Blog

Blog

Wulkan Bulusan 1565m (Filipiny)

Wulkan Bulusan 1565m
Pobudka 3:00. Ale nie udalo mi sie przespac ani chwili. Cala noc trwalo oberwanie chmury a uderzenia wody o dach plus przerazliwe wycie psow jak z horroru to uniemozliwily. Do tego nawet lezac z czlowieka kapie pot. Dlatego slowo pobudka jest na wyrost. O trzeciej w nocy juz tylko mocno padalo. Przed czwarta jechalem juz trycyklem nad jezioro Bulusan, gdzie czekal na mnie przewodnik Sande (czyt. Sandi). Zabralismy mikrofalowki, drzewko, o czym za chwile i o 4:45 w mocnym deszczu wyruszylismy. Nie kazdy miejscowy przewodnik moze wprowadzac na Bulusan, sa stopnie, od ktorych zalezy zakres uprawnien.

Sande mial ze soba reczna latarke, folie przeciwdeszczowa i klapki, ale takie solidne i mocniej zabudowane. Ja z kolei buty trekkingowe, kurtke przeciwdeszczowa, latarke czolowa i kijki trekkingowe, ktorych poczatkowo nie uzywalem. Lokalni przewodnicy czesto wyposazeni sa topornie - w pelni swiadomie, ale tak sprawnie jak Sande poruszal sie w swoich klapkach, ja potrafilem dopiero w butach trekkingowych. W adidasach tez bym dal rade, ale to ciagle poczatek wyprawy, wiec szkoda byloby skrecic kostke. Trasa na szczyt liczy 8km, prawie w calosci dzungla, w ktorej specjalnie wycieta sciezke. Tempo mielismy dobre. Deszcz nie przeszkadzal, bardziej martwila mgla i chmury. Bylo mi wszystko jedno czy caly mokry jestem z potu czy z deszczu.

Komary atakowaly, pijawki przyssawaly sie do roznych czesci ciala, musielismy je sciagac. Pierwsze 6km jest niezbyt strome, do tego to troche w gore, to troche w dol. Mokro, sliskie glazy, nieraz ratowalismy sie przed upadkiem chwyceniem galezi, liany, czy jakiejs trawy. Dobrze, ze nie weza przez przypadek. Po ponad godzinie marszu zasadzilem drzewko. Oni tutaj chca byc bardzo ekologiczni. Popieram, tylko w filipinskim wydaniu jest to przerysowane. Ale okey, uzylem dzungli, wyrwalem troche trawy, odkupilem swoje winy zasadzeniem drzewka, chociaz cos mi sie wydaje, ze bez niego miejscowa dzungla swietnie, by sobie poradzila. 

Po dwoch godzinach marszu dochodzi sie do biwaku, gdzie nocuja osoby, ktore wybraly 2-dniowe zdobywanie wulkanu Bulusan. Za polana biwakowa do pokonania jest jeszcze 2km, ale za to jakie. Bardzo stromo do gory, bloto, niemilosiernie slisko, do tego ten odcinek juz troche zarosl. Daje troche w kosc, na szczescie juz bylo jasno, ale zeby nie bylo tak milo, to rowniez mglisicie. Zbocze wulkanu ktore z daleka w partii szczytowej wyglada na pokryte drobna trwa, w rzeczywistosci jest pokryte ostrymi zaroslami o wysokosci 2-3 metrow, trudnymi do sforsowania. Dopiero ostatnie metry prowadza wsrod niskiej trawy, a ostatnie metrow po rumowisku ze skal wulkanicznych. W tym momenciu bylem juz tak pociety przez przedzieranie sie przez krzaki jakby kolejny raz sie okaleczyl. Dzien na wulkanie Mayon, dzien na wulkanie Bulusan, moje rece zostaly pociete przez miejscowa przyrode na wszelkie mozliwe sposoby, o ugryzieniach komarow nawet nie wspominam.

