portal gorski 225x150 box

slaskie box

spokey.jpg 225PX

LOGO

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed
Grzegorz Gawlik

Grzegorz Gawlik

Grill, węgiel drzewny i rozpałkę kupiłem w Katanii u stóp Etny. Chleb również. Kiełbasę przywiozłem z Polski, bo najlepsza. Tak samo musztardę. Od południowej strony Etny wzdłuż rozpadliny Del Bove, przechodząc obok Krateru Centralnego, przedostałem się na północny stok, rozbijając na kilka dni obóz na wysokości 3190m. Dziesięć minut spacerkiem od wspomnianego krateru oraz od Krateru Północno-Wschodniego.

Oprócz aktualizacji pomiarów i badań, podczas tego spontanicznego wyjazdu, postanowiłem spełnić swoje marzenie. Zrobić sobie grilla na skraju krateru dymiącej Etny. Może komuś wydaje się to dziwne, mnie - ani trochę. Oprócz sprzętu, zapasu wody i jedzenia, wniosłem pudło z grillem i worek z węglem drzewnym.

Pomysł i marzenie zarazem, zrodziło się w mojej głowie w 2009 roku, podczas pierwszego pobytu tutaj. Powiedziałem sobie, że następnym razem będę podziwiał groźną Etnę i piknikował, smażąc kiełbaski. Nie sądziłem wtedy, że owe plany będą czekały prawie osiem lat na realizację. Liczne inne wyjazdy stały ciągle na przeszkodzie. Aż do teraz.

Za miejsce pikniku wybrałem największy Krater Centralny (część zwaną Voragine). Ze względu na wiatr, musiałem zejść trochę do środka. Skwar, gazy, ale jakie widoki. Efektowny ogromny krater, z jeziorkiem płynnej lawy, oddalonym o pięć minut marszu. A po lewej stronie najwyższy punkt Etny na skraju Krateru Północno-Wschodniego. Spokojnie rozpaliłem grill, upiekłem kiełbaski. Zjadłem z chlebem, musztardą, popiłem colą, ruszając na dalszą część badań wulkanicznych. Grill zniosłem i wyrzuciłem dopiero na dole, w mieście Randazzo.

Kolejnego dnia postanowiłem spróbować upiec kiełbaski w oparciu o fumarole - rodzaj gorących wyziewów wulkanicznych. Znowu wybrałem Krater Centralny, z amfiteatralnym widokiem (tym razem część Bocca Nuova). Kiełbasę udało się zagrzać, ale mocno przesiąkła siarką.

To był najwspanialszy grill w moim życiu. Tylko ja i Etna. Oto zdjęcia. 

Ale wcześniej dwa filmy z grillowania: ETNA GRILL 1 i ETNA GRILL 2.

WELLNESS w Himalajach

Niedawno powróciłem z sześciotygodniowego pobytu w Nepalu, gdzie z dwoma grupami przeszliśmy fajne trekkingi. Wokół Manaslu i do bazy pod Annapurną, z wejściem na punkt widokowy Poon Hill. Wielokrotnie przekraczaliśmy wysokości 4-5 tysięcy m n.p.m. W wyjeździe towarzyszyły mi produkty Wellness by Oriflame. Zdrowe, naturalne, w sposób przemyślany pod względem składu przygotowane.

Cieszy, że coraz więcej ludzi chce spędzać aktywnie czas, myśli o zdrowym stylu życia i wie, że warto na to wydać pieniądze, bo się opłaca. Coraz częściej aktywnie żyją ludzie, którzy niedawno byli tak zaniedbani, iż krótki spacer sprawiał problem. A przecież w każdym wieku można przy umiarkowanym wysiłku zmienić diametralnie samego siebie na lepsze. Wystarczy zrewidować trochę nawyków żywieniowych, dołączyć jakąkolwiek aktywność fizyczną, a będą efekty. Pod warunkiem konsekwencji w działaniu.

