Blog

Blog

W drodze na Kazbek (Wielki Kaukaz, Gruzja)

Widok na lodowiec Gergeti ze schroniska Bethlemi, ok. 3670m n.p.m.
Ciąg dalszy relacji z wyprawy 2012. Wcześniejszy wpis jest tutaj: Teheran-Dogubayazit-Tbilisi-Kazbegi (Iran-Turcja-Gruzja).
Rano Kazbegi przywitało mnie bezchmurnym niebem i fantastycznym widokiem na piramidalny Kazbek. W końcu jakaś porządnie zlodowacona  góra na tej  wyprawie, bądź co bądź górsko lajtowej. Znowu wygasły 5-tysięczny wulkan. Najwyższy w tym rejonie, górujący nad wszystkim.

 

Wybierając się do Gruzji nie miałem w planie żadnej konkretnej góry w Kaukazie, jedynie chciałem kilka dni pochodzić po nim, bardziej trekkingowo. Ale skoro dotarłem do Kazbegi, to cel wydawał się oczywisty – Kazbek.

 

Kazbegi to zapadła dziura, typowo sowiecka, ale z zaniedbaniami od czasów rozpadu ZSRR. Ok. 12km od granicy z Rosją, nad rzeką Terek. Tak, to sama rzeka która płynie niedaleko Groznego w Czeczenii i to tą rzekę ma w nazwie drużyna piłkarska Terek Grozny, gdzie obecnie gra sporo Polaków. Kazbegi ma szczęście, bo jest miejscowością przygraniczną i w atrakcyjnym przyrodniczo rejonie. Dzięki temu sporo tu turystów zagranicznych. I ceny też są pod nich. Jak w Zakopanem. Najtańsze noclegi w prymitywnych warunkach to 12-15 USD (śpiąc w dwóch rożnych miejscach w centrum woda w łazienkach osiągała maksymalną temperaturę wyraźnie poniżej + 20 stopni C), a tani obiad w restauracji to ok. 10 USD. Na szczęście w prymitywnych sklepach ceny są normalniejsze, co nie znaczy że niskie.  

 

Śniadanie, zakupy kilku kilogramów prowiantu i w drogę po 10:00. Wysokość 1750m npm. Waga plecaka blisko 30kg, ale chleb, puszki i cola muszą ważyć. Plan umiarkowany: dojść do około 3000m i rozbić namiot na noc. Pierwszy cel to słynny 14-wieczny kościół/klasztor Cminda Sameba na 2200m n.p.m. Góruje nad Kazbegi i wioską Gergeti z jednej strony, z drugiej efektownie prezentuje się na tle Kazbeka. I właśnie bez Kazbeka byłby to jeden z tysięcy podobnych kościółków. Gdy wędrowałem do góry w pięknym jesiennym kolorowym lesie, mijały mnie dziesiątki samochodów z turystami, którym się nie chce zrobić godzinnego spaceru do góry, tylko pod kościółek muszą podjechać samochodem. Tak czyni 99 procent osób (lenistwo ludzi jest przerażające, większość wspinaczy celem skrócenia drogi do schroniska też do kościoła dojeżdża samochodem). Mimo początku października było tam około 80 osób głównie zagranicznych turystów (bardzo dużo z Izraela, Rosji i Pribaltiki czyli Litwy, Łotwy i Estonii, Polacy też byli). Czym w górach mniej ludzi tym dla mnie lepiej, więc szybko się ewakuowałem na ścieżkę w kierunku schroniska.

 

Świetna pogoda, ostatki kolorowego liściastego lasu i bardzo przyjemna ścieżka wyprowadziła mnie na wysokość 2950m. Jak cudownie. Nawet plecak wydawał się lżejszy z tego powodu. Widok na Kazbek, lodowiec Gergeti, obok kamienna kapliczka. Poza mną tylko kilka osób, a byłem jedyny który tego dnia ruszył dalej. Wlekłem się. Tu zdjęcie, tam troszkę w bok od ścieżki. Tylko ja i góry. I tak doszedłem do lodowca Gergeti, gdzieś między 3200 a 3300m npm (lodowiec ma ok. 7km dł., schodzi do ok. 2950m npm, inna nazwa Ortsveri). W zasadzie miałem się rozbijać na noc jakieś 45min wcześniej, nie było jednak o tej porze roku nigdzie wody przy ścieżce, a potem tylko mętne lodowcowe potoki. Spojrzałem na zegarek i stwierdziłem, że ruszę jeszcze tego dnia do schroniska. Droga przez lodowiec Gergeti prowadzi po skosie i wynosi ok. 2000 metrów dł. Jest bezpieczna, szeroka, a szczeliny są dosyć daleko. Jeśli nie ma świeżego śniegu i lodowiec jest dobrze widoczny to wędrówka jest bardzo prosta i bezproblemowa, biegnie delikatnie pod górę (żadne raki, lina czy czekan nie są potrzebne). Piszę to oczywiście ze swojej perspektywy, osoby obytej z lodowcami. By zejść na ścieżkę za lodowcem we właściwym miejscu, przy morenie bocznej, znajdowała się zniszczona flaga Gruzji w charakterze drogowskazu. Potem jeszcze około 30-40minut solidnie do góry po wulkanicznym rumowisku i schronisko Bethlemi wita. Zaczynał zapadać zmrok. Za mną była długa droga, bo wraz z podejściami i zejściami na trasie (niewielkimi) łącznie do pokonania jest 2000 metrów deniwelacji względnej – to dużo z dużym plecakiem (np. z Łysej Polany(precyzyjnie z Palenicy Białczańskiej) na Rysy jest 1500m, a z nad Morskiego Oka 1100m). Mimo obijactwa na trasie szło mi się jednak bardzo fajnie. Schronisko oficjalnie znajduje się na wysokości 3653m npm, ale mój GPS podczas całego pobytu wskazywał 3670-80m.

