a2b2

pzu bezpieczny 225x140

slaskie box

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Po niemal sześciu tygodniach w Nepalu powróciłem do Polski od razu wpadając w wir różnych zajęć. W tym podróżowania po kraju z prelekcjami podróżniczymi, motywacyjnymi i innymi wydarzeniami z tym związanymi. Na przykład w Poznaniu (Poznański Klub Podróżnika, Kino Rialto), Gliwicach (Klub Pracowników Politechniki Śląskiej), Chełmie (Dni Kultury Chrześcijańskiej) czy w Hucisku koło Zawiercia (VII Otwarte Dni Wspinania). Ponadto odwiedziłem Lublin, Wrocław, Opole i dwa razy Warszawę. Tematem przewodnim był PROJEKT 100 WULKANÓW, ale także porzucenie jako prawnik korporacji na rzecz spełniania marzeń. Realizowanie ambitnych projektów podróżniczych w oparciu o szczegółowy plan i żelazną konsekwencję. Jak również, co jest potrzebne, by odnosić w życiu sukcesy.

A w ogóle po przylocie w kioskach zastała mnie niespodzianka. Przygotowany przed wyjazdem artykuł o mnie i o PROJEKCIE 100 WULKANÓW wraz z sesją zdjęciową dla: TWÓJ STYL MAN. Kilka zdjęć prezentuję w załączonej na końcu galerii.

Jeżdżąc po Polsce poznaję mnóstwo świetnych ludzi, ale odwiedzam też znajomych. I tak w Poznaniu spotkałem się z Bartkiem Krawczykiem, który prowadzi świetny blog o wulkanach: wulkanyswiata.blogspot.com. Na poznańskiej prelekcji nakręcił nawet dwa krótkie filmy: POZNAŃ 1 - YOUTUBE i YOUTUBE - POZNAŃ 2.

Cieszy mnie, że uczestnicy wyjazdów ze mną wpadają na prelekcje. Co prawda, na takich wyjazdach w porównaniu z własnymi wyprawami, jestem grzeczny i wyrozumiały, ale i tak nikomu nie pozwalam za łatwo się poddać. A mimo to chętnie się do mnie przyznają :). I tak, w Gliwicach odwiedził mnie Zbyszek a w Hucisku Gosia. Weszli ze mną na Kilimandżaro, na różnych wyjazdach. Zresztą paznokcie Gosi, na jednym ze zdjęć poniżej (widok obecny), były dużą atrakcją na Dachu Afryki w kontraście ze śniegiem. I różowa substancja, która je pokrywała, okazała się tak wytrzymywała, że paznokcie w nieskazitelnym stanie zeszły z góry. Fajnie było porozmawiać, powspominać.

Właśnie, jeśli chodzi o imprezę w Hucisku koło Zawiercia, nawet nie jestem w stanie wymienić wszystkich spotkań, rozmów. Z niektórymi osobami nie widziałem się kilka lat. VII Otwarte Dni Wspinania zorganizowane zostały przez Portalgorski.pl, Fundację Górską ECHO i Kompleks Małe Dolomity. Przede wszystkim w osobach: Irka Gosztyły i Bartka Andrzejewskiego, wraz z Partnerkami. A to wszystko na pięknej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej pełnej lasów i skał.

Specjalnym gościem był Carlos Carsolio. Ostatni raz odwiedził Polskę w latach 80-tych ubiegłego stulecia. W wizycie towarzyszyła mu żona Monika. Jego przyjazd można określić jako historyczny. Carlos szybko rozprawił się z Koroną Himalajów (11 lat) i w 1996 roku był czwartą osobą w historii, która tego dokonała (zdobyła wszystkie 14-ście ośmiotysięczników). W bardzo młodym wieku (33 lata). Był pierwszym wspinaczem obu Ameryk, który to osiągnął. Carlos był partnerem Wandy Rutkiewicz podczas wyprawy na Kanczendzongę w 1992 roku, z której nie wróciła.

