portal gorski 225x150 box

slaskie box

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed

Grill, węgiel drzewny i rozpałkę kupiłem w Katanii u stóp Etny. Chleb również. Kiełbasę przywiozłem z Polski, bo najlepsza. Tak samo musztardę. Od południowej strony Etny wzdłuż rozpadliny Del Bove, przechodząc obok Krateru Centralnego, przedostałem się na północny stok, rozbijając na kilka dni obóz na wysokości 3190m. Dziesięć minut spacerkiem od wspomnianego krateru oraz od Krateru Północno-Wschodniego.

Oprócz aktualizacji pomiarów i badań, podczas tego spontanicznego wyjazdu, postanowiłem spełnić swoje marzenie. Zrobić sobie grilla na skraju krateru dymiącej Etny. Może komuś wydaje się to dziwne, mnie - ani trochę. Oprócz sprzętu, zapasu wody i jedzenia, wniosłem pudło z grillem i worek z węglem drzewnym.

Pomysł i marzenie zarazem, zrodziło się w mojej głowie w 2009 roku, podczas pierwszego pobytu tutaj. Powiedziałem sobie, że następnym razem będę podziwiał groźną Etnę i piknikował, smażąc kiełbaski. Nie sądziłem wtedy, że owe plany będą czekały prawie osiem lat na realizację. Liczne inne wyjazdy stały ciągle na przeszkodzie. Aż do teraz.

Za miejsce pikniku wybrałem największy Krater Centralny (część zwaną Voragine). Ze względu na wiatr, musiałem zejść trochę do środka. Skwar, gazy, ale jakie widoki. Efektowny ogromny krater, z jeziorkiem płynnej lawy, oddalonym o pięć minut marszu. A po lewej stronie najwyższy punkt Etny na skraju Krateru Północno-Wschodniego. Spokojnie rozpaliłem grill, upiekłem kiełbaski. Zjadłem z chlebem, musztardą, popiłem colą, ruszając na dalszą część badań wulkanicznych. Grill zniosłem i wyrzuciłem dopiero na dole, w mieście Randazzo.

Kolejnego dnia postanowiłem spróbować upiec kiełbaski w oparciu o fumarole - rodzaj gorących wyziewów wulkanicznych. Znowu wybrałem Krater Centralny, z amfiteatralnym widokiem (tym razem część Bocca Nuova). Kiełbasę udało się zagrzać, ale mocno przesiąkła siarką.

To był najwspanialszy grill w moim życiu. Tylko ja i Etna. Oto zdjęcia. 

Ale wcześniej dwa filmy z grillowania: ETNA GRILL 1 i ETNA GRILL 2.

Opublikowano w Blog
Pierwszy Pamirowy wyjazd w 2017 roku do Tanzanii za nami. Plan był ambitny, uczestnicy również, dlatego osiągnęliśmy wszystkie założone cele.
Na początek Małe Meru 3820m i Meru 4566m (Socialist Peak). Ten najwyższy aktywny wulkan Afryki (i piąta góra kontynentu), oferuje ciekawą wędrówkę skrajem starej kaldery, z efektownym widokiem na ciągle aktywny krater (ostatnia erupcja w 1910r.). Poniżej lasy tropikalne i sawanny. Przy dobrej pogodzie okazale prezentuje się pobliskie Kilimandżaro. W rejonie szczytu zastaliśmy resztki śniegu, co akurat na Meru jest bardzo rzadkim zjawiskiem.
Wędrówce w niższych partiach towarzyszył strażnik z karabinem z Parku Narodowego Arusha, gdyby jakiś większy zwierz chciał się z nami za bardzo zaprzyjaźnić. Tropikalny las, bawoły, gazele, zebry, żyrafy, małpy. Świetna rozgrzewka i aklimatyzacja przed Kilimandżaro.

Które pokazało nam pazur. Innymi słowy, najwyższa góra Afryki udowodniła, że może dać w kość. Ulewy, burze z gradobiciem, śnieżyce, mgły i chmury. W dużej mierze tak wyglądały nasze pierwsze 4 dni wędrówki drogą Machame (Whiskey Route). Dach Afryki tylko kilka razy na krótko się odsłonił. Jeszcze na godzinę przed atakiem szczytowym trwała śnieżyca, by nagle zapanowała idealna pogoda do walki o wierzchołek. W komplecie stanęliśmy na szczycie, w zimowych warunkach.

Uhuru Peak 5895m, to najwyższa część wulkanu Kibo i całego potężnego masywu Kilimandżaro (składa się z trzech stożków wulkanicznych: Shira, Kibo, Mawenzi).

Wraz z Marcinem i Mwinyi`m było nam mało i śnieżno-skalną ścianą zeszliśmy na dno krateru Kibo (5725m), by wdrapać się na skraj krateru Reusch (5853m), po drodze macając jeden z lodowców (Furtwangler), który pewnie niedługo stopnieje, jak inne lodowce Kilimandżaro. Jeżeli Uhuru próbuje rocznie zdobyć 40-60 tysięcy osób (to nie pomyłka), a na szczycie staje około 65-70% tej liczby, to już skraj pierwszego pierścienia Reusch rocznie osiąga mniej więcej 50 osób. Mało który z tanzańskich przewodników, mających nawet po kilkaset wejść na Uhuru, był tutaj. A ewenementem jest zejście nad sam krater, pojedyncze przypadki zdarzają się raz na ileś lat. Byłem jednym z nich. To niełatwe zadanie, bo wliczając Uhuru są cztery pierścienie do pokonania (od strony Kenii dwa). Z tego trzy ostatnie na zasadzie, zejście w dół, podejście na skraj pierścienia, by znowu zejść w dół. I tak do końca. Dopiero stojąc na krawędzi ostatniego, widać dno krateru. Wysokości przekraczają 5700-5800m.

Samotnie dotarłem na najniższy z pierścieni, skąd mogłem zobaczyć krater w pełnej okazałości, a po drodze przyjrzeć się ciągle obecnym wyziewom wulkanicznym, świadczącym o minionej aktywności (ok. 150-200 tys. lat temu). Ich temperatura nie była wysoka - przykładałem rękę, charakterystyczna była dla solfatarów (dominującym gazem był siarkowodór). Chociaż niektórzy nazywają Kilimandżaro wulkanem uśpionym (konkretnie wulkan Kibo), tak samo jak Meru, to według mnie Kilimandżaro obecnie można uznać za wygasły, a Meru ciągle za aktywny. W przyszłości pewnie się to zmieni.

Wielokrotnie podczas wyprawy rozmawiałem z moimi towarzyszami o wulkanach i Projekcie 100 Wulkanów. Byłem pod wrażeniem ich zainteresowania tematem i chęcią zdobycia wiedzy. Nawet poszli w moje ślady i z różnych miejsc przywieźli próbki law oraz minerałów, choćby obsydian czy biotyt. Będąc nawet kolejny raz w danym rejonie wulkanicznym, zawsze wprowadzam element badawczy i chęć dowiedzenia się czegoś więcej. Co też ucieszyło moich towarzyszy, ze względu na fakt, że mięli niepowtarzalną okazję wziąć w tym udział.

Kończąc wędrówkę po kraterze Kibo i Reusch, wróciliśmy do Stella Point 5756m, by ruszyć sprawnie w dół do Barafu Camp (nasz obóz był na wys. 4680m) i dalej drogą Mweka ku tropikalnym temperaturom. Wysoko, świeży śnieg w słońcu topniał szybko. Dzięki niemu nie kurzyło się pod nogami, co charakterystyczne dla wulkanów. Nisko, mogliśmy się przebrać w letnie stroje.

Pogoda do końca pobytu w masywie Kilimandżaro nam dopisywała, wspaniale prezentował się pobliski masyw Mawenzi 5149m, trzeciej góry kontynentu. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się na kolejny wulkan - Ol Doinyo Lengai 2954m (to jest obecnie najaktualniejszy pomiar, niektóre źródła podają wysokość nawet 3188m). Znawcy tematu wiedzą, że to nie byle jakie wyzwanie. Piękny stratowulkan, czyli stromy stożek aktywnego wulkanu. Jedyny, który wypluwa lawę karbonatytową, charakteryzującą się biało-żółtymi odcieniami i niską temperaturą ok. 500-600 stopni Celsjusza.

Końcówka naszej wędrówki nad aktywny krater biegła po skorupie lawowej o dużym stopniu nachylenia. Najwyższy punkt, oddzielony przełączką, pozostałość starego krateru, znajduje się sto metrów wyżej, nie omieszkaliśmy tam wejść. Ze szczytu rozpościerały sie widoki na kalderę Ngorongoro, jezioro Natron, Wyżynę Wulkanów, a także na Meru i Kilimandżaro. Miejscowe dane mówią, że rocznie na Ol Doinyo Lengai wchodzi niewielka liczba śmiałków, od poniżej 50 do poniżej 100, z których nieliczni decydują się osiągnąć najwyższy punkt wulkanu.

Ostatnia znacząca seria erupcji miała miejsce w latach 2007-2008, minimalne tego typu zjawiska pojawiły się w roku 2010 i 2013. W obrębie szczytowym można zaobserwować w kilku miejscach niewielkie fumarole (wyziewy wulkaniczne). Jest też młode spore pęknięcie od strony jeziora Natron, tworzące jakby pierścień. Zszedłem, a w zasadzie wskoczyłem do niego (gorzej było z wyjściem). Warstwy materiałów wulkanicznych były bardzo sypkie i niestabilne. Wynika to z faktu, że węglany je budujące, przy kontakcie z powietrzem bardzo szybko wietrzeją. Lawa wydobywająca się z Ol Doinyo Lengai ma odcień czerni (tylko w nocy świeci na czerwono), gdy zastygnie, dosyć szybko zmienia kolor na biało-żółty, następnie szarzeje i podlega silnym procesom erozyjnym. Jest rzadkim zjawiskiem, bo inne aktywne wulkany wyrzucają z siebie lawę znacznie cieplejszą, bogatą w minerały krzemianowe.

