NAJBLIŻSZE PRELEKCJE PODRÓŻNICZE i INNE WYDARZENIA:

 19 sierpień - 7 wrzesień - Tanzania (Kilimandżaro, Serengeti, Ngorongoro, Zanzibar)

 24 wrzesień - XXII Festiwal Górski w Lądku Zdroju, o PROJEKCIE 100 WULKANÓW, w panelu w Wielkim Namiocie pomiędzy godz. 10 a 16. PROGRAM

 a2b2

portal gorski 225x150 box

slaskie box

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed

Porcja fotografii zwłaszcza przyrodniczych, z sześciu kontynentów, z muzyką w tle. Taka współczesna diaporama, czyli slideshow. 
Opublikowano w Filmy
Chociaż kojarzony jestem przede wszystkim z wulkanami, moja działalność podróżniczo - sportowa składa się z wielu różnych elementów, aktywności. Brak czasu nie pozwala o wielu z nich opowiedzieć, ani napisać. Dlatego dzisiaj krótko o innych górach, nie będących wulkanami. Je też uwielbiam i w nich bywam. Gdybym chciał zliczyć wszystkie zdobyte górskie szczyty, byłoby ich z tysiąc. Więc wspomnę o 10 najwyższych dotychczas osiągniętych wzniesieniach, istotniejszych. Oto one:

7134 metrów - Pik Lenina / Avicenna Peak (choć GPS wskazał 7146m n.p.m., Pamir, Kirgistan/Tadżykistan). Przyjechałem bardzo zmotywowany, bo biłem swój kolejny rekord wysokości. Przygotowany byłem na ciężką walkę. A wszystko poszło banalnie łatwo - podejście aklimatyzacyjne zakończyło się zdobyciem szczytu. Cała akcja górska zajęła 13 dni (z aklimatyzacyjnymi wyskokami w bok), zakończyła się w pierwszych dniach sierpnia. Nie wszyscy mięli takie odczucia. Podczas mojego pobytu góra pochłonęła życie jednej osoby, kilka zostało rannych (szczeliny lodowcowe, choroba wysokościowa, lawina). Nikły procent atakujących Lenina osiągnął wierzchołek. Zupełnie nie wiem dlaczego?

Mogłoby się wydawać, że na tej górze miał miejsce mój najwyższy nocleg, ale nie. Dużo wyższe noclegi i to w pokaźnej liczbie, miałem na andyjskich wulkanach, najwyższy na 6820m - masyw Ojosa del Salado (nawet na Aconcagui "strzeliłem" sobie nocleg na 6300m, na Leninie tylko 6130m).

Chociaż Pik Lenina trudno traktować jako ambitne wyzwanie, góra zapisała się w historii alpinizmu wybitnie tragicznie. Za sprawą dwóch pamiętnych tragedii. W 1974 roku w rejonie wierzchołka zmarły wszystkie członkinie radzieckiej kobiecej wyprawy. 8 ofiar. Przyczyna: załamanie pogody. Natomiast w 1990 roku na obóz drugi, położony na ok. 5200m, zeszła lawina, którą wywołało trzęsienie ziemi. Uchodzi za największą wysokogórską tragedię, bo zginęły 43 osoby.

6962m - Aconcagua (Andy, Argentyna) - najwyższa góra Ameryki Południowej i poza Azją. Dla wielu samodzielny cel. W moim przypadku był to dodatek do wulkanicznej wyprawy. By później sprawnie działać na dużych wysokościach, aklimatyzacyjnie i samotnie wszedłem sobie właśnie na Aconcaguę od strony doliny Horcones. W grudniu, przy bardzo zimowej pogodzie, kiedy na 6000m i powyżej w nocy temperatury przekraczały minus 30 stopni Celsjusza, a odczuwalne dochodziły do minus 50.

6181m - Island Peak (Imja Tse, Himalaje, Khumbu Himal, Nepal) - niewysoka, szybka w zdobyciu, ale bardzo ładnie położona góra. Pod południową ścianą Lhotse, niedaleko Makalu i Ama Dablam, otoczona lodowcami. Był październik, a po dojściu pod górę, wystarczył jeden dzień, by wejść i zejść. 

6145m - Razdielna (Razdielnaja, Razdelnaya Peak, Pamir, Kirgistan) - szczyt, który pokonuje się na drodze klasycznej prowadzącej na Pik Lenina. Umiejscowiony jest tam obóz III (C1), z którego najczęściej atakuje się wyższego siedmiotysięcznego sąsiada. Oddzielony od Razdielnej przełęczą o wysokości 6065m.

6088m - Huayna Potosi (Andy, Boliwia) - piękna piramidalna góra obok La Paz i w sąsiedztwie jeziora Titicaca. Na upartego można o świcie wyruszyć z La Paz, podjechać kawałek, wejść na szczyt, i wieczorem świętować sukces ponownie w La Paz. Chcąc się nacieszyć widokami, piękną pokrywą lodowcową, spędziłem w masywie 3 dni, był maj.

5645m - Kala Pattar (ramię Pumori, Himalaje, Khumbu Himal, Nepal) - najbardziej znany na świecie punkt widokowy na Mount Everest (po tybetańsku Czomolungma, a nepalsku Sagarmatha). Sympatyczna skałka w wysokogórskim otoczeniu. Prowadzi na nią łatwa ścieżka.

Jeszcze tego samego październikowego dnia odwiedziłem Everest Base Camp 5360m, bo to blisko, niżej, a ścieżka nawet na lodowcu Khumbu - bezproblemowa.

5520m - przełęcz Kongma (Kongma La, Himalaje, Khumbu Himal, inne źródła podają 5535-40m) - po zdobyciu Island Peak przez przełęcz i lodowiec Khumbu doszedłem do trasy prowadzącej pod Everest. Okolica ta obejmuje wspaniałe widoki na Himalaje, są też tutaj jeziora i małe lodowce. Swego czasu, nocleg prawie na samej przełęczy, był moim najwyższym.

5360m - przełęcz Cho (Cho La, Himalaje, Khumbu Himal, inne źródła podają 5420m) - pokonałem ją, jak również największy nepalski lodowiec Ngozumpa, w drodze na inny słynny punkt widokowy na Everest - Gokyo. Na przełęczy jest niewielki lodowiec.

5360m - Gokyo Ri (Gokyo Peak, Himalaje, Khumbu Himal, Nepal) - niezbyt wybitny szczyt, za to oferujący wybitne widoki na Eeverest, Makalu, a po drodze także na Cho Oyu i serię błękitnych jezior oraz lodowiec Ngozumpa. Mount Everest z tej perspektywy również prezentuje się okazale.

5360m - Everest Base Camp  (Himalaje, Khumbu Himal, Nepal) - to w zasadzie jedenasta pozycja, ale o takiej samej wysokości jak dwie wcześniejsze. Łatwa, płaska ścieżka, lodowiec Khumbu i widok na słynny Ice Fall oraz Nuptse. Wspaniała wysokogórska atmosfera. Choć akurat Everestu z BC nie widać.

Podane wysokości są według własnych pomiarów GPS.

Dla porównania, wulkanów o wysokościach 5000m - 6896m (najwyższy wulkan Ojos del Salado) zdobyłem 21.

Po wulkanach chodzę najczęściej samotnie, po górach wysokich również.

8000m? Pewnie kiedyś się wybiorę. Większość sprzętu już jest.

Malutka galeria zdjęć:

Opublikowano w Blog

Aconcagua 6962m - pełna wersja filmu, 17:24min

Czytaj też: Aconcagua - atak szczytowy.

Aconcagua 6962m - skrócona wersja filmu, 8:30min

Aconcagua 6962m -krótka wersja filmu, 4:42min

Opublikowano w Filmy
sobota, 30 lipiec 2016 10:27

Misja BRAZYLIA

Można spotkać ich wszędzie. Nie tylko Azja i Afryka. Są niemal w każdym kraju. Także w Brazylii. Kto? Misjonarze. Gdziekolwiek są, nie mogą posługiwać się schematami. Muszą się dostosować. A to nie takie łatwe. Różne kraje, klimat, zwyczaje. Ludność o innym temperamencie i przyzwyczajeniach. O różnych oczekiwaniach w stosunku do duchownego. W końcu inny język, który trzeba znać. Bez niego trudno zaprzyjaźnić się z parafianami, zasymilować, zbudować bliskie relacje.
            Polskich misjonarzy można spotkać praktycznie na całym świecie. Jest ich około dwóch tysięcy. Liczba powołań – nadal duża – pozwala diecezjom wysyłać swoich duchownych na najodleglejsze fronty posługi duszpasterskiej. Nie jest to jednak zadanie dla każdego. Tylko nieliczni mają odwagę, by zdecydować się na wyjazd na misję. Zamienić polską parafię, przewidywalną, spokojną, na coś zupełnie nieznanego, często wiele tysięcy kilometrów od kraju. To wyzwanie.

Lupercio

            Ksiądz Robert Nurczyk zanim z początkiem 2010 roku objął parafię w Brazylii, wcześniej przez dwa lata pełnił posługę w Argentynie. Ta zmiana zmusiła go nauki nowego języka – zamieniłem hiszpański na portugalski. Mimo że podobne, to są to dwa odrębne języki. Gdybym odprawił w Brazylii mszę po hiszpańsku raczej nikt, by mnie nie zrozumiał. Musiałem szybko opanować nowy język, bo umiejętność odprawienia mszy po portugalsku, jest bez wątpienia niewystarczająca – tłumaczył ksiądz Robert.

