking oferuje taką atrakcję, koniecznie trzeba skorzystać. Tak jak na Poon Hill, trzeba uiścić niewielką opłatę.

Z Jhinu Danda do najbliższej drogi jezdnej są 2-3 godziny marszu, skąd do Birethanti można zjechać jeepami i dalej do Pokhary. Samochód do Bierthanti jedzie niecałą godzinę, na piechotę potrzeba ze dwie. Początkowy odcinek trekkingu, do Hile, też można pokonać jeepem, co zajmie ok. godzinę, piechotą około dwie.

Na opisywaną wersję trekkingu potrzeba od 7 do 9 dni. Często organizuje się go tak, by pełnych dni marszu było siedem, a dwa dni to: dojazd z Katmandu lub z Pokhary na punkt startowy i krótki marsz. Oraz krótki marsz i zakończenie trekkingu, by dojechać do Pokhary (ok. 1,5-2h) lub Katmandu (ok. 10h).

Najlepszy termin wyjazdu: od drugiej połowy marca do drugiej połowy maja i od października do początków grudnia. W praktyce może być to trekking całoroczny. Bo nawet poza głównymi sezonami, pogoda tutaj bywa całkiem niezła. Z pewnym zastrzeżeniem. Gdy w okresie styczeń – luty spada dużo śniegu, końcowe fragmenty trekkingu zagrożone są lawinami. Są co prawda pewne możliwości obejścia najbardziej newralgicznych miejsc, ale może się zdarzyć, że ten odcinek będzie nie do pokonania. Albo skrajnie niebezpieczny, a ścieżka nieprzetarta. Jeszcze wiosną nierzadko trzeba pokonać albo obejść lawiniska i wtedy mogą przydać się, raki to może przesada, ale raczki i owszem (nieprofesjonalne raki, dużo mniejsze, pomagające pokonać zaśnieżone i oblodzone miejsca).  

Ekwipunek. Nic specjalnego. Wygodne buty trekkingowe, ubrania na różne temperatury. Przydają się kijki trekkingowe, ewentualnie raczki gdy dużo śniegu po zimie albo świeży opad (zawsze możliwy). Własny śpiwór, butelka czy camelbag. Apteczka i krem przeciwsłoneczny. I wszystko to co bierze się na ponad tygodniową górską wędrówkę z plecakiem. Pamiętając, że temperatury będą od tropikalnych po zimowe. Że będzie mocne słońce, ale może też spaść deszcz a wyżej śnieg.

Na trasie wszędzie można zaopatrzyć się w jedzenie i napoje. W każdej lodgy zamówić ciepły posiłek i wziąć odpłatny najczęściej prysznic - gazowy albo w postaci wiadra z gorącą wodą w wyższych partiach. WIFI jest prawie wszędzie, ale nie zawsze działa bądź bardzo słabo. Zasięg telefonii komórkowej funkcjonuje w dolnych partiach trekkingu. Naładować sprzęt też zazwyczaj można, choć zwykle za opłatą.

Trekking można odbyć samodzielnie (choć ciągle słychać, że Nepalczycy chcą wymusić obecność przewodnika) albo z tragarzem albo z przewodnikiem i tragarzem. Każdy ma swoje upodobania, ale warto dać zarobić Nepalczykom i nie dźwigać własnego plecaka czy torby. I mieć na plecach niewielki plecaczek z wodą, przekąską i kurtką przeciwdeszczową. Cieszyć się widokami, robić zdjęcia.

Na pytanie ile to kosztuje nie ma co odpowiadać, bo ceny ciągle się zmieniają. Zwykle rosną. Trekking można odbyć na różne sposoby, różnymi trasami, mieć różne upodobania. Różnice mogą sięgać setek procent. Jeśli ktoś musi się liczyć z każdą złotówką i naprawdę jest dobry w organizacji takich wyjazdów, może spróbować zrobić to sam. A jeśli nie musi, warto powierzyć zadanie profesjonalistom i zaoszczędzić mnóstwo czasu, nerwów… a zwykle i pieniędzy. Bo jak to często bywa, człowiek myśli – jak zrobię to sam, będzie taniej. A wystarczy parę prostych błędów, by zapłacić dużo drożej niż gdyby wyjazd zorganizowały osoby lub firmy, które się na tym znają, plus - stracić nerwy i czas. A nie o to chyba chodzi.

