Blog

Blog

CZARNOBYL – Prypeć i najbardziej radioaktywne miejsce (Ukraina) – DZIEŃ 2 część 1

Najbardziej radioaktywny obiekt w Prypeci - chwytak.
12 kwietnia, skoro świt, gdy wszyscy jeszcze spali, przemierzałem zakamarki Czarnobyla. Zwłaszcza opustoszałą zabudowę jednorodzinną. Zapowiadał się kolejny piękny, słoneczny dzień. Czego nie można powiedzieć o minionej nocy – chłodnej. W murach naszego poradzieckiego „hotelu” było zimno. Osobiście mi to w niczym nie przeszkadzało, na tym wyjeździe przerabiałem już mroźne noce, ale moim ukraińskim towarzyszom warunki nie przypadły do gustu. Prymitywna noclegownia i strasznie zimno, narzekali cały ranek. Poradziecki Czarnobyl i poradziecka gastinica – połączenie idealne. Klimat, który lubię. Gdyby kazali mi tam spać w zachodnich warunkach czułbym się niepocieszony. 

Wróciłem na śniadanie, na którym z Siergiejem rozmawialiśmy o planie na ten dzień. Wszyscy chcieliśmy powrócić do Prypeci, a ja zobaczyć w końcu jakieś radioaktywne miejsce. Maksymalny pomiar 15 mikrosiwertów dnia poprzedniego uznałem za wysoce niezadowalający. Pełni energii opuściliśmy Czarnobyl, przejechaliśmy posterunek kontrolny koło Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej (CzAES) i wjechaliśmy do Prypeci. Dostając czas wolny. Poprzedniego dnia było kilka turystycznych ekip oprócz naszej. Tym razem byliśmy sami. Spacerowałem po zarośniętych ulicach i uliczkach. Wzdłuż pasaży handlowych, szpitala. Główny plac. Mieszkania w blokach. Wymarłe miasto, jak po wybuchu bomby atomowej, co do pewnego stopnia jest zgodne ze stanem faktycznym. Weszliśmy na wysoki dach Hotelu Polesie w samiutkim centrum. Stare niedziałające neony. Wszędzie gruz, szkło, ostre zardzewiałe metale. Gdzieniegdzie samosiejki brzóz. Futurystyczne krajobrazy. Z dachu widok na miasto, elektrownię, las. Jeszcze szary, ponury, jak na początek wiosny przystało. W budynku wszystko poniszczone, niezabezpieczone szyby wind, zardzewiałe maszyny wyciągowe. Rozgardiasz.

Prypeć to bardzo ciekawe miejsce i atrakcja turystyczna. Coś zupełnie innego niż antyczne zabytki Aten albo Rzymu, włoskie czy angielskie zabytkowe miasteczka. Normalnie powiedzielibyśmy, betonowe śmietnisko, złom, nic ciekawego. Ale ta historia awarii jądrowej. Okoliczności wysiedlenia Prypeci. Coś absolutnie innego do zwiedzania, aniżeli większość z nas jest przyzwyczajona. I co dla mnie najważniejsze. Nikt mi nie mówi gdzie iść, a gdzie nie iść. Żeby niby coś niebezpieczne. Nie wchodźcie na dach, bo możecie spaść i się zabić, nie zaglądajcie do szybu windy z górnych pięter, nie dotykajcie, nie nie nie, zabronione, zabronione, nie wolno, nie można… Nic z takich rzecz, „róbta co chceta”. To lubię, jak i brak tłumów (uwaga, jako że było kilka wypadków w przeszłości, nie wszyscy organizatorzy wycieczek pozwalają na swobodne poruszanie się po Prypeci). Szkoda tylko, że było tak mało czasu. Dwa dni to naprawdę niewiele na zwiedzanie Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. Już pierwszego dnia wiedziałem, że mógłbym się włóczyć tutaj co najmniej tydzień, dwa. Lubię takie futurystyczne, dziwne miejsca. Gdzie „nie ma nic”, a to nic jest tak interesujące.

Następny przystanek był specjalnie dla mnie, chociaż nie wiem dlaczego nie jest stałym punktem. Siergiej tłumaczył to wysokim promieniowaniem radioaktywnym. Tak nastraszył w busie moich ukraińskich towarzyszy, że nie bardzo chcieli podejść do radioaktywnego chwytaka – uchodzącego  za najbardziej radioaktywne miejsce (przedmiot) czarnobylskiej strefy dostępnej dla przeciętnego człowieka. Zrobili to tylko na chwilę, po zdjęciu i do auta. I bardzo dobrze. Zostałem sam. A trąbcie sobie. Skończę to przyjdę. Siergiej prosił o krótki pobyt w tym miejscu ze względu na ciągle dużą radioaktywność, nie dotykanie i takie tam. Przesadzał. Gdybym miał tydzień, to chętnie poszukałbym czegoś jeszcze bardziej radioaktywnego. Szanse pewnie na to jakieś są.