            Lupercio to nieduża miejscowość w stanie Sao Paulo. Jakieś 400km na północny-wschód od tego największego miasta Ameryki Południowej. W municipio, czyli w gminie, żyje blisko pięć tysięcy mieszkańców, a najbliższym większym miastem jest dwustutysięczna Marilia. Znajduje się około 30km od Lupercio. Niska jednorodzinna zabudowa. Trochę sklepów, punktów usługowych, barów i restauracji, stacja benzynowa, nieduży dworzec autobusowy, poczta, posterunek policji, bank, malutki szpital, od niedawna działa też w Lupercio prywatna wyższa uczelnia. Wokół niewysokie góry, na których liczne wielkoobszarowe gospodarstwa rolne, tzw. fazendy, gdzie uprawia się kawę, banany, kokosy trzcinę cukrową, arbuzy, pomarańcze, hoduje się bydło. Przyjemny, łagodny tropikalny klimat. Spokojna okolica, gdzie czas jakby zwalnia. W centrum Lupercio znajduje się sporych rozmiarów plac o charakterze parku, a w jego centralnym miejscu świątynia. Sporych rozmiarów i o całkiem ładnej bryle, niedawno z zewnątrz odnowiona –  w Lupercio i w tych okolicach chrześcijanie stanowią prawie 100% mieszkańców, z czego 60-70% to Katolicy a pozostałe 30-40% to Ewangelicy podzieleni na wiele wspólnot neopentekostalnych. Do mojej parafii należy również miejscowość Santa Teresina, gdzie w centralnym punkcie znajduje się plac z kościołem, ale mniejszym niż ten  – opowiadał oprowadzając po świątyni ksiądz Robert, proboszcz parafii Santo Inacio De Loyola w Lupercio.

            Te inne wspólnoty (kościoły), to między innymi zielonoświątkowcy, adwentyści, protestanci – czyli Ewangelicy, bo to ogólna nazwa tych Kościołów. Dużą grupę stanowią wierni Kościoła Uniwersalnego. Założyciel i pastorzy kładą nacisk głównie na emocje oraz pragnienia doświadczenia cudów i szybkiego wzbogacenia się. Coraz więcej jest świadków Jehowy i mormonów – tłumaczył ksiądz Robert. Ponadto kilka procent społeczeństwa wyznaje religie archaiczne jak animizm. Dotyczy to w szczególności Amazonii. Mimo iż w Brazylii około 90% społeczeństwa jest członkami jakiejś wspólnoty religijnej – w zdecydowanej większości chrześcijańskiej – to jedynie około 60% stanowią Katolicy, z których nie więcej niż 20-25% czynnie uczestniczy w życiu Kościoła. W liczbach bezwzględnych jest to jednak największa narodowa wspólnota wiernych na świecie, bowiem liczba ludności Brazylii przekracza dwieście milionów. Co prawda, więcej chrześcijan jest w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, ale przynależą oni do bardzo dużej liczby różnych Kościołów.

Festy

            Kościoły i parafie w Brazylii pełnią istotną rolę kulturalną dla miejscowej społeczności. Parafie organizują między innymi regularnie swoje święta, które noszą nazwę fest. Jest to połączenie zabawy często z muzyką i tańcami, z biesiadowaniem przy jedzeniu, ale także przy alkoholu w umiarkowanych ilościach oraz z licytacjami różnych przedmiotów podarowanych przez parafian. Wszystkie pieniądze ze sprzedaży jedzenia i napojów – a ceny są niewygórowane – oraz z licytacji, przekazywane są na potrzeby parafii. Pieczę nad finansami sprawuje komisja finansowa wespół z proboszczem. Produkty do przygotowania potraw również pochodzą z datków. Jeden da worek mąki, drugi trochę mięsa albo warzyw, kolejny dorzuci dwadzieścia kurczaków czy kilka zgrzewek napojów. Na licytację przekazywane są produkty wytwarzane przez miejscową ludność, m.in. worki kawy czy żywe bydło.

Obserwacje księdza Roberta doprowadzają do wniosku, że Brazylijczycy jak już są czynnymi chrześcijanami i uczęszczają do kościoła, to aktywnie też angażują się w życie całej parafii. W organizowanie i prowadzenie fest, innych imprez o charakterze religijnym i kulturalnym. Dbają o dobry stan kościoła i jego wyposażenie. Ze względu na ich temperament, nabożeństwa muszą być prowadzone bardziej energicznie, nie mogą być za długie i konieczna jest dla nich muzyka, śpiew. Każdy kościół dlatego posiada instrumenty muzyczne. Nie może zabraknąć gitar, z basową wyłącznie, perkusji. W powszechnym użyciu są też keyboardy.  Nagłośnienie również musi być odpowiednie. Harmonogram fest w parafiach w danej diecezji jest powszechnie znany. Prawie w każdy weekend można gościć w którejś z nich na tego typu zabawie. Większe parafie organizują nawet profesjonalne koncerty zapraszając znanych artystów i festę kończy pokaz sztucznych ogni. Są też różne gry i konkursy, zwłaszcza dla najmłodszych. Drobni przedsiębiorcy otwierają różne stoiska na ten czas. Nie bez znaczenia jest, że niemal każda parafia dysponuje budynkiem z wielką salą, gdzie można wszystko zorganizować, gdzie jest kuchnia, gdzie można rozłożyć stoliki i krzesła. Są to zazwyczaj proste konstrukcje gdzieś w sąsiedztwie kościoła, ale funkcjonalne i koniecznie sala powinna być możliwie jak największa, nierzadko ze sceną. Kuchnia też jest niezbędna, by przygotować różne dania na ciepło jak kulki ziemniaczane, grzane wino czy smażone pierożki często zbliżone do znanych szczególnie w Argentynie i Chile - empanadas (na farsz najczęściej składa się zmielone mięso i warzywa). No i oczywiście niezbędny jest grillowany kurczak z frytkami – bardzo popularny posiłek w całej Ameryce Południowej. Infrastruktura parafialna uzupełniona jest często o sprzęt nagłośniający, za pomocą którego w tygodniu ogłasza się informacje parafialne, które słychać w całym centrum miejscowości. Festę przygotowują, prowadzą i sprzątają po niej – parafianie. Nieodpłatnie. Jest to ich wkład w życie parafii. Nad wszystkim czuwa proboszcz. Jest to też świetna okazja do zaprzyjaźnienia się, poznania innych członków lokalnej wspólnoty. Nie można uniknąć porównania fest z odpustami w polskich parafiach. Jednak, kiedy w Polsce odpusty mają charakter zazwyczaj jednodniowy i wiąże się to przede wszystkim z większą liczbą mszy i nabożeństw o bardziej uroczystym charakterze oraz z kramami wokół kościoła sprzedającymi zazwyczaj różne tandetne drobiazgi, to festy w Brazylii mają inny charakter. Jakieś stoiska też się pojawiają, ale są to dwudniowe, a czasami nawet trzydniowe zabawy z muzyką, tańcami, bardziej przypominają obchody u nas tzw. dni miasta czy gminy, niż odpusty. Albo po prostu festyny. Jest rozrywka, jedzenie, piwo, wino, pełno ludzi do późnego wieczoru, rozmowy, tańce. 

Misja nie dla każdego

            Ksiądz-misjonarz jest ważną postacią dla miejscowej społeczności. Dobrze, by umiał nawiązać kontakt, by lubił ludzi i chętnie się z nimi spotykał, rozmawiał, wykazał się inwencją. Nie tylko kierowanie parafią, prowadzenie nabożeństw i udzielanie sakramentów. Ksiądz Robert między innymi organizuje spotkania z młodzieżą, gdzie przy pizzy można porozmawiać o wszystkim, pośmiać się i pożartować. Ktoś z odległej Polski jest osobą egzotyczną i interesującą. Choćby taki śnieg, którego prawie nikt nie miał tutaj okazji nigdy dotknąć, czy opowieści o ujemnych temperaturach, niespotykanych na tych szerokościach geograficznych. Bardzo często też w niedzielę ksiądz jest zapraszany na obiad przez parafian. Ma on wręcz charakter uroczysty, cała rodzina stara się jak najlepiej ugościć swojego duszpasterza. Przy okazji poznać go.

            Padre Roberto – jak zwracają się do niego wierni, w Polsce wychował się na Górnym Śląsku, w Bytomiu. Jego rodzina jednak pochodzi z Polski północno-wschodniej, dlatego ukończył seminarium w Olsztynie. I to biskup diecezji warmińsko-mazurskiej musiał wyrazić zgodę na prowadzenie posługi duszpasterskiej poza granicami kraju.  Bywa, że jest możliwość wyjazdu na wybrane przez siebie miejsce, albo trafia się wyłącznie tam, gdzie wyśle biskup. Ksiądz Robert kończąc kilka lat temu seminarium, już wtedy myślał o misji za granicą i po wyświęceniu dosyć szybko udało mu się te plany zrealizować. Przyznaje jednak, że - brak księży to nie tylko problem takich krajów jak Brazylia. To także problem Europy, a może niedługo też i Polski. Głównym zadaniem księdza, bez względu na miejsce w którym się znajduje to dawanie świadectwa o Zmartwychwstałym Chrystusie i tym samym miłości, która musi być podstawą naszego życia. Dokładnie to wyraża Eucharystia, która może być sprawowana jedynie przez księdza.

