logo2skalow

SCARPA3

Grivel-MB nero su giallo

julboskal

opis opis opis

becek logo cmyk box

interia360box

Podziel się

FacebookMySpaceTwitterGoogle BookmarksLinkedinRSS Feed

NAJAKTUALNIEJSZA I OSTATECZNA WERSJA HARMONOGRAMU:

II edycja festiwalu podróżniczego Okno na Świat

2-4 kwiecień 2014

WSTĘP WOLNY!!!

Bytomskie Centrum Kultury

Plac Karin Stanek 1, 41 - 902 Bytom

W czasie imprezy zbieramy na wyjazd wakacyjny osób niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie – Burych Misiów

Środa 2 kwietnia

16:00 – 16:15 Oficjalne rozpoczęcie II edycji Festiwalu Podróżniczego „Okno na Świat”

16:15 – 17:45 Małgorzata Łozicka „Izrael i Palestyna”

18:00 – 19:00 Katarzyna Piechowicz „Ghana”

19:15 – 21:30 Mieczysław Bieniek HAJER „Hajer jedzie do Dalajlamy”, projekcja filmu  „W drodze”

Czwartek 3 kwietnia

16:00 – 16:10 Rozpoczęcie II-go dnia imprezy

16:10 – 17:20 Agnieszka TenerowiczWaga i Łukasz Waga „Jedwabna karawana i uciekające morze, czyli krótka opowieść o Uzbekistanie i Kirgistanie”

17:30 – 18:20 Krzysztof Mrozowski „Rio Colca”

18:30 – 19:20 Ania i Marcin Nowakowie z GdzieWyjechać.pl „Warsztaty podróżnicze – jak  tanio latać. Triki w podróży”

19:30 – 21:30 Grzegorz Gawlik „Mężczyzna na krańcu świata – Azja i Australia”

Piątek 4 kwietnia

16:00 – 16:10 Rozpoczęcie III-go dnia imprezy

16:10 – 17:30 Lady in Red, czyli Elżbieta Białosowska i Paweł Brodziak - „Wszystko zaczyna się od marzeń. Autostopem na Saharę.”

17:45 – 19:15 Niniwa Team „Wyprawa 2013. Polska – Syberia”

19:30 – 21:30 Oktawia Kromer "Rzucając monetą - autostopem po Chinach i inne azjatyckie historie"

W trakcie 3-dniowej imprezy podróżniczej wystąpią także: Studenckie Koło Naukowe Sojuz, Klaudia Rżysko i beatboxer Domix, Katarzyna Szołtysik, Niyaf Bellydance oraz zespół taneczny Saathi Dance.

Podczas festiwalu w galerii Baszta można będzie obejrzeć wystawę fotografii podróżniczej Grzegorza Gawlika pt.” Podróże z i pod prąd”. 

Więcej informacji: TUTAJ TUTAJ.

Poniżej artykuł o Festiwalu w bytomskim miesięczniku kulturalnym RYNEK 7 oraz loga podmiotów współpracujących z Festiwalem:

Opublikowano w Blog

Argentyna/Brazylia / Argentina/Brazil – wodospady Iguazu na rzece Iguazu, ok. 2,7km szerokości, około 275 kaskad, wysokość do 82m / Iguazu Falls (Iguazu River), width 2,7km, longest drop 82m, 275 drops.

Opublikowano w Filmy
W 2010 roku odbyłem 4-miesięczną wyprawę po Ameryce Południowej, odwiedziłem też dwukrotnie Meksyk i Londyn. Podróżowałem od terenów około polarnych do równika. Dużo się działo, odwiedziłem mnóstwo niesamowitych miejsc. Pokonałem 73 tysiące kilometrów. Z wyprawy prowadziłem bloga. Wtedy jeszcze na zewnętrznych platformach. Jest on cały czas dostępny tutaj:

Ameryka Południowa i Meksyk 2010 cz. 2 (Grzegorz Gawlik)

Blogspot.com – poruszanie się pomiędzy postami za pomocą znajdujących się na dole strony: Nowszy post / Starszy post.

Ameryka Południowa i Meksyk 2010 cz. 1 (Grzegorz Gawlik)

Blog.Onet.pl – po kliknięciu w dany wpis, na dole strony przejście do wcześniejszego lub późniejszego odbywa się za pomocą Wstecz / Dalej.

Poniżej spis treści: BLOG Ameryka Południowa i Meksyk 2010, dane statystyczne i przebieg dzień po dniu w skrócie.

 SPIS TREŚCI

- Posty do numeru 68 są w pierwszej części bloga na blog.onet.pl
- Posty od numeru 69 są w drugiej części bloga na blogspot.com (blogger.com)
- Łączna suma postów: 144
- Czas trwania wyprawy: 117 dni (02.03.-26.06.2010)

Objaśnienia:
PAŹDZIERNIK – miesiąc oznacza datę zamieszczenia posta na blogu (zamieszczanie miało tylko miejsce w 2010r.)
54 – numer postu
F – od FOTO, oznacza że w poście zostały zamieszczone zdjęcia, np. 89F
(biedna-bogata) – taki nawias oznacza, że post obejmuje galerię zdjęć z opisami, na których przykładowo wskazano biedne i zacofane elementy w danym kraju oraz bogate i nowoczesne.
*niektóre posty dotyczą kilku krajów (w mniejszym lub większym stopniu)

♦♦ARGENTYNA
●Marzec
Post nr: 4, 5, 6, 8, 9, 10, 11, 12F, 13F, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20F, 21F, 22, 23, 24
●Kwiecień
Post: 27F, 28F
●Czerwiec
Post: 77, 78, 79F, 80F
●Lipiec
Post: 97F, 98F, 99F, 102F
●Sierpień
Post: 115F(biedna-bogata)
●Październik
Post: 133F, 134F

♦♦CHILE
●Marzec
Post: 6, 7, 8, 12F, 23, 24, 25
●Kwiecień
Post: 26, 28F, 29, 30F, 31, 32, 33, 34, 35, 36F, 37, 38F, 39F, 40, 42F, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49
●Maj
Post: 50F, 51F, 57F
●Lipiec
Post: 97F, 98F, 102F
●Sierpień
Post: 103F, 104F, 106F, 107F, 108F, 109F, 116F(biedne-bogate)

♦♦BOLIWIA
●Kwiecień
Post: 49
●Maj
Post: 50, 51F, 52, 53, 54, 55, 56, 57F, 58F, 60F
●Sierpień
Post: 111F, 112F, 113F, 114F, 117F
●Wrzesień
Post: 125F(biedna-bogata)

♦♦PERU
●Maj
Post: 56, 59, 60F, 61F, 62, 63, 64, 65, 66F
●Czerwiec
Post: 67F, 70F, 71F
●Sierpień
Post: 118F, 119F, 120F
●Wrzesień
Post: 121F, 122F, 123F, 126F(biedne-bogate)

♦♦BRAZYLIA
●Maj
Post: 64, 65, 66
●Czerwiec
Post: 71, 72, 73, 74F, 75F, 76F, 77, 78, 79F, 80F, 81F, 82F, 83F, 89F
●Lipiec
Post: 95F
●Wrzesień
Post: 124F, 127F, 128F, 132F
●Październik
Post: 133F, 134F, 135F, 136F(biedna-bogata)

♦♦PARAGWAJ
●Czerwiec
Post: 76,78, 80F
●Październik
Post: 134F

♦♦MEKSYK
●Marzec
Post: 3, 4, 12F
●Czerwiec
Post: 83, 84, 85, 86, 90F, 91F
●Lipiec
Post: 97F
●Wrzesień
Post: 127
●Październik
Post: 137F(biedny-bogaty), 138F, 139F

♦♦ANGLIA
●Marzec
Post: 2
●Czerwiec
Post: 86, 87, 88, 92F
●Październik
Post: 140F, 141F

♦♦POLSKA
●Czerwiec
Post: 88, 89
●Lipiec
Post: 95F, 97F
●Sierpień
Post: 103F, 106F
●Wrzesień
Post: 126
●Październik
Post: 136, 137
*wstawki dotyczące Polski są również w innych postach

♦♦INNE

●Listopad
KONIEC + spis treści - 144
PRZYWIEZIONO Z WYPRAWY – 143F
●Wrzesień
Ciekawostki cz. 2 – 129F
Jedzenie cz. 1 – 130F
Jedzenie cz. 2 – 131F
●Sierpień
Ciekawostki cz. 1 – 105F
●Lipiec
FOTO hostele, residenciale – 101
NOCLEGI (hostele, residenciale) – 100
W oczekiwaniu na c.d. odesłanie do FOTO MAROKO-SYCYLIA 2009 – 94
●Czerwiec
Informacja o 1-szej części bloga po Ameryce Południowej – 69
Informacja o 2-ej części bloga – 68
●Kwiecień
Ameryka Południowa – bezpieczeństwo – 41

*w niektórych postach są zdjęcia lotnicze z nad Kanady, USA, Irlandii, Niemiec, krajów Beneluxu, Polski, poza tym zdjęcia z nad oceanów i powyżej chmur, nie przedstawiające powierzchni Ziemi.

73 000km, 272 środki transportu - czyli trochę statystyk

●Czas trwania wyprawy i skrajne daty: 117 dni, 2 marca – 26 czerwca 2010
●Liczba uczestników: 1
●Odwiedzone kontynenty, gdzie były realizowane cele podróżnicze: Europa (stąd nastąpił start wyprawy i tutaj był jej koniec), Ameryka Północna (dwukrotnie), Ameryka Południowa
●Odwiedzone kraje: oprócz startu i końca wyprawy w Polsce to Anglia (część UK, 2 razy), Meksyk (2 razy), Argentyna (4 razy), Chile (2 razy), Boliwia, Peru, Paragwaj, Brazylia (4 razy)
●Czas pobytu w poszczególnych krajach (łącznie 117 dni):
Chile – 33 dni
Argentyna – 22,25 dnia
Brazylia – 21,75 dnia
Peru – 16,25 dnia
Boliwia – 12,25 dnia
Meksyk – 5,5 dnia
Anglia – 4,5 dnia
Polska – 1 dzień
Paragwaj – 0,5 dnia

●Liczba pokonanych kilometrów: ok. 72 867 km (średnio ok. 623km dziennie), z tego ok. 49 380 km samolotami, pozostałe ok. 23 487km drogą lądową i wodną (średnio ok. 200km dziennie), z czego ok. 1261 km pieszo (średnio ok. 10,8km dziennie) a ok. 335km łodziami po rzekach i jeziorach.
●Liczba użytych środków transportu, nie licząc nóg do pieszych wędrówek: 272 (średnio 2,3 x dziennie, a 2,85 dziennie przy odliczeniu dni tylko pieszych) (w tym 81 x samochody(wszelakie z terenowymi, taxi i colectivo wyłącznie), 57 x autobusy do 50km, 48 x autobusy od 50 km wzwyż, 48 x pojazdy szynowe (w tym prawie wyłącznie metro, normalna kolej x 4, 1 x zabytkowy tramwaj w Rio), 15 x różnego typu łodzie, 10 x samoloty, 5 x riksze motorowe, 2 x riksze rowerowe, 2 x kolejki górskie (1 raz ascensores w Valparaiso, kolejka linowa w dwie strony na Pao de Azucar w Rio), 2 x przeprawa linowa(w wózku) (w Andach w Peru), 2 x trolejbus w Valparaiso). Ponadto autobusy na lotniskach, dziesiątki razy schody ruchome i chodniki ruchome (zebrałoby się kilka kilometrów), kilka razy winda, trochę pływania, sandboarding.
Sposoby obliczania:
-do 50km odległości liczę przejazdy autobusami na krótkich odcinkach, od 50km wzwyż liczę dalekobieżne przejazdy autobusami,
-do autobusów zaliczam: te duże (mieszczące od 35-40 osób), ale też te małe (od 11 osób) jak również mikrobusy przewożące co najmniej 11 osób,
-mikrobusy przewożące od 10 osób w dół zaliczam jako auta osobowe
-wynajęcie np. motorikszy na kilka godzin z większą liczbą postojów jest zaliczane jako jedno użycie motorikszy, to samo w innych przypadkach, np. 4-dniowa wycieczka samochodem w rejon wdsp. Iguazu – jest liczona jako jednokrotne użycie samochodu
●Liczba dni tylko pieszych: 22 (z 117)
●Więcej szczegółów: KILOMETRY / LICZBA ŚRODKÓW TRANSPORTU / DNI TYLKO PIESZE
Dni:
1-10→ 24 486,5 km / 26 / 0
11-20→ 4 867 km / 11 / 4
21-30→ 730 km / 11 / 4
31-40→ 1 669 km / 15/ 3
41-50→ 1 565km / 31 / 1
51-60 → 1 386km / 17 / 2
61-70 → 2 342km / 15 / 2
71-80 → 3 392,5km / 26 / 1
81-90 → 5 928km / 37 / 1
91-100 → 4 462,5km / 32 / 1
101-110 → 9 400,5km / 19 / 2
111-117 → 12 638km / 32 / 1
Dni od 1 do 117 → 72 867km / 272 / 22
●Liczba lotów samolotem: 10 (w tym 7 międzynarodowych, z tego 4 międzykontynentalne, 3 wewnątrz krajowe)
●Liczba godzin spędzona w samolotach / najdłuższy lot: ok. 59 h / 12h (London-Gatwick – Mexico City, łącznie 4 loty wynoszące 10 h lub więcej)
●Miejsca wylotów i przylotów - lotniska: Katowice-Pyrzowice (2 razy), London-Stansted, London-Gatwick (2 razy), London-Luton, Benito Juarez Airport-Mexico City (4 razy), Ministro Pistarini Airport-Buenos Ares, Jorge Newbery Airport-Buenos Aires, Rio Gallegos (Argentyna), Jorge Chavez Airport-Lima (3 razy). Iquitos (Peru, 2 razy), Sao Paulo Guarulhos Airport (2 razy). Łącznie różnych lotnisk: 11
♦♦ To była wyprawa przede wszystkim objazdowa a nie stricte wysokogórska, więc trudno było tutaj pobijać jakieś własne osiągnięcia, ale mimo to było całkiem sporo sporych wysokości:
●Zdobyte pieszo szczyty i inne istotniejsze punkty wysokościowe:
Huayna Potosi 6088m n.p.m.(choć GPS wskazał 6108m n.p.m., ale akurat w tym wypadku mapy i wikipedia są zbieżne co do liczby 6088m) – zlodowacony szczyt w Boliwii (8.05.2010, Andy, Cordillera Real, Altiplano)
Sairecabur 6003m n.p.m. – szczyt wulkaniczny (26.04.2010, granica chilijsko-boliwijska, wejście od strony Chile, Andy, w tym rejonie nazwę Cordillera de los Andes używa się do głównego i najwyższego – w tym rejonie – pasma Andów, Altiplano)
Licancabur 5938m n.p.m. – nieczynny wulkan (28.04.2010, granica chilijsko-boliwijska, wejście od strony Boliwii, Andy, Altiplano)
Lascar 5633m n.p.m. – aktywny wulkan (ostatnia erupcja w 2007r., najbardziej aktywny wulkan w tym rejonie Ameryki Południowej) (24.04.2010, Chile, Andy, Altiplano)
Plaza Francia 4261m n.p.m. – pod południową ścianą Aconcaguy (26.03.2010, Argentyna, Andy)
Copahue 2962m n.p.m. – aktywny wulkan (ostatnia erupcja w 2000r.), w niewielkim stopniu zlodowacony (18.03.2010, granica argentyńsko-chilijska, wejście od strony Argentyny, Andy)
Wayna(Huayna) Picchu 2690m n.p.m. (15.05.2010, Peru, Andy)
ok. 820m n.p.m. – nieduża góra koło El Chalten przed masywem Fitz Roya(13.03.2010, Argentyna, Patagonia, Andy)
*wysokości w oparciu o pomiar GPS, chyba że napisano inaczej
●Liczba noclegów na wysokości 5000m i wyżej: 1 (5190m – schronisko do ataku szczytowego na Huayna Potosi, Boliwia)
●Liczba noclegów na wysokości 4000-4999m: 4 (od 4345m – hospedaje nad Laguna Blanca, Boliwia - do 4785m – schronisko B.C. pod Huayna Potosi, Boliwia)
●Liczba noclegów na wysokości 3000-3999m: 16 (od 3420m w Cuzco, Peru - do 3860m w Puno, Peru)*
*nocny przejazd na linii Uyuni – La Paz fragmentem przebiegał na wysokości ponad 4000m, ale większość trasy była poniżej tej wysokości stąd zaliczony do tej grupy noclegów, natomiast przejazd nocny w drodze z Cuzco do Limy, fragmentami schodził poniżej 3000m, jednak zdecydowana większość trasy była powyżej 3000m, stąd zakwalifikowanie do tej grupy, ponadto de facto jest to najniższy nocleg 3-tysięczny, jednak trudno podać jego średnią wysokość, stąd powyżej w nawiasie Cuzco
●Liczba noclegów na wysokości 2000-2999m: 20 (od 2005m w Copahue, Argentyna - do 2740m w Puente del Inca, Argentyna)
●Liczba godzin spędzona na wysokości powyżej 6000m: ok. 4 godziny
●Liczba dni spędzona na wysokości 5000-5999m: ok. 2,5 dnia
●Liczba dni spędzona na wysokości 4000-4999m: ok. 6,75 dnia
●Liczba dni spędzona na wysokości 3000-3999m: ok. 14,5 dnia
●Liczba dni spędzona na wysokości 2000-2999m: ok. 19,75 dnia
●Razem liczba dni spędzona na wysokości powyżej 2000m: ok. 43,5 dnia
●Liczba dni w których choć przez chwilę byłem na wysokości 6000m: 2 dni
●Liczba dni w których choć przez chwilę byłem na wysokości 5000m:5 dni (ponadto kilka razy była osiągana wysokość bliska pięciu tysiącom)
●Liczba dni w których choć przez chwilę byłem na wysokości 4000m: 19 dni (ponadto wielokrotnie były osiągane wysokości bliskie czterem tysiącom)
●Liczba dni w których choć przez chwilę byłem na wysokości 3000m: 32 dni
●Najdłuższe ciągłe przebywanie na wysokości nie niższej niż 3000m: od 27.04.2010 do 14.05.2010, co daje 18 dni, w tym dwa skrajne dni częściowo poniżej tej wysokości (Chile, Boliwia, Peru).
●Najdłuższe ciągłe przebywanie na wysokości nie niższej niż 2000m: od 16.04.2010 do 17.05.2010, co daje 32 dni, w tym dwa skrajne dni częściowo poniżej tej wysokości (Chile, Boliwia, Peru)
●Liczba różnych miejsc noclegów na 116 noclegów: 53 (średnio prawie co dwie noce zmiana miejsca noclegu)
●Liczba noclegów w autobusach, samolotach, na dworcach, lotniskach: 12
●3 miejsca z największą liczbą noclegów:
1) 12 noclegów – Lupercio, Brazylia (w kilku częściach)
2) 9 noclegów – San Pedro de Atacama, Chile
3) 5 noclegów – Lima, Peru (w dwóch częściach)
●Liczba noclegów w namiocie: 2 (Confluencia 3425m w rejonie Aconcaguy, Argentyna)
●Najdalsze współrzędne geograficzne:
Na wschód: ok. 18,50 stopni E – długości geograficznej wschodniej – Bytom(Polska)
Na zachód: ok. 99,20 stopni W – długości geograficznej zachodniej – Mexico City(Meksyk)
Na północ: ok. 52 stopni N – szerokości geograficznej północnej – Luton, Stansted(Anglia), ok. 53 stopni N – podczas lotu Mexico City – London Gatwick
Na południe: ok. 53,10 stopni S – szerokości geograficznej południowej – Punta Arenas(Chile)
*A zatem skrajne współrzędne północ – południe ok. 105 stopni, wschód – zachód ok. 119 stopni – na południe i na wschód to moje najdalsze współrzędne z wszystkich wypraw, na północ i zachód moje najdalsze współrzędne są następujące: 71,10 stopni N – szerokości geograficznej północnej Nordkapp(Norwegia 2005r.), 127 stopni E - długości geograficznej wschodniej(Harbin(Chiny 2006r.), tym samym skrajne współrzędne wynoszą 226,20 stopni na linii zachód – wschód i 124,20- stopni na linii północ – południe.
*najbliższa osiągnięta na lądzie współrzędna od zera w Greenwich(Londyn) → 0°04`W – w pobliżu Tower Bridge(Londyn)
●Skrajne współrzędne w Ameryce Południowej:
Na południe: ok. 53,10 stopni S – szerokości geograficznej południowej – Punta Arenas(Chile)
Na północ: ok. 3 stopni S– szerokości geograficznej południowej – w lesie amazońskim powyżej Iquitos(Peru), jest to też najbliżej równika odwiedzone miejsce podczas wyprawy
Na zachód: ok. 77,05 stopni W – długości geograficznej zachodniej – Lima Barranco(Peru)
Na wschód: ok. 43,20 stopni W – długości geograficznej zachodniej – Rio de Janeiro(Brazylia)

