a2b2

red bull box 225x150

pzu bezpieczny 225x140

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed

PROJECT 100 VOLCANOES - global project = global publicity. I invite you to interview for Red Bull:


During Grzegorz Gawlik’s project to scale 100 volcanoes he decided to take a barbecue up Mount Etna!

Who doesn’t love a good barbecue? More so, who doesn’t love mastering the art of a perfect barbecue? Well, Polish adventurer, Grzegorz Gawlik, is taking the art of the barbecue to new extremes after climbing one of nature’s grills: Mount Etna. That’s right, when hunger struck, Gawlik decided he’d take advantage of the active volcano.

(...)

You can read the full interview:

PROJECT 100 VOLCANOES - the only one in the world

Written by Krystian Walczak

For more information about 100 Volcanoes Project you can read here:

Tables of PROJECT 100 VOLCANOES - English version - Gregory Gawlik   

(An updated project table will be published on the blog soon. Currently, the project has 53 explored volcanoes, including 34 active and 105 other volcanic places)

English-language information about the 100 VOLCANOES PROJECT

Another - 100 VOLCANOES PROJECT expedition - soon

Regards 

Gregory Gawlik

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

 red bull logo X.2017 2vrs

Opublikowano w Blog

Pomiędzy włoskimi wulkanami na Sycylii i Wyspach Liparyjskich, a wyjazdem w Himalaje Nepalu, zawitałem na chwilę do Polski. Do mrocznej, jesiennej, Warszawy. Bardzo lubię takie klimaty. A w tejże Warszawie gościłem na bardzo energetycznym wydarzeniu. Gali Biznesu ORIFLAME - Stworzeni do Sukcesu. Około 3000 osób, prawie same kobiety. Wspaniałe, pełne pozytywnych wibracji. Zgrzeszyłbym, gdybym napisało cokolwiek innego niż to, że byłem zachwycony. :). Wszystkich serdecznie pozdrawiam, panów też. 

Ponadto udało mi się wybrać na grzybobranie, pewnie ostatnie w tym roku, bo jak wrócę z Azji będzie już grudzień.

Oto mała próbka zdjęć.

Opublikowano w Blog
poniedziałek, 23 październik 2017 06:21

Włoski Wulkan Stromboli - każdy może zobaczyć lawę

Jest około dziesięć wulkanów na świecie, które w stały i łatwy sposób oferują możliwość zobaczenia lawy - niemal każdemu turyście. Można spotkać na nich tłumy. Druga dziesiątka oferuje też niemal zawsze możliwość zobaczenia lawy, ale wymaga znacznie większego wysiłku, co zwykle turystów zniechęca. W Europie mamy dwa wulkany w stałej fazie erupcji, które umożliwiają zobaczenie lawy. Z pierwszej grupy wulkanów, łatwych i niewymagających większego wysiłku -Stromboli 920m n.p.m. Do drugiej grupy zalicza się - Etna 3331m n.p.m. Wulkan dużo wyższy, większy, o bardzo rozbudowanych partiach szczytowych. Łatwą obserwację lawy oferuje tylko podczas niektórych erupcji. Tym razem skupię się jednak na Stromboli, który znajduje się około 100 kilometrów od Etny. Ważne, kolejne aktywne wulkany, oferujące łatwe oglądanie lawy, znajdują się tysiące kilometrów od Europy, na innych kontynentach. Chociaż dostanie się na nie, nie jest trudne, to kosztowne.

Ile kosztuje wycieczka z przewodnikiem na Stromboli? Sam się nie dowiadywałem, bo i tak bym nie skorzystał. Ale rozmawiając z ludźmi na promie, padały kwoty: 25, 28, 30, 35 euro. Dużo firm na wyspie Stromboli, a także firmy z sąsiednich wysp oraz z Sycylii, oferują takie wycieczki.

Będąc już pod wulkanem, starty są popołudniu, by jeszcze chwilę czasu na szczycie spędzić za dnia, więcej po zmroku, kiedy najlepiej widać lawę. Następnie zejście w dół. Niektóre firmy startują jeszcze za dnia, tak, aby po zmroku dojść do celu. Druga pora startów następuje pomiędzy 3-4 w nocy, by po ciemku dotrzeć na szczyt, a za dnia wrócić do wiosek od strony Przystani Promowej Stromboli. Od strony niewielkiej wioski Ginostra, po drugiej stronie wulkanu, też jest ścieżka, ale nie wiem czy funkcjonuje tam jakaś firma organizująca wejścia.

