NAJBLIŻSZE PRELEKCJE PODRÓŻNICZE i INNE WYDARZENIA:

 19 sierpień - 7 wrzesień - Tanzania (Kilimandżaro, Serengeti, Ngorongoro, Zanzibar)

 24 wrzesień - XXII Festiwal Górski w Lądku Zdroju, o PROJEKCIE 100 WULKANÓW, w panelu w Wielkim Namiocie pomiędzy godz. 10 a 16. PROGRAM

 a2b2

portal gorski 225x150 box

slaskie box

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Siedem kilometrów od miasta Ochryda i jeziora o tej samej nazwie, leży pośród gór wioska Kosel. Na jej rogatkach, kawałek od głównej drogi istnieje pewne miejsce, zwane "wulkanem Duvalo". Na zdjęciach z przed kilku lat widać dobre oznakowanie dojścia do "wulkanu", ale za mojej wizyty było inaczej. Znak przy głównej drodze zasłaniały gałęzie drzewa, on sam był ledwo czytelny. Tablica informacyjna przed "polem geotermalnym" została spalona, płot częściowo uszkodzony. Ostał się tylko jeden znak z napisem: "Duvalo Kosel".

Można się tutaj dostać własnym transportem, pieszo, chociaż wzdłuż mało przyjemnej drogi, jak również lokalnym autobusem za 20 denarów, z przystanku koło ronda w centrum Ochrydy (niedaleko głównej ulicy handlowej o charakterze deptaku).

Dla mnie, miłośnika geologii, to ciekawe miejsce. Dla innych - strata czasu. Malutkie pole, częściowo zaśmiecone, m.in. gruzem. Nawet nie ma pewności, czy pochodzenia wulkanicznego. Są dwie teorie. Jedna przedstawia to miejsce jako pozostałości dawnej aktywności wulkanicznej, jej ostatnie tchnienie. Druga, że związane jest to z uskokiem tektonicznym, gdyż to teren sejsmiczny. Więcej przemawia za tą druga opcją, bo śladów stricte wulkanicznych nie znalazłem.

Duvalo położone jest na wysokości 725-740m n.p.m. Nieszczególna żwirowa polana z podobnymi pagórkami - na zboczu lokalnej góry. Mówi się o polu geotermalnym, ale obecnie takie stwierdzenie jest nadużyciem. W przeszłości bywało inaczej, w przyszłości też może się to zmienić. Wydobywające się gazy są chłodne. Mocno czuć siarkowodór, ale po zdechłych zwierzętach i owadach widać, że dwutlenek węgla jest silnie  reprezentowany. Nie piszę wyczuwalny, bo to gaz bezbarwny i bezwonny? Cichy zabójca. Nie polecam nikomu rozbijać tam namiotu na noc, bo w razie braku wiatru i większego stężenia, nie obudzimy się już.

Gazy wydobywają się z niewielkich otworów, największy ma może z pół metra i miejscowi nazywają go kraterem. Widać też niewielkie ilości siarki, które kiedyś w niewielkich ilościach nawet wydobywano. Solidnie spenetrowałem cały teren, także bardziej górzyste fragmenty. Skwar, zapach zgniłych jaj, dwutlenek węgla, czyli ryzyko zatrucia. Nikogo poza mną. A więc standard. Chociaż Duvalo nie porywa widokami, jest interesujące. Miejscowi mówili, że pod ziemią odkryto wody geotermalne.

O Duvalo można poczytać także: wulkanyswiata.blogspot.com.

Na zdjęciach Duvalo i bezpośrednia okolica.

Opublikowano w Blog
czwartek, 18 sierpień 2016 14:26

SKOPJE - stolica Macedonii

Czy warto odwiedzić Skopje. Tak, każde miasto ma coś ciekawego do zaoferowania. Nie oczekujmy jednak od macedońskiej stolicy fajerwerków. Jak wspomniałem w poprzednim wpisie, na zwiedzanie planowałem przeznaczyć około 8 godzin. I jak każdy, wybrałem pewne miejsca, które mnie najbardziej zainteresowały. Oczywiście, jednym z punktów na trasie było ścisłe śródmieście, bo o starym mieście w przypadku Skopje mówić nie można.

