Artykuły

Reportaże

CHILE - największa kopalnia - Chuquicamata

Z Dziennika Wyprawy – fragmenty.

Gdy przyjechałem w czwartek do Calamy, recepcjonistka residencial ustaliła telefonicznie, że zwiedzanie kopalni Chuquicamata (Czukikamata tak się wymawia, miejscowi mówią często w skrócie Czuki) jest możliwe od poniedziałku do piątku od 14 do 15:30. Wystarczy być pod kopalnią o 14:00, zwiedzanie jest bezpłatne.

(…)

W poniedziałek przed 9:00 wyjechałem do Calamy. Upal, pustynne krajobrazy, kilkukrotnie widziane vicunie. Jadąc naszły mnie wątpliwości, czy tak po prostu dzisiaj obejrzę kopalnię Chuquicamata – bo to przecież Chile. Dlatego wpierw udałem się do siedziby Codelco – potężny nowoczesny budynek. Pani w recepcji oczywiście nie znała angielskiego, ale jakoś się dogadaliśmy. Spytałem o której godzinie mogę dzisiaj zobaczyć kopalnię? Gdzieś podzwoniła i spytała się czy mam rezerwacje? Ja że nie, jaką rezerwację? Kolejny telefon i informacja, ze dzisiaj jest komplet i muszę zarezerwować miejsce. Nie ma żadnej możliwości upchania nawet jednej osoby. To że mnóstwo innych ludzi wprowadziło mnie w błąd, nie ma znaczenia. Jako że kolejne dwa dni miałem już zaplanowane i zapłacone, zarezerwowałem się na czwartek. Pani podzwoniła, powiedziała że rezerwacja zrobiona. Super. To poproszę pisemne potwierdzenie. Że co? Cokolwiek bym miał pewność, że znowu nie przyjadę bez potrzeby. Po wielkich trudach udało się uzyskać nr mojej wycieczki w kopalni i obiecano mi wysłać na email potwierdzenie. Podałem email, ale pomyślałem sobie – akurat, dostanę potwierdzenie. Oczywiście go nie dostałem. I na tym zakończyło się moje zwiedzanie kopalni tego dnia.

(…)

W sobotni poranek opuściłem San Pedro de Atacama. Autobusem dojechałem do Calamy, skąd do kopalni jest pod górę około 15-17km. Mój wyjazd miał charakter rozpoznawczy. Próbowałem ustalić na miejscu czy dojadę pod kopalnię mikrobusem albo colectivo. Zebrane informacje uzmysłowiły mi, że pozostała tylko taksówka. Lub pójść na wylotówkę i złapać stopa. Postanowiłem jednak pojechać taksówką, rozejrzeć się na miejscu i albo odbić się od bramy albo zobaczyć mimo wszystko kopalnię. Spodziewałem się tego pierwszego. Taxi miała kosztować 8000pesos czyli 16 dolarów, skończyło się po targowaniu na 6000pesos, a czas przejazdu wyniósł 15 minut.

Taksówkarz zapytał mnie czy wiem o której jest zwiedzanie, ja że nie, bo bylem ciekaw co on wie lub ustali. Zadzwonił gdzieś i przekazał mi informacje które znałem, że w weekend kopalnia jest zamknięta dla zwiedzających. Na miejscu wkoło był pustynny klimat, ogromne hałdy (i wielkie ciężarówki je powiększające), dużo pyłu, wymarłe miasteczko, ale ogrodzone i niedostępne, w dole widoczna Calama. Ruszyłem piechotą kilometr, minąłem duży jeśli chodzi o teren dworzec autobusowy, ale wymarły i dotarłem do bramy kopalni. Droga do kopalni z Calamy imponuje, ma charakter autostrady, po dwa pasy, pas awaryjny, kierunki jazdy oddzielone bloczkami betonowymi. Cudo. Na drodze niezbyt duży ruch. Pracownik na bramie kopalni mówił, że nie da rady wejść, że w poniedziałek - piątek o 9:00, mikrobus zabiera chętnych z pod bazy straży pożarnej, którą mijałem. Gdzieś tam jednak dzwonił, przyszedł człowiek znający kilka wyrazów po angielsku. Powiedział że nie da rady wejść w weekend, nawet na kilka zdjęć, tylko w tygodniu o 9 i o 13, są dwie tury. Jak będę sam to też będę mógł zwiedzać. Wróciłem się kilometr do stacji benzynowej z małym sklepikiem, porobiłem zdjęcia pustynnej okolicy i zacząłem łapać autostop. Dość szybko mknąłem do Calamy, kierowca nie chciał pieniędzy. Postanowiłem odwiedzić jeszcze budynek właściciela kopalni.

