a2b2

instargam res

red bull box 225x150

pzu bezpieczny 225x140

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Jestem w Nikaragui. Jak wspomniałem w poprzednim tekście, opłata wjazdowa wyniosła 14USD (główna trasa San Jose – Managua). Chociaż miałem bilet do przed chwilą wymienionej stolicy, wysiadłem w Rivas. Od razu można było zauważyć, że Nikaragua jest biedniejsza od Kostaryki. Zaatakowali mnie kierowcy, choć bardziej pasuje słowo naciągacze. Oferując ze niecałe 10 kilometrów do portu podwózkę za dziesiątki dolarów. Uciekłem od nich i za cztery dolary rikszą rowerową oraz motorem dotarłem do celu (pewnie i tak przepłaciłem, ale szkoda czasu by zaoszczędzić dolara). Bilet na prom kosztował 50 cordoba i w drogę przez potężne jezioro Cocibolca (Lake Nicaragua).

Po godzinie płynięcia po wzburzonym jeziorze byłem w miejscowości Moyogalpa na wyspie Ometepe. W pierwszym napotkanym hotelu zrzuciłem swój bagaż. Może 50 metrów od portu. Dałem rzeczy do prania, poszedłem na spacer oraz zakupy.

Trochę mnie zaniepokoiła spora liczba turystów. Dotąd ich prawie nie było, a tutaj pół statku to cudzoziemcy, na własną rękę organizujący sobie podróż.

Zatem mój wypoczynkowy dzień wyglądał tak. Większość dnia w podróży. Na dworze skwar. Upierdliwe przejście graniczne. Dojazd do promu, dotarcie na wyspę i zorganizowanie sobie wyjścia na wulkan. Wypocząłem jak diabli. W temperaturach blisko 40 stopni C w cieniu.

Wyspa Ometepe skrywa dzisiaj dwa wulkany, które kiedyś pewnie były samodzielnymi wulkanami-wyspami, ale na skutek erupcji i spływających law połączyły się. Wyższy to wulkan Concepción 1610m n.p.m., drugi to Maderas 1394m. Mnie interesował jedynie ten pierwszy. Objęty jest rezerwatem i oficjalnie samemu wchodzić nie wolno. Ale jak się troszkę pokombinuje, da się. Oczywiście tablice straszą karami policyjnymi za wchodzenie bez przewodnika. Wynika to z tego jak mi tłumaczono, że turyści często mieli wypadki i problemy gdy sami wchodzili.

Nikaragua stosuje inne podejście odnośnie wulkanów aniżeli Kostaryka, ale ma tendencje w jej stylu, co świetnie będzie można zauważyć na przykładzie wulkanu Masaya. Na szczęście jest biedniejszym krajem i nie może sobie pozwolić na zamykanie wulkanów, nawet się chwali na koszulkach, że jest krajem wulkanów. Dlatego generalnie jest wymóg wchodzenia z przewodnikami na wulkany. Którzy są mało profesjonalni, ale tani. Są też opłaty parkowe za wstęp. Na Concepción cena wynosiła 25USD od osoby – w tym transport, opłata parkowa i przewodnik.

Takie podejście jest do przyjęcia pod warunkiem, że nie ma żadnych innych obostrzeń. Płacisz i wschodzisz. Czasami jest to bardzo wygodne, a bywa niezbędne. Na przykład, gdy chcę wejść na wulkan z licznymi lodowcami i szczelinami na trasie, sam szukam przewodnika, by było się z kim związać liną. Już wpadałem do szczelin podczas samotnych wspinaczek. Udawało mi się nie zabić, wyjść z nich i kontynuować wędrówkę. Ale to skrajne rozwiązanie, którego staram się unikać. Przewodnik może być też świetnym sposobem zamiast załatwiania specjalnych pozwoleń. Nieraz się umawiałem, idziesz ze mną, ale ja muszę zrobić to i to, dostaniesz podwójną stawkę. I robiłem co chciałem a przewodnik na mnie czekał, albo wręcz odpoczywał w połowie wulkanu. Znacznie gorzej jest, gdy nie zna angielskiego. Wtedy stawiam jegomościa przed faktem dokonanym, gdy idę w miejsce, oficjalnie nie przeznaczone do wędrówki (jak kilka dni później na wulkan Momotombo). Coś tam krzyczy, macha, ale nie ma wyjścia jak na mnie poczekać, bo iść zwykle nikt w takie miejsca nie ma ochoty.

Concepción to nie był dla mnie istotny wulkan do projektu, ale jest prześliczny. Bardzo stromy stratowulkan, na wyspie, zwykle u szczytu pokryty płaszczykiem chmur. Po bardziej płaskich stratowulkanach, taki klasyczny był w sam raz na rozgrzewkę. I wyśmienity na badanie medyczne. W jakim stanie jestem po wulkanie Poas. Które kontuzje są poważne, które nie. Czy powinienem odwiedzić szpital. Ale gdzie tam. Mając poważniejsze urazy nigdy nawet lekarza nie odwiedziłem na wyprawie, kontynuując ją. Więc z takimi duperelami też nie pójdę. Wyniki badań były bardzo szybkie. Większość z niezliczonych stłuczeń, naciągnięć, ran – jest niegroźna. Do tygodnia o nich zapomnę. Problemem jest spuchnięte i obolałe prawe kolano, które uszkodziłem już na Turrialbie. I potwierdziło się to, co przeczuwałem. Chyba stłukłem sobie płuco albo płuca, bo przy dużym wysiłku, bolało, gorzej mi się oddychało. W dżungli kilka razy w drzewo przywaliłem mocno klatką piersiową. Nie mniej żebra się nie ruszają, krwią nie pluję, więc to nic wielkiego. Są szanse, że do dwóch tygodni i kolano i płuca dojdą do siebie. Jak nic nie napiszę, znaczy że doszły. A wejście na Concepción okazało się wspaniałą rehabilitacją dla kolana. Naciągnięte i spięte mięśnie, ścięgna, wiązadła, trochę popuściły. Ale podczas zejścia założyłem na wszelki wypadek ortezę stabilizacyjną. Kolejnego skręcenia w tak krótkim czasie kolano nie wytrzyma. Byłoby po wyprawie. Muszę je trochę oszczędzić, chociaż lewe też boli na skutek odniesionych urazów.

Nastał dzień wejścia na wulkan, ale wcale wielu chętnych nie było. Zbiórka o 6:30, a po wpisaniu się do książki wejść, start o 7:30. Na trasie były 3 grupy, łącznie 18 osób. Standardowa piesza wycieczka zajmuje 8-9 godzin. Do pokonania jest około półtora kilometra przewyższania, stromym zboczem. Nie ma nic ekstremalnego, ale jest co wschodzić i schodzić. Podłoże twarde. Stromy stożkowy wulkan daje popalić. Do około tysiąca metrów idzie się w lesie, następuje wypłaszczenie, gdzie mocno wieje i dalej coraz bardziej stromo aż na szczyt. W tym po skałach.

Za przewodników pracowało dwóch młodych chłopaków nie znających ani słowa po angielsku, a nikt z uczestników hiszpańskiego nie znał. Dlatego szef firmy przyjechał z nami, by powiedzieć kilka zdań po angielsku.

Większość takich przewodników w różnych zakątkach świata pracuje podobnie – źle. Od początku zaczęli iść bardzo szybko, a ja od początku to zignorowałem idąc własnym tempem. Pozostali patrzyli za mną. Jeszcze nie wystartowaliśmy, a on został z tyłu. Nie minęła połowa drogi, gdy część grupy była już za mną z tyłu. Gdy zrobiło się stromo, ja ciągle szedłem tym samym tempem, bez odpoczynków. A oni dwadzieścia szybkich kroków i łapanie oddechu. Na wypłaszczeniu w rejonie 1000m n.p.m. było bardzo chłodno, wiało, skraplały się chmury, ale nie był to deszcz. Aż trudno uwierzyć, że na dole gorąc trudny do wytrzymania, a po dwóch godzinach marszu - zimno. Tutaj wyszedł kolejny błąd przewodników. Bo jedna dziewczyna została już mocno z tyłu z jednym z nich. Drugi postanowił czekać. Długo. Wszyscy strasznie przemarzli, poza mną, bo ja byłem przygotowany. Dobre buty, długie spodnie, polar. A większość z pozostałych uczestników - adidasy, krótkie spodenki, koszulki, trzęśli się z zimna. Nie przewidzieli, że tak właśnie będzie, co łatwe było do przewidzenia. Nikt im też nie powiedział. Ale nawet się nie dziwię tej beztrosce ludzi, którzy o wulkanach i górach nie mają pojęcia. Ten samotny stratowulkan kumuluje chmury, nieraz przez cały dzień wiszą efektownie nad szczytem. A moi towarzysze pytali czym będą oddychać, skoro tam jest tyle dymu. Na szczęście to tylko chmury. A skoro myśleli o dymie, czemu nie pomyśleli o maskach przeciwgazowych?

