a2b2

red bull box 225x150

pzu bezpieczny 225x140

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
sobota, 11 listopad 2017 14:28

WULKAN ETNA - zabawy z LAWĄ (FILMY)

Opublikowano w Filmy
Syrakuzy czy Taormina? To odwieczne pytanie tych, którzy muszą wybrać. Bo nie mogą odwiedzić obu miast. A każde jest inne.
Zawsze gdy jestem na Etnie, staram się znaleźć chwilę na coś poza nią. Podczas ostatniej wizyty, wybrałem się do Syrakuz. A jak ktoś skorzysta z wyszukiwarki na stronie, znajdzie artykuły choćby o Taorminie, Katanii czy Wąwozie Alcantara.

Kilka faktów historycznych. Już w piętnastym wieku przed naszą erą na terenie Syrakuz miało miejsce greckie osadnictwo, a w 733r. p.n.e. powstało tutaj miasto, za sprawą greckich Dorów z Koryntu. Jakieś dwieście lat zanim przywitaliśmy czasy naszej ery, Syrakuzy zdobyli Rzymianie, a kilka wieków później Arabowie. Około 1085r. n.e. miasto opanowali Normanowie. Dalej było pod rządami króla Niemiec i Świętego Cesarza Rzymskiego Henryka VI. Krótko rządzili tu Genueńczycy i znowu Niemcy. Następnie o miasto biły się lokalne rodziny, niektóre ze wsparciem Hiszpanii. Już całkiem blisko współczesności miastem władali Burbonowie – władcy Francji i Hiszpanii. Ale trzęsienia ziemi i dżuma, bardzo osłabiły ich rządy w Syrakuzach. W 1848 miasto wzięło udział w sycylijskiej rewolucji niepodległościowej, a w 1865 roku stało się częścią zjednoczonych Włoch. Podczas II Wojny Światowej, przez pewien czas miastem rządzili Brytyjczycy.

Syrakuzy to miasto Archimedesa (grecki matematyk i filozof przyrody), Teokryta (poeta, prawdopodobnie twórca sielanki) i Epicharma (komediopisarz, filozof). W mieście mieszkał Platon (filozof, uczeń Sokratesa), a według biblijnych zapisków w 59r. n.e. z Malty przypłynął tutaj statek, w drodze do Rzymu, z ewangelistą Łukaszem i apostołem Pawłem.

Piszę o tym wszystkim, by pokazać jak ważnym miastem były portowe Syrakuzy. Przez tysiące lat odcisnęli w nim swoje ślady przedstawiciele różnych narodów. Był czas, kiedy nie było większego miasta na Sycylii, niż Syrakuzy. Które także stanowiło główny ośrodek kulturalny.

Dzisiaj jest spokojnym sycylijskim miastem średniej wielkości (ok. 120 tys. mieszk.), dużo mniej liczebne niż w czasach swojej największej świetności. Za to do naszych czasów przetrwało sporo cennych zabytków.

W części lądowej, na wyspie Sycylia, jest ogromny kompleks greckich i rzymskich zabytków –z teatrem i amfiteatrem (lepiej i gorzej zachowanych). W wapiennych kamieniołomach, są jaskinie, różne starożytne pamiątki jak Ucho Dionizjusza (wykuta jaskinia o wysokości 23m). Cały Park Archeologiczny (wstęp płatny), trochę zaniedbany, jest potężnym obszarem antycznych zabytków z różnych okresów, urokliwych skał i zieleni. Można tutaj spędzić cały dzień.

Pomiędzy powyższym kompleksem a słynną wyspą Ortygia rozpościera się współczesna, mieszkalno-usługowa część miasta, ze stacją kolejową. Nawet tutaj znajdziemy kilka ciekawych kwartałów kamienic, uliczek, nadmorskich terenów, parków i budowli jak kościoły: Monumento Pantheon Dei Caduti Siracusa, Basilica di Santa Lucia Sepolcro, Santuario della Madonna delle Lacrime.

Z Parku Archeologicznego do Starego Miasta (Citta Vecchia) na Ortygii są niecałe 2km, lekko w dół. W sam raz na spacer. Wyspa ma około 1500m długości i 500m szerokości. Jest plątaniną uliczek i placyków. Pełna zabytków o kilkusetletniej historii, ale też garści starożytnych, jak ruiny greckiej świątyni Apollo sięgającej 6w p.n.e. Jest tutaj nawet kilka malutkich plaż, z których można skorzystać. Kiedyś stanowiła warowną część Syrakuz, ale w 1870 roku wyburzono mury i zbudowano most na wyspę, obecnie są dwa.

Większość zabytków Ortygii sięga średniowiecza, ale powstały często na starszych budowlach, z ich wykorzystaniem. Katedra na Piazza Duomo sięga korzeniami 7w n.e., ale powstała w miejscu Świątyni Ateny z 5w p.n.e (wstęp płatny). Sporo kościołów i pałaców na wyspie pochodzi z XIII-XIVw, potem wielkie budowanie i przebudowywanie miało miejsce w XVI-XVIIIw (sycylijski barok).

Pośród setek zabytków, wspomnę o kilku. Bizantyjska bazylika Świętej Łucji  (Santa Lucia), powstała w pierwszych wiekach naszej ery, lecz obecny wygląd pochodzi z XV-XVIw. W katakumbach pochowano św. Łucję, której pochówek namalował sam Caravaggio, przebywający przez pewien czas w Syrakuzach. Obraz obecnie znajduje się na skraju placu katedralnego (Duomo) w kościele: Santa Lucìa alla Badìa (wstęp bezpłatny, zakaz robienia zdjęć). Obraz pochodzi z 1608 roku i ma wymiary 408x300cm. Castello Maniace na końcu wyspy, z lat 1232-1240, nosi imię bizantyjskiego generała – George Maniakes (wstęp płatny). Każdy turysta odwiedza ponadto Fontannę Diany na Placu Archimedesa, Żródło Aretuzy.

