a2b2

red bull box 225x150

pzu bezpieczny 225x140

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Wąwóz Myśliborski koło Jawora (Wąwóz Jawor, Wąwóz w dolinie Jawornika) – rezerwat przyrody w Parku Krajobrazowym Chełmy. Słynie z rzadkich roślin jak języcznik zwyczajny (paproć), ale też przyrody nieożywionej. Są tutaj relikty podmorskiego wulkanizmu - lawy poduszkowe, powstałe na dnie oceanu około pół miliard lat temu. Ponadto przeobrażone skały wylewne jak diabazy, zieleńce i łupki zieleńcowe, powstałe z przeobrażonych bazaltów i pokrewnych im skał wylewnych oraz tufów. W skrócie – są to skały pochodzenia wulkanicznego.

Ów leśny wąwóz w kilku miejscach jest wąski, otoczony efektownymi wysokimi skałami, a dnem płynie potok – Jawornik. Wyśmienite miejsce na spacer.

W rezerwacie są przydatne tabliczki informacyjne. Oraz idiotyczny napis na co najmniej jednej z nich: „wejście do rezerwatu tylko z uprawnionym przewodnikiem”. Każdy normalny człowiek widząc go, uśmiechnie się pod nosem z politowaniem i myślą – co za bzdura. W taki sposób nie zbuduje się szacunku do przepisów, prawa, jakichkolwiek regulacji. Wręcz przeciwnie. Przecież to jest kompletnie martwy zapis. Nigdy w tym wąwozie nie spotkałem innego człowieka, ale wierzę, że bywają. Nie mniej, nadmiaru turystów tu nie ma, mało kto wie w ogóle o tym miejscu. Po drugie, brak jakiejkolwiek informacji, gdzie szukać uprawnionego przewodnika, kto nim jest, adres, telefon. Po trzecie, nie widzę żadnej potrzeby obecności w tym miejscu przewodnika. A po czwarte, już widzę, jak o piętnastej popołudniu w grudniowy dzień, gdy za chwilę zapadnie zmrok, ktoś szuka przewodnika. Którego znaleźć nie można, bo żywej duszy wokół nie widać, jakiejkolwiek informacji na ten temat brak. O innych porach roku, również nikt o zdrowych zmysłach nie będzie tracił dnia albo dwóch oraz pieniędzy na szukanie kogoś, kto oprowadzi w godzinkę po wąwozie. Ciekawym, ale nie wyjątkowym. Zawsze się dziwę czemu ktoś wpada na pomysł, by marnować pieniądze, aby na tablicach informacyjnych wypisywać bzdury, do których nikt się nie zastosuje… bo są bzdurami.

Notabene, w okolicy jest więcej podobnych wąwozów, że wspomnę o Siedmickim (od Myśliborskiego w linii prostej oddalony o ok. 2,5km w kierunku Nowej Wsi Wielkiej).

Jak się tutaj dostać? Najszybsze dojście ścieżką jest od strony wsi Jakuszowa. Po przyjeździe na skrzyżowaniu są dwie opcje – w prawo. Tam zaraz kończy się asfalt i zaczyna szutrowa drogą, która prowadzi w okolice Małych Organów Myśliborskich. Do wąwozu trzeba skręcić w lewo i nie martwić się znakiem – koniec drogi. Zanim się skończy, na płocie jednego z domostw jest tabliczka kierująca do wąwozu (choć nie ma parkingu, to jest gdzie zaparkować samochód). Po niecałych dziesięciu minutach wędrówki ścieżką, dociera się na jego dno. Towarzyszą jej zaniedbane oznaczenia szlaku – czarne. Od strony Myśliborza, tam jest parking, dojście do części rezerwatowej wąwozu jest trochę dłuższe – szlakiem żółtym (Wygasłych Wulkanów) albo ścieżką dydaktyczną. Tak na marginesie, wspomniany żółty szlak ma 85km. Można nim dojść tutaj z Pod Małych Organów Myśliborskich (ok. 3km) albo spróbować krótszą drogą na przełaj, na wyczucie. Są tutaj różne ścieżki. W linii prostej to ok. 2km. Jako ciekawostkę dodam - w obu wsiach są zabytkowe pałace

Na zdjęciach: grudniowy rezerwat Wąwóz Myśliborski i wieś Jakuszowa. 

Opublikowano w Blog
Wzgórze Rataj 350m n.p.m. położone jest obok uskoku, na krawędzi Sudetów (Masywu Czeskiego). Około 15-18 mln lat temu działał tutaj wulkan. Pozostał po nim czop wulkaniczny, czyli zastygła w kominie lawa bazaltowa. To jeden z przykładów neku wulkanicznego (twardzielca) na Pogórzu Kaczawskim. W nieczynnym kamieniołomie można zaobserwować środkową część czopu. Zakrzepła lawa bazaltowa utworzyła w formie wachlarza słupy (struktura lejka). Długie sześcio- i pięcio- boczne, o średnicy ok. 30cm. Pionowe kolumny z jednej strony, z drugiej, ścieżka na sam wierzchołek. Małe Organy Myśliborskie stanowią Pomnik Przyrody Nieożywionej w granicach Parku Krajobrazowego Chełmy. Erozja zniszczyła stożek wulkaniczny, pozostały tylko najtwardsze fragmenty skał z komina wulkanicznego. Jak zwykle bywa, w bazalcie możemy dostrzec niewielkie tzw. prakryształy oliwinów, piroksenów, plagioklazów. Na zboczach wzgórza Rataj można odnaleźć ślady wczesnośredniowiecznego grodziska oraz szczątki zamku z XIII w.

Małe Organy Myśliborskie stanowią ładną formację, choć niewielką, o kilkunastu metrach wysokości. By obejść cały teren skałki wystarczy 15-30 minut.

Obok wzgórza Rataj położona jest masywna Bazaltowa Góra 368m (nek), kolejne powulkaniczne wzgórze na tym terenie (z przed 36mln. lat).