Wejście na szczyt to około 3 godziny, zejście około 2 godziny, pobyt na szczycie 30-90 minut. I właśnie, nie wszystkie firmy wprowadzają na sam szczyt, niektóre kończą wędrówkę tuż pod. Jedne pozwalają klientom być 30 minut na szczycie, inne nawet trzy razy tyle, to ma znaczenie.

Grupy bywają duże, w największej naliczyłem 41 osób i dwóch przewodników, 20-30 osób to często standard. Efekt, jak wejdzie 5-10 takich grup w tym samym czasie, nie tylko nie ma miejsca na szczycie i w okolicach, ale nawet ciężko dopchać się do robienia zdjęć. Koszmar.

A przewodnicy... nie liczmy na to, że w razie większej erupcji nam w czymkolwiek pomogą. Jeden czy dwóch ludzi, z nikłym doświadczeniem wulkanologicznym, polegającym na chodzeniu ścieżką w górę i w dół, nie jest żadną gwarancją bezpieczeństwa. To że przejdą jakieś szkolenie, mają krótkofalówkę i przypną sobie znaczek do piersi, nic nie oznacza. Tak w ogóle nie są w stanie zapanować nad grupą kilkudziesięciu osób, nie mają pojęcia kto jest w ich grupie (czytaj wcześniejszy artykuł na blogu). Bo ludzi widzą tylko przez chwilę, a część wejść w ogóle rozpoczyna się w nocy. W razie poważnej erupcji należy liczyć tylko na siebie. Stromboli i wulkaniczne usługi turystyczne to jedynie maszynka do zarabiania pieniędzy (tak samo jak i na Etnie). Dlatego są tablice straszące karą 500 euro, za samowolne wejście bez przewodnika.

Zresztą jakość ich pracy jest taka a nie inna. Nie słyszałem, by ktokolwiek z przewodników udzielił informacji o wulkanie, o jego historii, aktywności. Niektórzy "błyskotliwi" mówią, by nie podchodzić za blisko krateru - i wyznaczają nogą linię - bo to oznacza śmierć - głośną się śmiejąc jak to fajnie zagadali. Ich angielski też bywa słaby. Turyści robią zdjęcia, oni rozmawiają ze sobą, tak to mniej więcej wygląda.

Na szczyt są 3 trasy, ale przewodnicy używają ich na zasadzie jednokierunkowości. Dwie prowadzą od strony połączonych wiosek San Vicenzo i San Bartolo, jedna od strony Osservatorio (restauracja). Czwarta ścieżka jak już wspomniałem biegnie od strony Ginostry

Dobrze, że są takie usługi turystyczne, bo przecież większość ludzi nie ma pojęcia o wulkanach, nie jest przygotowana, by wejść nawet na taki jak Stromboli 917-920m (inne źródła podają 923-924m). Nie mają obuwia, odzieży, kasku, latarki, nie mają doświadczenia w samodzielnym chodzeniu po wulkanie. Oczywiście firmy wszystko wypożyczą albo sprzedadzą - kurtki, spodnie, buty, kijki, ochraniacze (stuptuty), nawet znajdą się - czapka i rękawiczki. Wypożyczą też obowiązkowy kask i latarkę czołową. Co ciekawe, nie dadzą żadnych masek, bo to koszt (przynajmniej ludzie, którzy z takich usług skorzystali, a z którymi rozmawiałem, nie dostali). Użyteczna maska jednorazowa, czy wielorazowa z wymiennymi filtropochłaniaczami razy tak ogromna liczba turystów, to koszty, które mogłyby zniechęcić do wykupienia wycieczki. I chociaż wiatr często omija wierzchołek, podczas mojego długiego pobytu, kilka razy szczyt pokrył się bardzo toksycznym gazem i maska była niezbędna. Bez maski trzeba byłoby natychmiast zbiegać  w dół. Blisko szczytu są ze cztery niewielkie mini schrony, takie betonowe przystanki autobusowe. Skryje się za nimi niewiele osób, z kilkuset, które często tam są. Gdyby w tym czasie doszło do prawdziwej dużej erupcji, która objęłaby szczyt, trupów i rannych byłoby wielu (zwłaszcza przez panikę i chaos). Na szczęście, otwory lawowe są znacznie poniżej zachowanego fragmentu krateru, a erupcyjki zwykle niewielkie i miłe dla oka. Chociaż Stromboli od dwóch-trzech tysięcy lat utrzymuje obecną aktywność, większe erupcje są stosunkowo rzadkie.