Brak powołań kapłańskich wśród miejscowej ludności w Brazylii spowodował, że ksiądz-obcokrajowiec jest częstym widokiem w tym kraju. Nie inaczej jest w Lupercio i okolicach - w sąsiedniej parafii, po jednej stronie Lupercio, proboszczem jest Hindus, a po drugiej stronie Polak, Zdzisław Nurczyk, który przyleciał do Brazylii w 1990 r. Był proboszczem w różnych miejscach, obecnie w sąsiednim Ocauçu. Mam jednak do pomocy kleryka – kontynuował ksiądz Robert – Brazylijczyka, który pomaga mi w niedziele, kiedy jest najwięcej obowiązków. Kiedyś zapewne obejmie którąś parafię. Nazwisko Nurczyk, oczywiście nie jest przypadkiem, Zdzisław jest wujkiem Roberta, bratem jego ojca.

Ksiądz Zdzisław to w Brazylii tak naprawdę Dislau, ponieważ Brazylijczycy nie są wstanie wymówić trudnego polskiego imienia. Ze względu na duże obszary parafii, często bez kapłana, za namową wujka misjonarza, ksiądz Robert zdecydował się objąć parafię w Brazylii. Tutejsze parafie liczą często znaczną ilość kilometrów kwadratowych, miejscowości na ich terenie są porozrzucane, często w znacznej odległości od siebie. Dochodzi do tego teren górski i wiele szutrowych dróg, fragmenty lasów tropikalnych. Jak w parafii jest jeden ksiądz to i tak jest wielkie szczęście. Nie mniej, trudno jednemu odwiedzić w tygodniu wszystkie miejscowości należące do parafii, odprawić wszędzie mszę. I to mimo, że proboszcz parafii sam ustala gdzie, kiedy, jakie i w jakiej liczbie zostaną odprawione msze, nabożeństwa. W Argentynie obszary parafii były jeszcze większe. Także było więcej naturalnych lasów tropikalnych. Do domu przychodziły czasami jadowite węże, choć i tutaj w Brazylii takie zagrożenie istnieje – wspominał ksiądz Robert.

Zdzisław Nurczyk ze względu na długi staż, w Brazylii traktowany jest jak rodowity Brazylijczyk. Świetny portugalski plus wieloletnie doświadczenia procentują. Te lata nie pozbawiły go chęci do realizowania nowych pomysłów, jak choćby organizowanie przedstawień teatralnych. Takiej bowiem oferty duszpasterskiej tutaj oczekują. Jeśli kościół nie chce tracić wiernych, a nawet liczy na nowych, to nie ma wyjścia jak być bardziej postępowy, nowoczesny, tolerancyjny. By cały czas coś się działo, ciekawego, niepowtarzalnego. Parafianie chętnie się angażują w różne inicjatywy. Na przykład ksiądz Robert podczas ostatnich mistrzostw świata w piłce nożnej w Republice Południowej Afryki w sali, która zamienia się na restaurację podczas fest, organizował pokazy meczów reprezentacji Brazylii na dużym ekranie za pośrednictwem projektora multimedialnego. Także osoba biskupa jest bardziej dostępna dla księży i dla wiernych  niż ma to miejsce w Polsce. A relacje są bardziej partnerskie niż wynikałoby to z hierarchiczności.

Nie może być nudno i monotonnie – wprost stwierdził ksiądz Zdzisław. Zanim trafił do Ocauçu, pełnił posługę między innymi w górach w sąsiedztwie Oceanu Atlantyckiego(całkiem niedaleko Rio de Janeiro). Trudny teren i ulewne deszcze nieraz nie pozwalały dotrzeć na mszę do jakiegoś przysiółka. Częste wtedy były osunięcia ziemi, a wyboista szutrowa droga zamieniała się w rwący potok. Ta bezradność w takich sytuacjach była strasznie irytująca – podsumował ksiądz Zdzisław 

Dlaczego misja?

Ksiądz Robert nie ukrywa, że wpływ Zdzisława miał znaczenie na to, że wyjechał na misję. To że chce udać się do seminarium duchownego nie budziło jego wątpliwości. Był pewien, że tego chce, że to jego droga życiowa. Ale gdyby nie przykład w rodzinie, chyba na misję by nie pojechał. Przed pierwszym wyjazdem do Argentyny miał zajęcia, które miały na celu przygotować go do pracy jako misjonarza. Odbywały się w Warszawie i w Hiszpanii. Uczył się też intensywnie języka. Gdy później dowiedział się od wujka misjonarza o problemie z obsadą parafii w Brazylii, postanowił pomóc. To, że w pobliżu jest ktoś z Polski z kim można porozmawiać w ojczystym języku na pewno pomaga. Polacy to rodzinny naród, Brazylijczycy zresztą też. Samo pokrewieństwo ma tu mniejsze znaczenie w opinii księdza Roberta - choć nieczęsto się zdarza dwóch misjonarzy z tej samej rodziny, do tego w tym samym kraju. Tak jak wszędzie ,wprowadzenie przez kogoś żyjącego na miejscu do nowej parafii, pomoc gdy nie zna się jeszcze biegle języka, są niezwykle istotne. 

Nastał czas festy w parafii Santo Inacio De Loyola. Mnóstwo ludzi, nie tylko z parafii. Luźna, wesoła atmosfera. Ksiądz Robert wita się z parafianami, zagaduje, jego zagadują, rozmawia. Charakteryzujący go blisko dwumetrowy wzrost ułatwia lokalizację wśród tłumu. Nie da się nie zauważyć, że Padre Roberto został zaakceptowany przez lokalną społeczność. Nie ma szans na chwilę spokoju. Znają go prawie wszyscy, on też prawie wszystkich zna. Będzie radosna zabawa do późnych godzin nocnych.

Brazylia, 2010 

Ksiądz Zdzisław Nurczyk nadal pełni posługę misyjną w Brazylii, natomiast ksiądz Robert Nurczyk, jest proboszczem we wsi Faryny (warmińsko-mazurskie).

Reportaż powstał dla nieistniejącego już portalu Interia360.

Polska, 2016

Opublikowano w Reportaż
piątek, 29 lipiec 2016 16:11

Czarne Złoto (Brazylia)

Nie, to nie węgiel. Brazylia to nie Polska. Ten największy kraj Ameryki Południowej ma inne czarne złoto – kawę. Jest jej prawdziwym królestwem, nikt nie produkuje tyle. Na świecie, na pierwszym miejscu jest Brazylia, potem długo długo nikt, i takie kraje jak Wietnam, Indonezja, Kolumbia, produkujące zbliżone ilości kawy i walczące o drugie miejsce. Żadne z nich nie produkuje nawet połowy tego co Brazylia.

Sadzonki

            Południowo-wschodnia Brazylia, około 500 kilometrów pięknymi autostradami do największego miasta kontynentu - Sao Paulo. Okolica wybitnie rolnicza, łagodny tropikalny klimat, niewysokie góry i pagórki. Najbliższe większe miasto to Marilia. Idealne miejsce do uprawy arbuzów, kokosów, bananów, avocado, pomarańczy, czy trzciny cukrowej. Plantacje tego wszystkiego można tutaj spotkać, ale najwięcej jest kawy. Niezliczona ilość hektarów, podzielona na obszary przynależne do danych rodzin, które często od wielu pokoleń uprawiają kawę i znają się na tym jak mało kto. Te obszary to nic innego jak wielohektarowe gospodarstwa rolne, farmy, plantacje, a może po prostu fazendy. Jest to charakterystyczna dla tych regionów nazwa posiadłości wiejskich, wywodząca się z XIX wieku.

Każda fazenda ma swoją nazwę, ta akurat: Sitio Santa Rita de Cassia. Uprawia się tu przede wszystkim kawę, ale też bananowce. Delizio Kemp główny gospodarz fazendy tłumaczył: - podstawowym produktem jest kawa, a bananowce rosną dlatego, bo krzewy kawy i drzewa bananowca bardzo się lubią i dobrze koegzystują ze sobą. Dzięki temu kawa jest lepsza. A drzewa avocado i pomarańczy które tutaj rosną są jedynie na własny użytek. Delizio pochodzi z rodziny, która od pokoleń uprawia kawę, ma na koncie nawet kilka patentów w usprawnianiu pozyskiwania i „obróbki” kawy.

Wszystko zaczyna się od sadzonki drzewka kawowego, jego synowa Viviane pokazuje beczkę, w której moczą się wyselekcjonowane ziarna kawy, dokładnie ich połówki. By wybrać te właściwe, potrzeba doświadczenia. Odpowiednie ziarna dadzą w przyszłości jeszcze lepszą kawę. Obok beczki, doświadczeni pracownicy kolejno selekcjonują ziarna i następnie przygotowują sadzonki. Gdy, przygotowane z połówek ziaren sadzonki trochę podrosną, dopiero na stałe trafiają do ziemi – wyjaśniała Viviane Kemp. Drzewa kawowe, czy jeśli ktoś woli krzewy, sadzi się w równych rzędach, to jest istotne dla późniejszych zbiorów. Dają one kawę przez około 50 lat, a jeśli się dobrze nimi zarządza, nawet 70 lat. Potem należy zasadzić od nowa. 