W okolicy są tabliczki informujące, że jesteśmy na Szlaku Salamandry. Wygląda na dosyć świeżą inicjatywę. Może dlatego próżno szukać informacji o nim w Internecie? A może tak ma być? Pełna nazwa to: edukacyjna ścieżka przyrodniczo-krajobrazowa Szlak Salamandry. Niewielka, mieści się pomiędzy wsiami Jakuszowa i Myślibórz. Są plansze z mapkami i oznakowanie szlaku. Pierwszy punkt ścieżki jest w pierwszej z tych miejscowości.  

Jak się tutaj dostać? Piechotą albo rowerem z miejscowości Jakuszowa albo Myślibórz. Autem osobowym też można dosyć blisko podjechać. Z obu wsi. Od strony Jakuszowej, ostatnie dwa kilometry pokonując kamienistą drogą szutrową. Ale błotka po deszczu również trochę bywa. Od Myśliborza, zostawiając samochód w wiosce albo częściowo szutrowymi drogami. Na ostatnim odcinku jadąc w kierunku wioski Jakuszowa. Końcówka w obu przypadkach – piesza. Przy czym z Myśliborza jest tylko minimalnie dalej do Organów niż zostawiając auto przy drodze do Jakuszowej.

Niedaleko stąd do innych atrakcji jak Góra Bazaltowa i Wąwóz Myśliborski.

Na zdjęciach: Małe Organy Myśliborskie, widok na Bazaltową Górę i wieś Jakuszowa.  

Opublikowano w Blog
Na początku grudnia zakończyłem kolejną wizytę na dwóch bardzo fajnych trekkingach w NepaluWokół Manaslu i do Sanktuarium Annapurny (Pamir.pl). Ale jak to często u mnie bywa, powracanie do Polski zajęło mi trochę czasu. Dubaj nieustannie jest na mojej trasie podróży, więc co roku zatrzymuję się tam chociaż na chwilę. Tym razem, co rzadkie u mnie, wybrałem się na plażę. Po dotarciu do Europy, także wstrzymałem na chwilę moje wracanie. Uwielbiam czeską Pragę, dlatego nawet szóste tegoroczne jej odwiedziny, nie zniechęciły mnie przed krótkim pobytem.

A w Polsce. Statyczne życie i zatrzymanie się w jednym miejscu, jak zwykle okazały się niemożliwe. Na pierwszy ogień odwiedziłem mój ulubiony Dom Kultury w Bielsku-Białej Wapienicy, opowiadając o wulkanach. Potem, przyjaciele zatrzymali mnie na Podbeskidziu na dłużej. A że uwielbiam ten region, nie protestowałem.

Lecz obowiązki przeniosły mnie na Dolny Śląsk do Wołowa za Wrocławiem. Tam z ekipą Militaria.pl przygotowaliśmy materiał o Projekcie 100 Wulkanów, który ujrzy światło dzienne na początku 2018 roku.

Zamiast prosto z Polski południowej przenieść się do Warszawy, odwiedziłem Lubiąż i Krainę Wygasłych Wulkanów na Przedgórzu Sudeckim, pomiędzy Złotoryją a Jaworem (piszę o tym w sąsiednich artykułach). W tym ostatnim mieście załapałem się na jarmark świąteczny Mercedesa, który buduje tutaj fabrykę silników za ponad pół miliarda euro. Ma być gotowa już pod koniec przyszłego roku, a produkcję o pełnej mocy wdrożyć w 2019 roku.

Do stolicy ostatecznie dotarłem. Pośród szeregu miłych spotkań, 17 grudnia, na antenie Radia TOK.FM w audycji Podróże Duże i Małe Przemysława Iwańczyka opowiadałem o… wulkanach :).

2018 rok zapowiada się jeszcze bardziej wyjazdowo niż mijający. I bardzo dobrze :).

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku, życzę WSZYSTKIM: by był to radosny czas spędzony w gronie Bliskich albo w inny oczekiwany przez każdego sposób. A w roku 2018, wspaniałych podróży, dużo zabawy, mało trosk, i zrealizowania nawet najbardziej śmiałych marzeń.

Serdecznie pozdrawiam

Grzegorz Gawlik

Na zdjęciach: opisane miejsca czyli Dubaj, Praga, Bielsko Biała i okolice, Dolny Śląsk i Pogórze Sudeckie, Warszawa.

Opublikowano w Blog
Czartowska Skała 468m, zwana jest czasami Małą Ostrzycą, stanowi jedno z najwyższych wzniesień na Pogórzu Kaczawskim. Oferuje widok na Sudety w tym Karkonosze i Nizinę Śląską. Nie przeczy temu fakt, że wzgórze jest płaskie i bardzo łatwo dostępne.

Wierzchołek to pozostałość czopa nefelinitowego, zastygła lawa (magma), która zatkała komin wulkaniczny. Jedna z legend głosi, że skała zaczopowała wejście do piekieł. Co jak widać, z punktu widzenia geologicznego zawiera ziarno prawdy.

Około 20 mln lat temu działał tutaj aktywny wulkan. Dzisiaj Czartowska Skała jest wzgórzem pochodzenia wulkanicznego (nekiem) i częścią tzw. Krainy Wygasłych Wulkanów.

Obecny krajobraz to efekt erozji i działającego tutaj kiedyś kamieniołomu, przed II Wojną Światową. Pomnik przyrody nieożywionej od 1991 roku.

Choć powszechnie mówi się, że Czartowska Skała jest bazaltowa, to nie do końca. Zbudowana jest z bazanitu (bogata w oliwin odmiana bazaltu) i tefrytu (wylewna skała magmowa o wyglądzie bazaltu, zbudowana głównie z plagioklazu, piroksenu, nefelinu i amfibolu). Ale mówiąc o magmie bazaltowej, nie popełniamy błędu. Od niedawna mamy metody badawcze, które pozwalają bardzo precyzyjnie rozróżnić rodzaj skały. Bazalt to zasadowa skała wylewna, drobnoziarnista, twarda, trudnościeralna. Jej głębinowym odpowiednikiem jest gabro. Skład mineralogiczny bazaltu zbliżony jest do tefrytu.