(…)

Strażnicy pilnujący siedziby Codelco przekazali mi następujące informacje, ze codziennie są 4 tury- 9:15, 11:30, 13:15, 17:30 (na pewno, bo po 18 robi się ciemno?). Trzeba się zgłosić nie pod kopalnią a tutaj w biurze i stąd czyli z Calamy jest transport do kopalni, nawet jak będę sam(wierzyć czy nie wierzyć?). Mimo że te wszystkie informacje nie były do końca spójne, dużo się dowiedziałem. A tak w ogóle, to na moje przybycie pod Codelco zbiegli się wszyscy ze stróżówki, mieli urozmaicenie dnia.

(…)

W czwartek zgodnie z posiadaną rezerwacją udałem się do Calamy. Potem busikiem w pobliże końca miasta i piechotą na drogę do Chuquicamata. Skwar niesamowity, ale w miarę szybko złapałem stopa, pod kopalnią bylem o 13:40. Zgodnie z informacją na kartce otrzymaną w Codelco miałem się zjawić o 14:45. Przy straży pożarnej czekała już grupka ludzi m.in. para Finów, Francuzi. Potem podjechali też Niemcy, Chilijczycy i inni. Łącznie ok. 30 osób.

Został podstawiony autobus turystyczny, kaski na każdym siedzeniu. Autobus ruszył o 13:55 – i stał się cud, w końcu mi pozwolono zobaczyć kopalnię (dziękuje ci Chile (i Codelco) - że zlitowaliście się nade mną i umieściliście na liście rezerwacyjnej). A więc prawdę mówili tu na miejscu ludzie, gdy byłem poprzednim razem o godzinie 14:30, że autobus już odjechał o 14:00. Ja powinienem o 14:30 ruszyć z Calamy taksówką, byłbym punktualnie, ale wielkie „G” bym zobaczył. To niesamowite jak tutaj potrafią zagmatwać najprostsze rzeczy jak wycieczka do kopalni. Bardzo fajna przewodniczka powiedziała, że nawet jeśli byłyby miejsca, to bez rezerwacji, a więc mojej obecności na liście, nie mógłbym uczestniczyć w wycieczce, bo to jest bardzo sformalizowana sprawa.

Tego dnia był straszny skwar, prawie bezchmurnie - czyli jak zwykle. W końcu po sąsiedzku jest ekstremalnie sucha pustynia Atakama. Start nastąpił z wysokości 2700m, a najwyżej byliśmy na ok. 2850m, praca w takich warunkach i jednak już na konkretnej wysokości musi być naprawdę ciężka.

Miasteczko - widmo.  O tej samej nazwie co kopalnia (zresztą obok niej są jeszcze dwie inne kopalnie). Ze względu, że zbudowano je za blisko, w 2008 roku wyprowadzili się ostatni mieszkańcy. Którzy niewiele wcześniej wprowadzili się do Chuquicamata. Wybudowane przez Codelco przeznaczone było na 3500 rodzin, 20 000 ludzi. Było w pełni samodzielne. Szkoły, szpital, kościół, kinoteatr, sklepy, restauracje, duży stadion, centralny plac, place zabaw itd. Dzisiaj jest ogrodzone i pilnowane przez ochronę. Zresztą my też byliśmy eskortowani i cały czas pilnowani. Obecnie pracownicy mieszkają w Calamie, ale generalnie na własny koszt, a nie na koszt Codelco jak miało to miejsce w wymarłym miasteczku. Oprócz objazdu miasta w jednym z budynków była opowieść o produkcji miedzi, o technologiach. Potem oglądaliśmy urządzenia z lat 50-tych XXw, dawno zastąpione przez nowoczesne zautomatyzowane systemy. Jeśli ktoś się zastanawia, co to znaczy, że zbudowano je za blisko kopalni? Śpieszę z odpowiedzią. Wszystko przez pył który generuje proces wydobywczy - szkodliwy dla zdrowia. Z tego powodu w mieście Chuquicamata nie dało się mieszkać. Ktoś popełnił bardzo kosztowny błąd, że tego nie przewidział. 

W tutejszej skale jest 1 procent miedzi, proces pozyskiwania trwa 14 dni, a dziennie uzyskuje się 1500kg, wyraźnie powiedziała kilogramów ale nie wiem czy nie powinno być czasem ton. Do tego pewne ilości złota i srebra. Potężne auta, niemieckie, co zaraz dodali Niemcy, które tutaj przewożą rudę, mają nośność 400 ton. Jeden samochód kosztuje 4mln dolarów, tylko dwie kobiety nimi jeżdżą, reszta kierowców to mężczyźni. Każdy kandydat do pracy przechodzi różne badania i testy. Koło samochodu jest wysokości dwójki dorosłych ludzi, a samochody są naprawdę potężne. 

Po przejeździe przez kopalnię udaliśmy się na platformę widokową, obok której przykładowa opona i trochę rudy z minerałami, m.in. malachitem i chryzokolą – każdy mógł zabrać na pamiątkę. Kopalnia naprawdę robi wrażenie, jest ogromna, 1km głębokości, 5km długości, 3km szerokości. A rudy jest do 2,2km głębokości. Jest w końcu największą kopalnią odkrywkową miedzi na świecie, a niektórzy mówią ze w ogóle. W Chile jest sporo miedzi i kopalni, tutaj w strefie Codelco Norte są też m.in. kopalnie koło Antofagasty.