Na samym szczycie nawet w lecie potrafi być chłodno, już kawałek poniżej jest przyjemnie, ale tam na górze niekoniecznie. Widziałem osoby, w krótkich spodenkach, rękawach, błagające przewodników, by już schodzić. 10-15 stopni Celsjusza, noc, wiatr - może być zimno, zwłaszcza kobietom. Jakie buty? -przynajmniej adidasy. Chociaż oczywiście najlepsze są buty trekkingowe.

Erupcje można też oglądać od strony morza, od urwiska Sciara del Fuoco, organizowane są wycieczki łodziami. Czasami spadają nim kawałki lawy lub wręcz spływa ona do morza (Tyrreńskiego).

Na Wyspę Stromboli nie pływa dużo promów i bywają w sezonie od wiosny do jesieni problemy z biletami (brak miejsc), dlatego warto wykupić bilet powrotny od razu po przyjeździe albo nawet wcześniej. Na wyspy Liparyjskie startuje się z Milazzo na Sycylii (niedaleko Mesyny), rzadko, ale z Neapolu też coś pływa. Nie ma problemów, by przemieszczać się promami pomiędzy wyspami. Nie są tanie, od około 20 do 30 euro za odcinek, ale są. Z Milazzo na Stromboli to ok. 65km w linii prostej.

Na wyspie są też hotele, pensjonaty - nieduże, sklepy. Także wulkaniczne plaże i przez niemal pół roku ciepłe morze. Ceny oczywiście wyższe, od tych na stałym lądzie. Nie ma tutaj samochodów, ale są skutery i swoiste meleksy do przewozu zaopatrzenia oraz turystów z bagażami.

Wyspa Stromboli, zwana też Ginostrą, jest najbardziej północną z siedemnastu Wysp Liparyjskich. Czwartą co do wielkości. Z Milazzo szybkim promem, płynie się 3 godziny.

Na zdjęciach: wulkan-wyspa Stromboli, Wyspy Liparyjskie, Morze Tyrreńskie, Włochy.

Opublikowano w Blog
Cztery kilo na wadze mniej, dwa zniszczone aparaty fotograficzne (z czterech zabranych), zniszczona kamera, buty, większość odzieży, spalone przez lawę kijki. Pięćdziesiąt siniaków i drugie tyle drobnych rozcięć skóry, kilka drobnych poparzeń, lekkie zatrucie gazami. Oznacza to wykonaną w krótkim czasie dobrą wulkaniczną pracę na Sycylii i Wyspach Liparyjskich.

Na początek o wulkanie-wyspie Stromboli. Jedynym europejskim wulkanie, na którym niemal każdy w łatwy sposób może sobie pooglądać lawę. Obok Etny, najaktywniejszym na kontynencie.

W tym artykule opiszę swoje poczynania na Stromboli, a w kolejnym jak to zrobić od strony turystycznej. Dla mojego PROJEKTU 100 WULKANÓW, wycieczka z przewodnikiem nie ma żadnego sensu, ale dla 99,9% osób, jest jak najbardziej wystarczająca. Do tego niedroga.

Dla mnie pół godziny czy godzina na szczycie Stromboli to strata czasu. Na wulkanach potrzebuję go znacznie więcej. Nawet na tak małych jak Stromboli. Dlatego w partiach szczytowych spędziłem 8 godzin (w dzień i w nocy), a cała eksploracja trwała 24 godziny, non stop.

Przy czym samemu nie wolno wchodzić na Stromboli, jedynie do około 400m, dalsza wędrówka to ryzyko 500 euro kary. Informują o tym tablice. Więc co robi Gawlik? Jak zwykle je ignoruje. Nie dlatego, że lubię. Nie mam innego wyjścia.

Po tylu latach tułaczki po wulkanach, to ja mogę robić włoskim przewodnikom i wulkanologom szkolenia z poruszania się po wulkanach, a nie oni mnie. Ich obecność byłaby balastem, bo w razie niebezpieczeństwa, nie tylko siebie będę musiał ratować, ale też takiego przewodnika. No i żaden przewodnik, za żadne pieniądze, nie pójdzie tam, gdzie ja chcę i nie będzie non stop wędrował przez 24 godziny. Innymi słowy, muszę działać samodzielnie. Lecz rzeczywiście, osoby bez doświadczenia, nie powinny chodzić po tak aktywnych wulkanach samotnie. 