Struktura skalna Czartowskiej Skały ma około 200m na 130m, a nachylenie kolumn 40-65 stopni, choć miejscami są prawie poziome. O kilkunastu metrach długości i ok. 15-25cm szerokości ścianek, ok. 20cm średnicy. Lawa o temperaturze około 1000 stopni Celsjusza zastygając na powierzchni, zmniejszała swoją objętość, pękała. W klasycznej postaci – równomierne stygnięcie - tworząc sześciokątne słupy (na Czartowskiej Skale są też cztero- i pięcio- boczne). Ich ułożenie jest prostopadłe do powierzchni ochładzającej się lawy, a wiec nieprzypadkowe. Przez miliony lat, bardziej miękkie fragmenty skał wulkanicznych uległy erozji i wietrzeniu, przetrwały tylko te najtwardsze.

Czartowska Skała (czasami pod nazwą Czartowskie Skały) jest częścią Parku Krajobrazowe Chełmy. Słynie on z cennych reliktów działalności wulkanicznej – staro paleozoicznej, permskiej oraz trzeciorzędowej.

Czartowska Skała to nie jedyny nek w okolicy, bo nekami są: Rataj, Bazaltowa Góra (wieża widokowa na szczycie), koło wsi Sichów, Radogost (wieża widokowa na szczycie). Innymi okolicznymi pamiątkami powulkanicznymi są: pokrywa lawowa Mszana, lawy poduszkowe w wąwozach: Myśliborski, Siedmicki, Lipa. Porfiry Swarnej i Popielowej.

Co to jest nek? To tzw. twardzielec, pozostałość skał, które były wypełnieniem komina dawnego wulkanu. Można powiedzieć, że to rdzeń wulkanu. Zachowany jego fragment, zwykle jego środkowa albo dolna część.

Jak się dostać do Czartowskich Skał? Drogą nr 365 można dojechać bardzo blisko skały. Jest tabliczka kierująca do niej i widać ją kilkaset metrów dalej na horyzoncie. Położona jest pomiędzy Muchowem a Myślinowem, niecałe 7km od Myśliborza, najbliższym większym miastem jest Jawor. Inna opcja, to dojazd i dojście z drugiej strony, ze wsi Pomocne.

Na zdjęciach: Czartowska Skała i ruiny w Nowej Wsi Wielkiej. 

Opublikowano w Blog
Wzgórze Wielisławka ma dwa wierzchołki o wysokości 372m i 369m. Oferuje nie tylko powulkaniczną cenną pamiątkę. Na szczycie są ruiny rycersko-zbójnickiego zameczku (w późniejszych czasach schroniska). Wydobywano tutaj w przeszłości rudy metali (ze złotem i srebrem wyłącznie). W okolicy można znaleźć minerały z grupy tlenków np. agaty i chalcedony (SiO2 – tlenki krzemu).  Wielisławka jest też mekką poszukiwaczy skarbów. Ponoć w sztolniach pod górą ukryto różne kosztowności, wywiezione z Wrocławia przed najazdem Armii Czerwonej. Inna legenda głosi, że na szczycie znajdował się prasłowiański ośrodek kultu.

U podnóża Wielisławki, w pobliżu rzeki Kaczawy, od strony Sędziszowej znajduje się nieczynny kamieniołom. Odkrył on powulkaniczną pamiątkę. Można tutaj dojechać samochodem osobowym, przy czym ostatnie kilkaset metrów to szutrowa wąska droga. Pod koniec paleozoiku działał w tym miejscu wulkan (ok. 250-300 mln lat temu).

Najczęściej mówi się, że to kamieniołom porfiru, ale będąc bardziej precyzyjnym występująca tutaj skała to ryolit. Czymże ona jest? Kwaśną wylewną skałą, przypominającą granit. Klasyczny porfir możemy oglądać np. w sąsiednim Nowym Kościele, gdzie występują piękne geody z agatami czy kwarcami. Ryolit bogaty jest w minerały z grupy krzemianów, choćby w skalenie ale też w kwarc należący do tlenków. Ma odcień jasny, w Wielisławce czerwonawy, brązowawy, zielonawy.

A co jest tutaj tak wyjątkowego? Dlaczego ów stary kamieniołom jest pomnikiem przyrody nieożywionej? Ponieważ ryolit tworzy słupy, jakby piszczałki organów. Rzadkim zjawiskiem jest, by kwaśna skała przybrała taką formę – ciosu termicznego. Szerzej o tym zjawisku pisałem w poprzednim artykule:  „Wulkaniczny Diablak koło Złotoryi – nawet diabeł go nie znajdzie”. Słupy w Wielisławce są cztero-pięciokątne o średnicy 20-30cm. Powstały gdy lawa (magma) zastygała w kominie wulkanicznym. Należą do kompleksu permskich skał zwanych czerwonym spągowcem. Powulkaniczna Wielisławka stanowi część Krainy Wygasłych Wulkanów.

Na szczyt Wielisławki możemy wejść stromą ścieżką poprowadzoną przy kamieniołomie (od strony zadaszonych ławek z miejscem na ognisko i grillem). Albo łagodniej, ruszając w prawo leśną ścieżką, ok. 200m przed kamieniołomem (jadąc szutrową drogą od centrum Sędziszowej). Teren kiedyś został przyzwoicie zagospodarowany turystycznie, stworzono ścieżkę przyrodniczą. Niestety brak regularnej konserwacji skutkuje, że nie wszystkie elementy są w dobrym stanie. Widać zniszczenia choćby na szczycie. Może za sprawą ludzkiej ręki, a może przyrody. Silne wiatry nie są obce tym terenom. To typowa bolączka w Polsce – czyli marnowanie pieniędzy. Wpierw inwestuje się, najczęściej pochodzące z Unii Europejskiej, środki w zagospodarowanie turystyczne. Wydając setki czy miliony złotych. Lecz później się o to nie dba. Brak bieżącego utrzymania inwestycji powoduje, że często po kilku latach nic z tych prac i pieniędzy nie ma. Poza resztkami wyglądającymi jak śmietnik. Na Wielisławce tak źle jeszcze nie jest, ale wszystko zmierza w tym kierunku. Ciekawe czemu nikt w naszym kraju nie odpowiada za marnowanie publicznych pieniędzy?

Z Wielisławki rozciąga się ładna panorama. Widać między innymi pobliską Ostrzycę 501m, Okole 714 lub 718m w Górach Kaczawskich, przy dobrej pogodzie także Karkonosze ze Śnieżką.