W czasach, gdy na prawie całej długości Trekkingu wokół Annapurny wybudowano drogę jezdną, warto rozważyć Trekking do Annapurna Base Camp. Tutaj teren jest zbyt trudny, a osad zbyt mało, by wybudować drogę.

Oto garść zdjęć z kilku różnych wyjazdów do ABC.

Opublikowano w Przewodniki Turystyczne
niedziela, 14 styczeń 2018 17:52

TREKKING WOKÓŁ MANASLU – HIMALAJE, NEPAL

W Nepalu można zrobić przynajmniej 100 świetnych trekkingów. O różnej skali trudności. To nie prawda, że istnieje tylko trekking pod Everest i wokół Annapurny. Ten ostatni zresztą stracił większość swoich walorów po zbudowaniu dróg z obu stron przełęczy Thorung La. A ten pierwszy w sezonie potrafi być bardzo zatłoczony.

Trekking wokół Manaslu przeznaczony jest dla dobrego piechura. Nie jest zatłoczony. A poza najwyższym noclegiem, śpi się w lodgach – czyli prostych górskich hotelikach (są pokoje dwu-, kilku- osobowe, czasami są jedynki). Nie tak dawno jeszcze była konieczność użycia namiotów.

Za najlepszy czas pod względem pogody przyjmuje się: połowa marca – połowa maja i październik – początek grudnia. Setki stron w internecie opowiadające, który sezon - wiosenny czy jesienny - jest lepszy, który miesiąc, kiedy jest cieplej, zimniej, więcej chmur - to zazwyczaj stek bzdur. Oba są bardzo podobne pod każdym względem. Tak samo dobre. A to że raz w danym sezonie pogoda jest odrobinę gorsza, a innym razem odrobinę lepsza – to naturalne. To są Himalaje, najwyższe góry świata. Monsun raz przychodzi trochę szybciej, raz odchodzi wolniej. W załączonej do artykułu galerii są zdjęcia wiosenne i jesienne, które dokładnie pokazują jaka najczęściej jest pogoda wokół Manaslu.

Do przejścia jest około 200km w dwa tygodnie. Można się pokusić o odbicie do Doliny Tsum, dokładając 3-4 dni (mając dodatkowe pozwolenie). Ale nie kierujmy się liczbą kilometrów, bo w górach wysokich ma to znikomy sens. Pokonanie 10km na wysokości tysiąca metrów nie ma porównana do pokonania 10km powyżej czterech tysięcy metrów nad poziomem morza.

Ogromnym atutem tego trekkingu jest świetna aklimatyzacja. Wędrówkę zaczyna się z ok. 500 m n.p.m. (choć można podjechać kilkaset metrów wyżej), by stopniowo zdobywać wysokość, w kluczowym momencie osiągając 5165 m (Larke Pass, choć dane internetowe wahają się w przedziale 5100-5200 m). Kończy, nawet na ok. 800m, choć zwykle z osad położonych na wysokościach: 2100 m (Dharapani), 1400 m (Chyamche), czy 1100 m (Syange) – zjeżdża się jeepami, ewentualnie lokalnym autobusem.

Powolny marsz, choć niektóre odcinki dzienne są długie, pozwala na stopniową i bardzo dobrą aklimatyzację. Którą można jeszcze ulepszyć, robiąc bardzo fajne jednodniowe wycieczki w bok. Do starej bazy pod Manaslu (Manaslu BC, ok. 4200 m ) albo nawet do aktualnej bazy na 4850 m – skąd obecnie atakuje się ten ośmiotysięcznik. W okolicy jest piękne lodowcowej jezioro Birendra (ok. 3630 m) i nad nim lodowiec Manaslu oraz wspaniałe widoki na himalajskie szczyty. Można też zrobić wycieczkę aklimatyzacyjną na jedną z tybetańskich przełęczy 5000-5200 m, czyli znaleźć się na granicy Nepalu z Chinami. Podziwiać panoramę Tybetu, lodowce, jak Fukang. Można zbierać skamieniałe muszle amonitowe, zwane tutaj saligramami.