Po przypłynięciu na Stromboli (terminal promowy Stromboli), oddaliłem się od terenów zamieszkanych, podszedłem kawałek do góry, gdzie w chaszczach postawiłem namiot i zostawiłem zbędne rzeczy. Z podręcznym plecakiem maszerowałem wzdłuż osuwiska Sciara del Fuoco. Obrywające się zbocza wulkanu, powodują raz na jakiś czas niewielkie lokalne tsunami.

W partiach szczytowych spędziłem osiem godzin, za dnia i w nocy, często zbaczając ze ścieżki. Starałem się unikać ludzi i przewodników, by nie wykłócać się z nimi. Ale za jedną ze skał natknąłem się na ekipę jakiejś francuskiej telewizji i ich przewodnika. Który zaczął od straszenia i machania znaczkiem, ale gdy dowiedział się co robię i od ilu lat, zupełnie odpuścił.

Może to nieskromne, choć zgodne z rzeczywistością, ale nie wiem czy na całym świecie znajdziemy pięćdziesiąt osób z tak dużym doświadczeniem wulkanicznym jak moje? Obejmującym głównie aktywne wulkany. Bardzo wątpię. A już nie mam wątpliwości, że nie ma drugiego człowieka na świecie, który tyle już nie miesięcy, ale lat, spędził samotnie włócząc się po wulkanach i je eksplorując. Do tego w taki hardcorowy sposób. Podejmując wielokrotnie decyzję, albo się uda albo zginę. Półśrodki i że się nie da - to nie mój świat. We wszystkich ważnych dla mnie sprawach jestem maksymalistą.

Na szczęście przez większość czasu spędzonego na Stromboli, czyniłem swoje działania w samotności. Śmieję się, że mam unikalne zdjęcia z wierzchołka, gdy jestem na nim tylko ja. Bo gdy nagle w ciągu dwóch godzin przez wierzchołek przewinęło się pół tysiąca ludzi, ciężko było znaleźć tam wolne miejsce.

Naliczyłem sześć istotniejszych otworów z lawą, w tym dwa większe. Jedno wyraźnie od strony Sciara del Fuoco. Erupcje były bardzo gwałtowne, krótkie, nieraz z hukiem, nieraz bez. Bywało, że miała miejsce jedna erupcja na godzinę, ale bywało, że i trzy. Cały czas wydobywały się ogromne ilości gazów, czasami zmieszanych z popiołem. Erupcjom towarzyszyło wyrzucanie bomb wulkanicznych. Opisałem właśnie charakterystykę tzw. erupcji strombolijskiej - ten wulkan i jego wybuchy posłużyły za uformowanie tego pojęcia. Można też powiedzieć, że to erupcje eksplozywne - gwałtowne, ale zdarzają się też efuzywne - wylewne, lawa spływa w dół zbocza. Na Stromboli samoistnie te ostatnie raczej nie występują, tylko mają charakter mieszany. Udało mi się dwa razy zaobserwować lawę schodzącą przez krótki czas do morza, szkoda że tylko za dnia. Raz z promu, a raz już podczas wulkanicznej wędrówki. Zjawisko było następstwem wybuchu z otworu od strony morza. Stromboli liczy według moich pomiarów 917-920m wysokości, inne źródła podają 924m (od dna morza 2700m). Nawet na szczycie temperatura ziemi miejscami jest znacznie podwyższona. Nie ma się co dziwić, bo według szacunków obecna faza erupcji trwa nieprzerwanie od około 2-3 tysięcy lat. Co kilka lat następują większe erupcje, ale nie bardzo duże. Co roku można mieć szczęście i trafić na pojedyncze wybuchy, większe, wyższe, dłuższe i co najważniejsze z mniejszą ilością wydobywających się gazów, które praktycznie eliminują szanse na zrobienie dobrych zdjęć. 

Choć wydaje się, że Stromboli to jeden większy krater, to tak naprawdę można wyróżnić trzy, mocno zdeformowane przez erupcje. Jeden jest dominujący, w nim były cztery otwory z lawą. Wierzchołek to fragment krateru, który przetrwał, reszta wpadła do morza. Kawałek od strefy aktywności, są równie wysokie fragmenty starego krateru.

Świetnie spędzony czas. Po powrocie do namiotu następnego dnia, przespałem się kilka godzin, by wyruszyć w dalszą drogę. Stromboli jest fajnym wulkanem, ale wolę znacznie większą Etnę, tam w rejonie kraterów szczytowych nie przewijają się setki ludzi na dobę.