Na Ortygii warto spędzić więcej niż jeden dzień. Bo to bardzo sympatyczne miejsce, urokliwe wieczorem. Piękne i romantyczne, nad Morzem Jońskim. Nie brakuje hoteli, restauracji, muzeów. Syrakuzy są wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Podsumowując. Syrakuzy - miasto fajniejsze niż Taormina. Przynajmniej dla mnie. Aczkolwiek to tylko subiektywna opinia. Którą uzasadnię kilkoma zdaniami. Antyczny teatr w Taorminie jest lepiej zachowany, choć mniejszy niż w Syrakuzach i oferuje wspaniały widok na Etnę. Nie mniej, antyczne ruiny w Syrakuzach są dużo większe, obejmują też efektowne wapienne kamieniołomy i dużo bardziej przypadły mi do gustu. Także stare miasto w Syrakuzach jest dużo większe i wspaniale nadaje się do spacerów. Bo to jest zasadnicza różnica. Taormina to miasto górskie – położone na wzgórzu. A Syrakuzy dosyć płasko rozciągają się nad samym morzem. Stare miasto tego ostatniego jest także ładniejsze architektonicznie, położone na wyspie, można spacer przedzielać morskimi kąpielami. A wielość uliczek powoduje, że zawsze znajdziemy bardziej ustronne od ludzi jego fragmenty. W Taorminie prawie cały ruch turystyczny skupia się na amfiteatrze i ulicy Corso Umberto, stąd jest tam zwykle tłok. A do morza kawałek drogi w dół. O ile na Taorminę wystarczy 3-4 godzinna wycieczka i lepiej uciec w mniej zatłoczone miejsca, o tyle w Syrakuzach miło spędzić więcej niż jeden dzień. Bo prócz starej części, jest też nowa. Fragmentami całkiem sympatyczna. Zwarta zabudowa, kwartały, parki. A najważniejsze antyczne zabytki są dwa kilometry od starego miasta, dlatego ruch turystyczny jest rozdzielony.

Do Syrakuz bardzo łatwo i niedrogo można się dostać z Katanii – pociągiem lub autobusem (mniej niż 90min, niecałe 70km, ok. 15 euro tam i z powrotem), z Palermo czy Mesyny też są połączenia. Można przyjechać na jednodniową wycieczkę, choć śmiało można w Syrakuzach przenocować i dokładnie zwiedzić miasto oraz okolice. Ale do tego ostatniego potrzebny jest samochód (wynajęcie nie stanowi problemu).            

Zorganizowana turystyka na Sycylii jest niezorganizowana. Innymi słowy, jak pójdziemy do jakiegoś biura turystycznego, które niełatwo znaleźć, i powiemy, że chcemy zobaczyć to i to. To żadnej oferty nie dostaniemy. Poza kilkoma sztandarowymi wycieczkami, typu Taormina, Syrakuzy czy punkt widokowy na Etnie. Ale już dotrzeć do takiego miejsca jak Cmentarz Pantalica (The Necropolis of Pantalica w Riserva Naturale Orientata Pantalica), inaczej niż własnym transportem, będzie bardzo trudno. A Pantalica to miejsce z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO, położone 23km na północny-zachód od Syrakuz. Skalne groby komorowe jakie tam odkryto, pochodzą z VII-XIIw. p.n.e. i jest ich około 4000.

Na zdjęciach: zabytkowe Syrakuzy. 

Opublikowano w Blog

Katania w przeszłości była niszczona przez trzęsienia ziemi, a lawa podczas erupcji Etny z 1669 roku zniszczyła fragment miasta i dotarła do morza. Lecz bliskość największego europejskiego wulkanu to nie tylko dramaty. Wysokiej jakości skały wulkaniczne o wartości handlowej, żyzne wulkaniczne gleby, wyśmienicie nadające się pod uprawę winorośli, zyski z turystyki – to też sprawka Etny.

A co by było gdyby dzisiaj Etna wybuchła z siłą największej erupcji z ostatnich kilku tysięcy lat? Nic strasznego. Ponieważ erupcje Etny nie należą do silnych. Większość posiada stopień pierwszy lub drugi w Indeksie Eksplozywności Wulkanicznej. Największe zanotowane osiągnęły stopień ósmy, a erupcję z 1669 roku szacuje się na stopień trzeci.

Zanieczyszczone tereny i zamknięte lotnisko w Katanii z powodu popiołów wulkanicznych, rzeki lawy – nie byłyby to wielkie konsekwencje. Przy dzisiejszym rozwoju techniki lawę można skierować na wybrane tory i ograniczyć zniszczenia do minimum.

Etna to ogromny masyw, większość erupcji odbywa się daleko od zamieszkałych terenów, a erupcji silniejszej niż stopień trzeci czy czwarty, trudno się spodziewać.

Katania ma się tak sobie, tygrysem gospodarczym nie jest. Największe miasto wschodniej Sycylii, drugie na wyspie, po Palermo. Z jednej strony miasto ma problem ze śmieciami i z afrykańską emigracją, z którą nie wiadomo co zrobić. Z drugiej posiada port morski, prężne choć za ciasne lotnisko i system kolei podziemnej. Niewielki, ale zawsze, a w końcu Katania to tylko niewiele ponad trzysta tysięcy mieszkańców.

Metro w Katanii to jedna linia o długości około 9km, do końca 2019 roku ma przybyć pięć nowych stacji, a docelowo ma prowadzić do lotniska. Z punktu widzenia turystyki w obecnym kształcie jest mało istotna. Bo co z tego, że z głównego dworca kolejowego można dostać się w okolice Starego Miasta(stacja Stesicoro), jeśli to zaledwie odległość jednej stacji, a do głównego placu(Duomo) i tak jest nadal 800 metrów. Idąc piechotą do pokonania jest 1300 metrów i zajmie to mniej czasu niż metrem.