Przed pokonaniem najwyższego punktu – Przełęczy Larke (Larkya) – dociera się do obozu Dharmashala (ok. 4450 m), niedaleko lodowca Syacha i północnych fragmentów Manaslu. Tu ma miejsce najwyższy nocleg – w kamiennym prymitywnym powiedzmy schronisku albo w namiotach zorganizowanych przez właścicieli schroniska. Na szlak wyrusza się przed wschodem słońca, by około południa po przejściu przełęczy, odpoczywać już po drugiej stronie w Bimtang (Bimthang) na wysokości 3700 m (pod boczną moreną lodowca o tej samej nazwie). Podejście jest łagodne, zejście w początkowej fazie umiarkowanie strome. Po bokach przełęczy są pasma Pawar Himal do ok. 6500 m i Larke Himal do ok. 6249 m.

Oto kilka innych atrakcji, oprócz wspomnianych, jakie można spotkać na trekkingu. Już samo obcowanie z Nepalczykami jest ciekawe, obserwowanie jak żyją, jak mieszkają, jak uprawiają swoje poletka. A na tym trekkingu można spotkać różne ciekawe grupy etniczne, których w Nepalu jest mnóstwo. Choćby osady, w których mieszka tybetański lud Bhotiya albo bardzo muzykalni Gurungowie, kiedyś znani z brytyjskich oddziałów Ghurków. Nad wioską Lho (ok. 3200 m) jest duży buddyjski klasztor i bardzo długa ściana modlitewnych murków mani. A widok na klasztor i Manaslu za plecami jest absolutnie spektakularny. Klasztorów na trekkingu jest więcej, czasami są w nich ogromne młynki modlitewne. Do niektórych wiosek wejdziemy przez buddyjskie bramy kani. Wyżej w górach można spotkać dzikie owce i kozice. Ponadto, nie zabraknie rzek lodowcowych, wiszących mostów, wspaniałych dolin oraz wodospadów. No i oczywiście himalajskich zlodowaconych szczytów.

Trekking pozwala zobaczyć Manaslu z dwóch stron (8156-8163 m według różnych źródeł) oraz szereg gór zaliczanych do Manaslu Himal, Annapurna Himal i pomniejszych pasm. Z ciekawszych szczytów można wspomnieć o pobocznych szczytach Manaslu – od Manaslu North 7157m po Manaslu East 7992m, Nadi Chuli 7871 m, Nemjung 7140 m, Himlung 7126 m, Gyahi Kang 7074 m, Thulagi 7059 m, Kang Guru 6981 m, Panbari 6905 m, Chombi 6704 m, Phungi 6538 m, Kechakyu 6358 m, Samdo 6335 m, Naike Peak 6211 m.

Wspomnę jeszcze, że od Dharapani (ok. 2100 m), wkracza się na trekking Wokół Annapurny. Można stąd zjechać jeepami do Besi Sahar. Z obu krańców trekkingu wokół Manaslu trwa budowa jezdnych dróg szutrowych, ale jedynie do początkowych miejscowości.

W każdej lodgy (lodge) na trasie jest jadalnia, wyżej w górach ogrzewana wieczorami. Miejscami jest WIFI – zazwyczaj marne. Za ładowanie elektroniki się płaci, ale nie zawsze ta usługa jest dostępna. Sieci komórkowe działają co najwyżej w dolnych partiach. W lodgach są sklepiki, w których kupimy jedzenie, napoje, artykuły przemysłowe (w tym papier toaletowy, szczoteczka do zębów) czasami też pamiątki. A w dolnych partiach warzywa i owoce. Wśród zwykle kilkudziesięciu pozycji w menu, często przygotowanych pod turystę, można popróbować różnych lokalnych potraw. Wszędzie da się zamówić prysznic, niżej coraz częściej jest gazowy, wyżej dostaje się wiadro z gorącą wodą. A wysoko prysznic grozi przeziębieniem albo chorobą.  