STATYSTYKI część 2 (ostatnia)

●Odwiedzone najistotniejsze miejsca geograficzne i miejsca zaliczane do najistotniejszych dla dziedzictwa światowego:
→Meksyk: Piramidy w Teotihuacán, Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe w Mexico City, Xochimilco w granicach Mexico City, ruiny azteckie Tenochtitlan i Tlatelolco w granicach Mexico City, Wyżyna Meksykańska i Kordyliera Wulkaniczna.
→Argentyna: Andy, Patagonia, estuarium La Plata, Atlantyk, lodowiec Perito Moreno, Południowy Lądolód Patagoński, jezioro Argentino i Viedma, jezioro Nahuel Huapi, rejon Fitz Roya, wulkan Copahue, jezioro Caviahue, tereny pustynne i półpustynne Argentyny, rejon Aconcaguy (m.in. dolina Horcones i lodowiec Horcones Inferior), skalny most w Puente del Inca, droga transandyjska z Mendozy do Santiago, wodospad Iguazu, rzeka Iguazu i pobliska kopalnia minerałów Wanda, tropikalne lasy deszczowe w okolicach wdsp. Iguazu.
→Chile: Andy, Pacyfik, cieśnina Magellana pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem, pingwiny Magellana nad Seno Otway, dzikie półpustynne tereny w rejonie Punta Arenas, rejon wulkanu Ojos del Salado i Tres Cruces, Salar Maricunga, Laguna Santa Rosa i Laguna Verde, skała La Portada, Pustynia Atacama i inne pustynne tereny, Altiplano i liczne panoramy wulkanów, Salar de Atacama, Laguna Chaxa, Laguna Miscanti, Laguna Cejas, Salar del Ojos, Dolina Śmierci (Valle de la Muerte), Dolina Księżycowa (Valle de la Luna), gejzery El Tatio, wulkan Lascar, wulkan Sairecabur, kopalnia Chuquicamata.
→Boliwia: Andy, Altiplano i liczne panoramy wulkanów, Laguna Blanca, Laguna Verde, wulkan Licancabur, Salar Uyuni z Isla Pescado (Incahuasi), cmentarz pociągów w Uyuni, Laguna Colorada, Laguna i Salar Chalviri, Laguna Salada i Hedionda oraz seria innych wysokogórskich jezior, skały Arbol de Piedra, Fumarole Sol de Manana, Valle de Rocas, Salar Chiguana i inne małe salary, termalne źródła w Polques, Jezioro Titicaca z cieśniną Tiquina, silnie zlodowacony szczyt Huayna Potosi.
→Peru: Jezioro Titicaca z wyspami Uros i Taquile, ruiny inkaskie w Sillustani i jezioro Umayo, Pacyfik, Andy, w tym dwie przełęcze: La Raya i De Malaga, Altiplano, Cuzco z ruinami inkaskimi, m.in. Sacsayhuamán, Machu Picchu, szczyt Wayna Picchu, rzeka Urubamba (Vilcanota, zaliczana do rzek źródłowych Amazonki), tereny pustynne, lasy subtropikalne, amazońskie lasy deszczowe, Amazonka, rzeka Nanay i Itaya, piramidy Kultury Lima: Huaca Huallamarca i Huaca Pucllana.
→Brazylia, Paragwaj: elektrownia Itaipu (Brazylia i Paragwaj), zbiornik Itaipu (Brazylia i Paragwaj), rzeka Parana (Brazylia i Paragwaj), pozostałe miejsca dotyczą tylko Brazylii: wodospad Iguazu i rzeka Iguazu, góra Corcovado z pomnikiem Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro w Parku Narodowym Tijuca (gdzie lasy deszczowe określane też jako atlantycki las deszczowy), góra Pao de Acucar w Rio nad Zatoką Guanabra, plaże Copacabana i Ipanema w Rio, stadion Maracana w Rio, Butantan (Butanta) Institute w Sao Paulo, gigantyczne centrum z niezliczoną liczbą drapaczy chmur w Sao Paulo, plantacje kawowe, bananowe, kokosowe, tropikalne lasy deszczowe od Rio de Janeiro, poprzez Marilia, aż do wdsp. Iguazu.
→Anglia i przeloty za dnia nad USA i Kanadą (na wysokości niewiele ponad 2000m):
Anglia: m.in. rzeka Tamiza, Big Ben, Parlament, Trafalgar Square, Piccadilly Circus, Tower Bridge, londyńskie City, Soho, West End, Hyde Park, Westminster., Pałac Buckingham.
Podczas przelotów m.in. Zatoka Meksykańska, Zatoka Św. Wawrzyńca, Rzeka Św. Wawrzyńca, Wyspa Nowa Funlandia, góry Appalachy, Kraina Wielkich Jezior Północnoamerykańskich, rzeka Mississippi i Rio Grande, Wyżyna Meksykańska wraz z wulkanami, Atlantyk.
→Odwiedzone największe i najistotniejsze miasta/miejscowości: Londyn (2 razy), Mexico City (2 razy), Amecameca de Juarez, Buenos Aires, Punta Arenas, Rio Gallegos, El Calafate, El Chalten, Bariloche, Zapala, Caviahue, Copahue, Mendoza, Puente del Inca, Santiago de Chile, Valparaiso, La Serena-Coquimbo, Copiapo, Caldera, Bahia Inglesa, Chanaral, Antofagasta, Calama, San Pedro de Atacama, Socaire-Pueblo de Toconao, San Cristobal, Uyuni, Colchani, La Paz (2 razy), Copacabana, Puno, Cuzco (2 razy), Aquas Calientes, Lima (2 razy), Iquitos z dzielnicą Belen (2 razy), Sao Paulo (raz zwiedzanie, 3 razy przejazdem), Rio de Janeiro, Marilia-Lupercio-Ocaucu (kilkukrotnie), Foz de Iguacu, Puerto Iguazu, Ciudad del Este.
●Oglądane najistotniejsze dzikie zwierzęta: pingwiny magellana, lwy morskie, guanako, vicunie, alpaki, lamy, lisy, jeden z gatunków kajmana z rodziny aligatorów, małpy, jeden z gatunków żółwia, matamata, leniwce(dwa gatunki), węże(dwa gatunki anakondy, bardzo jadowity Fer-de-Lance (żararaka lancetowata), kilkadziesiąt gatunków w Instytucie Butantan w Sao Paulo, gdzie też pająki, skorpiony, żaby, ropuchy, jaszczurki), liczne ptactwo (m.in. nandu, flamingi, pelikany, papugi i wiele innych), drobne zwierzęta (m.in. stonogi, wielkie mrówki paraponera clavata, których użądlenie powoduje ból porównywalny do postrzału), w tym owady (np. wielkie ćmy, motyle), pająki (m.in. tarantule), żaby (m.in. żaby drzewne), ślimaki, jaszczurki(w tym iguana – gatunek – prawdopodobnie legwan zielony), koati, wiewiórki, delfiny w Amazonce(dwa gatunki, w tym delfin różowy), ryby i inne zwierzęta wodne (m.in. piranie, płaszczki, meduzy, kraby).
●3 najdłuższe przejazdy autobusem:
1- 28h – El Calafate – Bariloche (Argentyna) (w dużej mierze drogą nr 3 wzdłuż Atlantyku)
2- 22h – Cuzco – Lima (Peru)
3- 16,5h – Zapala – Mendoza (Argentyna) (w dużej mierze drogą nr 40)
*było też sporo przejazdów od niecałych 10h do ponad 10h, np. na linii Assis – Rio de Janeiro i z powrotem (2 x po ok. 14h), czy Uyuni – La Paz (ok. 10h)
*podczas tej wyprawy w Ameryce Południowej autobusy dalekobieżne były głównym środkiem przemieszczania się, łącznie spędziłem w nich ok. 250 h, czyli ok. 10,5 doby. Kolejne kilkadziesiąt godzin zebrałoby się pozostałymi autobusami. *takie 28h to nic przy ok. 40h podczas przejazdu autobusem z Katmandu do Delhi w Azji też prawie bez dłuższych postojów, w tym po w złym stanie drogach w Nepalu i autobusem w niewiele lepszym stanie; ponadto po Europie jeszcze niedawno (przed tanimi czarterami i tanimi liniami lotniczymi) też podróżowało się do południowej Europy najczęściej autobusami po ok. 40-48h z jednym 8 godzinnym postojem(gdy było dwóch kierowców)
●najdłuższe przejazdy samochodem: tutaj ciężko wskazać konkretne liczby, było bowiem sporo całodziennych przejazdów samochodami np. w Boliwii czy koło Copiapo w Chile, kiedy dziennie spędzało się po 10 i więcej godzin w samochodzie, do tego terenowymi jeżdżąc po wertepach i przejeżdżając dziennie kilkaset kilometrów (nawet 600), z kolei przejazdy samochodem na odcinku Lupercio (Brazylia) – Puerto Iguazu (Argentyna) i wodospady Iguazu (część brazylijska) – Lupercio wyniosły odpowiednio ok. 10 i ok. 12h bezpośredniej jazdy.
●Najodleglejsza strefa czasowa: UTC – 6, 7h różnicy(wcześniej) w stosunku do Polski
*ze strefami czasowymi jest sporo zamieszania, bo one w praktyce nierzadko rozmijają się z oficjalnymi mapami stref czasowych. Strefy czasowe strefami, ale do tego czasy letnie, zimowe, zmieniany czas z przyczyn ekonomicznych przez rządy państw, nieraz sąsiadujące regiony a będące w różnych strefach czasowych w praktyce stosują te sam czas albo tzw. lokalne strefy czasowe z czego słynie Azja (nieraz czas jest ustanowiony do ćwiartki czy połowy godziny). To rodzi wiele komplikacji, np. Rosjanie ze względu na ogromny obszar i wiele stref czasowych w pociągach(w rozkładach) stosują zawsze czas moskiewski (UTC + 3). Przykłady z Ameryki Południowej: pod koniec wyprawy zarówno Peru, jak i Meksyk od Polski oddzielało 7h, a Peru i Meksyk są w różnych strefach czasowych, czy położone blisko siebie ale w dwóch różnych państwach Punta Arenas i Rio Gallegos też stosowały ten sam czas, mimo dwóch różnych stref czasowych(wg map stref czasowych).
●Wędrówki po lodowcach lub polach firnowych (oznaczone gwiazdkami „**”) lub podziwiane z niedużej odległości (chronologicznie):
1 – potężny lodowiec Perito Moreno schodzący z Południowego Lądolodu Patagońskiego do jeziora Argentino, ok. 200m n.p.m. (lustro wody jeziora na 187m wys., lodowiec sięga wiele metrów pod wodą i kilkadziesiąt nad, a głębokość jeziora do 324m, 1490km2 pow.), ok. 258km2 (Argentyna)
2 – Południowy Lądolód Patagoński oglądany w rejonie lodowca Perito Moreno i El Chalten, ok. 16 800km2, ok. 350km dł., 1200-1500m wys. (zdecydowana większość w Chile, największy poza Antarktydą i Grenlandią) (Argentyna), co ciekawe na podobnej szerokości geograficznej tylko na półkuli północnej jest część Polski, Słowacja, Węgry
3 – lodowiec Viedma schodzący z Południowego Lądolodu Patagońskiego do jeziora Viedma(lustro wody na 250m wys., 1100km2 pow.), 978km2, (Argentyna)
4 – lodowce okolic El Chalten i rejonu Fitz Roya
5 – lodowce górskie od okolic Rio Gallegos poprzez El Calafate (Argentyna, Chile- bowiem niektóre widziane masywy, były już po drugiej stronie granicy)
6 – lodowce górskie okolic Esquel i Bariloche (Argentyna)
7 – małe lodowce i pola firnowe w masywnie wulkanu Copahue 2962m (Argentyna, granica argentyńsko-chilijska)**
8 – lodowiec Horcones Inferior w rejonie południowej ściany Aconcaguy (6962m) (największy lodowiec w tym rejonie, lodowiec schodzi do ok. 3750m n.p.m.)** i lodowce na południowej ścianie Aconcaguy (Argentyna)
9 – nieliczne lodowce górskie w okolicach Mendozy, Puente del Inca, granicy argentyńsko-chilijskiej, w Chile w drodze do Santiago (Argentyna, Chile)
10 – płaty firnowe i mini lodowce w rejonie Ojosa del Salado (6893m), wysokości zazwyczaj w rejonie 6000m lub więcej, rzadko mniej (Chile)
11 – malutki lodowiec w masywie Llullaillaco (6739m) (jedyny w tej części Andów malutki lodowiec(jeśli nie pole firnowe), widziany jednak ze znacznej odległości), w tym rejonie granica wiecznego śniegu przebiega na wysokości 6000m(najwyżej na świecie), ale nawet takie wysokości nie gwarantują tutaj lodowców, ponieważ klimat jest bardzo pustynny, a opady niezwykle rzadkie (Chile)
12 – Lodowiec Viejo(Old Glacier, kończy się na wysokości ok. 4880m, najwyższy na nim osiągnięty punkt to ok. 4950m) w masywie Huyana Potosi** (Boliwia)
13 - czapa lodowa w masywie Huyana Potosi 6088m(wielogodzinna wędrówka po niej na wysokości ok. 5150m – 6088m)** (Boliwia)
14 – lodowce Andów w Boliwii (okolice La Paz, Huyana Potosi, jeziora Titicaca)
15 – lodowce Andów w drodze z Puno do Cuzco, przełęcz (Abra) la Raya na 4335m (wskazanie gps 4333m), m.in. Coridellera Vilcanota do 6372m- Ausangate (w tym paśmie jest jeszcze kilka szczytów ponad 6-tysięcznych) (Peru)
16 – lodowce Andów w drodze do i w rejonie Machu Picchu (m.im. w rejonie przełęczy (Abra) de Malaga ok. 4320m – Cordillera Urubamba – ze szczytem Verónica 5682m(inne dane 5882) i w sąsiedztwie całą serią również zlodowaconych ponad 5-tysięcznych szczytów, Cordillera Vilcabamba do 6271m – Salcantay lub szerzej Cordillera Oriental) (Peru).
*wszystkie lodowce znajdowały się w Andach, najdłuższym paśmie górskim na świecie – ponad 9000km
*ponadto sporo lodowców widzianych z większej odległości w różnych miejscach od południowej Argentyny aż po Peru
●Kontakt ze świeżym śniegiem:
1 – opad śniegu z deszczem w nocy w El Calafate (od 200m. n.p.m. wzwyż, między 10 a 15 marca)), powyżej miasteczka na wzgórzach utrzymał się przez prawie cały dzień (Argentyna, 50°20`S)
2 – przez dwa dni po obfitych opadach śniegu jak na ten region pomiędzy Salarem Uyuni a Laguna Verde (Boliwia), opad od 4000m n.p.m. wzwyż, śnieg dłużej niż 48h utrzymał się na wysokością od 4500m n.p.m. wzwyż (Boliwia, od ok. 20°S do ok. 23°S, między 1 a 5 maja)
3 – lodowce powyżej 5000m w masywie Huyana Potosi pokryte były świeżym śniegiem, świeży śnieg utrzymał się też w zacienionych skalnych miejscach poniżej granicy lodowców od wys. ok. 4750m n.p.m. (mimo opadów kilka dni wcześniej) (Boliwia, ok. 16°15`S, między 5 a 10 maja)
●Najwyższe dwie kąpiele w termalnych źródłach(pomiary GPS): ok. 4410m n.p.m. – Polques koło laguny i salaru Chalviri(Reserva Nacional de Fauna Andina Eduardo Avaroa, Boliwia), ok. 4270m n.p.m. na polu gejzerów El Tatio (Chile).
●Najwyżej położony oglądany zbiornik wodny: ok. 5900m n.p.m. – jezioro w kraterze wulkanu Licancabur (5938m n.p.m., granica chilijsko-boliwijska) (więcej informacji poniżej).
●Najniższa temperatura wyprawy: minus 21 stopni Celsjusza w rejonie szczytu Huayna Potosi 6088m przed wschodem słońca (Boliwia, pierwsza dekada maja). Ujemne temperatury do minus kilkunastu stopni lub w rejonie zera były notowane też, często wraz z towarzyszącym zimnym silnym wiatrem potęgującym odczucie zimna: El Calafate, lodowiec Perito Moreno, El Chalten, wulkan Copahue, rejon Aconcaguy (wszystkie te miejsca to marzec), gejzery El Tatio, wulkan Lascar, Sairecabur, Licancabur, rejon Laguna Blanca w Boliwii (wszystkie te miejsca to kwiecień), dwa dni podróży w rejonie rezerwatu Eduardo Avaroa w Boliwii, przez wszystkie dni w rejonie Huayna Potosi, w Puno, w drodze z Cuzco do Machu Picchu (wszystkie te miejsca to maj).
●Najwyższa temperatura wyprawy: temperatury przekraczające 30-35 stopni Celsjusza w cieniu lub niższe, ale za to przy bardzo dużej wilgotności notowałem w szczególności w Buenos Aires (początek marca), Mexico City (początek marca i koniec czerwca), w Amazonii (koniec maja), w Rio de Janeiro(początek czerwca). Najwyższa temperatura była notowana w Amazonii ok. 35 stopni Celsjusza przy wilgotności blisko 100 procent – bardzo ciężkie warunki. Dużo wyższe wskazania temperatury były w słońcu, na pustyni Atakama czy w Amazonii nawet 50-60 stopni Celsjusza i więcej. Można było się usmażyć.
*jak dla mnie + 40-50-60 stopni w słońcu (jak na pustyni Atacama) w suchym klimacie jest lepsze niż 20kilka w bardzo wilgotnym (jak w Rio de Janeiro)
●Deniwelacja względna w górę: ok. 17 910m.
●Deniwelacja względna w dół: ok. 17 955m .