Jak już jesteśmy przy Starym Mieście, to warto zwiedzić grecko-rzymski amfiteatr z odeonem po sąsiedzku. Byłoby to miejsce jakie można spotkać w niemal każdym włoskim mieście, gdyby nie fakt umiejscowienia go pośród gęstej zabudowy miejskiej. Można przejść obok, bez świadomości jego istnienia. Nawet trudno znaleźć wejście i kasę biletową (z ulicy Vittorio Emanuele II, niedaleko Piazza Duomo). Amfiteatr powstał w I - II w n.e. i mieścił około 7000 widzów. Odkryto go dopiero w XIX w. Ponieważ na jego miejscu zbudowano współczesne domy. Trzeba było je rozebrać i wykonać prace rekonstrukcyjne, by przybrał dzisiejszą postać. Warto jednak zauważyć, że już w V w p.n.e., w tym miejscu funkcjonował grecki teatr, którego pozostałości wykorzystali rzymianie. Fragmenty bloków skalnych z tego obiektu można odnaleźć w późniejszych miejskich budowlach, jak katedra św. Agaty.

Innymi słowy, porzucony amfiteatr - w VI-VII w n.e. - ulegał rozbiórce na rzecz innych budowli, był zabudowywany, funkcjonowała tu m.in. rzeźnia. Trzęsienia ziemi także dokonywały zniszczeń. Dzięki temu wszystkiemu mamy niepowtarzalną okazję zwiedzić  starożytny obiekt, połączony z kamienicami (m.in. z XVIII w). Nawet wejście do amfiteatru prowadzi przez jedną z nich, w której małe muzeum.

W korytarzach pod trybunami możemy podziwiać liczne fragmenty kolumn, rzeźb oraz pomieszczenia przypominające grotę. Także potok, który przepływa pomiędzy murami, w tym przez orchestrę.

Na tyłach amfiteatru zachowały się ruiny odeonu z II w n.e., zbudowanego z cegieł i skał wulkanicznych. Ten mniejszy, zwykle zadaszony, mieścił około 1500 widzów.

Odkryto tutaj też rzymski akwedukt i pozostałości greckie z VII-VI w p.n.e. O ile nie ma dużych zorganizowanych wycieczek, jest to spokojne miejsce, gdzie warto chwilę odetchnąć od zgiełku otaczającego miasta.

Z innych starożytnych zabytków w Katanii, również znajdujących się pośród zwartej zabudowy wspomnę o: zachowanym fragmencie rzymskiego amfiteatru, kilku lokalizacjach z rzymskimi termami (jak Terme della Rotonda, Santa Maria dell Indirizzo i Terme dell Acropoli – na terenie i obok – ogromnego klasztoru benedyktyńskiego z kościołem San Nicolo),

Katania znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, ale nie ze względu na starożytne zabytki tylko cenną barkową architekturę. Barok Sycylijski, który możemy tutaj podziwiać, pochodzi z XVII I XVIII wieku i dotyczy nie tylko Katanii. Uważa się, że trzęsienie ziemi z 1693r., które spowodowało konieczność odbudowy zniszczonych miast, zapoczątkowało ten styl. Z jednej strony liczne krzywizny i ornamenty, z drugiej, specyficzne rzeźby masek, aniołków czy charakterystyczne balkony.

Świetnym przykładem jest katedra św. Agaty przy Placu Katedralnym (Duomo). Świątynia zbudowana w latach 1078-1093 na ruinach rzymskich łaźni. Ulegała zniszczeniom przez trzęsienia ziemi. Obecny barokowy kształt przybrała po 1693 roku.

Na Piazza Duomo jest sporo ciekawych architektonicznie obiektów, w tym symbol Katanii – fontanna ze słoniem (u Liotru, Fontanna dell Elefante z 1736r.). Od placu biegnie jedna z najważniejszych arterii - Via Etnea, wieczorem zamieniana w deptak z ekskluzywnymi sklepami. Obok Piazza Duomo w ciągu dnia (chyba codziennie poza niedzielami), funkcjonuje targowisko z rybami i owocami morza (La Pescheria), też z roślinnymi warzywami i owocami. Popołudniu jest solidnie czyszczone z zapachu ryb.

Niepowtarzalny jest Zamek Ursino (Castello Svevo di Catania) z pierwszej połowy XIII w. Potężna kamienna budowla charakterystycznymi wieżami na rogach, otoczona zwartą miejską zabudową. Co też poniekąd niezwykłe. Ale nie tak jak pewien szczegół. Gdy zamek powstawał, znajdował się na nadmorskim klifie. Jednak na skutek trzęsień ziemi i erupcji Etny, oddalił się od morza o kilometr. Obok zamku widać lawy, które go oblewały. Mieści się w nim muzeum, jedno z wielu w Katanii. Przetrwał jako jedna z niewielu budowli trzęsienie ziemi z 1693r.

O Katanii można pisać długo, choć bez wątpienia we Włoszech jest mnóstwo ciekawszych miast. Ale wspomnę jeszcze o jednym. W końcu to miasto nadmorskie. Lecz na plażę nie jest tak łatwo trafić. Na wysokości dworca kolejowego i Starego Miasta dostępu do morza bronią ogrodzone tory kolejowe, port, ruchliwe drogi. Z Piazza Duomo trzeba pokonać przeszło dwa kilometry w kierunku lotniska, by znaleźć się na plaży. A droga nie jest prosta. Próżno też szukać nadmorskiej promenady i turystycznego zagospodarowania na poziomie, ale powoli coś się dzieje w tym kierunku. Nie mniej, plaża jest, szeroka, choć bywa dosyć zaśmiecona. Morze (Jońskie, część Śródziemnego), też jest, a jego wody ciepłe. Bez przeszkód można się w nim kąpać od czerwca do października. Ponadto świetnie widać stąd wulkan Etna. O ile nie tonie w chmurach.

Na zdjęciach trochę obrazów z Katanii. 

Opublikowano w Blog
● La Ferrovia Circumetnea czyli kolej wokół Etny, to wąskotorowa linia pomiędzy Riposto a Katanią (stacja Borgo). Przeżywała różne wzloty i upadki. Z pewnością nadal jest deficytowa. Aczkolwiek staje się powoli dużą turystyczną atrakcją. Niektóre firmy oferują już nawet wycieczki, że część trasy pokonuje się koleją, a potem autobus zabiera turystów na przykład do wąwozu Alcantara (koło którego też kiedyś funkcjonowała linia kolejowa, pisałem o niej kilka miesięcy temu).