Ceny. Co roku ulegają zmianom, a sposób organizacji trekkingu może być tak różnorodny, że rozrzut kwot jest ogromny. Zależy od wielu czynników. Czy weźmiemy przewodnika, czy dodatkowo tragarza. Czy będziemy samodzielnie filtrować wodę czy kupować butelkowaną. Czy częściowo będziemy się żywić tym co weźmiemy ze sobą, czy tylko w lodgach. Co będziemy jeść. Ile razy kupimy piwo czy colę. A wiadomo – czym wyżej tym drożej. Dlatego na całodzienne wyżywienie i nocleg na dole można wydać 20-40 dolarów a wysoko w górach 40-80. A jak ktoś będzie bardzo rozrzutny, nawet kilka razy tyle. Bo tam wyżej butelka piwa kosztuje ok. 10 dolarów, a litr wrzątku czy mała butelka coli - 5 dolarów. Innymi słowy, nie ma sensu podawać cen, bo już w chwili ich pisania, będą nieaktualne albo niedopasowane do trekkingu jaki sobie zorganizuje ktoś inny.

Pogoda. Na dole subtropikalny klimat, już powyżej 2000m, poranki i wieczory chłodne, a powyżej 3000m, w nocy, może być niewielki mróz. Gdy jest słonecznie i nie wieje wiatr, nawet w Dharmashala można przyjemnie odpoczywać na słońcu. Przed wschodem słońca w drodze na Larke Pass temperatury zazwyczaj wynoszą od minus 2-3 stopni do minus 7-8 stopni Celsjusza. Przez cały trekking może nie spaść kropla deszczu czy śniegu, ale z popołudniowym opadem trzeba się liczyć. To Himalaje. Zdarzają się całodziennie niemal bezchmurne dni, ale zwykle około południa znacznie ich przybywa na niebie.

Żaden specjalny sprzęt nie jest wymagany, ale warto zabrać kijki trekkingowe, na wszelki wypadek można zabrać tzw. raczki. Oprócz wygodnych butów i odpowiednich ubrań. Plus tak oczywiste rzeczy jak śpiwór (skrajnej nocy może być lekko minusowa temperatura), okulary przeciwsłoneczne czy krem z filtrem. A jeśli nasz główny plecak niesie targarz, warto mieć na plecach jakiś mały, z zapasem wody.

Na trekking potrzebne są pozwolenia do: Manaslu Conservation Area, Manaslu Restricted Area (bo to tzw. teren zamknięty, z ograniczonym dostępem) oraz do Annapurna Conservation Area. Ponadto trzeba się zarejestrować w systemie TIMS.

Wszyscy chodzą trekking od Arughat (ok. 500 m) do Besi Sahar (ok. 750 m, końcowy odcinek pokonuje się samochodem lub autobusem). W zależności jak rozłoży się trasę, zwykle potrzeba 13-16 dni. Na upartego, gdy ktoś zamiast podziwiać widoki chce gonić, można ten czas mocno skrócić.

Dla kogo jest ten trekking? Dla zdrowych osób w wieku od kilkunastu do ponad 80 lat. Jeśli ktoś potrafi przejść po górach kilkanaście – dwadzieścia kilka kilometrów dziennie w niższych partiach. Kilka – piętnaście kilometrów w wyższych. Przynajmniej przeciętnie znosi duże wysokości, a wg nauki, prawie każdy człowiek poradzi sobie z wysokościami do 6000 m n.p.m. Ponadto umiarkowany mróz mu niestraszny, tak samo jak smaczne ale niewysublimowane jedzenie oraz turystyczne warunki noclegów. Ponadto niezbędne jest poczucie humoru, umiejętność nie marudzenia, nie narzekania, i dbania o dobrą atmosferę w grupie. Jak również świadomość, że to Himalaje, trekking, i nie wszystko da się przewidzieć. A każda przygoda powinna być przyjmowana z radością.