Co ciekawe, gdy przyszła pierwsza grupa na szczyt, nikt się nie dziwił, że ja tam jestem. Później, różni przewodnicy myśleli, że jestem z ich grupy i mówili do mnie - idziemy na dół. Gdy schodziła ostatnia grupa, dwóch przewodników nie zauważyło, że zostałem na szczycie, mimo że minutę wcześniej mówili bym się szykował do zejścia. Zostałem znowu sam. Na tym przykładzie świetnie widać jak wyglądają takie masowe wycieczki na Stromboli i praca przewodników. Zaginął im członek z grupy, został na szczycie, dlaczego to ich nie zmartwiło? Ano dlatego, że grupy mają nawet po kilkadziesiąt osób i opiekunowie nie liczą ile mają osób. Jakaś choćby namiastka solidnej pracy wymagałaby sprawdzić liczebność w chwili startu wycieczki i przed zejściem w dół. Ale po co? Dla mnie super. Oby włoscy przewodnicy zawsze tak pracowali.

W drugiej części poświęconej wulkanowi Stromboli, napiszę o tym, jak niemal każdy może wejść na szczyt.

Na zdjęciach: wyspa i wulkan Stromboli. Mimo ogromnych ilości gazów parę zdjęć wyszło jako tako, choć nieźle się nakombinowałem (nie zawsze w bezpieczny sposób). 

Opublikowano w Blog
O tym że jest na Mazurach niedaleko Giżycka jezioro i rzeka Gawlik, wiedziałem. Tak samo jak o położonych w tej samej okolicy miejscowościach: Gawliki Wielkie i Gawliki Małe. Ale o górze Gawlik dowiedziałem się niedawno, od kolegi, który mieszka w jej pobliżu.

Góra Gawlik znajduje się w masywie Śnieżnika, w Kotlinie Kłodzkiej, na terenie Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego. Goszcząc niedawno na tych terenach postanowiłem zdobyć górę. Ludzi o nazwisku Gawlik trochę jest, ale to i tak dziwne uczucie wchodzić na górę o nazwie zbieżnej z własnym nazwiskiem.

Góra choć niewysoka i niewybitna, ma sympatyczne 788 m wysokości. Śmiało można stąd wyruszyć na Śnieżnik Kłodzki 1425m czy jeszcze bliższy Trójmorski Wierch 1145m, graniczący z Czechami (jedyny w Polsce, gdzie zbiegają się zlewiska trzech mórz - Bałtyckiego, Północnego i Czarnego).

Niższe partie Gawlika porastają lasy mocno przeobrażone przez człowieka, lecz szczyt porasta piękny świerkowy las regla dolnego. W masywie można znaleźć głazy i wychodnie gnejsu - bardzo ciekawej od strony geologicznej skały. Natomiast jesienią okazało się, że to mekka okolicznych grzybiarzy, do których sam się zaliczam. Na płaskim szczycie Gawlika, zrywali piękne podgrzybki, których mieli pełne koszyki. Całkiem blisko góry Gawlik jest Międzylesie z zamkiem i Międzygórze z wodospadem Wilczki (22m wys.).

Chłodna jesienna deszczowa pogoda zupełnie mi nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie, bo oznaczała pustki w górach, co bardzo lubię. Dlatego udałem się na drugą stronę Kotliny Kłodzkiej, przy granicy z Czechami, do Parku Narodowego Gór Stołowych. Znajduje się tam piękny labirynt skalny zbudowany z piaskowca - Błędne Skały (ok. 850m n.p.m.). Jeśli nie ma wycieczek szkolnych i tłumów turystów, bardzo sympatycznie się po nim spaceruje i przeciska pomiędzy skałami. Właśnie, to raczej nie jest miejsce dla osób, które noszą ubrania XXXL lub większe, ani dla osób, którym trudno się schylać, lawirować między skałami. Ścieżka jest jednokierunkowa, wyłożona drewnianymi kłodami. Spacerkiem, nie więcej niż godzina, a potem jeszcze kawałek betonową ścieżką obok czeskiej granicy - do parkingu. W który niedawno sporo zainwestowano, niby dobrze, ale trochę szpeci taka inwestycja pośród pięknej przyrody. Być może z tych powodów przesadzono z cenami co najmniej o połowę, bo wjazd jednokierunkową drogą na parking to 20zł za samochód osobowy + 7zł wstęp do Błędnych Skał od osoby dorosłej. Jeśli ktoś ma czas, lepiej nie płacić za parking, tylko zrobić sobie 4-kilometrowy spacer(w 1 stronę). Warto pamiętać jeszcze o jednej rzeczy, że wjazdy i zjazdy odbywają się wg rozkładu, do którego trzeba się dostosować.