Centralnym punktem jest znacznych rozmiarów Plac Macedonia. A na nim pomnik Wojownika na Koniu z fontanną (spotkałem się też z nazwą: Pomnik Aleksandra Wielkiego). Druga, tryska nieopodal z poziomu placu. Odchodzi od niego kilka niewielkich deptaków (np. ulica Macedonia), po sąsiedzku są też niezbyt urodziwe trakty handlowe. Do tego trochę interesujących budowli i kamienic, jak Pałac Ristik, Łuk Triumfalny (niedaleko Parlamentu i pomnika Poległych Bohaterów ), Dom Pamięci Matki Teresy, która urodziła się w Skopje.

Z Placu Macedonia Kamiennym Mostem (Most Dusan) nad rzeką Vardar (Wardar) można przejść na Plac Filipa II. Most ma 214 m długości, oryginalnie pochodzi z XV wieku, ale był przebudowywany, naprawiany i odbudowywany - kilkukrotnie. Bowiem nawiedzające Macedonię trzęsienia ziemi, często sieją spustoszenie. Z tego powodu trudno tutaj znaleźć dużą liczbą historycznych budowli. Na wspomnianym placu znajdziemy pomniki, wieżę zegarową, fontanny i kościół św. Demetriusa. A wzdłuż rzeki Vardar liczne budowle projektu "Skopje 2014", mającego na celu stworzyć centrum, mini "stare miasto". Faktem jest, że kosztuje majątek i słusznie mieszkańcy się burzą. Nie mniej, efekt jest bardzo dobry. Część budynków powstała w stylu historycznym, bardzo efektownym, część jest nowoczesna, a nad rzeką Vardar powstały bulwary (jeszcze w budowie). W wodzie zaś, stoją statki pirackie - restauracje, chociaż to górska rzeka, zazwyczaj płytka. W ramach projektu zbudowano piękne mosty: Artystów, z serią pomników i stylizowanymi latarniami oraz Most Cywilizacji Macedońskiej (Most Oko). Wzdłuż rzeki są efektowne budowle: Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Policji Finansowej, Plac Matki Teresy z pomnikiem, Agencja Komunikacji Elektronicznej, Muzea: Archeologiczne, Wojny, Holocaustu, Teatr Narodowy. Obok nowoczesne budynki Filharmonii oraz Opera z Baletem. Poza tym, mnóstwo pomników i monumentów. Odnowiono w ramach projektu również Plac Macedonia i postawiono kilka stylizowanych kamienic.

Wszystko na niewielkiej przestrzeni. Obiekty powstały lub jeszcze powstają od roku 2010. Mimo kosztów, dzięki tym inwestycjom Skopje zaczyna jakoś wyglądać, posiadać namiastkę "starego miasta".

Spacerując wzdłuż rzeki znajdziemy jeszcze co najmniej kilka efektownych, atrakcyjnych budowli, jak i puste miejsca czy zwykłe brzydkie bloki mieszkalne.

Za Placem Filipa II, na wzgórze umiejscowiona jest muzułmańska dzielnica Stary Bazar (Stara Carsija) z wąskimi uliczkami, sklepami, meczetami, w tym Mustafy Pashy z końcówki XV wieku. Po sąsiedzku jest Fort Skopje (Kale), z którego rozpościera się widok na miasto i Górę Vodno 1066m z wielkim krzyżem na szczycie (można się na nią dostać kolejką linową). Fort istnieje od VI w. n.e. Poddany był przebudowom i renowacjom, trwającym do dzisiaj. W nocy podświetlony. Nie jest szczególnie atrakcyjny, ale dla widoku centrum miasta i okolic, warto się tutaj wybrać. Pod koniec czerwca 2016 roku, nie była pobierana żadna opłata.

W drugiej części zwiedzania, wybrałem dwa obiekty, praktycznie poza miastem. Akwedukt Skopje ma 386m długości, do 16,5 m wysokości. Jedyny taki w Macedonii, jeden z trzech najdłuższych w byłej Jugosławii. Są problemy z ustaleniem jego wieku. Przyjmuje się, że pochodzi z VI wieku n.e., a przebudowywany był za czasów Imperium Osmańskiego dziesięć wieków później. Nie łatwo go odnaleźć. Brak drogi (końcówka szutrowa), brak znaków, teren bardzo zaniedbany. Chaszcze, krzaki, odpadające fragmenty akweduktu, śmieci. Niewielka rzeka Serava. Ale miejsce i obiekt atrakcyjne. Znajduje się we wsi Vizbegovo, około 7km od centrum Skopje. Pod drodze można zobaczyć efektowny Stadion Narodowy.

Drugim miejscem, które było trudniej ustalić niż akwedukt, to rzymskie ruiny osady Scupi (Skupi) z II w. n.e. Nawet taksówkarze mięli problem. Ruiny znajdują się w dwóch miejscach, są dosyć zaniedbane. I w podobnej odległości od centrum Skopje, jak akwedukt, po tej samej stronie miasta.