*jak to zostało obliczone: za pomocą gpsu, informacji z map, internetu, z folderów, od przewodników, oraz własne szacunki np. podczas wędrówek po górzystym La Paz. Warunkiem było, by można bezsprzecznie określić najlepiej przynajmniej 100m deniwelacji w ciągu dnia, czasami zapisywałem też liczby 50-75m. Dni w które można było co najmniej taką deniwelację obliczyć było 50 podczas wyprawy. Z własnych doświadczeń wiem, że mam tendencję do lekkiego zaniżania tego typu szacunków, bo wolę to niż zawyżyć, lecz generalnie staram się być precyzyjny na ile to możliwe
*jak na wyprawę objazdową, podczas której góry były tylko jednym z elementów, to liczby są spore.
*kolejne dobre kilka kilometrów deniwelacji zebrałoby się z chodzenia po schodach
●Deniwelacje względne przy zdobywaniu szczytów podczas wyprawy(wraz z podejściami i zejściami na trasie czyli pomiędzy skrajnymi punktami wysokościowymi): trekking pod Aconcaguą- deniwelacja razem: ok. 2515m w górę i w dół (wycieczka 3 dniowa, z czego drugiego dnia 985m – skrajne wysokości 3425m – 4261m), Huayna Potosi- ok. 1735m w górę i w dół (wyjazd 3 dniowy, z czego atak szczytowy 960m – skrajne wysokości 6088m – 5150m, skrajne wysokości 4780m – 6088m), wulkan Copahue ok. 1550m w górę i w dół (1 dzień, skrajne wysokości ok. 1900m - 2962m), wulkan Licancabur ok. 1340m w górę i w dół (wycieczka prawie 1-dniowa, skrajne wysokości 4600m – 5938m), Wayna Picchu ok. 800m w górę i ok. 845m w dół (plus po ok. 250m w górę i w dół chodząc po Machu Picchu) (kilka godzin, skrajne wysokości 1970m – 2690m), wulkan Lascar ok. 720m w górę i w dół (pół dnia, skrajne wysokości 4907m – 5633m), wulkan Sairecabur ok. 500m w górę i w dół (niecały dzień, skrajne wysokości 5520m – 6003m), mała góra koło El Chalten ok. 500m w górę i w dół (ok. 2h, skrajne wysokości 400 – 820m).
●Największe jednodniowe deniwelacje względne pieszo:
- ok. 1550m podczas wchodzenia na wulkan Copahue ok. 1900m – 2962m (w górę i w dół, wraz z podejściami na trasie)
- ok. 1340m podczas wchodzenia na wulkan Licancabur ok. 4600m – 5938m (w górę i w dół, wraz z podejściami na trasie)
- ok. 985m podczas podejścia do Plaza Francia pod południową ścianą Aconcaguy ok. 3425m – 4261m (w górę i w dół, wraz z podejściami na trasie)
- ok. 960m podczas wchodzenia na Huyana Potosi ok. 5150m – 6088m (w górę i w dół, wraz z podejściami na trasie)
●Największa różnica wysokości(skrajne punkty) pokonana jednego dnia: autem terenowym na odcinku Copiapo 390m – 4597m okolice Ojosa del Salado, co daje 4207m deniwelacji względnej (a jest w tym rejonie możliwość osiągnięcia autem wysokości bezwzględnej wyższej o ponad kilometr i to bez wielkich trudności, wystartować można też z nad pobliskiego oceanu) – to jest jedyny kontynent na świecie gdzie można pokonać samochodem taką różnicę wzniesień w kilka godzin. Druga różnica wysokości jednego dnia to San Pedro de Atacama 2440m – 6003m Sairecabur (w tym częściowo pieszo), co daje 3563m, a trzecia to zapewne San Pedro 2440m – 5633m Lascar (w tym częściowo pieszo) – 3193m, bardzo duża różnica wysokości (mniej więcej 3000m) była też w drodze z Cuzco do Aquas Calientes (max. wysokość doszła do ok. 4300m) czy z Puente del Inca przez tunel graniczny Argentyna-Chile ok. 3200m, do Santiago de Chile(ok. 500m). Oprócz tego były dni, podczas których po bardzo górzystym terenie pokonywało się kilka tysięcy metrów deniwelacji, nawet 5000m. Choćby w przypadku wyjazdu w rejon Ojosa del Salado całkowita deniwelacja względna przekroczyła 5000m, a w przypadku Sairecabura ok. 4000m, Lascara niecałe 4000m. Kilkukilometrowe deniwelacje względne osiągane były też na przykład w przypadku wizyty przy gejzerach El Tatio, w dwa z trzech dni podróży pomiędzy Salarem Uyuni a wulkanem Licancabur w Boliwii (w oba te dni jazda polegała na ciągłej jeździe to w górę to w dół), podczas przejazdu z Puente del Inca do Santiago de Chile, podczas 22-godzinnego przejazdu z Cuzco do Limy(na pewno ponad 5000m deniwelacji, bo już z okolic Cuzco do wybrzeża oceanu jest ok. 3700m, a prawie cała droga była przez góry) czy na odcinku Cuzco – Aquas Calientes (na pewno ponad 5000m deniwelacji w drodze do Aquas i ponad 6000m w drodze do Cuzco(doszło bowiem Machu Picchu z Wayna Picchu(pieszo)). A na przykład odcinek Huayna Potosi 6088m – La Paz 3600m, to „jedyne” 2488m.
●Wysokości powyżej 3000m, na których poruszałem się pieszo (na podstawie pomiarów GPS i innych źródeł informacji):
1) do 6088m n.p.m. – dzień 68 wyprawy(08.05.2010), Huayna Potosi szczyt – lodowiec poniżej Rock Camp(ok. 5150m), Boliwia.
2) do 6003m n.p.m. – dzień 56 wyprawy(26.04.2010), wulkan Sairecabur – ok. 5530m w jego masywie, Chile.
3) do 5938m n.p.m. – dzień 58 wyprawy(28.04.2010), wulkan Licancabur – ok.4600m w jego masywie, Boliwia.
4) do 5633m n.p.m. – dzień 54 wyprawy(24.04.2010), wulkan Lascar – ok. 4900m w jego masywie, Chile.
5) do 5190m n.p.m. – dzień 67 wyprawy(07.05.2010), masyw Huayna Potosi: Rock Camp – Base Camp(ok. 4780m), Boliwia.
6) do 4950m n.p.m. – dzień 66 wyprawy(06.05.2010), masyw Huayna Potosi: Viejo Glacier – Base Camp(ok. 4780m), Boliwia.
7) do 4880-4860m n.p.m. – dzień 63 wyprawy(03.05.2010), Altiplano, rejon Fumaroli Sol de Manana, Boliwia.
8) do 4600m n.p.m. – dzień 62 wyprawy(02.05.2010), Altiplano, rejon Arbol de Piedra, Boliwia.
9) do 4500m n.p.m. – dzień 59 wyprawy(29.04.2010), Altiplano, pomiędzy Laguną Blanca a Uyuni, Boliwia.
10) do 4470-4330m n.p.m. – dzień 57 wyprawy(27.04.2010), Altiplano, rejon granicy boliwijsko-chilijskiej i Laguny Blanca, Boliwia.
11) do 4400-4330m n.p.m. – dzień 38 wyprawy(08.04.2010), rejon Ojosa del Salado i Laguny Verde, Chile.
12) do 4300-4260m n.p.m. – dzień 50 wyprawy(20.04.2010), rejon gejzerów El Tatio, Chile.
13) do 4261m n.p.m. – dzień 25 wyprawy(26.03.2010), rejon Plaza Francia pod południową ścianą Aconcaguy – Confluencia(ok. 3425m), Argentyna.
14) do 4180-4100m n.p.m. – dzień 51 wyprawy(21.04.2010), rejon Laguny Miscanti i Meniques, Chile.
15) do 3946m n.p.m. – dzień 71 wyprawy(11.05.2010), wyspa Taquile na jez. Titicaca (3820-3946m), Peru.
16) do 3920m n.p.m. – dzień 70 wyprawy(10.05.2010), rejon Sillustani, Peru.
17-18) do 3860-3830m n.p.m. – dzień 69 i 72 wyprawy(09.05. i 12.05. 2010), Puno, Peru.
19) do 3800-3650m n.p.m. – dzień 65 wyprawy(05.05.2010), La Paz, Boliwia.
20) do 3750-3600m n.p.m. – dzień 64 wyprawy(04.05.2010), La Paz, Boliwia.
21) do 3735-3655m n.p.m. – dzień 61 wyprawy(01.05.2010), salar Uyuni – wyspa Incahuasi, Boliwia.
22) do 3700-3330m n.p.m. – dzień 73 wyprawy(13.05.2010), Cuzco – wzgórza okolic ruin Sacayhuaman, Peru.
23) do 3680-3670m n.p.m. – dzień 60 wyprawy(30.04.2010), Uyuni, Boliwia.
24) do 3450-3300m n.p.m. – dzień 76 wyprawy(16.05.2010), Cuzco, Peru.
25) do 3420-3350m n.p.m. – dzień 74 wyprawy(14.05.2010), Cuzco, Peru.
26-27) do 3425m n.p.m. – dzień 24 i 26 wyprawy(25.03 i 27.03. 2010), Confluencia – Puente del Inca(ok. 2740m), Argentyna.
*dnia 75 wyprawy nie ująłem, ponieważ dojazd do Cuzco z Machu Picchu nastąpił już po północy, a więc dnia 76 wyprawy, tym samym 75-go dnia wyprawy nie poruszałem się pieszo na wysokości ponad 3000m
*w powyższym wyliczeniu zawarłem najwyższe piesze poruszania się danego dnia, ale nierzadko tego samego dnia też poruszałem się pieszo na niższych wysokościach(i w innych miejscach), ale przekraczających 3000m wysokości(nieraz znacznie). Np. dzień 38 wyprawy, najwyższa wysokość pieszego chodzenia do 4400-4330m, ale tego samego dnia piesze chodzenia miało miejsce jeszcze kilka razy na wysokościach ponad 4000m i ponad 3000m, ale poniżej liczb maksymalnych.
*sporo razy była osiągana wysokość piesza bliska 3000m n.p.m.
●Wysokości powyżej 3000m osiągnięte pojazdami (na podstawie pomiarów GPS):
1) 5560m n.p.m. – dzień 56 wyprawy(26.04.2010), San Pedro de Atacama(ok. 2440m) – masyw wulkanu Sairecabur, Chile, auto terenowe.
2) 4915m n.p.m. – dzień 63 wyprawy(03.05.2010), w drodze z Laguny Colorada (ok. 4300m) do Laguny Verde(ok. 4350m), w pobliżu fumaroli Sol de Manana, Boliwia, auto terenowe.
3) 4907m n.p.m. – dzień 54 wyprawy(24.04.2010), San Pedro de Atacama(ok. 2440m) – masyw wulkanu Lascar, Chile, auto terenowe.
4-5) 4903m n.p.m. – dzień 59 i 63 wyprawy(29.04 i 03.05. 2010), w drodze z Laguny Verde (ok. 4350m) do Uyuni (ok. 3670-80m) za laguną i salarem Chalviri, Boliwia, auto terenowe.
6-7) 4780m n.p.m. – dzień 66 i 68 wyprawy(06.05. i 08.05. 2010), La Paz – Base Camp pod Huayna Potosi, Base Camp pod Huayna Potosi – La Paz, Boliwia, mikrobus.
8) 4718m n.p.m. – dzień 62 wyprawy(02.05.2010), Salar Uyuni(ok. 3660m) – Laguna Colorada, przed Arbol de Piedra, Boliwia, auto terenowe.
9) 4600m n.p.m. – dzień 58 wyprawy(28.04.2010), Laguna Blanca(ok. 4345m) – masyw wulkanu Licancabur, Boliwia, auto terenowe.
10-11) 4597m n.p.m. – dzień 38 wyprawy(08.04.2010), Copiapo(ok. 390m) – Laguna Verde(ok. 4300m) przed przeł. San Francisco i z powrotem, najwyższa wysokość przed Laguną Verde, Chile, auto terenowe.
12) 4585m n.p.m. – dzień 57 wyprawy(27.04.2010), San Pedro de Atacama(ok. 2440m) – Laguna Blanca(ok. 4345m), przed granicą z Boliwią, Chile, mały autobus.
13-14) 4403m n.p.m. – dzień 50 wyprawy(20.04.2010), San Pedro de Atacama(ok. 2440m) – gejzery El Tatio(ok. 4270m) i z powrotem, najwyższa wysokość przed gejzerami, Chile, mały autobus(duży mikrobus).
15) 4333m n.p.m. – dzień 72 wyprawy(12.05.2010), Puno(ok. 3860m) – Cuzco(ok. 3350m), przeł. La Raya(wg tabliczki 4335m), Peru, duży autobus.
16-17) 4285m n.p.m. – dzień 74 i 75 wyprawy(14.05. i 15.05. 2010), Cuzco(ok. 3350m) – Santa Teresa(ok. 1700m), przeł. De Malaga(wg tabliczki 4316m), Peru, mały mikrobus(duży van).
18) 4246m n.p.m. – dzień 69 wyprawy(09.05.2010), na odcinku cieśnina Tiquina na jez. Titicaca – Copacabana(oba skrajne punkty po ok. 3820m), Boliwia, autobus średniej wielkości.
19-20) 4237m n.p.m. – dzień 51 wyprawy(21.04.2010), San Pedro de Atacama(ok. 2440m) – Laguna Miscanti(ok. 4150m) i z powrotem, najwyższy punkt przed laguną, Chile, samochód typu van.
21) 4100m n.p.m. – dzień 64 wyprawy(04.05.2010), Uyuni (ok. 3670-80m) – La Paz(ok. 3600m), najwyższa wysokość na granicy La Paz, Boliwia, duży autobus.
22-23) 3960m n.p.m. – dzień 70 wyprawy(10.05.2010), Puno(ok. 3860km) – Sillustani(ok. 3920m) i z powrotem, najwyższy punkt w okolicy Puno, Peru, mały autobus.
24) 3870m n.p.m. – dzień 71 wyprawy(11.05.2010), w Puno, Peru, mikrobus.
25) 3700-3600m n.p.m. – dzień 76 wyprawy(16.05.2010), Cuzco(ok. 3300-3400m) – Lima(ok. 70 m), najwyższa wysokość w rejonie Cuzco, Peru, duży autobus.
26) 3680m n.p.m. – dzień 61 wyprawy(01.05.2010), Uyuni(3680m) – salar Uyuni(3655m), Boliwia, auto terenowe.
27-31) 3405-3400m n.p.m. – dzień 48, 49 i 52 wyprawy(18.04., 19.04, 22.04. 2010) – najwyższy punkt na odcinku pomiędzy San Pedro de Atacama(ok. 2440m) a Calamą(2270-80m), Chile, duże autobusy, w tym piętrowe.
32) 3200m n.p.m. – dzień 26 wyprawy(27.03.2010), Puente del Inca(ok. 2740m) – Santiago de Chile(ok. 500m), najwyższy punkt przed tunelem granicznym Argentyna-Chile, Argentyna, mały autobus.
*powyższe wysokości, to najwyższe wysokości osiągnięte danego dnia pojazdem, wyjątkowo gdy było to uzasadnione, podane były dwie najwyższe liczby z jednego dnia.
*podczas przejazdów przez płaskowyż Altiplano na linii Uyuni – Laguna Verde w Boliwii oprócz najwyższych punktów dnia 4700-4900m, każdego dnia kilkukrotnie osiągane były niższe wysokości rzędu 4400-4700m.
*w rejonie płaskowyżu Altiplano można znaleźć szutrowe drogi przekraczające 5000m n.p.m. (niektóre asfaltowe czasami są niewiele niżej), po których przejechałby zwykły duży autobus.
●Najwyżej położone zbiorniki wodne na wyprawie:
1) ok. 5900m – jezioro w kraterze wulkanu Licancabur (granica Boliwia i Chile)
2) ok. 4900m – jedno większe jezioro i kilka mniejszych w pobliżu moreny czołowej Viejo Glacier w masywie Huayna Potosi, Boliwia
3) ok. 4700-4500m jeziora w tym sztuczne zbiorniki pod masywem Huayna Potosi w Boliwii
4) ok. 4400m – Laguna Chalviri w Boliwii
5) ok. 4332m wg mapy (wskazanie gps ok. 4350m) Laguna Verde w Chile w rejonie Ojosa del Salado
6) ok. 4330m Laguna Verde i Laguna Blanca w Boliwii w pobliżu wulkanu Licancabur.
7) ok. 4325m Laguna Lejia w pobliżu wulkanu Lascar, Chile
8) ok. 4300m jezioro pod drodze do gejzerów El Tatio
9) ok. 4300-4100m – cała seria jezior na płaskowyżu Altiplano na linii Uyuni – wulkan Licancabur, Boliwia (część nazw wskazano na początku tej części statystyk przy informacjach geograficznych dotyczących Boliwii)
10) ok. 4280m Laguna Colorada w Boliwii
11) ok. 4280-4260m nieduże jeziora w rejonie gejzerów El Tatio w Chile.
12) ok. 4200-4000m małe jeziorka na powierzchni lodowca lub w jego sąsiedztwie ale przy tych ostatnich woda też pochodziła z lodowca – Horcones Inferior w rejonie Aconcaguy, Argentyna
13) ok. 4120m – Laguna Miscanti i Meniques niedaleko wulkanu Lascar i blisko wulkanu Miscanti, Chile
14) ok. 3820m jezioro Titicaca (Boliwia, Peru) i jeziora w rejonie Sillustani (Peru), zwłaszcza największe Umayo
*Było też sporo zbiorników na wysokości ponad 2000 i ponad 3000m
●Liczba kilogramów przywiezionych z wyprawy: ok. 16 kg pamiątek, różnych papierów i minerałów(ok. 3kg) + ok. 4kg wysyłka z Boliwii namiotu i termosu + ok. 1kg wysyłki płyt ze zdjęciami obłożonych dla ochrony licznymi widokówkami (wysyłki z Argentyny, Chile, Boliwii, Peru i Brazylii).
●Liczba zrobionych zdjęć: ok. 25 500 (w tym kilkadziesiąt filmików), pojemność kart pamięci w GB: 32
●Szacunkowa liczba kilometrów pokonana po drogach szutrowych(wszystkie kraje wyprawy oprócz Meksyku, Anglii, Polski): na pewno ponad 5000km, może nawet około 10 000km, nieraz dziennie było to wyraźnie ponad 500km.
●Koszty wyprawy: potężne i lepiej nie wiedzieć, ale warto było je wydać (żadne biuro turystyczne/wyprawowe nie byłoby wstanie takiej wyprawy zorganizować (zresztą uwielbiam sam je sobie organizować), a gdyby podjęło próbę, zażądałoby pewnie dobre kilka razy tyle ile mnie to wszystko kosztowało). Mimo że wszelkie koszty wyprawy w liczbach bezwzględnych są bardzo wysokie, to jak na cztery miesiące, skalę i charakter wyprawy, bardzo przyzwoite. 