Lawa z Ol Doinyo Lengai jest bogata w dwa rzadkie minerały (węglany sodu i potasu) - nyerereite i gregoryite. Ten drugi jest mi bliski, ze względu na moje imię :). Gregoryt - tak samo jak ogromne pęknięcie tektoniczne, w którym znajduje się opisywany wulkan - Ryft Gregory`ego - zawdzięczają swoją nazwę brytyjskiemu geologowi i eksploratorowi,  który żył w XIX i XX wieku, a nazywał się John Walter Gregory.

Po wydarzeniach z roku 2007 i 2008 Ol Doinyo Lengai bardzo się zmienił, krater się zapadł i nie ma do niego dostępu. Miejsce ostatniej aktywności wulkanicznej zlokalizowane jest na jego skraju, od strony jeziora Natron. Eksplozywne erupcje i brak późniejszej aktywności spowodowały, że nie ma możliwości obserwacji lawy karbonatytowej w formie zastygłych wypływów.

Na koniec odwiedziliśmy jeszcze jeden wulkan - Kalderę Ngorongoro (jak i Kilimandżaro jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO). Jedną z największych i najpiękniejszych na świecie (ok. 300km kwadratowych, inne dane 260km, wygasła, jej aktywność wulkaniczna zakończyła się ok. 2,5mln lat temu). Na skraju kaldery osiągnęliśmy wysokość ponad 2400m, na dnie było ok. 1700m. A tam zielone trawy, jezioro Magadi i przede wszystkim ogromna liczba zwierząt, m.in. lwy, słonie, zebry, antylopy, gnu, hipopotamy, guźce, liczne ptactwo jak strusie, sępy czy marabut. Trafił się nosorożec, kojot i szakal. Zresztą w rejonie Ol Doinyo Lengai też nie brakowało zwierząt, z żyrafami na czele. Naszym niezłomnym środkiem transportu była kultowa w Tanzanii - Toyota Land Cruiser.

Skąd ten zwierzęcy fenomen Ngorongoro? Zwierzętom tam mieszkającym nie za bardzo chce się wspinać na skraj kaldery. Dlatego tak licznie można je podziwiać. Inna sprawa, że zwierzętom z poza kaldery, też nie chce wchodzić się do środka. Wracając do cywilizacji, przyglądaliśmy sie baobabom, termitierom, zakupiliśmy ostatnie pamiątki.

Bardzo dziękuję Gosi, Ani, Olkowi, Zdzisławowi oraz Marcinowi za walkę i niezmiernie się cieszę, że wszyscy osiągnęli pełny sukces, który zostanie na całe życie. 

Grzegorz

Poniżej malutka próbka zdjęć. A na nich - wpierw masyw Kilimandżaro, od lasu tropikalnego, po lodowce. Wierzchołek Uhuru Peak 5895m, krater Kibo, krater Reusch. Roślinność Kilimandżaro jak lobelia i senecja. Widok na Mawenzi 5149m. Cała ekipa i co jedliśmy. Następnie wulkan Meru 5466m i safari z wulkanem Ol Doinyo Lengai 2954m oraz kalderą Ngorongoro.

Opublikowano w Blog

Pamir.pl to firma z wieloletnim rodowodem (od 1999 r.), a jej współpracownicy to sami pasjonaci z wieloletnim doświadczeniem. Kochamy to co robimy i jesteśmy w tym najlepsi!

Pan Wulkan czyli Grzegorz Gawlik realizuje kilka ambitnych projektów podróżniczych, ale szczególnie dumny jest z jedynego takiego projektu na świecie: 100 WULKANÓW.

Któż nie słyszał o Kilimandżaro? Monumentalnej potężnej górze, wznoszącej się nad sawanną Tanzanii i Kenii. Ciągle jeszcze zlodowaconej. Zaliczanej do Korony Ziemi. Do tego osławione parki narodowe Serengeti i Ngorongoro, z najbardziej egzotycznymi zwierzętami świata, dla których to dom, a nie sztuczny wybieg. Wszystkie te miejsca są od lat na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

A powyższy opis to podstawowy scenariusz wyprawy z nami:  wulkan Kilimandżaro 5895m + Safari (13dni), który można rozbudować o:

Wulkan Meru 4566m - najwyższy aktywny wulkan Afryki, idealne miejsce na aklimatyzację przed Kilimandżaro. Do tego wspaniałe widoki na afrykańską Górę Gór. I las tropikalny bogaty w zwierzynę, dlatego podczas marszu zawsze towarzyszy nam strażnik parkowy, by było bezpiecznie. 

Wulkan Ol Doinyo Lengai liczący około 3000m wysokości. Jedyny czynny na Ziemi wulkan karbonatytowy - tzn. z lawą w odcieniu białym i żółtym. Z niepowtarzalną okazją wejścia do krateru, co często jest możliwe. Obowiązkiem każdego Masaja jest wejście na szczyt.

Zanzibar - po trudach w kontynentalnej Tanzanii warto odpocząć na rajskiej wyspie otoczonej Oceanem Indyjskim.  Wspaniałe ryby, owoce i przyprawy. Rafy koralowe i żółwie morskie. Ponadto mieszanka kultury arabskiej, europejskiej, indyjskiej i afrykańskiej w stołecznym Stone Town, znajdującym się na liście UNESCO

TERMINY - oferta jest: TUTAJ

A) KILIMANDŻARO (9dni)

1) 26 grudzień 2016 - 03 styczeń 2017

2) 28 styczeń - 05 luty 2017

3) 11-19 luty 2017

KILIMANDŻARO + SAFARI (Serengeti + Ngorongoro) (13dni)

1) 26 grudzień 2016 - 07 styczeń 2017

2) 28 styczeń - 09 luty 2017

3) 11 - 23 luty 2017

KILIMANDŻARO + SAFARI (Serengeti + Ngorongoro) + ZANZIBAR (15dni)

1) 26 grudzień 2016 - 09 styczeń 2017

2) 28 styczeń - 11 luty 2017

3) 11 - 25 luty 2017

MERU + KILIMANDŻARO (13 dni)

1) 24 styczeń - 05 luty

MERU + KILIMANDŻARO + SAFARI (Serengeti + Ngorongoro) (17dni)

1) 24 styczeń - 09 luty 2017

MERU + KILIMANDŻARO + SAFARI (Serengeti + Ngorongoro) + ZANZIBAR (19dni)

1) 24 styczeń - 11 luty 2017

KILIMANDŻARO + SAFARI (Ngorongoro) + OL DOINYO LENGAI* (13dni)

1) 28 styczeń - 09 luty 2017

2) 11 - 23 luty 2017

KILIMANDŻARO + SAFARI (Ngorongoro) + OL DOINYO LENGAI* + ZANZIBAR (15dni)

1) 28 styczeń - 11 luty 2017

2) 11 - 25 luty 2017

*W sytuacji gdy liczba chętnych na Ol Doinyo Lengai nie będzie wystarczająca do zorganizowania wyjazdu, realizowany będzie wariant podstawowy - safari w Serenget.

B)  istnieje całoroczna możliwość prywatnego wyjazdu tylko dla Ciebie, Rodziny, Przyjaciół albo w ramach służbowego wyjazdu integracyjnego, by popracować nad siłą i charakterem na górze zaliczanej do Korony Ziemi.

C) a jeśli ktoś niekoniecznie chcesz zdobywać Kilimandżaro, a zobaczyć fascynującą Tanzanię, możemy i taki wyjazd zorganizować.

Pracujemy już nad terminami letnimi (2017) wyjazdów do Tanzanii.

Jak również nad nowymi kierunkami, które się wkrótce u nas pojawią.

Więcej informacji o wyjazdach na Kilimandżaro i do Tanzanii (plan, co zabrać i in.) oraz formularz zgłoszeniowy, znajdują się: TUTAJ.

Na wszystkie pytania chętnie odpowiemy, piszcie na: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

A może brakuje w ofercie rynkowej wyjazdów w jakieś miejsca? Wtedy też piszcie, pomyślimy.

Ponadto, Pamir.pl to wiele wspaniałych przygód na kilku kontynentach. ZAPRASZAMY !

serdecznie pozdrawiam

Grzegorz Gawlik

Poniżej trochę zdjęć z ostatniego wyjazdu, a więcej jest: TUTAJ.

Opublikowano w Blog

W kraterze wulkanu Anak Krakatau w Indonezji / Anak Krakatau Volcano & Sunda Strait (Indonesia)

Indonesia- Anak Krakatau active volcano- crater (SHORT VERSION) / Wulkan Anak Krakatau Indonezja

W 1883 roku miała miejsce jedna z najbardziej znanych erupcji wulkanicznych w historii, o sile VEI 6 – na wyspie Krakatau, na której znajdowały się trzy wulkaniczne kratery. Seria kilku wybuchów zabiła 36 000 – 40 000 ludzi (niektóre źródła podają 120 000) i miała siłę 13 000 razy większą niż bomba atomowa, którą Amerykanie zrzucili na japońską Hiroszimę w 1945r. Po erupcji wyspa Krakatau oraz okoliczne uległy zniszczeniom lub znacznym przeobrażeniom. Erupcja była słyszalna w promieniu blisko 5 tysięcy km (m.in. na Mauritiusie), tsunami osiągnęło 40m wysokości i prędkość 700km/h (dotarło do południowej Afryki), a słup dymów osiągnął ok. 55km wysokości  (niektóre źródła podają 80km). Spowodowało to anomalie klimatyczne na całej planecie. Fala uderzeniowa miała prędkość 1100km/h, a 160km od epicentrum natężenie dźwięku miało jeszcze ponad 180 decybeli.  W 1927 roku w miejscu, gdzie przed erupcją z 1883 znajdowała się część wyspy Krakatau  wyłoniła się nowa, którą nazwano Anak Krakatau (Dziecko Krakatau). A niewielki fragment wyspy Krakatau, który przetrwał, zaczęto nazywać „Matką Krakatau” (używana jest także nazwa Rakata od pozostałości jednego z kraterów). Nowa wyspa to nic innego jak wulkan, do tego bardzo aktywny. Każdego roku rośnie o 5 metrów. Obecnie osiągnął wysokość ok. 350m i tak jak wyspa nazywa się Anak Krakatau.

