Blog

Blog

Krabi i wyspa Jamesa Bonda (Tajlandia)

Przed Swiatynia Malp (Wat Suwankuha)
W zasadzie mialem jechac do Bangkoku, ale wyczytalem, ze okolice miasta Krabi moga byc interesujace. A napotkani podroznicy, ktorzy zjezdzili Tajlandie zgodnie opowiadali, ze Phuket to jest komercyjne dziadostwo, a jego lepsza i atrakcyjniejsza wersja sa okolice Krabi. Polozone zreszta calkiem niedaleko wyspy Phuket - na ktorej nie bylem, ale generalnie sie zgadzam z teoria, ze czym wiecej turystow w danym miejscu tym wiecej we mnie determinacji, by omijac takie miejsce z daleka, bo nic tam dla mnie ciekawego nie ma. Na Phuket z Krabi droga ladowa to 3h a morska 2h - tak mnie poinformowali miejscowi. Atrakcje rejonu Krabi to lasy tropikalne, jaskinie, lasy namorzynowe, plaze, miejsca do nurkowania, a przede wszystkim skalne wyspy w morzu - takie jak w Vietnamie w zatoce Ha Long. 

Moj krotki 2-dniowy pobyt rozpoczalem od pobudki o 3:30 (nad ranem, a.m.) w... Kuala Lumpur. Autobusem lotniskowym dotarlem do mojego terminala LCCT. Czas przejazdu blisko 90min. LCCT to czesc KLIA. Nie po polsku? To juz tlumacze. Miedzynarodowe lotnisko w KL ma specjalny terminal dla tanich linii lotniczych: Low Cost Carrier Terminal. Niby LCCT od glownego terminala KLIA dziela 2km, to drogami jest to 16km - ich pomylenie moze drogo kosztowac. Samolot odleci bez nas. KLIA lacznie obsluguje 40mln pasazerow i to jest maksimum jego wydolnosci, dlatego trwaja rozbudowy i przebudowy do 70mln. 

LCCT to duzy obiekt, nieszczegolnej urody i funkcjonalnosci, a poziom obslugi jest lowcostowy. Ludzie latali nie mogac znalezc swojego check-in. Mnie sie podobalo, bo zostalem przepuszczony z duza butelka wody przez security check. Bylem bliski szczesliwosci, gdy 20min przed odlotem wsiadalem do samolotu. Air Asia, glowny lokator LCCT, w koncu to malezyjska firma, u siebie dziala lepiej niz Air Asia Indonesia - pomyslalem sobie. Piekne stwardesy, punktualnosc -  podoba mi sie. Z tym zastrzezeniem, ze kolejne 80min w pustawym samolocie stalismy przydokowani do rekawa. Efekt, wylot z godzinnym opoznieniem, czyli Air Asia nie zrobila mi niespodzianki. Dam jej jeszcze jedna szanse. 

W przeciwienstwie do terminala LCCT w Krabi maja malutenkie lotnisko, jakies nedzne 1mln pasazerow rocznie, a tu duzy przestronny i nowoczesny terminal - a w zasadzie dwa, maja rekawy. Wielki swiat i autobus do centrum za 90 THB(uwaga, lubi w obie strony wyjechac kilka minut przed czasem w rozkladzie, 1 USD = ok. 31 THB, baht). Wyszukujac na szybko noclegu przed wylotem znalazlem hostel Pak-Up. Gdy do niego dotarlem, zauwazylem sporo bialasow takich jak ja - dobrze wypromowany w necie hostel, zrobiony na modle zachodnia, wiec nie dziwota. Lecz niestety w recepcji przywitala mnie niemila i bez krzty usmiechu na twarzy pracownica ponformowala, ze miejsc nie ma. Moze cos sie zwolni po 12 (czas check-out), byla 10:30. Informacje o cenach i pokojach wyciagalem niemal na sile, a ona robila mi laske, ze cos odpowie i tak dormitorium mialo kosztowac 280 THB. Okay. Zostawie plecak, przejde sie na spacer i wroce po 12. Uslyszalem, ze plecak moge zostawic w odplatnym schowku za 100 THB (nie zmiescilby sie). Czys ty dziewczyno upadlas na glowe. Nawet nie wiem czy bedzie pokoj a mam placic za pozostawienie plecaka. Pierwszy raz mi sie cos takiego przytrafilo. Podziekowalem za wspaniala obsluge i wyszedlem. Niecale 100m dalej w guesthousie  Green Tea obsluga byla mila, usmiechnieta, nie bylo problemu z zostawieniem bagazu. Najtansze pokoje po 150 THB byly zajete, ale dostalem znizke na fajny pokoj 2-osobowy. Calkiem spory, z pelnym wezlem sanitarnym za 250 THB (choc tak jak w Indonezji bez cieplej wody), czyli taniej niz dormitorium we wczesnijeszym. Od razu tez wykupilem interesujaca mnie wycieczke, bo w Krabi kazdy hostel/hotel/guesthouse to rowniez biuro podrozy. Tutaj w przeciwienstwie do Indonezji, hostele i biura turystyczne ze soba wspolpracuja i lacza ludzi. Cel: skalne wyspy na morzu, na jednej krecili film z Jamesem Bondem, stad kazda wycieczka ma go w nazwie. I w tym momencie przypomina mi sie Azerbejdzan, jak chodzilem nielegalnie po polach naftowych w Baku, gdzie tez krecili jednego z nowszych Bondow z Brosmanem (chyba Swiat to za malo z 1999r.), mialem problemy potem z ochrona. W Tajlandii wiedza ze James Bond, to reklama, to marketing, to pieniadze, w Azerbejdzanie musza sie jeszcze tego nauczyc, turystyka na Bondzie nie potrafi zarobic ani dolara. A w Indonezji od prawie 40 lat bija duze pieniadze na nim, film nosil tytul: Czlowiek ze zlotym pistoletem (1974r.)