Oboje z Moniką to bardzo sympatyczni i kontaktowi ludzie. Jak przystało na "południowców" bardzo emocjonalni. Było to doskonale widać, gdy Carlos opowiadał jak zdobywał Koronę Himalajów, często w towarzystwie Polaków, z którymi się zaprzyjaźnił. Obecnie już się nie wspina ale uprawia paragliding i nowoczesne rzeźbiarstwo np. 3D. Ciekawy był zmian jakie zaszły w Polsce od ostatniej jego wizyty. Jego opiekunem podczas pobytu w Polsce był Jerzy Porębski, autor m.in. górskich filmów dokumentalnych.

Charakter Otwartych Dni Wspinania przypadł mi do gustu. Kameralna impreza w atrakcyjnej przyrodniczo scenerii. Nieprzypadkowo dobrani prelegenci, a to zawsze zwiastuje dobrą jakość imprezy. Tacy też odbiorcy, autentycznie zainteresowani górami. Prelegentami w tym roku byli: Andrzej Machnik, Marcin "Yeti" Tomaszewski, Ryszard Pawłowski, Andrzej Marcisz, Alex Txikon (Txicon) i Carlos Carsolio. Również miałem przyjemność być jednym z prelegentów. W końcu wulkany to też góry. Fantastycznie rozmawiało nam się o nich z Carlosem. Przecież w Meksyku są najwyższe wulkany Ameryki Północnej, w tym bardzo aktywne.

Nie zabrakło producentów oraz dystrybutorów sprzętu wspinaczkowego, górskiego, turystycznego oraz wydawców takiej też literatury. Jeden z paneli poświęcony był książce Bartka Andrzejewskiego - Górska Korona Polski.

Warto wspomnieć o wizycie Alexa Txikona, który wraz z Simone Moro i Ali Sadpara, jako pierwszy zdobył zimą Nanga Parbat (8126m, 26 luty 2016). Tą Nangę Parbat, którą tyle razy próbowali sforsować zimą Polacy, bezskutecznie. Alex to Bask, nie Hiszpan, co podkreślał, zresztą tak samo jak pierwsza zdobywczyni Korony Himalajów - Edurne Pasaban (choć początkowo to miano miała Koreanka Oh Eun-sun, ale nie potwierdzono jej wejścia na Kanczendzongę). Notabene, Alex był kamerzystą w jej zespole. Zimą do zdobycia pozostał tylko jeden ośmiotysięcznik - K2 (8611m, Czogori). Zapowiada się ciekawa walka. Polacy już nie są monopolistami w zdobywaniu ośmiotysięczników zimą. Góra łatwo się nie podda, do tego wspinacze z kilku krajów ostrzą sobie zęby na ten jeden z ostatnich spektakularnych sukcesów do zrobienia.

W czasie imprezy w Hucisku, w sąsiednich Podlesicach odbywał się zjazd Polskiego Związku Alpinizmu. Jego uczestnicy odwiedzili nas, m.in. Janusz Majer, Janusz Gołąb, Piotr "Hefar" Głowacki, Alek Lwow czy Wojtek "Kanion" Grzesiok. Środowisku górskiemu tych nazwisk nie trzeba przedstawiać.

Kończąc, dwa zdjęcia w poniższej galerii wymagają komentarza:

Zdjęcie nr 20: kartka z autografem. Staszek wymyślił sobie własną wersję encyklopedii ludzi gór. Jeździ po Polsce, wysyła własne przygotowane kartki z prośbą o autograf. Ogromna praca i kilka albumów zapełnionych autografami najwybitniejszych ludzi gór z Polski i ze świata. Po prawej stronie na zdjęciu a Alexem Txikonem (nr 39).

Zdjęcie nr 42 (ostatnie): jestem na zdjęciu z Justyną Gaj i jej synem Igorem. Z Justyną znamy się już ponad dziesięć lat. Uczestniczyła w dwóch moich wyprawach, które zapoczątkowały PROJEKT 100 WULKANÓW. W 2006 roku podczas wyprawy po Azji, nie sposób opisać w skrócie licznych jej osiągnięć, pierwszym wulkanem do projektu był mongolski wulkan Khorgo. Rok później towarzyszyła mi w drugim moim wejściu na kaukaski Elbrus, gdyż pierwsze wejście miało miejsce przed narodzinami projektu i nie mogło zostać do niego zaliczone. Aktualny stan projektu jest: TABELE PROJEKTU 100 WULKANÓW.