W pobliżu można odwiedzić nie tylko inne ciekawe formacje skalne jak Szczeliniec Wielki, lecz także interesujące miejscowości jak zdrojowa Kudowa, Lewin Kłodzki z charakterystycznym wiaduktem kolejowym i kilkoma ciekawymi kamieniczkami w centrum albo Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju (trwają starania o wpisanie na listę UNESCO).

Okolice Lądka Zdroju, gdzie gościłem na XXII Festiwalu Górskim im. Andrzeja Zawady, są mi bliskie. Jako kolekcjoner minerałów spędziłem tutaj wiele dni z młotkiem geologicznym, plecakiem i namiotem. Przemierzałem sztolnie i jaskinie, z których część dzisiaj jest udostępniona do zwiedzania (Złoty Stok, Kletno). Na tych terenach zbierałem m.in. minerały związane z występującymi tu rudami arsenu i uranu, kwarce, fluoryty, granaty czy rzadki w Polsce dysten cyanit. Można tutaj znaleźć ponad 100 odmian minerałów, w samym Kletnie z 80.

Tą ostatnią miejscowość koło Stronia Śląskiego też odwiedziłem. Słynie z najwspanialszej w Polsce Jaskini Niedźwiedziej, ale także z wydobycia rud uranu. Dziesiątki kilometrów sztolni, tysiące górniczych ofiar - tak wyglądało wydobycie uranu na potrzeby ZSRR. Obecnie, jedna ze sztolni Kopalni Uranu jest udostępniona do zwiedzania, tzw. Sztolnia Fluorytowa (normalny bilet wstępu 18zł). Trasa ma niecałe 500m, a wędrówka z przewodnikiem zajmuje około godzinę. Ciekawa historia tego miejsca, piękne fluoryty, żyły ametystowe, hematyty czy uranowa blenda smolista (odmiana uraninitu) - warto odwiedzić to miejsce. Zwłaszcza, że w kopalni co jakiś czas udostępniają turystom nowe chodniki.

Gdy w 2001 roku trwały prace nad udostępnieniem kopalni do zwiedzania, miałem okazję zebrać wspaniałe minerały. Wywiezione właśnie ze sztolni. Dzisiaj okoliczne hałdy zostały mocno przetrzebione, ale nadal łatwo znaleźć kawałki fioletowego fluorytu (w sztolni fluorytowej minerał posiada znacznie szerszy przekrój barw), a wprawne oko znajdzie też ametyst (i inne kwarce), hematyt, a nawet piryt. Na pobliskiej względem kopalni hałdzie odbywają się co roku Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w Poszukiwaniu Minerałów. Minerały uranowe bez licznika Geigera-Müllera znaleźć dużo trudniej, ale nie jest to niemożliwe. I ważna rzecz, ich promieniowanie jest tak szczątkowe, że nie stanowią żadnego zagrożenia, tak samo jak zwiedzanie kopalni.

Kopalnię uranu może zwiedzać także w Kowarach u podnóża Karkonoszy, ale w Sudetach znajdziemy sporo innych podziemnych tras, m.in.: po kopalniach (Wałbrzych, Złoty Stok, Nowa Ruda, Mirsk-Krobica), sztolni na potrzeby nazistowskich Niemiec (Walim, Osówka, Książ), podziemne trasy w miastach i twierdzach (Kłodzko (dwie trasy), Srebrna Góra). Większość tych miejsc znajduje się na dolnośląskim Szlaku Tajemniczych Podziemi.

Opublikowano w Blog
Pod koniec września 2017 odbyła się XXII edycja najstarszego w Polsce Festiwalu Górskiego im. Andrzeja Zawady w Lądku Zdroju. Impreza kilkudniowa, z rozmachem, na wielu arenach, z koncertami (np. Fisz Emade Tworzywo, Grubson). Sprofilowana na tematykę górską, na którą przypadkowych gości się nie zaprasza, a to dzisiaj rzadkie. Tradycyjnie, niezwykle ważnym elementem był pokazy filmów górskich.