Wzgórze Wielisławka znajduje się we wsi Sędziszowa w gminie Świerzawa, w powiecie złotoryjskim. Na Pogórzu Kaczawskim, zwanym w tej części Złotoryjskim. Wznosi się nad rzeką Kaczawa. Oprócz Organów Wielisławskich i Wielisławki, w okolicy jest zespół zamkowy z wieżą mieszkalną, ruiny kościoła św. Katarzyny, młyn wodno-elektryczny, czy romański kościół w Świerzawie (z II poł XIIIw.).

Na zdjęciach: Organy Wielisławskie, wzgórze Wielisławka i romański kościół w Świerzawie. 

Opublikowano w Blog
Diablak stanowi bardzo ciekawą formację skalną ukrytą w lesie, na stromym zboczu nad doliną niewielkiej rzeki – Wilcza. Oferuje piękne bazaltowe słupy o wysokości 20 metrów. Jest pozostałością komina wulkanicznego z przed milionów lat. Geologiczną ciekawostką tego miejsca jest porwak, który znajdziemy w dolnych partiach.

Porwak, cóż to jest? Już wyjaśniam. To fragment skały pochodzący z innego kompleksu skalnego, niż ten, w którym się znajduje. W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z porwakiem wulkanicznym. Jest nim kawałek piaskowca w bazalcie. Magma wyrwała fragment piaskowca z otoczenia, przeniosła go albo zachował się on, gdy magma przebijała się przez piaskowiec. Następnie wtopił się w bazalt i zastygł wraz z nim. To nie wszystko. Bo obróbka termiczna upodobniła go do sąsiedniej skały wulkanicznej. To rzadkie zjawisko, a w tym miejscu świetnie widoczne. Obok bazaltowych słupów, są slupy piaskowca. Tylko że zacznie mniejsze. Uległ on ogrzaniu do bardzo wysokich temperatur a podczas ostygania uległ skurczeniu i popękaniu charakterystycznemu dla skał wulkanicznych.  Jedne i drugie, to termiczny cios skalny, o zachowanej regularności kształtów.

Zresztą Diablak to wzgórze piaskowcowe, w górnych partiach można znaleźć kilka zarośniętych kamieniołomów, jest też niewielkie bazaltowe gołoborze. Warto się pokręcić po okolicy. A ze szczytu roztacza się efektowny widok na Ostrzycę, Sudety. Przy dobrej pogodzie widać Karkonosze.

Diablak jest wykorzystywany do wspinaczki skalnej. Jest tam około dziesięć dróg  wspinaczkowych o trudnościach od V do VI.2 (część ubezpieczona). W dolnej partii jest fajna przewieszka. Terenów wspinaczkowych w okolicy można znaleźć więcej.

Z Wilkołaka (Wilczej Góry) na Diablak można dojść piechotą, to około 5-6km. Żadnego szlaku nie ma. Ale są drogi polne. Można też dojechać, w tym samochodem. Tutaj mamy dwie opcje. Dojechać do zakładu przeróbczego Kopalni Bazaltu Krzeniów. Na końcowym odcinku cały czas mając po lewej stronie strome wzgórze a po prawej torowisko prowadzące do kopalni. Auto będzie trzeba zostawić gdzieś przy drodze przed wjazdem na teren zakładu wydobywczego. Następnie czeka nas spacer na wyczucie przez las stromo do góry (są tam ścieżki, polne drogi). Nasz cel znajduje się prawie na szczycie wzgórza, które od drugiej strony jest zupełnie płaskie. Naprzeciw budynków części przeróbczej kopalni.

Druga opcja. Jadąc od Złotoryi do Wilkowa, mija się Wilczą Skałę i dalej do wsi Wilków-Osiedle. Gdy się kończy, a przed nami urasta pagórkowata ściana lasu, należy skręcić w prawo w polną drogą (za nią zaczyna się las, a przed nią są pola). Po przejechaniu około półtora kilometra, dotrzemy prawie na Diablak (pod koniec droga może być błotnista). Najwyższe bardzo niewielkie wzniesienie, najbliżej ściany lasu, to właśnie Diablak. Na wąskim przesmyku szczytowym zagajnik z Diablaka łączy się z lasem. Wchodząc w głąb można dojść w około pięć minut w partie szczytowe kopalni Krzeniów. Idąc skrajem wzgórza w kierunku pól i widocznej na horyzoncie Wilczej Góry, po niecałych 5 minutach osiąga się Diablak 390-391m n.p.m. Od Wilkowa-Osiedle jest bardzo płasko, pole dociera prawie do wierzchołka, od drugiej strony jest stromo, a skrajem biegnie może nie super, ale ścieżka.

Sam wierzchołek Diablaka to kupka kamieni i nie on jest celem. Należy spojrzeć w dół stromego zbocza, w kierunku zakładu przeróbczego kopalni, z którego zazwyczaj słychać pracę maszyn. Wprawne oko może dostrzeże lesie około 100 metrów niżej malutką przełączkę i drugi wierzchołek Diablaka. On jest atrakcją tego miejsca. Wysoka na 20 metrów znacznych rozmiarów skała, z pięknymi bazaltowymi słupami. Można ją obejść, wejść na szczyt. W każdym bądź razie, będąc na wierzchołku Diablaka, należy ruszyć wprost stromo w dół i po około 2 minutach będziemy przy drugim, pięknym bazaltowym pagórku. Ukrytym w lesie.

Diablaka najłatwiej znaleźć i najlepiej się prezentuje w porze jesienno-zimowej, gdy nie ma liści na drzewach ani śniegu.

Na zdjęciach Diablak i grudniowy biwak w pobliżu.

Opublikowano w Blog
Wilcza Góra (Wilkołak) stanowi obok Ostrzycy, najbardziej charakterystyczny punkt Pogórza Kaczawskiego. Położona bardzo blisko centrum Złotoryi, jest nie do pomylenia z niczym innym. Za sprawą działalności górniczej. Która dla tego miejsca jest jednocześnie bezcenna i przekleństwem. Dzięki kopalni bazanitu (odmiany bazaltu), udało odsłonić się fragment komina wulkanicznego (nek). Podobnych form na Pogórzu Kaczawskim można znaleźć więcej.  I żadnego z nich nie można nazwać wulkanem, co najwyżej wzgórzem pochodzenia wulkanicznego.