Tym chwytakiem usuwano materiał radioaktywny w po eksplozji i stopieniu reaktora nr 4. Położony jest na skraju Prypeci w zalesionym miejscu. Licznik Geigera-Mullera bardzo się ożywił, ku mojej radości. Ukraińcy się śmiali, że tak mi się podoba wszędzie tam, gdzie radioaktywność wzrasta. Widzę znak ostrzegawczy – radioaktywność, to pewne, że zaraz pójdę za niego. Będę dotykał roślinek i innych rzeczy. Kopał znalezionym kawałkiem napromieniowanego metalu w ziemi i sprawdzał radioaktywność. Czarnobyl i Prypeć bez niej, nie byłyby atrakcyjne. Tylko opuszczoną elektrownią i miastem. Atomowa otoczka jest sednem tego miejsca i powodem turystycznej atrakcyjności. Szkoda, że w cieniu tragedii, ale czasu nie cofniemy.

Przy samym chwytaku licznik wskazywał około 10 mikrosiwertów, wewnątrz, trzymany w powietrzu – 50. Następnie wszedłem do jego środka i przyłożyłem licznik do metalu. 130 mikrosiwertów na godzinę. To już jest jakaś radioaktywność. Licznik wyje sygnałem alarmowym. Kiedy ma wyć, samemu się ustawia. W moim wypadku to było 10 mikrosiwertów. Bardzo rzadko występujące w strefie. Zadanie wykonane. Chwytek obmacany. Możemy jechać dalej. W necie niektórzy piszą, że zmierzyli 800, 2000, 2500 mikrosiwertów na godzinę i ponoć w szpitalu można zmierzyć jeszcze większą radioaktywność. Siergiej skwitował to dwa razy słowem: bzdura. I zaczął opowiadać rożne historie. Jak to przyjeżdżają ludzie ze starymi dozymetrami, nieskalibrowanymi, uszkodzonymi, pokazującymi kompletnie abstrakcyjne dane. Nie rozróżniają siwerta od rentgena, mnożników mili od mikro, promieniowania w dawkach pokazywanych na godzinę czy sekundę. Przecież 2500 mikrosiwertów na godzinę (2,5 milisiwerta na godzinę) to prawie 22 siwerty rocznie. Dawka śmiertelna przekroczona kilkukrotnie. Wszystko im jedno czy urządzenie pokazuje  w siwertach czy rentgenach, kiedy takie 2,5 milisiwerta/h to 250 milirentgenów/h a 250 000 mikrorentgenów/h. Celowo zamieniają jednostki promieniowania, przecież nikt się nie zorientuje, a oni się pochwalą.

To jest moment, by napisać trochę o promieniowaniu radioaktywnym. Z dawkami promieniowania i jednostkami promieniowania jest trochę zamieszania. Rentgeny, mikroentgeny, remy, siwerty, milisiwerty, mikrosiwerty, rady, greje, alfa, gamma, beta, neutrony, dawka ekspozycyjna, dawka pochłonięta, dawka równoważona, dawka skuteczna, mierzona na sekundy, na godziny, na inne okresy czasowe, LD-50, LD-100, elektronowolt, bekerel, kulomb, curie (kiur), dawka śmiertelna, dawka roczna, dawka bezpieczna. I tak dalej.

Upraszczając. Skupię się na siwertach (kiedyś były remy (ciągle popularne w USA), czyli równoważnik promieniowania rentgenowskiego pochłoniętego przez człowieka), wspomnę coś o grejach (kiedyś były rady). Jako, że siwert (Sv) to już wysoka dawka równoważona(dawka promieniowania związana z energią zaabsorbowaną w ciele), wprowadzono mniejsze jednostki milisiwerty (mSv) i mikrosiwerty (μSv).

Przyjmuje się, nie bezkrytycznie, że przeciętny mieszkaniec Ziemi otrzymuje rocznie średnio 2,4 mSv jako naturalne promieniowanie tła. (w Polsce ok. 1 mSv a np. w Finlandii 7 mSv). Jak dodamy pozostałe wchłaniane promieniowanie, sztuczne, to przeciętny człowiek w zależności od kraju przyjmie 3-6,5 mSv rocznie (niektóre źródła podają – od 2-2,5 mSv).