Tak to jest, że gdyby w Polsce były rzymskie ruiny, byłyby dla nas bezcenne, a takie kraje jak Macedonia czy Węgry, które mają trochę zabytków z czasów starożytnych, często nie dbają o nie. Faktem jest, że nie są imponujące, w porównaniu choćby z tym co można zobaczyć we Włoszech, ale mimo to szkoda, że w wielu przypadkach są zaniedbane.

Z ciekawostek:

Podczas mojego pobytu liczne budynki administracyjne i "nowe zabytki" były zniszczone przez rzucaną w nie farbę. Między innymi budynek Parlamentu, Łuk Triumfalny czy pomnik na Placu Macedonia. Stało się to w wyniku protestów antyrządowych. Czego dotyczyły? Niemal wszystkiego. Według obywateli, czego się dotykają ostatnio władze, robią to źle, przeciwko ludziom, rozrzutnie. Zniszczenia były efektowne. Niewielkie koszty farby, poważne skutki. To wszystko działo się w miesiącach poprzedzających mój przyjazd.

W Skopje jeżdżą liczne piętrowe czerwone autobusy. Wyglądają jak starsze modele, tych londyńskich. Wielka Brytania zawsze lubiła się wyróżniać i niektórych to pociąga. Dlatego na przykład w azerskim Baku jeździ sporo stylowych brytyjskich taksówek, można jest spotkać w kosowskiej Prisztinie. Pietrusy, tylko nowoczesne poruszają się po Hong Kongu (także tramwaje), ale to już zupełnie inna historia.

Gdy przebywałem na Bałkanach, drużyna Cracovii grała z macedońską Skendiją Tetowo w I rundzie kwalifikacji w piłkarskiej Lidze Europy. Macedończycy jej nie znali, w przeciwieństwie do Wisły Kraków, i pytali jakie mają szanse z Cracovią? Rzeczywistość pokazała, że duże, bo wyeliminowali polską drużynę, dwukrotnie wygrywając i odnosząc historyczny sukces.

W Macedonii było sporo uchodźców z Bliskiego Wschodu, zwłaszcza Syryjczyków. Prosili o pieniądze na ulicach, mieli swoje obozowiska (jedno na zdjęciu w galerii). Niektórzy bardzo dobrze mówili po angielsku.

INFORMACJE PRAKTYCZNE (VI.2016):

waluta: denar macedoński (dzieli się na 100 deni)

kurs waluty: w kantorze na dworcu autobusowym: 61 denarów za 1 euro , u koników na dworcu autobusowym i kolejowym: 54-56 denarów, na lotnisku: 54 denary

transport: z lotniska do Skopje: 175 denarów - autobus, taksówka 20 euro, przejazdy autobusami i taksówkami w Macedonii są niewygórowane. Ceny paliwa: ok. 1 euro za benzynę 95, i ok. 0,8 euro za diesla

cena hostelu w Skopje: od ok. 7 euro (spory wybór w okolicach 10 euro, czasami z niewielkim śniadaniem)

na dworcu autobusowym można zostawić plecak w przechowalni: 50 denarów

Kilka przykładowych cen: coca- cola 0,5l - 40 denarów, woda 0,5l - 30 denarów, przeciętny lód - 50 denarów, chleb i masło - 85 denarów, kawałek pizzy - 85 denarów, mapa Skopje - 200 denarów, taxi za 8km(z postojami na zdjęcia) - 500 denarów.

Liczba ludności Skopje wynosi pomiędzy 500 a 600 tysięcy mieszkańców. Przekracza nieznacznie 1/4 ludności kraju. Zwanego według jednych Republiką Macedonii, według innych Byłą Jugosłowiańską Republiki Macedonii (anglojęzyczny akronim to FYROM). Nie wszystkie kraje uznają pierwszą z nazw za sprawą protestów Grecji. Gdyż ta twierdzi, że historyczna Macedonia obejmuje tereny wykraczające poza Republikę Macedonii, w tym obejmuje ich terytorium. A Macedończycy, to nie tylko Słowianie. Ponadto, mające kilka tysięcy lat słowo "Macedończyk", nie powinno być zawłaszczone przez FYROM i tym samym znacznie zawężone. 