Aczkolwiek to konkretne miejsce ma szczególne znaczenie. Obok równoległych względem siebie efektownych skalnych słupów, jest na Wilczej Górze tzw. „róża bazaltowa”. Stanowi atrakcję na skalę europejską. W widocznym rdzeniu komina, słupy bazaltowe rozchodzą się gwiaździście (jak płatki kwiatów), z jednego punktu. „Różę” można obserwować pod szczytem wzgórza, od strony kamieniołomu. Bardzo dobrze się zachowała.

Co do aktywności wulkanów na terenie Polski jest sporo rozbieżności. Różne źródła podają, że Wilkołak był aktywny w trzeciorzędzie, ok. 15 – 17 mln lat temu. Ale czasami padają też liczby w okolicach 20- 25mln lat, a nawet 30mln lat.

Działalność wydobywcza mocno zdeformowała wzgórze, w zasadzie został z niego tylko fragment ze „skalną różą”. Dzięki czemu mocno ociosany wierzchołek przetrwał, choć człowiek obniżył jego wysokość z 373m na 367m n.p.m. Ubocznym efektem jest bardzo charakterystyczny skalny szczyt, porośnięty zagajnikiem.

Ku rozpaczy właścicieli odkrywkowej kopalni, w 1959 roku dla ochrony wartościowej roślinności i form geologicznych – związanych z wulkanizmem, na wierzchołku utworzono rezerwat. Dzisiaj całkowicie zaniedbany i zapomniany.

Bazanit na Wilczej Górze wydobywany jest od początków XX wieku, z wszystkich stron. Rezerwat utworzono od strony miejscowości Jerzmanice-Zdrój, skąd można wejść na szczyt. Natomiast z drugiej strony prężnie działał kamieniołom. W taki sposób, że naruszono filar ochronny rezerwatu i można odnieść wrażenie, że próbowano go zniszczyć. Wtedy – bez „bazaltowej róży” - nie byłoby powodu, by chronić ten teren, a bazanit i piaskowce, można byłoby wydobywać jeszcze długo. 

Na szczęście róża przetrwała, lecz widać w kamieniołomie, że jeszcze niedawno trwały tutaj prace wydobywcze. Obecnie nie ma w nim żadnego ciężkiego sprzętu (grudzień 2017). Aczkolwiek to jest nadal teren Kopalni Wilcza Góra należącej do firmy Colas, ogrodzony, z tabliczkami: wstęp wzbroniony.

Wilcza Góra znajduje się w sołectwie Wilków, przy samej granicy z miastem Złotoryja( 2,5km od Rynku). Stanowi część gminy Złotoryja i powiatu złotoryjskiego. Niestety Złotoryja i Wilków od zawsze ignorują swoje wulkaniczne pamiątki, które są totalnie zaniedbane. A o takim Diablaku wiedzą tylko nieliczni. Gdyby nie internet, być może nie wiedziałby nikt (napiszę o tym miejscu w kolejnym artykule). Dobrze wypromowany i zagospodarowany wulkanizm, może przynieść więcej pieniędzy z turystyki niż opowieści o złocie.

Jak zwiedzać Wilczą Górę? Niby to rezerwat, ale tak zaniedbany, niezagospodarowany, że nie ma sensu doszukiwać się tutaj jakichkolwiek ułatwień dla turystyki. Są chaszcze, śmieci, wypłowiała całkowicie tablica, że to rezerwat. Na jakimś drzewie w zagajniku poniżej widziałem bardzo stare oznaczenie szlaku turystycznego. Na szczęście są ścieżki – od strony Jerzmanic - i każdy sprawny człowiek wejdzie na szczyt. Skąd wspaniała panorama na Pogórze Kaczawskie, w tym Ostrzycę oraz na pasma Sudetów, aż po Karkonosze. Na zboczu możemy dojrzeć bazaltowe kolumny, lecz „skalnej róży” nie zobaczymy. Ją widać z drugiej strony – bądź z wewnątrz kamieniołomu, bądź z jego obrzeża.

Teoretycznie tam wejść nie wolno, bo są tablice, płot. W którym są dziury, a tam gdzie ich nie ma, nietrudno go pokonać. W kamieniołomie świetnie widać bazaltową różę i wspaniałe bazaltowe słupy (4-6 boczne w przekroju, ok. metr-półtora w obwodzie). Gdybyśmy chcieli dostać się do kamieniołomu od strony Wilkowa, do pokonania mamy bramę wjazdową do kopalni ze stróżówką. To była moja kolejna wizyta w tym miejscu, jak zwykle przeskoczyłem przez płot, wracając wyszedłem obok stróżówki. I jak zwykle byłem jedynym człowiekiem w kamieniołomie. Nikt nie robił mi żadnych problemów. Prawdą jest jednak, że zwykle tam bywam w okresach i godzinach „nieturystycznych”.

Chwilowo na Wilczej Górze nie widać wydobycia i świetnie by było, gdyby ten teren zostawić turystom, raz na zawsze. Choć właściciele kopalni mają pewnie inne pomysły. W każdym bądź razie, w okolicy działają inne kopalnie bazaltu. I niech tak zostanie.

Jeszcze ciekawostka, od strony Jerzmanic, u podnóża Wilczej Góry, można natrafić na dwie mikro-jaskinie w piaskowcach – Wilczą Jamę (7 m dł.) i Niedźwiedzią Jamę (2 m dł.).

Na zdjęciach: Wilcza Góra i Złotoryja (z Rynkiem i Basztą Kowalską). Wprawne oko na trzech sąsiadujących ze sobą zdjęciach dostrzeże drugą „bazaltową różę”, mocno zniszczoną przez działalność górniczą. Właściwa jest pod koniec galerii. 