Opublikowano w Filmy

Nazwa Góra Św. Anny odnosi się zarówno do wzniesienia jak i miejscowości na nim położonej. Jej wysokość to 404m n.p.m. (inne dane mówią o: 401m, 408m) i jest to najwyższe wzniesienie Wyżyny Śląskiej, zwane kiedyś Górą Chełmską (jest częścią Grzbietu Chełma). Z okolic szczytu rozpościerają się ładne krajobrazy na dosyć płaskie tereny, ale przy dobrej widoczności można dostrzec choćby Sudety Wschodnie.

Dostęp do Góry Św. Anny zapewnia autostrada A4 (płatna), chociaż w sąsiedztwie nie ma zjazdu. Położona jest niedaleko miasta Strzelce Opolskie. Chociaż sama miejscowość Góra Św. Anny nie jest szczególnie urodziwa, to posiada niewielkie centrum i kilka nietuzinkowych atrakcji.

Jest centrum pielgrzymkowym za sprawą Bazyliki św. Anny, sanktuarium i klasztoru franciszkańskiego. Znajduje się tutaj figurka św. Anny Samotrzeciej z XV wieku i jej relikwie. Bazylika położona jest na wierzchołku Góry Św. Anny. Wokół niego są liczne kapliczki kalwaryjne, ołtarz skalny wykonany na wzór groty z Lourdes. Obiekty pochodzą w większości z XVIII wieku, fragmenty nawet z XV wieku. W 1983 roku kalwarię odwiedził papież Jan Paweł II, jego pomnik znajduje się w centrum wioski.

Inną atrakcją jest przyroda. Panoramy, łąki, pola, fragmenty lasów, a przede wszystkim rezerwat geologiczny w kamieniołomie nefelinitów i wapienia (część Parku Krajobrazowego Góra Świętej Anny, obszar Natura 2000). Jest to jedno z ważniejszych tego typu miejsc w Polsce. Góra św. Anny jest bardzo ciekawa geologicznie, obok nefelinitu (rodzaj bazaltu), wapienia (muszlowego), znajdziemy tutaj fragmenty tufów wulkanicznych i brekcji piroklastycznych, margle i piaskowiec. W marglach i wapieniach można znaleźć sporo skamieniałości, kalcyt i muskowit, a w skałach wulkanicznych można natrafić na oliwny, pirokseny czy rzadko jaspis.  Na dnie kamieniołomu można zauważyć słupy bazaltowe.

Góra św. Anny to twardzielec bazaltowy. Skała ta jest dosyć odporna na erozję, stąd takie wzniesienie w tej części Wyżyny Śląskiej. Wulkan tutaj działał 27 mln lat temu, w kalderze wulkanicznej. Po tylu latach potrzeba dużej wyobraźni, aby sobie to uzmysłowić. Oczywiście, nie można mówić, że Góra św. Anny jest wulkanem. To zbyt stary twór i zbyt przeobrażony.

Dla mnie miłośnika geologii i wulkanów rezerwat jest ciekawy, chociaż mocno zarośnięty. Osoby niezainteresowane tą tematyką raczej uznają, że nie ma tutaj nic interesującego. Niedawno zainwestowano trochę pieniędzy w udostępnienie tego terenu dla turystyki. Ale efekt jest taki sobie. Rekultywacją nie objęto całego terenu, spore części kamieniołomu były zagrodzone siatką albo zarośnięte. Ponadto wandale dali znać o sobie, a skutki ich działalności nie zostały usunięte. Oficjalnie kamieniołom nazywa się geoparkiem krajowym albo geostanowiskiem. Jako ciekawostkę dodam, że niedaleko kamieniołomu, jak i w całej okolicy Góry św. Anny rosną licznie dzikie czereśnie, które udostępniają swoje plony w czerwcu. Ponadto niedaleko kamieniołomu ma swoją siedzibę Muzeum Czynu Powstańczego.

Niedaleko od centrum wioski, w zalesionym terenie, znajduje się monumentalny Pomnik Czynu Powstańczego  z 1955 roku- powstały na miejscu mauzoleum ku czci poległych Niemców podczas III-go Powstania Śląskiego (1921r.). Założenie było takie, aby uwzględniał historię walk o polskość Śląska, od czasów piastowskich - po II Wojnę Światową. Poniżej pomnika jest amfiteatr w byłym kamieniołomie wapienia na około 50 000 osób. Skalne ściany dochodzą do 30 metrów wysokości.

Góra Św. Anny to idealne miejsce na krótką wycieczkę, w centrum miejscowości można coś zjeść, w letnie weekendy są także różne stragany koło bazyliki. Szczególnie szybko można się tutaj dostać z miast Aglomeracji Górnośląskiej i z Opola.  

Poniższe zdjęcia przedstawiają opisane miejsca.

Opublikowano w Blog

Indonezja posiada ponad 130 aktywnych wulkanów. W jednym z nich na wyspie Jawa wydobywa się siarkę. Górnicy pracują w niezwykle ciężkich warunkach, pośród trujących gazów wulkanicznych, a urobek transportują na plecach.

Faith z miasta Banyuwangi, położonego na wschodnim wybrzeżu Jawy, odebrał mnie o pierwszej w nocy. Wyruszyliśmy z nad Oceanu Indyjskiego, a podróż mieliśmy zakończyć na wysokości 2000 m n.p.m. Cały czas do góry, na niewielkim motorze. Te 50 kilometrów po wąskich drogach miało kilka faz. Na dole, gdzie gorąco i wilgotno, podmuch mas powietrza podczas jazdy sprawiał nawet przyjemność. Ponad godzinę później marzłem. Temperatura znacznie spadła a wilgotność nie uległa większym zmianom. Lekko skostniały potrzebowałem dłuższej chwili, by dojść do siebie. Bardzo ucieszyła mnie perspektywa 4-kilometrowego marszu. „Do jedynego takiego miejsca na Ziemi” – jak zachwalał Faith. Nie tylko kierowca, ale przede wszystkim mój przewodnik. A tak naprawdę, od 16 lat górnik w niezwykłej kopalni w wulkanie Ijen, którego nazwę należy wymawiać „Idzien”. Mimo ukończonych 30 lat, wyglądał na więcej. Podczas marszu opowiadał jak nauczył się języka angielskiego: „Zmobilizowało mnie obcowanie z przybywającymi coraz liczniej turystami. Nie miałem książek ani słowników.” Wyłapywał to co słyszał, zapamiętywał, dopytywał. I chciał zawsze wiedzieć o czym śpiewają w anglojęzycznych piosenkach. Prosił czasami o tłumaczenie. Koledzy z pracy nieraz sobie z niego żartowali i pytali po co mu to? Przez kilkanaście lat i więcej wydobywania  tutejszej siarki nie opanowali nawet kilku wyrazów w języku Szekspira. Faith od początku wiedział po co to robi: „praca górnika jest ciężka, niebezpieczna i niezbyt dobrze płatna, chociaż jak na indonezyjskie warunki przyzwoita. Praca przewodnika jest płatna kilkukrotnie lepiej i znacznie lżejsza.”

Szliśmy dobrej jakości ścieżką do góry, noc miała się dobrze. „Nie mogliśmy wyruszyć rano?” – spytałem. „Nie, bo to co chciałem tobie pokazać, widać tylko w nocy.” Faith miał na myśli „blue fire” czyli niebieskie płomienie. Czym bliżej celu, tym mocniej śmierdziało zgniłymi jajami. Po czterdziestu minutach marszu znaleźliśmy się na skraju krateru wulkanu Ijen, chociaż ze względu na rozmiary prawdopodobnie lepszym określeniem wydaje się: na skraju kaldery. By się o tym przekonać musiałem poczekać do świtu. Tymczasem GPS wskazywał 2400 m n.p.m. Wyżej nie zamierzaliśmy wchodzić, mimo że okoliczne zbocza sięgały do 2800 m n.p.m., a najwyższy w kompleksie Ijen aktywny wulkan Raung to ponad 3300m n.p.m. Penetrując wąskim światłem latarki okolicę, zauważyłem napis w miejscowym języku Bahasa Indonesia oraz po angielsku. Zakazywał dalszej wędrówki i ostrzegał przed zejściem do krateru: „visitors are prohibited, going down on crater dangerous”.

Ostatnie kilkaset metrów pokonaliśmy schodząc w dół, dużo gorszą ścieżką niż wcześniej. To tutaj w kraterze znajdują się liczne ekshalacje wulkaniczne – fumarole. Mają kilkaset stopni Celsjusza i wydobywają się z nich: gazy, para wodna i siarka. Ta ostatnia płonąc, świeci na niebiesko. Zjawisko niezwykłe i efektowne. W jego obserwacji przeszkadzał niestabilny wiatr, kierujący na nas kłęby dymu o przejmującym zapachu siarkowodoru, czyli potocznych zgniłych jaj. Wtedy nie tylko nic nie było widać, ale również czym oddychać. Osoby bez gogli ochronnych i masek przeciwgazowych zostały zmuszone do szybkiej ucieczki.

Kopalnia siarki ściśle jest związana z wyziewami wulkanicznymi a górnicy pracują praktycznie przez całą dobę, w nocy z latarkami na głowach. Do fumarol przytknięto potężne rury, długie na 15-30 m. To nimi spływa siarka w bardziej przyjazne dla człowieka miejsca. W postaci płynnej ma kolor czerwony. Zastyga dopiero poniżej 118,9°C, w około 10 minut, i przybiera kolor żółty. Ten system zapewnia ciągłość w dostawie świeżej siarki, którą wydobywa się za pomocą ciężkich metalowych prętów. Uderzając w żółtą masę albo ją podważając. Rozbita na kawałki następnie ładowana jest do dwóch drewnianych koszy,  połączonych drewnianą belką. Urobek transportowany jest na plecach.