Opublikowano w Blog

Idea wyjazdu: 6 państw bałkańskich nie będących częścią Unii Europejskiej (Macedonia, Kosowo, Albania, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Serbia). 12 dni, z czego 11 na miejscu. Po Bałkanach podróż miejscową komunikacją. W planach: 6 stolic (Skopje, Prisztina, Tirana, Podgorica, Sarajewo, Belgrad) - w każdej po około 8 godzin spaceru. Jeziora: Ochrydzkie i Szkoderskie, miasta: Ochryda i Szkodra. Pozostałości wulkaniczne w miejscowości Kosel w Macedonii, piramidy koło miejscowości  Visoko w Bośni i Hercegowinie oraz kamienne kule koło Zavidovići (BiH). Udało się dołożyć jeszcze miasto Durres w Albanii nad Adriatykiem. Żelazna dyscyplina pozwoliła w krótkim czasie zobaczyć bardzo dużo.

Tego wstępnego wpisu bym nie tworzył, ale podróż rozpocząłem z przygodami.

Minęło już tyle lat, padło tyle obietnic, a PKP jak nie radziło sobie ze świadczeniem usług, tak nadal sobie nie radzi. W drodze na Bałkany, pociąg z Katowic do Warszawy miał 65 minut opóźnienia. Dobrze, że nigdy nie ufałem PKP i wyjeżdżam irracjonalnie wcześnie w takich sytuacjach. Tylko dzięki temu jeszcze nie spóźniłem się na samolot. W drodze z Warszawy do Katowic pociąg również miał opóźnienie, 20 minut. W kółko to samo. W te dni, praktycznie każdy zapowiadany pociąg na dworcach, miał opóźnienie.

Warszawskie Lotnisko Chopina (potocznie Okęcie). Starsza część terminalu A kiedyś zwanego Terminalem 2, oddana do użytku w 2008 roku, to spektakularna porażka. Nie bez przyczyny niektórzy nazywają ją "Blaszakiem". Dlaczego? Bo to zwykły blaszak. Gdyby był funkcjonalny i solidnie wykonany, ta blaszaność by tak nie raziła. Ale jest ciasno, źle rozlokowane check-iny. Czekanie w kolejce do odprawy jest udręką. Mało miejsc siedzących. Mało miejsc gastronomicznych. Ciasna strefa kontroli bezpieczeństwa. W części terminala za kontrolą bezpieczeństwa, długie bezsensowne korytarze - bo ktoś nie potrafił tego zaprojektować. Razi blaszany dach, jeszcze bardziej rażą długie i wąskie blaszane korytarze, którymi się wędruje po wyjściu z samolotu.  Funkcjonalność na bardzo niskim poziomie. Sytuację ratuje tylko fakt, że lotnisko jak na skalę światową jest niewielkie i nie ma nadmiaru pasażerów. Gdyby było maksymalnie obciążone, korzystanie z niego byłoby jednym wielkim horrorem. Do tematu tego terminala wracam dlatego, bo do dnia dzisiejszego nie poradzono sobie z przeciekającym dachem. Wizerunkowo dla każdego lotniska taka sytuacja to dramat i kompromitacja. W dniu 26 czerwca nad Warszawą przeszła porządna ulewa, a wieczorem 27 czerwca, gdy wylatywałem, w licznych miejscach terminala, nadal stały plastikowe miednice, do których z dachu kapała woda, mimo że na dworze suchutko.

Na kilkaset odwiedzonych lotnisk na całym świecie, trudno mi jest wskazać podobnie spartolony terminal tak niedawno wybudowany. Dlaczego takie rzeczy muszą się dziać w Polsce? Dlaczego w krajach bardzo biednych potrafią zbudować porządny, funkcjonalny terminal, a u nas nie? Mam nadzieję, że zanim obecne lotnisko Chopina zacznie być niewydolne, powstanie Centralny Port Lotniczy, którego projektowanie i budowa zostaną powierzone fachowcom.

Przeszedłem kontrolę bezpieczeństwa, czekam na lot, a tu informacja, że nad lotniskiem mojej przesiadki - Belgradem - burza i samolot nie może wystartować. Opóźnienie ostatecznie wyniosło 3 godziny, dostaliśmy po kanapce i napoju. I tak miałem szczęście, bo pierwotnie planowałem lot do Tirany. Na tablicy widniał komunikat o jego odwołaniu. Samolot z Belgradu do Skopje również był opóźniony, więc bez problemów zdążyłem na niego.

