Blog

Blog

Wulkan Soputan ok. 1800m (Sulawesi, Indonezja)

Krater wulkanu Soputan
Wulkan Soputan to piekny aktywny stratowulkan. Ostatnia erupcje zaliczyl 3 miesiace przed moim przyjazdem. Liczy 1784m wysokosci, ale przy aktywnych wulkanach wysokosc potrafi sie zmieniac kilka razy do roku, najczesciej w zwiazku z erupcja. Znajduje sie na skraju kaldery Tondano. Rano  z Tomohon mikroletem ruszylem do miejscowosci Kawangkoan. Wlasciwy pomogla zlapac mieszkanka Tomohon. Po okolo 27 kilometrach przesiadlem sie na ojek, ktory wysadzil mnie jakies 3km dalej. Miejscowi wskazali mi droge na wulkan. Wpierw musialem pokonac stare wulkany - inaczej piszac gory, ktore wulkanow juz nie przypominaja, sa porosniete lasem rownikowym. Sciezka poczatkowo biegla posrod pol uprawnych, dalej przez las i korytem potoku z siarkowymi osadami. Wody bylo duzo czego konsekwencja moje mokre buty. Jesli na Lokon smieci prawie nie bylo, to tutaj i owszem.  Doszedlem do miejsca zwanego Base Campem i dalej siezka. I tu zaczal sie problem. Sciezka na Soputan jest dobra, nawet w rejonie pol uprawnych gdzie wiele sciezek trudno zejsc na niewlasciwa. Jednak za Base Campem byla mocno zarosnieta i nie podobalo mi sie jak prowadzi. Nagle skrecila w prawo i zaczela biec ostro w dol, a powinna prosto. Po niecalych 10min zejscia zawrocilem do gory.  Soputan przez wieksza czesc trasy nie jest widoczny ale przed Base Campem jest miejsce, gdzie go widac, co ulatwia pozniejsza orientacje. 

Po wspomnianym powrocie zaczalem sie rozgladac za alternatywna sciezka. Tak naprawde powinienem wrocic do Base Campu i powoli sprobowac znalezc taka, ktora idzie lekko w lewo. Nie bylo jednak czasu. Znalazlem w koncu bardzo stara od dawna nie uczeszczana sciezke, ale biegnaco mniej wiecej tam gdzie chcialem. Zarosla, wiec musialem sie przedzierac przez rozne ostre rosliny, znow polala sie krew, a ubranie czekalo kolejne pranie. Rano bylo pachance. Doszedlem do koryta okresowej rzeki i nim w dol, az w koncu wylonil sie Soputan, ruszylem w lewo przedzierajac sie przez takie same trawy jak na Tompuluanie. Na szczescie odcinki byly krotkie. Dalej juz popiol wulkaniczny i do gory, do podnoza stozka. Calkiem spora trasa. Chmury zaczely przykrywac krater. To niedobrze. Nie widac rozpoczecia erupcji, co ogranicza jeszcze bardziej szanse przezycia, gdyby wlasnie nastapila. Bedac w tym rejonie - bezposredniego zagrozenia - kazda erupcja to smiertelne niebezpieczenstwo, podczas wspinaczki na szczyt, w chmurach, nie ma zadnych szans na reakcje gdyby wulkan sie uaktywnil. 

Soputan to piekny, stromy stozek, trudny do zdobycia. Okazal sie najtrudniejszym technicznie wulkanem do tego momentu tej wyprawy. Wpierw stromo po niedawno wyrzuconym materiale piroklastycznym i popiole wulkanicznym. Trzy kroki do gory, dwa kroki osuniecia. Dalej popiol zamienia sie w gruz skalny, jeszcze gorszy. Bo wieksze osuniecia, ryzyko lawiny. Kiedys zlecialem z lawina takiego wulkanicznego rumoszu skalnego, sam ja wywolalem. Jest ostry, chociaz lekki - duzo pecherzykow powietrza. Straszna mordega. Oczywiscie wokol nie bylo zywej duszy, ani zadnej siciezki na szczyt - bo na niego praktycznie nikt nie wchodzi. Najgorsze zaczelo sie w polowie podejscia. Znowu popiol wulkaniczny, ale sprasowany, but sie nie zapadal, a bylo bardzo stromo, dobre 50 stopni nachylenia, a nawet chyba wiecej. Gdyby nie kijki trekkingowe nie dalbym rady pokonac tego odcinka. Sluzyly jak czekan, a ja czesciowo poruszalem sie na kolanach (brakowalo rakow). Pogoda sie troche poprawila, wiekszosc chmur ustapila. Ostatni odcinek to mocno nachylone skalki, poprzedzielane zdradliwym popiolem wulkanicznym i fumarolami. Skalki nie zawsze stabilne, nieraz fragmenty zostawaly mi w rece, a na sypkich fragmntach istnialo powazne ryzyko poslizgniecia i upadku w dol. Wchodzac poruszalem glazy, ktore z ogromna predkoscia spadaly do podnoza stozka wulkanicznego. Gdybym stracil rownowage spotkaloby mnie to samo. Perspektywy kilkusetmetrowego turlania i spadania w dol nie sa optymistyczne. W koncu jest, krater, ale i tu nowe zagrozenie. Gazy, fumarole, chmury na samym wierzcholku to jedno, ale erupcje uszkodzily okolice krateru. Mnostwo rozpadlin, ktore w kazdej chwili moga zleciec do krateru, a na pewno wraz z kolejna erupcja. Pocieszajace, ze zbocza krateru niezbyt strome. Gdy sie przejasnialo, widzialem dno. Obszedlem czesc krateru, wszedlem na najwyzszy punkt i po 30-tu minutach w dol. 

Kazdy kto sie wspina wie, ze w gore latwiej sie wchodzi niz schodzi. Zdradliwy wulkan wymusil na mnie pelna koncentracje, na wszelki wypadek zalozylem kask, gdybym nie utrzymal gdzies rownowagi. Kilka razy prawie stracilem grunt pod nogami. Wieloletnie doswiadczenie umozliwilo mi wyjscie z opresji i bezpiecznie zejsc do podnoza stozka. Dobrze, ze w tym czasie nie zlecial z gory zaden glaz, bo gdyby trafil we mnie, gdzie indziej niz w kask...

Nie mniej Soputan jest piekny, w dzikiej okolicy, scenerie bardzo wulkaniczne. Malo kto wchodzi na szczyt, bo punkt widokowy znajduje sie na starym kraterze ponizej, na ktory tez wszedlem. I rozpoczalem szukanie sciezki, tej wlasciwej. Ale nie bylo ludzkich sladow. Ruszylem zatem moja autorska, malo doskonala. Nie moglem znalezc tej watlej sciezki w dzungli o ktorej pisalem. Przedzieralem sie na przelaj przez dzungle, przez bardzo strome zbocza. Wiedzialem, ze w koncu sie na nia natkne, jesli nie pzegapie - od dawien dawna nikt nia nie szedl. Po 45min walki z dzungla, upadkach, spadkach - potezne nachylenie - walce z ostra roslinnoscia, dotarlem do sciezki, nia do glownej i dalej do Base Campu. Postanowilem ten odcinek przejsc bardzo wolno i znalezc ta wlasciwa, musiala byc. I znalazlem. Zarosla. W miejscu gdzie idac na Soputan mialem skrecic w lewo sciezka nie byla widoczna, dopiero po 20 metrach chaszcze troche ustapily i trasa okazala sie calkiem solidna. Coz, nieraz tak bywa, najwazniejsze, ze cel osiagnalem. Problemy, wiekszy wysilek, stracilem troche czasu, ale nie pokrzyzowalo mi to planow. Trasa na Soputan zajela mi jakies 5h, w tym 1,5h wspinaczka stozkiem wulkanicznym. Powrot zajal mi 3h bardzo szybkim tempem ze wspomnianymi przygodami. Gdybym szedl wlasciwa trasa oszczedzilbym okolo 2h. 

W Base Campie spotkalem ludzi. Grupe Francuzow, zupelnie nie zainteresowana przybyszem z miejsca gdzie oni zmierzaja, oraz jeszcze wieksza grupe ich przewodnikow, tragarzy, pomocnikow. Indonezyjczycy byli zainteresowani informacjami, choc slabo znali angielski. Przyznali, ze ida tylko na punkt widokowy na starym kraterze. Francuzi nie wygladali na takich, ktorzy by dali rade wejsc na Soputan, wymaga on dobrych butow, kijkow trekkingowych, dobrej kondycji i pewnego doswiadczenia. Taka 2-dniowa wycieczka pod Soputan jest standardowa, chociaz mimo wszystko niewielu tu turystow w ciagu roku. Ciekawe ile taka impreza kosztuje, pewnie sporo. Mnie wyniosla 10USD - transport plus woda i ciastka.  

Ostatnia godzine szedlem w zupelnych ciemnosciach z czolowka na glowie. W wiosce zaczalem szukac jakiegos transportu, minela 19:00, lecz bylo ciezko. Miejscowi pomogli mi znalezc ojek do Tomohon. 30km, ale przynajmniej szybko. Po bardzo intensywnym dniu ojek, to nie byl wygodny srodek transportu, lecz w tych okolicznosciach lepszy taki niz zaden. A w Tomohon, zakupy, kolacja, prysznic, spac. Nastepnego dnia mialem sie przeniesc na wyspe Bunaken. 

Z Soputan mialem szczescie do pogody, nie padalo, a popoludniu codziennie lalo w Tomohon, poprzedniego dnia juz po 14:00.

Pozdrawiam

Gregor

Na zdjeciach: wulkan Soputan.


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2020 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search