Na zdjęciach: magazyn Twój Styl Man, prelekcja w Gliwicach i w Poznaniu oraz w Chełmie. W drugiej części VII Otwarte Dni Wspinania. Zdjęcia są opisane, wystarczy najechać kursorem na miniaturę. 

Opublikowano w Blog
W samym tytule dwa trudne słowa, to co będzie dalej? Z pewnością tylko gorzej. I być może jeszcze dużo tekstu - o zgrozo? Wiem, w dzisiejszych czasach coraz bardziej przeraża każde trudne słowo i tekst większy niż kilka zdań. Ale obiecuję, że tym razem będzie krótko. I bez zbędnych mądrych wyrazów.

Amonity to podgromada wymarłych głowonogów, które występują w skałach pochodzenia morskiego, z okresu od dewonu do końca kredy. Inaczej mówiąc, są to bardzo stare żyjątka o najczęściej spiralnych muszlach. W Polsce obficie występują w wielu miejscach, np. na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, w kredach koło Lublina czy w Górach Świętokrzyskich. Autorem nazwy jest Pliniusz Starszy, rzymski mędrzec z I w n.e.

Można je znaleźć także w Nepalu, w Himalajach. Nazywa się je tam saligramami (saligrama, śaligrama, eng. shaligram, shila). Najbardziej znane są odmiany czarne występujące w rejonie rzeki Kali Gandaki, słynącej z tego, że płynie w najgłębszej dolinie świata, pomiędzy ośmiotysięcznikami - Annapurną i Dhaulagiri.

Przywiozłem onegdaj z tamtego rejonu piękne okazy, prezentowane na zdjęciach. Warto zwrócić uwagę na okaz w kształcie kuli (fot. 1 i 2), który składa się z trzech rozbieralnych części  (fot. 3). Saligramy z Kali Gandaki to jedna z popularnych pamiątek z Nepalu, które można kupić w wielu miejscach (fot. 6).

Podczas ostatniej bytności w Nepalu znalazłem Saligramy w bardzo ciekawym i niespodziewanym miejscu (fot. 7). Nie tak ładne jak z rejonu Kali Gandki. Za to na wysokości 5000m n.p.m. w rejonie przełęczy Lajing, gdzie znajduje się granica Nepalu z chińskim Tybetem. To jest kolejny dowód, że w tym rejonie miliony lat temu był ocean, a wypiętrzenie Himalajów wyniosło jego dno nawet na tak potężną wysokość.

Nepalskie amonity wg geologów mają 140 - 165 milionów lat. Otoczone są czarnym węglanowym kamieniem (zdarzają się też białe). Saligramy znajdowane w Nepalu i w Indiach mają szczególne znaczenie dla wyznawców hinduizmu. Przyjmują, że są one jednym z wcieleń boga Wisznu.

Podczas pobytu w Nepalu nie zapomniałem o Zakładzie Gleboznawstwa i Teledetekcji Gleb Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i zebrałem porcję próbek (fot 8). Wraz z dokumentacją fotograficzną i niezbędnymi informacjami z miejsc ich pobrania.

Jednym z minerałów charakterystycznych dla Himalajów Nepalu jest czarna sól, choć w praktyce jest bardziej czerwona (fot 9). Nazywa się Kala Namak i używana jest jako przyprawa m.in. w Indiach, Pakistanie oraz w Nepalu (można ją kupić). Uzyskuje się ją także syntetycznie. Za kolor odpowiada siarczek żelaza, jest też siarczek sodu i chlorek sodu, siarczan sodu, wodorosiarczan sodu. I co bardzo ważne, siarkowodór. On odpowiada za zapach zgniłych jaj, potęgowany gdy sól się zamoczy.