A w tym wszystkim mogą pomóc produkty zdrowej żywności wymyślone i przebadane przez naukowców-lekarzy w Szwecji. Słusznie doszli do wniosku, że  niesprawiedliwe jest, aby tylko ich pacjenci mogli uzupełniać swoją dietę o nie. Poszukali zatem firmy, szwedzkiej rzecz jasna, która mogłaby zająć się dystrybucją. Padło na globalną markę, jaką jest Oriflame. I tak obok szeroko rozumianych kosmetyków, dołączyła seria wellness: Wellness by Oriflame. Stopniowo rozwijana, ale jak to Szwedzi, działają powoli. Liczy się jakość a nie ilość. A że moda na zdrową żywność i dbanie o siebie dotarła także do Polski, wysokiej klasy produkty cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Do zdrowego stylu życia Szwedów nam jeszcze daleko, ale postęp jest. Coraz więcej osób zamiast kupić 6 pączków za 5 złotych, woli kupić zdrowego, niskokalorycznego i wartościowego odżywczo batona. Niektórzy też się już nauczyli czytać opakowania i pilnować jakości tego co wrzucają do swojego organizmu. Różne piękne napisy o zdrowiu na opakowaniu potrafią mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. Wspaniałe reklamy suplementów diety, że za 19,99zł masz sto cudownych tabletek zdrowia, również można włożyć między bajki. Jakość musi kosztować. W jednym produkcie kwasy tłuszczowe omega3 mogą być zupełnie bezwartościowe, podłej jakości składniki. W innym, odwrotnie, będą należycie spełniały swoją rolę. Warto być dociekliwym, czytać opakowania, sprawdzać. I zawsze pamiętać, że sama zdrowa żywność czy suplementy diety do bycia zdrowym nie wystarczą.

To jest tak jak z samochodem. Wszyscy wiemy, że by dobrze i bezawaryjnie nam służył, trzeba wlewać do silnika wysokiej jakości olej i regularnie go wymieniać. Wszyscy też wiemy, że Volvo musi dużo kosztować, bo to wysokiej klasy i bardzo bezpieczne samochody. Niestety w Polsce, lepiej dbamy o swoje samochody niż o siebie. Wolimy wlać najlepszy i najdroższy olej silnikowy, a do własnego żołądka wpakować jakieś śmieci. Dzięki temu silnik samochodowy będzie długo sprawny bez remontu, a nasz organizm będzie wymagał ingerencji lekarzy, często chirurgów. Tylko samochód dużo łatwiej naprawić, niż awarię w skomplikowanym systemie organów wewnętrznych człowieka.

Na zdjęciach trochę ujęć z Nepalu.

Z zabytkową Elektrociepłownią Szombierki w Bytomiu, jest jak z obrazem "Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci. Tak jak w ostatnich latach prawie niemożliwe było zobaczyć ten obraz w rodzinnym Krakowie (mnie się udało w Londynie), tak prawie niemożliwe było zwiedzenie elektrociepłowni. Poprzedni właściciel nie pozwalał, uzasadniając to względami bezpieczeństwa. Nowy, zlitował się nad miłośnikami obiektów przemysłowych i na Industriadę 2017 udostępnił fragmenty (święto promujące Szlak Zabytków Techniki Województwa Śląskiego). 700 biletów rozeszło się w jeden dzień. Mnóstwo osób nieświadomych tego faktu bezskutecznie czekało na możliwość wejścia do środka. To pokazuje potencjał obiektu, także możliwość zarabiania na biletach już teraz, mimo złego stanu. Przyda sie każdy grosz.

Kompleks budynków zaprojektowali znani architekci Georg i Emil Zillmannowie, a lampy Peter Berens ("zabijają" się o nie kolekcjonerzy).