Zbiory 

Gustavo Kemp - mąż Viviane, wziął małe ręczne urządzenie, by pokazać jak zbiera się kawę. Trochę podobne do wideł, posiadające 10 końcówek w dwóch grupach, ze sporymi odstępami między sobą, akurat na ziarna kawy. Natomiast stylisko i pojemnik na paliwo, przypominały ręczną kosiarkę do trawy. Urządzenie wkłada się w drzewko kawowe, przesuwa się przez poszczególne gałęzie z ziarnami. Dzięki drganiom kawa spada na ziemię. Są też duże przemysłowe maszyny, które spełniają tą samą funkcję. Jednak zdaniem Gustavo: - bez wątpienia najlepszy jest zbiór ręczny, ale najbardziej czasochłonny i najbardziej kosztowny. Urządzenia są znacznie wydajniejsze, ale uszkadzają drzewka kawowe. Nieznacznie, ale ich żywotność jest wtedy krótsza, zbiory bywają mniejsze. Przy dużych plantacjach nie da się już jednak obyć bez techniki. Odbiorcy chcą dobrej ceny, a tylko nowoczesne technologie pozwalają obniżyć koszty produkcji – tłumaczył – poza tym mniej ludzi przy zbiorach, to też mniejsze zagrożenie ukąszeniem przez jadowitego węża, a kilka gatunków upodobało sobie drzewka kawowe. Wśród nich są takie, których ukąszenia często są śmiertelne.

 Jeśli kawę zrywa się z drzewek urządzeniem ręcznym, potem trzeba ją zebrać z ziemi. Ręcznie, maszyną, lub po prostu traktorem ze specjalnym wydajnym systemem zbierania ziaren. Jego koła nie niszczą kawy - wyjaśnił Delizio. Między rzędami kawy jest natomiast tyle miejsca, by nieduży traktor swobodnie przejechał. W ofercie sprzedaży jest różnoraki sprzęt, dedykowany plantacjom kawy. Ciągle udoskonalany. 

Suszenie i palenie 

            Gdy kawa jest już zebrana, trzeba ją wysuszyć. Są różne metody. W fazendzie Santa Rita równomiernie rozsypuje się kawę na specjalnie wybetonowanym placu. Następnie, małym traktorem z drewnianą konstrukcją z tyłu, przerzuca się kawę co jakiś czas, by wszystkie ziarna mogły wyschnąć. Ów patent wymyślił Delizio, jego koledzy plantatorzy żartowali sobie z tego pomysłu, a dzisiaj wszyscy w okolicy stosują taki sam. Tutaj, gdzie słońce świeci dzień w dzień, są wysokie temperatury, taki system suszenia jest wydajny i tani.

Dalsza część przygotowywania kawy do sprzedaży odbywa się w budynkach, gdzie pełno różnych maszyn. W pierwszej kolejności trzeba pozbyć się twardej wysuszonej skórki pokrywającej kawę, a następnie rozdzielić tą najlepszą od tej gorszej jakości. Wszystko dzieje się automatycznie. Jest system sit i innych urządzeń, które wyrzucają kawę według jakości w różne części budynku. Kolejną fazą jest prażenie kawy, wypalanie. Proces odbywa się w temperaturze 700 stopni Celsjusza -  instruował Delizio. Tak zebrana i przygotowana kawa ląduje w workach i następnie jest sprzedawana. W tej postaci, pozwala wygenerować najlepsze zyski dla producenta. Jednak ani Delizio ani Gustavo nie ukrywali, że wymaga to nie tylko wiedzy ale i znacznej ilości pracy.

Po tym, jak Delizio zakończył pokaz przygotowywania kawy do sprzedaży, ruszył w głąb plantacji. Chętny do oprowadzania, chciał podzielić się jeszcze kilkoma informacjami.

Arabica czy robusta

            W Brazylii uprawiamy zarówno arabicę i robustę, w naszej fazendzie akurat arabicę. W ogóle w tym rejonie ona dominuje. Może nie jest tak odporna jak robusta na różne szkodniki, ale lepiej znosi niskie temperatury, a w zimie zdarza się tutaj czasami w nocy spadek do około dziesięciu stopni Celsjusza. Jednakże, w  tym klimacie kawowiec owocuje cały czas, jesteśmy wstanie zbierać kawę dwa razy do roku. Robusta co prawda jest tańsza w uprawie niż arabica, ale gorszej jakości, dlatego bardziej nam się opłaca uprawiać arabicę. Po tych wyjaśnieniach Delizio zerwał z drzewa kilka czerwonych owoców. W ich środku znajdowały się bardzo jasne ziarna kawy. Zaczął jeść i zachęcać do spróbowania. Jak się okazało, ta czerwona miękka skórka, kryjąca dojrzewające ziarna, jest jadalna, bardzo słodka i smaczna.

            W miejscu, gdzie drzewka kawowe się skończyły, zaczynał się fragment naturalnego tropikalnego lasu. Gęste zarośla z licznymi bambusowymi drzewami. To też część fazendy – mówił Delizio – państwo nakazuje, by 20% gospodarstwa zachowało swój pierwotny naturalny charakter, nie można prowadzić uprawy na tym terenie ani nic wycinać. To słuszne założenie. Rolnictwo w Brazylii bardzo prężnie się rozwija, można pokonywać tysiące kilometrów, świetnymi często drogami – choć płatnymi – a wokół tylko kolejne pola uprawne. Gdyby nie ograniczenia, na olbrzymich fragmentach Brazylii nie zachowałyby się lasy wcale.     

            Przy samej plantacji, w sąsiedztwie pola bananowców powstawał nowy dom – młodego pokolenia rodziny Kemp. Viviane nie od razu dała się uwieść Gustavo. Musiał się trochę postarać. Teraz oboje pomagają przy uprawie kawy. I dlatego budują się na terenie fazendy, bo ułatwi to pracę, zaoszczędzi czas. No i ziemia była pod ręką. Prace budowlane wykonują w miarę przypływów gotówki. Dom z założenia ma być nieduży, bo większy niepotrzebny. Nie śpieszy im się, póki co, mieszkają z rodzicami Gustavo.

Przy obiedzie

            Nastała pora obiadu. Przyrządziła go teściowa Viviane – Ivana Kemp, żona Delizio. Bardzo się napracowała, przygotowując kilka różnych potraw: mięsa, ryż, makaron, przystawki i surówki. A na deser ciasto budyniowe. Rano pomagała jej Viviane, przed wyjazdem do fazendy. Gdy Ivana mogła na chwilę odpocząć od kuchni powiedziała: nie zawsze było tak jak teraz. - Był dużo trudniejszy okres w ich życiu, kiedy żyli bardzo skromnie. - Kiedyś fazendę nawiedziła trąba powietrzna, zniszczyła niemal wszystko. Nie było kawy, nie można było jej sprzedać, nie było pieniędzy na utrzymanie domu, ani na wznowienie upraw. Delizio mozolnie odbudowywał mimo trudności fazendę, a ja zabrałam się za utrzymanie domu. Szyłam lalki i różne inne ozdobne rzeczy, na przykład obrusy. Nie było z tego wielkich pieniędzy ale dało się przeżyć. Te czasy we wspomnieniach rodziny Kemp, nacechowane były po latach nadal dużymi emocjami. Nie zapomnieli ile trudu musieli włożyć, aby wyjść na prostą.

Ivana wyjęła z szafy lalkę i obrus, pokazując w jaki sposób wtedy zarabiała na życie. I trzeba przyznać, że te rzeczy odznaczały się dosyć znaczną misternością i wskazywały na zdolności manualne wytwórcy. Takie opowieści jak Ivany, nie są odosobnione w Brazylii. Brazylijczycy to ludzie przedsiębiorczy, pozytywnie nastawieni do tego co robią. Pracowici, ale potrafią też się bawić i odpoczywać. Miłość i rodzina odgrywają ogromną u nich rolę. W trudnych sytuacjach nie załamują rąk, tylko działają, pomagają sobie. A to później przynosi efekty.

            Słysząc tą rozmowę, Delizio powiedział: - klęski żywiołowe to jedno, ale bywały czasy, że ceny kawy na rynku były tak niskie, że nie pokrywały nawet kosztów produkcji. Był czas, że za 60 kilogramów kawy płacono 80 réais – 1,65-1,75 réais to równowartość jednego dolara amerykańskiego (w momencie pisania artykułu) – wtedy nie wiadomo było co robić? Czy w ogóle zbierać kawę i sprzedać, czy nie? Dzisiaj, gdy za 60 kilogramów płacą nawet 300 réais, jest dobrze. To dobra cena. Ale tylko za gotowy produkt dobrej jakości, za kawę już wypaloną. Dlatego opłaca się nie tylko kawę zebrać, ale też przygotować do sprzedaży. Miara 60 kilogramów to nie przypadek, stanowi bowiem miejscową jednostkę miary. Charakterystyczna dla kawy, którą liczy się w workach, w workach po 60 kilogramów. Natomiast brazylijska waluta to real, dzielący się na 100 centavos, w liczbie mnogiej – réais.

Delizio, chcąc pokazać jak kawa może różnić się jakością, wyszedł na chwilę. Powrócił z dwoma jej garściami. W jednej dorodne ziarna, w drugiej ziarna gorszej jakości. Różnica była doskonale widoczna, nawet dla nie znających się na kawie. To nie znaczy, że ta gorsza nadaje się tylko do wyrzucenia. Jedna i druga są na sprzedaż. Ta segregacja jest potrzebna z prostej przyczyny. Najbogatsze kraje świata wymagają kawy najlepszej jakości. Dlatego ta dorodna jest wysyłana do Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Europy. Ta gorszej jakości, trafia między innymi na rynek brazylijski. Kontrahenci z bogatych krajów muszą dostać kawę najwyższej jakości, bo takiej wymaga klient. Jest gotowy dobrze zapłacić za dobrą kawę. W Brazylii na taką kawę jeszcze wszystkich nie stać – wyjaśnił Delizio.