Na zdjęciach TREKKING WOKÓŁ MANASLU.

Opublikowano w Przewodniki Turystyczne
czwartek, 07 wrzesień 2017 07:15

DZIECIAKI NEPALU

Dzieciaki w Nepalu to wdzięczny temat fotograficzny. Dlatego zamiast pisać, lepiej pokazać zdjęcia. Nie tylko wesołe, też te smutne, zmuszające do głębszej refleksji.
Oto mała próbka z mojego archiwum, z kilku różnych miast, himalajskich trekkingów oraz z Doliny Katmandu.
Opublikowano w Blog
poniedziałek, 04 wrzesień 2017 07:12

NEPAL: Dharahara - wieża, która zabiła 180 osób

25 kwietnia 2015 roku Nepal nawiedziło niszczycielskie trzęsienie ziemi o sile 7,8 stopni w skali Richtera. Wstrząsy wtórne też były silne. Oprócz tysięcy dramatów ludzkich, doszło do dramatycznych zniszczeń bezcennych zabytków, często wpisanych na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Dzisiaj wspomnę o jednym z nich.

Wieża Dharahara, miała drugą nazwę - Bhimsen. Wybudowano ją w 1832 roku, wraz z siostrzaną, trochę wyższą. Tą ostatnią rozebrano w 1934 roku, niższa, mierząca prawie równe 62 metry, przetrwała. Obie powstały dzięki mukhtijarowi Bhimsenowi Thapa, zaś inicjatorką była jego siostrzenica, królowa Lalit Tripura Sundari (to z kolei trzecia z używanych nazw wieży). Funkcja mukhtijara zbliżona jest do funkcji premiera w zachodnich demokracjach.

Dharahara liczyła 213 spiralnych schodów i była najwyższą budowlą w Nepalu. Tak naprawdę, dwie pozostałe wspomniane przeze mnie nazwy, nosiła ta wyższa wieża. Niższa, pełniła funkcję strażnicy wojskowej. Wyższa uległa zniszczeniu na skutek trzęsienia ziemi w 1934 roku, niższa także, choć w mniejszym stopniu. I tylko ją zdecydowano się odbudować, a później nazywać jak tą unicestwioną. Architektonicznie nawiązywała do islamskiego minaretu, a w środku była statua hinduistycznego boga Sziwy. Zaś na wejściu do wieży sceny z kamasutry.

Dharahara znajdowała się Katmandu, w części nepalskiej stolicy zwanej Sundhara, całkiem niedaleko ścisłego centrum i głównego skupiska zabytków przy Durbar Square.

Po trzęsieniu z 2015 roku władze państwowe postanowiły ją szybko odbudować, ale jak to w Nepalu - dużo się mówi, mało się robi. Pierwszy termin już minął, z kolejnymi będzie podobnie. Lecz plany odbudowy mam nadzieję, że kiedyś się ziszczą.

Świadomość, że kiedyś stałem na szczycie tej wieży, podziwiałem panoramę Katmandu i okolicznych gór, a teraz jej nie ma - najzwyczajniej sprawia smutek. A przeraża fakt, że Katmandu tracąc zabytek z listy UNESCO, utraciło przede wszystkim 180 istnień ludzkich, na skutek zawalenia wieży. Część ofiar była w środku, część na placu i ulicy.

Trzęsienie ziemi z 2015 roku zniszczyło lub uszkodziło wiele bezcennych zabytków. Licznym tymczasowo zabezpieczonym grozi zawalenie. Wystarczy nawet średnie trzęsienie ziemi w Dolinie Katmandu, by przestały istnieć. Skala napraw i odbudowy zniszczeń jest wielokrotnie poniżej potrzeb, które są ogromne. Nepal, jeden z najbiedniejszych krajów świata, który nie radzi sobie z codziennością, z pewnością nie poradzi sobie z odbudową i dbaniem o zabytki.