W końcu mogliśmy ruszyć dalej, stromo do góry, ale ścieżka jest tak pomyślana, że jeśli wiatr wieje standardowo co do kierunku, to nie przeszkadza zbytnio. Chłód też nie, bo jest duży wysiłek. Dopiero na szczycie, gdzie zwykle są chmury i nic nie widać, jest znowu bardzo zimno. Niezmiennie szedłem swoim tempem, przewodnicy się nie wtrącali, choć na początku chcieli. W efekcie byłem u celu o 11:00, pół godziny przed pierwszymi osobami z grupy. Wyprzedziłem w międzyczasie kolejną, trzy dziewczyny, których przewodnik marudził, że idę sam, tu skały i ścieżka słabo widoczna, chmury, niewiele widać. Oczywiście wszystko było łatwe i wyraźne, ale rozumiem, że nie miał pojęcia kto go wyprzedza – człowiek gór i wulkanów. Oficjalna wysokość to 1610m, ale mój GPS uparcie pokazywał ok. 1655m z kilkumetrowym błędem. A w punkcie startu ok. 150m, choć oficjalnie powinno być ok. 100m.

Nie zmęczyłem się bardzo, pozostali umierali ze zmęczenia. Bo ciągle szli jak przewodnik, który odstawiał popisy – wbiegając bez koszulki.

Fajne chłopaki ci „przewodnicy”, tylko kompletnie nie rozumieją swojej pracy. Z ich zachowania, twarzy, oczu, bije po prostu głupota. Osiągnęli maksymalny poziom w swojej karierze zawodowej. Z takim podejściem dalej nie zajdą. Trzeba by się pouczyć angielskiego i postawić sobie za cel zadowolenie klientów, pod nich przybrać tempo. Wyświadczyć wysokiej jakości usługę. Wzbudzić respekt i szacunek.

Ponad godzinę spędziłem na wierzchołku, ale widać dużo nie było – chmury. Za to czasami był wyczuwalny zapach siarkowodoru z niewielkich fumarol, które są w kraterze. Oficjalnie można na nim być 15 minut, ale nikt nie poganiał, poza zimnem. Zejście tą samą drogą. Stromo. Przydałyby się rękawiczki, kijki – ale nikt nie ma. Plastrów na rany od chwytania się ostrawej lawy też. Miałem rękawiczki, ale nie było potrzeby użycia, miałem resztki jednego z kijków, ale rozleciał się podczas wejścia całkowicie. Wyschły mi w końcu całkowicie buty trekkingowe, choć ich zapach pozostał średni.

Na wypłaszczeniu, na którym rano było tak chłodno, teraz świeciło słońce, a wiatr przyjemnie chłodził. Godzinę tam leżeliśmy. A ja pewnie dłużej, bo szedłem własnym tempem, czyli powoli ale szybciej od pozostałych, którzy na tej powierzchni nie czuli się pewnie. Poniżej wierzchołka przejaśniło się i były fajne widoki, ale gdyby wszystko się działo godzinę później, byłoby jeszcze lepiej. Na Concepción z tego co zauważyłem, lepsza pogoda jest w drugiej połowie dnia i nie trzeba startować tak wcześnie. Lepiej trochę później, i tak zejdzie się przed zmrokiem. Oczywiście istnieje ryzyko całodniowej złej pogody na wulkanie, taką zastałem kolejnego dnia.

W dół nie idzie się szybko, nawet w części leśnej, aż do wypłaszczenia przy starym potężnym drzewie, jest sporo stromych stopni. Jedną z atrakcji tego fragmentu były małpy, ptaki i motyle. Cała wędrówka zajęła nam 8 godzin 45 minut, ale trzy długie odpoczynki zajęły około dwie i pół godziny. Na dole upał był nie do wytrzymania. Nad jeziorem szykował się powoli kolejny cudny zachód słońca.

Kilka informacji geograficznych. Wulkan Concepción ostatnią erupcję zanim tu przyjechałem miał w 2015 roku. Wyspa Ometepe ma 276km kwadratowych i jest największą na jeziorze Cocibolca. Które z kolei jest największe w Ameryce Centralnej, pochodzenia tektonicznego (8264km2). Lustro wody jest na prawie 33m n.p.m., a głębokość dochodzi do 26m. Nikaragua chce mieć swój kanał pomiędzy oceanami, w tym przez to jezioro.

Informacje praktyczne. Czas UTC minus 6. Gniazdka elektryczne – dwa płaskie bolce. Waluta: Cordoba = 30-31 za dolara. Choć w wielu miejscach można płacić dolarami. Na wyspie Ometepe spałem w hotelu The Landing. Prosty, ale fajna sala restauracyjna, sympatyczna właścicielka. Zorganizowała mi pranie rzeczy po wulkanie Poas i wejście na wulkan. Ceny noclegów to 15USD za pokój prywatny i chyba 8USD za pokój kilkuosobowy. Bez problemów na Ometepe można wypożyczyć skutery. Promy pływają często.

Na zdjęciach: na pierwszym granica z Kostaryką, potem wulkaniczne motywy. A dalej wulkan Concepcion i jezioro Cocibolca. Pod koniec galerii także prom i wulkan widziany z miejscowości Moyogalpa.

Opublikowano w Blog
sobota, 11 listopad 2017 14:28

WULKAN ETNA - zabawy z LAWĄ (FILMY)

Opublikowano w Filmy

12 lat PROJEKTU 100 WULKANÓW za mną. Co wymagało ogromnej determinacji i konsekwencji w działaniu. Nie brakowało wspaniałych momentów, ale też tych skrajnie niebezpiecznych. By pokazać dotychczasowy dorobek projektu, zaczynam od głównej tabeli. Pod którą porcja zdjęć z roku 2017. Po tylu latach jest ich kilkaset tysięcy. Przede mną kolejny tuzin lat eksploracji wulkanów.

Tabela 1 - Lista eksplorowanych  i zdobytych wulkanów

Projekt 100 WULKANÓW

2006 – do teraz 

Założenia: eksploracja 100 wulkanów, z których minimum 50 wulkanów musi być aktywna, reszta to wulkany drzemiące (nieaktywne) i wygasłe; wulkany musi cechować duża różnorodność co do położenia geograficznego, wysokości bezwzględnych, położenia klimatycznego oraz różnorodności typów wulkanów; czym wulkan mniej znany, trudniej dostępny i rzadziej odwiedzany przez ludzi, tym lepiej.

LWA* - liczba zdobytych wulkanów aktywnych

Większość wulkanów zdobyta samotnie, w wielu przypadkach zejście na dno krateru

CHRONOLOGICZNIE

Tabela nr 1

LP  

nazwa

osiągnięta

wysokość

Kraj, kontynent

Położenie

geograficzne

aktywność

LWA*

Data zdobycia

1

Khorgo

ok. 2400m1

Mongolia, Azja

Góry Khangai

wygasły2

 

09.08.

2006

2

Elbrus Zachodni3

5642m

Rosja, Azja4

Kaukaz Centralny

nieaktywny

(drzemiący, uśpiony)5

 

11.08. 2007

3

Etna (wszystkie kratery szczytowe)6

3331m

Włochy,

Europa

Sycylia

aktywny7

1

18.11. 2009, 15-17.06. i 7-10.10 2017

4

Copahue

2962m

Argentyna

/Chile,

AmPD8

Andy,

Patagonia

aktywny

2

18.03.

2010

5

Lascar

5633m

Chile, AmPD

Andy,

Altiplano

aktywny

3

24.04.

2010

6

Sairecabur

6003m

Chile/ Boliwia, AmPD

Andy,

Altiplano

wygasły

 

26.04. 2010

7

Licancabur

5938m

Boliwia/ Chile, AmPD

Andy,

Altiplano

wygasły

 

28.04.

2010

8

Ararat

5135m

Turcja, Azja

Wyżyna Armeńska

nieaktywny

 

 

15.09.

2012

9

Demawend

5634m

Iran, Azja

Góry Elburs

nieaktywny

 

 

21.09.

2012

10

Kazbek

5033m

Gruzja/ Rosja, Azja4

Kaukaz Centralny/ Wschodni

nieaktywny

 

 

06.10.

2012

11

Pinatubo

950m9

Filipiny, Azja

Luzon, część Północna

aktywny

4

24.07.

2013

12

Bulusan

1565m

Filipiny, Azja

Luzon, część Południowa

aktywny

5

31.07. 2013

13

Taal

311m

Filipiny, Azja

Luzon, część Środkowa

aktywny

6

02.08. 2013

14

Tambora

2850m

Indonezja, Azja

Sumbawa

aktywny

7

22.08.

2013

15

Rinjani

3726m

Indonezja, Azja

Lombok

aktywny

8

24.08.

2013

16

Ijen

2400m10

Indonezja, Azja

Wschodnia Jawa

aktywny

9

31.08.

2013

17

Bromo

2329m

Indonezja,

Azja

Wsch.Jawa, kaldera Tengger

aktywny

10

01.09

2013

18

Semeru (Mahameru)

3676m

Indonezja, Azja

Wschodnia Jawa

aktywny

11

03.09. 2013

19

Merapi

2930m

Indonezja, Azja

Jawa Środkowa

aktywny

12

07.09.