„W kopalni pracuje mniej więcej 400 górników, w ciągu doby 100-200, bo kopalnia jest za mała na większą liczbę” – tłumaczył Faith. Na jednej zmianie robią dwa kursy. Z parkingu, gdzie zostawiliśmy nasz motor, do pokonania są 4 km. Tam muszą dostarczyć wydobytą siarkę. Wpierw do pokonania mają niecały kilometr pod górę, a potem w dół, na początku stromo, później łagodniej. Po drodze następuje ważenie. A jest co dźwigać. Jednorazowo w koszach niosą 60-80kg siarki. Patrząc na nich – drobnych, szczupłych, niewysokich – aż trudno uwierzyć, że są wstanie udźwignąć taki ciężar. Ledwo go podniosłem i przeszedłem kilka metrów. A oni dwa razy dziennie wędrują z urobkiem, a potem „na lekko” muszą wrócić do krateru tą samą drogą. Po zważeniu dostają dokument, na podstawie którego zostaną im wypłacone pieniądze.

„780 rupii indonezyjskich za kilogram, czyli jakieś siedem setnych amerykańskiego dolara. Na dzień w zależności od górnika będzie to jakieś osiem-jedenaście dolarów”. Przy czym kopalnia sprzedaje siarkę po 8000 rupii za kilogram, siedem dziesiątych dolara” – wyjaśniał Faith. Słysząc te słowa, skrzywiłem się i krótko oznajmiłem: „przecież to wyzysk w czystej postaci”. „Mylisz się” – usłyszałem w odpowiedzi. – „W Indonezji jest duże bezrobocie, ale powiedzmy, że średni zarobek to jakieś 100 dolarów miesięcznie. Pracując w kopalni Ijen górnicy mają średnio po 200 dolarów. To dobra praca za dobre pieniądze. A można dorobić na zdjęciach, które pozwalamy robić turystom, sprzedając im ładne kawałki siarki, niektórzy nawet robią z niej odlewy zwierząt i nie tylko.” Tak jak Faith dorabiają tylko nieliczni, bo mało kto  tutaj włada angielskim czy innym językiem obcym. W charakterze przewodnika można zarobić dziennie 10 – 100 dolarów, w zależności jacy trafią się klienci i jak dobrze potrafią się targować. Stawka zazwyczaj wynosi znacznie poniżej 50 dolarów i można ją rozłożyć na kilkuosobową grupę. „Zarobić też można pracując jako kierowca, ale trzeba mieć samochód, bo zachodni turyści niewielkim motorkiem, tak jak ty, nie pojadą” – mój towarzysz dalej tłumaczył. – „Oni oczekują komfortu.” Wynajęcie samochodu z kierowcą z okolicznych miejscowości to koszt od 50 dolarów wzwyż, co także można podzielić na kilka osób. Skuter lub mały motor, bo na motocykle Indonezyjczyków nie stać, to wydatek 15-30 dolarów z kierowcą. „Tylko żebyś mnie dobrze zrozumiał – kontynuował Faith – sezon tutaj jest krótki, od czerwca do końca września, mimo że wakacyjne temperatury panują przez cały rok. W lipcu i sierpniu bywa, że jako przewodnik pracuję dwa, trzy razy w tygodniu, ale zdarza się także raz na dwa tygodnie, poza sezonem, może z raz na miesiąc. Do tego erupcje wulkanu, wtedy kopalnia jest zamknięta, turystów się nie dopuszcza. A potrafią trwać do kilku miesięcy. W latach 2010-2012 kopalnia była zamykana co roku z powodu niewielkich erupcji albo z powodu zagrożenia erupcją.”

Nastał dzień, niebieski ogień znikł na rzecz czerwonego. To drobinki wyrzucanej z otworów w ziemi roztopionej siarki mieszały się z dymem. W zależności od kierunku wiatru, opary gazowe to wypełniały całą kalderę, to wydostawały się wartkim strumieniem 100-200 metrów nad jej najwyższe fragmenty. Jedni górnicy kończyli pracę, inni zaczynali. Faith wszystkich znał, witał się z nimi.

Zeszliśmy nad termalne jezioro kraterowe poniżej kopalni, po drodze mijając niewielkie gorące źródła. Jego turkusowe wody wydają się przyjazne – nic bardziej mylnego, to tak naprawdę rozcieńczony kwas siarkowy. Pod wodą znajduje się komin wulkaniczny, który uaktywnia się co jakiś czas. Jezioro w wulkanie Ijen ma kilometr średnicy i uważane jest za największe kwaśne jezioro świata. Ph wody wynosi zaledwie około 0,5, czyli tyle ile kwas w akumulatorach.

Po powrocie do kopalni zwróciłem uwagę na mocno żółte skały. Byłem przekonany, że to siarka, ale mój przewodnik wyprowadził mnie z błędu: „to tylko wiatr osadził na nich jej drobinki”. Przetarłem ręką i rzeczywiście, pod niewielką ilością żółtego pyłu wyłoniła się szara skała. W międzyczasie dołączył do nas Durahman, zaintrygowany moją wścibskością. Jedyny biały człowiek w kopalni, który wszędzie zagląda, wszystkiego dotyka. Dlaczego? Durahman w kopalni przepracował dotąd ponad 10 lat. Mając niecałe trzydzieści lat wyglądał starzej. Posługiwał się pojedynczymi angielskimi wyrazami. Zanim do nas podszedł, dusił się w kłębach gazu. Tylko nieliczni górnicy posiadają maski przeciwgazowe, częściej chusty. „Ale w nich się źle pracuje” – krótko skwitował Durahman.

„Nie boicie się o zdrowie, przecież te gazy są szkodliwe?” – to było bardziej stwierdzenie z mojej strony, aniżeli pytanie. – „To nieprawda, wszystko jest okay” – padła stanowcza odpowiedź, po czym Durahman wrócił do pracy. Chwilę później mój przewodnik wyjaśniał: „dyrektor kopalni sprowadził tutaj lekarzy, robili badania i powiedzieli, że gaz nie jest szkodliwy dla ludzi.” „Siarkowodór jest szkodliwy” – przerwałem. – „Lekarze powiedzieli, że nie ma zagrożenia” – Faith nie zostawił miejsca na polemikę.

 „Ilu lat dożywają górnicy?” – nie dałem za wygraną. – „Różnie, 40, 50, 60 lat. Ale to nie przez kopalnię. W Indonezji życie jest trudne, tutaj mało kto dożywa późnej starości. Siarkowodór naprawdę nie jest szkodliwy, uwierz mi.” Jakoś nie mogłem. Z fumarol wydobywa się związek pary wodnej i gazów, siarkowodór jest jednym z dominujących. I jak dobrze pamiętam ze szkolnych lekcji chemii, to gaz trujący, w większych stężeniach śmiertelny. Nie przekonałbym jednak tutaj nikogo, chociaż co chwilę widziałem jak kaszlący górnicy uciekali z gęstego dymu, który nagle zmienił kierunek i dotarł do ich miejsc pracy.

Ubrudzeni i przesiąknięci siarką po kilku godzinach ruszyliśmy w drogę powrotną, zostawiając górników miarowo uderzających metalowymi prętami w zastygłą siarkę. Minęliśmy po drodze kolejnych z wypchanymi koszami oraz tych z pustymi schodzących na dół. To była niezwykła wizyta w niezwykłym miejscu. Ile jest czynnych wulkanów, gdzie z dna krateru wydobywa się siarkę w oparach gazów? Poza Ijen, nie słyszałem o żadnym. Ekscytujące widoki zakłócała myśl o ludziach tu pracujących. Jakkolwiek na zarobki nie narzekają i chcą wierzyć, że pracują w zdrowych warunkach, to na pierwszy rzut oka widać, że tak nie jest. Nędzne pieniądze, za jedną z najcięższych prac jakie można sobie w ogóle wyobrazić. Gdyby wymiar sprawiedliwości któregokolwiek z państw karał taką pracą największych przestępców, w Europie uznalibyśmy to za okrucieństwo. Ale górnicy z Ijen pracują dobrowolnie. Paradoksalnie, należą do lokalnej elity. O lepiej płatną pracę w Indonezji nie jest łatwo bez wykształcenia i gdy poza siłą fizyczną, nie ma się wiele do zaoferowania. Kopalnia jest bardzo prymitywna, a zasady bezpieczeństwa to fikcja. Górnicy sami muszą zadbać o siebie. Trujące gazy uszkadzają drogi oddechowe, po latach pracy zabijają. Ciężary niszczą kręgosłup i nogi. Do tego palące słońce i ryzyko erupcji wulkanu.

Faith odpalił swój niewielki motor i ruszyliśmy w dół. Z surowych wulkanicznych krajobrazów, przenieśliśmy się w krainę bogatych w faunę i florę lasów tropikalnych oraz licznych pól uprawnych – kawy, bananów i ryżu. Wulkaniczna gleba jest żyzna. Ludzie mieszkają i uprawiają swoje pola nawet w strefach zagrożenia erupcją. I nie chcą słyszeć, że przez toksyczność wulkanu Ijen, miejscowe ziemie i wody zawierają połowę tablicy Mendelejewa.

Dojechaliśmy do miasta Banyuwangi, gdzie nastał czas pożegnania. Faith świetnie się spisał. Dzień później miał wrócić do kopalni już jako górnik. Gdy zauważył, że ciągle rozmyślam nad tym co widziałem i nie potrafię zrozumieć jak można być zadowolonym z takiej pracy, postanowił mnie pocieszyć. „Nie przejmuj się. W Indonezji człowiek jest tani. Taniej kupić człowieka niż nowy samochód.”

IX.2013

FILM z wulkanu Ijen - WERSJA DŁUGA

FILM  z wulkanu Ijen - WERSJA KRÓTKA

Fragment bloga opisujący wizytę w wulkanie Ijen (Kawah Ijen) znajduje się: TUTAJ.

