Blog

Blog

Góra Kinabalu 4095m cz. 2 (Borneo, Malezja)

Kinabalu 4095m - szczyt

Mount Kinabalu Dzien 2

Trudno mowic o pobudce, gdy sie nie spalo. Wpierw ladowalem baterie do sprzetu, potem sluchalem muzyki, by po pierwszej w nocy zadzwonily budziki dziewczyn. Jako ze nie usmiechalo im sie schodzic 60m deniwelacji wzglednej do Laban Rata, przewodnik przyniosl im sniadanie na gore. Ja po drugiej z szedlem na sniadanie, by o 2:50 ruszyc do gory z Dzeklym. Jak dla mnie bylo za wczesnie. Na szczyt sie idzie 3 godziny, Dzeklyj mowil ze z powodu korkow na trasie ciezko cos przyspieszyc, wiec to beda te 3 godziny. Tylko to nadal za wczesnie, bo dzien wstaje po 6. Ale idziemy, po chwili stojac w dlugim korku. W koncu z przewodnikami jest to prawie 200 osob na jednej sciezce. Pogoda dobra. Chlodno, 8 stopni w chwili startu.  

Jak zwykle najwiekszy problem jest z Kitajcami. Z Kitajcami... tak nazywam zbiorczo Chinczykow, Japonczykow i Koreanczykow. Sprzet kosmiczny, tempo zolwie, a przez te swoje kijki jeszcz wolniejsze. Do tego potykaja sie o nie lub probuja komus wybic oko. Masakra. Kinabalu to nie gora na kijki trekkingowe. Ponadto pierdzenie. To nie zart. W pewnych czesciach Azji bekanie i pierdzenie przy jedzeniu to normalne zachowania. Poza czasem posilkow takze. Jak ci sie chce beknac lub pierdnac, to dla swojego zdrowia powinienes to uczynic. Wiec Kitajce sie nazarly o drugiej w nocy i idac caly czas pierdzialy. Zalowalem, ze na dole zostawilem maske na wulkaniczne gazy. Przydalaby sie. W Kota Kinabalu rozmawialem z pewnym Szwajcarem na temat drozyzny jaka tutaj panuje - byl tym faktem zdziwiony - i Kitajcow. Opowiadal, ze u nich w Alpach ciagle ich sciagaja helikoptery. Kitajce sa nauczeni, ze chodzi sie z przewodnikami, ze jest jakis wstep, platnosci, zasady. A jesli nie ma, to znaczy ze sciezka jest prosta i dla wszystkich. Dlatego w Alpach maja problem, tam chcesz wchodzic na szczyt to wchodzisz, twoja decyzja. I Kitajce kompletnie nieprzygotowane probuja np. zdobyc Matternhorn. Gdy stwierdzaja, ze sciezka nie jest spacerowa, a w dol stromo, pozostaje tylko zwiesc ich na dol smiglem. Kosmici sa wsrod nas. 

Bezczynnie stojac irytowalo mnie to strasznie, dlatego momentami gdzies po skalach i krzakach probowalem sie przebic do przodu. A gy doszlismy do liny, to sie dopiero zaczelo. Odcinek ktory mi zajmuje 10 sekund, reszcie zajmowal 10 minut. Panika, kawalek liny, umiarkowane nachylenie. Skala granitowa. Kurczowe trzymanie. Spadajace kijki, piski, krzyki. Zabierzcie mnie stad, bo zaraz kogos zabije. Tak to jest jak gory przystosowuje sie dla niedzielnych turystow, ktorzy nawet w takich miejscach sobie nie radza, a tacy jak ja potem musza cierpiec.  

Przed 3700m jest check point, a za nim plyty granitowe i kazdy moze isc jak chce. Ciagle towarzyszy gruba lina, ale ma ona charakter kierunkowskazu. Zreszta tak naprawde innej roli nie pelni, chociaz niektorzy kurczowo jej uzywali na rzekomo stromszych odcinkach, ktorych nie stwierdzilem. Cale zycie w gorach, trudno zebym mial problemy z taka gora jak Kinabalu. Ma on jednak pewien walor. Jest jedynym 4-tysiecznikiem w Azji poludniowo-wschodniej. Wyzsze szczyty w Azji znajdziemy dopiero w Himalajach. Do tego obok rownika, piec pieter klimatycznych, od dzungli rownikowej, po klimat wysokogorski. Cala trasa liczy 8,7km, z Laban Rata rusza sie gdzie przy 5,9km. Zostaje do pokonania ok. 3km. Konsekwentnie do gory. Poczatkowo stromo, potem lagodniej. Po plytach sie idzie badzo przyjemnie, koncowka stromsza pomiedzy glazami. Tak jak sie obawialem, musialem bardzo zwolnic, by w nocy nie znalezc sie na szczycie, tak jak polowa ludzi. Mgla, wiatr, temperaura 2 stopnie Celsjusza. Wiele osob tylko szybko zameldowala sie w nocy na szczycie i ruszyla w dol. Na Kinabalu iles tysiecy lat temu byly lodowce, dzisiaj ich nie ma, mroz jest rzadko, tak samo jak lod, sniegu praktycznie sie nie notuje.  Rzeczywiscie bylo zimno. Byc moze to najnizsza temperatura calej wyprawy. A z pewnoscia najwyzsza gora wyprawy. Nie do konca planowana, ale ostatecznie sie zdcydowalem. 