Korzystałem z linii Air Serbia, należących do Etihad Airways. Niczym się nie wyróżniły, co postrzegam jako plus. Do wspomnianych na początku krajów, można dostać się także tanimi liniami lotniczymi. W chwili pisania tekstu na przykład do Prisztiny dostaniemy się Easyjetem z Berlina, do Skopje Wizzairem z Bratysławy i też z Berlina. Do Podgoricy z Berlina Ryanairem (od 4 września 2016). Do większości stołecznych lotnisk w tym regionie lata turecki Pegasus, który ma hub na lotnisku Istanbul-Sabiha Gocken. Kursują też liczne linie tradycyjne, nierzadko tańsze od tanich linii.

Autobus, pociąg? - szkoda czasu i pieniędzy, chyba że ktoś jest pasjonatem tego typu transportu. Samoloty są tańsze. Samochód (własny albo wynajęty)? Nie jest złym pomysłem, ale kosztownym, jeśli nie rozbijemy wydatków na kilka osób. 

NA ZDJĘCIACH:

1) Opóźnienie pociągu PKP Intercity z Katowic do Warszawy - 65 minut.

2-12) Lotnisko im. Fryderyka Chopina (Okęcie) w Warszawie, przeciekający dach, blaszana konstrukcja, kolejki i ciasnota, tablice informacyjne z opóźnionym lotem do Belgradu i odwołanym do Tirany.

13-14) Lotnisko im. Nikoli Tesli w Belgradzie (Serbia) w środku nocy i oczekiwanie na lot do Skopje.

15-18) Lotnisko im. Aleksandra Wielkiego, Skopje, Macedonia. W tym, cennik taksówek z lotniska do różnych zakątków Macedonii (VI.2016) i rozkład jazdy autobusów z lotniska do centrum Skopje (VI.2016). Autobusów jeździ niewiele, za to są tanie: 175 denarów macedońskich (2,9euro, 1euro = ok. 61 denarów, 23km do centrum Skopje(ok. 45min jazdy)). Taksówka kosztuje 20 euro, ale w przypadku kilku osób warto skorzystać, jeśli w alternatywie jest kilkugodzinne oczekiwanie na autobus.

Opublikowano w Blog
Rozpoczynają się XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro w Brazylii. Cztery lata temu w tej roli był Londyn. Polskę reprezentowało aż 218 zawodników. Zdobyliśmy ledwie 10 medali: 2 złote, 2 srebrne, 6 brązowych. Wypadliśmy słabo. Mniej liczne reprezentacje innych państw, wypadły lepiej. W Rio wystartuje 245 polskich reprezentantów(dane za Polskim Komitetem Olimpijskim). Wszyscy liczą na dużo lepszy wynik niż w Londynie, czego bardzo bym sobie życzył. Pod tekstem fotograficzna retrospekcja tego co działo się 4 lata temu.

Przed brazylijskimi Igrzyskami dominują informacje o licznych niedoróbkach i błędach w Wiosce Olimpijskiej. O kradzieżach i napadach. Zakorkowanych drogach i powolnej obsłudze. Tak jakby wcześniejsze tej rangi imprezy sportowe odbywały się bez problemów. Brazylia to Ameryka Łacińska, o "południowej duszy", nie ma się czemu dziwić. Tam jeszcze bardziej niż u nas w Polsce działa się na ostatnią chwilę i na zasadzie - jakoś to będzie. My, Polacy, jesteśmy dla dużych firm tanią, solidną i wydajną siłą roboczą, a w Brazylii nikomu się nie śpieszy, bo życie jest tylko jedno. Korupcja i byle jakość również nie są Brazylijczykom obce. Co nie znaczy, że nie robi się tam solidnych rzeczy. Dróg czy systemów metra, pozazdrościć może im niejeden europejski kraj. Rolnictwo i przemysł wydobywczy są na bardzo wysokim poziomie. To jedno z nielicznych państw, gdzie produkuje się samoloty - Embraer.

Brazylia, licząca ponad 200 mln mieszkańców, ma potencjał być jedną z największych potęg gospodarczych świata. Ostatnimi czasy poziom dobrobytu w tym kraju znacznie wzrósł, ale duża część społeczeństwa twierdzi, że kraj ma tysiące ważniejszych wydatków, niż organizowanie imprez sportowych typu: Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej (2014) i Letnie Igrzyska Olimpijskie (2016). I pewnie mają rację, bo biedy w Brazylii ciągle jest sporo. Pospolita przestępczość - kradzieże, napady, również występują w skali powyżej średniej światowej. Ale z drugiej strony, promocja kraju przy takich imprezach jest nieoceniona. A tylko nieliczne stać na zorganizowanie tak wielkiego przedsięwzięcia.