Jeśli czas pozwoli, w przyszłości postaram się przedstawić więcej podobnych przykładów - z przed i po trzęsieniu ziemi.

Na zdjęciach: Dharahara przed trzęsieniem ziemi w 2015 i po. Oraz stara ulotka informacyjna i bilet.

Opublikowano w Blog
piątek, 23 czerwiec 2017 06:01

WELLNESS w Himalajach

Niedawno powróciłem z sześciotygodniowego pobytu w Nepalu, gdzie z dwoma grupami przeszliśmy fajne trekkingi. Wokół Manaslu i do bazy pod Annapurną, z wejściem na punkt widokowy Poon Hill. Wielokrotnie przekraczaliśmy wysokości 4-5 tysięcy m n.p.m. W wyjeździe towarzyszyły mi produkty Wellness by Oriflame. Zdrowe, naturalne, w sposób przemyślany pod względem składu przygotowane.

Cieszy, że coraz więcej ludzi chce spędzać aktywnie czas, myśli o zdrowym stylu życia i wie, że warto na to wydać pieniądze, bo się opłaca. Coraz częściej aktywnie żyją ludzie, którzy niedawno byli tak zaniedbani, iż krótki spacer sprawiał problem. A przecież w każdym wieku można przy umiarkowanym wysiłku zmienić diametralnie samego siebie na lepsze. Wystarczy zrewidować trochę nawyków żywieniowych, dołączyć jakąkolwiek aktywność fizyczną, a będą efekty. Pod warunkiem konsekwencji w działaniu.

A w tym wszystkim mogą pomóc produkty zdrowej żywności wymyślone i przebadane przez naukowców-lekarzy w Szwecji. Słusznie doszli do wniosku, że  niesprawiedliwe jest, aby tylko ich pacjenci mogli uzupełniać swoją dietę o nie. Poszukali zatem firmy, szwedzkiej rzecz jasna, która mogłaby zająć się dystrybucją. Padło na globalną markę, jaką jest Oriflame. I tak obok szeroko rozumianych kosmetyków, dołączyła seria wellness: Wellness by Oriflame. Stopniowo rozwijana, ale jak to Szwedzi, działają powoli. Liczy się jakość a nie ilość. A że moda na zdrową żywność i dbanie o siebie dotarła także do Polski, wysokiej klasy produkty cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Do zdrowego stylu życia Szwedów nam jeszcze daleko, ale postęp jest. Coraz więcej osób zamiast kupić 6 pączków za 5 złotych, woli kupić zdrowego, niskokalorycznego i wartościowego odżywczo batona. Niektórzy też się już nauczyli czytać opakowania i pilnować jakości tego co wrzucają do swojego organizmu. Różne piękne napisy o zdrowiu na opakowaniu potrafią mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. Wspaniałe reklamy suplementów diety, że za 19,99zł masz sto cudownych tabletek zdrowia, również można włożyć między bajki. Jakość musi kosztować. W jednym produkcie kwasy tłuszczowe omega3 mogą być zupełnie bezwartościowe, podłej jakości składniki. W innym, odwrotnie, będą należycie spełniały swoją rolę. Warto być dociekliwym, czytać opakowania, sprawdzać. I zawsze pamiętać, że sama zdrowa żywność czy suplementy diety do bycia zdrowym nie wystarczą.

To jest tak jak z samochodem. Wszyscy wiemy, że by dobrze i bezawaryjnie nam służył, trzeba wlewać do silnika wysokiej jakości olej i regularnie go wymieniać. Wszyscy też wiemy, że Volvo musi dużo kosztować, bo to wysokiej klasy i bardzo bezpieczne samochody. Niestety w Polsce, lepiej dbamy o swoje samochody niż o siebie. Wolimy wlać najlepszy i najdroższy olej silnikowy, a do własnego żołądka wpakować jakieś śmieci. Dzięki temu silnik samochodowy będzie długo sprawny bez remontu, a nasz organizm będzie wymagał ingerencji lekarzy, często chirurgów. Tylko samochód dużo łatwiej naprawić, niż awarię w skomplikowanym systemie organów wewnętrznych człowieka.