Tajladnia zaraz po przyjezdzie robila bardzo dobre wrazenie. Czysto, dobre drogi, niezle samochody, przyzwoite domy, dobrze zaopatrzone sklepy nawet w jakas wedline. Z ta czystoscia to tutaj maja patent na ktory jakos w Indonezji nikt nie wpadl. Smieci wyrzucaja za wioska w jedno miejsce - widzialem kilka takich miejsc. Dzieki temu inne tereny sa czyste i wieczorami nikt nie zatruwa ludzi paleniem smieci. Byc moze mimo tego procederu istnieje tutaj jakas zorganizowana forma odbioru i skladowania smieci. Oby ta bylo.

Pierwszego dnia wybralem sie na spacer po miasteczku, nadbrzezem rzeki Krabi, nad ktora pomnik... kraba. Przeszedlem sie sciezka dydaktyczna pomiedzy pieknym lasem namorzynowym docierajac pod skalne wyspy, ktore sa u ujscia rzeki do Morza Andamanskiego. Pogoda upalna. Wieczorna burza. Turystow sporo - w koncu rozpoczyna sie polroczny suchy sezon. Jednakze, to nie samo miasto jest glownym celem turystycznym, tylko okoliczne plaze polozone w ladnej scenerii, czesto 20-30km od Krabi. Tam sa tez cale ulice z pamiatkami, barami, pelno hoteli i kilkukrotnie wiecej turystow. Dzien pierwszy stanowil preludium przed dniem drugim.

Poczatek wycieczki rozpoczynala poltoragodzinna jazda z Krabi do Parku Narodowego Phang Nga. Jesli wszedzie w Tajlandii maja takie drogi jak tutaj, autostrady - to gratuluje. W jednej z wiosek wsiedlismy na lodz celem podziwiania przepieknych skalnych wysp wyrastajacych z morza, porosnietych lasem tropikalnym oraz lasow namorzynowych. Bardzo efektowne i egzotyczne krajobrazy, pod jedna z wysp jest naturalna grota, ktora przeplynelismy. Sklad lodzi, oprocz mnie: dwie starsze panie z Czech i mlodzi: para z Francji, para z Hiszpanii, czterech Brytyjczykow i dwie Rosjanki. Te ostatnie co chwile sprawdzaly jak wygladaja i poprawialy makijaz w mysl zasady, ze Rosjana wszedzie musi dobrze wygladac. Zreszta Rosjanie dominowali w rejonie  Phuket, poza tym duzo Niemcow, Brytyjczykow, Kitajcow i Hiszpanow. Tak, tych Hiszpanow, z tej ogarnietej niewyobrazalnym kryzysem ekonomicznym Hiszpanii.