Nie zmienia to faktu, że podróżując koleją wokół Etny, zwłaszcza na odcinku z Randazzo do Riposto, nieraz byłem jedynym pasażerem niewielkich składów kolejowych. I tutaj ciekawostka. Od przełomu lat 2015 i 2016 część taboru to pociągi Vulcano, produkowane przez polską firmę Newag. Linia jest powoli przywracana do ładu, remontowana, przebudowywana, czego świetnym przykładem jest nowoczesna stacja Adrano Nord, włączona do ruchu w 2011 roku (prezentowana poniżej na przedostatnim zdjęciu).

Kolej wybudowano w latach 1895-1898, liczy 111km, rozstaw torów to 950mm, nie jest zelektryfikowana i w większości jednotorowa. Chociaż są plany by to zmienić. Dużo zainwestowano w odcinek Adrano – Katania. Wybudowano kilka kilometrów tuneli i kilka podziemnych stacji.

Sam rozkład jazdy jest dosyć skomplikowany i wielowariantowy. Podróż wymaga co najmniej jednej przesiadki – w Randazzo. Przejazd całej trasy to około 3 godziny. Stacja początkowa to Katania Borgo, końcowa to Riposto – miasteczko nad Morzem Jońskim. Oddalone około 30km od stacji Borgo. Na tym odcinku funkcjonuje normalnotorowa kolej, którą można dojechać z Riposto do Katanii. Z kolejowej stacji Borgo, można metrem (stacja Borgo), dojechać do głównego dworca kolejowego w Katanii i w pobliże Starego Miasta.

Bez wątpienia linia kolejowa wokół Etny to ciekawa atrakcja turystyczna. Piękne widoki na Etnę, i z drugiej strony na otaczające ją niewulkaniczne góry. Pola lawowe, pola uprawne, i kilka ładnych zabytkowych miasteczek na trasie,  np. Linguaglossa, Randazzo i Adrano. Świetny pomysł na co najmniej jednodniową wycieczkę.

● Linguaglossa (ok. 550m n.p.m.). Miasteczko u północnego-wschodniego podnóża Etny, niecałe 20km od ośrodka narciarskiego Etna Nord (1800m n.p.m., North Etna – Linguaglossa, Piano Provenzana). Posiada niewielkie stare miasto z licznymi kościołami (XVI-XVIIw.). Mały plac typu rynek przy ratuszu, trochę sympatycznych kamienic i wąskich ulic. Materiałem budowalnym często były wulkaniczne skały, co w tej okolicy jest czymś codziennym. Etna dymi ponad głowami. Niedaleko stąd do wąwozu Alcantara, choć droga jest mocno okrężna. Przez miasteczko biegnie linia kolejowa – Wokół Etny (Circumetnea).

● Prawie każdy jadąc do Rifugio Sapienza i na słynny punkt widokowy Etny - Torre del Filosofo przejeżdża przez miasteczko Nicolosi (ok. 700m n.p.m.). Rozpościera się stąd ładny widok na dymiącą Etnę, a zaraz za centrum jest stary wulkaniczny krater Monti Rossi. Kilkukrotnie Nicolosi zalewała lawa z Etny. Ostatni raz blisko miasta była podczas erupcji w 2001 roku. Powyżej miejscowości są tylko niewielkie zgrupowania budynków lub pojedyncze obiekty, powstałe z myślą o turystyce. Nicolosi to ostatnie miejsce, gdzie można zjeść posiłek i zrobić zakupy w normalnych cenach (centrum położone jest przy zadrzewionym małym placu z fontanną). W Rifugio Sapienza za to samo zapłacimy kilkukrotnie więcej. Chociaż stacja turystyczna z kolejką linową, która znajduje się na wysokości ok. 1900m n.p.m. ,powszechnie nazywana jest jak znajdujący się tam hotel górski – Rifugio Sapienza albo Sapienza, ewentualnie Funivia dell Etna (kolej linowa), to znaki drogowe używają zazwyczaj sformułowania: Nicolosi Nord. Ponieważ to północna część gminy Nicolosi.

Prawie każdy jadąc do Rifugio Sapienza i na słynny punkt widokowy Etny - Torre del Filosofo przejeżdża przez miasteczko Nicolosi (ok. 700m n.p.m.). Rozpościera się stąd ładny widok na dymiącą Etnę, a zaraz za centrum jest stary wulkaniczny krater Monti Rossi. Kilkukrotnie Nicolosi zalewała lawa z Etny. Ostatni raz blisko miasta była podczas erupcji w 2001 roku. Powyżej miejscowości są tylko niewielkie zgrupowania budynków lub pojedyncze obiekty, powstałe z myślą o turystyce. Nicolosi to ostatnie miejsce, gdzie można zjeść posiłek i zrobić zakupy w normalnych cenach (centrum położone jest przy zadrzewionym małym placu z fontanną). W Rifugio Sapienza za to samo zapłacimy kilkukrotnie więcej. Chociaż stacja turystyczna z kolejką linową, która znajduje się na wysokości ok. 1900m n.p.m., powszechnie nazywana jest jak znajdujący się tam hotel górski – Rifugio Sapienza albo Sapienza, ewentualnie Funivia dell Etna (kolej linowa), to znaki drogowe używają zazwyczaj sformułowania: Nicolosi Nord. Ponieważ to północna część gminy Nicolosi.

Na zdjęciach opisane miejsca.

Opublikowano w Blog
Nie ma to jak dobrze żyć z Etną. Pozwoliła mi zrealizować drugą część zadań, po wcześniejszej czerwcowej wizycie. Wtedy kiedy potrzebowałem uspokoiła się i pozwoliła zajrzeć w swoje na ogół niedostępne zakamarki. Umożliwiła zabawy z lawą. Ale pod koniec pobytu postraszyła. 30-godzinną potężną erupcją gazową z Krateru Centralnego.