Wyprawa 2010: Ameryka Południowa,Meksyk,Anglia - przebieg wyprawy w skrócie

●Dzień po dniu w skrócie:

Dzień 1 – 02.03.2010 – początek wyprawy: Bytom - Pyrzowice i lot do Londynu, pobyt w Londynie(ok. 7,5mln mieszk., aglomeracja ok. 15mln) (pokonanie granicy Polska (ok. 38,1mln mieszk., ok. 313.000km2 pow.), -- UK (ok. 62mln mieszk., ok. 244.000km2 pow.)).
Dzień 2 – 03.03.2010 – przelot Londyn – Mexico City, pobyt w Mexico City(ok. 9mln mieszk. aglomeracja ok. 22mln, nieoficjalnie ok. 30mln- największe miasto Ameryki Północnej i często określane największym miastem świata) (pokonanie granicy UK – Meksyk (ok. 111,2mln mieszk., ok. 2mln km2 pow.)).
Dzień 3 – 04.03.2010 – pobyt w Mexico City i przelot Mexico City – Buenos Aires (pokonanie granicy Meksyk – Argentyna (ok. 40,1mln mieszk., ok. 2,8mln km2)).
Dzień 4 – 05.03..2010 – przylot do Buenos Aires, pobyt w Buenos Aires (ok. 3,1mln mieszk., aglomeracja ok. 13,4mln).
Dzień 5 – 06.03.2010 – pobyt w Buenos Aires.
Dzień 6 – 07.03.2010 – pobyt w Buenos Aires i wylot do Rio Gallegos. M.in. pobyt nad Estuarium(uważane za rodzaj zatoki) La Plata – rzek Parana i Urugwaj(największe na świecie, ok. 35 000km2, dł. 320km, szer. 50-220km).
Dzień 7 – 08.03.2010 – Rio Gallegos, dojazd do Punta Arenas, gdzie pobyt (pokonanie granicy Argentyna – Chile(ok. 17mln mieszk., ok. 760 000km2). Pomiędzy Punta Arenas a terenami na północ od wulkanu Copahue pobyt w Patagonii, od El Calafate do terenów przed Limą w Peru pobyt w rejonie Andów(wg różnych danych góry te mają 7500-9000km dł. – rekord światowy).
Dzień 8 – 09.03.2010 – pobyt w Punta Arenas, nad Cieśniną Magellana, Pingwiny Magellana nad cieśniną Seno Otway. Pobyt w rejonie Oceanu Atlantyckiego, pozostałe miejsca w jego pobliżu podczas wyprawy to Buenos Aires, podczas przejazdu z El Calafate do Bariloche drogą nr 3 (Argentyna), w Rio de Janeiro (Brazylia).
Dzień 9 – 10.03.2010 – przejazd z Punta Arenas przez Rio Gallegos do El Calafate (pokonanie granicy Chile – Argentyna).
Dzień 10. – 11.03.2010 – Pobyt w El Calafate i okolicach, lodowiec Perito Moreno, Jezioro Argentino(1466km2, 187m- lustro wody, głęb. do 500m), rejon Południowego Lądolodu Patagońskiego (16800km2, największy zlodowacony obszar poza Antarktydą i Grenlandią).
Dzień 11 – 12.03.2010 – pobyt w El Calafate.
Dzień 12 – 13.03.2010 – całodniowa wycieczka do El Chalten(ok. 400m) i w rejon jeziora Viedma(1088km2), Fitz Roya(3375m) i Cerro Torre(3128m), do wysokości ok. 820m.
Dzień 13 – 14.03.2010 – start autobusu z El Calafate do Bariloche m.in. drogą nr 3.
Dzień 14 – 15.03.2010 – ciąg dalszy jazdy do Bariloche m.in. przez Esquel i drogą nr 40, kilkugodzinny pobyt nad jeziorem Nahuel Huapi w Bariloche.
Dzień 15 – 16.03.2010 – przejazd na odcinku Bariloche – Neuquen – Zapala – Caviahue – Copahue.
Dzień 16 – 17.03.2010 – pobyt w Copahue.
Dzień 17 – 18.03.2010 – wejście na aktywny wulkan Copahue 2962m, graniczny z Chile.
Dzień 18 – 19.03.2010 – przejazd na odcinku Copahue – Caviahue – Zapala i start do Mendozy m.in. drogą nr 40.
Dzień 19 – 20.03.2010 – dojazd do Mendozy i pobyt w Mendozie(aglomeracja ok. 1mln mieszk.).
Dzień 20 – 21.03.2010 – pobyt w Mendozie.
Dzień 21 – 22.03.2010 – pobyt w Mendozie.
Dzień 22 – 23.03.2010 – pobyt w Mendozie.
Dzień 23 – 24.03.2010 – dojazd do Puente del Inca (ok. 2740m) i pobyt w tej miejscowości.
Dzień 24 – 25.03.2010 – przejście na odcinku Puente del Inca – Confluencia (ok. 3425m).
Dzień 25 – 26.03.2010 – przejście na odcinku Confluencia (ok. 3425m) – Plaza Francia(ok. 4261m) z lodowcem Horcones Inferior pod południową ścianą Aconcaguy 6962m – Confluencia.
Dzień 26 – 27.03.2010 – przejście na odcinku Confluencia (ok. 3425m) – Puente del Inca (ok. 2740m) i przejazd na odcinku Puente del Inca – Santiago de Chile po drodze pokonując w tunelu granicę argentyńsko-chilijską i osiągając ok. 3200m).
Dzień 27 – 28.03.2010 – pobyt w Santiago de Chile (5,3mln mieszk., aglomeracja ok. 7,2mln).
Dzień 28 – 29.03.2010 – pobyt w Santiago de Chile.
Dzień 29 – 30.03.2010 – przejazd do Valparaiso, gdzie pobyt. Pobyt nad Oceanem Spokojnym, pozostałe miejsca podczas wyprawy w jego pobliżu – przez większość dni wyprawy na odcinku Valparaiso – Antofagasta(Chile) i w Limie w Peru.
Dzień 30 – 31.03.2010 – pobyt w Valparaiso (ok. 280tys. mieszk.).
Dzień 31 – 01.04.2010 – pobyt w Valparaiso.
Dzień 32 – 02.04.2010 – przejazd z Valparaiso do La Sereny, gdzie pobyt.
Dzień 33 – 03.04.2010 – pobyt w La Serenie.
Dzień 34 – 04.04.2010 – pobyt w La Serenie.
Dzień 35 – 05.04.2010 – pobyt w La Serenie i w Coquimbo.
Dzień 36 – 06.04.2010 – przejazd z La Sereny do Copiapo.
Dzień 37 – 07.04.2010 – pobyt w Copiapo.
Dzień 38 – 08.04.2010 – wycieczka w rejon Pustyni Atacama (najsuchszej na świecie, ok. 105 000km2), pobyt nad słoną Lagunę Verde (wg mapy lustro wody na 4332m) i w okolicy laguny na ok. 4330-4400m, w rejonie Cordillera Claudio Gay, wulkanu Ojosa del Salado (6893m, 7864m – inne dane), w Parku Narodowym Nevado de Tres Cruces i powrót do Copiapo, najwyższa wysokość osiągnięta samochodem to 4597m.
Dzień 39 – 09.04.2010 – pobyt w Copiapo.
Dzień 40 – 10.04.2010 – przejazd z Copiapo do Caldery, gdzie pobyt oraz wycieczka do sąsiedniej Bahia Inglesa.
Dzień 41 – 11.04.2010 – pobyt w Calderze, wycieczka do Bahia Inglesa.
Dzień 42 –12.04.2010 – przejazd z Caldery do Chanaral, gdzie pobyt.
Dzień 43 – 13.04.2010 – pobyt w Chanaral.
Dzień 44 –14.04.2010 – przejazd z Chanaral do Antofagasty.
Dzień 45 –15.04.2010 – pobyt w Antofagaście(ok. 300tys. mieszk.), Monumento Natural La Portada.
Dzień 46 –16.04.2010 – przejazd z Antofagasty do Calamy, gdzie pobyt, początek dłuższego pobytu w rejonie Pustyni Atacama.
Dzień 47 – 17.04.2010 – pobyt w Calamie, wycieczka do Chuquicamata.
Dzień 48 – 18.04.2010 – przejazd z Calamy do San Pedro de Atacama (najwyższy punkt przejazdu 3400-3405m), wycieczka do Laguny Cejas, Ojos de Salar, Laguny Tebinquiche.
Dzień 49 – 19.04.2010 – przejazd San Pedro de Atacama – Calama – Chuquicamata – Calama – San Pedro de Atacama (dwukrotny przejazd autobusem na wys. 3400-3405m).
Dzień 50 – 20.04.2010 – gejzery El Tatio(4260-4300m, 4403m- najwyższy punkt na trasie, największe pole gejzerów w Ameryce Południowej, najwyżej położone na świecie, trzecie co do wielkości na świecie po polach w USA i w Rosji (ponad 80 aktywnych gejzerów)) i inne atrakcje po drodze, Dolina Śmierci, Dolina Księżycowa, pobyt w San Pedro de Atacama.
Dzień 51 – 21.04.2010 – Tour Laguna Altiplanicas: Pustynia i Salar de Atacama (salar ok. 3tys. km2, drugie co do wielkości pole solne na świecie), Laguna Chaxa, Laguna Miscanti, Laguna Meniques (w tym rejonie widok z dużej odległości na wulkan Llullaillaco 6739m) , Quebrada de Jere, Socaire, Toconao, krzewy Tamarugo, (najwyższy przejazd samochodem 4237m, poruszanie się pieszo 4100-4180m), pobyt w San Pedro de Atacama.
Dzień 52 – 22.04.2010 – San Pedro de Atacama – Calama – Chuquicamata (zwiedzanie kopalni miedzi, jednej z największych kopalni odkrywkowych na świecie, 1000m głęb.) – Calama – San Pedro de Atacama (dwukrotny przejazd autobusem na wys. 3400-3405m).
Dzień 53 – 23.04.2010 – pobyt w San Pedro de Atacama.
Dzień 54 – 24.04.2010 – San Pedro de Atacama – aktywny wulkan Lascar (5633m, podjazd samochodem do 4907m) – San Pedro de Atacama i wizyta w pobliskim obserwatorium astronomicznym.
Dzień 55 – 25.04.2010 – Dolina Księżycowa, Dolina Śmierci i sandboarding w tej drugiej, pobyt w San Pedro de Atacama.
Dzień 56 – 26.04.2010 – San Pedro de Atacama – wulkan Sairecabur (6003m, podjazd samochodem do 5560m, granica chilijsko-boliwijska, wejście od strony Chile) – San Pedro de Atacama.
Dzień 57 – 27.04.2010 – San Pedro de Atacama – Laguna Blanca w Boliwii (najwyższa wysokość osiągnięta podczas przejazdu to 4585m, pobyt w rejonie Laguny Blanca 4330-4470m) (pokonanie granicy Chile – Boliwia(ok. 11mln mieszk., ok. 1,1mln km2 pow.).
Dzień 58 – 28.04.2010 – Laguna Blanca (4345m) – klasyczny stratowulkan Licancabur (5938m, ale podjazd samochodem do 4600m, granica boliwijsko-chilijska, wejście od strony Boliwii) – Laguna Blanca.
Dzień 59 – 29.04.2010 – Laguna Blanca – Laguna Verde – Salar de Chalviri – Laguna Colorada – San Cristobal – Uyuni(3680m) (najwyższy punkt na trasie 4903m).
Dzień 60 – 30.04.2010 – pobyt w Uyuni.
Dzień 61 – 01.05.2010 – Uyuni – cmentarz lokomotyw(pociągów) – Colchani – największy na świecie Salar Uyuni(10582km2 pow.) z wyspą kaktusów (Pescado, inna nazwa Incahuasi) (wysokości: 3655m salar Uyuni - 3670-80m miasto Uyuni – 3735m najwyższy punkt wyspy Pescado(pomiar gps), choć wersja hiszpańska wikipedii podaje błędnie 3822m, Salar Uyuni to jedno z najbardziej płaskich miejsc na Ziemi o tak dużej powierzchni, różnica ponoć sięga jedynie 40 centymetrów).
Dzień 62 – 02.05.2010 – salar Uyuni – jazda ku Lagunie Colorada(ok. 4280m) po drodze mijając m.in. miejscowość San Juan, tereny wulkanicznie i słone jeziora, Arbol de Piedra(skalne drzewa na pustyni Siloli), wjazd do rezerwatu Nacional de Fauna Andina Eduardo Avaroa. Cały ten rejon to płaskowyż Altiplano (średnio ok. 3750m wys. a rejon rezerwatu Avaroa średnio znacznie powyżej 4000m-podobnie jak Tybet) rozciągający się od północnego Chile i Argentyny, poprzez zachodnią Boliwię i południowe Peru. Jednak miejscowi nadali wielu fragmentom, nieraz bardzo małym, odrębne nazwy jak pustynia Siloli, kiedy ten cały teren jest bardzo pustynny, łączy się z innymi terenami pustynnymi jak Pustynia Atacama. Cały dzień pobyt znacznie powyżej 4000m (zwiedzanie na wysokościach 4100-4600m), najwyższy punkt przejazdu 4718m.
Dzień 63 – 03.05.2010 – Fumarole Sol de Manana (4860-4880) – laguna i salar Chalviri – Laguna Verde pod Licancaburem – Laguna Colorada – Uyuni – start autobusu do La Paz. Prawie cały dzień znacznie powyżej 4000m, najwyższe dwa punkty przejazdu to 4915(w drodze do Laguny Verde, w okolicy fumaroli) i 4903m(w drodze do Uyuni).
Dzień 64 – 04.05.2010 – dojazd do La Paz (przed miastem wysokość ok. 4100m), pobyt w La Paz (3600m-4200m- najwyżej położona stolica świata, ok. 1,2mln mieszk., aglomeracja ok. 2,1mln).
Dzień 65 – 05.05.2010 – pobyt w La Paz.
Dzień 66 – 06.05.2010 – La Paz – dojazd do Base Camp(ok. 4780m) pod Huayna Potosi – Lodowiec Viejo (na odcinku ok. 4880-4950m).
Dzień 67 – 07.05.2010 – Base Camp – Rock Camp (5190m) w masywie Huayna Potosi.
Dzień 68 – 08.05.2010 – Rock Camp i atak szczytowy z lodowca poniżej (ok. 5150m) na szczyt Huayna Potosi (6088m, wskazanie gps 6108m) – Base Camp, powrót do La Paz.
Dzień 69 – 09.05.2010 – La Paz – cieśnina Tiquina(na jeziorze Titicaca) – Copacabana – Puno(ok. 3860m, ale zakres metrów w Puno jest dużo większy). Najwyższa wysokość na trasie ok. 4246m. Pokonanie granicy Boliwia -- Peru (ok. 30mln mieszk., ok. 1,3mln km2 pow.).
Dzień 70 – 10.05.2010 – Puno nad jez. Titicaca i ruiny inkaskie w Sillustani (do 3920m, na trasie przejazdu do 3960m).
Dzień 71 – 11.05.2010 – pobyt na jeziorze Titicaca, trzcinowe wyspy Uros, wyspa Taquile (najwyższa osiągnięta wysokość 3946m). Titicaca – trzecie co do powierzchni – ok. 8370km2 - w Amer.Południowej po dwóch większych jez. lagunowych(niektórzy traktują jeziora lagunowe jako część mórz i oceanów), największe wysokogórskie jezioro świata (lustro wody ok. 3820m, kilkumetrowe wahania).
Dzień 72 – 12.05.2010 – Puno – Cuzco, pobyt w Cuzco (ok. 3300-3400m), najwyższy punkt na trasie wg gps 4333m (Abra la Raya, na tabliczce pisało 4335m).
Dzień 73 – 13.05.2010 – pobyt w Cuzco(ok. 350tys. mieszk.) i okolicy – Sacayhuamán – ruiny inkaskie na ok. 3600m i okoliczne wzgórza do ok. 3700m.
Dzień 74 – 14.05.2010 – Cuzco – Abra de Malaga(4285m wg gps, na tabliczce 4316m) – Santa Teresa – Aguas Calientes (najniższy punkt na trasie to ponad 1000m).
Dzień 75 – 15.05.2010 – Aquas Calientes (ok. 2000-2050m) – Machu Picchu(ruiny inkaskie- 2400-2500m) – Wayna Picchu(2690m) – Aquas Calientes – Santa Teresa – Abra de Malaga(4285m wg gps, na tabliczce 4316m) – Cuzco(już w nocy następnego dnia).
Dzień 76 – 16.05.2010 – pobyt w Cuzco i wyjazd do Limy (maksymalna wysokość szacunkowo 3600-3700m).
Dzień 77 – 17.05.2010 – dojazd do Limy, pobyt w Limie Barranco (Lima ok. 7,6mln mieszk., aglomeracja ok. 8,5mln, drugie co do wielkości miasto na świecie położone na pustyni(po Kairze)).
Dzień 78 – 18.05.2010 – pobyt w Limie.
Dzień 79 – 19.05.2010 – pobyt w Limie, m.in. zwiedzanie ruin Kultury Lima w Miraflores.
Dzień 80 – 20.05.2010 – Lima – Iquitos, pobyt w Iquitos(ok. 400tys. mieszk.).
Dzień 81 – 21.05.2010 – Iquitos i Amazonia, m.in. Amazonka i Tapira, lasy deszczowe (Amazonka uchodzi za najdłuższą lub drugą po Nilu rzekę świta, podaje się długość najczęściej od 6400 do 6800km, czasami nawet 6937km lub 7025km, Amazonka to rzeka o największym średnim przepływie wody na świecie: 225 000m3/s, kiedy Nil jedynie 2 830m3/s, posiada największe dorzecze na świecie ok. 7mln km2).
Dzień 82 – 22.05.2010 – pobyt w peruwiańskiej części Amazonii (lasy deszczowe o największym obszarze na świecie(ok. 5,5mln km2) i niezwykle bogatej florze i faunie – najbogatszej na Ziemi).
Dzień 83 – 23.05.2010 – pobyt w Amazonii, Iquitos, powrót do Limy.
Dzień 84 – 24.05.2010 – pobyt w Limie.
Dzień 85 – 25.05.2010 – pobyt w Limie i start do Sao Paulo w Brazylii.
Dzień 86 – 26.05.2010 – przylot do Sao Paulo(ok. 11mln mieszk., aglomeracja ok. 20mln – największe miasto Ameryki Południowej), gdzie pobyt. Brazylia: ok. 193mln mieszk.(inne dane ok. 201mln mieszk.), ok. 8,5mln km2 pow.
Dzień 87 – 27.05.2010 – pobyt w Sao Paulo.
Dzień 88 – 28.05.2010 – Sao Paulo – Marilia(ok. 230tys.mieszk.) – Lupercio.
Dzień 89 – 29.05.2010 – pobyt w Lupercio
Dzień 90 – 30.05.2010 – pobyt w Lupercio i w Ocaucu oraz w tych okolicach.
Dzień 91 – 31.05.2010 – pobyt w rejonie Lupercio, Ocaucu i w Marilia.
Dzień 92 – 01.06.2010 – pobyt w Lupercio i wyjazd do Marilia i Assis, skąd start do Rio de Janeiro przez Sao Paulo.
Dzień 93 – 02.06.2010 – dojazd do Rio de Janeiro, gdzie pobyt w dzielnicy Copacabana (Rio de Janeiro ok. 6,2mln mieszk., aglomeracja ok. 14,5mln).
Dzień 94 – 03.06.2010 – pobyt w Rio de Janeiro (Copacabana).
Dzień 95 – 04.06.2010 – Rio de Janeiro z Copacabaną, Ipanemą, Corcovado(710m).
Dzień 96 – 05.06.2010 – Rio de Janeiro (centrum, Copacabana) z Pao de Acucar(396m) i wyjazd do Assis przez Sao Paulo.
Dzień 97 – 06.06.2010 – dojazd do Assis skąd do Marilia i Lupercio, gdzie pobyt.
Dzień 98 – 07.06.2010 – Lupercio i przejazd m.in. przez Foz de Iguacu do Puerto Iguazu po stronie argentyńskiej (pokonanie granicy Brazylia -- Argentyna).
Dzień 99 – 08.06.2010 – Wodospad Iguazu na rzece Iguazu(ok. 1320km dł) (część argentyńska, dokładnie seria 275 wdsp., szerokość 2,7km, do 82m wys., druga wielkość przepływu na świecie(1746m3/s) po Niagarze, jeden z największych wdsp. świata, największy w Amer.Pd.) i pobyt w Puerto Iguazu.
Dzień 100 – 09.06.2010 – kopalnia minerałów Wanda, wjazd do Brazylii (pokonanie granicy Argentyna -- Brazylia) i Foz de Ignacu(ok. 330tys. mieszk.) oraz elektrownia wodna Itaipu na rzece Parana(4380km dł., dorzecze 3,1mln km2 – jedynie Amazonka w Amer.Pd. pod tymi względami jest większa, Itaipu- druga co do wielkości na świecie elektrownia wodna po chińskiej zaporze Trzech Przełomów), wjazd do Paragwaju (pokonanie granicy Brazylia -- Paragwaj(ok. 7 mln mieszk., ok. 410 000km2 pow.) i Ciudad del Ester(ok. 350 tys. mieszk.), wjazd do Brazylii (pokonanie granicy Paragwaj -- Brazylia), wjazd do Argentyny, gdzie pobyt w Puerto Iguazu (pokonanie granicy Brazylia -- Argentyna).
Dzień 101 – 10.06.2010 – pokonanie granicy Argentyna -- Brazylia, Wodospad Iguazu (część brazylijska) i powrót do Lupercio już dnia następnego.
Dzień 102 – 11.06.2010 – pobyt w Lupercio.
Dzień 103 – 12.06.2010 – pobyt w Lupercio i Santa Terezina.
Dzień 104 – 13.06.2010 – pobyt w Lupercio i w Ocaucu.
Dzień 105 – 14.06.2010 – pobyt w Lupercio i w Ocaucu oraz w okolicach.
Dzień 106 – 15.06.2010 – pobyt w Lupercio.
Dzień 107 – 16.06.2010 – pobyt w Lupercio i w Marilia oraz w okolicach.
Dzień 108 – 17.06.2010 – pobyt w Lupercio i w okolicach (na plantacji kawy).
Dzień 109 – 18.06.2010 – Lupercio – Marilia – Sao Paulo i przed samą północą wylot do Mexico City.
Dzień 110 – 19.06.2010 – przylot do Mexico City (Meksyk), gdzie pobyt.
Dzień 111 – 20.06.2010 – pobyt w Mexico City i wycieczka do piramid w Teotihuacan (Kultura Teotihuacan).
Dzień 112 – 21.06.2010 – pobyt w Mexico City i wycieczka do Amecameca i Xochimilco.
Dzień 113 – 22.06.2010 – pobyt w Mexico City i start lotu do Londynu.
Dzień 114 – 23.06.2010 – przylot do Londynu (Anglia, część UK), gdzie pobyt.
Dzień 115 – 24.06.2010 – pobyt w Londynie.
Dzień 116 – 25.06.2010 – pobyt w Londynie.
Dzień 117 – 26.06.2010 – przelot na odcinku Londyn – Pyrzowice i dojazd do Bytomia - koniec wyprawy.