Jeżeli nic spektakularnie negatywnego się nie wydarzy w Brazylii, o niedociągnięciach mało kto wkrótce będzie pamiętał. A jeśli Polacy zdobędą dużo medali, będziemy ten największy kraj Ameryki Południowej wspominać bardzo pozytywnie.

Jako, że miałem okazję z bardzo bliska obserwować Olimpiadę w Londynie, wiem że tam również nie brakowało problemów. A przecież to bogatszy kraj od Brazylii, o bardziej "północnej duszy", gdzie działa się z większym wyprzedzeniem, systematycznie. Już wtedy, w Wielkiej Brytanii mocno krytykowano Unię Europejską i grożono pozostałym członkom - jej opuszczenie. Co niedawno zostało potwierdzone w referendum.

W materiałach z Londynu 2012 dla Interii360.pl i Interii.pl pisałem tak - fragmenty artykułów:

Jeszcze na 4 godziny przed Ceremonią Otwarcia Olimpiady, wokół Stadionu Olimpijskiego było widać maszyny budowlane, a ze środka aren sportowych dochodziły odgłosy pracy budowlańców. Nie mniej, zważywszy jak wielkim placem budowy był jeszcze Park Olimpijski dwa tygodnie wcześniej, Brytyjczycy wykonali ogromną pracę. Ale nie z wszystkim zdążyli. W okolicy Parku Olimpijskiego straszą niedokończone wiadukty i drogi. Ukończono tylko to, co absolutnie niezbędne. Już po otwarciu Olimpiady spore tereny Parku były niedostępne dla widzów, odgrodzone barierkami. Trwały końcowe prace, układano trawę. Nie udało się też wraz z rozpoczęciem Igrzysk, otworzyć dużej części obiektów gastronomicznych, przez to przy tych otwartych tworzyły się długie kolejki. (...)

System komunikacji publicznej regularnie przeżywa chwile słabości. A władze miasta i organizatorzy igrzysk zachęcają do chodzenia piechotą, używania rowerów lub chociaż przyjazdu na areny sportowe z dużym wyprzedzeniem. Zwykle zakorkowany Londyn momentami jest jeszcze bardziej zakorkowany. (...)

Ceny dużo wyższe niż zwykle, tłok na ulicach i w komunikacji publicznej większy niż zwykle, wiele miejsc pozamykanych. Nie tylko cały Park Olimpijski jest odgrodzony i wejście na ten teren bez akredytacji lub biletu jest niemożliwy, ale też inne miejsca gdzie zorganizowano konkurencje olimpijskie. W tym tak popularne turystycznie tereny, jak część Parku St. James`s i sąsiedniego placu defilad Gwardii Konnej wraz z efektownymi budynkami i pałacami przylegającymi do niego. Czy Park w Greenwich, gdzie znajduje się Królewskie Obserwatorium Astronomiczne i słynny południk zerowy, który obowiązywał do 1984r. (aktualnie obowiązujący południk zerowy przebiega 102 metry dalej na wschód od swojego poprzednika). Park ten od początku lipca do końca Paraolimpiady będzie zamknięty w całości, z kilkudniową przerwą, kiedy fragment parku zostanie otwarty. W całości Park zostanie ponownie udostępniony… w listopadzie. (...)

Mniejsza liczba turystów niż się spodziewano zmusiła hotele do znacznej obniżki cen noclegów. Także wiele punktów handlowych, w tym sklepów i restauracji położonych w Centralnym Londynie notuje spore straty. (...)

Muzeum Madame Tussauds świeci pustkami, jakich nie pamiętają najstarsi jego pracownicy. Wiele restauracji z myślą o Olimpiadzie zatrudniło dodatkowych pracowników i zakazało brania urlopów na ten czas. Okazało się jednak, że sporo Londyńczyków wyjechało lub omija Centralny Londyn z daleka, kibice żywią się na arenach sportowych, a wiele restauracji w tym czasie notuje niespotykany dotąd spadek dochodów lub wręcz duże straty. W konsekwencji, pracownicy są zwalniani, wysyłani na przymusowe urlopy lub obcina się im godziny pracy. (...)

Mimo usilnych starań, nie wyeliminowano bezdomnych i koczujących w centrum Londynu. Przed Olimpiadą usuwano ich na szeroką skalę z centrum miasta, ale podczas Olimpiady cześć z nich wróciła na swoje stare miejsca, przybyli też nowi. Między innymi w sąsiedztwie monumentu Marble Arch i Hyde Parku, w tym ostatnim znajduje się jedna ze stref kibica. Władze miasta nie radzą sobie także z usuwaniem śmieci. Londyn generalnie jest zaśmieconym miastem. Próbowano je oczyścić przed Olimpiadą, ale obecnie nie dziwią zaśmiecone parki, chodniki, ulice, przepełnione kosze, całe zwałowiska odpadów. (...)