Szkoda, że akurat wtedy byłem w tymże kraterze. Z trudem wydostałem się. Przez chwilę byłem pewien, że się uduszę, albo wpadnę przez jakąś dziurę do komory płynnej lawy. Na szczęście instynkt przetrwania i doświadczenie wydostały mnie z opresji. Który to już raz? Lepiej nie liczyć. I ile razy mi się jeszcze uda? Ponoć koty mają siedem żyć. Ja ich wyczerpałem podczas moich wypraw przynajmniej trzy razy tyle. Patrząc na to co robię od tylu lat, aż dziw bierze, że tak długo żyję.

Nie lubię Etny od strony Torre del Filosofo. Za dużo ludzi. Na szczęście w innych jej częściach zazwyczaj jestem sam. Nie ma nic fajniejszego niż wędrować całą dobę po kraterach szczytowych Etny. Podziwiać zachód i wschód słońca. Lawę, ogromne obłoki gazów wydobywające się z kraterów. Tylko ja i wulkan. I ta wspaniała niepewność co się wydarzy za sekundę.

Valle del Leone - księżycowa dolina po północnej stronie Etny. Kryje kilka kraterów, jęzorów zastygłej lawy oraz mikrolodowiec. Wędrówka po znacznej ilości popiołów wulkanicznych w niej nagromadzonych, imituje spacer po Księżycu. Gdy tam jestem, poza moimi śladami, żadnych innych nigdy nie dostrzegłem. Bo rzadko ktoś się tam zapuszcza. 

Opublikowano w Blog
poniedziałek, 20 listopad 2017 06:49

ETNA - wspaniały wulkan, wspaniały cel badawczy

Podczas drugiej wizyty na Etnie w 2017 roku postawiłem sobie jeszcze bardziej karkołomne zadania niż poprzednio:

-- Ustalenie wielkości komory magmowej w zboczu Krateru Centralnego (ona istnieje tam od przynajmniej dziesiątek lat, tak samo otwór lawowy, choć w różnej postaci, np. znalazłem w źródłach włoskich wulkanologów, że otwór lawy istniał w tym miejscu w 1998 roku),

-- Jeszcze bardziej wnikliwe zbadanie najmłodszego obszaru szczytowego w rejonie kraterów Południowo-Wschodnich, 

-- Odnalezienie największego powierzchniowego mikrolodowca w masywie Etny (największy lodowiec masywu w grocie Del Gelo przemierzałem kilka miesięcy wcześniej),

-- Próba obejścia wszystkich kraterów głównych i pobocznych w rejonie kraterów szczytowych,

-- Pogłębiona eksploracja doliny Del Leone,

-- Cała seria drobniejszych celów.

Jak wielka jest komora płynnej magmy w zboczu Krateru Centralnego? Chciałem to sprawdzić. Niebezpieczne zadanie, ale okazało się wykonalne. A wnioski intrygujące. Nad komorą zawalił się kawałek stropu i mamy odsłonięte jezioro płynnej lawy, o którym pisałem po czerwcowym pobycie. Tym razem udało mi się podejść na 3 metry od brzegu. Spękania, skrajnie trujące gazy i temperatura na granicy ludzkiej wytrzymałości - lądowanie na Marsie będzie łatwiejsze i bezpieczniejsze. Tam aktywnych wulkanów nie ma (chociaż niektórzy w NASA ciągle mają nadzieję). Dla mnie, mojego mózgu, ciała, takie chwile stanowią wspaniałe doświadczenie, naukę. Coś fenomenalnego. Odbiór takich momentów przez ludzki organizm jest niesamowity. Absolutne uczucie jakbym znalazł się na bardzo odległej planecie, odkrywał ją. Sam jeden.

Ale wrócę do wniosków. Ta powierzchniowa komora jest bardzo rozległa, kilkadziesiąt razy większa niż jezioro lawowe. Gdy byłem tak blisko, w każdej chwili mógł wystrzelić z niego rój bomb wulkanicznych, jak to ma miejsce na Stromboli. To byłby mój koniec. Ale obserwacje tego miejsca w czerwcu i teraz, oszacowanie jak wysoki jest brzeg, dawały realną nadzieję, że nic takiego sie nie stanie. Komora sięga aż samego szczytu Krateru Centralnego, dochodzi w pobliże Północno-Wschodniego Krateru. Jest ogromna. W nocy zlokalizowałem około dziesięć otworów w stropie, który bardziej popękał od mojego ostatniego pobytu. Niektóre tak niewielkie, że z trudem było je zauważyć. A musiałem bardzo uważać. Zwłaszcza w dzień. Zwykły otwór, z którego nawet się nie dymi. Ale włóżmy tam rękę i na dzień dobry mamy spotkanie z temperaturą 500 stopni Celsjusza. Szkoda ręki. Aluminiowy kijek pokryty lakierem w sekundę zaczynał się palić, mój termometr spożywczy w ułamku sekundy padł, bo temperatura za wysoka. Cały czas istniało ryzyko, że strop się pode mną zawali i wpadnę do lawy o temperaturze 1200 stopni Celsjusza. Szybka bezbolesna śmierć. Lecz nie to okazało się najbardziej niebezpieczne. Podczas pobytu Etna była wyjątkowo spokojna, emitowała jak na nią bardzo niewiele gazów. Dzięki temu mogłem zejść w niższe partie Krateru Centralnego, pod jezioro lawy. I w tym momencie doszło do dużej erupcji gazowej. Ledwo udało mi się z tego wydostać, a erupcja trwała ponad 30 godzin. Ale bez ryzyka nie ma sukcesów, a bez skrajnego ryzyka nie osiąga się pionierskich sukcesów. A te ostatnie z każdym rokiem kręcą mnie coraz bardziej. Fascynujące jest bowiem dokonywać pierwotnych odkryć, docierać w nieznane człowiekowi miejsca, ustalać nowe rzeczy, robić coś jako pierwszy człowiek w historii. Powielanie tego co zostało zrobione nigdy mnie nie interesowało.