Park Narodowy jest piekny, a kulminacja odbywa sie na wyspie Jamesa Bonda, czyli Kap Tapoo (Ko Tapu, Kao Ping Kan). To sa de facto dwie wyspy, ale po kolei. Glowna wyspa choc niewielka to posiada efektowne skaly, jaskinie, plaze, pelno stoisk z pamiatkami. Bylo na niej dobre z 500 osob, tlok niemilosierny. Niedaleko od plazy jest skalny charakterystyczny ostaniec - w koncu tez wyspa. Ma z 20m wysokosci, a w najcienszym miejscu tuz przy wodzie moze ze 4m szerokosci, rodzaj skaly, wygladal mi na wapien. Mozna do niej doplynac z czego skorzystalem. To byla moja ostatnia kapiel w morzu na tej wyprawie, kolejnych nie przewiduje. A propos tych tlumow, duza czesc przyjechala lodziami z pobliskiej wyspy Phuket. 

Lunch zjedlismy w wiosce na wodzie, przylegajacej do skalnej wyspy - Koh Panyee. Turystycznej wiosce, w ktorej buduja ogromny meczet. Z niej wrocilismy na staly lad, skad udalismy sie do Monkey Cave Temple (Wat Suwankuha). W tej czesci Azji co chwile napotykam Swiatynie Malp, w tym tak beznadziejne, jak w Ubud na Bali. Gdy na ulotce zobaczylem taka nazwe od razu stwierdzilem, tylko nie to, szkoda czasu. A szkoda to byloby jej nie zobaczyc. Nazwa zawsze jest zwiazana z mieszkajacymi wokol malpami, ktorych tutaj bylo wyjatkowo duzo. Sama swiatynia, ladna, znajduje sie w duzej grocie, a za nia jest jaskinia z atrakcyjna szata naciekowa. Duze komory, wielometrowe stalaktyty i stalagmity. Super. Duzo bardziej mi sie podobalo to miejsce od Batu Caves w Kuala Lumpur, ktore tez jest atrakcyjne. 

Ostatnim punktem wycieczki byla kapiel w wodospadach Raman, otoczonych tropikalnym lasem. Seria kilkumetrowych kaskad i nieduzych basenow przy nich, to bardzo przyjemne miejsce da kapieli, zwlaszcza ze woda byla swietna. Jakies 20 stopni Celsjusza. To pewnie moja ostatnia kapiel pod wodospadem na tej wyprawie. Za jednym z nich byla niewielka grota. Ostatnio ponoc padalo, wiec woda byla lekko zamulona, totez Rosjanki stwierdzily, ze w takiej sie kapac nie beda - mnie sie bardzo podobalo.

Powrot zajal 3h, gdyz odwozilismy wszystkich do hoteli, a wiekszosc polozna byla przy plazach kawalek od Krabi, w rejonie licznych rzek i zatoczek morskich oraz lasow namorzynowych - zawile drogi. Moj guesthouse byl ostatni. Pozostalo mi sie nastepnie pakowac na lot kolejnego dnia do Bangkoku. 

Dygresje

Wyzej pisalem o obsludze w Pak-Up hostelu. W swiecie TripAdvisora taka obsluga to niebezpieczna sprawa. Ludzie wybieraja noclegi coraz czesciej na podstawie recenzji na takich stronach jak tripadvisor, duzo zlych opinii moze doprowadzic do bankructwa. Slyszalem o takich przypadkach. Oprocz tego taki niedoszly ale niezadowolony klient nikomu nie poleci takiego miejsca z taka obsluga. A naprawde niewiele trzeba by klient byl zadowolony - odrobina usmiechu i zyczliwosci. Gdbyby wlasciciel Pak-Up hostelu widzial jak duzych pieniedzy nie zarabia przez taka osbluge, szybko zmienilby personel. Taki hostel przygotwany dla zachodniego turysty mysli, ze skoro juz ma dobra pozycje na tripadvisorze to jest to na wieki, oby sie nie przeliczyli.

Sea Canoe - podrozujac obserwuje coraz glupsze oferty dla turystow i chcialem opisac jedna z nich. Jak wiadomo na wakacjach turysta kupi kazde badziewie, takze w zakresie uslug, dlatego w rejonie skalnych wysp 90% turystow na wycieczce w rejon wyspy Jamesa Bonda z niej skorzystalo. Usluga niesamowitej przygody pt. Sea Canoe wyglada tak. Wsiada sie do badziewnego waskiego pontonu - dwie osoby, a z tylu miejscowy robi za wioslarza. Plynie sie po spokojnych wodach zatoki ok. 40min, podplywa sie pod skalna wyspe, w towarzystwie kilkudziesieciu podbnych pontonow i duzych lodzi. Cena 15USD. Jakby mnie ktos zaplacil te 15USD, to od biedy bym sie zgodzil na ta ekscytujaca atrakcje. To, ze Rosjanie lubia takie rzeczy - tandetne i kiczowate - to wynika z ich natury, ale ze powazni Niemcy z radoscia placili za cos takiego, tego naprawde nie rozumiem.   