Życie rodziny Kemp, to dla tych terenów niemalże coś standardowego. Rolnicze tereny, całe familie zajęte prowadzeniem fazend, nie tylko kawowych. Nie jest też niczym dziwnym, że kobiety się na tym znają, pomagają. Dla Viviane to zupełnie naturalna rzecz, że zna się na uprawie kawy, bananów, pomarańczy czy warzyw.

Kawa i inne uprawy oraz hodowla zwierząt, pozwalają uzyskiwać dobre dochody, ale tutejsi rolnicy nie mają zwyczaju ostentacyjnego okazywania zamożności. Domy niskie, ładne, podobne do siebie, skromne, harmonijnie zżyte z otoczeniem i sąsiednią zabudową. Co najwyżej w środku różnią się jakością. Samochody też bez szaleństw, nawet jak pozwalają na to posiadane pieniądze. Spełniają tutaj przede wszystkim rolę użytkową. Brazylijczycy nie okazują nadmiernie zamożności, ale miłość już tak. Są wylewni pod tym względem. Co zresztą charakterystyczne dla całej Ameryki Południowej. Nie popadli też w pracoholizm i potrafią celebrować czas wolny. Jest czas na pracę, ale równie dużo musi go być na odpoczynek i przyjemności. Trzeba pracować tylko tyle ile trzeba i ani chwili więcej. To zresztą także jest charakterystyczne dla tej części świata.

Plantacja kawy, pyszny obiad, miłe towarzystwo, wreszcie czas deseru. Tradycyjne słodkie ciasto budyniowe, podawane na zimno, polewane jeszcze bardzo słodkim sosem.  A jak deser to i coś do picia. Najwyższy czas na kawę – stwierdził Delizio – i poszedł zmielić kilka jej garści.

                                                                                  Brazylia, 2010

Opublikowano w Reportaż
Rozpoczynają się XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro w Brazylii. Cztery lata temu w tej roli był Londyn. Polskę reprezentowało aż 218 zawodników. Zdobyliśmy ledwie 10 medali: 2 złote, 2 srebrne, 6 brązowych. Wypadliśmy słabo. Mniej liczne reprezentacje innych państw, wypadły lepiej. W Rio wystartuje 245 polskich reprezentantów(dane za Polskim Komitetem Olimpijskim). Wszyscy liczą na dużo lepszy wynik niż w Londynie, czego bardzo bym sobie życzył. Pod tekstem fotograficzna retrospekcja tego co działo się 4 lata temu.

Przed brazylijskimi Igrzyskami dominują informacje o licznych niedoróbkach i błędach w Wiosce Olimpijskiej. O kradzieżach i napadach. Zakorkowanych drogach i powolnej obsłudze. Tak jakby wcześniejsze tej rangi imprezy sportowe odbywały się bez problemów. Brazylia to Ameryka Łacińska, o "południowej duszy", nie ma się czemu dziwić. Tam jeszcze bardziej niż u nas w Polsce działa się na ostatnią chwilę i na zasadzie - jakoś to będzie. My, Polacy, jesteśmy dla dużych firm tanią, solidną i wydajną siłą roboczą, a w Brazylii nikomu się nie śpieszy, bo życie jest tylko jedno. Korupcja i byle jakość również nie są Brazylijczykom obce. Co nie znaczy, że nie robi się tam solidnych rzeczy. Dróg czy systemów metra, pozazdrościć może im niejeden europejski kraj. Rolnictwo i przemysł wydobywczy są na bardzo wysokim poziomie. To jedno z nielicznych państw, gdzie produkuje się samoloty - Embraer.

Brazylia, licząca ponad 200 mln mieszkańców, ma potencjał być jedną z największych potęg gospodarczych świata. Ostatnimi czasy poziom dobrobytu w tym kraju znacznie wzrósł, ale duża część społeczeństwa twierdzi, że kraj ma tysiące ważniejszych wydatków, niż organizowanie imprez sportowych typu: Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej (2014) i Letnie Igrzyska Olimpijskie (2016). I pewnie mają rację, bo biedy w Brazylii ciągle jest sporo. Pospolita przestępczość - kradzieże, napady, również występują w skali powyżej średniej światowej. Ale z drugiej strony, promocja kraju przy takich imprezach jest nieoceniona. A tylko nieliczne stać na zorganizowanie tak wielkiego przedsięwzięcia.

Jeżeli nic spektakularnie negatywnego się nie wydarzy w Brazylii, o niedociągnięciach mało kto wkrótce będzie pamiętał. A jeśli Polacy zdobędą dużo medali, będziemy ten największy kraj Ameryki Południowej wspominać bardzo pozytywnie.

Jako, że miałem okazję z bardzo bliska obserwować Olimpiadę w Londynie, wiem że tam również nie brakowało problemów. A przecież to bogatszy kraj od Brazylii, o bardziej "północnej duszy", gdzie działa się z większym wyprzedzeniem, systematycznie. Już wtedy, w Wielkiej Brytanii mocno krytykowano Unię Europejską i grożono pozostałym członkom - jej opuszczenie. Co niedawno zostało potwierdzone w referendum.

W materiałach z Londynu 2012 dla Interii360.pl i Interii.pl pisałem tak - fragmenty artykułów:

Jeszcze na 4 godziny przed Ceremonią Otwarcia Olimpiady, wokół Stadionu Olimpijskiego było widać maszyny budowlane, a ze środka aren sportowych dochodziły odgłosy pracy budowlańców. Nie mniej, zważywszy jak wielkim placem budowy był jeszcze Park Olimpijski dwa tygodnie wcześniej, Brytyjczycy wykonali ogromną pracę. Ale nie z wszystkim zdążyli. W okolicy Parku Olimpijskiego straszą niedokończone wiadukty i drogi. Ukończono tylko to, co absolutnie niezbędne. Już po otwarciu Olimpiady spore tereny Parku były niedostępne dla widzów, odgrodzone barierkami. Trwały końcowe prace, układano trawę. Nie udało się też wraz z rozpoczęciem Igrzysk, otworzyć dużej części obiektów gastronomicznych, przez to przy tych otwartych tworzyły się długie kolejki. (...)

System komunikacji publicznej regularnie przeżywa chwile słabości. A władze miasta i organizatorzy igrzysk zachęcają do chodzenia piechotą, używania rowerów lub chociaż przyjazdu na areny sportowe z dużym wyprzedzeniem. Zwykle zakorkowany Londyn momentami jest jeszcze bardziej zakorkowany. (...)

Ceny dużo wyższe niż zwykle, tłok na ulicach i w komunikacji publicznej większy niż zwykle, wiele miejsc pozamykanych. Nie tylko cały Park Olimpijski jest odgrodzony i wejście na ten teren bez akredytacji lub biletu jest niemożliwy, ale też inne miejsca gdzie zorganizowano konkurencje olimpijskie. W tym tak popularne turystycznie tereny, jak część Parku St. James`s i sąsiedniego placu defilad Gwardii Konnej wraz z efektownymi budynkami i pałacami przylegającymi do niego. Czy Park w Greenwich, gdzie znajduje się Królewskie Obserwatorium Astronomiczne i słynny południk zerowy, który obowiązywał do 1984r. (aktualnie obowiązujący południk zerowy przebiega 102 metry dalej na wschód od swojego poprzednika). Park ten od początku lipca do końca Paraolimpiady będzie zamknięty w całości, z kilkudniową przerwą, kiedy fragment parku zostanie otwarty. W całości Park zostanie ponownie udostępniony… w listopadzie. (...)

Mniejsza liczba turystów niż się spodziewano zmusiła hotele do znacznej obniżki cen noclegów. Także wiele punktów handlowych, w tym sklepów i restauracji położonych w Centralnym Londynie notuje spore straty. (...)

Muzeum Madame Tussauds świeci pustkami, jakich nie pamiętają najstarsi jego pracownicy. Wiele restauracji z myślą o Olimpiadzie zatrudniło dodatkowych pracowników i zakazało brania urlopów na ten czas. Okazało się jednak, że sporo Londyńczyków wyjechało lub omija Centralny Londyn z daleka, kibice żywią się na arenach sportowych, a wiele restauracji w tym czasie notuje niespotykany dotąd spadek dochodów lub wręcz duże straty. W konsekwencji, pracownicy są zwalniani, wysyłani na przymusowe urlopy lub obcina się im godziny pracy. (...)

Mimo usilnych starań, nie wyeliminowano bezdomnych i koczujących w centrum Londynu. Przed Olimpiadą usuwano ich na szeroką skalę z centrum miasta, ale podczas Olimpiady cześć z nich wróciła na swoje stare miejsca, przybyli też nowi. Między innymi w sąsiedztwie monumentu Marble Arch i Hyde Parku, w tym ostatnim znajduje się jedna ze stref kibica. Władze miasta nie radzą sobie także z usuwaniem śmieci. Londyn generalnie jest zaśmieconym miastem. Próbowano je oczyścić przed Olimpiadą, ale obecnie nie dziwią zaśmiecone parki, chodniki, ulice, przepełnione kosze, całe zwałowiska odpadów. (...)

Nie zabrakło wpadek z akredytacjami, choć przy takiej skali przedsięwzięcia pewnie nie było możliwe ich całkowite wyeliminowanie. Zdarzało się, że akredytacje lub prawo wstępu na poszczególne obiekty sportowe, dostawały osoby nieuprawnione. (...)