2013

20

Papandayan

2665m

Indonezja, Azja

Jawa Zachodnia

aktywny

13

25.09.

2013

21

Anak Krakatau

ok. 320m

Indonezja, Azja

wyspa na cieśninie

Sundajskiej

aktywny

14

28.09.

2013

22

Lokon Tompaluan

ok. 1300m

Indonezja, Azja

Północne Sulawesi

aktywny

15

29.09

2013

23

Soputan

1804m

Indonezja,

Azja

Północne Sulawesi

aktywny

16

01.10.

2013

24

Kerinci

3805m

Indonezja,

Azja

Środkowa

Sumatra

aktywny

17

09.10

2013

25

Toba (superwulkanz jeziorem w kalderze)11

ok. 950m

Indonezja,

Azja

Północna

Sumatra

nieaktywny

 

 

13-14.10

2013

26

Reykjanes12

 

do 230m

Islandia, Europa

Południowo-Zachodnia Islandia

aktywny

18

30.07

2014, 24.05

2015

27

Hekla

1501m

Islandia, Europa

Południowa Islandia

aktywny

19

31.07 2014

28

Eldfell

200m

Islandia, Europa

Heimaey (wyspa)

aktywny

20

01.08

2014

29

Eyjafjallajokull (wierzchołek) oraz Magni i Módi -

Fimmvordduhals13

 

ok.1040m (Módi),  1075m (Magni) (1), wierzchołek Eyjafjalla-jokull, ok. 1640m (2)

Islandia, Europa

Południowa Islandia

aktywny

21

02.08 2014 (1), 03.06 2015 (2)

30

Laki (1) i Lakagigar (Tjarnargigur i dwa szczelinowe) (2)14

818m (1),

500-600m (2)

Islandia, Europa

Południowy Interior

aktywny

22

04.08

2014

31

Dwa kratery szczelinowe: Hljódaklettar (Echo Rocks) i Raudhólar (Red Hills)15

ok. 100-220m

Islandia, Europa

Islandia Północna

wygasłe

 

07.08

2014

32

Hrossaborg

377m

Islandia, Europa

Północna Islandia

wygasły

 

07.08

2014

33

Wulkan (kaldera z jeziorem) Askja16 i krater Viti

ok. 1050-1150m

Islandia, Europa

Środkowy Interior

aktywny

23

08.08 2014

34

Wulkan-kaldera Krafla (system wulkaniczny) z kraterem szczelinowym Leirhnjukur

ok.500-650m

Islandia, Europa

Północna Islandia

aktywny

24

10.08 2014

35

Hverfjall (Hverfell) 17

453m

Islandia, Europa

Północna Islandia

wygasły

 

11.08 2014

36

Ok (tarczowy)

1192m

Islandia, Europa

Zachodni Interior

wygasły

 

15.08 2014

37

Nea Kameni

130m

Grecja, Europa

Wyspa-wulkan koło Santorini, Cyklady

aktywny

25

28-29.04 2015

38

Hvannadalsh-nukur  – najwyższy punkt krateru wulkanu  Oraefjokull

2119m

Islandia, Europa

Południowa część Vatnajokull

aktywny

26

27.05 2015

39

Thrihnukagigur (Three Peaks Crater)

 

450-600m

Islandia Europa

Południowo-zachodnia Islandia

wygasły18

 

04.06 2015

40

Villarrica

2847m

Chile, AmPD8

Patagonia, Andy

aktywny

27

24.11

2015

41

Terevaka

510m

Chile, Oceania

Wyspa Wielkanocna, Polinezja

wygasły

 

29.11

2015

42

Ojos del Salado19

(najwyższy wulkan na Ziemi)

6896m

 

Chile i Argentyna, AmPD8

Puna de Atacama, Andy

nieaktywny

 

29.12

2015 - wierzchołek chilijski

01.01. i 03.01 2016 - wierzchołek argentyński

43

Llullaillaco (najwyższy aktywny wulkan na Ziemi)

6755m i poboczny wierzchołek 6580m

Chile/

Argentyna,

AmPD

Puna de Atacama, Andy

aktywny

28

09.01

2016

44

Pissis

6800m - Pissis 1

6799m - Pissis 2 (Upame)

6795m i 6792 m Pissis 3 (Ejercito Argentino)

Argentyna,

AmPD

Puna de Atacama, Andy

wygasły

 

18.01

2016 Pissis 1

19.01

2016

Pissis 2 i Pissis 3

45

Popocatepetl

5424m

Meksyk,

AmPN20

Kordyliera Wulkaniczna

aktywny

29

09.02

2016

46

Pico de Orizaba

5629m

Meksyk,

AmPN

Kordyliera Wulkaniczna

nieaktywny

 

11.02

2016

47

Paricutin

2800m

Meksyk,

AmPN

Kordyliera Wulkaniczna

aktywny

30

17.02

2016

48

Craters of the Moon

ok. 1910-1780m

USA,

AmPN

płaskowyż Snake River

nieaktywny

 

27.02

2016

49

Yellowstone21

(superwulkan z licznymi polami geotermalnymi i gejzerami)

2530m-1700m

USA,

AmPN

Płaskowyż Yellowstone

aktywny

31

28.02-02.03

2016

50

Meru

4566m

Tanzania, Afryka

Region Arusha

aktywny

32

25.08 2016 i 26.01 2017

51

Kilimanjaro

(Kilimandżaro), Kibo, Uhuru Peak (1), Kibo Crater (2) i Reusch Crater (3)

 

5895m (1)

5720-5800m (2)

5750-5855m (3)

 

Tanzania, Afryka

Region Kilimanjaro, pomiędzy Moshi i Kenią

wygasły22

 

30.08

2016 (1) ; 01.02 2017, 28.08 2017 (1,2,3)

52

Ol Doinyo Lengai

2954m (aktywny krater 2860m)

Tanzania, Afryka

Gregory Rift (Rów Afryki Wschodniej) koło jeziora Natron

aktywny

33

05.02 2017

53

Stromboli23

920m

Włochy,

Europa

Wyspy Liparyjskie, Wyspa Stromboli

aktywny

34

05-06.10 2017

 

 Tabela na 31.12.2017

 

 

 

 

 

 

1 – wysokości podane są często wg wskazań GPS-u (z dokładnością do ok. 5m) a nie wg wartości podanych w encyklopediach; wysokości wulkanów aktywnych ulegają często zmianom po kolejnych erupcjach;

2  – wulkany wygasłe  – niekoniecznie muszą być bardzo stare (z ostatnią erupcją wiele tysięcy lat temu), by zostać tak zaklasyfikowane. Przyjmuje się, że gdy pod wulkanem brak już komory magmowej, jego rejon nie wykazuje żadnej aktywności wulkanicznej, to jest to wulkan wygasły; często za wulkan wygasły przyjmuje się taki, który nie wybuchł w ostatnich 10 000lat;

3  – niższy wierzchołek, Wschodni, liczy 5621m. Niektóre wulkany jak Elbrus, zdobyłem także przed rozpoczęciem Projektu 100 wulkanów, traktując je stricte górsko, dlatego te dokonania nie mogły stać się częścią projektu;

4 – zgodnie z najpowszechniej uznawaną umowną granicą pomiędzy Azją i Europą, wg Międzynarodowej Unii Geograficznej, góry Kaukazu leżą w Azji;

5 – wulkany drzemiące (nieaktywne, uśpione) są bardzo trudne do sklasyfikowania, stąd traktowanie wulkanu jako drzemiącego (potencjalnie aktywnego) jest umowne. Jest wiele definicji, jedne bazują na dacie ostatniej erupcji, np. jeśli wulkan wybuchł ostatni raz w początkach naszej ery to jest drzemiący, inni twierdzą, że erupcja w ostatnich 10 000 lat uprawnia, by wulkan nazywać drzemiącym. Wg innych definicji, jeżeli wulkan wybuchł kilka tysięcy lat temu, a jest w rejonie aktywnym wulkanicznie, albo jest pod nim płynna komora magmowa, może zostać uznany za drzemiący. Niektóre wulkany aktywne mają bardzo długie, ale dosyć regularne przerwy pomiędzy kolejnymi erupcjami, wybuchają co kilka tysięcy lat, a nawet co kilkaset tysięcy lat (np. Yellowstone). Wulkan drzemiący, gdy przez wiele lat (często tysięcy) nie wykazuje żadnej aktywności trafia do kategorii wulkanów wygasłych, gdy dochodzi do ponownej erupcji, znowu staje się wulkanem aktywnym;

6  – eksploracja rejonu wszystkich kraterów szczytowych Etny (Southeast 3300m, Northeast 3331m, Central 3314m (Bocca Nuova i Voragine), New Southeast 3300m) oraz kilkadziesiąt innych kraterów i stożków 2935-1500m (np. Monte del Frumento Supino i Barbagallo, M. Silvestri Superiore, La Montagnola, Cisternazza, na linii Osservatorio Etneo - Grotta del Gelo, Monte Spagnolo);