Bardziej rozbudowana wersja artykułu oraz napisana w drugiej osobie znajduje się:TUTAJ.

Na zdjęciach: wulkan-kopalnia siarki Ijen (Kawah Ijen) – górnicy i ich praca, mój przewodnik Faith, „kwitek” z ważenia siarki”, blue fire(zdjęcia robione przez bardzo gęsty dym), widok na kalderę wulkanu, siarka w formie stałej i roztopionej, termalne i toksyczne jezioro w kraterze, fumarole. Pod koniec galerii wulkan Raung i plantacja kawy.

Opublikowano w Reportaż

Ojos del Salado Volcano 6896m:
- The highest in the world
- Chilean and Argentinian summit
- The highest situated lakes in the world
- Geothermal field uppermost in the world

Opublikowano w Filmy

PRZEBIEG WYPRAWY DZIEŃ PO DNIU W SKRÓCIE:

1) 15.11.2015 - przejazdy i przeloty: Bytom - Warszawa - Amsterdam - Buenos Aires.

2) 16.11.2015 - przylot do Buenos Aires i dalej do Santiago de Chile (z widokiem na Aconcaguę), Cmentarz Generalny z grobowcem Ignacego Domejki, jak również jego dom.

3) 17.11.2015 - Santiago - Plaza de Armas i załatwianie różnych formalności, logistyka wyprawowa.

4) 18.11.2015 - przejazd autobusem z Santiago do Pucon. Spacer po mieście.

5) 19.11.2015 - Załatwienie pozwolenia na samotne zdobywanie aktywnego wulkanu Villarrica 2847m i mimo ataku zimy próba zdobycia. Start z 1350m n.p.m., dojście do 2000m. Ekstremalne warunki, wypadek w żlebie, zjazd ok. 200m wraz z uderzeniem w głazy. Powrót do Pucon. Mocne potłuczenia, spalona twarz, pojawiła się ślepota śnieżna.

6) 20.11.2015 - Mimo utrzymującej się częściowo ślepoty śnieżnej, próba startu w masyw Villarricy. Ale skrajnie zła pogoda pokrzyżowała mi plany. Przez cały dzień stosowanie leczniczych procedur.

7) 21.11.2015 - Skrajna pogoda (deszcz, śnieg)  znowu nie pozwoliła na akcję górską. Ślepota śnieżna ustępowała. Drugą połowę dnia spędziłem w termach Los Pozones. Spacer po Pucon.

8) 22.11.2015 - start na Villarricę z 1250m n.p.m. Pogoda tylko bardzo zła. Strażnicy parkowi dogonili mnie i ściągnęli z 1550m, strasząc policją i aresztowaniem. Drugą część dnia po powrocie do Pucon, spędziłem na raftingu na rzece Trankura.

9) 23.11.2015 - start na Villarricę z 1400m n.p.m. Miejscowi przewodnicy ściągnęli mnie w dół na rozkaz strażników parkowych z 2400m, z powodu bardzo złej pogody. W niższych partiach  wulkanu odwiedziny jaskini wulkanicznej, pola lawowego, obserwacja skutków erupcji wulkanicznej (niedaleko tzw. refugio Villarrica). Powrót do Pucon.

10) 24.11.2015  -  start o 1:00 z ok. 200m n.p.m., dojście do nieczynnego ski center na ok. 1400m n.p.m. o świcie i wejście na wierzchołek wulkanu Villarrica 2847m. Bardzo trudne warunki pogodowe. Zejście inną trasą, tak by nie widzieli mnie strażnicy parkowi. Powrót do Pucon, częściowo autostopem,  i jeszcze tego dnia wyjazd autobusem do Santiago de Chile.

11) 25.11.2015 - przyjazd do Santiago de Chile, spacer po mieście, przygotowania do wylotu na Wyspę Wielkanocną.

12) 26.11.2015 - Santiago de Chile - stare miasto w tym Pałac Bellas Artes, Plaza de Armas, Stary Parlament, Plac Konstytucyjny z Pałacem Prezydenckim (Moneda), przelot do Hanga Roa na Wyspie Wielkanocnej (Polinezja, Oceania).

13) 27.11.2015 - zwiedzanie Hanga Roa wraz z obrzeżami.

14) 28.11.2015 - wejście na wulkan Rano Kau 324m w tym osada Orongo. Petroglify w jaskini nad Pacyfikiem - Ana Kai Tangata, posąg moai Te Ata Hero, posągi moai w Vinapu. Park Narodowy Rapa Nui - lista UNESCO.

15) 29.11.2015 - wejście na wulkan Terevaka 510m, spacer po Hanga Roa, posągi moai Akivi, wejście na wulkan Tuutapu 280m.

16) 30.11.2015 - ciąg dalszy wędrówek po Hanga Roa i przyległościach.

17) 01.12.2015 - posągi moai na trasie do wulkanu Rano Raraku. Kilkanaście miejsc, m.in. Hanga Hahave, Akahanga, Oroi, Hanga Tetenga, One Makhini. Moaie w kamieniołomie Rano Raraku i krater Rano Raraku, również z moaiami. Wejście na wulkan Poike 365m i moaie w Tongariki. Powrót do Hanga Roa m.in. z postojami koło Taharoa, Tau a Ure, kamienia Pu o Hiro, przejazd w pobliżu plaży Anekana i koło wulkanów Maunga Pui 302m i Maunga Okoro 326m.

18) 02.12.2015 - przejazd z Hanga Roa trasą jak poprzedniego dnia (m.in. koło Tongariki i Poike) i rozpoczęcie zasadniczego zwiedzania od petroglifów Papa Vaka. Moaie i miejsca archeologicznie Hekii, Te Pito Kura. Moaie i plaża Anakena z kąpielą, odkrywki skalne. Przejazd tak jak poprzedniego dnia koło wulkanów Maunga (rejon Terevaka) i postój w Huri a Urenga i  w Puna Pau - robiono tam nakrycia głowy moaiów z czerwonego tufu - pukao. Przejazd koło Akivi i dalej zwiedzanie jaskini wulkanicznej Ana te Pahu. Dalej wzdłuż wybrzeża, gdzie lawy, skalne wysepki i moaie - Te Peu, Tahai.

19) 03.12.2015 - drugie wejście na wulkan Rano Kau 324m i dokładniejsza eksploracja masywu (lawy, kratery), spacer po Hanga Roa.

20) 04.12.2015 - spacer po Hanga Roa i wylot do Santiago de Chile.

21) 05.12.2015 - przejazd do centrum i pobyt w Santiago, a wieczorem wyjazd do argentyńskiej Mendozy.

22) 06.12.2015 - przyjazd do argentyńskiej Mendozy, m.in. przez  Paso Internacional Los Libertadores, ok. 3200m, tunel ponad 3km. Pobyt w Mendozie, spacer i organizowanie wyjazdu na Aconcaguę.

23) 07.12.2015 - Ciąg dalszy pobytu w Mendozie, załatwianie pozwolenia na Aconcaguę (z trudnościami wynikającymi z zimowych warunków na najwyższej górze Ameryki Południowej), organizowanie wyjazdu.

24) 08.12.2015 - przejazd Mendoza - Los Penitentes i przejazd do granicy parku Aconcagua, gdzie rejestracja, piesza wędrówka z ok. 2890m do Confluencii ok. 3430m.

25) 09.12.2015 - wycieczka aklimatyzacyjna podczas śnieżycy: Confluencia 3430m, dolina rzeki lodowcowej 3380m - lodowiec Horcones Inferior - Plaza Francia ok. 4200-4250m (pod południową ścianą Aconcagui), podejście do 4305m, powrót do Confluencii.

26) 10.12.2015 - przejście z Confluencii 3430m do Plaza de Mulas 4380m(miejsce rozbicia namiotu, lodowiec Combro pokryty rumoszem skalnym). Najniższy punkt na trasie  most na Rio Horcones Inferior za Confluencią - 3360m.

27) 11.12.2015 - podejście aklimatyzacyjne: Plaza de Mulas 4380m - 5400m(przed Nido de Condores).

28) 12.12.2015 - załamanie pogody i pobyt w Plaza de Mulas 4380m.

29) 13.12.2015 - przejście z Plaza de Mulas 4380m do Nido de Condores 5585m, maksymalna wysokość dnia 5590m.

30) 14.12.2015 - podejście aklimatyzacyjne: Nido de Condores 5585m - Plaza Cólera ok. 6000m, przez Refugio Berlin 5940m. Najwyższy punkt dnia 6019m.

31) 15.12.2015 - przejście z Nido de Condores 5585m - Refugio Berlin - Plaza Colera - zbudowanie platformy noclegowej na 6300m powyżej Piedras Negras. Jeden z noclegów aklimatyzacyjnych przed wysokimi wulkanami z ostrym atakiem zimy i wiatru.

32) 16.12.2015 - z 6300m dojście do 6464m (pod drodze ruiny Refugio Independencia na 6380m), skąd odwrót na skutek ekstremalnych warunków pogodowych. Zabranie depozytu z 6300m i zejście na 6000m, w górne partie Plaza Colera.

33) 17.12.2015 - przeczekiwanie koszmarnej pogody na 6000m.

34) 18.12.2015 - atak szczytowy na Aconcaguę 6962m, zakończony sukcesem, zejście w trudnych warunkach pogodowych do 6000m.

35) 19.12.2015 - zejście z 6000m (Plaza Colera) do Plaza de Mulas 4380m i dalej ku Confluencii.

36) 20.12.2015 - dojście grubo po północy do Confluencii 3430m i o poranku zejście do Puente del Inca ok. 2720m, gdzie termalne źródła i mineralny most. Następnie przejazd do Mendozy.

37) 21.12.2015 - pobyt w Mendozie i przejazd do Santiago de Chile.

38) 22.12.2015 - przejazd z Santiago de Chile do La Sereny.

39) 23.12.2015 - jednodniowy wyjazd w pustynne góry za La Serenę do kopalni miedzi i złota, zbieranie minerałów.