Opublikowano w Blog
Ostrzyca (Ostrzyca Proboszczowicka) wg różnych pomiarów mierzy 499-501m n.p.m. Stanowi najwyższe wzniesienie na Pogórzu Kaczawskim (niedaleko stąd do Złotoryi i Lwówka Śląskiego). Stromy stożkowaty kształt przypomina stratowulkan. Dlatego zwana jest Śląską Fudżijamą (Śląską Fudżi), i jest najbardziej wulkanicznym wzgórzem w Polsce. A to, że nie jest wulkanem, stanowi zupełnie inną historię, o czym za chwilę.

Ostrzycę widać z wielu okolicznych miejsc, przy dobrej pogodzie, nawet z Karkonoszy. Ze szczytu też panorama jest niczego sobie. Ostrzycę najlepiej eksplorować, gdy nie ma liści na drzewach, jak również śniegu. Wtedy wszystko widać najlepiej. W tym gołoborza (rumowiska skalne) i skały w partiach szczytowych, uformowane w słupy bazaltowe. A dokładnie w słupy bazanitu, czyli bazaltu z większą domieszką m.in. oliwinów.

Na wierzchołek prowadzi ścieżka od strony wsi Proboszczów, który objęty jest ochroną rezerwatu przyrody. Jak to zwykle bywa, najciekawsze skały, gołoborza są tam, gdzie ścieżki nie ma. Partie szczytowe są strome.

A jak o jest z tym wulkanem? Na wstępie trzeba sobie jasno powiedzieć, w Polsce nie ma wulkanów, nawet wygasłych. Cała Kraina Wygasłych Wulkanów na Pogórzu Kaczawskim, z Ostrzycą wyłącznie, to tereny powulkaniczne. Bardzo stare. Najmłodszą aktywność wulkaniczną na terenach Polski datuje się na około 15 milionów lat temu (choć istnieje też pogląd, że ostatnie aktywne wulkany działały kilka milionów lat temu). Najstarszą – na pół miliarda lat temu. Dlatego te wszystkie pamiątki powulkaniczne możemy nazywać marketingowo, dla wygody – wulkanami. Lecz tak naprawdę Ostrzyca, to wzgórze pochodzenia wulkanicznego. Tak samo jak inne w okolicy, mu podobne. Wygasły wulkan, a wzgórze powulkaniczne – to zasadnicza różnica. 15-25mln lat to wystarczająca ilość czasu, by przeobrazić wulkan we wzgórze, które ma pochodzenie wulkaniczne, ale wulkanem już nie jest.

Zatem, ten „najbardziej znany polski wulkan”, jest niewielkim fragmentem rdzenia wulkanu tarczowego (nekiem, twardzielcem) z przed ok. 20-25mln lat. Lawa bazaltowa zastygła w kominie wulkanu, a że jest twarda i dobrze się broni przed erozją oraz wietrzeniem, dotrwała do naszych czasów. Dzięki temu Ostrzyca wyglądem przypomina współczesny wulkan. Choć jest tylko reliktem dawnych obszarów wulkanicznych. Przyjmuje się, że jej wierzchołek podczas ostatnich zlodowaceń wystawał ponad lodowiec, czyli był nunatakiem. 

Nie ma się jednak co martwić, że Ostrzyca nie jest wulkanem. Bo ma bardzo dużo wspólnego z nimi. W przeciwieństwie do takiej Ślęży, również położonej na Przedgórzu Sudeckim. Kiedyś uważano, że ma pochodzenie wulkaniczne. I dzisiaj wielu nadal tak mówi. A to nieprawda. Odpornym na erozję skałom - granity, gabra, amfibolity i ofiolity - zawdzięczamy tak potężny masyw, samotnie stojący. Owszem, w masywie Ślęży są zmetamorfizowane czyli przeobrażone skały, mające pochodzenie wulkaniczne. Stanowiły kiedyś dno oceanu. Lecz datuje się je na 350 – 500 milionów lat temu. I stanowią tylko wycinek budowy geologicznej Ślęży. To stanowczo za mało, by Ślężę kojarzyć z wulkanizmem. Natomiast Ostrzycę jak najbardziej można, mimo że jej obecna postać, to stanowczo za mało, aby nazywać ją wulkanem.

Oto porcja zdjęć z grudniowej Ostrzycy:

Opublikowano w Blog

Katania w przeszłości była niszczona przez trzęsienia ziemi, a lawa podczas erupcji Etny z 1669 roku zniszczyła fragment miasta i dotarła do morza. Lecz bliskość największego europejskiego wulkanu to nie tylko dramaty. Wysokiej jakości skały wulkaniczne o wartości handlowej, żyzne wulkaniczne gleby, wyśmienicie nadające się pod uprawę winorośli, zyski z turystyki – to też sprawka Etny.

A co by było gdyby dzisiaj Etna wybuchła z siłą największej erupcji z ostatnich kilku tysięcy lat? Nic strasznego. Ponieważ erupcje Etny nie należą do silnych. Większość posiada stopień pierwszy lub drugi w Indeksie Eksplozywności Wulkanicznej. Największe zanotowane osiągnęły stopień ósmy, a erupcję z 1669 roku szacuje się na stopień trzeci.

Zanieczyszczone tereny i zamknięte lotnisko w Katanii z powodu popiołów wulkanicznych, rzeki lawy – nie byłyby to wielkie konsekwencje. Przy dzisiejszym rozwoju techniki lawę można skierować na wybrane tory i ograniczyć zniszczenia do minimum.

Etna to ogromny masyw, większość erupcji odbywa się daleko od zamieszkałych terenów, a erupcji silniejszej niż stopień trzeci czy czwarty, trudno się spodziewać.

Katania ma się tak sobie, tygrysem gospodarczym nie jest. Największe miasto wschodniej Sycylii, drugie na wyspie, po Palermo. Z jednej strony miasto ma problem ze śmieciami i z afrykańską emigracją, z którą nie wiadomo co zrobić. Z drugiej posiada port morski, prężne choć za ciasne lotnisko i system kolei podziemnej. Niewielki, ale zawsze, a w końcu Katania to tylko niewiele ponad trzysta tysięcy mieszkańców.