7 – wulkany aktywne – jeżeli wybuchają regularnie w każdym stuleciu (nieraz wielokrotnie) albo wybuchły w przeciągu ostatnich kilkuset lat i pod nimi ciągle są komory magmowe, są w rejonie aktywnym wulkanologicznie, nie ma problemów z uznaniem ich za aktywne. Czym starsza erupcja i brak potwierdzenia nowszej, tym większy problem z uznaniem aktywności wulkanu; inna definicja mówi, że wulkan, których wybuchł w naszej erze można uznać za wulkan aktywny;

8 – AmPD – Ameryka Południowa;

9 – wulkan Pinatubo osiąga do 1486m wys., lustro jeziora kraterowego to ok. 908m;

10 – wulkan Ijen osiąga 2799m wys.;

11 – Wulkan Toba uważany jest za nieaktywny (uśpiony), ale ze względu na jego bardzo rzadką cykliczność erupcji, nie jest wykluczone, że za kilkadziesiąt albo kilkaset tysięcy lat dojdzie do kolejnej wielkiej erupcji; część naukowców uważa, że Toba jest największym odradzającym się wulkanem na Ziemi, pod nim znajduje się komora płynnej magmy a w pobliżu aktywne wulkany. Ze względu na znikome zjawiska wulkaniczne w ramach samej kaldery, zakwalifikowałem go jako nieaktywny;

12 Reykjanes to bardzo rozległy system wulkaniczny (kratery szczelinowe i tarczowe) na półwyspie o tej samej nazwie, eksploracja w kilku miejscach, m.in. w rejonie pola geotermalnego Gunnuhver (Kisilhóll Hill) i elektrowni geotermalnej Svartsengi. Jeden z najbardziej aktywnych sejsmicznie rejonów Islandii;

13 – w zasadzie stożki wulkaniczne Magni i Módi oraz wierzchołek Eyjafjallajokull można liczyć jako dwa odrębne wulkany systemu wulkanicznego Eyjafjallajokull. Stożki powstały na skutek erupcji w 2010 roku w rejonie przełęczy Fimmvorduhals, oddzielającej wulkan-lodowiec Eyjafjallajokull od lodowca Myrdalsjokull z wulkanem Katla. Po ustaniu erupcji z Magni i Módi, dużo większa i groźniejsza erupcja rozpoczęła się ze szczytu (krateru) Eyjafjallajokull (także 2010 rok);

14 Lakagigar to ok. 130-150 kraterów szczelinowych, część systemu wulkanicznego Grimsvotn, sam wulkan Laki nie jest typowym kraterem szczelinowym i rozdziela Lakagigar na dwie części, podczas słynnej i potężnej erupcji w latach 1783-84 erupcja objęła go w minimalnym stopniu;

15 – kratery Hljóðaklettar i Rauðhólar z przed 6000-8000 lat to część najdłuższego islandzkiego rowu kraterów szczelinowych – 70km – Sveinar-Randarhólar;

16 –  maksymalna wysokość wulkanu Askja wynosi 1516m;

17 – ostatnia erupcja 2500 lat przed naszą erą;

18 – przez część naukowców traktowany jako wulkan drzemiący (ostatnia erupcja ok. 2000 lat p.n.e.), niezwykle rzadki przykład krateru, do którego można dostać się na dno (windą - 120m i kolejne metry pieszo), gdyż lawa po erupcji opuściła krater zostawiając pustkę;

19 – dotarcie do pola geotermalnego z solfatarami (ok. 6460-6500m) i ustalenie, że Ojos nie jest wulkanem aktywnym, tylko co najwyżej drzemiącym (najwyższym aktywnym jest Llullaillaco), nocleg na 6820m i odnalezienie sześciu najwyżej położonych jeziora na świecie (6350-6510m);

20 – AmPN – Ameryka Północna;

21 – na terenie kaldery Yellowstone jest tyle intensywnych oznak aktywności wulkanicznej, że trudno nazwać go uśpionym (nieaktywnym). Supererupcje superwulkanu odbywają się w interwałach czasowych, w miarę przewidywalnych, chociaż sięgających setek tysięcy lat. Ogromna powierzchniowa aktywność Yellowstone różni się diametralnie od superwulkanu Toba, gdzie ta aktywność jest bardzo niewielka. Uzewnętrznia się ona na sąsiadujących z kalderą wulkanach jak Sinabung. Jezioro (kaldera) Toba jest dużo spokojniejszym miejscem, chociaż pod ziemią jest komora płynnej magmy, generuje trzęsienia ziemi, podnoszenie i opadanie dna kaldery a w obrębie kaldery są niewielkie ekshalacje wulkaniczne (solfatary wulkanu Pusubukit (Hill Center, 1971m) - południowy skraj kaldery). Z tych powodów przy superwulkanie Toba użyłem określenia uśpiony, a nie aktywny. Superwulkan Yellowstone zasługuje, by nazywać go aktywnym;

22 – ostatnia erupcja ok. 150-200 tys. lat temu, przez niektóre źródła traktowany jako uśpiony - wulkan Kibo (Shira i Mawenzi są wygasłe i nie budzi to wątpliwości);

23 – 12 godzin przebywania w partiach szczytowych Stromboli, w dzień i w nocy;

Na zdjęciach najważniejsze wulkaniczne momenty roku 2017 w pigułce. 

Opublikowano w Blog
poniedziałek, 20 listopad 2017 06:49

ETNA - wspaniały wulkan, wspaniały cel badawczy

Podczas drugiej wizyty na Etnie w 2017 roku postawiłem sobie jeszcze bardziej karkołomne zadania niż poprzednio:

-- Ustalenie wielkości komory magmowej w zboczu Krateru Centralnego (ona istnieje tam od przynajmniej dziesiątek lat, tak samo otwór lawowy, choć w różnej postaci, np. znalazłem w źródłach włoskich wulkanologów, że otwór lawy istniał w tym miejscu w 1998 roku),

-- Jeszcze bardziej wnikliwe zbadanie najmłodszego obszaru szczytowego w rejonie kraterów Południowo-Wschodnich, 

-- Odnalezienie największego powierzchniowego mikrolodowca w masywie Etny (największy lodowiec masywu w grocie Del Gelo przemierzałem kilka miesięcy wcześniej),

-- Próba obejścia wszystkich kraterów głównych i pobocznych w rejonie kraterów szczytowych,

-- Pogłębiona eksploracja doliny Del Leone,

-- Cała seria drobniejszych celów.

Jak wielka jest komora płynnej magmy w zboczu Krateru Centralnego? Chciałem to sprawdzić. Niebezpieczne zadanie, ale okazało się wykonalne. A wnioski intrygujące. Nad komorą zawalił się kawałek stropu i mamy odsłonięte jezioro płynnej lawy, o którym pisałem po czerwcowym pobycie. Tym razem udało mi się podejść na 3 metry od brzegu. Spękania, skrajnie trujące gazy i temperatura na granicy ludzkiej wytrzymałości - lądowanie na Marsie będzie łatwiejsze i bezpieczniejsze. Tam aktywnych wulkanów nie ma (chociaż niektórzy w NASA ciągle mają nadzieję). Dla mnie, mojego mózgu, ciała, takie chwile stanowią wspaniałe doświadczenie, naukę. Coś fenomenalnego. Odbiór takich momentów przez ludzki organizm jest niesamowity. Absolutne uczucie jakbym znalazł się na bardzo odległej planecie, odkrywał ją. Sam jeden.

Ale wrócę do wniosków. Ta powierzchniowa komora jest bardzo rozległa, kilkadziesiąt razy większa niż jezioro lawowe. Gdy byłem tak blisko, w każdej chwili mógł wystrzelić z niego rój bomb wulkanicznych, jak to ma miejsce na Stromboli. To byłby mój koniec. Ale obserwacje tego miejsca w czerwcu i teraz, oszacowanie jak wysoki jest brzeg, dawały realną nadzieję, że nic takiego sie nie stanie. Komora sięga aż samego szczytu Krateru Centralnego, dochodzi w pobliże Północno-Wschodniego Krateru. Jest ogromna. W nocy zlokalizowałem około dziesięć otworów w stropie, który bardziej popękał od mojego ostatniego pobytu. Niektóre tak niewielkie, że z trudem było je zauważyć. A musiałem bardzo uważać. Zwłaszcza w dzień. Zwykły otwór, z którego nawet się nie dymi. Ale włóżmy tam rękę i na dzień dobry mamy spotkanie z temperaturą 500 stopni Celsjusza. Szkoda ręki. Aluminiowy kijek pokryty lakierem w sekundę zaczynał się palić, mój termometr spożywczy w ułamku sekundy padł, bo temperatura za wysoka. Cały czas istniało ryzyko, że strop się pode mną zawali i wpadnę do lawy o temperaturze 1200 stopni Celsjusza. Szybka bezbolesna śmierć. Lecz nie to okazało się najbardziej niebezpieczne. Podczas pobytu Etna była wyjątkowo spokojna, emitowała jak na nią bardzo niewiele gazów. Dzięki temu mogłem zejść w niższe partie Krateru Centralnego, pod jezioro lawy. I w tym momencie doszło do dużej erupcji gazowej. Ledwo udało mi się z tego wydostać, a erupcja trwała ponad 30 godzin. Ale bez ryzyka nie ma sukcesów, a bez skrajnego ryzyka nie osiąga się pionierskich sukcesów. A te ostatnie z każdym rokiem kręcą mnie coraz bardziej. Fascynujące jest bowiem dokonywać pierwotnych odkryć, docierać w nieznane człowiekowi miejsca, ustalać nowe rzeczy, robić coś jako pierwszy człowiek w historii. Powielanie tego co zostało zrobione nigdy mnie nie interesowało.