40) 24.12.2015 - spacer po La Serenie i nad Pacyfikiem, zakupy i próby uzupełnienia niektórych strat sprzętowych. Organizowanie logistyki na wulkany.

41) 25.12.2015 - wycieczka wzdłuż Pacyfiku z La Sereny na południe, spacer po plaży w La Serenie. Organizowanie logistyki na wulkany ciąg dalszy.

42) 26.12.2015 - przejazd z La Sereny do Copiapo, zakupy na wyjazd na najwyższy wulkan świata - Ojos del Salado i pakowanie.

43) 27.12.2015 - przejazd z Copiapo pod Ojos del Salado przez Puna de Atakama i z postojem nad Laguna Santa Rosa, na wysokość 5180m, skąd podejście na 5260m (tzw. Refugio Atacama).

44) 28.12.2015 - przejście z 5260m na 5825m do Refugio Tejos. Najwyższy punkt dnia 5840m.

45) 29.12.2015 - atak szczytowy z 6825m na Ojos del Saldo zakończony sukcesem. Wierzchołek chilijski 6896m.

46) 30.12.2015 - pobyt w Refugio Tejos 5825m i okolicy.

47) 31.12.2015 - przejście z Chile do Argentyny, z 5825m na 6320m przez pola i skały lawowe.

48) 01.01.2016 - atak szczytowy zakończony sukcesem na wierzchołek argentyński Ojosa del Salado 6896m. W drodze powrotnej wędrówka przez największy lodowiec w masywie i obok jezior na 6360m oraz 6350m. Powrót na 6320m.

49) 02.01.2016 - przejście z 6320m na 6820m (nocleg) przez przełęcz 6700m - pod wierzchołek argentyński. Eksploracja pięciu wysokogórskich jezior na wysokościach: 6350m, 6360m, 6395m, 6420m i 6510m. Do tej pory za najwyższe na świecie uchodziło to na 6395m.

50) 03.01.2016 - wejście drugi raz na wierzchołek argentyński Ojosa del Salado 6896m (i trzeci raz w ogóle). Przez przełęcz 6700m wejście z Argentyny do Chile i zejście do pola geotermalnego na wysokości 6460-6500m. Eksploracja pola i jeziora na 6460m. Ustalenie, że Ojos nie zasługuje na uznanie za wulkan aktywny.  Przejście obok najgrubszego lodowca w masywie i zejście do Refugio Tejos 6825m i dalej do 5260m (Refugio Atacama) - już po zmroku.

51) 04.01.2016 - zjazd do Copiapo z 5260m, z postojem koło Laguny Verde ok. 4350m. Organizowanie transportu na kolejny wulkan.

52) 05.01.2016 - pobyt w Copiapo, sprawy organizacyjne - szukanie transportu, zakupy jedzenia, pakowanie.

53) 06.01.2016 - wyjazd z Copiapo, postój w Inca de Oro i Diego del Almagro, przed Antofagastą skręt ku kopalni Escondida.  Z błądzeniem jazda pod wulkan Llullaillaco.

54) 07.01.2016 - około pierwszej w nocy dojazd na 4425m i rano pieszy start ku Llullaillaco, dojście do 5105m.

55) 08.01.2016 - przejście z 5105m do 6190m, m.in. po skałach i największym lodowcu w masywie Llullaillaco.

56) 09.01.2016 - wejście na wierzchołek 6580m, zejście żlebem i wejście na wierzchołek główny Llullaillaco 6755m (Chile/Argentyna). Ciąg dalszy eksploracji wulkanu i poszukiwania oznak aktywności. Zejście do 6190m. Ustalenie, że jest to najwyższy aktywny wulkan na świecie.

57) 10.01.2016 - zejście z 6190m do 4725m, m.in. przez lodowiec.

58) 11.01.2016 - zejście z 4725m do 4160m (Las Zorritas).

59) 12.01.2016 - przed świtem zostałem odebrany i całodzienna jazda do Copiapo, m.in. przez Puna de Atacama, przy inkaskich niewielkich ruinach, przez kopalnię Escondida i sąsiednie. Jazda nad oceanem m.in. przez Taltal, Chanaral i Calderę.

60) 13.01.2016 - pobyt w Copiapo, organizowanie transport na wulkan Pissis.

61) 14.01.2016 - dalsze intensywne organizowanie transportu pod Pissis, zakupy i pakowanie na wyjazd.

62) 15.01.2016 - przejazd z Copiapo nad Lagunę Santa Rosa 3775m (Park Narodowy Nevado Tres Cruces), po drodze wysokości lekko przekraczające 4000m. Spacer wokół jeziora i po Salarze Maricunga.

63) 16.01.2016 - wyjazd z nad Laguny Santa Rosa do przejścia granicznego niedaleko drugiej strony Salaru Maricunga (na drodze nr  31), przejazd koło wodospadów na Rio Lomas i koło Laguny Verde ok. 4350m z postojem na posterunku policji. Dojazd do granicznej przełęczy San Francisco 4726m. Odbiór przez argentyńską firmę i zjazd na przejście graniczne (ok. 4000-4100m) i dalej do ok. 3330m. Ostatnie 90km to off road i wysokości do 4700m oraz jeziora w rejonie Balcon de Monte Pissis (ok. 4250-4400m), koniec podróży w Pissis Base Camp 4570m. Wędrówka do 4890m.

64) 17.01.2016 - przejście z 4890m do 6010m.

65) 18.01.2016 - atak szczytowy na Pissis 1 6800m, zakończony sukcesem (drugi wulkan świata co do wysokości). Zejście w śnieżycy na 6010m.

66) 19.01.2016 - zakończony sukcesem atak szczytowy na Pissis 2 (Upame, 6799m) i Pissis 3 (Ejercito Argentino, 6795 i 6792m) przez lodowiec de los Argentinos, w śnieżycy.

67) 20.01.2016 - kontynuacja wędrówki i dojście przez Glaciar de los Argentinos do namiotu na 6010m o drugiej w nocy i w ciągu dnia zejście do Pissis Base Camp 4570m.

68) 21.01.2016 - przejazd tą samą drogą jak kilka dni wcześniej z 4570m do drogi nr 60 i granicy na przełęczy San Francisco 4726m, skąd odebrała mnie chilijska firma. Przejazd koło Laguny Verde ok. 4350m i postój pod Ojosem del Salado przy Refugio Claudio Lucero (Murray, ok. 4530m). Wieczorem powrót do Copiapo, po drodze chilijska odprawa graniczna i Laguna Santa Rosa.

69) 22.01.2016 - Copiapo, przepakowanie i kwestie organizacyjne związane z wyjazdem do El Volcancito oraz jeziora Inca Pillo. Wieczorem start doliną Copiapo, pośród winnic i do góry ku Puna de Atacama. Dojazd do 2060m drogami: C-35 i C-401 (ta druga szutrowa).

70) 23.01.2016 - przejazd z 2060m na przełęcz graniczną Pircas Negras 4164m. Przejazd do źródła El Volcancito ok. 4200m i przejścia granicznego Chile-Argentyna w Barrancas Blancas ok. 4050m (przy drodze nr 76). Zbieranie informacji odnośnie dojazdu do jeziora Inca Pillo i nieplanowane przesunięcie dojazdu do niego na dzień następny. Dojazd do Laguna Brava ok. 4300m i refugio o tej samej nazwie - ok. 4330m. Najwyższy punkt dnia przekroczył 4400m.

71) 24.01.2016 - z Laguny Brava podróż  off roadowa do kaldery Inca Pillo (Corona del Inca), na której dnie jest jezioro położone na ok. 5200m (najwyżej położone na świecie jezioro kalderowe). Maksymalna wysokość na trasie 5410-5420m. Powrót tą samą drogą do Chile i do Copiapo.

72) 25.01.2016 - Pobyt w Copiapo, przejazd do La Sereny, by po północy wyjechać do Arici.

73) 26.01.2016 - Podróż przez Antofagastę  i Iquique do Arici. Następnie do Peru do miasta Tacna.

74) 27.01.2016 - przejazd z Tacny w kierunku Limy m.in. przez Arequipę i Chincha Alta.

75) 28.01.2016 - przyjazd do Limy i dalej do Tumbes, w dużej mierze wzdłuż Pacyfiku (skrajnie zachodnie fragmenty Ameryki Południowej).

76) 29.01.2016 - dojazd do Tumbes, skąd do Ekwadoru (Huaquillas), a następnie do Riobamby (ok. 2800m).

77) 30.01.2016 - z Riobamby przejazd w rejon miejscowości Alao  i San Antonio (ok. 3200m) w rejon Parku Narodowego Sangay (lista UNESCO).

78) 31.01.2016 - wędrówka na bezimienny szczyt 4336m, skąd obserwacja wulkanu Sangay, powrót do San Antonio.

79) 01.02.2016 - przejazd do Riobamby, gdzie pobyt.

80) 02.02.2016 - przejazd z Riobamby do Quito (ok. 2700m, lista UNESCO), spacer po starym mieście (m.in. Plaza Grande z katedrą i pałacami wokół oraz bazylika del Voto Nacional).

81) 03.02.2016 - podróż z Quito do Tulcan, po drodze przekraczając równik. Wjazd do Kolumbii w Ipiales i jazda przez góry ku Bogocie (ok. 2570m).

82) 04.02.2016 - przyjazd do Bogoty i spacer po śródmieście i starym mieście (m.in. Plaza Bolivar i La Candelaria).

83) 05.02.2016 - pobyt w Bogocie i przelot do Mexico City (ok. 2150m lista UNESCO), Meksyk.

84) 06.02.2016 - z Mexico City przejazd do Amecameca de Juarez (ok. 2400m) i przygotowania do wyjazdu pod Popocatepetl.

85) 07.02.2016 - z Amecameci wjazd na Paso de Cortes ok. 3670m. Mimo faktu, że wulkan znajdował się w fazie erupcji i był pilnowany przez wojsko i różne policje, całonocna wędrówka na szczyt bez oświetlenia.