 

Bethlemi, to była stacja meteorologiczna (za czasów ZSRR), teraz prywatne i bardzo prymitywne schronisko. Ale lepsze takie niż żadne. Dosyć drogie jak na dostępne warunki. Nocleg w pokoju z materacami 15 dolarów, rozbicie namiotu 6 dolarów. W lecie jest tam mikro sklepik, teraz już nic do kupienia nie było, pokoje nieogrzewane, temperatura wynosiła 3-6 stopni Celsjusza przez całą dobę. Brak dostępu do gazu, ale używałem gaz pozostawiony przez innych turystów. Nie było go za wiele, ale był. Prąd tylko wieczorem przez 2 godziny z agregatora. Woda około 150m od schroniska z płatu śniegu, o tej porze roku ledwo płynąca, rano i wieczorem zamarzająca. Toaleta niecałe 100m od schroniska w często spotykanych w górach drewnianych sławojkach. Wspaniałe zapachy. O prysznicu zapomnij. 20 lat nie wystarczyło Gruzinom, by schronisko(meteostację) zmodernizować. 

 

W schronisku przywitał mnie Georgij i na wstępie powiedział, idź nabierz sobie wody, bo zaraz zamarznie (jakże inna postawa od opisywanego tureckiego palanta na Araracie). Georgij - to taki typowy rasowy człowiek gór, więc szybko się zakumplowaliśmy. Poza mną była w schronisku trójka Irańczyków (jeden z nich to przewodnik) i jeden Niemiec polskiego pochodzenia, którzy wspólnie tego dnia zdobyli Kazbek, po 17 godzinnej akcji górskiej. Byli ledwo żywi, następnego dnia planowali zejście na dół. A ja być może wejście na szczyt. Informacje optymistyczne: mało śniegu, dobrze widoczna ścieżka, fajny lód na końcowym stromym odcinku, a taki lód raki lubią najbardziej. Zapowiadało się naprawdę świetnie, dwa dni i będzie po Kazbeku, może następnego dnia nawet zejdę jeszcze do Kazbegi, bo nawet po zmroku trasa ze schroniska nie sprawia żadnych kłopotów, a forma fizyczna dopisywała. Czyli Kazbek w dwa dni, tak jak to można śmiało zrobić w sezonie letnim, kiedy pogoda na kapryśnym Kazbeku jest często przyzwoita.

 

Ogrzewając się w pokoiku Georgija, gdzie piecyk, ale ze względów oszczędnościowych tylko wieczorem używany, dowiedziałem się, że lada dzień schronisko będzie zamknięte (sezon się skończył, ale potem też można wziąć w Gergeti od niego klucze). Oraz że następnego dnia planowany jest opad śniegu. Mimo tych prognoz postanowiłem zrobić rozeznanie, bo aklimatyzacji nie potrzebowałem. Raz, że Kazbek jest niski, a dwa miałem aklimatyzację po Araracie i Demawendzie. Nie mając w planie Kazbeku na tej wyprawie, nie zrobiłem wcześniej żadnego rozeznania trasy i możliwości. W schronisku była tylko daleka od topograficznej mapa. Z tego powodu zamiast wyruszyć o 2 czy 3 w nocy jak zwyczajowo się to czyni, postanowiłem wyruszyć o 5:00 rano, by przejść jak najwięcej trasy za dnia. Rozpoznać ją na atak szczytowy zaplanowany kolejnego dnia. W razie tak dobrej pogody jak minionego dnia planowałem przekwalifikować rozeznanie w atak szczytowy. Przygotowałem sprzęt, herbatę, do śpiwora i spać.

Pozdrawiam

Gregor

(stary blog z wyprawy, październik 2012)

Na zdjęciach: 01-02) kościółek/klasztor Cminda Sameba, ok. 2200m n.p.m., 03) widok na Kazbek 5033m n.p.m., 04) czoło lodowca Gergeti, ok. 2950m n.p.m., 05) przed schroniskiem Bethlemi, ok. 3670m n.p.m., 06) wschód słońca nad Kaukazem.


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

Brak wydarzeń

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search