Firmy, które miały prawo zatrudniać pracowników do obsługi Igrzysk zaoferowały na tyle nieatrakcyjne stawki finansowe i warunki pracy, że zgłosiła się dużo mniejsza liczba chętnych niż się spodziewano. Firmy te myślały, że złapią pracowników na entuzjazm olimpijski. Bezskutecznie. (...)

Na zarobki nie mogą narzekać wolontariusze, bo zgodnie z ideą wolontariatu, pracują za darmo. Sami też opłacają sobie noclegi jeśli są spoza Londynu. Mogą jednak liczyć na satysfakcję z czynnego udziału podczas Olimpiady, darmową komunikację, wodę, vouchery na skromny posiłek w stołówce pracowniczej oraz na jednolite ubrania z olimpijskimi symbolami. (...)

Najgłośniejsza sprawa z zatrudnianiem pracowników na olimpiadę dotyczyła firmy G4S, która miała zatrudnić ochraniarzy. Z planowanych ponad 10 tysięcy, udało się jej znaleźć około 4 tysiące. Musiało pomóc wojsko. A ci zatrudnieni, to w zdecydowanej większości emigranci z poza Europy, bez znajomości angielskiego, często w bardzo podeszłym wieku, z ogromną nadwagą, wyglądający jakby prosto wyszli z więzienia lub mający jeden cel, zrobić wszystko by się nie napracować, tylko ukryć się gdzieś. Nic ani nikogo nie ochronią, nawet samych siebie. Na szczęście, wojsko przyszło z pomocą. Padają liczby od 15 do 25 tysięcy żołnierzy (dla przykładu, kontyngent brytyjski w Afganistanie liczy niecałe 10 tysięcy żołnierzy). (...)

Brytyjczycy strasznie nerwowo podchodzą do kierowania masy ludzkiej przetaczającej się przez dane miejsca, nieraz panikują, puszczają ludzi w jakieś wąskie przesmyki, nie potrafią oszacować gdzie powinien być ruch jednokierunkowy, a gdzie dwukierunkowy. To wszystko rodzi liczne niebezpieczne sytuacje. A duża liczba stewardów na ulicach tylko pogarsza sytuację. Są słabo przeszkoleni, nadgorliwi i wprowadzają więcej bałaganu niż jest z nich pożytku. A gdy człowiek odbija się od barierek, których w Londynie ustawiono dziesiątki kilometrów, i pyta stewarda jak przedostać się na drugą stronę, to zazwyczaj nie uzyskuje odpowiedzi lub błędną. (...)

Przyglądając się Olimpiadzie w Londynie można odnieść wrażenie, że Wielka Brytania jest wstanie wojny. Tylko z kim? Na arenach sportowych nieraz jest więcej wojska, policji i innych służb niż kibiców. Część policji i wojska nosi karabiny maszynowe. Na Tamizie w Greenwich stoi potężny desantowy helikopterowiec HMS „Ocean” (największy okręt wojenny Wielkiej Brytanii, która nie ma obecnie żadnego lotniskowca). W gotowości są wyrzutnie ziemia-powietrze, myśliwce oraz helikoptery bojowe. Działają setki agentów MI5. Nad Londynem latają bezzałogowe samoloty. Przed arenami poustawiano specjalne metalowe zapory i szlabany jakie do tej pory można było oglądać przed parlamentem i siedzibą premiera. Podczas Ceremonii Otwarcia nad Stadionem Olimpijskim krążyły trzy helikoptery, które zresztą w większej liczbie cały czas krążą nad obiektami olimpijskimi, o snajperach na dachach nie wspominając. Trzeba też uważać, gdzie kieruje się obiektyw aparatu lub kamery. Oprócz tego, że są miejsca z zakazem robienia zdjęć i filmowania, co nie ma żadnego uzasadnienia tak naprawdę, to robienie zdjęć tam gdzie nie ma zakazu, też może być ryzykowne. Można mieć spore problemy a w najlepszym wypadku będzie się trzeba tłumaczyć i skasować zdjęcia, które się komuś nie spodobają. Dlaczego? Bo sporo przedstawicieli tutejszych służb jest nadgorliwych i przewrażliwionych oraz doszukuje się rzeczy których nie ma. Dla niektórych, fotografujący kibic, to potencjalny terrorysta. (...)

Groteskowo wygląda ta paranoja bezpieczeństwa, gdy zestawimy ją z takimi faktami jak błędy w wydawaniu akredytacji i przedolimpijski test, gdy jeden z pracowników wjechał na teren Parku Olimpijskiego z atrapą bomby, czego niezliczone służby wspomagane przez liczne systemy elektroniczne nie wykryły. (...)

W cieniu tego wszystkiego, podniosłej atmosfery Igrzysk Olimpijskich, dzieje się polityka. Kryzys ekonomiczny i w konsekwencji bardzo mocne cięcia przywilejów socjalnych, które wywołują liczne protesty. Walka z emigracją – zarówno tą europejską jak i pozaeuropejską. Multikulturowość Wielkiej Brytanii to tykająca bomba zegarowa. Choć publicznie dużo mówi się o tolerancji oraz o pozytywnych aspektach multikulturowości, to ulica ma na to wszystko skrajnie odmienny pogląd. Narasta konflikt między rdzennymi Brytyjczykami, a emigrantami, zwłaszcza z poza Europy. Ogromne różnice kulturowe, zupełnie inne zwyczaje i zachowania, niechęć do asymilacji, powodują coraz więcej problemów, złości i agresji. Do tego dochodzi zaniżanie stawek płacowych i zabieranie pracy Brytyjczykom. Unia Europejska również cieszy się coraz mniejszym poparciem w Wielkiej Brytanii, trwają starania o referendum w sprawie przynależności do tej organizacji. A na ulicach Londynu podczas Olimpiady jeżdżą samochody informujące, że Wielką Brytanię Unia Europejska kosztuje każdego dnia 50mln euro. (...)

Duża krytyka spadła na rząd Wielkiej Brytanii, że wydano znacznie więcej pieniędzy na Olimpiadę niż planowano, bo padają kwoty 10-11mld funtów, czyli pięć razy więcej niż zakładano. Oraz, że ta edycja Igrzysk jest wyjątkowo komercyjna. Bilety były stanowczo za drogie a ich dystrybucja nie do końca czysta. Brytyjczycy zabiletowali praktycznie wszystko co się dało, nawet tak niszową dyscyplinę sportu, odbywającą się na otwartej przestrzeni, jak kolarstwo górskie. W konsekwencji, wiele aren sportowych podczas zawodów świeci pustkami. A jako ciekawostkę można podać, że prawie wszystkie gadżety olimpijskie zostały wyprodukowane w kraju poprzednich Letnich Igrzysk Olimpijskich… czyli w Chinach. (...)

Mimo tych wszystkich niedociągnięć, warto się cieszyć Olimpiadą i życzyć Brytyjczykom jak najmniej kolejnych wpadek, większego wyluzowania.  A polskim sportowcom jak najwięcej medali.

Dzisiaj, mało kto pamięta o przytoczonych londyńskich problemach. Wspomnienia o Olimpiadzie są pozytywne. Wielka Brytania i Londyn zyskały na organizacji i w chwili otwarcia kolejnych Igrzysk, nie ma powodów sądzić, że w przypadku Rio de Janeiro i Brazylii, będzie inaczej.

Przed nami wspaniałe sportowe święto i oby Polacy odegrali w nim ważną rolę.

Na zdjęciach Londyn i trochę Rio de Janeiro.

Opublikowano w Blog

Rzadko robię zdjęcia panoramiczne. Nigdy ta funkcja w aparatach fotograficznych nie przekonała mnie do siebie. Niewielką porcję tego typu zdjęć jednak zrobiłem, zwłaszcza na początku wyprawy. Oto one:

  • 1-15) Wyspa Wielkanocna, Chile
  • 16-20) Chile, Laguna Santa Rosa i Salar Maricunga
  • 21) Chile, Laguna Verde
  • 22) wulkan Llullaillaco, Chile/Argentyna
  • 23) wulkan Pico de Orizaba, Meksyk
  • 24) wulkan Paricutin, Meksyk
Opublikowano w Blog
niedziela, 24 kwiecień 2016 09:11

Wyprawa 2015/2016 - SLIDESHOW od SPOKEY

Produkcja: Spokey

Opublikowano w Filmy

Ojos del Salado Volcano 6896m:
- The highest in the world
- Chilean and Argentinian summit
- The highest situated lakes in the world
- Geothermal field uppermost in the world

Opublikowano w Filmy
 Czas trwania: 112dni. Liczba dni odpoczynku: 0.
60.200 - liczba pokonanych kilometrów.
 Piesza deniwelacja względna: w górę 31.800metrów, w dół 33.000metrów.
 Odwiedzone kontynenty: Ameryka Południowa, Ameryka Północna, Australia i Oceania.
 Odwiedzone kraje: Chile, Argentyna, Peru, Ekwador, Kolumbia, Meksyk, Kanada, USA.