Wszystko „atakuje” nas choćby minimalnym promieniowaniem jonizującym – zjadany banan czy budynek w którym mieszkamy. W Polsce jest zalecenie – zresztą zgodne z Międzynarodową Komisją Ochrony Radiologicznej (ICRP)  – by przeciętny człowiek nie był narażony dawką wyższą niż 1 mSv rocznie (1000 μSv rocznie i 0,1 μSv na godzinę), bez uwzględniania procedur medycznych i ekspozycji związanej z pracą zawodową (m.in. dotyczy to załogi samolotów). Przy czym ta liczba w praktyce jest znacznie przekraczana. We wspomnianej Finlandii naturalne tło promieniowania (dawka naturalna) wynosi 7 mSv rocznie na mieszkańca, to bynajmniej nie rekord, a pracownicy amerykańskiego Kapitolu otrzymują co roku dodatkową dawkę 0,85 mSv, gdyż do budowy użyto granit z domieszką uranu. I jakoś z tego powodu nikt Kapitolu nie burzy i nie wszczyna paniki. Różne dane mówią, że Polak przyjmuje średnio rocznie od około 3 do 6 mSv. Pracownicy elektrowni atomowych mają mniej wyśrubowane normy i mogą rocznie otrzymywać 20 mSv. Przy czym w różnych krajach są różne regulacje, np. w USA limit wynosi 50 mSv/rok (i 100 mSv łącznie w kolejnych 5-ciu latach). A dla sytuacji awaryjnych i nadzwyczajnych dopuszczalna dawka może wynosić 100 – 500 mSv. Rentgen klatki piersiowej wg różnych źródeł to 0,1 – 1 mSv, wyprawa na Mount Everest do 1 mSv, lot Warszawa – Chicago to przyjęcie dawki 27-70 μSv – w zależności od wysokości lotu, pory roku, etc. (loty długodystansowe na pułapie powyżej 10km, to średnie narażenie na 30-40 μSv/lot (4-10 μSv na godzinę) – załogi samolotów są jedną z najbardziej narażonych grup zawodowych na promieniowanie). Chociaż promieniowanie kosmiczne ma naturalne pochodzenie, to w praktyce jego oddziaływanie jest takie same, jak promieniowania, które wytworzył człowiek np. w elektrowniach atomowych. Jego poziom ulega ciągłym wahaniom. Tomografia klatki piersiowej naraża nas na 5-6 mSv (niektóre badania tego typu mogą dochodzić do 20 mSv – jest to uśredniona dawka efektywna dla przeciętnego dorosłego pacjenta). Urządzenia są coraz nowocześniejsze i emitują coraz mniej promieniowania.

Z tymi górami wysokimi związana jest pewna ciekawostka. Największe promieniowanie kosmiczne jest nie na Evereście tylko na K2, co związane jest geomagnetyzmem Ziemi. W każdym bądź razie na kilku najwyższych górach świata (tzw. wysokich 8-tysięcznikach) otrzymamy około 1,5μSv/h. Rocznie byłoby to około 13 mSv, ale w strefie śmierci powyżej 8000m ludzki organizm długo nie przetrwa. O jedną trzecią niższe promieniowanie jest na McKinleyu, a w La Paz to około jedna dziesiąta tego z Everestu (porównywalna z dawkami otrzymywanymi przez załogi samolotów). W Polsce mieszkając w Szczecinie lub Krakowie rocznie dostaniemy 0,30kilka mSv, ale już  w Bukowinie Tatrzańskiej około 0,50 mSv, na Kasprowym zaś jakieś 0,8-0,9 mSv – rocznie. W Sudetach, m.in. w Kowarach czy w okolicach Kletna i Lądka Zdroju, gdzie wydobywano uran, występuje podwyższone promieniowanie. W rejonach hałd i sztolni liczniki mierzą 1-7 μSv/h, są miejsca, gdzie nawet do 15 μSv/h. To są wysokie wskazania, nawet w okolicach Elektrowni Atomowej w Czarnobylu więcej niż 5μSv/h pojawiało się rzadko na ekranie dozymetru.

Przyjmuje się, że człowiek w ciągu doby otrzymuję dawkę około 10 μSv. Choroba popromienna z ryzykiem zgonu zaczyna się powyżej 1 Sv (1 siwert = milion mikrosiwertów) otrzymanego w krótkim czasie, przy czym już niższe dawki powodują pewne objawy (m.in. wymioty, mdłości), zwiększa się ryzyko zachorowania na raka. Należy pamiętać, iż każdy ludzki organizm może reagować trochę inaczej i posiadać różną odporność. Niektóre źródła twierdzą, że zgon jest możliwy dopiero od dawki 2 Sv i do tej wysokości nie grożą trwałe uszkodzenia organizmu. Duża dawka otrzymana w dużych odstępach czasu znacznie poprawia rokowania.   