Moja pasja geologiczna powoduje, że chodząc po górach przyglądam się skałom, kamieniom. Nie inaczej było w Himalajach.  Co można zobaczyć na fotografiach 10-15.

To by było na tyle.

Na zdjęciach: saligramy, próbki ziemi, czarna sól, różne nepalskie fragmenty skał. 

Opublikowano w Blog
niedziela, 21 maj 2017 06:42

Po NEPALU

Podróże to poznawanie ludzi. Skoro spędziłem niedawno w Nepalu blisko 6 tygodni, nie mogło zabraknąć nowych znajomości czy spotkań ze znajomymi. Nie inaczej było tym razem, a niektóre chwile zostały uwiecznione na zdjęciach.

Na pierwszych dwóch w Annapurna Base Camp 4130m (ABC) pozuję z turystkami z Nepalu i z Indii. Na kolejnym, w tym samym miejscu, jestem z Basią, Darkiem, Kumarem (po lewej) i Nabinem. Fotografia nr 4 to ja i Debbie z Hong Kongu. Odbywaliśmy trekking do ABC niemal równolegle. A że weseli z nas ludzie, świetnie dogadywaliśmy się spotykając w różnych miejscach na trasie. Na zdjęciu nr 5 jestem w towarzystwie kierownika hoteliku w Ghorepani 2860m, niedaleko słynnego punktu widokowego Poon Hill 3210m.  

6 i 7 to zdjęcia, na których zaprzyjaźniam się z innymi gatunkami. To bardzo ważne, bo jak kiedyś oficjalnie odwiedzą nas kosmici, bo nieoficjalnie robią to na co dzień jak twierdzą niektórzy, będę przygotowany. Na zdjęciu nr 8 jestem w Annapurna BC i robię selfie z Janii z Finlandii. Trafiła tam przeze mnie, albo dzięki mnie. Janii planowała z Ghorepani zejść w doliny, ale przekonałem ją, że skoro ma czas, warto się wybrać do bazy pod Annapurną. Bo to ładne miejsce, sam trekking też. Bardzo mi dziękowała, że ją namówiłem. Obok selfie z Anetą w Katmandu, z którą nie możemy spotkać się w Polsce, ale w Tanzanii albo w Nepalu - jak najbardziej. Na dole w towarzystwie kierowniczki Sabity w jednej z lodge`y w rejonie Annapurny, i jej zaufanej pomocnicy Ihary (po prawej). Zawsze trzeba mieć nadzieję, że własny urok osobisty pozwoli trochę obniżyć ceny. A poza tym to fajne i wesołe dziewczyny. Ostatnia ćwiartka zdjęcia, to Larke Pass w rejonie Manaslu (ok. 5150m), w towarzystwie Justyny.  Na dziewiątym zdjęciu pozujemy z Chandra w Dharmashala przed Larke Pass, na wysokości 4470m. Chandra pełni w różnych hotelikach i lodge`ach na trasie Manaslu Circuit funkcję kierownika. Zawsze mogę na niego liczyć.

10-tka, to hotel w Kathmandu i od lewej: Bogdan, Piotrek, Gregor, Passang, Ania, Marzena, Waldek, za nim Passang, obok Justyna, Dupa i Tenzing. Wszyscy świetnie poradzili sobie z wymagającym trekkingiem wokół Manaslu i wysokościami przekraczającymi pięć tysięcy metrów n.p.m. Ostatnie dwa zdjęcia (11 i 12) zostały zrobione w Katmandu. Gokul, na pierwszym z nich, był kilka razy w Polsce, był także na szczycie Everestu, a na co dzień zajmuje się turystyką. Z kolei N.B. ma swój sklep ze sprzętem outdoorowym na Thamelu. Jak trzeba coś kupić albo wypożyczyć, zawsze jest na miejscu.

Na początek z Nepalu tyle. A czy będzie coś więcej? Mam nadzieję, jeśli tylko czas pozwoli, a z nim mam ciągłe problemy, bo doba jest stanowczo za krótka na ilość moich codziennych zadań. :)

Pozdrawiam chwilowo z Polski.