Kratery Południowo-Wschodnie. Etna przyszła mi z pomocą. W czerwcu ilość gazów była tak potężna, że niewiele widziałem. Tym razem mogłem spokojnie przyjrzeć się wszystkiemu, wyłącznie z dnem Nowego Krateru Południowo-Wschodniego.

Mikrolodowce Etny. Szybko znikają. Te do których dotarłem w 2009 roku w rejonie Torre del Filosofo stopniały. Pod przełęczą, oddzielającą Kratery Południowo-Wschodnie od pozostałych, są dwa. Choć jeden w mocnej fazie zaniku. Zważywszy, że to południowa strona Etny i tak jest nieźle. A czym są mikrolodowce w mojej definicji? Niepełnoprawnymi lodowcami. Pojęcia: płat wiecznego śniegu, pole firnowe - są zbyt mało precyzyjne, a co najważniejsze nic nie mówią przeciętnemu człowiekowi. A sztuką jest mówić/pisać o nauce, tak, by być zrozumiałym. A nie zachowywać się jak kretyn, który nauczył się paru trudnych słówek. A że każdy zna słowo "lodowiec" i "mikro", bez wyjaśnień mniej więcej zorientuje się o czym mowa. A żeby więcej, to jest tak. Mikrolodowiec to twór lodowy, płat lub pole. Które nie jest w stanie stopnieć w ciągu roku. Więcej, jest to twór wieloletni. O przynajmniej kilku metrach grubości. Gęstość lodu nie ma większego znaczenia, choć zazwyczaj jest to jakiś stan pośredni pomiędzy zamarzniętym śniegiem a lodem lodowcowym, który jest bardzo mocno zbity (ma niewielką gęstość).

O największym lodowcu Etny w grocie del Gelo pisałem niedawno. Tym razem miałem nadzieję na znalezienie największego mikrolodowca na powierzchni. Chcąc solidnie spenetrować Valle del Leone, liczyłem, że właśnie tam, od północy są na to szanse. Czy sie udało? Za chwilę napiszę. Lecz wpierw ciekawostka. Mikrolodowiec, uformował się na dnie starego Krateru Południowo-Wschodniego. Ten teren to obecnie cztery kratery, a ten najstarszy, jeszcze dosyć aktywny w 2009, dzisiaj na tyle się ochłodził, że śnieg po zimie nie był w stanie stopnieć. Do tego erupcje z sąsiednich kraterów pokryły go rumoszem skalnym, a więc zatrzymały słońce i proces topnienia. I tak w jednym z kraterów bardzo aktywnego wulkanu, uformował się niewielki płat zlodowaciałego śniegu. Którego kiedyś nie było. Jak długo przetrwa w dużej mierze zależy od aktywności Etny.

Pod przełęczą od strony Valle del Leone znalazłem to czego szukałem. Pokryty popiołem wulkanicznym mikrolodowiec. Tylko od strony czoła widać było lód o kilkumetrowej grubości. On pewnie kiedyś był większy, ale w ostatnich kilkudziesięciu latach z pobliskiego otworu wydobywała się lawa. Dzisiaj tworzy zastygły jęzor, a obok jest właśnie mikrolodowiec. Największy w masywie Etny. Około 50 metrów długości i blisko 20 metrów szerokości. Przysypany popiołem wulkanicznym, co zapewniło mu przetrwanie.

Obejście wszystkich kraterów szczytowych Etny. Za sprawą młodego Nowego Krateru Południowo-Wschodniego, niezbyt trudne zadanie, okazało się prawie niewykonalnym. Obejście krateru Północno-Wschodniego, najwyższego, nie nastręcza większych trudności, jedynie w rejonie wierzchołka trzeba uważać na kilka szczelin, z których wydobywają się gazy. Podczas moich pobytów na Etnie uczyniłem to kilkukrotnie. Krater Centralny w połowie jest bardzo łatwy do obejścia, w drugiej połowie trudniejszy, za sprawą licznych wyziewów wulkanicznych z krateru, w tym z jego obramowania. Dosyć młodym utrudnieniem jest komora lawowa i pęknięcia oraz szczeliny, z których wydobywają się gazy i powietrze o temperaturze nawet ponad 500 stopni Celsjusza. Trzeba uważać. Plus ryzyko zawalenia sie stropu nad komorą. Nie mniej taki spacer robiłem ponad 20 razy.

Przejście wokół starego Krateru Południowo-Wschodniego też nie stanowi większego wyzwania. Ale już sąsiednie młode kratery, wąskie, sypkie, strome i dymiące - wymagają trochę uwagi. W tej chwili są częścią Krateru Południowo-Wschodniego. Kilkukrotnie pokonywałem tą część szczytową Etny.  

Największe wyzwanie stanowił Nowy Krater Południowo-Wschodni. Chociaż kilka razy pokonałem większość jego skrajnych partii, to pozostawał mi jeden fragment do przejścia. Już te przebyte części, miejscami strome, wąskie, sypkie, pełne gazów i siarki zmusiły mnie do pewnego wysiłku. Ale podczas czerwcowego pobytu musiałem zrezygnować z ostatniej części krateru - która jest urwiskiem. Jest to teren pomiędzy Kraterem Południowo-Wschodnim, a Nowym Kraterem Południowo-Wschodnim od strony Torre del Filosofo. By przejść ten fragment musiałem uciec do pewnego niestandardowego zabiegu. W czerwcu nie pozwoliły mi na to ogromne ilości gazów, które uniemożliwiły prześwietlenie wzrokiem terenu. Tym razem okazało się to możliwe.