Kiedy ostatnio bylem tak nisko lub nizej? Jak siegam pamiecia to na wyprawie 2006. Ale wtedy tez bylo kilka fajnych gorek w Rosji i w Mongolii, z najwyzsza Munku Sardyk 3491m, granica rosyjsko(buriacko)-mongolska. Wejscie na ta najwysza gore dzikich Sajanow Wschodnich na Syberii od strony rosyjskiej bylo wiekszym wyzwaniem niz Kinabalu, do tego Munku Sardyk jest lekko zlodowacony. Kilkanascie lat temu wysokosc 4000m robila wrazenie, dzisiaj gdy zdobywanie gor czesto zaczynam od 4-5tys. metrow, w ogole nie zwracam uwagi na takie wysokosci. Chociaz Kinabalu jest fajna gorka.  Troche zmarzlem zanim zaczal wstawac dzien i moglem ruszyc na sam szczyt. Gesta mgla towarzyszyla wejsciu, lodowaty wiatr, ale szczyt latwo sie poddal. A tam tablica. Obecnie uwaza sie, ze Kinabalu ma 4095m wysokosci, kiedys uwazano ze 4101m, dokldnie Low`s Peak, bo o nim mowa. Moj GPS wskazal wlasnie 4101 metrow.

Podczas zejscia oddelegwalem Dzekleya do pomocy Kitajkom, ktore przerazone, placzace, ne mogly sobie poradzic z zejsciem, a ja ruszylem sobie w dol. Chwilami sie przejasnialo, dzieki czemu udalo sie zrobic kilka znosnych zdjec. Nie mnej juz po 7 rano lalo. Z tego powodu nikt tego dnia nie wyruszyl w ogole na probe jednodniowego zdobywania Kinabalu. Sciezka jest tak poprowadzona, ze nawet duzy deszcz jej niestraszny. W masywie jest tez poprowadzonych kilka via ferrat. 

Bo zejsciu do miejsca noclegu w chwile sie spakowalem i ruszylem na pozne sniadanie. Tradycyjnie w formie bufetu. Atak szczytowy da sie przeprowadzic smialo pnizej 2h jesli nie ma zatorow. Do pokonania jest okolo 800m deniwelacji. W dol schodzilem 90minut, ale sporo tez stalem w korkach. O 10:30 w deszczu ruszylem w dol, Dzekley wlasnie sprowadzil Kitajke, umowilem sie, ze bede czekal przed check pointem na 1860m. Zejscie w dol szybkie, ale nie bardzo szybkie, zajelo 2h30min (z ok. 3300m), z czego ok. 30 minut postojow. Wiekszosc jeszcze odpoczywala po zdobyciu szczytu, ale musieli uwazac, bo doba "hotelowa" konczyla sie o 10:30, a kazda dodatkowa godzina to koszt 100 RM (zreszta ceny w Laban Rata sa wybitnie odpowiadajace wedrowka w Himalajach Nepalu, jedna z najtanszych rzeczy byla woda, 1,5l jedyne 14zl). Wiekszosc zejscia nie padalo, nawet wychodzilo slonce, ale na koncu trasy znowu lunelo. Dojechalismy z moim przewodnikiem do siedzby parku na 1565m, pozegnalem sie, dostalem kolejny tandetny certfikat i nawt medal i temat Kinabalu zostal zamkniety. Zawsze sie nabijalem z certyfikatow i medali za zdobywanie gor, a teraz sam jest posiadam. Co prawda dostalem je mimo ze nie prosilem, ale prosze bardzo mozna sie ze mnie nabijac. Gawlik wroci z certyfikatami i medalem, za zdobycie jakichs pagorkow.  

Deszcz padal strasznie mocno, pozostalo wiec dostac sie jakos do Kota Kinabalu. Tylko na Borneo z transportem publicznym szalu nie ma, malo i drogo. To nie Filipiny. Spotkalem moknacych Australijczykow. Jedni od dwoch godzin probowali sie dostac do Kota K. Drudzy od trzech godzin w przeciwnym kierunku. Bezskutecznie. Weekend, jakies swieto, paskudna pogoda. Pozostalo sie ratowac taksowka. Do KK koszt 150 RM, na 3 osoby wyszlo po 50, ale po 90 minutach bylismy w KK. Nie bylo wyjscia. Przywezlismy zreszta ze soba deszcz.

Rano bylem jeszcze na 4100, a popoludniu juz na 0 m n.p.m. Z czego odcinek 3280-4095m i 4095-1860m pokonalem piechota.

pozdrawiam

Gregor

Na zdjeciach:  Gregor na Kinabalu i partie szczytowe. Do tego nizsze fragmenty, tragarz, i wodospad na ok. 1850m. 


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2020 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search