Pierwszy rozruch elektrowni nastąpił w 1920 roku. W 1944 roku jej moc wynosiła 92MW (4 turbozespoły, 23 kotły). W latach 70-tych przekształcono ją w elektrociepłownię (moc do 158MW). W 1998 roku zakończyła wytwarzać energię elektryczną. Później okazjonalnie odbywały się tam imprezy kulturalne (np. przedstawienia teatralne) i sportowe (np. gale boksu). A to dzięki ogromnej hali, w której kiedyś znajdowały się maszyny. Do niedawna pełniła także rolę źródła rezerwowo-szczytowego systemu ciepłowniczego Bytomia, gdyż działały tutaj 2 kotły energetyczne, 1 kocioł ciepłowniczy i 1 turbozespół. Na przełomie 2016 i 2017 roku producent energii i ciepła firma Fortum, sprzedała obiekt prywatnej spółce Rezonator, wygaszając ostatecznie dotychczasową działalność. Ceny nie podano, nie była to złotówka, ale raczej symboliczna. Samo utrzymanie obiektu jest kosztowne, nie mówiąc o remontach. Rezonator ma ambitne plany, mówi się o studiu nagrań, parku muzycznym, centrum rozrywki, teatrze 3D.  Nie mówi się, skąd na to weźmie pieniądze. Oby nie były wirtualne i obiekt przetrwał.

Gdyby w Bytomiu doszła do skutku połowa wielkich inwestycji zapowiadanych przez władze miasta w ostatnim dwudziestoleciu, miasto byłoby drugą Warszawą. Do skutku nie doszła żadna z nich. Stąd Bytomianie słusznie podchodzą do tematu. Póki nie zobaczą, nie uwierzą.

Jeszcze kilka ciekawostek dotyczących elektrociepłowni. W 1925 roku na wieży elektrowni zamontowano czterostronny zegar marki Siemens und Halske, sprzężony z 54-ma zegarami działającymi w zakładzie. Którymi sterował jeden elektryczny zegar-matka. Nie tylko Siemens dostarczał maszyny, także czeska, a wtedy czechosłowacka Skoda. Elektrociepłownia posiada 3 kominy o wysokości 120 metrów każdy. W szczytowym okresie zatrudniała ponad 900 osób. Inwestorem była niemiecka spółka należąca do Joanny Gryzik, głównej spadkobierczyni majątku po Karolu Goduli.

Bytom to ma pecha... do ludzi zarządzających miastem. Najstarsze miasto Aglomeracji Górnośląskiej i Zagłębiowskiej, starsze od Krakowa. W czasach średniowiecznych jedyne liczące się w tej części Śląska, przespało kilkaset kolejnych lat. Chwilę chwały przeżywało jeszcze za czasów niemieckich na początku XX wieku, a później zaczęło zjeżdżać pochylnią w dół. Jeszcze trochę i będzie mieszkało tutaj o połowę mniej osób, w stosunku do maksymalnej liczby, która wynosiła ok. 240 tysięcy. Od przemian ustrojowych 1989-1990, Bytom doświadcza niekończącej się serii porażek i upadków. Aby miasto stanęło na nogi, potrzeba miliardów złotych i geniusza biznesowego pokroju Warena Buffetta.

Gdyby patrzeć na historię, to aż dziw bierze, że Bytom nie jest miastem wojewódzkim. Że głównymi akademickimi miastami są Katowice, Gliwice, Sosnowiec i Zabrze(słynna kardiochirurgia), a Bytom to niemal akademicka pustynia.

Bytom nie zgodził się na kolej wiedeńsko-warszawską, płacąc za to wysoką cenę. Na chwilę zagłuszoną przynależnością do Niemiec. Kiedy powstał tutaj jeden z najnowocześniejszych oraz najefektowniejszych dworców kolejowych w Europie, na którym zatrzymywało się mnóstwo pociągów. Dzisiaj jest dworcem-widmo. Aż trudno uwierzyć, że w latach 30-tych XX wieku, jeździł z Bytomia Do Berlina, dwa razy na dobę, pociąg o nazwie Latający Ślązak, który 510km pokonywał w 4 godziny 30 minut, na wielu odcinkach poruszając się z prędkością 160 kilometrów na godzinę.