Patent polegał na tym, że musiałem zeskoczyć z urwiska 2-3 metry, na bardzo stromy i ruchomy piarg. Po zeskoku miałem w małej lawinie złożonej z kruchego materiału piroklastycznego zjechać około 10 metrów, wydostać się z lawiny kilkoma skokami, by dostać się pod skalny komin. Ze względu na skrajną kruchość terenu nie miało znaczenia, że jestem sam, nie mam sprzętu wspinaczkowego ani partnera, partnerów do pomocy. W tych warunkach na nic by to się zdało. Sprzętu nie dało się użyć. Wszystko czego się dotknęło, zostawało w rękach. Musiałem pokonać kominem pięć metrów. Co to jest te kilka metrów wspinaczki? Na tak sypkim i kruchym wulkanie - bardzo dużo. Odpadnięcie skończyłoby się źle, bo zleciałbym do żlebu i nawet jeśli bym sobie większej krzywdy nie zrobił, to zjazd dwieście metrów z lawiną skalną, nieuchronną, mógł być nawet śmiertelnym zagrożeniem.

Pokonanie komina to nie był koniec, bo pozostawało jeszcze przejście 20 metrów bardzo stromego i sypkiego terenu. Jeden zły krok i lecę w dół, nawet kilkaset metrów. W skrajnym wypadku z wysokości 3300m, można się znaleźć na 3000m.

Czemu podjąłem takie ryzyko? Niezupełnie było to bezmyślne. Robiłem już takie rzeczy i zawsze się udawało, choć nie zawsze za pierwszą próbą. Uznałem wyzwanie za wykonalne. A nagroda była cenna. Nie mam żadnych wątpliwości, że jestem pierwszym człowiekiem na Ziemi, który obszedł wszystkie kratery szczytowe Etny w aktualnym stanie. Fajne uczucie. Lubię takie wyzwania. Lubię rywalizować z przyrodą. Lubię być pierwszy. Co prawda udało mi się to również w roku 2009, tylko że wtedy Nowy Krater Południowo-Wschodni, był niewielką dziurą, umiejscowioną 300 metrów niżej niż teraz i jej obejście było znacznie łatwiejsze.

Opisywany fragment, to miejsce niewielkiej acz widowiskowej erupcji z wiosny 2017. Lawa tryskała wysoko i długim jęzorem schodziła w dół, w rejon Torre del Filosofo i dalej do Valle del Bove. To właśnie podczas tej erupcji zostało rannych kilku dziennikarzy BBC. Dlaczego? Brak doświadczenia, wyobraźni, logicznego myślenia. Oczywistym jest, że jak lawa o temperaturze setek stopni Celsjusza, zetknie się ze śniegiem albo lodem - dojdzie do nagłej reakcji. Swoistego wybuchu, na skutek którego kawałki lawy wystrzelą w powietrze, pojawi sie gorący popiół wulkaniczny i bardzo toksyczne gazy. Z tego co słyszałem, mieli oni lokalnego przewodnika. Ale skutki jego pracy absolutnie mnie nie dziwią. Doświadczenie i umiejętności tzw. przewodników wulkanicznych, są tylko odrobinę większe niż ekipy BBC. Gdybym popełniał podczas realizacji Projektu 100 Wulkanów tak proste błędy jak oni, zabiłbym się ze sto razy.

By pokazać jak rozległy jest teren szczytowy, obejście wszystkich kraterów wraz z pokonaniem przełęczy oddzielającej Krater Centralny i Północno-Wschodni od Południowo-Wschodnich Kraterów - to prawie sześć kilometrów

Opublikowano w Blog
poniedziałek, 23 październik 2017 06:21

Włoski Wulkan Stromboli - każdy może zobaczyć lawę

Jest około dziesięć wulkanów na świecie, które w stały i łatwy sposób oferują możliwość zobaczenia lawy - niemal każdemu turyście. Można spotkać na nich tłumy. Druga dziesiątka oferuje też niemal zawsze możliwość zobaczenia lawy, ale wymaga znacznie większego wysiłku, co zwykle turystów zniechęca. W Europie mamy dwa wulkany w stałej fazie erupcji, które umożliwiają zobaczenie lawy. Z pierwszej grupy wulkanów, łatwych i niewymagających większego wysiłku -Stromboli 920m n.p.m. Do drugiej grupy zalicza się - Etna 3331m n.p.m. Wulkan dużo wyższy, większy, o bardzo rozbudowanych partiach szczytowych. Łatwą obserwację lawy oferuje tylko podczas niektórych erupcji. Tym razem skupię się jednak na Stromboli, który znajduje się około 100 kilometrów od Etny. Ważne, kolejne aktywne wulkany, oferujące łatwe oglądanie lawy, znajdują się tysiące kilometrów od Europy, na innych kontynentach. Chociaż dostanie się na nie, nie jest trudne, to kosztowne.

Ile kosztuje wycieczka z przewodnikiem na Stromboli? Sam się nie dowiadywałem, bo i tak bym nie skorzystał. Ale rozmawiając z ludźmi na promie, padały kwoty: 25, 28, 30, 35 euro. Dużo firm na wyspie Stromboli, a także firmy z sąsiednich wysp oraz z Sycylii, oferują takie wycieczki.

Będąc już pod wulkanem, starty są popołudniu, by jeszcze chwilę czasu na szczycie spędzić za dnia, więcej po zmroku, kiedy najlepiej widać lawę. Następnie zejście w dół. Niektóre firmy startują jeszcze za dnia, tak, aby po zmroku dojść do celu. Druga pora startów następuje pomiędzy 3-4 w nocy, by po ciemku dotrzeć na szczyt, a za dnia wrócić do wiosek od strony Przystani Promowej Stromboli. Od strony niewielkiej wioski Ginostra, po drugiej stronie wulkanu, też jest ścieżka, ale nie wiem czy funkcjonuje tam jakaś firma organizująca wejścia.

Wejście na szczyt to około 3 godziny, zejście około 2 godziny, pobyt na szczycie 30-90 minut. I właśnie, nie wszystkie firmy wprowadzają na sam szczyt, niektóre kończą wędrówkę tuż pod. Jedne pozwalają klientom być 30 minut na szczycie, inne nawet trzy razy tyle, to ma znaczenie.