Gregor

Opublikowano w Blog
Wjazd do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Obywatele polscy nie potrzebują wizy do wjazdu na terytorium Państwa Zjednoczonych Emiratów Arabskich (PZEA) jeśli udają się na okres maksymalnie obejmujący 90 dni w okresie 180 dni w celach: turystycznych, kulturalnych, naukowych, wizyt u rodziny i znajomych (źródło: Ministerstwo Spraw Zagranicznych). Obowiązek wizowy zniesiono na początku 2014 roku.

Jak dostać się do Dubaju / Abu Zabi?

Do wyboru są 3 lotniska. Dubai International Airport (ok. 15km od Burdż Chalifa, można dojechać metrem), Dubai - Al Maktoum International Airport (ok. 50km. od Burdż Chalifa, dojazd: autobus + metro, autobus F55 + metro linia czerwona od stacji Ibn Battuta Station 2), Abu Dhabi International Airport (ok. 35km od centrum Abu Zabi i 120km od Burdż Chalifa w Dubaju).

Liczba linii lotniczych operująca na te lotniska z Warszawy i sąsiednich krajów jest ogromna. Operują linie tradycyjne i tzw. tanie linie. Wszystko podlega ciągłym zmianom, tak samo ceny i oferty promocyjne.

Chociaż Warszawa stała się trochę bardziej przyjazna pod względem cen niż kiedyś i jest trochę więcej linii lotniczych. To i tak cały czas tańsze są wyloty na przykład z Pragi albo z Berlina, a lotniska te oferują więcej połączeń. Z Katowic od października 2016 do Dubaju wozi tania linia Wizzair, zobaczymy jak długo? Z kolei z Pragi lata tania linia Fly Dubai.

Nie ma obecnie większych problemów by polecieć tam i z powrotem z Polski albo okolic Polski do Emiratów za 1500-2000zł. Przy ofertach promocyjnych można to zrobić śmiało poniżej 1000zł i niekoniecznie musi to być tania linia. Tradycyjne linie coraz częściej potrafią być bardzo konkurencyjne, a tanie linie drogie. Warto przeszukać połączenia z przesiadkami u tradycyjnych przewoźników, można wyszukać czasami naprawdę dobre ceny, np. Qatar Airways z przesiadką w Doha czy Ukraine International z przesiadką w Kijowie.

Waluta.

Dirham (AED). 1 AED = ok 1,10zł. 1 USD = ok. 3,65 AED. 1 EURO = ok. 3,97 AED.

W przyszłości to się może zmienić, ale w Emiratach bardziej cenią dolara niż euro i lepiej zabrać tą walutę.

Nie spotkałem się dotąd, by kantory na lotniskach w Dubaju oferowały wyraźnie gorszy kurs, niż te w mieście, ale trzeba być czujnym. Niektóre kantory pobierają prowizję, spotkałem się ze stałą prowizją w kwocie 2 dirhamów, niezależnie od wymienianej kwoty.

Nie ma problemów z płatnościami kartą i dostępem do bankomatów.

Kiedy podróżować do Emiratów?

Podczas polskiej zimy, gdy temperatury na miejscu w dzień wynoszą ok. 25-30 w cieniu (w nocy 18-25). W lecie, w cieniu temperatury potrafią przekraczać 50 stopni Celsjusza.

W grudniu zmrok zapadał ok. 18:00.

Transport Publiczny.

DUBAJ. Najlepiej za przejazdy płacić elektroniczną kartą NOL - bilety jednorazowe i okresowe. Dotyczy to również innych środków transportu, tylko zawsze należy pamiętać o przyłożeniu karty do czytnika wychodząc, byśmy zostali skasowani za rzeczywisty przejazd. Jest zdaje się 7 stref w Dubaju, czym więcej przejedziemy, tym więcej zapłacimy. Najpopularniejsza jest standardowa srebrna karta NOL, gdzie przejazd jednej strefy kosztował na przełomie 2016/2017 roku - 3AED, dwóch 5AED, trzech lub więcej 7,5AED, 7-dniowy bilet na dwie strefy 80AED (1 AED(dirham) to ok. 1,10zł). Opcji jest oczywiście więcej (30dni, 90dni, itd). Posiadacze złotych kart, dla których przewidziane są specjalne strefy w pociągach, płacą dwa razy tyle. Studenci, emeryci i rezydenci płacą połowę, a dzieci do lat pięć jeżdżą za darmo.