Gospodarcza pustynia. W Bytomiu zamknięto mnóstwo kopalń, hut, wielkich zakładów przemysłowych. Nie potrafiono przyciągnąć nowych dużych inwestorów, w przeciwieństwie do wielu innych miast aglomeracji, z Gliwicami i Tychami na czele. 

Z miasta uciekły nawet Zakłady Odzieżowe "Bytom", bo nikt o nie powalczył. Została tylko nazwa, zbyt mocno znana, by ją zmienić. Choć obserwując jak wpierw zlikwidowano produkcję, a potem przeniesiono siedzibę, byłoby to na rękę właścicielom, gdyby tylko było możliwe. Bytom  bowiem, powszechnie źle się kojarzy. We wszystkich rankingach na temat sytuacji miast zawsze jest na końcu stawki, chociaż okoliczne miasta potrafią być w czołówce. Lecz nawet w obecnym stanie nie zasługuje na tak złą opinię. Ciągle pośród licznych zabytków, czuć tutaj wielkomiejską potęgę minionych lat.

Bytom przespał także moment, by stać się miastem turystycznym. By posiadać na swoim terenie atrakcję rozpoznawalną w Polsce. Ikonę, do której ciągną turyści nie tylko krajowi. A patrząc na potęgę przemysłową miasta, aż trudno uwierzyć, że nikt nie potrafił tego wykorzystać. Sąsiedzi potrafili. Tarnowskie Góry mają turystyczne sztolnie związane z wydobyciem rud srebra. Zabrze, sztolnie związane z górnictwem węglowym oraz muzeum. Gliwice słynną radiostację, Tychy znany browar, a Katowice osiedle robotnicze Nikiszowiec. Praktycznie w każdym mieście Górnego Śląska i Zagłębia są zagospodarowane zabytki górnicze, hutnicze, przemysłowe, z zachowanymi maszynami, udostępnione do zwiedzania. W Bytomiu - nie ma.

I nie widać kandydatów, które mogłyby w przyszłości dorównać największym przemysłowym atrakcjom, już istniejącym. Najpoważniejsze ku temu szanse ma Elektrociepłownia Szombierki, ale... W Bytomiu zawsze jakieś jest. Ogromny, charakterystyczny obiekt, jest w tak fatalnym stanie, że tylko patrzeć kiedy jego fragmenty zaczną się walić. Mnóstwo bezcennych urządzeń rozkradziono, wywieziono, sprzedano. Kilka budżetów Bytomia potrzeba, by ten obiekt powrócił do czasów świetności, na ile to możliwe. Co w warunkach miasta wiecznie pogrążonego w kryzysie jest fantasmagorią. Z innych atrakcji, które mogłyby wyrosnąć ponad miejską rozpoznawalność, wymieniłbym trzy. Ich skala nie jest wielka, ale są to obiekty charakterystyczne. Zabytkowy pokopalniany szyb Krystyna - stojąca ruina. Wąskotorówka z parowozownią - w marnym stanie, tylko dzięki grupce pasjonatów w ogóle jeszcze istnieje. Bytomski dolomitowy "kanion" z labiryntem starych sztolni po wydobyciu rud srebra na pograniczu z Tarnowskimi Górami. Niestety teren jest bardzo zaniedbany, niezagospodarowany, a sztolnie niedostępne dla zwiedzających.

A swoją drogą, dziwię się czemu władze miast Górnego Śląska i Zagłębia nie starają się wspólnie o wpisanie najcenniejszych obiektów związanych z przemysłem na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO? Jedynie Tarnowskie Góry podjęły próby odnośnie swoich kopalń srebra. Skoro mogą być na liście porozrzucane w różnych miejscach obiekty jak Drewniane kościoły południowej Małopolski czy stosunkowo młoda Hala Stulecia we Wrocławiu. To na terenach przemysłowych województwa śląskiego też znajdziemy wybitnie cenne okazy.

Na zdjęciach Elektrociepłownia Szombierki.