Kratery Południowo-Wschodnie. Etna przyszła mi z pomocą. W czerwcu ilość gazów była tak potężna, że niewiele widziałem. Tym razem mogłem spokojnie przyjrzeć się wszystkiemu, wyłącznie z dnem Nowego Krateru Południowo-Wschodniego.

Mikrolodowce Etny. Szybko znikają. Te do których dotarłem w 2009 roku w rejonie Torre del Filosofo stopniały. Pod przełęczą, oddzielającą Kratery Południowo-Wschodnie od pozostałych, są dwa. Choć jeden w mocnej fazie zaniku. Zważywszy, że to południowa strona Etny i tak jest nieźle. A czym są mikrolodowce w mojej definicji? Niepełnoprawnymi lodowcami. Pojęcia: płat wiecznego śniegu, pole firnowe - są zbyt mało precyzyjne, a co najważniejsze nic nie mówią przeciętnemu człowiekowi. A sztuką jest mówić/pisać o nauce, tak, by być zrozumiałym. A nie zachowywać się jak kretyn, który nauczył się paru trudnych słówek. A że każdy zna słowo "lodowiec" i "mikro", bez wyjaśnień mniej więcej zorientuje się o czym mowa. A żeby więcej, to jest tak. Mikrolodowiec to twór lodowy, płat lub pole. Które nie jest w stanie stopnieć w ciągu roku. Więcej, jest to twór wieloletni. O przynajmniej kilku metrach grubości. Gęstość lodu nie ma większego znaczenia, choć zazwyczaj jest to jakiś stan pośredni pomiędzy zamarzniętym śniegiem a lodem lodowcowym, który jest bardzo mocno zbity (ma niewielką gęstość).

O największym lodowcu Etny w grocie del Gelo pisałem niedawno. Tym razem miałem nadzieję na znalezienie największego mikrolodowca na powierzchni. Chcąc solidnie spenetrować Valle del Leone, liczyłem, że właśnie tam, od północy są na to szanse. Czy sie udało? Za chwilę napiszę. Lecz wpierw ciekawostka. Mikrolodowiec, uformował się na dnie starego Krateru Południowo-Wschodniego. Ten teren to obecnie cztery kratery, a ten najstarszy, jeszcze dosyć aktywny w 2009, dzisiaj na tyle się ochłodził, że śnieg po zimie nie był w stanie stopnieć. Do tego erupcje z sąsiednich kraterów pokryły go rumoszem skalnym, a więc zatrzymały słońce i proces topnienia. I tak w jednym z kraterów bardzo aktywnego wulkanu, uformował się niewielki płat zlodowaciałego śniegu. Którego kiedyś nie było. Jak długo przetrwa w dużej mierze zależy od aktywności Etny.

Pod przełęczą od strony Valle del Leone znalazłem to czego szukałem. Pokryty popiołem wulkanicznym mikrolodowiec. Tylko od strony czoła widać było lód o kilkumetrowej grubości. On pewnie kiedyś był większy, ale w ostatnich kilkudziesięciu latach z pobliskiego otworu wydobywała się lawa. Dzisiaj tworzy zastygły jęzor, a obok jest właśnie mikrolodowiec. Największy w masywie Etny. Około 50 metrów długości i blisko 20 metrów szerokości. Przysypany popiołem wulkanicznym, co zapewniło mu przetrwanie.

Obejście wszystkich kraterów szczytowych Etny. Za sprawą młodego Nowego Krateru Południowo-Wschodniego, niezbyt trudne zadanie, okazało się prawie niewykonalnym. Obejście krateru Północno-Wschodniego, najwyższego, nie nastręcza większych trudności, jedynie w rejonie wierzchołka trzeba uważać na kilka szczelin, z których wydobywają się gazy. Podczas moich pobytów na Etnie uczyniłem to kilkukrotnie. Krater Centralny w połowie jest bardzo łatwy do obejścia, w drugiej połowie trudniejszy, za sprawą licznych wyziewów wulkanicznych z krateru, w tym z jego obramowania. Dosyć młodym utrudnieniem jest komora lawowa i pęknięcia oraz szczeliny, z których wydobywają się gazy i powietrze o temperaturze nawet ponad 500 stopni Celsjusza. Trzeba uważać. Plus ryzyko zawalenia sie stropu nad komorą. Nie mniej taki spacer robiłem ponad 20 razy.

Przejście wokół starego Krateru Południowo-Wschodniego też nie stanowi większego wyzwania. Ale już sąsiednie młode kratery, wąskie, sypkie, strome i dymiące - wymagają trochę uwagi. W tej chwili są częścią Krateru Południowo-Wschodniego. Kilkukrotnie pokonywałem tą część szczytową Etny.  

Największe wyzwanie stanowił Nowy Krater Południowo-Wschodni. Chociaż kilka razy pokonałem większość jego skrajnych partii, to pozostawał mi jeden fragment do przejścia. Już te przebyte części, miejscami strome, wąskie, sypkie, pełne gazów i siarki zmusiły mnie do pewnego wysiłku. Ale podczas czerwcowego pobytu musiałem zrezygnować z ostatniej części krateru - która jest urwiskiem. Jest to teren pomiędzy Kraterem Południowo-Wschodnim, a Nowym Kraterem Południowo-Wschodnim od strony Torre del Filosofo. By przejść ten fragment musiałem uciec do pewnego niestandardowego zabiegu. W czerwcu nie pozwoliły mi na to ogromne ilości gazów, które uniemożliwiły prześwietlenie wzrokiem terenu. Tym razem okazało się to możliwe.

Patent polegał na tym, że musiałem zeskoczyć z urwiska 2-3 metry, na bardzo stromy i ruchomy piarg. Po zeskoku miałem w małej lawinie złożonej z kruchego materiału piroklastycznego zjechać około 10 metrów, wydostać się z lawiny kilkoma skokami, by dostać się pod skalny komin. Ze względu na skrajną kruchość terenu nie miało znaczenia, że jestem sam, nie mam sprzętu wspinaczkowego ani partnera, partnerów do pomocy. W tych warunkach na nic by to się zdało. Sprzętu nie dało się użyć. Wszystko czego się dotknęło, zostawało w rękach. Musiałem pokonać kominem pięć metrów. Co to jest te kilka metrów wspinaczki? Na tak sypkim i kruchym wulkanie - bardzo dużo. Odpadnięcie skończyłoby się źle, bo zleciałbym do żlebu i nawet jeśli bym sobie większej krzywdy nie zrobił, to zjazd dwieście metrów z lawiną skalną, nieuchronną, mógł być nawet śmiertelnym zagrożeniem.

Pokonanie komina to nie był koniec, bo pozostawało jeszcze przejście 20 metrów bardzo stromego i sypkiego terenu. Jeden zły krok i lecę w dół, nawet kilkaset metrów. W skrajnym wypadku z wysokości 3300m, można się znaleźć na 3000m.

Czemu podjąłem takie ryzyko? Niezupełnie było to bezmyślne. Robiłem już takie rzeczy i zawsze się udawało, choć nie zawsze za pierwszą próbą. Uznałem wyzwanie za wykonalne. A nagroda była cenna. Nie mam żadnych wątpliwości, że jestem pierwszym człowiekiem na Ziemi, który obszedł wszystkie kratery szczytowe Etny w aktualnym stanie. Fajne uczucie. Lubię takie wyzwania. Lubię rywalizować z przyrodą. Lubię być pierwszy. Co prawda udało mi się to również w roku 2009, tylko że wtedy Nowy Krater Południowo-Wschodni, był niewielką dziurą, umiejscowioną 300 metrów niżej niż teraz i jej obejście było znacznie łatwiejsze.

Opisywany fragment, to miejsce niewielkiej acz widowiskowej erupcji z wiosny 2017. Lawa tryskała wysoko i długim jęzorem schodziła w dół, w rejon Torre del Filosofo i dalej do Valle del Bove. To właśnie podczas tej erupcji zostało rannych kilku dziennikarzy BBC. Dlaczego? Brak doświadczenia, wyobraźni, logicznego myślenia. Oczywistym jest, że jak lawa o temperaturze setek stopni Celsjusza, zetknie się ze śniegiem albo lodem - dojdzie do nagłej reakcji. Swoistego wybuchu, na skutek którego kawałki lawy wystrzelą w powietrze, pojawi sie gorący popiół wulkaniczny i bardzo toksyczne gazy. Z tego co słyszałem, mieli oni lokalnego przewodnika. Ale skutki jego pracy absolutnie mnie nie dziwią. Doświadczenie i umiejętności tzw. przewodników wulkanicznych, są tylko odrobinę większe niż ekipy BBC. Gdybym popełniał podczas realizacji Projektu 100 Wulkanów tak proste błędy jak oni, zabiłbym się ze sto razy.