Kupując pierwszy raz srebrną kartę NOL, należy zapłacić 25AED, z czego 19 jest na przejazdy. Jest wiele miejsc, gdzie to można zrobić, są stosowne informacje. Ponadto wystarczy zapytać, a miejscowi wskażą nam właściwy punkt. Doładować kartę można na stacjach metra, w automatach, w punktach z prasą i przekąskami, w niektórych supermarketach, online.

Na ostatni przejazd, należy sobie zostawić kwotę 7,5AED, czyli maksymalną jaka może zostać pobrana za pojedynczą podróż, w innym wypadku karta nie zadziała i trzeba będzie doładować kartę, ale o ile mnie pamięć nie myli, minimalna kwota doładowania przy płatności gotówką to 5 AED. Jeden z kierowców autobusu tłumaczył mi, że gdy podróżujemy przez kilka stref, różnymi środkami transportu, by przejazd był policzony jako jeden, przerwa między przesiadkami nie może być dłuższa niż 30 minut. Przykład. Pokonujemy dwie strefy, potem mija 45minut od przyłożenia karty NOL do czytnika i jedziemy kolejne dwie strefy. Zapłacimy w takim wypadku 10AED. Ale jeśli między przesiadką będzie minut 20, zapłacimy 7,50AED. Tyle nam pobierze system z karty na ostatnim przystanku. Przy czym prawie każdy turysta będzie się przemieszczał maksymalnie przez 3 strefy, a w większości przypadków nie więcej niż przez dwie.

Kartę NOL można spersonalizować, a ta zwykła ma ważność zdaje się 5 lat. Transportem w Dubaju zarządza RTA (Roads and Transport Authority). Na stronie internetowej RTA są wszelkie informacje, w języku angielskim.

Oprócz metra (dwie linie), są liczne autobusy, tramwaje w Dubai Marina, monorail na Palm Jumeirah (inny cennik biletów), tramwaje wodne.

Publicznym autobusem z Dubaju do Abu Zabi też zapłacić możemy kartą NOL, cena 25AED (grudzień 2016), czyli ok. 30zł, czas przejazdu ok. 2 godziny, do pokonania 150km. Autobusy odjeżdżają np. z Al Ghubaiba Bus Station na główny dworzec w Abu Zabi. Z powrotem też użyjemy karty NOL jeśli wracać będziemy operatorem z Dubaju.

Jest też możliwość płacenia smartfonem i kupowania biletów jednorazowych.

Taksówki w Dubaju są bardzo popularnym środkiem transportu, wygodnym, a ceny są rozsądne. Na przykład 15km za ok. 35zł (31AED). Są nawet kalkulatory cen jak dubaitaxi.ae (taxi fare calculator).

Więcej o transporcie publicznym w Dubaju pisałem: Metro i transport publiczny w DUBAJU.

ABU ZABI. Jak w Dubaju funkcjonuje system elektronicznych kart, ale jest to odrębny system. Na dworcu autobusowym są automaty, gdzie wpłacimy wybraną kwotę, a automat "wypluje" nam kartę (tekturowo-plastikową z kwotą, którą na nią załadujemy). W razie problemów pomoże pracownik. Ceny zależą od pokonanej odległości, są porównywalne z Dubajem. Z sąsiedztwa dworca autobusowego dojedziemy do największych atrakcji: na wyspę Yas i do Wielkiego Meczetu Sheikh Zayed (bilety do obu atrakcji w obie strony wyniosą 15-20AED).

Abu Zabi planuje wybudować system metra (w większości naziemnego), ale projekt ma już opóźnienie.

Polska placówka dyplomatyczna w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Mieści się w centrum stolicy - Abu Zabi.