Metro w Katanii to jedna linia o długości około 9km, do końca 2019 roku ma przybyć pięć nowych stacji, a docelowo ma prowadzić do lotniska. Z punktu widzenia turystyki w obecnym kształcie jest mało istotna. Bo co z tego, że z głównego dworca kolejowego można dostać się w okolice Starego Miasta(stacja Stesicoro), jeśli to zaledwie odległość jednej stacji, a do głównego placu(Duomo) i tak jest nadal 800 metrów. Idąc piechotą do pokonania jest 1300 metrów i zajmie to mniej czasu niż metrem.

Jak już jesteśmy przy Starym Mieście, to warto zwiedzić grecko-rzymski amfiteatr z odeonem po sąsiedzku. Byłoby to miejsce jakie można spotkać w niemal każdym włoskim mieście, gdyby nie fakt umiejscowienia go pośród gęstej zabudowy miejskiej. Można przejść obok, bez świadomości jego istnienia. Nawet trudno znaleźć wejście i kasę biletową (z ulicy Vittorio Emanuele II, niedaleko Piazza Duomo). Amfiteatr powstał w I - II w n.e. i mieścił około 7000 widzów. Odkryto go dopiero w XIX w. Ponieważ na jego miejscu zbudowano współczesne domy. Trzeba było je rozebrać i wykonać prace rekonstrukcyjne, by przybrał dzisiejszą postać. Warto jednak zauważyć, że już w V w p.n.e., w tym miejscu funkcjonował grecki teatr, którego pozostałości wykorzystali rzymianie. Fragmenty bloków skalnych z tego obiektu można odnaleźć w późniejszych miejskich budowlach, jak katedra św. Agaty.

Innymi słowy, porzucony amfiteatr - w VI-VII w n.e. - ulegał rozbiórce na rzecz innych budowli, był zabudowywany, funkcjonowała tu m.in. rzeźnia. Trzęsienia ziemi także dokonywały zniszczeń. Dzięki temu wszystkiemu mamy niepowtarzalną okazję zwiedzić  starożytny obiekt, połączony z kamienicami (m.in. z XVIII w). Nawet wejście do amfiteatru prowadzi przez jedną z nich, w której małe muzeum.

W korytarzach pod trybunami możemy podziwiać liczne fragmenty kolumn, rzeźb oraz pomieszczenia przypominające grotę. Także potok, który przepływa pomiędzy murami, w tym przez orchestrę.

Na tyłach amfiteatru zachowały się ruiny odeonu z II w n.e., zbudowanego z cegieł i skał wulkanicznych. Ten mniejszy, zwykle zadaszony, mieścił około 1500 widzów.

Odkryto tutaj też rzymski akwedukt i pozostałości greckie z VII-VI w p.n.e. O ile nie ma dużych zorganizowanych wycieczek, jest to spokojne miejsce, gdzie warto chwilę odetchnąć od zgiełku otaczającego miasta.

Z innych starożytnych zabytków w Katanii, również znajdujących się pośród zwartej zabudowy wspomnę o: zachowanym fragmencie rzymskiego amfiteatru, kilku lokalizacjach z rzymskimi termami (jak Terme della Rotonda, Santa Maria dell Indirizzo i Terme dell Acropoli – na terenie i obok – ogromnego klasztoru benedyktyńskiego z kościołem San Nicolo),

Katania znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, ale nie ze względu na starożytne zabytki tylko cenną barkową architekturę. Barok Sycylijski, który możemy tutaj podziwiać, pochodzi z XVII I XVIII wieku i dotyczy nie tylko Katanii. Uważa się, że trzęsienie ziemi z 1693r., które spowodowało konieczność odbudowy zniszczonych miast, zapoczątkowało ten styl. Z jednej strony liczne krzywizny i ornamenty, z drugiej, specyficzne rzeźby masek, aniołków czy charakterystyczne balkony.

Świetnym przykładem jest katedra św. Agaty przy Placu Katedralnym (Duomo). Świątynia zbudowana w latach 1078-1093 na ruinach rzymskich łaźni. Ulegała zniszczeniom przez trzęsienia ziemi. Obecny barokowy kształt przybrała po 1693 roku.

Na Piazza Duomo jest sporo ciekawych architektonicznie obiektów, w tym symbol Katanii – fontanna ze słoniem (u Liotru, Fontanna dell Elefante z 1736r.). Od placu biegnie jedna z najważniejszych arterii - Via Etnea, wieczorem zamieniana w deptak z ekskluzywnymi sklepami. Obok Piazza Duomo w ciągu dnia (chyba codziennie poza niedzielami), funkcjonuje targowisko z rybami i owocami morza (La Pescheria), też z roślinnymi warzywami i owocami. Popołudniu jest solidnie czyszczone z zapachu ryb.

Niepowtarzalny jest Zamek Ursino (Castello Svevo di Catania) z pierwszej połowy XIII w. Potężna kamienna budowla charakterystycznymi wieżami na rogach, otoczona zwartą miejską zabudową. Co też poniekąd niezwykłe. Ale nie tak jak pewien szczegół. Gdy zamek powstawał, znajdował się na nadmorskim klifie. Jednak na skutek trzęsień ziemi i erupcji Etny, oddalił się od morza o kilometr. Obok zamku widać lawy, które go oblewały. Mieści się w nim muzeum, jedno z wielu w Katanii. Przetrwał jako jedna z niewielu budowli trzęsienie ziemi z 1693r.

O Katanii można pisać długo, choć bez wątpienia we Włoszech jest mnóstwo ciekawszych miast. Ale wspomnę jeszcze o jednym. W końcu to miasto nadmorskie. Lecz na plażę nie jest tak łatwo trafić. Na wysokości dworca kolejowego i Starego Miasta dostępu do morza bronią ogrodzone tory kolejowe, port, ruchliwe drogi. Z Piazza Duomo trzeba pokonać przeszło dwa kilometry w kierunku lotniska, by znaleźć się na plaży. A droga nie jest prosta. Próżno też szukać nadmorskiej promenady i turystycznego zagospodarowania na poziomie, ale powoli coś się dzieje w tym kierunku. Nie mniej, plaża jest, szeroka, choć bywa dosyć zaśmiecona. Morze (Jońskie, część Śródziemnego), też jest, a jego wody ciepłe. Bez przeszkód można się w nim kąpać od czerwca do października. Ponadto świetnie widać stąd wulkan Etna. O ile nie tonie w chmurach.