By pokazać jak rozległy jest teren szczytowy, obejście wszystkich kraterów wraz z pokonaniem przełęczy oddzielającej Krater Centralny i Północno-Wschodni od Południowo-Wschodnich Kraterów - to prawie sześć kilometrów

Opublikowano w Blog
wtorek, 07 listopad 2017 06:43

VULCANO - włoska wyspa-wulkan

Vulcano - jedna z wysp Liparyjskich, oddalona o godzinę drogi promem od sycylijskiego miasta Milazzo. Słynie z aktywnego wulkanu, dobroczynnego termalnego błotka i ciepłego morza z wulkanicznymi plażami.

Znajduje się tutaj aktywny wulkan, którego ostatnia erupcja miała miejsce w latach 1888-1890. Jego wysokość wg moich pomiarów to 375m, a dno krateru jest na 213m (błąd pomiaru do 5m). Najpowszechniejszą nazwą jest: Gran Cratere, ale mówi się też wulkan Vulcano albo Cratere di Vulcano. Stanowi bardzo dużą atrakcję turystyczną, ponieważ nie znajdziemy w Europie drugiego takiego wulkanu, gdzie w tak łatwy sposób każdy może dotknąć i poczuć wyziewy wulkaniczne - fumarole. Przy okazji przyjrzeć się efektownemu kraterowi, a nawet zejść na jego dno. Wziąć do ręki siarkę, którą wulkan nieustannie produkuje.

Pamiętać należy, że takie wyziewy są gorące, moje pomiary wskazywały temperaturę 100-150 stopni Celsjusza. Dzięki bardzo dużej ilości pary wodnej, gazy nie są zbyt "śmierdzące". Co prawda ludzie przechodzący przez fumarole czasami kaszlą, ale mój wprawiony nos, umożliwiał mi zupełnie swobodne oddychanie tymi wyziewami. To dowód, że gazów w nich jest niewiele.

Na szczyt prowadzi przyzwoita ścieżka, wokół krateru również. Położony jest on blisko portu, gdzie nieraz czuć zapach siarkowodoru. Spoglądając z wierzchołka w kierunku Sycylii, dostrzeżemy starą płaską kalderę wulkaniczną, zagospodarowaną uprawami przez człowieka. Patrząc w drugą stronę, po sąsiedzku jest wyspa Lipari, a kawałek dalej Salina ze starym stratowulkanem. Fajnie też się prezentują różne przymorskie skały i stare wyspy-stratowulkany - Alicudi i Filicudi. Przy dobrej widoczności, Stromboli też zobaczymy.

Cratere di Vulcano nie jest najwyższym wzniesieniem, te są w pobliżu i dochodzą do 501m n.p.m (Monte Aria). Są to pozostałości po starych wulkanach.

Inną wulkaniczną atrakcją przy samym porcie, jest pole geotermalne, z gorącymi źródłami - I Fanghi di Vulcano. Wulkaniczne błotko, pełne związków chemicznych, posiada liczne właściwości prozdrowotne. Nie sposób wszystkich wymienić, ale są one dobre na skórę czy stawy. W płytkim bajorku można się wylegiwać i smarować błotkiem. Bilet wstępu z opcją prysznica to 3 euro (październik 2017). Można też się wykąpać obok w morzu, choć oficjalnie nie wolno, bo pracownicy gonią i krzyczą.

Dlaczego? Nie wiem, czy to nie przez nas Polaków? Jesteśmy sprytnym narodem, ale czasami ten spryt nam chwały nie przynosi. Sam byłem świadkiem jak polska grupka, by nie płacić biletów wstępu, prześliznęła się wybrzeżem na teren termalnego kąpieliska. Wszystkie inne nacje grzecznie płaciły za bilet, część Polaków oczywiście też.

Termalne źródła również wybijają przy brzegu w zatoce, obok kąpieliska. Na którego terenie są ponadto otwory, jamy, wydobywa się z nich ciepła para wodna i można sobie w ich sąsiedztwie posiedzieć. Ogrzać się. Trochę jak w saunie.

Okolice są bardzo geotermalne, by zrobić drogę z portu na drugą część wyspy (mniejszą), trzeba było ją wykonać poprzez rejon wyziewów wulkanicznych. Dlatego murki przy drodze dymią, a po bokach są kruche żółtawo-pomarańczowe pagórki geotermalne.

Po sąsiedzku jest przesmyk, najwęższe miejsce na wyspie, płaskie, a na wybrzeżu największe wulkaniczne plaże. Nie ma ich wiele na Vulcano, bo zbocza są głównie skaliste.

W tej mniejszej części wyspy jest kolejny wulkan - Vulcanello 123m n.p.m., z wyraźnym kraterem, porośniętym roślinnością. Jego ostatnia erupcja w 1550 roku, doprowadziła do połączenia z wyspą Vulcano. Wcześniej stanowiła odrębny byt. Ze względu na całkiem niedawną erupcję, bo co to jest w geologii 500 lat, uchodzi za wulkan uśpiony, ale można go traktować jakby był wygasły.

Na wyspie nie brakuje niedużych hotelików i pensjonatów, jest port, gdzie można przybić własnym jachtem, promy z Milazzo pływają tutaj często. Jest to trzecia co do wielkości z wysp Liparyjskich, obok jest największa - Lipari. Cały archipelag znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO ze względu na atrakcyjność przyrodniczą.

Na zdjęciach atrakcje wulkaniczne wyspy Vulcano. 

Opublikowano w Blog
poniedziałek, 23 październik 2017 06:21

Włoski Wulkan Stromboli - każdy może zobaczyć lawę

Jest około dziesięć wulkanów na świecie, które w stały i łatwy sposób oferują możliwość zobaczenia lawy - niemal każdemu turyście. Można spotkać na nich tłumy. Druga dziesiątka oferuje też niemal zawsze możliwość zobaczenia lawy, ale wymaga znacznie większego wysiłku, co zwykle turystów zniechęca. W Europie mamy dwa wulkany w stałej fazie erupcji, które umożliwiają zobaczenie lawy. Z pierwszej grupy wulkanów, łatwych i niewymagających większego wysiłku -Stromboli 920m n.p.m. Do drugiej grupy zalicza się - Etna 3331m n.p.m. Wulkan dużo wyższy, większy, o bardzo rozbudowanych partiach szczytowych. Łatwą obserwację lawy oferuje tylko podczas niektórych erupcji. Tym razem skupię się jednak na Stromboli, który znajduje się około 100 kilometrów od Etny. Ważne, kolejne aktywne wulkany, oferujące łatwe oglądanie lawy, znajdują się tysiące kilometrów od Europy, na innych kontynentach. Chociaż dostanie się na nie, nie jest trudne, to kosztowne.

Ile kosztuje wycieczka z przewodnikiem na Stromboli? Sam się nie dowiadywałem, bo i tak bym nie skorzystał. Ale rozmawiając z ludźmi na promie, padały kwoty: 25, 28, 30, 35 euro. Dużo firm na wyspie Stromboli, a także firmy z sąsiednich wysp oraz z Sycylii, oferują takie wycieczki.

Będąc już pod wulkanem, starty są popołudniu, by jeszcze chwilę czasu na szczycie spędzić za dnia, więcej po zmroku, kiedy najlepiej widać lawę. Następnie zejście w dół. Niektóre firmy startują jeszcze za dnia, tak, aby po zmroku dojść do celu. Druga pora startów następuje pomiędzy 3-4 w nocy, by po ciemku dotrzeć na szczyt, a za dnia wrócić do wiosek od strony Przystani Promowej Stromboli. Od strony niewielkiej wioski Ginostra, po drugiej stronie wulkanu, też jest ścieżka, ale nie wiem czy funkcjonuje tam jakaś firma organizująca wejścia.

Wejście na szczyt to około 3 godziny, zejście około 2 godziny, pobyt na szczycie 30-90 minut. I właśnie, nie wszystkie firmy wprowadzają na sam szczyt, niektóre kończą wędrówkę tuż pod. Jedne pozwalają klientom być 30 minut na szczycie, inne nawet trzy razy tyle, to ma znaczenie.

Grupy bywają duże, w największej naliczyłem 41 osób i dwóch przewodników, 20-30 osób to często standard. Efekt, jak wejdzie 5-10 takich grup w tym samym czasie, nie tylko nie ma miejsca na szczycie i w okolicach, ale nawet ciężko dopchać się do robienia zdjęć. Koszmar.