Turystyka po tajlandzku. W tym kraju wiedza co zrobbic, by zarabiac na turystach z Zachodu. Taki osobnik nie moze uslyszec slowa: nie, nie da sie, sam sobie znajdz innych uczestnikow itp. On ma tylko zaplacic, reszta na glowie miejscowych. W miejscach turystycznych ma byc czysto, bo bialasy nie lubia zwiedzac smietnisk. Jakosc i obsluga takze musza byc na wyzszym poziomie niz to przyjete w Azji. Jakosc zakwaterowania, restauracji, samych wycieczek itd (m.in. wszystko klimatyzowane i czyste). Tajowie weszli w posiadanie klucza jak wyciagnac pieniadze od turystow z zamoznych krajow. W Indonezji jeszcze go dlugo nie znajda, lecz i tam maja sie z czego cieszyc. Jest kilka miejsc popularnych turystycznie: wyspy Bali I Lombok, wulkan Bromo, swiatynie Borobudur i Prambanan. Mimo bardzo przecietnej jakosci obslugi, ale i tak najlepszej dostepnej w Indonezji. Jedynie troche lepiej bylo na Polnocnym Sulawesi, lecz nie jest to mekka turystyczna.

Sa jednak minusy tak bardzo turystycznie zagospodarowanych miejsc jak Tajlandia. Mnostwo turystow. I takie klimaty jak podczas wyzej opisanej wycieczki. Przewodniczka nie tylko sie nie przywitala ani nie pozegnala, tylko wsiadla i wysiadla z samochodu, lecz wszystko robila na odwal. Pewnie poraz x-tysieczny. Do tego zwiedzanie wygladalo tak, tutaj macie 15min, tutaj 20min, tutaj 30min. W praktyce gonitwa. Na zwiedzanie wyspy Jamesa Bonda bylo 30min, kiedy stojac w korku na skalnej sciezce do serca wyspy tracilo sie 10min w jedna strone, a na kapiel pod wodospadem przeznaczono 20min, z czego 10 to dojscie w obie strony. Z tych powodow unikam takich zorganizowanych wycieczek i jesli tylko moge mocno turystycznych miejsc. Wystarczyloby, zeby wyjazd na moja wycieczke odbyl sie godzine wczesniej a koniec godzine pozniej (wyjazd z Krabi nastapil o 9, z pod wodospadow wyjechalismy prawie 3h przed zmierzchem) Ale po co, lepiej wszystkich gonic. Wole jednak takie przewodniczki/przewodnikow, niz innego typu z ktorymi sie czasami spotykam, ostatnio w Anglii, gdy przemily i przesympatyczny, bardzo profesjonalny przewodnik stanal na koncu w drzwiach z kapeluszem na napiwki i nikogo nie przepuscil bez jego zostawienia. Doceniam tez, ze wszystko bylo w cenie, w tym bilety wstepu co nie jest regula, ta calodzienna wycieczka kosztowala 1000 THB.

Z Indonezji pisalem ile wiecej miejscowi mogliby zarobic, gdyby zaczeli myslec, czego z premedytacja ucznic nie chca. Dla mnie, podroznika, to dobra wiadomosc. Tamtejsze utrudnienia sa dla mnie do pokonania, ale nie sa do pokonania dla przecietnego turysty. Indonezja nie potrafi poza kilkoma miejscami zaoferowac miejsc dla masowej turystyki. Co tez mnie cieszy. Dzieki temu nie bylem narazony na tlumy turystow zazwyczaj, czesto bylem jedynym turysta. Tak lubie. I paradoksalnie dla mnie lepiej jesli Indonezja pozostanie biedna, a ludzie nie beda chcieli uruchomic swoich mozgow.

Pozdrawiam z Bangkoku, jeszcze z Bangkoku, bo postanowilem zrobic kolejny skok w bok i jutro bede zupelnie gdzie indziej

Gregor

Na zdjeciach: Pierwsze zdjecie jeszcze z KL, przed zakupem butow, stare znajdowaly sie w takim stanie. Kolejne 3 zdjecia to Krabi w tym lasy namorzynowe. Dalej 5 ze skalnymi wyspami w tym grota pod jedna z nich. Dwa zdjecia wyspy Jamesa Bonda, suszone ryby w wiosce. Od znaku z whisky Swiatyna Malp. Ostatnie to moje kapielisko - wodospady Raman.

 


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search