Opublikowano w Blog
czwartek, 05 grudzień 2013 13:45

Borobudur Prambanan (Indonezja)

To nie magiczne zaklęcie tylko nazwa dwóch najważniejszych zabytków w Indonezji. Oba znajdują się w niedużej od siebie odległości na wyspie Jawa, w jej środkowej części, koło miasta Yogyakarta, w miejscowym języku zwanego „Dziodziakartą”. Dla miejscowych to po prostu „Dziodzia”.

Ponad 200 mln muzułmanów

Blisko 90 procent mieszkańców Indonezji z liczby 240mln to muzułmanie. W żadnym innym państwie na świecie nie spotkamy ponad 200mln wyznawców tej religii. Dlatego paradoksem jest, że dwa największe zabytki to świątynie buddyjskie i hinduistyczne. Wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Borobudur

Potężna buddyjska świątynia, stojąca na niewielkim wzgórzu (Borobudur znaczy Świątynia-Wzgórze). Jej budowa trwała około 75 lat, a ukończona została w 825 r. n.e. Posiada piramidalny kształt, pięć tarasów, a przy dobrej pogodzie widać stąd bardzo aktywny wulkan Merapi (2930 m). Borobudur słynie ze stup znacznych rozmiarów, zwanych też dagobami, w których siedzi Budda. Ich liczba to: 72, największa jest zwieńczeniem świątyni – w niej posągu założyciela buddyzu akurat nie ma. Poniżej stup znajdują się przepiękne rzeźby i płaskorzeźby. Przedstawiają sceny z życia Buddy i z jego poprzednich wcieleń, tzw. dżataki. Sporo jest uszkodzonych, co nie zmienia faktu, iż Borobudur w mało atrakcyjnej architektonicznie Indonezji robi ogromne wrażenie. Ma to swoje konsekwencje. Tłumy turystów, zwłaszcza od czerwca do września. Do tego namolni handlarze, z którymi należy się ostro targować.

Na zwiedzenie świątyni wystarczy godzina do dwóch, chociaż miłośnicy detali architektonicznych mogą tam spędzić kilka dni i nudzić się nie będą. Zaś tropikalny klimat zapewnia ogromną wilgotność i częste deszcze Nie bez wpływu na zabytkowy obiekt – osuwa się. Występujące trzęsienia ziemi również sukcesywnie go niszczą, aczkolwiek w większym stopniu ten problem dotyczy kompleksu Prambanan. Przebywając w rejonie Borobudur warto odwiedzić niewielką świątynię Pawon (Candi Pawon). Także z 9 w n.e i także jest buddyjska. O ile słynna sąsiadka nie ma żadnych pomieszczeń w swojej konstrukcji, to do tej przyjeżdża się właśnie dla jej wnętrza. A w nim trzy posągi o wysokości trzech metrów: w centrum Budda, po prawej bodhisattwa Awalokiteśwara (istota, która w buddyzmie uosabia wielkie współczucie), po lewej: skruszony diabeł Wadżrapani. W bezpośrednim sąsiedztwie wybudowano nowy kompleks świątynny z dużą ilością zieleni.

Prambanan

Nic nie stoi na przeszkodzie, by tego samego dnia co Borobudur, zwiedzić również hinduistyczny kompleks świątynny Prambanan. Większy i równie stary. Budowę ukończono ok. 850 r. n.e. W dużej mierze znajduje się w ruinie, chociaż główne świątynie, wraz z najwyższą (47m) poświęconą Sziwie, są w dosyć dobrym stanie (zrekonstruowano je). Co nie jest sprzeczne z faktem, iż czasowo niektóre z nich należy zwiedzać w obowiązkowym kasku ochronnym. Ogromnych szkód dokonało trzęsienie ziemi z 2006 roku, z którego skutkami nie uporano się do dnia dzisiejszego. Świątynie mają kształt piramidalny, chociaż dzieci zapewne wolałyby określenie, że rakiet kosmicznych. Wewnątrz części z nich zachowały się posągi hinduistycznych bóstw. Na zewnątrz znajdują się liczne rzeźby i płaskorzeźby. Prambanan ze względu na swoje walory turystyczne przyciąga nie mniej zwiedzających niż Borobudur.  

W skład kompleksu wchodzi kilka innych świątynnych zespołów. Mniejszych i bardzo zrujnowanych. Poza jednym – Sewu. Ten jest całkiem pokaźnych rozmiarów, w lepszym stanie i dla odmiany buddyjski. Z Prambanan jest do przejścia około kilometr. Elementem rozpoznawczym są pilnujące wejścia dwa posągi strażników – Dvarapala. Najbardziej okazała i najlepiej zachowała się centralna świątynia. Miłą niespodzianką jest zazwyczaj niewielka liczba turystów. Gorąco, parno, daleko od głównej atrakcji – to są tego powody. Sewu powstało w tym samym czasie co Prambanan i ma bardzo podobną architekturę. Co nie oznacza, że nie jest godne uwagi. Wręcz przeciwnie. A fakt pozostawania w ruinie, dodaje w tym wypadku uroku. Na zwiedzenie obu świątyń dobrze jest dysponować czasem dwóch-trzech godzin. Natomiast, gdyby się okazało, że jesteśmy ubrani zbyt skromnie, tak jak i w Borobudur, przy wejściu obsługa wypożyczy nam w cenie biletu sarong – rodzaj tradycyjnej spódnicy upiętej z jednego kawałka tkaniny. 

Więcej na blogu: tytuł: Świątynie: Borobudur, Prambanan, Pawon, Sewu (Jawa, Indonezja, 10.IX.2013): TUTAJ

Świątynie na zdjęciach:  1-4 Borobudur, 5 Pawon, 6-8 Prambanan, 9 Sewu.