Nie zabrakło wpadek z akredytacjami, choć przy takiej skali przedsięwzięcia pewnie nie było możliwe ich całkowite wyeliminowanie. Zdarzało się, że akredytacje lub prawo wstępu na poszczególne obiekty sportowe, dostawały osoby nieuprawnione. (...)

Firmy, które miały prawo zatrudniać pracowników do obsługi Igrzysk zaoferowały na tyle nieatrakcyjne stawki finansowe i warunki pracy, że zgłosiła się dużo mniejsza liczba chętnych niż się spodziewano. Firmy te myślały, że złapią pracowników na entuzjazm olimpijski. Bezskutecznie. (...)

Na zarobki nie mogą narzekać wolontariusze, bo zgodnie z ideą wolontariatu, pracują za darmo. Sami też opłacają sobie noclegi jeśli są spoza Londynu. Mogą jednak liczyć na satysfakcję z czynnego udziału podczas Olimpiady, darmową komunikację, wodę, vouchery na skromny posiłek w stołówce pracowniczej oraz na jednolite ubrania z olimpijskimi symbolami. (...)

Najgłośniejsza sprawa z zatrudnianiem pracowników na olimpiadę dotyczyła firmy G4S, która miała zatrudnić ochraniarzy. Z planowanych ponad 10 tysięcy, udało się jej znaleźć około 4 tysiące. Musiało pomóc wojsko. A ci zatrudnieni, to w zdecydowanej większości emigranci z poza Europy, bez znajomości angielskiego, często w bardzo podeszłym wieku, z ogromną nadwagą, wyglądający jakby prosto wyszli z więzienia lub mający jeden cel, zrobić wszystko by się nie napracować, tylko ukryć się gdzieś. Nic ani nikogo nie ochronią, nawet samych siebie. Na szczęście, wojsko przyszło z pomocą. Padają liczby od 15 do 25 tysięcy żołnierzy (dla przykładu, kontyngent brytyjski w Afganistanie liczy niecałe 10 tysięcy żołnierzy). (...)

Brytyjczycy strasznie nerwowo podchodzą do kierowania masy ludzkiej przetaczającej się przez dane miejsca, nieraz panikują, puszczają ludzi w jakieś wąskie przesmyki, nie potrafią oszacować gdzie powinien być ruch jednokierunkowy, a gdzie dwukierunkowy. To wszystko rodzi liczne niebezpieczne sytuacje. A duża liczba stewardów na ulicach tylko pogarsza sytuację. Są słabo przeszkoleni, nadgorliwi i wprowadzają więcej bałaganu niż jest z nich pożytku. A gdy człowiek odbija się od barierek, których w Londynie ustawiono dziesiątki kilometrów, i pyta stewarda jak przedostać się na drugą stronę, to zazwyczaj nie uzyskuje odpowiedzi lub błędną. (...)

Przyglądając się Olimpiadzie w Londynie można odnieść wrażenie, że Wielka Brytania jest wstanie wojny. Tylko z kim? Na arenach sportowych nieraz jest więcej wojska, policji i innych służb niż kibiców. Część policji i wojska nosi karabiny maszynowe. Na Tamizie w Greenwich stoi potężny desantowy helikopterowiec HMS „Ocean” (największy okręt wojenny Wielkiej Brytanii, która nie ma obecnie żadnego lotniskowca). W gotowości są wyrzutnie ziemia-powietrze, myśliwce oraz helikoptery bojowe. Działają setki agentów MI5. Nad Londynem latają bezzałogowe samoloty. Przed arenami poustawiano specjalne metalowe zapory i szlabany jakie do tej pory można było oglądać przed parlamentem i siedzibą premiera. Podczas Ceremonii Otwarcia nad Stadionem Olimpijskim krążyły trzy helikoptery, które zresztą w większej liczbie cały czas krążą nad obiektami olimpijskimi, o snajperach na dachach nie wspominając. Trzeba też uważać, gdzie kieruje się obiektyw aparatu lub kamery. Oprócz tego, że są miejsca z zakazem robienia zdjęć i filmowania, co nie ma żadnego uzasadnienia tak naprawdę, to robienie zdjęć tam gdzie nie ma zakazu, też może być ryzykowne. Można mieć spore problemy a w najlepszym wypadku będzie się trzeba tłumaczyć i skasować zdjęcia, które się komuś nie spodobają. Dlaczego? Bo sporo przedstawicieli tutejszych służb jest nadgorliwych i przewrażliwionych oraz doszukuje się rzeczy których nie ma. Dla niektórych, fotografujący kibic, to potencjalny terrorysta. (...)