Przy dawce 3,5-4,5 Sv w ciągu godziny połowa napromieniowanych umrze w ciągu miesiąca bez podjęcia leczenia (tzw. LD-50, inna definicja: 3-4 Sv i 60 dni). Sto procent osób umrze, gdy dawka wyniesie 6-7 Sv (LD-100, inna definicja 8 Sv i 14 dni). Aczkolwiek znane są od tego wyjątki. Od 8 Sv przyjmuje się bezwarunkową śmierć bez względu na leczenie, przy 30 Sv jest to śmierć po 2-3 tygodniach, a przy 100 Sv śmierć nastąpi do kilku godzin. Gdy w powszechnym użyciu były jednostki rentgena/roentgena (R) za dawkę śmiertelną uważało się przebywanie w obszarze jonizacji 500R przez 5 godzin. Po wybuchu czarnobylskiego reaktora w jego sąsiedztwie promieniowanie wynosiło 300 siwertów.

Szacuje się, że po katastrofie w Czarnobylu mieszkaniec Polski został narażony na dodatkową dawkę promieniowania rzędu 0,3 mSv, czyli 300 μSv (około 10% więcej niż zwykle w roku otrzymujemy). 1 Sv odpowiada 1 grejowi (Gy) – jednostce dawki pochłoniętej(to ilość energii promieniowania równa 1 dżulowi (J) pochłonięta w 1 kg materii (1 J/kg), 1 J = energia potrzebna do podniesienia ciężaru 9,8kg na wysokość 1 m). Grej to aspekt fizyczny, natomiast siwert czyli dawka równoważna to aspekt biologiczny. Definiuje się ją tak samo jak dawkę pochłoniętą: J/kg, lecz zależy od tkanki biologicznej, w której dawka została pochłonięta i od rodzaju promieniowania. Dane promieniowanie na daną tkankę, organ, przynoszą różne skutki. Dawka równoważna (równoważnik dawki pochłoniętej) pozwala oszacować efekty zdrowotne danej dawki promieniowania.

Są dwa rodzaje efektów napromieniowania: ostre, mogące pojawić się już około 1 Sv – zmiany we krwi, oparzenia, choroba popromienna (więcej komórek zostało zabitych, niż może być naprawionych); oraz efekty opóźnione: mutacje, które mogą być dziedziczone, rak (szacuje się, że od przyjętej w krótkim czasie dawki ponad 100 mSv zwiększa się wyraźnie ryzyko zachorowania).

Jaką przyjąłem dawkę przebywając przez dwa dni w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia, w tym w pobliżu elektrowni i przy napromieniowanym chwytaku? Niedużą, bo w strefach o największej radioaktywności, do których miałem dostęp, przebywałem stosunkowo krótko, a w samym Czarnobylu większość miejsc ma porównywalną radioaktywność z Kijowem.

W skali całego pobytu, około 30 godzin, przyjęta dawka wyniosła około 0,07-0,09 mSv (70-90 μSv). W Internecie można znaleźć tabelę, w której zapisano, że godzina przebywania na obszarze Czarnobyla powoduje przyjęcie promieniowania wynoszącego średnio 6 mSv. To oczywiście bzdura. Prędzej 6 μSv. Liczba pochłoniętej dawki byłaby dużo mniejsza, gdybym tak uparcie nie szukał i nie dotykał wszystkiego co radioaktywne. Ale cały czas są to niewielkie liczby. Przyjmuje się, że bezpieczne dzienne (dobowe) promieniowanie jest do 100 μSv. Za sprawą, że latam samolotami, łażę po górach wysokich i bywam w różnych sztolniach, kamieniołomach, także uranowych oraz innych dziwnych miejscach, przyjmuję rocznie 6-7 mSv (dwukrotnie więcej niż przeciętny Polak, tyle co przeciętny Amerykanin). Nie mniej, gdybym przez cały rok robił to, co robiłem przez te 30 godzin (dwie doby, ok. 40 μSv na dobę), przyjąłbym dawkę ponad dwukrotnie wyższą, a ponad czterokrotnie niż przeciętny mieszkaniec Polski. Z tej perspektywy widać, że przebywałem w rejonie o podwyższonym promieniowaniu radioaktywnym.

Na koniec tych krótkich i ogólnych wywodów o promieniotwórczości zaprezentuję jeszcze jeden system identyfikacji zagrożenia radiologicznego. Jeżeli przyjmujemy do 1 μSv/h to jest to dawka normalna, przy 10 μSv/h mamy do czynienia z poważnym wzrostem promieniowania. Zagrożenie promieniotwórcze występuje od 100 μSv/h (czyli 0,1 mSv). Tylko przy chwytaku ta wysokość została przekroczona, a 10-15 μSv zostało przekroczone w trzech innych miejscach. Od 1000 μSv/h (1 mSv/h, 0,1R/h) mamy awarię jądrową.

  • Na zdjęciach:
  • 1-5) Czarnobyl, w tym Nikola i nasz przewodnik Siergiej.
  • 6-25) Prypeć, w tym Hotel Polesie i radioaktywny chwytak, z najwyższym pomiarem radioaktywności (mikrosiwerty na godzinę). 


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

Brak wydarzeń

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2022 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search