Opublikowano w Przewodniki Turystyczne

 

Na filmie / The video

AUSTRALIA  - Północne Terytorium, Rzeka Adelajda  / Northern Territory, Adelaide River

AUSTRALIA – Wąwóz Barramundi (Maguk), Park Narodowy Kakadu / Maguk (Barramundi Gorge, Kakadu National Park

AUSTRALIA – Wodospady Twin, Park Narodowy Kakadu / Twin Falls, Kakadu National Park

AUSTRALIA – Wodospad Jim Jim, Park Narodowy Kakadu / Jim Jim Fall, Kakadu NationaPark

AUSTRALIA – Wodospady Florence, Park Narodowy Litchfield / Florence Falls, Litchfield National Park

AUSTRALIA – Rzeka Buley, Park Narodowy Litchfield / Buley rockhole, Litchfield National Park

AUSTRALIA – termity, Park Narodowy Kakadu / Termite Mount In Kakadu National Park

INDONEZJA / INDONESIA – Cieśnina Sundajska i wulkan Anak Krakatau ok. 300m / Sunda Strait and Volcano Anak Krakatau

INDONEZJA / INDONESIA – Yogyakarta (hostel)

MALEZJA / MALAYSIA – Borneo / Borneo Island

FILIPINY / PHILIPPINES – miejscowość i wulkan Bulusan, wyspa Luzon / Village and Volcano Bulusan, Luzon Island

FILIPINY / PHILIPPINES – wulkan Mayon, wyspa Luzon / Mayon Volcano, Luzon

FILIPINY / PHILIPPINES – krater wulkanu Pinatubo,  Luzon / Pinatubo Volcano, Luzon

MALEZJA / MALAYSIA – góra Kinabalu 4095m, Borneo / Mount Kinabalu 4095m, Borneo Island

INDONEZJA / INDONESIA – Medan, Sumatra / Medan city, Sumatra Island

MALEZJA / MALAYSIA – okolice jaskiń Batu koło Kuala Lumpur /  Batu caves area near Kuala Lumpur

INDONEZJA / INDONESIA – Tengger Kaldera i wulkany Bromo, Batok, Semeru, wyspa Jawa / Tengger Caldera (volcanoes Bromo, Batok, Semeru), Java Island

INDONEZJA / INDONESIA – wulkan Merapi 2930m, Jawa / Merapi volcano 2930m, Java

INDONEZJA / INDONESIA – wulkan Ijen 2799m i kopalnia siarki, Jawa / Ijen Volcano 2799m and sulfur mine

INDONEZJA / INDONESIA – wulkan Lokon Tompuluan (Tompaluan) ok. 1300m, wyspa Sulawesi / Volcano Lokon Tompuluan about 1200m, Sulawesi Island (Celebes)

KAMBODŻA / CAMBODIA – żaby w Siem Reap / frogs in Siem Reap

Opublikowano w Filmy
czwartek, 17 październik 2013 10:41

Miasto Medan (Sumatra, Indonezja)

Czy ja nie moge raz czegos zrobic normalnie? Ile razy bede sie jeszcze rozpakowywal i ponownie pakowal? Oj duzo. Taka sobie karkolomna trase wymyslilem. Zamiast sobie spokojnie spac w tym Parapat, czy jak mu tam, walcze z zagadnieniem: jakim cudem to wszystko ma sie zmiescic w plecaku. Modlow muzulmanskich o piatej rano nie slychac, mimo ze meczet niedaleko. Koguty nie pieja. Tylko mam 150 roznych rzeczy rozwalonych w niewielkim pokoju, ktore musze jakos upchac. Trzeba bylo wstac po 6 rano, pakowanie, by lapac na drodze autobus po 8. Skutecznie. Ale co to byl za autobus. Ponad rok w tej Azji spedzilem w ostatnich latach i nie przestaje mnie zadziwiac. Autobus musial miec przygode. Wywrocil sie, spadl, czy cos takiego. Jego sciany boczne sie polamaly badz odpadly. Pojazd na zlom. Nie, nic z tych rzeczy. Polak potrafi, to Indonezyjczyk tez. Sciany wspawano w autobus, a moze przyklejono. Lecz pewnie za bardzo sie ruszaly. Dlatego przy suficie sciany poloczyla metalowa belka stabilizujaca. I jedziemy. Gory, na horyzoncie aktywny wulkan Sinabung, zakrety. Czekam kiedy wraz z boczna sciana spadne do przepasci.

Nie spadlem, dotarlem do rowninnego Medan po 4-ch godzinach jady. Niemozliwe, ze tak szybko. Motoriksza, ktore tutaj jezdza, znalazlem swoj homestay - tez swietny patent, popularny tutaj. Nie ma okien, a pokoje maja sciany nawet nie z gipsu tylko z plyt drewianych. Jedno mocne kapniecie i pokoju nie ma.  

Medan to jakby stolica Sumatry, najwieksze miasto, ponad 2mln mieszkancow, aglomeracja ponad 4mln. Ale co to jest przy Jakarcie, odpowiednio ponad 10 i ponad 28mln. Nie mniej miasto potezne. Jak na Indonezje miasto dosyc bogate i czyste. Najczysciejsze jakie tutaj widzialem. Mozna spotkac w centrum kosze na smieci. Ale spokojonie, w Polsce, ktora nie jest oaza czystosci, byloby to najbardziej zasmiecone miasto. Chodzac po nim, bo spacerowac sie tutaj nie da, widzialem kilka szklanych budynkow, troche starych po-kolonialnych, centra handlowe, dworzec kolejowy (i byly na nim pociagi), znak kierujacy do jakiegos krotkiego odcinka tutejszej autostrady. Poza tym pare meczetow, rzeka - mnostwo wody - i starczy tego chodzenia. 

Trwa pora deszczowa, koszmarnie wilgotno. Chyba jestem jedynym turysta tutaj. Na ulicach wszyscy na mnie trabia, machaja i wolaja: "hallo mister", wiem, niektorzy robia sobie jaja. Coscie bialego nigdy nie widzieli? Poza tym 15-go pazdziernika obchodzili tutaj swieto muzulmanskie. Chrzescijanie pracuja, muzulmanie swietuja. Wkolo z glosnikow rozbrzmiewaly modly.

Medan jest piekne jak kazde indonezyjskie miasto. Po dwoch miesiacach przywyklem. Jeszcze z dwa i zaczne uwazac tutejsze miejscowosci na swoj sposob za klimatyczne. Lecz to juz moje ostatki w Indonezji. Tutejsze lotnisko i kupiony bilet zmusily mnie do przyjazdu. Bilet kupilem na stare lotnisko Polonia, ale odlece z nowego Kuala Namu, polozonego 40km od miasta. Ciagle w budowie, ale ponoc wypasione, piekne i eleganckie. A gdzie polece? A do Singapuru. Na potrzeby lotniska wykarczowano ogromna plantacje palmy olejowej, ale miejscowi mowia, ze bylo warto. Stare lotnisko 85-letnie nie wyrabialo sie juz z pasazerami i nie spelnialo zadnych standardow.  Nowe posiada blisko 4-kilometrowa droge startowa. Moga tutaj ladowac nawet najwieksze statki kosmiczne. Nie, nie pomylilem sie w poprzednim zdaniu. Polonia obslugiwala 8mln pasazerow rocznie, wiecej niz mogla, a potrzeby tutaj sa nawet na 30mln.

Koniec wulkanow, koniec gor na tej wyprawie - niemozliwe. A jednak. Nadszedl czas powrotu do domu. Bigosik, ziemniaczki, schabowy, rolada, polski chleb, polskie wedliny, zolty ser - juz nie moge sie doczekac. Zaraz, zaraz Gawlik. Ty chyba zapomniales jak od kilku wypraw organizujesz swoje powroty. No jak? Sa coraz dluzsze. O kurde, fakt. Tym razem wracal do Polski bede trzy tygodnie. Bigosiku, musisz poczekac. Musze sie jeszcze pomeczyc z ryzem i makaronem. Nie moglbym mieszkac w Indonezji. Na tym zarciu dlugo bym nie pozyl. 

Na koniec tego wpisu wspomne o czyms jeszcze. Obserwuje to niemal codziennie, ale przedostatni poranek w Indonezji naklonil mnie, by napisac o tym. W cenie pobytu w homestayu mam sniadanie. Wyjatkowo pozno jak na mnie schodze na nie, bo po osmej. Ale nie ma chleba - tabliczka informuje, ze na czlowieka sa dwa tosty, ktore musi sobie sam zrobic. Pracownica idzie po chleb. 15min pozniej mam chleb - tostowy, innego tutaj nie ma. Moge zrobic sobie moje dwa tosty, pytam wiec o jakis dzem. Dzemu nie ma. Musi isc do sklepu. Okay, nie chce tego wspanialego sniadania. Poprosze o kawe. Pudelko na kawe puste. No to herbate, sa ostatnie dwie torebki w pudelku. Super. To jeszcze lyzeczka cukru i bedzie idealnie. Cukier sie skonczyl. Zapomnijcie, wypije kawe i zjem cos na miescie. Dziewczyna, ktora zastalem na telefonicznych pogaduszkach z kolezanka albo kolega, chciala jakos naprawic sytuacje i z lodowki wyjela mi kawalek zepsutego arbuza. Chyba chca mnie tutaj otruc na koniec:)  Ten schemat w roznych konfiguracjach jest tutaj standardem. Pokoje brudne, co najwyzej byle jak pozamiatane, oalety niesympatyczne, posciel znaczy sie przescieradlo i ewentualnie poduszka - ile osob na tym spalo? I tak od dwoch miesiecy. Podrozuje od lat, spalem w gorszych warunkah. Chodzi mi jednak o cos innego. Pracownicy cale dnie siedza, leza, rozmaiaja ze znajomymi, bawia sie telefonami, jak jest komputer w recepcji to oczywiscie facebook. Zobaczyc ich pracujaych - prawie niemozlie. Mimo ze jest brudno, nie ma chleba, cukru, kawy, dzemu i wielu innych rzeczy, ktore powinny byc. Indonezyjczycy narzekaja, ze malo zarabiaja, ale moi drodzy, za taka prace w Polsce, nikt bym wam nie zaplacil zlamanego grosza. Nalezyte wykonywanie swoich obowiazkow, wydajnosc - to pojecia niemal obce w tym kraju. Dlatego tutaj jest jak jest.  

Pozdrawiam

Gregor

PS

Medan duze miasto a trzykrotnie podczas pisania tej wiadomosci wylaczono prad. Dobrze, ze mam anielska cierpliwosc:)

Na zdjeciach: najczesciej widziany znak drogowy w Indonezji - meczet, znaki kosciolow chrzescijanskich maja wiezyczke z krzyzem. Wylala rzeka, mozna umyc motor. Na kolejnych zdjeciach Medan.  Motoriksza. Meczet Raya. Kapiel w rzece i uboj zwierzat - w centrum miasta. Kierowca motorikszy, sklepik, najlepszy samochod jaki widzialem w Indonezji. Moze ktos ma ochote na chinski slub, byle nie ze mna. Handlarz na skrzyzowaniu. Hit mody muzulmanskiej - tak mi sie spodobalo, ze kupilem sobie dwa nakrycia glowy. Tutaj kochaja motorki, na motocykle ich nie stac. Grzegorz przed meczetem Raya. Jedna z glownych arterii Medan. 

Opublikowano w Blog
poniedziałek, 07 październik 2013 09:00

Manado, Tomohon, Kali, waruga (Sulawesi, Indonezja)

Wyspa Sulawesi (Celebes), jedenasta wyspa swiata pod wzgledem powierzchni. Odwiedzilem czesc polnocna. Z prowincji Polnocnej Sulawesi oddzielila sie kiedys czesc muzulmanska i dzisiaj jest to wybitnie katolicka prowincja. Nawet w malej miejscowosci potrafia byc cztery duze koscioly, moze roznych wyznan. Troche meczetow tez tutaj jest. Tak na marginesie Indonezja ma ponad  siedem tysiecy wysp. 

Manado to stolica prowincji Polnocne Sulawesi, liczy ponad 400 tys. mieszk. Jest brzydka jak wszystkie indonezyjskie miasta, lecz jest tutaj kilka nowoczesnych centrow handlowych, chodniki, ktore czasami da sie uzyc, nad portem buduja spory most. Miasto duzo bogatsze niz inne w Indonezji, tak samo jak polnocna czesc wyspy. Nie dziwie sie, ze wyspa Sulawesi mysli o odlaczeniu sie od Indonezji.

Tomohon to nieduze miasto, 25km od Manado. W jego okolicy znajdziemy wulkany, jezioro, wodospady, a dwie nietuzinkowe atrakcje to miejscowy targ i grobowce waruga porozrzucane po okolicy. Sklad etniczny Indonezji jest roznorodny i tutejsza ludnosc, jej czesc, ma swoje smakolyki, ktore mozna kupic na targu. Psy, weze czy nietoprze. Natomiast waruga to grobowce przedchrzescijanskie, majace po 450-500lat. 

Wodospad Kali - najbardziej tutaj znany, niedaleko Manado. Mierzy dobre 30 metrow i obfituje w wode. W otoczeniu lasy rownikowe.

Polnocne Sulawesi bardzo mnie zaskoczylo - in plus. Jak nie Indonezja. Temu terenowi pod wzgledem rozwoju blizej np. do Sabah w Malezji na Borneo, niz do indonezyjskich wysp, ktore dotychczas odwiedzilem. Jest tutaj czysciej, chociaz w rzekach i morzu nadal laduje sporo smieci. Lepsze drogi, chodniki, lepsza komunikacja publiczna, mikrolety jezdza nawet o 20:00, co w wielu zurbanizowanych rejonach chocby Jawy nie ma miejsca. Ludzie znaja troche lepiej angielski a co najfajniejsze, sa duzo sympatyczniejsi i bardziej pomocni. Jesli dotychczas Indonezyjczycy zrobili na mnie bardzo przecietne wrazenie - z kilkoma wyjatkami - to mieszkancy Polnocnej Sulawesi duzo lepsze. Pomocni, zyczliwi, nieraz nawet bezinteresowni. Caly czas sluzyli mi pomoca. Podchodzili do mnie i pytali gdzie jade, jak mi pomoc. Lapali za mnie mikrolety, ojeki. To bardzo ulatwialo wszystko. Dla nich drobiazg, dla mnie znaczaca pomoc. Dotychczas w Indonezji takie historie zdarzaly mi sie sporadycznie, a tutaj wielokrotnie kazdego dnia. Nawet z cenami tak nie szaleja. Region bogaty, co widac, wiecej aut niz motorow, dobrych aut. Tutejsi ludzie sa pracowici, przedsiebiorczy - jak nie Indonezyjczycy, ktorych dotad spotykalem. Gdy potrzebowalem kupic klej w markecie i pokzalem, ze cos jest zlamane i chce skleic od razu mnie zaprowadzono na polke z klejem. Kilkukrotnie to samo pokazywalem na innych indonezyjskich wyspach i nikt z pracownikow marketow nie zalapal. Moze to przypadek, a moze nie. 

Pare razy pytalem, dlaczego tutaj jest czysciej, wiekszy porzadek, lepsze drogi, lepsza organizacja niz gdzie indziej w Indonezji. Za kazdym razem slyszalem ta sama odpowiedz, ktora jest bardzo kontrowersyjna: "bo tutejsi ludzie sa katolikami a nie muzulmanami".

Tutejsze markety sa duzo lepiej zaopatrzone, zadnych problemow z tunczykiem w puszce i pomidorami. Co ciekawe, na polkach po 5-10 rodzajow tunczyka, kilku roznych producentow. Polowa wyprodukowana w Indonezji, reszta zapakowana w puszki w Indonezji. To dlaczego na Sumbawie, Lomboku, Bali i Jawie tak ciezko kupic tunczyka w puszcze? Jedno jest tylko takie same, koszmarnie wolna obsluga przy kasach. W Europie zycie takich kasjerek byloby zagrozone, ktos by nie wytrzymal.  Dziewczyny rowniez sa tutaj ladniejsze, a ludzie bardziej zadbani, lepiej ubrani.

To ciagle jednakze Indonezja, zeby bylo jasne. 

Co do pogody, to codziennie padalo popoludniu, wieczorem lub w nocy, a w ostatni dzien w Manado padalo prawie caly czas, pelne zachmurzenie. Niby zbliza sie pora deszczowa, ale objawia sie glownie wieczornymi i nocnymi opadami, dlatego miejscowi byli zdziwieni pogoda tego dnia. Dla mnie idelanie, slonce mnie troche spalilo - jego brak cieszyl, opuszczalem wyspe Bunaken - pogoda nie miala zatem znaczenia.

Dygresje

Na kazdej z indonezyjskich wysp doswiadczam dluszych lub krotszych awarii pradu, nie inaczej bylo na Sulawesi. 

Tak jak nie ma tutaj powszechnego systemu emerytalnego, tak nie ma zasilkow dla bezrobotnych. Indonezyjczycy sie dziwia, ze po ukonczeniu pewnego wieku ktos dostaje pieniadze, gdy jest kaleka dostaje pieniadze, gdy straci prace przez pewien czas dostaje pieniadze. Polska na tym tle marnie wypada, ale kraje bogatego Zachodu rzeczywiscie Indonezyjczykom imponuja. 

Na zdjeciach: wioska kolo wodospadu Kali, grobowce waruga kolo Tomohon, targ w Tomohon, port i uczniowie w Manado.