Groteskowo wygląda ta paranoja bezpieczeństwa, gdy zestawimy ją z takimi faktami jak błędy w wydawaniu akredytacji i przedolimpijski test, gdy jeden z pracowników wjechał na teren Parku Olimpijskiego z atrapą bomby, czego niezliczone służby wspomagane przez liczne systemy elektroniczne nie wykryły. (...)

W cieniu tego wszystkiego, podniosłej atmosfery Igrzysk Olimpijskich, dzieje się polityka. Kryzys ekonomiczny i w konsekwencji bardzo mocne cięcia przywilejów socjalnych, które wywołują liczne protesty. Walka z emigracją – zarówno tą europejską jak i pozaeuropejską. Multikulturowość Wielkiej Brytanii to tykająca bomba zegarowa. Choć publicznie dużo mówi się o tolerancji oraz o pozytywnych aspektach multikulturowości, to ulica ma na to wszystko skrajnie odmienny pogląd. Narasta konflikt między rdzennymi Brytyjczykami, a emigrantami, zwłaszcza z poza Europy. Ogromne różnice kulturowe, zupełnie inne zwyczaje i zachowania, niechęć do asymilacji, powodują coraz więcej problemów, złości i agresji. Do tego dochodzi zaniżanie stawek płacowych i zabieranie pracy Brytyjczykom. Unia Europejska również cieszy się coraz mniejszym poparciem w Wielkiej Brytanii, trwają starania o referendum w sprawie przynależności do tej organizacji. A na ulicach Londynu podczas Olimpiady jeżdżą samochody informujące, że Wielką Brytanię Unia Europejska kosztuje każdego dnia 50mln euro. (...)

Duża krytyka spadła na rząd Wielkiej Brytanii, że wydano znacznie więcej pieniędzy na Olimpiadę niż planowano, bo padają kwoty 10-11mld funtów, czyli pięć razy więcej niż zakładano. Oraz, że ta edycja Igrzysk jest wyjątkowo komercyjna. Bilety były stanowczo za drogie a ich dystrybucja nie do końca czysta. Brytyjczycy zabiletowali praktycznie wszystko co się dało, nawet tak niszową dyscyplinę sportu, odbywającą się na otwartej przestrzeni, jak kolarstwo górskie. W konsekwencji, wiele aren sportowych podczas zawodów świeci pustkami. A jako ciekawostkę można podać, że prawie wszystkie gadżety olimpijskie zostały wyprodukowane w kraju poprzednich Letnich Igrzysk Olimpijskich… czyli w Chinach. (...)

Mimo tych wszystkich niedociągnięć, warto się cieszyć Olimpiadą i życzyć Brytyjczykom jak najmniej kolejnych wpadek, większego wyluzowania.  A polskim sportowcom jak najwięcej medali.

Dzisiaj, mało kto pamięta o przytoczonych londyńskich problemach. Wspomnienia o Olimpiadzie są pozytywne. Wielka Brytania i Londyn zyskały na organizacji i w chwili otwarcia kolejnych Igrzysk, nie ma powodów sądzić, że w przypadku Rio de Janeiro i Brazylii, będzie inaczej.

Przed nami wspaniałe sportowe święto i oby Polacy odegrali w nim ważną rolę.

Na zdjęciach Londyn i trochę Rio de Janeiro.

Opublikowano w Blog
Below are collected English-language articles about the expedition to the volcanoes of North and South America, with addition of Oceania 2015/2016 (Proejct 100 Volcanoes).

Articles are available here:

Sporting, exploration and scientific successes of EXPEDITION 2015/2016 - project 100 VOLCANOES

Volcano Ojos del Salado - the highest lakes in the world (Argentina, Chile)

Which active volcano is the highest in the world? Is it Ojos del Salado or Llullaillaco?

PROJECT 100 VOLCANOES - expedition 2015/2016 - The highest volcanoes in the world and not only

About The PROJECT 100 VOLCANOES - Grzegorz (Gregory) Gawlik    (before the expedition 2015/2016)

This year Information will be updated about Project 100 VOLCANOES, including  tables of project - also in the English-language version.

Opublikowano w Blog

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.