Blog

Blog

Bethlemi-Kazbegi-Tbilisi (Gruzja)

schronisko Bethlemi ok. 3670m, w tle Kazbek 5033m
Pobudka. Pakowanie. Ostanie parę fotek. Pożegnania i w dół. Bez pośpiechu. Ruszyłem o 11:45. I jeszcze wolniej zamierzałem schodzić. Pogoda świetna, w planie tylko zejście do Kazbegi, gdzie nie ma kompletnie co robić. Lepiej ten czas spędzić w górach. Zwłaszcza, że pogoda świetna. Już od rana przez lornetkę było widać sporo ludzi zmierzających do Bethlemi. Pogoda miała bowiem się utrzymać też następnego dnia.

 

Na lodowcu Gergeti nie było śladów żadnej ścieżki. Ale jak już pisałem lodowiec w tym miejscu nie stwarza żadnych problemów. Przyjemnie w dół. Jeszcze na lodowcu spotkałem kilka małych grup, w tym gruzińskiego przewodnika pewnie idącego do kolegów ze schroniska. Po zejściu z lodowca kolejne dwie grupy i to bardzo duże. Po 15-20 osób. