Blog

Blog

Góra Kinabalu 4095m cz. 1 (Borneo, Malezja)

Kinabalu - partie szczytowe
Gdy przyjezdzam do nowego kraju zawsze sie staram, by noc poprzedzajaca przyjazd byla dobrze przespana. Niestety tak sie zazwyczaj dzieje, ze ta noc spedzam w autobusie, samolocie, na lotnisku, dworcu. Dobra kondycja tego dnia jest o tyle istotna, ze pierwszego dnia czesto sobie organizuje duza czesc pobytu, poznaje kraj, atmosfere, ludzi. Duzo sie dzieje. Jest to intensywny dzien.

 

Moj pierwszy dzien na Borneo nie nalezal do tych wypoczetych. Trudno i tak trzeba dzialac, mimo ze czlowiek marzy tylko, by sie polozyc i usnac. Akurat otwierano informacje turystyczna w Kota Kinabalu, gdy znalazlem sie w centrum miasta. Pytanie o gore Kinabalu. Odeslano mnie do firmy Sutera, ktora jest monopolista w masywie Kinabalu I posiada w okolicy wiele osrodkow, pole golfowe. Potezna firma o duzych wplywach. Ich biuro bylo jednak zamkniete, chociaz od 9 powinno byc otwarte. Monopolista – pomyslalem. Nie pojde do konkurencji, bo jej nie ma. Ciezko walczylem ze snem przed biurem. Pozniej tlumaczono mi to swietem jakie mialo miejsce tego dnia. Z informacji turystycznej odeslano mnie do ich biura w gorach, w Parku Kinabalu, nic nie gwarantujac.

 

Jako ze Malezja to rozwiniety i dosyc bogaty kraj, to nie ma tutaj takiej atmoafery jak na Filipinach, a za tym brak tlumow na ulicach I co najgrosze brak rozbudowanego taniego transportu publicznego. Na Borneo rzadza japonskie terenowki, a posiadanie samochodu jest powszechne. Drogi tez dobre. Znalazlem postoj mini busow do Ranau, ktore jada przez interesujace mnie miejsce. Cena 20 ringgitow malezyjskich (RM). Czas przejazdu 90minut do 2 gdzin. Mini bus upchany siedzeniami, zero miejsca na bagaze, a kilku z pasazerow je ma. Kierowca proponuje mi, bym za swoj plecak zaplacil jak za drugie miejsce. W zyciu. Przesun dziewczyne przede mna na moje miejsce, nie ma bagazy, ja usiade na jej miejscu, tam plecak zmiesci sie na moich kolanach. Stanelo na to, ze za plecak doplacilem 5 RM. Jedziemy.

 

Siedziba Parku i biura Sutery, ktora ma tez tutaj swoj pensjonat, znajduje sie na wysokosci ok. 1565m. Jest pochmurno. W biurze slysze, ze wszystko jest zarezerwowane na 10dni naprzod I oplacone. Zero miejsc. W tzw. bazie przed atakiem szczytowym jest 160miejsc noclegowych, nie ma mowy o noclegu na podlodze czy we własnym namiocie – o co pytam. Jaka jest szansa, ze sie zwolni w ciagu najblizszych 2-3 dni miejsce? Pewna szansa jest, ale niewielka. Za duze ryzyko, nie moge czekac. Czemu nie zostawiacie 5-10% miejsc dla takich osob jak ja, nie kazdy moze rezerwowac I placic z wyprzedzeniem? Milczenie. Na pewno nie znajdziecie miejsca? Nie. Moge przyjsc jutro rano przed 7 i zapytac, moze ktos odwolal wyjscie albo zrezygnowal. A moze nie – odpowiadam. Czy jest jakas alternatywa? Jest. Jednodniowe wejscie na szczyt, duzo tansze. Bo trzeba wspomniec, ze mnie zalezalo na opcji 2 dni jedna noc, chociaz oni zachecaja na 3 dni 2 noce, bo zarabiaja duzo wiecej wtedy, ale wszystkie opcje byly zarezerwowane. Na takiej a nie innej opcji zalezalo mi nie bez przyczyny, bowiem uwaga. Przy jednodniowym wejsciu wedrowke mozna rozpoczac dopiero od chwili otwarcia parku, a wiec najwczesniej o 7 rano. Start jest z ok. 1860m, szczyt jest na 4095m, z tymze jesli na szczycie nie jest sie ok 12-13, to trzeba zawrocic, tak samo gdy mocno pada, bo po granitowych plytach plyna potoki. Na dole trzeba zameldowac sie przed zamknieciem parku czyli 5. Juz te warunki sa trudne do spelnienia, chociaz jest to do zrobienia. Tylko zamiast biegac po gorach, chcialbym sie im przyjrzec, zrobic zdjecia. Jest cos jeszcze gorszego. Prawie codziennie o 12-13 leje tutaj. Pytam zatem, jaka jest szansa, ze bedzie pogoda w momencie dochodzenia do szczytu. - pracownik Sutery i pracowniki biura parku gdzie sie przenieslismy przyznaja, ze bliskie zeru. Wiec to nie jest zadna oferta. Dlaczego nie mozna rozpoczac o 2 czy 3 w nocy, skoro przy usludze 2-dniowej o tej godzinie zaczyna sie atak szczytowy. Bo park otwieraja o 7. Ale to glupie. Oferujecie 1-dniowe wejscie, nie dajac prawie szans na zdobycie szczytu, bo malo czasu I pogoda slaba. Przeciez idzie ze mna obowiazkowo parkowy przewodnik, wiec co stoi na przeszkodzie wyruszyc przed 7 rano? Bo park otwierany jest o 7:00. Ale z obozu na 3300m mozna wystartowac o 2:00 mimo ze par jest zamkniety? Tak, mozna. Bez sensu. Czy jestescie pewni, ze jedno miejsce sie nie znajdzie? Nie daje za wygrana. Czy wiecie ile tysiecy kilometrow pokonalem, by tutaj dotrzec i co mam odejsc teraz z kwitkiem? Ale wszystko zarezerwowane. Mijalo 20 minut rozmowy. Ja swoje, oni swoje. Raz bylem wesoly, raz smutny, raz zly. Odstawilem niezla aktorska scenke. Po pol godzinie, pracownica parku gdzies dzwoni, a gosc z Sutery, ktory ostatnio glownie mowil sorry, twierdzi ze probuje ona cos zalatwic.

 

Efekt: niemozliwe staje sie mozliwe. Mam przewodnika, nocleg i jutro moge startowac. Juz potem dowiaduje sie, ze tego co ja probowalo wielu i wszyscy zostali albo odeslani z kwitkiem albo z propozycja 1-dniodniowego wchodzenia, co wybrala nie majac wyboru wiekszosc. Moje doswiadczenie podpowiadalo mi w tym momence, ze ryzyko z 1-dniowym wchodzeniem przy Kinabalu zle sie dla mnie skonczy, dlatego musze walczyc do skutku. Cena standardowa 800 RM, niektorzy placili 900RM, slyszalem, ze ktos slyszal iz ktos placil 700RM. Jednodniowe wchodzenie to ok. 200RM, bo placi sie tylko za wstep do parku, przewodnika i ubezpieczenie (jeden przewodnik moze miec max 6 klientow, ale nawet przy szesciu nie jest wiele taniej, groszowe roznice). Przy czym 1RM to praktycznie polska zlotowka, lub jesli ktos woli inaczej, 1USD, to 3,16RM, przy duzych nominalach (50, 100USD), male maja duzo gorszy kurs. 800RM to duzo i usluga nie jest warta tej ceny, ale Sutera ma monopol, nie ma wyjscia.

 

Gdyby Jerzy Kukuczka po zdobyciu swoich 14stu 8-tysiecznikow tutaj przyjechal zostalby potrakowany tak samo jak ktos, kto pierwszy raz w zyciu widzi gory i musialby wejsc jak wszyscy. Doswiadczenie nie ma tu znaczenia. Niestety takich miejsc na swiecie jest coraz wiecej. Nie dziwi wie, ze w necie na Sutere rzucaja totalne bluzgi za monopol gory Kinabalu, tylko ona swiadczy takie uslugi. Nie mniej pan z Sutery na koniec zalatwiania spraw, wskazal mi gdzie mozna tanio przenocowac, bo u nich jest strasznie drogo. We wskazanym miejscu znalzalo sie miejsce za 30RM i moglem sie przepakowywac na wyjscie nastepnego dnia. Akurat zaczelo lac i lalo tak przez kilkanascie godzin. W pokoju mieszkalem z Niemka, ktora byla podczas 15-miesiecznej wyprawy,  w duzej mierze rowerowej. Samotnie, szacun. Ona drugi dzien bezskutecznie czekala na probe wejscia 1-dniowego. Niestety znowu pogoda nie dopisala. Wziela na spole z nowozelandczykiem taka usluge, bo nie bylo innej opcji. Jak widac, niezupelnie. 