● 10 najwyższych szczytów i przełęczy(jako samodzielnych punktów wysokościowych):

1) 6962m - Aconcagua, Argentyna,

2) 6896m - wulkan Ojos del Salado (x 3), Chile i Argentyna,

3) 6800m - wulkan Pissis 1, Argentyna,

4) 6799m - wulkan Pissis 2, Argentyna,

5) 6795m i 6792m - wulkan Pissis 3 (dwa wierzchołki obok siebie), Argentyna,

6) 6755m - wulkan Llullaillaco, Chile/Argentyna,

7) 6700m - graniczna argentyńsko-chilijska przełęcz w masywie Ojosa del Salado, prowadząca do pola geotermalnego,

8) 6580m - jeden z wierzchołków wulkanu Llullaillaco, Chile/Argentyna,

9) 5629m - wulkan Pico de Orizaba, Meksyk,

10) 5424m - wulkan Popocatepetl, Meksyk,

● 10 najwyżej położonych naturalnych zbiorników wodnych, na które "się natknąłem" podczas wyprawy:

1) 6510m - "Niespodzianka", Ojos del Salado, Argentyna,

2) 6460m - "Przy Solfatarach, Ojos del Salado, Chile,

3) 6415m - "Ukryte", Ojos del Salado, Argentyna,

4) 6385m - "Numero Uno", Ojos del Salado, Argentyna,

5) 6360m - "Przepływowe", Ojos del Salado, Argentyna,

6) 6350m - "Pod Skałą", Ojos del Salado, Argentyna,

7) ok. 5900m - niedaleko refugio Tejos, Ojos del Salado, Chile,

8) ok. 5300m - w kraterze wulkanu Orizaba, Meksyk,

9) ok. 5200 - w kalderze Inca Pillo, Argentyna.

10) ok. 4250-4400m - jeziora tzw. Balkonu Pissis (Balcon de Monte Pissis), gdzie kilka zbiorników, m.in. Laguna Negra, Laguna Verde oraz Laguna Brava niedaleko wulkanu Bonete, Argentyna. Jak również Laguna Verde niedaleko przeł. San Francisco, ok. 4350m, Chile. Wszystkie na Puna de Atacama.

● Najwyższe pole geotermalne na wyprawie: ok. 6460-6500m w masywie Ojosa del Salado, Chile.

● Najwyższy nocleg wyprawy: 6820m - pod wierzchołkiem Ojosa del Salado od strony Argentyny.

● Odwiedzone podczas wyprawy najistotniejsze miejsca geograficzne(w tym miasta) i miejsca zaliczane do najistotniejszych dla dziedzictwa światowego: 

CHILE
Wulkany Villarrica 2847m, Ojos del Salado 6896m, Llullaillaco 6755m, wulkany Wyspy Wielkanocnej (m.in. Terevaka i Rano Kau), Park Narodowy Rapa Nui (lista UNESCO) z posągami moai, petroglifami, osadą Orongo. Tereny Inków, kopalnie miedzi i metali, wybrzeże Pacyfiku, Andy, płaskowyż Puna de Atakama, z licznymi wulkanami, salarami i wysokogórskimi jeziorami (w tym Park Narodowy Nevado Tres Cruces). Miasta: Santiago de Chile (kilkukrotnie), La Serena (dwukrotnie), Copiapo, Inca del Oro.

ARGENTYNA
Wulkan Ojos del Salado i najwyższe jeziora na świecie, płaskowyż Puna de Atakama z wysokogórskimi jeziorami. Wulkan Pissis 6800m (trzy najwyższe wierzchołki), źródło El Volcancito, jezioro kalderowe Inca Pillo ok. 5200m(lustro wody). Andy i Aconcagua 6962 z doliną Horcones i Plazą Francia. Mendoza (dwukrotnie), Puente del Inca.

PERU
Przejazd przez cały kraj, w tym Limę (lista UNESCO) i nad Pacyfikiem(w tym skrajnie zachodnimi fragmentami Ameryki Południowej).

EKWADOR
Przejazd przez cały kraj, w tym równik, z widokami na liczne wulkany jak Chimborazo. Obserwacja wulkanu Sangay 5230m z bezimiennej góry liczącej 4336m (Park Narodowy Sangay - lista UNESCO). Miasta: Riobamba (dwukrotnie), Quito (ok. 2850m, lista UNESCO) i Tulcan.

KOLUMBIA
Bogota (ok. 2640m) i przejazd przez duży fragment Andów.

MEKSYK
Wulkany Pico de Orizaba 5629m, Popocatepetl 5424m, Sierra Negra 4621m, Paricutin 2800m, obserwacja wulkanu Colima 3800m. Kratery Aljojuca i San Miguel Tecuitlapa. Miasta: Mexico City (lista UNESCO, kilkukrotnie), Ciudad Guzman, Colima, Amecameca de Juarez, Tlachichuca. Prehistoryczne miasto i piramidy w Teotihuacan (lista UNESCO).

KANADA
Miasto Vancouver.

USA
Obserwacja wulkanu St. Helens, Craters of the Moon, Superwulkan Yellowstone i Park Narodowy Yellowstone (lista UNESCO), płaskowyż Kolumbia, Gingko spetryfikowany las. Miasta: Seattle, Burien, West Yellowstone.

● Najniższa temperatura wyprawy: minus 35 stopni Celsjusza (odczuwalna minus 50 stopni) - Aconcagua powyżej 6000m, Argentyna, grudzień 2015.

● Najwyższa temperatura wyprawy (w cieniu): plus 30 stopni Celsjusza, Mendoza, Argentyna, grudzień 2015.

● Wędrówki po lodowcach lub polach firnowych (chronologicznie):

1) niewielkie lodowce w masywie wulkanu Villarrica, wysokości do ok. 2800m n.p.m., Chile,

2 ) Horcones Inferior (rejon południowej ściany Aconcaguy) i Combro (Plaza de Mulas) - masyw Aconcaguy, wysokości do 4400m, Argentyna,

3) lodowce, pola firnowe i penitentów w masywie wulkanu Ojos del Salado, wysokości do 6760m, Chile, Argentyna,

4) lodowce w masywie wulkanu Llullaillaco, wysokości do 6500m, Chile,

5) lodowiec de los Argentinos, pola firnowe i pola penitentów - w masywie wulkanu Pissis, wysokości do 6600m, Argentyna,

6) niewielkie pola firnowe w drodze do kaldery Inca Pillo, wysokości do 5200m, Argentyna,

7) niewielki lodowiec pod szczytem wulkanu Popocatepetl, wysokości do 5400m, Meksyk,

8) pola firnowe i lodowiec Jamapa (Gran Glaciar Norte) - masyw wulkanu Pico de Orizaba, wysokości do 5620m, Meksyk.

● Wędrówki w warunkach zimowych - przy dużych ilościach śniegu/lodu (chronologicznie):

1) wulkan Villarrica, do 2847m n.p.m., Chile,

2) Aconcagua, do 6962m, Argentyna,

3) wulkan Pissis, do 6800m, Argentyna,

4) Mt. St. Helens, do 1150m, USA,

5) Craters of the Moon, do ok. 1900m, USA,

6) Superwulkan Yellowstone, do 2530m, USA.

● 3 największe deniwelacje dzienne(dobowe) w górę (pieszo):

1) 2650m - wulkan Villarrica 2847m (200-2847m), Chile,

2) 2210m - wulkan Popocatepetl 5424m (3640-5424m + dodatkowe podejścia na trasie), Meksyk,

3) 1490m - wulkan Pico de Orizaba 5629m (4240-5629m + dodatkowe podejścia na trasie), Meksyk.

● 3 największe deniwelacje dzienne(dobowe) w dół (pieszo):

1) 2800m - Aconcagua 6962m (6000-3430m) + dodatkowe zejścia na trasie), Argentyna,

2) 2250m - wulkan Popocatepetl 5424m (5424-3600m) + dodatkowe zejścia na trasie), Meksyk,

3) 1950m - wulkan Villarica 2847m (2847-ok. 900m), Chile.

● 3 największe deniwelacje dzienne(dobowe) w górę powyżej 5000m* (pieszo):

*przynajmniej 75% trasy musiało być powyżej 5000m n.p.m.

1) 1355m - wulkan Pissis 2 6799m i Pissis 3 6795m i 6792m (5810-6799m + dodatkowe podejścia na trasie), Argentyna,

2) 1150m - wulkan Pissis 6800m (4890-6010m + dodatkowe podejścia na trasie), Argentyna,

3) 1105m - wulkan Llullaillaco 6755m (5105-6190m + dodatkowe podejścia na trasie), Chile.

Największe podejścia na pojedyncze sześciotysięczne wierzchołki wyniosły: 1075m (5825-ok.6900m, Ojos del Salado od strony chilijskiej) i 960m (6000-6962m, Aconcagua, Argentyna).

● 3 największe deniwelacje dzienne(dobowe) w dół powyżej 5000m* (pieszo):

*przynajmniej 75% trasy musiało być powyżej 5000m n.p.m.

1) 1740m - wulkan Ojos del Salado 6800m (6900-5260m + dodatkowe zejścia na trasie), Argentyna i Chile,

2) 1465m - wulkan Llullaillaco 6755m (6190-4725m), Chile,

3) 1355m - wulkan Pissis 2 6799m i Pissis 3 6795m i 6792m (6799m-5810m + dodatkowe zejścia na trasie), Argentyna.

● Ciekawostki noclegowe. Na 112 noclegów 37 miało miejsce w namiocie lub pod gołym niebem a 5 w prymitywnych schroniskach. 19 noclegów w autach, autobusach, samolotach, na dworcach i lotniskach. 3 całonocne wędrówki i wspinaczki górskie. 12 noclegów powyżej 6000m (wysokości 6000-6820m), 7 powyżej 5000m (5105-5825m), 9 powyżej 4000m (4160-4890m), 6 powyżej 3000m (3160-3775m), 20 powyżej 2000m (2040-2850m).