Zjednoczone Emiraty Arabskie, Abu Dhabi, budynek nr 3, róg ulic Delma i Karamah (13-tej i 14-tej), PO BOX 2334. WWW: http://www.abuzabi.msz.gov.pl.

● CENY.

Do różnych atrakcji, parków rozrywki, ceny podstawowych biletów wahają się od ok. 125 AED (Burdż Chalifa) do 275 AED (Ferrari World Abu Dhabi). Mniej więcej takie są ceny lokalnych atrakcji, w tym np. krótkich wycieczek na pustynię. Czasami drożej jest w godzinach szczytu. Są jednak promocje, kombo bilety łączące kilka atrakcji, bilety rodzinne, No i oczywiście szereg różnych ekskluzywnych biletów, kilkakrotnie droższych.

Ceny transportu publicznego i w supermarketach są podobne jak w Polsce.

Noclegi w hostelach znajdziemy za równowartość kilkunastu euro, ale i hotele czasami można znaleźć w bardzo dobrych cenach. Mnóstwo obiektów noclegowych plus internet pozwalają znaleźć świetne promocje.

Kilka podstawowych informacji geograficznych i politycznych.

Zjednoczone Emiraty Arabskie to niewielki kraj, prawie cztery razy mniejszy od Polski, który zamieszkuje niecałe 10 milionów osób. Mały, ale jeden z najbogatszych. Religią państwową jest islam, funkcjonuje tutaj prawo szariatu. Jednakże Dubaj i Abu Zabi są tak wielokulturowe, że każdy może czuć się swobodnie i chodzić ubrany dowolnie. Chust na głowie kobiety nosić nie muszą, za to krótkie sukienki mogą jak najbardziej. W ogóle, władze Emiratów przyjmują postawę tolerancyjną. Islam ma się nie mieszać w sprawy wyznawców innych religii. Inne religie mają się nie mieszać do islamu i brać pod uwagę, że jest to religia dominująca w Emiratach, a zatem należy przestrzegać pewnych zasad.

Oficjalnym językiem jest arabski, ale w Dubaju i Abu Zabi nie ma problemów w porozumiewaniu się po angielsku.

Kraj jest federacją siedmiu emiratów. Główne organy do Federalna Rada Najwyższa i prezydent, ale warto wiedzieć, że ustrój kraju, to monarchia federalna. Rzadko występująca  w dzisiejszych czasach. Prezydentem obecnie jest Khalifa bin Zayed bin Sultan Al Nahyan, zarazem emir Abu Zabi i zwierzchnik sił zbrojnych. Jako monarcha ma władzę niemal absolutną, a do tego można powiedzieć, że jest to monarchia dziedziczna, bo kolejnymi prezydentami zostają przedstawiciele rodu Al Nahyan. Khalifa bin Zayed przejął prezydenturę po ojcu.

Dubaj i Abu Zabi położone są nad ciepłą Zatoką Perską, w której występują rafy koralowe. Z drugiej strony jest pustynia  Ar-Rab al-Chali - największa piaszczysta na świecie. W Emiratach są też góry, zwłaszcza przy granicy z Omanem, ale nie przekraczają dwóch tysięcy metrów.

Panuje tutaj klimat zwrotnikowy, bardzo suchy. Opady są szczątkowe. Nie ma rzek ani wód powierzchniowych. Średnie temperatury w zimie wahają się w cieniu od 20 do 30 stopni Celsjusza, na pustyni występują przymrozki. W lecie 30-40 stopni Celsjusza. W słońcu znacznie cieplej.

Ciekawostki.

W Dubaju i w Abu Zabi, tak samo jak w Polsce, uwielbiają tandetne betonowe kostki. Wyglądają tak samo ohydnie jak u nas, ale jest pewna różnica. W Emiratach mało ludzi chodzi po chodnikach, bo jest za gorąco. Kto może przebywa w klimatyzowanych pomieszczeniach i podróżuje klimatyzowanymi pojazdami. W Polsce po tych brzydkich i nierównych kostkach muszą chodzić miliony ludzi każdego dnia.