86) 08.02.2016 - o świcie wejście na Popocatepetl 5424m (drugi pod względem wysokości wulkan Ameryki Północnej) i schodzenie do wieczora, wieczorem dotarcie do Amecameci.

87) 09.02.2016 - podróż na trasie Amecameca - Mexico City - Puebla - Tlachichuca (ok. 2610m).

88) 10.02.2016 - przejazd z Tlachichuca do Piedra Grande 4240m, przygotowania do ataku szczytowego na Pico de Orizaba.

89) 11.02.2016 - wejście na najwyższy wulkan Ameryki Północnej  - Pico de Orizaba 5629m przez lodowiec Jamapa (Gran Glaciar Norte), zejście do Piedra Grande i zjazd do Tlachichuca.

90) 12.02.2016 - wyjazd na wulkan Sierra Negra 4621m i do kraterów Aljojuca oraz San Miguel Tecuitlapa. Powrót do Tlachichuca.

91) 13.02.2016 - przejazd z Tlachichuca do Puebla i Guadalajary.

92) 14.02.2016 - z Guadalajary podróż do Ciudad Guzman (ok. 1500-1600m) pod Nevado de Colima. Obserwacja wulkanu Colima z Parque Ecologico Las Penas.

93) 15.02.2016 - przejazd z Guzman do miasta Colima i dalej Cofradia de Suchitlan, skąd do San Antonio i podróż za miejscowość La Yerbabuena (1535m) pod wulkan Colima.

94) 16.02.2016 - dalsza obserwacja wulkanu i powrót do Colimy, skąd przejazd do Guadalajary i dalej do Uruapan (ok. 1660m).

95) 17.02.2016 - podróż z Uruapan do Angahuan (ok. 2345m), następnie na wulkan Paricutin 2800m wraz z zejściem na dno krateru. Wieczorem pobyt na polach lawowych i przy ruinach kościoła San Juan Parangaricutiro.

96) 18.02.2016 - przejazd z Angahuan do Mexico City przez Uruapan.

97) 19.02.2016 - pobyt w Mexico City i sprawy organizacyjne.

98) 20.02.2016 - Wycieczka po Mexico City (Tlatelolco, Bazylika Matki Boskiej z Guadalupe) i do piramid Teotihuacan (lista UNESCO).

99) 21.02.2016 - wędrówki po Mexico City, m.in. Zocalo, katedra, śródmieście, Palacio de Mineria, Museo Del Instituto De Geologia De La Unam, Plaza de La Republica, Palacio de Bellas Artes.

100) 22.02.2016 - wędrówki po Mexico City i przygotowania do wylotu do Vancouver.

101) 23.02.2016 - przelot z Mexico City do Vancouver, Kanada. Wędrówki po mieście (m.in. śródmieście, parowy zegar, Vancouver Harbour, Chinatown).

102) 24.02.2016 - przejazd z Vancouver do Seattle (USA), spacer po mieście (m.in. nadbrzeże, śródmieście, Space Needle, muzeum EMP). Następnie podróż na lotnisko Seattle-Tacoma, skąd do miasteczka Burien. Odebranie samochodu i jazda ku Portland. Dojazd pod Mt. St. Helens 2549m (Góry Kaskadowe, Kordyliery).

103) 25.02.2016 - obserwacja St. Helens od południa - Snow Park Marble Mountain, wysokości 800-1150m, trudne warunki zimowe, pozamykane drogi. Wulkan St. Helens, to Narodowy Pomnik (National Volcanic Monument). Następnie spacer po wulkanicznej jaskini Ape (prawie 4000m korytarzy). Przejazd od północy wulkanu w rejon Randle, próba dojazdu pod wulkan, ale drogi ze względu na zimę pozamykane.

104) 26.02.2016 - przejazd pod wulkan od strony Silver Lake, z postojem koło Mt Helens Visitor Center. Obserwacja wulkany od północy, wysokości do 1150m. Obserwacja wulkanu z różnych miejsc w tym z Mt. St. Helens Science and Learning Center, Coldwater Lake, North Fork Toutle River. W drugiej części dnia podróż m.in. drogą nr 12 przez White Pass 1340m do Yakima. Zakończenie dnia koło Kennewick.

105) 27.02.2016 - 1000km jazdy przez kilka stanów, wysokości do 2300m, czasami w mocno zimowych warunkach. Penetracja Craters of the Moon (Snake River Plain), około 1800-1900m, Pomnik Narodowy (National Monument). Wędrówka po kraterach i polu lawowym. Wieczorem przejazd przez Idaho Falls do West Yellowstone 2040m.

106) 28.02.2016 - Pobyt w West Yellowstone i okolicach, organizowanie transportu po Parku Yellowstone.

107) 29.02.2016 - West Yellowstone i Park Narodowy Yellowstone (najstarszy na świecie, lista UNESCO), obserwacja zwierzyny - bizony, kojoty, jelenie i in., rzeki Madison, Gibbon, Yellowstone, wodospady - Lower i Upper oraz Gibbon. Dolina Hyaden, Great Canyon of Yellowstone. Pole Gejzerów Norris i Gibbon, gejzer  Steamboat. Wysokości do 2530m. Teren aktywnego superwulkanu (kaldery) Yellowstone.

108) 01.03.2016 - Park Narodowy Yellowstone - Upper Geyser Basin z gejzerem Old Faithful i całą serią gejzerów oraz termalnych źródeł. Midway Geyser Basin z Grand Prismatic Spring i Excelsior Geyser. Lower Geyser Basin m.in. ze Spasm Geyser, Fountain Paint Pots oraz Silex Spring. Wysokości 2000-2300m. Rzeka Firehole i wodospad Firehole. Zwierzyna - jelenie, bizony, kojoty, orły, wiewiórki. Wieczorem przejazd z West Yellowstone przez Bozeman i Livingston do Gardiner (North Entrance do Parku Yellowstone, 1620m). Dojazd do Mammoth Hot Springs ok. 1900m.

109) 02.03.2016 - Park Narodowy Yellowstone - wędrówka po trawertynowych tarasach na polu geotermalnym Mammoth Hot Springs. Termalne źródła, ekshalacje wulkaniczne, wysokości do 2050m. Następnie jazda przez góry ku Coke City, obserwacja zwierząt - jelenie, bizony, dzikie owce i kojot. Fort Yellowstone w Mammoth Hot Springs (Narodowy Pomnik Historyczny USA). Podróż do nocy przez Gardiner, Livingston, Bozeman, Butte.

110) 03.03.2016 - dalsza podróż ku Burien koło Seattle (1000km) z licznymi postojami na trasie. Między innymi jezioro Coeur d'Alene, płaskowyż Kolumbia, zalew Wanapum na rzece Kolumbia. Pola lawowe i spetryfikowany las Gingko koło miejscowości Vantage. Wieczorem dojazd przez Seattle do Burien.

111) 04.03.2016 - krótki pobyt nad Pacyfikiem (zatoka Puget) w Burien i oddanie wypożyczonego samochodu. Przejazd na lotnisko Tacoma-Seattle, skąd przelot na lotnisko Minneapolis-Saint Paul. Początek lotu do Amsterdamu.

112) 05.03.2016 - lądowanie na lotnisku Schiphol w Amsterdamie, następnie na warszawskim "Okęciu", przejazd do Katowic i Bytomia. Koniec wyprawy.

  • Poniżej galeria dotąd niepublikowanych zdjęć z wyprawy:
  • 1-15) Chile w tym, Wyspa Wielkanocna.
  • 16-25) Argentyna, w tym Aconcagua.
  • 26-28) Masyw wulkanu Ojos del Salado.
  • 29-31) Masyw wulkanu Llullaillaco.
  • 32-35) Masyw i okolice wulkanu Pissis.
  • 36-60) Puna de Atakama w Chile i w Argentynie.
  • 61-63) Peru.
  • 64-70) Ekwador, w tym Park Narodowy Sangay.
  • 71-74) Kolumbia, w tym Bogota.
  • 75-77) Mexico City, w tym obraz Matki Boskiej z Guadalupe.
  • 78) Ciudad Guzman, Meksyk.
  • 79-84) Wulkany: Colima, Paricutin, Popocatepelt, Orizaba, Meksyk.
  • 85-88) Piramidy w Teotihuacan, Meksyk.
  • 89) Vancouver, Kanada.
  • 90) Seattle, USA.
  • 91) Masyw Mt. St. Helens, USA.
  • 92) Pola lawowe Craters of the Moon, USA.
  • 93-99) Park Narodowy Yellowstone.
  • 100) MAPA WYPRAWY.
Opublikowano w Blog
W 2015 roku PROJEKT 100 WULKANÓW wzbogacił się o 7 wulkanów, zdobytych w Grecji, na Islandii i w Chile(w tym na Wyspie Wielkanocnej). W roku 2016 do końca marca przybyło 8 wulkanów, wliczając ponowne wejście na Ojos del Salado, tym razem od strony argentyńskiej (oczywiście w tabeli projektu Ojos zajmuje tylko jedną pozycję). Miało to miejsce w krajach: Chile, Argentyna, Meksyk, USA.

Po wyprawie 2015/2016 do obu Ameryk - do głównej tabeli projektu trafiło 10 wulkanów i przedstawia się ona następująco: 49 wulkanów, w tym 32 aktywne. Tabela pomocnicza wzbogaciła się o 23 pozycje i łącznie jest ich: 91 (w tym 15 mniej istotnych wulkanów).

Osiągnięcia wulkaniczne wyprawy 2015/2016 - na najwyższe wulkany obu Ameryk, przedstawione zostały poniżej. Wyprawa trwała 112 dni, pokonałem ok. 60.200km.