● Liczba dni w których byłem na wysokościach 6000m do 6999m: 18 (w tym 8 dni na nie mniej niż 6000m, 6 dni na wysokościach 6000 i 5000m, 4 dni na wysokościach 6000-5000-4000m).

● Liczba dni w których byłem na wysokościach 5000-5999m: 21 (w tym 3 dni na wysokościach tylko 5000-5999m, 6 dni na wysokościach 5000-6000m, 4 dni na wysokościach 6000-5000-4000m, 8 dni na wysokościach 5000-4000m).

● Liczba dni w których byłem na wysokościach 4000-4999m: 26 (w tym 14 dni, gdy nie przekroczyłem wysokości 4999m, 8 dni na wysokościach 4000-5000m, 4 dni na wysokościach 4000-5000-6000m).

● Liczba dni (dób) spędzona na wysokości powyżej 6000m: 12,25.

● Liczba dni (dób) spędzona na wysokości 5000-5999m: 9,25.

● Liczba dni (dób) spędzona na wysokości 4000-4999m: 11.

● Liczba dni (dób) spędzona na wysokości 3000-3999m: 6,5.

● Liczba dni (dób) spędzona na wysokości 2000-2999m: 21.

● Liczba osiągniętych istotniejszych punktów wysokościowych powyżej 6000m (szczyty, istotne przełęcze, lodowce, jeziora, pola geotermalne): 18.

● Liczba osiągniętych istotniejszych punktów wysokościowych 5000-5999m (szczyty, istotne przełęcze, lodowce, jeziora, pola geotermalne): 4.

● Liczba osiągniętych istotniejszych punktów wysokościowych 4000-4999m (szczyty, istotne przełęcze, lodowce, jeziora, pola geotermalne): 14.

● Liczba zdobytych wulkanów: 18, liczba obserwowanych wulkanów: 3, liczba odwiedzonych innych istotnych miejsc wulkanicznych: 12.

● Najdłuższy lot: 14h (Amsterdam-Buenos Aires) / najdłuższy przejazd autobusem: 22h (La Serena-Arica, Tacna-Lima).

● Najodleglejsza strefa czasowa -8 UTC (czas zimowy w zachodniej Kanadzie i USA), 9h różnicy w stosunku do Polski.

● Liczba kilogramów przywiezionych pamiątek z wyprawy: ok. 16 kg, w tym 12kg minerałów, skał, law (5kg wysłano paczką z Chile).

● Liczba zrobionych zdjęć i nagranych materiałów filmowych: ok. 25 000, pojemność kart pamięci w GB: 230.

● Liczba utraconej wagi ciała: 10kg.

Największa różnica wysokości(skrajne punkty) pokonana jednego dnia samochodem: 4870m (Copiapo 390m - Refugio Atacama (Ojos del Salado) 5260m), Chile.

●10 najwyższych wysokości osiągniętych samochodem w 10 różnych dni:

1) 5420m - Caldera Inca Pillo, Argentyna. 24.01.2016.

2) 5260m - refugio Atacama pod Ojosem del Salado, Chile, 04.01.2016.

3) 5180m - poniżej refugio Atacama pod Ojosem del Salado, Chile, 27.12.2015.

4) 4726m i 4700m - przełęcz San Francisco, Chile/Argentyna i rejon Balcon de Monte Pissis, Argentyna, 16.01.2016.

5) 4726m i 4700m - przełęcz San Francisco, Argentyna/Chile i rejon Balcon de Monte Pissis, Argentyna, 21.01.2016.

6) 4425m - pod wulkanem Llullaillaco, Chile, 06.01.2016.

7) 4400m - niedaleko Laguny Brava, Argentyna, 23.01.2016.

8) 4240m - refugio Piedra Grande pod Pico de Orizaba, Meksyk, 10.02.2016.

9) 4240m - refugio Piedra Grande pod Pico de Orizaba, Meksyk, 11.02.2016.

10) 4160m - refugio Las Zorritas pod wulkanem Llullaillaco, Chile, 12.01.2016.

● Skrajne współrzędne geograficzne wyprawy (bez Europy):

NA PÓŁNOC: 49°30`N - stopień szerokości geograficznej północnej - Vancouver (Kanada).

NA POŁUDNIE: 39°30`S - stopień szerokości geograficzne południowej - wulkan Villarrica (Chile).

NA ZACHÓD: 123°20`W - stopień długości geograficznej zachodniej - Vancouver (Kanada).

NA WSCHÓD: 68°80`W - stopień długości geograficznej zachodniej - Mendoza (Argentyna), a wliczając międzylądowanie w Buenos Aires (Argentyna): 58°50.

● Skrajne współrzędne geograficzne wyprawy (z Europą):

NA PÓŁNOC: 49°30`N - stopień szerokości geograficznej północnej - Vancouver (Kanada).

NA POŁUDNIE: 39°30`S - stopień szerokości geograficzne południowej - wulkan Villarrica (Chile).

NA ZACHÓD: 123°20`W - stopień długości geograficznej zachodniej - Vancouver (Kanada).

NA WSCHÓD: 21°00`E - stopień długości geograficznej wschodniej - Warszawa (Polska).

● Skrajne współrzędne geograficzne wyprawy w Ameryce Południowej oraz Australii i Oceanii:

NA PÓŁNOC: 4°70`N - stopień szerokości geograficznej północnej - Bogota (Kolumbia).

NA POŁUDNIE: 39°30`S - stopień szerokości geograficzne południowej - wulkan Villarrica (Chile).

NA ZACHÓD: 109°40`W - stopień długości geograficznej zachodniej - Wyspa Wielkanocna (Rapa Nui, Chile).

NA WSCHÓD: 68°80`W - stopień długości geograficznej zachodniej - Mendoza (Argentyna), a wliczając międzylądowanie w Buenos Aires (Argentyna) - 58°50.

● Skrajne współrzędne geograficzne wyprawy w Ameryce Południowej:

NA PÓŁNOC: 4°70`N - stopień szerokości geograficznej północnej - Bogota (Kolumbia).

NA POŁUDNIE: 39°30`S - stopień szerokości geograficzne południowej - wulkan Villarrica (Chile).

NA ZACHÓD: 81°20`W - stopień długości geograficznej zachodniej - koło Talara (Peru).

NA WSCHÓD: 68°80`W - stopień długości geograficznej zachodniej - Mendoza (Argentyna), a wliczając międzylądowanie w Buenos Aires (Argentyna) - 58°50.

● Skrajne współrzędne geograficzne wyprawy w Ameryce Północnej:

NA PÓŁNOC: 49°30`N - stopień szerokości geograficznej północnej - Vancouver (Kanada).

NA POŁUDNIE: 19°00`N - stopień szerokości geograficznej północnej - wulkan Popocatepetl, Puebla, wulkan Pico de Orizaba (Meksyk).

NA ZACHÓD: 123°20`W - stopień długości geograficznej zachodniej - Vancouver (Kanada).

NA WSCHÓD: 97°30`W - stopień długości geograficznej zachodniej - wulkan Pico de Orizaba (Meksyk).

● Statystyki z poprzedniej wyprawy do Ameryki Południowej i Północnej można znaleźć: 73.000km

---- Na wyprawie odwiedziłem dobre tysiąc kilkaset miejsc, w GALERII ZDJĘCIA z niektórych lokalizacji, których dotąd nie publikowałem:

  • 1-5) rafting na rzece Trankura w Chile (północna Patagonia). Świetna zabawa, na luzie, bo bystrza przeciętne, tylko woda zimna, kilka stopni Celsjusza.
  • 6-13) pole geotermalne w masywie Ojosa del Salado 6460-6500m, Chile.
  • 14-24) Puna de Atakama w Argentynie, w rejonie El Volcancito (na zdjęciach nr 15-17, Laguny Brava (fot. 20 i 21(miniaturowa wersja El Volcancito) i kaldery Inca Pillo (fot. 22-23).
  • 25-40) Wyspa Wielkanocna, Chile, w tym: fot. 25 - rejon Ana Kai Tangata, fot. 27-28 - okolice wulkanu Rano Kau, fot. 29 - wyspy Motu Kao Kao, Motu Iti Motu, Nuiy Motu Kao Kao, fot. 31-32 - teren krateru Ranu Raraku, fot. 33 - rejon Puna Pau - czyli kamieniołomu z czerwonym tufem, gdzie wyrabiano nakrycia głowy posągów moai - pukao, fot. 34 - Pu o Hiro, fot. 35 - Te Pito Kura, fot. 36 - petroglify Papa Vaka, fot. 37 - masyw wulkanu Poike, fot. 38 - jaskinia Ana Te Pahu, fot. 39 - park Rapa Nui, sektor Ahu Tepeu.
  • 41) wulkan Popocatepetl 5424m, Meksyk.
  • 42) wulkan Pico de Orizaba 5629m i w tle wulkan Sierra Negra 4621m z teleskopem milimetrowym, Meksyk.
  • 43-44) Góry Kaskadowe pomiędzy Seattle a Vancouver.
  • 45) masyw wulkanu St. Helens, USA.
  • 46) Craters of the Moon, USA.
  • 47-51) Park Narodowy Yellowstone - Pole Gejzerów Norris, USA.
  • 52) fragment lodowca po argentyńskiej stronie wulkanu Ojos del Salado. 
  • 53) Ogólna mapa WYPRAWY 2015-2015, z zaznaczonymi istotniejszymi punktami.
Opublikowano w Blog
Strona 1 z 5

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.