Jeszcze dziesięć lat temu wśród podróżujących, zwiedzających, wykupujących wycieczki, praktycznie 100% stanowili biali i Azjaci z Korei oraz Japonii. Od tamtego czasu doszło do rewolucji. Coraz więcej nacji ma do dyspozycji coraz większe pieniądze i nauczyło się je wydawać także na przyjemności. Dlatego dzisiaj coraz częściej na wycieczkach biali i wspomniani Azjaci są w zdecydowanej mniejszości. Kto dołączył do peletonu miłośników zwiedzania świata? W dużej mierze inni Azjaci. Szturmują Chińczycy, do niedawna nieporadni, źle ubrani na dane warunki. Dzisiaj coraz trudniej ich odróżnić od Japończyków czy Koreańczyków z południa. Hindusi i Tajowie ruszyli na zwiedzanie świata, jak również Malezyjczycy i w mniejszym stopniu Filipińczycy. Afryka coraz śmielej zwiedza świat. Spotykam coraz więcej turystów z Kenii, Nigerii, Maroka czy Afroamerykanów z RPA. Ameryka Łacińska też coraz śmielej sobie poczyna w podróżach, zwłaszcza obywatele Chile, Brazylii i Argentyny. Z przedstawicieli narodów ludzi białych, podczas mojego pobytu, najwięcej spotkałem Rosjan.

● Z wszystkimi pozostałymi piętnastoma artykułami poświęconymi miastom: Dubaj i Abu Zabi, można się zapoznać wpisując w wyszukiwarce na stronie nazwy tych miast.

Na zdjęciach. Pierwsze 10 zdjęć to różności, których nie miałem gdzie umieścić we wcześniejszych wpisach poświęconych Emiratom. Wśród zdjęć jest lokalna waluta, hostelowe zasady, miłe słowa na kawałku papieru toaletowego od poznanego Amerykanina Cliffa, miłosny wandalizm w Dubaju, częsty znak zabraniający osobom postronnym dostępu do plaży i morza, nie słabnąca moda na tatuaże, najczęściej tandetne, przykładowa lokalna reklama, oraz trzy zdjęcia poświęcone dubajskiej policji. Pozostałe fotografie przedstawiają największe atrakcje Dubaju i Abu Zabi. 

Opublikowano w Blog
Wyspa Yas ma pełnić w Abu Zabi rolę najważniejszej atrakcji turystycznej miasta. W jednym miejscu skondensowano liczne atrakcje turystyczne. Trwają kolejne budowy. Z centrum do pokonania jest 30 kilometrów, co samochodem zajmie około 30 minut a autobusem blisko godzinę. Wyspa Yas, położona jest dosyć blisko Abu Zabi International Airport, które zbliża się do 30mln pasażerów rocznie oraz miliona ton cargo.

Na miejscu, choć dużo rzeczy jest w budowie, kilka już działa. Tor Formuły 1 - Yas Marina Circuit (pierwsze grand prix odbyło się w 2009r.), park atrakcji Ferrari World z rollercoasterem rozpędzającym się do 240 km/h. Obok zaś Yas Waterworld (wodne centrum rozrywki) i duże centrum handlowe (Yas Mall). Jest tutaj również marina, hotele, apartamentowce. Śmiało można spędzić na wyspie cały dzień. Jak prawie wszystko w Emiratach, turystyczno-rozrywkowa wyspa Yas jest to młody projekt, rozpoczęty w 2007 roku. 

Na wyspie znajdziemy ponadto pole golfowe i arenę widowiskową (Du Arena). W przyszłości mają powstać kolejne parki rozrywki.

Trzeba przyznać, że Arabowie potrafią stworzyć na pustyni atrakcje turystyczne, które stają się znane na całym świecie, ściągają miliony turystów. Jak widać, nie trzeba zabytków ani wielkiej historii, by stać się turystyczną mekką świata.

Na zdjęciach: różne odsłony wyspy Yas, z torem Formuły 1 (Yas Marina Circuit), z Yas Mall, z Ferrari World.

Opublikowano w Blog

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.