Na wierzcholku wulkanu Bulusan 1565m (gps szalal pokazujac wysokosci 1575-1580m) rzadzila skraplajaca sie mgla, chmury i wiatr. Sandemu bylo zimno, mnie w sam raz, naturalna klimatyzacja. Gorzej z widocznoscia. Na szczyt weszlismy w 4h40min,w tym 30 minut odpoczynkow - mozna szybciej, startuje sie z wysokosi ok. 350m n.p.m., a polana biwakowa jest na ok. 840m.n.p.m. (po 6-ciu kilometrach). Godzine czekalismy na polepszenie pogody, ale szalu nie bylo. Kilka razy odslonil sie czesciowo krater, widac bylo wulkan Mayon, ocean i toaczajace gory oraz dzungle. Roznosil sie zapach siarkowodoru. Ostatnie erupcje mialy miejsce w 2011 i w 2007 roku. Na Bulusanie sa one zawsze w postaci pylu i kamieni, a nie lawy. Nie sa sprzezone z wybuchami wulkanu Mayon.

Wulkan ten jest osobliwy, rzadko sie bowiem zdarza, by niemal do krateru krolowala dzungla. W zasadzie gora nie wyglada jak wulkan. Na takim jeszcze nie bylem. Ciekawe doswiadczenie. Mayon pokryty jest dzungla tylko do momentu, kiedy stozek zaczyna sie piac do gory, a potem juz standardowe wulkaniczne klimaty, tutaj jest inaczej. Dzungla i nagle krater. Aktywne wulkany zdobywa sie zazwyczaj nie dla osiagniecia najwyzszego punktu tylko dla obserwacji miejsc najbardziej atrakcyjnych z punktu widzenia aktywnosci wulkanicznej. Gdy jest mgla, chmury, zdobywanie wulkanu traci sens. Bo nic nie widac. Pogoda na Bulusanie sie poprawila, cos tam bylo widac, ale mialem nadzieje na wiecej.

W dol schodzi sie ta samo droga. Podczas zejscia nieraz upadalismy i tak na dobra sprawe przydalyby sie raki, tak bylo bowiem slisko. Ubloceni na skraj nieatrakcyjnego jeziora Bulusan, doszlismy po 4h40min, w tym bylo prawie1h przerw, glownie na moje robienie zdjec. Poza tym mielismy tak duzy zapas czasu, wiec nie spieszylismy sie. Przed 15, zakonczylismy wedrowke. Zatem jak widac, nie ma sensu wchodzenie dwa dni na Bulusan. Chyba ze ktos chodzi bardzo wolno albo latwo sie nabiera na tandetne teksty w stylu niesamowitego jeziora Bulusan i biwaku w dzungli. Odebralem dyplom - zdobylem setki gor i jest to moj pierwszy dyplom w zyciu - nie wiem po co, ale niech bedzie. Trycyklem dotarlem do Bulusan, gdzie prysznic, pranie, jedzenie, pakowanie, rozmowy z moimi gospodarzami (Filipem i Angie). I kolejna burza. Podczas wedrowki deszcz ustal na ok. 900m n.p.m.

Nastepnego dnia zanim opuscilem Bulusan spotkalem sie z burmistrzem miasteczka. Zostal wybrany miesiac wczesniej na 3-loetnia kadencje i chcial sie spotkac z pierwszym zagranicznym turysta za jego urzedowania. Milo pogadalismy chwile, nie zabraklo pamiatkowego zdjecia. Wszyscy chca tu ze mna robic sobie zdjecia. W porzadku. Ja robie wszystkim, wiec niech i mnie robia. Wpisalem sie w ksiazce pamiatkowej, a w ksiazce jaka jest u Filipa i Angie ostatni wpis zagranicznego turysty byl z maja, wtedy suie konczy najlepszy okres na zdobywanie Bulusana, potem malo kto tutaj przyjezdza. 

Uwazam wycieczke na Bulusan za bardzo udana.

Dygresja. Czesto tutaj slysze, ze mam piekne oczy. Moze i mam:), ale tutaj nie o to chodzi. Po prostu Filipinczycy maja oczy czarne, szare i brazowe, innych nie widzialem. 

pozdrawiam

Gregor

Na zdjeciach: szczyt Bulusanu i okolice krateru, widok z partii szczytowych na okolice, dzungla, przewodnik Sande podczas uzupelniania wody do picia, w biurze burmistrza, od prawej Filip, burmistrz Bulusan oraz urzędnicy, Gregor i Angie (zona Filipa).

 


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2020 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search