Jeden tydzień, 5 miast, w kolejności: Kraków, Wrocław, Giżycko, Warszawa Toruń. Mnóstwo fantastycznych ludzi, pozytywnej energii. Jedni żyją wellness, inni są w trakcie metamorfozy, jeszcze inni zaczynają swoją drogę o zdrowie i wygląd. Nie szukają wymówek, tylko biorą życie w swoje ręce. W każdym wieku można przy umiarkowanym wysiłku zmienić diametralnie samego siebie na lepsze. Wystarczy zrewidować trochę nawyków żywieniowych, dołączyć jakąkolwiek aktywność fizyczną, a będą efekty. Pod warunkiem konsekwencji w działaniu.

Oriflame pierwszy raz zorganizował w Polsce, w osobie Tomka Kalinowskiego (Wellness Manager), konferencje poświęcone tylko produktom Wellness. Które notabene idą w parze z kosmetykami Oriflame. W obu przypadkach chodzi o to samo - by być zadbanym, zdrowym, dobrze wyglądać i dobrze się czuć samym ze sobą.

Kilkusetosobowe sale konferencyjne w Krakowie, Wrocławiu, Warszawie i Toruniu zgromadziły komplety. Było dynamicznie, ciekawie. Zdrowo. Takie też przekąski, owoce, warzywa, zdrowe produkty serii Wellness by Oriflame (koktajle, batony, zupy). Tomek włożył mnóstwo pracy, ale otrzymał zasłużone gratulacje. Konferencje zakończyły się sukcesem. A zasiadający na widowni często pokonywali setki kilometrów, by wziąć udział. Była to wymagająca publiczność.

Wystąpienia miały dwojaki charakter. Stali goście w osobach: Eli Lange (Psychodietetyk), Tomka Kozłowskiego (Skoczek spadochronowy, który skoczył ze stratosfery, psycholog, ratownik GOPR) Łukasza Kolasińskiego (Trener personalny) i Grzegorza Gawlika (Podróżnik i organizator wypraw, który realizuje m.in. Projekt 100 Wulkanów). Oraz opowieści, prezentowane na każdej konferencji przez inne osoby, jak w praktyce wygląda życie w stylu wellness. W jaki sposób funkcjonować, by być zdrowym łącząc to z licznymi codziennymi obowiązkami. Co i jak jeść, jak suplementować mądrze dietę, jaką aktywność fizyczną uprawiać. Jak siebie przekonać, że trzeba wygospodarować czas na zdrowe życie, odżywianie i że to jest naprawdę najważniejsze. O ile zależy nam na dobrym i długim życiu. Niektóre metamorfozy przed-po Wellness były niesamowite. Zdjęcia nie kłamią, a osoby na nich były nie do poznania. Wysiłek się opłacił. Nie zabrakło również tematów marketingowo-sprzedażowych, pokazujących jaką furorę zaczynają robić produkty Wellness by Oriflame.

Podczas wspomnianego tygodnia odwiedziłem też Mazury, dokładnie Giżycko, gdzie odbywało się Seminarium Szkoleniowe Oriflame. Poświęcone życiu w tylu wellness. Udałem się tam z innymi miłośnikami gór, podróży i zdrowego stylu życia - Ewą Janiec i Andrzejem Kaczmarkiem, a gospodarzem była Lena Skrodzka. Po szkoleniu, nie zabrakło wycieczki statkiem po jeziorze Kisajno a wieczorem zabawy tanecznej. A jak wiadomo, taniec to fantastyczna gimnastyka.

No i moje męskie oko nie przegapiło faktu obecności tylu wspaniałych kobiet. Na wszystkich konferencjach i seminariach. Z którymi mam kilkaset zdjęć. Skłamałbym, gdybym zaprzeczył, że nie sprawiło mi to radości :). Dzięki Dziewczyny!

Na zdjęciach niewielka próbka tego co działo się w Krakowie, Wrocławiu, Giżycku, Warszawie i w Toruniu.

Strona 1 z 112

nationalgeographic box

red bull 225x150

TOKFM box

iexpert 225X150px

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.