Zdobyte wulkany na wyprawie 2015/2016 (od najwyższych):

1) 6896m - uśpiony wulkan Ojos del Salado - najwyższy wulkan świata, druga góra Andów, najwyższy szczyt Chile, 1 x wierzchołek chilijski (29.12.2015), 2 x wierzchołek argentyński (01.01 i 03.01 2016), z noclegiem na 6820m,

            - ustalenie że Ojos nie jest wulkanem aktywnym (dotarcie na pole geotermalne na wys. 6460-6500m),

            - dotarcie do 6 najwyżej położonych jezior na świecie w masywie Ojosa (6350-6510m, w tym trzech wyższych niż dotychczasowe uznane za najwyższe).

2) 6800m - wygasły wulkan Pissis - drugi co do wysokości wulkan świata, trzecia góra Andów, zdobyte 3 wierzchołki: Pissis 1 6800m (18.01.2016, zejście w śnieżycy), wejście w śnieżycy na: Upame 6799m (Pissis 2) i Ejercito Argentino (Pissis 3) 6795m i 6792m (19.01.2016), Argentyna.

3) 6755m - aktywny wulkan Llullaillaco - najwyższy aktywny wulkan świata, czwarty co do wysokości, wg różnych wersji 5-7 góra Andów(prawdopodobnie 6-ta) + wierzchołek 6580m, 09.01.2016, Chile/Argentyna.

**przy okazji eksplorowane były największe lodowce Puna de Atacama i tej części Andów - na Ojosie del Salado, Pissis i Llulaillaco.

4) 5629m - uśpiony wulkan Pico de Orizaba 11.02.2016 (przez lodowiec Jamapa) - najwyższy wulkan i trzecia góra Ameryki Północnej, najwyższa góra Meksyku.

5) 5424m - bardzo aktywny wulkan Popocatepetl 08.02.2016 - w fazie trwania erupcji, jeden z najaktywniejszych i drugi co do wysokości w Ameryce Północnej, piąta góra kontynentu, Meksyk.

6) 5420m - najwyższy osiągnięty punkt w tym rejonie - wygasła Caldera del Inca Pillo (Corona del Inca) 24.01.2016 - potężna kaldera wulkaniczna z położonym najwyżej na świecie jeziorem kalderowym (lustro wody ok. 5200m), Argentyna.

7) 4621m - wygasły wulkan Sierra Negra, 12.02.2016,  Meksyk.

8) 2847m - bardzo aktywny wulkan Villarrica 24.11.2015 - jeden z najaktywniejszych w Ameryce Południowej, w trudnych warunkach zimowych, Chile.

9) 2800m - aktywny wulkan Paricutin 17.02.2016, Meksyk.

10) ok. 2600m - wygasły krater z jeziorem kraterowym Aljojuca 12.02.2016, Meksyk.

11) ok. 2600m - wygasły krater z jeziorem kraterowym San Miguel Tecuitlapa 12.02.2016, Meksyk.

12) 2530m - najwyższy osiągnięty punkt w tym rejonie - aktywny superwulkan Yellowstone, liczne pola geotermalne i pola gejzerów w rejonie kaldery, 28.02-02.03 2016, USA.

13) ok. 1910m - najwyższy osiągnięty punkt w tym rejonie - uśpione Craters of the Moon 27.02.2016, USA.

14) 510m - wygasły wulkan Terevaka  29.11.2015 - Wyspa Wielkanocna, Chile.

15) 365m - wygasły wulkan Poike 01.12.2015 - Wyspa Wielkanocna, Chile.

16) 324m -  wygasły wulkan Rano Kau 28.11 i 03.12 2015 - Wyspa Wielkanocna, Chile.

17) ok. 280m -  wygasły wulkan Tuutapu 29.11.2015 - Wyspa Wielkanocna, Chile.

18) ok. 150m - wygasły krater Ranu Raraku 01.12.2015 - Wyspa Wielkanocna, Chile.

● Po wyprawie, do głównej tabeli PROJEKTU 100 WULKANÓW trafiło 10 (dziesięć) nowych wulkanów (chronologicznie: Villarrica, Terevaka, Ojos del Salado, Llullaillaco, Pissis, Popocatepetl, Pico de Orizaba, Paricutin, Craters of the Moon, Yellowstone), a pozostałe, mniej istotne wulkany, do tabeli pomocniczej. W tej dziesiątce jest pięć wulkanów aktywnych.

● Najwyższym szczytem wyprawy była Aconcagua 6962 zdobyta 18.12.2015 w warunkach zimowych (najwyższa góra w Ameryce Południowej), która wulkanem nie jest (chociaż kiedyś tak sądzono), ale posiada sporo skał wulkanicznych oraz siarki w swoim masywie.

Inne najważniejsze miejsca wulkaniczne osiągnięte na wyprawie 2015/2016 (chronologicznie):

1) masyw wulkanu Villarrica - jaskinia wulkaniczna i pole lawowe od strony Pucon, poniżej i ponad 1000m n.p.m., 23.11.2015, Chile.

2) Wyspa Wielkanocna - lawowe klify, pomniejsze kratery, skały, pola, jaskinie (np. Ana Te Pahu, Ana Kai Tangata), wulkaniczne posągi moai, do ponad 300m n.p.m. 27.11-03.12 2015, Chile.

3) masyw wulkanu Ojos del Salado - skały wulkaniczne, pola lawowe, ślady minionej aktywności wulkanicznej - do blisko 6900m n.p.m., 27.12.2015-04.01.2016, Chile, Argentyna.

4) masyw wulkanu Ojos del Salado - liczne niecki i kratery (do 6800m n.p.m.), w tym z najwyżej położonymi jeziorami świata (6350-6510m), 01-03.01.2016, Argentyna, Chile.

5) masyw wulkanu Ojos del Salado - najwyżej położone na świecie pole geotermalne na wysokości ok. 6460-6500m, 03.01.2016, Chile.

6) masyw wulkanu Llullaillaco - pola lawowe do 6700m i jeden z bocznych wierzchołków 6580m, 07-11.01.2016, Chile.

7) El Volcancito - mineralny stożek ze źródłem na wulkanicznej Puna de Atacama, ok. 4200 m, 23.01.2016, Argentyna.

8) Puna de Atacama - wulkaniczny wysokogórski płaskowyż, kratery, formacje skalne, lawy, jeziora w wulkanicznych zagłębieniach, do ponad 5000m n.p.m., 27.12.2015-24.01.2016, Chile, Argentyna.

9) obserwacja aktywnego wulkanu Sangay ok. 5230m n.p.m. z góry o wysokości 4336m niedaleko wioski Alao, 31.01.2016, Ekwador + pobyt oraz przejazd koło licznych wulkanów z Chimborazo 6268m n.p.m. na czele, 01-03.02.2016, Ekwador.

10) obserwacja bardzo aktywnego wulkanu Colima ok. 3800m (i przy okazji wygasłego Nevado de Colima 4260m) z Ciudad Guzman i La Yerbabuena, ok. 1300-1800m n.p.m., 14-16.02.2016, Meksyk.

11) okolice aktywnego wulkanu Paricutin 2800m - pola lawowe, popioły, spalone wioski, w tym kościół San Juan Parangaricutiro, ok. 2300-2600 m n.p.m. 17.02.2016, Meksyk.

12) obserwacja aktywnego wulkanu St. Helens 2549m, od południa i północy, 800-1150m n.p.m., 25-26.02.2016, USA.

13) masyw Mt. St. Helens - jaskinia wulkaniczna Ape (ok. 4000m długości) - najdłuższa w kontynentalnej Ameryce i trzecia w Ameryce Północnej, trochę ponad 500m n.p.m., 25.02.2016, USA.

14) okolice kaldery (superwulkanu) Yellowstone do 2805m n.p.m. - pole geotermalne Mammoth, ok. 1900-2050m, już poza kalderą, 02.03.2016, USA.

15) spetryfikowany las w polu lawowym - Gingko, ok. 200-300 m, 03.03.2016, USA.

● Po wyprawie, do pomocniczej tabeli PROJEKTU 100 WULKANÓW trafiły 23 (dwadzieścia trzy) pozycje, w tym 8 mniej istotnych wulkanów.

● Link do tabel PROJEKTU 100 WULKANÓW z przed wyprawy 2015/2016 znajduje się: TUTAJ.

 

  • Na zdjęciach:
  • 1-15) Ojos del Salado, Argentyna i Chile
  • 16-23) Pissis, Argentyna
  • 24-30) Llullaillaco, Chile/Argentyna
  • 31-35) Pico de Orizaba, Meksyk
  • 36-39) Popocatepetl, Meksyk
  • 40) Caldera Inca Pillo, Argentyna
  • 41-43) Sierra Negra, Meksyk
  • 44-46) Villarrica, Chile
  • 47-48) Paricutin, Meksyk
  • 49) Aljojuca, Meksyk
  • 50) San Miguel Tecuitlapa, Meksyk
  • 51) Yellowstone, Old Faithful, USA
  • 52) Craters of the Moon, USA
  • 53-62) wulkany Wyspy Wielkanocnej - Terevaka, Poike, Rano Kau, Tuutapu, Ranu Raraku, Chile
  • 63-64) Villarrica - lawa, jaskinia, Chile
  • 65-67) Wyspa Wielkanocna - lawy, jaskinia, Chile
  • 68-70) Ojos del Salado - lawy, kratery, solfatara, Chile i Argentyna
  • 71-72) Llullaillaco - lawa i materiał piroklastyczny, Chile
  • 73) El Volcancito, Argentyna
  • 74) Puna de Atacama, Argentyna
  • 75) Sangay, Ekwador
  • 76) Colima, Meksyk
  • 77) Paricutin - lawa, Meksyk
  • 78) Mt. St. Helens, USA
  • 79) jaskinia Ape, masyw St. Helens, USA
  • 80) Mammoth Hot Springs, Yellowstone, USA
  • 81) Gingko - spetryfikowany las, USA
  • 82-98) na wyprawie z braku czasu i bardzo słabego internetu, nie mogłem zamieścić wielu zdjęć z Aconaguy, dlatego teraz mała porcja, pokazująca że najwyższa góra Andów chociaż nie jest wulkanem, to ma z nimi sporo wspólnego.
Opublikowano w Blog
Strona 1 z 6

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.