Grupy bywają duże, w największej naliczyłem 41 osób i dwóch przewodników, 20-30 osób to często standard. Efekt, jak wejdzie 5-10 takich grup w tym samym czasie, nie tylko nie ma miejsca na szczycie i w okolicach, ale nawet ciężko dopchać się do robienia zdjęć. Koszmar.

A przewodnicy... nie liczmy na to, że w razie większej erupcji nam w czymkolwiek pomogą. Jeden czy dwóch ludzi, z nikłym doświadczeniem wulkanologicznym, polegającym na chodzeniu ścieżką w górę i w dół, nie jest żadną gwarancją bezpieczeństwa. To że przejdą jakieś szkolenie, mają krótkofalówkę i przypną sobie znaczek do piersi, nic nie oznacza. Tak w ogóle nie są w stanie zapanować nad grupą kilkudziesięciu osób, nie mają pojęcia kto jest w ich grupie (czytaj wcześniejszy artykuł na blogu). Bo ludzi widzą tylko przez chwilę, a część wejść w ogóle rozpoczyna się w nocy. W razie poważnej erupcji należy liczyć tylko na siebie. Stromboli i wulkaniczne usługi turystyczne to jedynie maszynka do zarabiania pieniędzy (tak samo jak i na Etnie). Dlatego są tablice straszące karą 500 euro, za samowolne wejście bez przewodnika.

Zresztą jakość ich pracy jest taka a nie inna. Nie słyszałem, by ktokolwiek z przewodników udzielił informacji o wulkanie, o jego historii, aktywności. Niektórzy "błyskotliwi" mówią, by nie podchodzić za blisko krateru - i wyznaczają nogą linię - bo to oznacza śmierć - głośną się śmiejąc jak to fajnie zagadali. Ich angielski też bywa słaby. Turyści robią zdjęcia, oni rozmawiają ze sobą, tak to mniej więcej wygląda.

Na szczyt są 3 trasy, ale przewodnicy używają ich na zasadzie jednokierunkowości. Dwie prowadzą od strony połączonych wiosek San Vicenzo i San Bartolo, jedna od strony Osservatorio (restauracja). Czwarta ścieżka jak już wspomniałem biegnie od strony Ginostry

Dobrze, że są takie usługi turystyczne, bo przecież większość ludzi nie ma pojęcia o wulkanach, nie jest przygotowana, by wejść nawet na taki jak Stromboli 917-920m (inne źródła podają 923-924m). Nie mają obuwia, odzieży, kasku, latarki, nie mają doświadczenia w samodzielnym chodzeniu po wulkanie. Oczywiście firmy wszystko wypożyczą albo sprzedadzą - kurtki, spodnie, buty, kijki, ochraniacze (stuptuty), nawet znajdą się - czapka i rękawiczki. Wypożyczą też obowiązkowy kask i latarkę czołową. Co ciekawe, nie dadzą żadnych masek, bo to koszt (przynajmniej ludzie, którzy z takich usług skorzystali, a z którymi rozmawiałem, nie dostali). Użyteczna maska jednorazowa, czy wielorazowa z wymiennymi filtropochłaniaczami razy tak ogromna liczba turystów, to koszty, które mogłyby zniechęcić do wykupienia wycieczki. I chociaż wiatr często omija wierzchołek, podczas mojego długiego pobytu, kilka razy szczyt pokrył się bardzo toksycznym gazem i maska była niezbędna. Bez maski trzeba byłoby natychmiast zbiegać  w dół. Blisko szczytu są ze cztery niewielkie mini schrony, takie betonowe przystanki autobusowe. Skryje się za nimi niewiele osób, z kilkuset, które często tam są. Gdyby w tym czasie doszło do prawdziwej dużej erupcji, która objęłaby szczyt, trupów i rannych byłoby wielu (zwłaszcza przez panikę i chaos). Na szczęście, otwory lawowe są znacznie poniżej zachowanego fragmentu krateru, a erupcyjki zwykle niewielkie i miłe dla oka. Chociaż Stromboli od dwóch-trzech tysięcy lat utrzymuje obecną aktywność, większe erupcje są stosunkowo rzadkie.

Na samym szczycie nawet w lecie potrafi być chłodno, już kawałek poniżej jest przyjemnie, ale tam na górze niekoniecznie. Widziałem osoby, w krótkich spodenkach, rękawach, błagające przewodników, by już schodzić. 10-15 stopni Celsjusza, noc, wiatr - może być zimno, zwłaszcza kobietom. Jakie buty? -przynajmniej adidasy. Chociaż oczywiście najlepsze są buty trekkingowe.

Erupcje można też oglądać od strony morza, od urwiska Sciara del Fuoco, organizowane są wycieczki łodziami. Czasami spadają nim kawałki lawy lub wręcz spływa ona do morza (Tyrreńskiego).

Na Wyspę Stromboli nie pływa dużo promów i bywają w sezonie od wiosny do jesieni problemy z biletami (brak miejsc), dlatego warto wykupić bilet powrotny od razu po przyjeździe albo nawet wcześniej. Na wyspy Liparyjskie startuje się z Milazzo na Sycylii (niedaleko Mesyny), rzadko, ale z Neapolu też coś pływa. Nie ma problemów, by przemieszczać się promami pomiędzy wyspami. Nie są tanie, od około 20 do 30 euro za odcinek, ale są. Z Milazzo na Stromboli to ok. 65km w linii prostej.

Na wyspie są też hotele, pensjonaty - nieduże, sklepy. Także wulkaniczne plaże i przez niemal pół roku ciepłe morze. Ceny oczywiście wyższe, od tych na stałym lądzie. Nie ma tutaj samochodów, ale są skutery i swoiste meleksy do przewozu zaopatrzenia oraz turystów z bagażami.

Wyspa Stromboli, zwana też Ginostrą, jest najbardziej północną z siedemnastu Wysp Liparyjskich. Czwartą co do wielkości. Z Milazzo szybkim promem, płynie się 3 godziny.

Na zdjęciach: wulkan-wyspa Stromboli, Wyspy Liparyjskie, Morze Tyrreńskie, Włochy.

Opublikowano w Blog
Strona 1 z 3

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.