Nie sposób wspomnieć o wszystkich, więc tylko kilka nazwisk, których środowisku górskiemu nie trzeba przedstawiać: Wojtek Kurtyka, Alex Txikon, Alex Honnold, Marcin Tomaszewski, Marek Raganowicz, Anna Czerwińska, Piotr Pustelnik czy ekipa związana z zimową wyprawą na K2 - m.in. Krzysztof Wielicki, Janusz Majer, Janusz Gołąb, Adam Bielecki. Nawet Gawlik się pojawił, a to niełatwa sprawa, bo zwykle nie ma mnie w kraju albo nie mam czasu. Bo wulkany i góry są najważniejsze - reszta to pierdoły, które się nie liczą. I właśnie dlatego wydłużyłem mój pobyt w Sudetach i odwiedziłem stare kąty. O czym niedługo napiszę. Jeszcze jedno, dawno tak się nie wytańczyłem. Bawiliśmy się na parkiecie nawet do świtu - świetny trening.

We Wrocławiu gościłem na zaproszenie Zespołu Szkół Salezjańskich, w ramach międzynarodowego projektu Erasmus - Wulkany Europy. Projekt ma na celu dostarczenie uczniom narzędzi do badania wulkanów, poszerzenie spojrzenia na problem wulkanów w Europie. Na spotkaniu oprócz polskich uczniów i nauczycieli, byli obecni przedstawiciele z Portugalii, Hiszpanii, Francji, Turcji i Włoch. Odwiedziłem także siedzibę szwedzkiej firmy Oriflame, z którą współpracuję w ramach serii produktów z kategorii Wellness. Oto krótki film z niedawnych konferencji Wellness by Oriflame:

Chociaż głównie włóczę się po innych kontynentach, to gdy mam okazję Europę też zwiedzam. A że na mojej trasie często są takie miasta jak Berlin czy Amsterdam, lubię sobie po nich pospacerować. Kilka zdjęć poniżej.

Poświęciłem życie podróżom, wspinaczkom, eksploracji. W głowie zebrało się sporo wiedzy i doświadczeń, więc w wolnych chwilach komentuję różne tematy z kategorii - świat, nauka i podróże. Ostatnio na przykład na antenie TVN24BiŚ o sensie wprowadzenia do "geograficznego obiegu" nowego kontynentu o nazwie Zelandia. To niepotrzebny pomysł, fragmenty rozmowy są: TUTAJ

Opublikowano w Blog
Od kilku lat funkcjonuje na polskim rynku ubezpieczenie - BEZPIECZNY POWRÓT- które powstało z inicjatywy środowiska górskiego we współpracy z PZU, iExpert.pl i PZA. Od tamtego czasu znacznie rozszerzono liczbę aktywności, a samo ubezpieczenie stopniowo się rozwija, dopasowując się do potrzeb osób ubezpieczonych.

Cofnijmy się jednak do czasów z przed kilku lat. Polskie ubezpieczenia obejmujące sporty i podróże wysokiego ryzyka, w tym kwalifikowane sporty górskie, były horrendalnie drogie. Dlatego środowisko górskie ratowało się wstępowaniem do zagranicznych towarzystw górskich jak Alpenverein w Austrii czy DAV w Niemczech. Oprócz członkowstwa dostawało się całoroczne ubezpieczenie górskie, a to wszystko w dobrej cenie. Lecz nie brakowało problemów z likwidacją szkód, też językowych, choćby w momencie zgłoszenia szkody.

Nie ma się też co oszukiwać, że prawie wszyscy zostawali członkami tylko dla ubezpieczenia, a nie ze względu na członkowstwo albo zniżki w alpejskich schroniskach. Gdy ubezpieczenie wygasło, a przedłużenie było niepotrzebne, mało kto zawracał sobie głowę dalszym członkowstwem i opłacaniem składek. Do czego członek był zobowiązany, a brak płatności to ryzyko windykacji. Dopiero formalne zakończenie członkowstwa zwalniało z obowiązku uiszczenia składki.

A przecież polskie środowisko górskie jest potężne i wszyscy narzekaliśmy, czemu w Polsce nie ma dobrego górskiego ubezpieczenia za rozsądne pieniądze. Tak zrodziło się ubezpieczenie BEZPIECZNY POWRÓT we współpracy z Polskim Związkiem Alpinizmu. Ono nie wymaga żadnego członkowstwa, żaden komornik nikogo nie będzie ścigał po wygaśnięciu obowiązywania ubezpieczenia. Zaś, członkowie klubów zrzeszonych w PZA, uzyskali 15% rabatu.