 

Mount Kinabalu - Dzien 1

 

Przed 7:00 stawilem sie w pobliskiej siedzibie Parku Kinabal. Moj przewodnik zjawil sie o 8:00, o imieniu DZEKLY (Z z kropka i zapisane fonetycznie). O 81:5 ruszylismy mikrobusem do check pointu skad zaczyna sie wedrowke. Wspomniana Niemka wyruszla niewiele wczesniej. Rano sie chwilowo przejasnilo. O 8:30 z ok. 1860m (Timpohon Gate) ruszylismy na trase. do pokonania bylo 6km - ciagle pod gore, czasami dosyc stromo. Trzeba jednak przyznac, ze wyrabana w dzungli sciezka byla szeroka, wykonano mnostwo pracy w budowe schodow, stopni, barierek, drewnianych drabinek etc. Masa roboty, efekt wspanialy, dzieki czemu wejscie jest banalnie proste. Do tego co 0,5km sa tabliczki z mapka, odlegloscia, wysokoscia, a co jakis czas zadaszone miejsca z lawkami. Na poczatku trasy mija sie okolo 10-metrowy ladny wodospad. Po niecalej godzinie zaczelo lac, padalo mocno gdzies do drugiej popoludniu. Bardzo szybko bylem calkowicie przemoczony z majtkami i skarpetkami wylacznie, co przerabiam na tej wyprawie regularnie i przyzwyczailem sie. Szedlem powoli, ale konsekwentnie, na wysokosc 3280m (Laban Rata - glowny budynek z jadalnia, w okolicy jest troche mniejszych, tylko noclegowych). Zajelo to mi 4h. Mozna smialo szybciej, aczkolwiek po drodze wyprzedzilem kilka grup (wyszlismy jako jedni z ostatnich), nas nie wyprzedzil nikt. Po drodze i w Laban Rata spotkalem kilka osob, na 1-dniowej wycieczce, nikt nie wszedl na szczyt, powod: deszcz i brak czasu. To o czym mowilem dzien wczesniej. Niemki nie spotkalem, nie wiem czy jej sie udalo. Nie weszla tez z powodu pogody czesc osob, ktore przyszly na 2-dniowe zdobywanie gory. Najwyzszy punkt dna wyniosl 3340m, a moj nocleg byl na 3332m, w pokoju mialem Australijki i Brytyjki. Dwie nie daly rady i zawrocily po drodze, ale i tak wszedzie lozka byly w komplecie zajete. Przed ta wyprawa mialem takie urwanie glowy, ze nie poswiecilem na trening fizyczny w ogole czasu. Na szczescie ta wyprawa jest malo gorska, nie ma duzych gor, wielodniowych wspinaczek, wiec i bez przygotowania nie mam problemow, ale mam swiadomosc, ze po treningu szedlbym szybciej i pewnie szloby sie troche przyjemniej. Ale bylo okey. Obiad w Laban Rata skladal sie z bufetu i byl na dobrym poziomie, z deserem. 

 

Popoludniu sie troche rozpogodzilo, bylo widac partie szczytowe, piekne granitowe skaly, po ktorych jeszcze plynely wartkie rzeki. Doliny tez czesciowo byly widoczne. Pobudke moj przewodnik zaplanowal na 2:00, ale dziewczyny wstawaly juz o 1:30. Reszta dnia minela na probach suszenia ubrania, ladowaniu baterii, bo tutaj z doliny doprowadozno prad i na odpoczywaniu. Tak na marginesie ustalilem z Dzeklym, ze ja ide sobie sam, on idzie sobie sam, nie ma co odstawiac szopki w zabawe w przewodnika i klienta. Niech kazdy idzie tak jak lubi. I tak tez sie stalo. Dzekly rozamwial ze znajomymi innymi przedownikami i tragarzami, noszacymi towar podobnie jak nepalscy Szerpowie. Ja zagladalem w rozne zakamarki, zebralo sie w 4ch godzinach tego ze 30 minut. A propos tragarzy, to nosza wiklinowe kosze, utrzymywane na czole przez materialowa opase, tak samo jak Himalajach. 

 

Dodam jeszcze, ze gora Kinabalu jest na liscie swiatowego dziedzictwa UNESCO i chwala sie tutaj, ze lasy deszczowe w jej masywie maja 130 milionow lat. 

 

Zdazylem juz nie tylko wrocic z Kinabalu, ale takze z kraju o nazwie Brunei Darussalam, o czym w kolejnych postach, wrocic do KK.

 

pozdrawiam

Gregor

 

Na zdjeciach: w drodze do Laban Rata, tutejsza wiewiorka, chociaz bardziej z wygladu przypomina mysz i widok na partie szczytowe Kinabalu.


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2020 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search