Na zdjęciach trochę ujęć z Nepalu.

Opublikowano w Blog
W samym tytule dwa trudne słowa, to co będzie dalej? Z pewnością tylko gorzej. I być może jeszcze dużo tekstu - o zgrozo? Wiem, w dzisiejszych czasach coraz bardziej przeraża każde trudne słowo i tekst większy niż kilka zdań. Ale obiecuję, że tym razem będzie krótko. I bez zbędnych mądrych wyrazów.

Amonity to podgromada wymarłych głowonogów, które występują w skałach pochodzenia morskiego, z okresu od dewonu do końca kredy. Inaczej mówiąc, są to bardzo stare żyjątka o najczęściej spiralnych muszlach. W Polsce obficie występują w wielu miejscach, np. na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, w kredach koło Lublina czy w Górach Świętokrzyskich. Autorem nazwy jest Pliniusz Starszy, rzymski mędrzec z I w n.e.

Można je znaleźć także w Nepalu, w Himalajach. Nazywa się je tam saligramami (saligrama, śaligrama, eng. shaligram, shila). Najbardziej znane są odmiany czarne występujące w rejonie rzeki Kali Gandaki, słynącej z tego, że płynie w najgłębszej dolinie świata, pomiędzy ośmiotysięcznikami - Annapurną i Dhaulagiri.

Przywiozłem onegdaj z tamtego rejonu piękne okazy, prezentowane na zdjęciach. Warto zwrócić uwagę na okaz w kształcie kuli (fot. 1 i 2), który składa się z trzech rozbieralnych części  (fot. 3). Saligramy z Kali Gandaki to jedna z popularnych pamiątek z Nepalu, które można kupić w wielu miejscach (fot. 6).

Podczas ostatniej bytności w Nepalu znalazłem Saligramy w bardzo ciekawym i niespodziewanym miejscu (fot. 7). Nie tak ładne jak z rejonu Kali Gandki. Za to na wysokości 5000m n.p.m. w rejonie przełęczy Lajing, gdzie znajduje się granica Nepalu z chińskim Tybetem. To jest kolejny dowód, że w tym rejonie miliony lat temu był ocean, a wypiętrzenie Himalajów wyniosło jego dno nawet na tak potężną wysokość.

Nepalskie amonity wg geologów mają 140 - 165 milionów lat. Otoczone są czarnym węglanowym kamieniem (zdarzają się też białe). Saligramy znajdowane w Nepalu i w Indiach mają szczególne znaczenie dla wyznawców hinduizmu. Przyjmują, że są one jednym z wcieleń boga Wisznu.

Podczas pobytu w Nepalu nie zapomniałem o Zakładzie Gleboznawstwa i Teledetekcji Gleb Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i zebrałem porcję próbek (fot 8). Wraz z dokumentacją fotograficzną i niezbędnymi informacjami z miejsc ich pobrania.

Jednym z minerałów charakterystycznych dla Himalajów Nepalu jest czarna sól, choć w praktyce jest bardziej czerwona (fot 9). Nazywa się Kala Namak i używana jest jako przyprawa m.in. w Indiach, Pakistanie oraz w Nepalu (można ją kupić). Uzyskuje się ją także syntetycznie. Za kolor odpowiada siarczek żelaza, jest też siarczek sodu i chlorek sodu, siarczan sodu, wodorosiarczan sodu. I co bardzo ważne, siarkowodór. On odpowiada za zapach zgniłych jaj, potęgowany gdy sól się zamoczy.

Moja pasja geologiczna powoduje, że chodząc po górach przyglądam się skałom, kamieniom. Nie inaczej było w Himalajach.  Co można zobaczyć na fotografiach 10-15.

To by było na tyle.

Na zdjęciach: saligramy, próbki ziemi, czarna sól, różne nepalskie fragmenty skał. 