A przewodnicy... nie liczmy na to, że w razie większej erupcji nam w czymkolwiek pomogą. Jeden czy dwóch ludzi, z nikłym doświadczeniem wulkanologicznym, polegającym na chodzeniu ścieżką w górę i w dół, nie jest żadną gwarancją bezpieczeństwa. To że przejdą jakieś szkolenie, mają krótkofalówkę i przypną sobie znaczek do piersi, nic nie oznacza. Tak w ogóle nie są w stanie zapanować nad grupą kilkudziesięciu osób, nie mają pojęcia kto jest w ich grupie (czytaj wcześniejszy artykuł na blogu). Bo ludzi widzą tylko przez chwilę, a część wejść w ogóle rozpoczyna się w nocy. W razie poważnej erupcji należy liczyć tylko na siebie. Stromboli i wulkaniczne usługi turystyczne to jedynie maszynka do zarabiania pieniędzy (tak samo jak i na Etnie). Dlatego są tablice straszące karą 500 euro, za samowolne wejście bez przewodnika.

Zresztą jakość ich pracy jest taka a nie inna. Nie słyszałem, by ktokolwiek z przewodników udzielił informacji o wulkanie, o jego historii, aktywności. Niektórzy "błyskotliwi" mówią, by nie podchodzić za blisko krateru - i wyznaczają nogą linię - bo to oznacza śmierć - głośną się śmiejąc jak to fajnie zagadali. Ich angielski też bywa słaby. Turyści robią zdjęcia, oni rozmawiają ze sobą, tak to mniej więcej wygląda.

Na szczyt są 3 trasy, ale przewodnicy używają ich na zasadzie jednokierunkowości. Dwie prowadzą od strony połączonych wiosek San Vicenzo i San Bartolo, jedna od strony Osservatorio (restauracja). Czwarta ścieżka jak już wspomniałem biegnie od strony Ginostry

Dobrze, że są takie usługi turystyczne, bo przecież większość ludzi nie ma pojęcia o wulkanach, nie jest przygotowana, by wejść nawet na taki jak Stromboli 917-920m (inne źródła podają 923-924m). Nie mają obuwia, odzieży, kasku, latarki, nie mają doświadczenia w samodzielnym chodzeniu po wulkanie. Oczywiście firmy wszystko wypożyczą albo sprzedadzą - kurtki, spodnie, buty, kijki, ochraniacze (stuptuty), nawet znajdą się - czapka i rękawiczki. Wypożyczą też obowiązkowy kask i latarkę czołową. Co ciekawe, nie dadzą żadnych masek, bo to koszt (przynajmniej ludzie, którzy z takich usług skorzystali, a z którymi rozmawiałem, nie dostali). Użyteczna maska jednorazowa, czy wielorazowa z wymiennymi filtropochłaniaczami razy tak ogromna liczba turystów, to koszty, które mogłyby zniechęcić do wykupienia wycieczki. I chociaż wiatr często omija wierzchołek, podczas mojego długiego pobytu, kilka razy szczyt pokrył się bardzo toksycznym gazem i maska była niezbędna. Bez maski trzeba byłoby natychmiast zbiegać  w dół. Blisko szczytu są ze cztery niewielkie mini schrony, takie betonowe przystanki autobusowe. Skryje się za nimi niewiele osób, z kilkuset, które często tam są. Gdyby w tym czasie doszło do prawdziwej dużej erupcji, która objęłaby szczyt, trupów i rannych byłoby wielu (zwłaszcza przez panikę i chaos). Na szczęście, otwory lawowe są znacznie poniżej zachowanego fragmentu krateru, a erupcyjki zwykle niewielkie i miłe dla oka. Chociaż Stromboli od dwóch-trzech tysięcy lat utrzymuje obecną aktywność, większe erupcje są stosunkowo rzadkie.

Na samym szczycie nawet w lecie potrafi być chłodno, już kawałek poniżej jest przyjemnie, ale tam na górze niekoniecznie. Widziałem osoby, w krótkich spodenkach, rękawach, błagające przewodników, by już schodzić. 10-15 stopni Celsjusza, noc, wiatr - może być zimno, zwłaszcza kobietom. Jakie buty? -przynajmniej adidasy. Chociaż oczywiście najlepsze są buty trekkingowe.

Erupcje można też oglądać od strony morza, od urwiska Sciara del Fuoco, organizowane są wycieczki łodziami. Czasami spadają nim kawałki lawy lub wręcz spływa ona do morza (Tyrreńskiego).

Na Wyspę Stromboli nie pływa dużo promów i bywają w sezonie od wiosny do jesieni problemy z biletami (brak miejsc), dlatego warto wykupić bilet powrotny od razu po przyjeździe albo nawet wcześniej. Na wyspy Liparyjskie startuje się z Milazzo na Sycylii (niedaleko Mesyny), rzadko, ale z Neapolu też coś pływa. Nie ma problemów, by przemieszczać się promami pomiędzy wyspami. Nie są tanie, od około 20 do 30 euro za odcinek, ale są. Z Milazzo na Stromboli to ok. 65km w linii prostej.

Na wyspie są też hotele, pensjonaty - nieduże, sklepy. Także wulkaniczne plaże i przez niemal pół roku ciepłe morze. Ceny oczywiście wyższe, od tych na stałym lądzie. Nie ma tutaj samochodów, ale są skutery i swoiste meleksy do przewozu zaopatrzenia oraz turystów z bagażami.

Wyspa Stromboli, zwana też Ginostrą, jest najbardziej północną z siedemnastu Wysp Liparyjskich. Czwartą co do wielkości. Z Milazzo szybkim promem, płynie się 3 godziny.

Na zdjęciach: wulkan-wyspa Stromboli, Wyspy Liparyjskie, Morze Tyrreńskie, Włochy.

Opublikowano w Blog
Cztery kilo na wadze mniej, dwa zniszczone aparaty fotograficzne (z czterech zabranych), zniszczona kamera, buty, większość odzieży, spalone przez lawę kijki. Pięćdziesiąt siniaków i drugie tyle drobnych rozcięć skóry, kilka drobnych poparzeń, lekkie zatrucie gazami. Oznacza to wykonaną w krótkim czasie dobrą wulkaniczną pracę na Sycylii i Wyspach Liparyjskich.

Na początek o wulkanie-wyspie Stromboli. Jedynym europejskim wulkanie, na którym niemal każdy w łatwy sposób może sobie pooglądać lawę. Obok Etny, najaktywniejszym na kontynencie.

W tym artykule opiszę swoje poczynania na Stromboli, a w kolejnym jak to zrobić od strony turystycznej. Dla mojego PROJEKTU 100 WULKANÓW, wycieczka z przewodnikiem nie ma żadnego sensu, ale dla 99,9% osób, jest jak najbardziej wystarczająca. Do tego niedroga.

Dla mnie pół godziny czy godzina na szczycie Stromboli to strata czasu. Na wulkanach potrzebuję go znacznie więcej. Nawet na tak małych jak Stromboli. Dlatego w partiach szczytowych spędziłem 8 godzin (w dzień i w nocy), a cała eksploracja trwała 24 godziny, non stop.

Przy czym samemu nie wolno wchodzić na Stromboli, jedynie do około 400m, dalsza wędrówka to ryzyko 500 euro kary. Informują o tym tablice. Więc co robi Gawlik? Jak zwykle je ignoruje. Nie dlatego, że lubię. Nie mam innego wyjścia.

Po tylu latach tułaczki po wulkanach, to ja mogę robić włoskim przewodnikom i wulkanologom szkolenia z poruszania się po wulkanach, a nie oni mnie. Ich obecność byłaby balastem, bo w razie niebezpieczeństwa, nie tylko siebie będę musiał ratować, ale też takiego przewodnika. No i żaden przewodnik, za żadne pieniądze, nie pójdzie tam, gdzie ja chcę i nie będzie non stop wędrował przez 24 godziny. Innymi słowy, muszę działać samodzielnie. Lecz rzeczywiście, osoby bez doświadczenia, nie powinny chodzić po tak aktywnych wulkanach samotnie. 

Po przypłynięciu na Stromboli (terminal promowy Stromboli), oddaliłem się od terenów zamieszkanych, podszedłem kawałek do góry, gdzie w chaszczach postawiłem namiot i zostawiłem zbędne rzeczy. Z podręcznym plecakiem maszerowałem wzdłuż osuwiska Sciara del Fuoco. Obrywające się zbocza wulkanu, powodują raz na jakiś czas niewielkie lokalne tsunami.

W partiach szczytowych spędziłem osiem godzin, za dnia i w nocy, często zbaczając ze ścieżki. Starałem się unikać ludzi i przewodników, by nie wykłócać się z nimi. Ale za jedną ze skał natknąłem się na ekipę jakiejś francuskiej telewizji i ich przewodnika. Który zaczął od straszenia i machania znaczkiem, ale gdy dowiedział się co robię i od ilu lat, zupełnie odpuścił.

Może to nieskromne, choć zgodne z rzeczywistością, ale nie wiem czy na całym świecie znajdziemy pięćdziesiąt osób z tak dużym doświadczeniem wulkanicznym jak moje? Obejmującym głównie aktywne wulkany. Bardzo wątpię. A już nie mam wątpliwości, że nie ma drugiego człowieka na świecie, który tyle już nie miesięcy, ale lat, spędził samotnie włócząc się po wulkanach i je eksplorując. Do tego w taki hardcorowy sposób. Podejmując wielokrotnie decyzję, albo się uda albo zginę. Półśrodki i że się nie da - to nie mój świat. We wszystkich ważnych dla mnie sprawach jestem maksymalistą.