Opublikowano w Blog
Szczescie mi dopisalo, malo czasu, dwa parki do zobaczenia. Z Litchfield nie ma problemow, ale z Kakadu bywaja. 3-dniowe wyjazdy nie odbywaja sie codziennie. Mimo to udalo mi sie zarezerwowac intensywny, taki jaki chcialem, wyjazd do tego drugiego. DZIEN 1. Wstalem o 6:00, przed 7:00 przyjechal po mnie samochod (toyota land cruiser, w Australii dominuja japonskie samochody), nastepnie odebralismy pozostala osemke uczestnikow. Przystanek pierwszy: rzeka Adelajda. Slynie z duzej koncentracji Krokodyli Slonowodnych, zwanych tutaj "Saltie", inna nazwa to Rozancowe (do 7m dlugosci, do 1 tony wagi). W rzece plywaja rowniez mniej agresywne slodkowodne, zwane tutaj Freshwater (Krokodyl Australijski). Saltie to inteligentne  i agresywne krokodyle. Atakuja kazde zwierze napotkane w wodzie. Maja swietny wech i z daleka wyczuwaja kazde stworzenie znajdujace sie w wodzie, potrafia dlugo przebywac pod jej powierzchnia, by nagle sie wynurzyc. Co roku zabijaja ludzi. Plynac statkiem po rzece troche je karmilismy, obserowalismy jak wysoko potrafia skoczyc po kawalek miesa, jak sa szybkie. A w rzece i w zaroslach, byly ich dziesiatki. Pamietam jak na Borneo ludzie opowiadali, ze gdzies tam w rzece widzieli 4-5 sztuk. Na Adelajdzie przy jednym spojrzeniu widzialem ich nawet 20. 

Nastepnie ogladalismy miejscowe weze, bawoly, ptaki, domy termitow wysokie na kilka metrow, zbudowane z ziemi i trawy. Termity sa calkiem smaczne, smakuja jak pieprz. Dalej nasza trasa prowadzila obok poligonu wojskowego szutrowymi drogami. Tutejsze drogi czy asfaltowe czy szutrowe sa wysmienite, mozna smialo jechac grubo ponad 140km/h (i tak jechalismy, glosna muzyka, huk wiatru, bo za klime sluzyly otwarte okna i do przodu). Zreszta jak zwiedzac Australie to albo majac samochod albo wykupujac wyjazd - innych sensownych opcji nie ma. Wybor jest ogromny, od intensywny traperskich, jak ta opisywana, po luksusowe. Kolejny cel to Maguk (Barramundi Gorge, poludniowa czesc Kakadu). Efektowne skaly tworzace kanion, wodospady, w tym jeden duzy, jeziora. I wszedzie tablice ostrzegawcze o krokodylach, ale to glownie dotyczy pory deszczowej, trwa jeszcze sucha, ryzyko niewielkie. Wystarczy sie rozejrzec czy nie ma krokodyli, jak nie ma, to smialo mozna plywac. Wpierw udalismy sie powyzej glownego wodospadu, ponad kilometr od parkingu. Fantastyczne miejsce. Waski kanion, ktorym plynie rzeka, niewielkie wodospady. Woda majaca 25 stopni Celsjusza jak nie wiecej byla zbyt ciepla, ale lepiej siedziec w takiej wodzie, niz w zadnej, gdy blisko 40 stopni w cieniu i ogromna wilgotnosc. Niektorzy z nas pozstanowili troche poszalec, dlatego poplynelismy w glab kanionu, wpierw sie wspinajac po wodospadach (1-2 metry, woda gleboka), a potem z nich spadajac. Nie pamietam kiedy sie tak ostatnio poobijalem. Zwlaszcza kolana i posladki. Ale rowniez lydki, uda, plecy, rece, stopy. Pelno siniakow, ran, ale warto bylo. Fajna zabawa. Zeby bylo jeszcze ciekawiej znalezlismy podwodne mosty, pod ktorymi przeplywalismy (nurkowalismy). Wiecej, znalezlismy owalne dziury wypelnione woda, polaczone kanalami z rzeka. Wpierw skok, kilka metrow, a potem tylko jedna opcja. Trzeba zanurkowac i pod skalami przeplynac, aby wyplynac w rzece, bo wspiac sie nie da bez sprzetu wspinaczkowego, a i z nim byloby ciezko, bo lita skala, bez mozliwosci zianstalowania kosci czy friendow. Nurkowanie nie nalezalo do skomplikowanych, najwyzej kilka metrow (mosty pod woda szerokie do 2m). Wiekszosc nie byla wstanie przelamac bariery pscyhicznej, wiec odpuscili kanion i nurkowanie. Po przerwie na owocowy lunch zeszlismy nad jezioro, do ktorego wpada glowny wodospad. Gdy Mark - nasz przewodnik, zdaje sie, ze o aborygenskich korzeniach, zaczal pokazywac boje ostrzegawcza, ktora pogryzly krokodyle, ekipa stracila ochote na kapiel w jeziorze. Musialem sie kapac sam. Wyobraznia zapracowala, nawyobrazali sobie niewiadomo czego. Gdy ludzie sie kapia, w tym wypadku tylko ja, a w wodzie zauwazono by krokodyla, to rzuca sie w jego strone taka boje dla zmylki, ma ona ponoc zapach ryb, aby zainteresowal sie nia a nie ludzmi. Nie wiem czy to dziala, krokodyli nie bylo.  

Tego dnia zwiedzilismy jeszcze malo ciekawe Muzeum Aborygenow (w Warradjan). Wystawa na poziomie, tylko marne eksponaty. Moze dlatego byl kategroczyny zakaz robienia zdjecia i filmowania. Zachod slonca ogladalismy wsrod podmoklych terenow, w miejscu ponoc wlasnie do tego sluzacym. Widzielismy kangury. O osmej wieczorem zajechalismy na camping. Wczesniej zaladowalismy na dach przyczepki drewno na ognisko. Prawie 40 stopni, w nocy 30 i ognisko? Kolacje trzeba na czyms ugotowac, ale wpierw rozbijanie namiotow. Zabawna sprawa. Niektorzy robili to chyba pierwszy raz w zyciu, inni ostatni raz w dalekiej mlodosci. Potem gotowanie. Krojenie warzyw, miesa (podczas tej ekspaday jedlismy oprocz swin i krow, bawoly, lamy i kangury), gotowanie ziemniakow. Piwo sie chlodzilo. Uwaga, na terenach aborygenskich jest absolutny zakaz picia alkoholu, za wyjatkiem kempingow. A kary za nie przestrzegania prawa w Australii, w parkach narodowych, sa wysokie, do 55-ciu tysiecy dolarow australijskich. Dzien byl intensywny, ekipa zmeczona, chociaz nie wiem za bardzo czym, wiec przed 22:00 wszyscy polozyli sie spac. Sam kemping byl odpowiednio wyposazony, prysznice, nawet z ciepla woda (salary i agregator), woda pitna, toalety. Zreszta infrastruktura turystyczna tutaj jest wysmienita, drogi, znaki, prysznice, toalety, satelitarny system alarmowy itd - w wielu roznych miejsach. Poziom swiatowy (chociaz brak kontaktow do ladowania sprzetu). W namiocie bylo strasznie goraco, do tego moj wspollokator Julien strasznie chrapal, wiec wynioslem sie po polnocy na tyl naszej terenowki, gdzie wzdluz bokow znajdowaly sie dwa rzedy siedzen, w sam raz by na jednym z nich sie polozyc. Z zabawnych historii wspomne o jednej. Kolega z Korei podczas lunchu, na kanapki polal sobie plyn do mycia naczyn, myslac ze to olej. Zostal jednak ostrzezony. 

Sklad wycieczki: Ian (prezes firmy consultingowej z Korei Poludniowej), Julien (Francja, pracowal w Australii wczesniej w wakacje, teraz przyjechal na rok, tnie mieso w lokalnej firmie), Kerri (z Melbourne, nauczycielka, w Darwin lepiej placa, wiec pracuje tutaj), Nicola (Niemcy, pracujaca tutaj corka miala powazne problemy zdrowotne, wiec przyjechala do niej, wszystko wrocilo do normy, corka wlasnie wracala do Niemiec bo wczesniej wykupila bilety, a Nicola postanowila troche pozwiedzac), Jazz (z ktoregos duzego miasta na wschodzie Australii, kucharka/szef kuchni, milosniczka tatuazy), Amanda (Szwecja, mieszka tutaj i pracuje), Miri i Haim (starsze malzenstwo z Izraela, na emeryturze zwiedzaja swiat, blisko 70-tki, nie bardzo pasowali do naszej grupy, ale dawali rade, chociaz kilka razy wolniej). I ja, jeden zagubiony Polak. Wlascicielka firmy z ktora jechalem, powiedziala mi, ze chyba pierwszy raz ma klienta z Polski, a w hostelu gdzie spie w Darwin mowia, ze nie pamietaja ile lat temu byl u nich ostatni Polak. Czemu was tak malo w Australii? Zgadnijcie?

Mark opowiadal, ze Kakadu NP ma obecnie 25tys km2, czyli jest prawie 5 razy wiekszy od wyspy Bali, Belgia ma niewiele wieksza powierzchnie. Jest to najwiekszy PN Australii. 

Po glownych drogach jezdza tutaj tzw.: ROAD TRAIN, czyli potezne ciezarowki nawet z czterema duzymi przyczepami(naczepami). Efektownie to wyglada. Chociaz z Darwin do glownych miast Australii biegnie rowniez linia kolejowa. 

Pisalem, ze w Indonezji w Edu Hostel w Yogyakarcie kazano mi samemu znalezc innych chetnych na wulkan Merapi, by wyjazd doszedl do skutku. Tutaj pod tym wzgledem wszystko dziala jak nalezy, hostele, hotele, firmy turystyczne wspolpracuja ze soba. Nie chca glupio tracic klientow. Dlatego wymieniaja sie informacjami. Pojechalo nas 9 osob, z osmiu roznych miejsc noclegowych, zarezerowalismy wyjazd rowniez z osmiu roznych miejsc. Indonezji bardzo daleko do takiej organizacji turystyki jak tutaj w Australii. 

DZIEN 2. Pobudka znowu o 6:00, ognisko, by zagrzac wode na herbate/kawe. Kanapki i o 7:00 w droge waska szutrowa trasa, z przejazdami przez rzeki. Pierwsze miejsce przeznaczenia: Twin Falls. Wodospad ten ma ok 100m wysokosci i spada dwoma oddzielnymi kaskadami. Wpierw czekala nas wedrowka do gory, na prog wodospadu. Wkolo efektowne skaly, widoki na plaskie tereny parku, potem wodospad w kanionie. O tej porze roku maly wodospadzik. Scenerie jak z USA. Ogromne przestrzenie, dziko, kaniony, wodospady. Malo ludzi, w tym miejscuj tylko my, bo trzeba bylo troche wysilku, aby tutaj dojsc, na co wiekszosc w tym skwarze nie ma ochoty. Niedaleko progu kapalismy sie w nieduzym jeziorze z bardzo ciepla woda. Dalej w dol, maly kawaleczek lodzia, troche pieszo i juz bylismy pod Twin Falls (cena lodzi i dostepu do wdsp to 32,5AUD - absolutnie nie wiem za co, do samego parku 25AUD). Wiekszosc odpuscila sobie pieszy fragment, tlumaczac sie zmeczeniem. W jeziorzie kapalem sie tylko ja i pod wodospadem rowniez. Krokodyli o tej porze roku w tym miejscu nie nalezalo sie spodziewac mimo tabliczek ostrzegawczych. Te przestrzenie, ogrom, powoduja, ze podrozujac po Australii nabiera sie fajnego klimatu. W koncu okolice Darwin to tzw. TOP END Australii. 

Gdy mysmy bawili sie przy Twin Falls, lokalne gazety opisywaly zdarzenie niedaleko nas, przy ujsciu do morza East Alligator River. Mianowicie duzy Krokodyl Slonowodny, zaatakowal duzego rekina i najzwyczajniej go zabil. Kolejny przystanek Jim Jim Falls. Najslynniejszy wodospad w parku. Wg jednych wersji majacy 160m wysokosci, wg innych 215m, a jezioro do ktorego wpada ma 30m lub 64m glebokosci. Nie wiem skad te rozbieznosci. By dojsc pod wodospad do pokonania z parkingu jest okolo kilometr. Polowa drogi po wielkim glazowisku, ale zlozonym z duzych kawalkow skal. Ekipa miala tam problemy, porozbijali sobie kolana, a wystarczylo po tych skalach po prostu skakac.  

Czasami zapominam, ze dla ludzi taki wyjazd to prawdziwa wyprawa, ciezka i meczaca. Wszyscy mieli dosc chodzenia, zmeczeni, poobijani, podrapani przez krzaki. Zaczynali narzekac, prosic, by nie bylo juz chodzenia. I pytali czy jestem czlowiekiem czy cyborgiem - nie do zajechania. Trudno zebym odczuwal trudy takiej lajtowej wycieczki. Goraco - trudno, ale co to jest pare kilometrow dziennie w terenie. Nie moga mnie takie wyjazdy meczyc. Dlatego regula bylo, ze gdy ekipa juz wracala do samochodu, to ja konczylem sie kapac, a i tak przy nim bylem pierwszy. Jim Jim Falls praktycznie nie istnial, pora sucha, za to jezioro owalne u podnoza bylo calkiem spore i mialo przyjemna wode, dla Marka wrecz za zimna. W miejscach naslonecznionych woda byla goraca, w zacienionych przyjemna. Dobre dwie godziny w niej spedzilem przepwyjac wzdluz i wszerz cale jezioro. Pozostali - nie wszyscy mieli ochote sie kapac - trzymali sie blisko brzegu. W pewnym momencie nagle uciekli z wody, niby widzac krokodyla. Oczywiscie zadnego nie bylo, widzieli taka mini trabe powietrzna, ktora poruszyla wode. Woleli jednak do wody juz nie wchodzic. Plywajac widzialem kilka wezy wodnych, na skalach jaszczurek. Krajbobraz spektaktularny. Kanion, pionowe skalne sciany na okolo 200m (zakaz wspinaczki), zar sie leje z nieba i przyjemne jezioro pod wodospadem, ktory praktycznie wysechl. A propos suchosci, to ten rejon ma duzy problem z pozarami. Widzielismy mnostwo spalonych fragmentow lasu. 

Wrocilismy okolo 18 na obozowisko z nowa porcja drewna. Ognisko, kielbasa, ziemniaki do zaru, piwo, warzywa. Generalnie bardzo fajnie. Grupa naprawde mi sie udala, nawet Izraelczycy dawali rade, mimo roznicy wieku, ale byli bardzo zmeczeni. Mark obiecywal, ze trzeci dzien przeznaczony jest na Aborygenow i chodzenia bedzie niewiele. Noc spedzilem pod drzewem, bylo chlodniej. Znowu przed 22:00 wszyscy juz prawie spali. 

DZIEN 3. Tradycyjnie pobudka o 6:00, o 7:00 po sniadaniu w droge. Na poczatek jakies male muzeum, nieciekawe. Amanda juz poprzedniego dnia czula sie wyjatkowo zle, tego poranka nie bylo lepiej, wiec zamiast pojechac z nami, trafila do szpitala w Jabiru. Slonce, trudy wycieczki - i takie efekty, chociaz w mojej glowie kolatalo sie pytanie, jak mlodej dziewczynie na takiej lajtowej eksapadzie moglo sie cos sta? Kolo Jabiru znajduje sie kopalnia uranu, co nieczeste jak na park narodowy. Udalismy sie nad East Alligator River obserwowac z brzegu krokodyle, plywaly, by nastepnie udac sie do Ubirr. Miejsce z licznymi malunkami naskalnymi - aborygenskimi. Najstarsze datowane sa na 40 000 lat przed nasza era. Ciekawe miejsce, skalna okolica. Z najwyzszej skaly podziwialismy Kakadu PN. To byl praktycznie koniec wycieczki. Odebralismy nawodniona i podleczona Amande, zatrzymalismy sie jeszcze na ogladanie ptakow, przelecialy niedaleko nas papugi kakadu. Jechalismy terenami, ktore w porze deszczowej sa pod woda a wokol duzo krokodyli. Ich populacje na Polnocnym Terytorium szacuje sie na co najmniej 100 000. Do Darwin mielismy 3,5h jazdy z predkoscia 100-140km/h.

Kilkadziesat kilometrow od Darwin 750ml napoju kosztuje 7,5 AUD, a zwykly lizak 2,5Aud. Jednodniowe wycieczki organizowane z Darwin - nie tylko do Kakadu - kosztuja 120-250AUD, czesto nie maja biletow parkowych w cenie. Wycieczki godzinne/kilkugodzinne kosztuja od 40 do 150AUD. Wycieczki 2-4 dniowe kosztuja od 300 do 1000AUD. A jak ktos chce samoloty, helikoptery, to cena czesto wkracza juz w tysiace. 

Do Darwin dotarlismy o 17 i tak zakonczyla sie ta bardzo udana eskapada. Tutejsze scenerie calkowicie sie roznia od azjatyckich, przenioslem sie do calkiem innego swiata. Przejechalismy 900km. 

Z ciekawostek to drugim co do wielkosci okolicznym parkiem jest Gregory NP. Gora Kozioszko - tak tutaj mowia na gore Kosciuszki kojarza, ale nikt nie wie, ze byl Polakiem. Nie wiedza tutaj w Australii, nie wiedza Australijczycy spotkani w Azji.  O Strzeleckim, ktory nadal ta nazwe nie wiedza nic (jest fajna szutrowa Droga Strzeleckiego w stanie Poludniowa Australia), mysla ze Kosciuszko to byl jakis eksplorator. To raczej oczywistosc, ale ze sportow najbardziej interesuje ich rugby i krykiet, a na czesci monet jest krolowa brytyjska. Ruch na drogach lewostronny. 