Gdy tylko się pojawiło, przeniosłem się z ubezpieczenia oferowanego przez Alpenverein na Bezpieczny Powrót. Co roku przedłużam je na kolejne dwanaście miesięcy, wiedząc że w razie potrzeby mogę liczyć na pomoc.

pzu bezpieczny 225x140

Ubezpieczenie obejmuje ponad 40 różnych aktywności w ramach rekreacyjnego uprawiania sportu, sportów ekstremalnych i wysokiego ryzyka, oraz wyczynowego uprawiania sportu, między innymi:

turystyka górska, ferraty i trekking, rekreacja - czy to Tatry Słowackie, trekking w Himalajach, spacer po Alpach albo wejście na Kilimandżaro.

alpiniści, wspinacze i grotołazi(wspinaczka jaskiniowa)  - wyjazdy indywidualne i grupowe, prywatne i zorganizowane przez kluby sportowe, w skały i w góry wysokie, wysokości do 6000m, a po rozszerzeniu nawet do 7600m n.p.m.

globtroterzy i podróżnicy - zagraniczna turystyka, i ta amatorska i ta bardziej kwalifikowana - ubezpieczenie obejmuje cały świat poza Arktyką i Grenlandią oraz Antarktydą.

narty, snowboard, w tym także poza trasami (freeride, skialpinizm, akrobacje)

rowerzyści - w tym kolarstwo górskie, downhill

biegi górskie, przełajowe i ultramaratony

kajakarstwo, canyoning, rafting

Ubezpieczenie obejmuje dowolną liczbę wyjazdów trwających do 8-tygodni każdy, a po rozszerzeniu nawet do 16-tygodni, i działa już w momencie rozpoczęcia podróży. Czyli od wyjścia do wejścia z domu na terytorium Polski. A zatem, choć przewidziane jest na zagraniczne wyjazdy, to działa już w momencie rozpoczęcia / zakończenia podróży w Polsce. Bo warunkiem jest Polska jako miejsce zamieszkania.

Ubezpieczenie można rozszerzyć na różne sposoby. Oprócz już wspomnianych, rozszerzenie może objąć koszty leczenia związane z zaostrzeniem lub powikłaniami choroby przewlekłej, o ryzyka wynikającego z aktów terroryzmudziałań wojennych lub stanu wyjątkowego. O Następstwa Nieszczęśliwych Wypadków (NNW), można rozszerzyć na rodzinę (do 5 osób), a także ubezpieczyć osobę niepełnoletnią (pakiet młodzieżowy). Wreszcie, możemy decydować co chcemy ubezpieczyć i na jaką wysokość. A to nie wszystko.

PZU to polska wiodąca firma ubezpieczeniowa, obsługa jest w języku polskim, tak samo wszelkie przepisy ubezpieczeniowe. Składkę można zapłacić jednorazowo lub w ratach.

Co bardzo ważne, ubezpieczenie obejmuje też akcję ratunkową z użyciem helikoptera, w tym poszukiwanie i ewakuację w sytuacji gdy samodzielnie tego nie można zrobić, także ze względu na gwałtowne i niespodziewane pogorszenie pogody, nagłą awarię niezbędnego sprzętu oraz na nagłe zachorowanie współuczestnika wyprawy, kiedy ubezpieczony nie może bezpiecznie powrócić do bazy lub znalazł się w warunkach uniemożliwiających mu samodzielne dotarcie na pierwotnie przewidzianą trasę lub miejsce docelowe wyprawy.

Podstawowy pakiet zapewnia ochronę w zakresie akcji ratunkowej, kosztów leczenia, kosztów transportu do kraju, odpowiedzialności cywilnej, pomocy prawnej, ubezpieczenia bagażu.

Jak działa ubezpieczenie? W razie wypadku należy skontaktować się z Centrum Pomocy PZU pod numerem +48 505 15 95 lub +48 22 566 55 44 (24h na dobę). Centrum w możliwe krótkim czasie organizuje wszelką niezbędną pomoc. Zalety ubezpieczenia:

 •         sprawdzony polski ubezpieczyciel – PZU SA

•          atrakcyjna cena w wariancie podstawowym i rozszerzonym

•          pakiety partnerskie i rodzinne

•          obsługa polisowa i szkodowa po polsku

•          ubezpieczenie jest rekomendowane przez PZA, GOPR, wspinaczy i  podróżników

•          możliwość zakupu polisy online: OBLICZ SKŁADKĘ

O ubezpieczeniu Bezpieczny Powrót czytaj też: TUTAJ.

Szczegółowe regulacje dotyczące ubezpieczenia BEZPIECZNY POWRÓT znajdują się w dokumentach: Ogólne Warunki Ubezpieczenia. Klauzule dodatkowe. Załączniku nr 1_PZA. Tabela Uszczerbków na zdrowiu. 

Opublikowano w Blog

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.