W trakcie wycieczki wypełniało się formularz ze swoimi danymi a na koniec można było zostawić wolny datek na cel charytatywny. Wycieczka trwała 2 godziny i oceniam ją pozytywnie. Jako pasjonat geologii uwielbiam kopalnie. Czemu w żadnej dotąd nie pracowałem?

Fragment Dziennika Wyprawy z kwietnia 2010 roku.

Statystyki tamtej wyprawy są: 117dni-73.000km

A poniżej kilka komentarzy z wielu jakie otrzymałem przebywając w Chile podczas przedmiotowej podróży (pisownia oryginalna).

hej! chyba tylko ptaki i nieliczni wybrańcy mogą być tak wolni jak Ty, twoje opisy podróży powodują ze można poczuć niedosyt własnego życia. Wspaniałe zdjęcia - można godzinami się wpatrywać. Pozdrawiam serdecznie - Elwira ps. trzymam kciuki za szczęśliwy powrót

Zamieszczone Chuquicamata, Calama, San Pedro jak również wcześniejsze są tak ciekawe iż gdybym pracowała w mediach zleciłabym poprowadzenie specjalnego programu. Pozdrawiam serdecznie Ciebie Grzegorzu. Grażyna

Ten mały prezent to nic w porównaniu z tym co od Ciebie otrzymałam. Wszystko przeczytałam, wszystko obejrzałam, Jeszcze raz życzę Ci przede wszystkim siły, odwagi i wytrwałości w tym co robisz, abyś na swojej drodze podróżniczej spotykał tylko samych przyjaznych ludzi i nigdy nie rezygnował ze swojej pasji. Podróże to jest jedno z moich największych marzeń, których na pewno w takim zakresie jak Ty nigdy nie zrealizuję. Aga.

No to ładnie może mnie spakujesz do swojej walizki i pojadę na gapę chociaż to jeszcze moja żona też by się chętnie zabrała ale ona to zmieści się do podręcznego. ]:->. Baw się dobrze i nie daj się nikomu dziabnąć. Pozdrawiam Marek

Witaj Grzesiu. Nawet nie masz pojęcia jak Ci zazdroszczę! Gdybyśmy tak mogli zostawić pracę na dłuższy czas. Oczywiście czekamy na relacje na bieżąco i zdjęcia. Pisz o wszystkim co widzisz - jeśli to możliwe :) Swoją drogą dziwię się że nie piszesz do jakiegoś magazynu podróżniczego. Te Twoje relacje są bardzo ciekawe i pewnie by wydrukowali. Życzymy Ci powodzenia i szczęścia, bo to w podróży zawsze potrzebne, ale jednak uważaj na siebie. Jak Ci się uda to pojedź jeszcze dalej - może na wyspy na Pacyfiku. Trzymamy kciuki. Ewa i Ela.

Ty powsinogo! ;)))) Człowiek za Tobą nie nadąża..:) Znalazłeś jakichś sponsorów na te wyprawy czy co? :) Nie mówiąc o tym, ze chyba zrezygnowałeś z pracy. Niesamowity jesteś! Pozdrawiam serdecznie życząc bardzo udanej wyprawy. Hania

Świetny pomysł już sobie go wstawiłem do ulubionych. Dzięki Tobie będę miał namiastkę urlopu (wirtualnego). Bartek.

Takie życzliwe słowa, słowa wsparcia, to coś wspaniałego. Dodają natchnienia, mobilizują, pozwalają skuteczniej walczyć z przeciwnościami. Zawsze jestem za nie bardzo wdzięczny.

Krótko o historii. Nazwa Chuquicamata pochodzi od grupy Indian (Chuqui), którzy w czasach przedhiszpańskich z miejscowej miedzi wyrabiali narzędzia i broń. Współczesna kopalnia sięga korzeniami początków XX wieku, choć podaje się też rok 1882. Od niedawna nie jest kopalnią produkującą najwięcej miedzi na świecie (450-500 tys. ton rocznie). To miano należy do kopalni Escondida (750 tys. ton miedzi), która jest położona 200km na południe w linii prostej od Chuquicamata. Miałem okazję ją oglądać w drodze na wulkan Llullaillaco w 2016 roku. 

NA ZDJĘCIACH: opuszczone miasto Chuquicamata i kopalnia Chuquicamata (Chile) - W tym wielka ciężarówka (haul truck) i jej opona oraz kilometrowa dziura w ziemi. Ostatnie zdjęcia to droga pomiędzy kopalnią a miastem Calama, które też jest widoczne, oraz widać co robi pustynny klimat z lakierem samochodów. 


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search