Na zdjęciach trochę obrazów z Katanii. 

Opublikowano w Blog
● La Ferrovia Circumetnea czyli kolej wokół Etny, to wąskotorowa linia pomiędzy Riposto a Katanią (stacja Borgo). Przeżywała różne wzloty i upadki. Z pewnością nadal jest deficytowa. Aczkolwiek staje się powoli dużą turystyczną atrakcją. Niektóre firmy oferują już nawet wycieczki, że część trasy pokonuje się koleją, a potem autobus zabiera turystów na przykład do wąwozu Alcantara (koło którego też kiedyś funkcjonowała linia kolejowa, pisałem o niej kilka miesięcy temu).

Nie zmienia to faktu, że podróżując koleją wokół Etny, zwłaszcza na odcinku z Randazzo do Riposto, nieraz byłem jedynym pasażerem niewielkich składów kolejowych. I tutaj ciekawostka. Od przełomu lat 2015 i 2016 część taboru to pociągi Vulcano, produkowane przez polską firmę Newag. Linia jest powoli przywracana do ładu, remontowana, przebudowywana, czego świetnym przykładem jest nowoczesna stacja Adrano Nord, włączona do ruchu w 2011 roku (prezentowana poniżej na przedostatnim zdjęciu).

Kolej wybudowano w latach 1895-1898, liczy 111km, rozstaw torów to 950mm, nie jest zelektryfikowana i w większości jednotorowa. Chociaż są plany by to zmienić. Dużo zainwestowano w odcinek Adrano – Katania. Wybudowano kilka kilometrów tuneli i kilka podziemnych stacji.

Sam rozkład jazdy jest dosyć skomplikowany i wielowariantowy. Podróż wymaga co najmniej jednej przesiadki – w Randazzo. Przejazd całej trasy to około 3 godziny. Stacja początkowa to Katania Borgo, końcowa to Riposto – miasteczko nad Morzem Jońskim. Oddalone około 30km od stacji Borgo. Na tym odcinku funkcjonuje normalnotorowa kolej, którą można dojechać z Riposto do Katanii. Z kolejowej stacji Borgo, można metrem (stacja Borgo), dojechać do głównego dworca kolejowego w Katanii i w pobliże Starego Miasta.

Bez wątpienia linia kolejowa wokół Etny to ciekawa atrakcja turystyczna. Piękne widoki na Etnę, i z drugiej strony na otaczające ją niewulkaniczne góry. Pola lawowe, pola uprawne, i kilka ładnych zabytkowych miasteczek na trasie,  np. Linguaglossa, Randazzo i Adrano. Świetny pomysł na co najmniej jednodniową wycieczkę.

● Linguaglossa (ok. 550m n.p.m.). Miasteczko u północnego-wschodniego podnóża Etny, niecałe 20km od ośrodka narciarskiego Etna Nord (1800m n.p.m., North Etna – Linguaglossa, Piano Provenzana). Posiada niewielkie stare miasto z licznymi kościołami (XVI-XVIIw.). Mały plac typu rynek przy ratuszu, trochę sympatycznych kamienic i wąskich ulic. Materiałem budowalnym często były wulkaniczne skały, co w tej okolicy jest czymś codziennym. Etna dymi ponad głowami. Niedaleko stąd do wąwozu Alcantara, choć droga jest mocno okrężna. Przez miasteczko biegnie linia kolejowa – Wokół Etny (Circumetnea).

● Prawie każdy jadąc do Rifugio Sapienza i na słynny punkt widokowy Etny - Torre del Filosofo przejeżdża przez miasteczko Nicolosi (ok. 700m n.p.m.). Rozpościera się stąd ładny widok na dymiącą Etnę, a zaraz za centrum jest stary wulkaniczny krater Monti Rossi. Kilkukrotnie Nicolosi zalewała lawa z Etny. Ostatni raz blisko miasta była podczas erupcji w 2001 roku. Powyżej miejscowości są tylko niewielkie zgrupowania budynków lub pojedyncze obiekty, powstałe z myślą o turystyce. Nicolosi to ostatnie miejsce, gdzie można zjeść posiłek i zrobić zakupy w normalnych cenach (centrum położone jest przy zadrzewionym małym placu z fontanną). W Rifugio Sapienza za to samo zapłacimy kilkukrotnie więcej. Chociaż stacja turystyczna z kolejką linową, która znajduje się na wysokości ok. 1900m n.p.m. ,powszechnie nazywana jest jak znajdujący się tam hotel górski – Rifugio Sapienza albo Sapienza, ewentualnie Funivia dell Etna (kolej linowa), to znaki drogowe używają zazwyczaj sformułowania: Nicolosi Nord. Ponieważ to północna część gminy Nicolosi.

Prawie każdy jadąc do Rifugio Sapienza i na słynny punkt widokowy Etny - Torre del Filosofo przejeżdża przez miasteczko Nicolosi (ok. 700m n.p.m.). Rozpościera się stąd ładny widok na dymiącą Etnę, a zaraz za centrum jest stary wulkaniczny krater Monti Rossi. Kilkukrotnie Nicolosi zalewała lawa z Etny. Ostatni raz blisko miasta była podczas erupcji w 2001 roku. Powyżej miejscowości są tylko niewielkie zgrupowania budynków lub pojedyncze obiekty, powstałe z myślą o turystyce. Nicolosi to ostatnie miejsce, gdzie można zjeść posiłek i zrobić zakupy w normalnych cenach (centrum położone jest przy zadrzewionym małym placu z fontanną). W Rifugio Sapienza za to samo zapłacimy kilkukrotnie więcej. Chociaż stacja turystyczna z kolejką linową, która znajduje się na wysokości ok. 1900m n.p.m., powszechnie nazywana jest jak znajdujący się tam hotel górski – Rifugio Sapienza albo Sapienza, ewentualnie Funivia dell Etna (kolej linowa), to znaki drogowe używają zazwyczaj sformułowania: Nicolosi Nord. Ponieważ to północna część gminy Nicolosi.

Na zdjęciach opisane miejsca.

Opublikowano w Blog
Strona 1 z 2

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.