Na Polnocnym Terytorium zyje ok. 250 tys ludzi (prawie 1,5mln km2), maja tutaj drogi szybkiego ruchu, wiadukty, bezkolizyjne skrzyzowania. Infrastruktura jest swietna. 250tys ludzi ma takie drogi, jakich Indonezja ze swoimi 250mlinonami ludzi (obecnie) nie bedzie miala ani za 100 ani za 200 lat. Taka przepasc w rozwoju i zamoznosci. 

Pozdrawiam

Gregor

Na zdjeciach: Krokodyle Slonowodne na rzece Adelajda, kilkadziesiat kilometrow od Darwin, dalej Park Narodowy Kakadu w tym dom termitow - z ziemi i trawy, Maguk (Barramundi Gorge) - wawoz z rzeka i glowny wodospad z dolu, wieczorne gotowanie na kempingu, rejon Twin Falls z gory i z dolu (zdjecie z "plaza" i rzeka). Tablica ostrzegawcza i rejon Jim Jim Falls - kanion, jezioro, do ktorego w porze deszczowej wpada wodospad, kolacja drugiego dnia, a nastepnie Ubirr, czyli malowidla Aborygenow i panorama okolicy, na wspolnym zdjeciu brakuje Amandy, ktora byla w szpitalu (kuca nasz przewodnik i kierowca Mark). Na dwoch zdjeciach jedno ze stanowisk, gdzie mozna obserwowac ptaki (Mamukala), a ma ostatnim Gregor nad rzeka Adelajda.

Opublikowano w Blog
wtorek, 17 wrzesień 2013 12:49

Darwin (Terytorium Północne, Australia)

Wyjasnilo sie. Zamiast przedluzac wize indonezyjska ucieklem do Australii, na Polnocne Terytorium. Nie na dlugo, bo wulkany Indonezji czekaja. Gdy czytacie ten wpis zaprzyjazniam sie wlasnie z krokodylami. Tutaj zyja najwieksze krokodyle swiata, najbardziej agresywne, ktore zjadaja najwiecej ludzi. Plywaja takze w morzu. Poza tym obcuje z krokodylami slodkowodnymi (niegroznymi), z wezami - jadowite, niejadowite, zyje tutaj nawet gatunek pytona. Jaszurki, zolwie, ptaki w tym papuga kakadu. Kangury, kolczatki, dingo, warany, antylopy, termity. Poznaje kulture aborygenow, kapie sie pod wodospadami. I robie duzo jeszcze innych rzeczy. Moze zabiore troche uranu z tutejszej kopalni. Mam nadzieje, ze bedzie dane mi to opisac po powrocie. A wszystko sie dzieje w dwoch parkach narodowych: Kakadu (na liscie UNESCO) i Litchfield.

Dostalem sie do Australii dzieki taniemu biletowi Air Asia z Bali. Australijska e-visa, to formalnosc. 24h i mialem potwierdzenie prawa wjazdu do Australii. Na lotnisku w Darwin (wym. Dauin) nikt ode mnie zadnego wydruku nie wymagal. Pieczatka i po sprawie. E-visa byla darmowa. 

Dojazd na lotnisko w Kucie zajal z powodu korkow pol godziny. Lotnisko jest wlasnie w rozbudowie. 

Drugi lot Air Asia na wyprawie i znowu opoznienie, 30min, a potem 30min w kolejce na start. Jednak takie opoznienia to nie problem, najwazniejsze ze loty nie sa odwolywane. 

Lot to jedyne 2h30min i przesuniecie zegarkow o 90minut, bo Terytorium Polnocne (NT) ma swoj specyficzny czas lokalny (9 i 1/2 UTC). Gdy latam tanimi liniami z Polski, to nikt w samolocie nic nie kupuje, wszyscy jedza swoje kanapki. Australijczycy narod zamozny, wiec wykupil wszystko co Air Asia miala na pokladzie, bo prawie wszyscy pasazerowie to Australijczycy. Lotnisko w Darwin jest malenkie, obsluguje ledwie 2mln pasazerow, ale jest funkcjonalne, ma rekawy. Wszystko tak jak trzeba. Samo miasto liczy 130mieszkancow.Zawsze mnie bawi na zachodnich lotniskach powaga pracownikow, pelno kamer, ostrzezen, ze za robienie tego, tego i tamtego na lotnisku groza kary. Sprawdzanie, kotrole bagazy. Niezla szopka, inne swiaty maja wiecej zdrowego rozsadku. Na szczescie ode mnie nikt nic nie chcial, ale lokalsow ostro sprawdzano, by wygrzebac niedozwolone pamiatki z Bali, np. muszle i rosliny. Aaaa, jadac do Australii tez trzeba wypelnic idiotyczny formularz emigracyjny. I jeszcze jedno, dobra jak aparaty, laptopy, wwozone na terytorium Australii sa duty-free tylko do 900 AUD. Jest to o tyle zabawne, ze kazdy ma wielokrotnosc tej kwoty w sprzecie i nikt tego nie deklaruje.

Na lotnisku czekal autobus, ktory mnie zawiozl pod hostel (16AUD - dolarow australijskich, minimalnie gorszy kurs od USD). 15minut i bylem w moim hostelu. Najnizsze ceny noclegow tutaj to 25-30AUD w dormitorium, warunki prymitywne, balagan jak to u anglossasow, ale ciepla woda w kranie to standard. To Australia. Roznice w cenach podam na przykladzie. Lod  z budki ktory kosztuje w Polsce 5zl, tutaj kosztuje 10AUD, jakies 31zl, ale dla Australijczykow 10AUD, to jak 5zl, dlatego Bali dla nich to prawie darmowe wakacje. 

Darwin jako miasto nie jest do zwiedzania, 1-2h spaceru i koniec. Sa tu pamiatki po wojnach swiatowych, ruiny zabytkowego urzedu, efektowne gmachy publiczne, parki, sciezki, apartamenty, troche plaz, aczkolwiek na niektorych - tych najmniej atrakcyjnych, kamienistych - jest pelno smieci, bo to miejsca imprezowe. W samym miescie czysto, spokojnie, cicho, rowne, szerokie chodniki. Po prostu bogaty zachodni swiat. Na strzezonym przez ratownika kapielisku ludzie zostawiaja na trawie czy piasku laptopy, inne rzeczy i ida sie kapac. Wiedza, ze jak wroca nic nie zniknie. W Indonezji tak sie nie zachowuja, pilnuja, plecaki nosza z przodu, na brzuchu. Chociaz ja niezmiennie twierdze, ze Azja jest chyba najbezpieczniejszym kontynentem na swiecie, bardziej niz Europa.

Duzo tutaj bezdomnych, ale nie przeszkadzaja, co najwyzej niektorzy maja pudelka na drobne i siedza przed nimi. Jedynie tradycyjnie z czarnoskorymi temperamentnymi bezdomnymi sa problemy, bo rozrabiaja, dzieki czemu tutejsza policja nie umiera z nudow. Na drogach kultura, nawet przepuszczaja pieszych, a nie chca rozjechac jak w Indonezji. Jest sprawna i na poziomie komunikacja publiczna.

W Darwin bez problemow kupilem tunczyka, pomidory, kurczaka w puszce (biale mieso z majonezem i kukurydza), ktorego lubie, a rzadko poza krajami anglosaskimi go widuje. Sa ziemniaki, promocje i wszystko co potrzebne. Nawet moje ulubione ciastka z rodzynkami z Londynu, ktore polubilem mieszkajac w tym miescie. Jedynie balagan w markecie maja wiekszy niz w Europie i za rzadko uzupelniaja polki produktami. Natomiast kasjerzy sa przemili, pakuja wszystko do reklamowek. Ceny... australijskie. Kazdy kto narzeka na droga Indonezje, niech przyjedzie do Australii, zmieni zdanie.

Warto tutaj zabrac swoje kobiety na zakupy. Pelno wyrobow ze skor krokodyla, weza, jaszczurek. Jest tylko jeden maly problem. Bez co najmniej kilku srednich polskich krajowych, nie warto wybierac sie na takie zakupy. Po nich mozna zjesc steka z korkodyla. 

Pogoda - upal i bardzo wilgotno, czyli malo przyjemnie, dlatego spora czesc pierwszego dnia pobytu spedzilem w morzu. Bardzo fajna woda.

Dygresje.

Ludzie chca szukac obcych cywilizacji we wszechswiecie, kiedy mnostwo obcych cywilizacji zyje na Ziemi. Kazda osobna grupa kulturowa, dla innej jest jak kosmici. Swiat Zachodni, Arabowie, Daleki Wschod, Aborygeni, Czarna Afryka, Chinczycy/Koreanczycy/Japonczycy, Indonezyjczycy itd. Warto odkrywac te swiaty, poznawac, zauwazac jak bardzo sie roznimy, chociaz wszyscy jestesmy homo sapiens. Swiat jest bardzo roznorodny. Kolorowy. 2h30min z Bali i znalazlem sie w zupelnie innym swiecie. 

pozdrawiam

Gregor

Na zdjeciach: w krajach anglosaskich i tam gdzie jest duzo anglossasow pokoje wieloosobowe wygladaja zazwyczaj tak, w Darwin nie jest inaczej, a sam hostel to niezly bajzel, atmosfera ostro imprezowa. Poza tym budynek Parlamentu i okolice morza, chyba tutaj Morza Timor.

Opublikowano w Blog
czwartek, 29 sierpień 2013 15:13

Denpasar (Bali, Indonezja)

Kolejny element wyprawy: z Lomboku przez Bali I tamtejsze miasto Denpasar (krotki pobyt) przedostac sie na Jawe czyli dzawe (z z kropka).

Nie bez przyczyny walczylem, by po zejsciu z Rinjani dotrzec do Mataram. Dzieli je od Denpasar niewielka odleglosc, ale to przeciez Indonezja I komunikacja publiczna, chyba najgorsza na swiecie. Jak ktos nie ma takiego duzego plecaka jak moj I nie planuje chodzic po wulkanach najlepiej niech wynajmie badz kupi sobie skuter. Bedzie duzo szybciej, pewnie tez taniej przy dluzszym uzyciu.

Dotarlem do terminal Mandalika, a tam slysze cene za autobus do Denpasar 25 USD. Czy ja jestem w Wielkiej Byrtani, w USA, czy w Indoenzji. Za byle jaki autobus z klimatyzacja, jeszcze bardziej byle jaki prom I 100km z groszami(po ladzie) mam zaplacic 25 USD. Czy wyscie powiariowali – pytanie retoryczne. W Iranie za 20 USD, luksusowym autobusem jechalem 1200km, rozkladane jak lozka fotele (27 sztuk na autobus), w cenie ciastka I woda. A tu za takie dziadostwo cos takiego.

Dotarlem wiec za 115 000 rupii, czyli 11,5USD. Busikiem do Lembar, skad promem do Pandbagai czy jakos tak (standardowa trasa), skad kolejnym busikiem do Denpasar, do terminal Ubung. Zajelo mi to dokladnie od 8 rano do 8 wieczorem, a w swoim hotelu bylem ok. 8:30. Prom plynal az 6,5h, duze fale niezle nas wytrzesly. Na tym promie czesc turystow zaraz rzucila sie na lezace materace, gdy po chwili ktos przyszedl po zaplate za ich uzycie, zaraz zeszli. Oplata jest nieiwelka, ale turystow tutaj wkurza, ze wszedzie sie jej szuka, to takie materace, to klimatyzowana sala na promie, do tego proby oskubania w roznych miejscach. To wywolalo dyskusje na temat drozyzny w Indonezji. Troche mnie to ubawilo. Ludzie, ktorzy czesto dziennie wydaja tyle co ja przez tydzien narzekaja, ze drogo. Co ja im poradze. Dzisiaj szukanie taniego kraju, jest trudne. Indonezja jest jednym z drozszych krajow w tej czesci Azji.

Potem rozmowy zeszly na komunikacje, ze dramatyczna I strasznie droga, a chlopak ktory byl na indonezyjskiej czesci Borneo opowiadal, ze tam sie gdzies przemiescic graniczy z cudem. Ratunkiem jest tylko pokazna walizka pieniedzy. Taki kraj I trzeba sobie jakos radzic.

Wiec dotarlem do Denpasar, zaszalalem z hotelikiem za 16USD i ruszam znowu na wulkany, wiec  znowu bede bez dostepu do netu.

Denpasar to jak wszystkie tutaj miejscowosci nic ciekawego, chociaz oferuje wyzszy standard niz inne. Inne charakteryzuje zwyczajny rozpidziel. Azjatyckie klimaty w stylu syf, kila I mogila. Ma to swoj urok. Denpasar liczy sobie ok. 800 000 mieszk. Ale 2 godziny szukalem tunczyka w puszce, a pomidorow nie znalazlem. Pelno sklepikow, malo towaru.

Wycieczka do oddalonej o jakiej 20-30km swiatyni  hinduistycznej Pura Taman Ayun (1634r.), zajela mi blidko 3,5h, z czego same zwiedzanie 30 minut. Nic specjalnego.  3h zajal transport, jak zwykle z problemami I wyklocaniem sie o ceny.

DYGRESJE

Owoce – czesc duzo drozsza niz w Polsce, ale co najgorsze malo smaczne. Jedynie banany, ananasy I kokosy sa okey, takze cenowo. Maja tu tuskawki - zupelnie nie slodkie.

Pogoda – swietna, raz tylko padalo przed Mataram krotko, kilka razy kropilo. Jest oczywiscie goraco, wilgotno, ale nie tak jak na Borneo czy Filipinach, wieczorami calkiem znosnie.

Dzieci – tak jak na Filipinach jest tutaj mnostwo dzieci, rodziny ciezko pracuja w tym temacie.

Bemo – to niby zolte busiki, ktore rzadko sa zolte. Jezdza jak chca, gdzie chca, koredy chca. Choc teoretycznie tak byc nie powinno. Jezdza rzadko I wieczorem znikaja. Sa tak samo marnym pomyslem jak Ojeki, ale jak to sie mowi lepsze to niz nic.

Przygoda z praniem – dalem rzeczy do prania w Denpasar, mialem odebrac przed zamknieciem czyli przed 6, jestem po 5 a tu juz zamkniete. Taki drobiazg, ale co by bylo gdybym mial wieczorem np samolot albo rano autobus (otwarcie o 8). Pani mnie przepraszala, tylko co z tego.

Gnijace dolary – USA maja takie pieniadze, ze w tym klimacie gnija, musialem juz je prac I kombinowac, by jakos wymienic, malezyjczycy to maja pieniadze, swietny papier, nawet po zanurzeniu w wodzie sa praktycznie suche.

Przygoda w kantorze, w Denpasar – ide 2km, chce wymienic dolary, akurat te nie byly gnijace I pani nie chce wyminic, bo jakas plamka, bo cos tam. Tak na marginesie tutejsze bankomaty wyplacaja tylko rownowartosc 150USD, co jest niepowazna kwota, na prowincji potrzebuje gotowke, sporo gotowki.  Wiec pani, ze nie. Raz, drugi, piaty, oglada znowu. Pytam co jest nie tak. Ona ze nie jest krystalicznie czysty banknot. Podswietla pod ultrafiolet I tak dalej. Wszystkie setki wg niej sa zle. Jesli bycie milym nie pomaga, zmieniam ton. Prosze o jej imie I nazwisko, numer telefonu do przelozonego. Daje. Jednoczesnie mowie, ze sie stad nie rusze, dopoki mi nie wymieni pieniadzy. Ona, ze OK. Uporczywie patrze sie na nia. Czekam ile wytrzyma. 3 minuty. Po trzech minutach bierze pieniadze, porownuje z tymi ktore ma w szafce. Po kolejnych trzech minutach zmienia zdanie, mowi ze sa w porzadku I wyplaca mi rupie. Psychologia glupcze.

Przechodzenie przez ulice – Indonezja to jeden z tych krajow, gdzie trzeba wymusic pierwszenstwo by przejsc na druga strone, inaczej nie ma szans. Trzeba byc przygotowanym na bieg/ucieczke. Co ciekawe ruch na ulicach ogromny a na chodnikach nieraz przez 5-10 minut nie spotykalem w Denpasar czlowieka. Chodniki zreszta to fikcja, tory przeszkod, z dziurami, mozna sie zabic.

Ceny – transport drogi, przyzwoite ncolegi drogie, jedzenie drogie, czesto drozsze niz w Europie, owoce takze, do tego dosyc niesmaczne – co dziwne. Malo slodkie, byle jakie. Jedynie tansza dosyc czesto jest woda butelkowana I jedzenie na ulicach, ktore jest slabe, ale kosztuje od 0,5USD do 2,5USD. To najtansze to troche ryzu, z mikrokawalkiem kurczaka I chili, te drozsze sa troche bogatsze. Natomiast fastofoody, restauracje, takie prawdziwe, maja mocno europejskie ceny.

Pozdrawiam

Gregor

Na zdjeciach: Denpasar noca i rzeka w centrum miasta

Opublikowano w Blog
Strona 1 z 2

stopka plecak

LogoStopka

stopka plecak

Strona używa informacji zapisanych za pomocą… plików cookies w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Jeżeli tego nie akceptujesz zmień ustawienia przeglądarki dotyczą…ce cookies. Więcej informacji można znaleźć‡ w naszej Polityce prywatności.