Opublikowano w Blog
niedziela, 21 maj 2017 06:42

Po NEPALU

Podróże to poznawanie ludzi. Skoro spędziłem niedawno w Nepalu blisko 6 tygodni, nie mogło zabraknąć nowych znajomości czy spotkań ze znajomymi. Nie inaczej było tym razem, a niektóre chwile zostały uwiecznione na zdjęciach.

Na pierwszych dwóch w Annapurna Base Camp 4130m (ABC) pozuję z turystkami z Nepalu i z Indii. Na kolejnym, w tym samym miejscu, jestem z Basią, Darkiem, Kumarem (po lewej) i Nabinem. Fotografia nr 4 to ja i Debbie z Hong Kongu. Odbywaliśmy trekking do ABC niemal równolegle. A że weseli z nas ludzie, świetnie dogadywaliśmy się spotykając w różnych miejscach na trasie. Na zdjęciu nr 5 jestem w towarzystwie kierownika hoteliku w Ghorepani 2860m, niedaleko słynnego punktu widokowego Poon Hill 3210m.  

6 i 7 to zdjęcia, na których zaprzyjaźniam się z innymi gatunkami. To bardzo ważne, bo jak kiedyś oficjalnie odwiedzą nas kosmici, bo nieoficjalnie robią to na co dzień jak twierdzą niektórzy, będę przygotowany. Na zdjęciu nr 8 jestem w Annapurna BC i robię selfie z Janii z Finlandii. Trafiła tam przeze mnie, albo dzięki mnie. Janii planowała z Ghorepani zejść w doliny, ale przekonałem ją, że skoro ma czas, warto się wybrać do bazy pod Annapurną. Bo to ładne miejsce, sam trekking też. Bardzo mi dziękowała, że ją namówiłem. Obok selfie z Anetą w Katmandu, z którą nie możemy spotkać się w Polsce, ale w Tanzanii albo w Nepalu - jak najbardziej. Na dole w towarzystwie kierowniczki Sabity w jednej z lodge`y w rejonie Annapurny, i jej zaufanej pomocnicy Ihary (po prawej). Zawsze trzeba mieć nadzieję, że własny urok osobisty pozwoli trochę obniżyć ceny. A poza tym to fajne i wesołe dziewczyny. Ostatnia ćwiartka zdjęcia, to Larke Pass w rejonie Manaslu (ok. 5150m), w towarzystwie Justyny.  Na dziewiątym zdjęciu pozujemy z Chandra w Dharmashala przed Larke Pass, na wysokości 4470m. Chandra pełni w różnych hotelikach i lodge`ach na trasie Manaslu Circuit funkcję kierownika. Zawsze mogę na niego liczyć.

10-tka, to hotel w Kathmandu i od lewej: Bogdan, Piotrek, Gregor, Passang, Ania, Marzena, Waldek, za nim Passang, obok Justyna, Dupa i Tenzing. Wszyscy świetnie poradzili sobie z wymagającym trekkingiem wokół Manaslu i wysokościami przekraczającymi pięć tysięcy metrów n.p.m. Ostatnie dwa zdjęcia (11 i 12) zostały zrobione w Katmandu. Gokul, na pierwszym z nich, był kilka razy w Polsce, był także na szczycie Everestu, a na co dzień zajmuje się turystyką. Z kolei N.B. ma swój sklep ze sprzętem outdoorowym na Thamelu. Jak trzeba coś kupić albo wypożyczyć, zawsze jest na miejscu.

Na początek z Nepalu tyle. A czy będzie coś więcej? Mam nadzieję, jeśli tylko czas pozwoli, a z nim mam ciągłe problemy, bo doba jest stanowczo za krótka na ilość moich codziennych zadań. :)

Pozdrawiam chwilowo z Polski.

Gregor

Opublikowano w Blog

Porcja fotografii zwłaszcza przyrodniczych, z sześciu kontynentów, z muzyką w tle. Taka współczesna diaporama, czyli slideshow. 
Opublikowano w Filmy
Strona 1 z 4

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.