Na szczęście przez większość czasu spędzonego na Stromboli, czyniłem swoje działania w samotności. Śmieję się, że mam unikalne zdjęcia z wierzchołka, gdy jestem na nim tylko ja. Bo gdy nagle w ciągu dwóch godzin przez wierzchołek przewinęło się pół tysiąca ludzi, ciężko było znaleźć tam wolne miejsce.

Naliczyłem sześć istotniejszych otworów z lawą, w tym dwa większe. Jedno wyraźnie od strony Sciara del Fuoco. Erupcje były bardzo gwałtowne, krótkie, nieraz z hukiem, nieraz bez. Bywało, że miała miejsce jedna erupcja na godzinę, ale bywało, że i trzy. Cały czas wydobywały się ogromne ilości gazów, czasami zmieszanych z popiołem. Erupcjom towarzyszyło wyrzucanie bomb wulkanicznych. Opisałem właśnie charakterystykę tzw. erupcji strombolijskiej - ten wulkan i jego wybuchy posłużyły za uformowanie tego pojęcia. Można też powiedzieć, że to erupcje eksplozywne - gwałtowne, ale zdarzają się też efuzywne - wylewne, lawa spływa w dół zbocza. Na Stromboli samoistnie te ostatnie raczej nie występują, tylko mają charakter mieszany. Udało mi się dwa razy zaobserwować lawę schodzącą przez krótki czas do morza, szkoda że tylko za dnia. Raz z promu, a raz już podczas wulkanicznej wędrówki. Zjawisko było następstwem wybuchu z otworu od strony morza. Stromboli liczy według moich pomiarów 917-920m wysokości, inne źródła podają 924m (od dna morza 2700m). Nawet na szczycie temperatura ziemi miejscami jest znacznie podwyższona. Nie ma się co dziwić, bo według szacunków obecna faza erupcji trwa nieprzerwanie od około 2-3 tysięcy lat. Co kilka lat następują większe erupcje, ale nie bardzo duże. Co roku można mieć szczęście i trafić na pojedyncze wybuchy, większe, wyższe, dłuższe i co najważniejsze z mniejszą ilością wydobywających się gazów, które praktycznie eliminują szanse na zrobienie dobrych zdjęć. 

Choć wydaje się, że Stromboli to jeden większy krater, to tak naprawdę można wyróżnić trzy, mocno zdeformowane przez erupcje. Jeden jest dominujący, w nim były cztery otwory z lawą. Wierzchołek to fragment krateru, który przetrwał, reszta wpadła do morza. Kawałek od strefy aktywności, są równie wysokie fragmenty starego krateru.

Świetnie spędzony czas. Po powrocie do namiotu następnego dnia, przespałem się kilka godzin, by wyruszyć w dalszą drogę. Stromboli jest fajnym wulkanem, ale wolę znacznie większą Etnę, tam w rejonie kraterów szczytowych nie przewijają się setki ludzi na dobę.

Co ciekawe, gdy przyszła pierwsza grupa na szczyt, nikt się nie dziwił, że ja tam jestem. Później, różni przewodnicy myśleli, że jestem z ich grupy i mówili do mnie - idziemy na dół. Gdy schodziła ostatnia grupa, dwóch przewodników nie zauważyło, że zostałem na szczycie, mimo że minutę wcześniej mówili bym się szykował do zejścia. Zostałem znowu sam. Na tym przykładzie świetnie widać jak wyglądają takie masowe wycieczki na Stromboli i praca przewodników. Zaginął im członek z grupy, został na szczycie, dlaczego to ich nie zmartwiło? Ano dlatego, że grupy mają nawet po kilkadziesiąt osób i opiekunowie nie liczą ile mają osób. Jakaś choćby namiastka solidnej pracy wymagałaby sprawdzić liczebność w chwili startu wycieczki i przed zejściem w dół. Ale po co? Dla mnie super. Oby włoscy przewodnicy zawsze tak pracowali.

W drugiej części poświęconej wulkanowi Stromboli, napiszę o tym, jak niemal każdy może wejść na szczyt.

Na zdjęciach: wyspa i wulkan Stromboli. Mimo ogromnych ilości gazów parę zdjęć wyszło jako tako, choć nieźle się nakombinowałem (nie zawsze w bezpieczny sposób). 

Opublikowano w Blog
Na Uhuru Peak 5895m potrafi stanąć rocznie nawet ponad pięćdziesiąt tysięcy osób. Ale już u podnóża sąsiedniego krateru Reusch, który tak samo jak Uhuru, stanowi część wulkanu Kibo, są to setki ludzi w skali roku. Na skraj krateru wdrapie się może połowa z nich. Ale na dół do krateru, na jego drugą stronę, do występujących wyziewów siarkowodoru nie dotrze nikt. Jedynie taki Gawlik i wcześniej może paru badaczy. W niektórych miejscach był tylko Gawlik. Bo kocha wulkany, a wysokość 5700-5800m nie należy do dużych. Na tej wysokości można śmiało biegać. Tylko zadyszka jest trochę większa.

A w tym wszystkim najbardziej fascynujące jest to, że można być pierwszym człowiekiem w historii stojącym w danym miejscu, kiedy kilometr dalej, co roku można spotkać pięćdziesiąt tysięcy "człowieków". Ten kilometr bowiem czyni wielką różnicę. Powoduje, że można coś wartościowego zbadać, odkryć, zrobić unikalne zdjęcia i takie też poczynić obserwacje. Dlatego, choć unikam, to nie skreślam turystycznych wulkanów. Nawet tam, styl, jakość, pomysł, mogą dać więcej niż tylko osobistą satysfakcję dotarcia do konkretnego miejsca. Inna rzecz, że innych zadowala wejście na Uhuru i nie mają potrzeby, ochoty, czy siły, by zrobić coś inaczej, niż te pięćdziesiąt tysięcy ludzi.

Stojąc na Uhuru Peak (5895m) widać jedynie zewnętrzny pierścień krateru Reusch (najmłodsza część Kibo). Widok ładny, ale mocno ograniczony. Zejście skalnym terenem do podnóża krateru (5730m, inner cone), wymaga następnie podejścia na obrzeże pierwszego pierścienia. Krater Reush ma 3 pierścienie, a całe Kibo 4 pierścienie (od strony Kenii de facto 2). Uhuru, to zachowany fragment czwartego pierścienia, reszta nie dotrwała do naszych czasów. Nie widać z niego krateru, ponieważ owy pierścień (drugi w kolejności) wypiętrzył się niewiele niżej niż Uhuru.

Po drodze do krateru można przywitać się z resztkami lodowca Furtwangler, albo podejść do największego lodowca zwanego Północnym Polem Lodowym (North Icefield). W 1880 roku, lodowce Kilimandżaro miały powierzchnię około 20 kilometrów kwadratowych, obecnie półtora kilometra. Znikną do końca stulecia, a w przytoczonym roku, najwyższy wulkan Afryki był pokryty czapą lodową.

Krater Reusch w najwyższym punkcie osiąga 5853m. Lecz z niego też nie zobaczymy dna krateru. Musimy pokonać jeszcze dwa pierścienie na zasadzie góra-dół, by stanąć na skraju ostatniego, nad urwiskiem (czyli od Uhuru jest to trzeci pierścień). To znowu wysokość w granicach 5730m. Natomiast najsilniejsze wyziewy wulkaniczne zlokalizowałem na wschodniej flance zewnętrznego pierścienia Reusch.

Na końcu ostatniego pierścienia, nad dnem krateru, staje jedna osoba na ileś lat. Chociaż ostatnio zawyżam te statystyki. Większość tanzańskich przewodników nigdy nie była ani na krawędzi krateru Reusch ani na ostatnim pierścieniu (chociaż na Uhuru byli od stu do kilkuset razy). A tylko podczas jednego z wejść zabrałem tam dwóch lokalnych przewodników, by dowiedzieli się więcej o swoim wulkanie. Byli bardzo podekscytowani. Zawyżam też liczbę osób, które stają na skraju krateru Reusch, bo jeśli ktoś z uczestników wyjazdów ze mną, ma siłę i chęć, zabieram ich tam. Co roku tacy śmiałkowie się znajdują. Ale już jestem jedynym człowiekiem od wielu lat, i jednym z nielicznych w historii, który przyjrzał się wyziewom wulkanicznym z różnych stron krateru. Nawet tanzańscy przewodnicy nie mięli siły tego zrobić i bali się, że ulegną zatruciu, że może ich poparzyć jakiś kwas. Namawiałem ich, mówiłem że nic im się nie stanie - bo to malutkie i chłodne wyziewy - ale bezskutecznie. Zmęczenie i strach były silniejsze. Ale przynajmniej swoją siłą i ryzykanctwem, jak twierdzili, wzbudziłem ich szacunek.

Na zdjęciach próbka ujęć krateru Reusch, wulkanu Kibo i lodowców Kilimandżaro. 

Opublikowano w Blog
Strona 1 z 8

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.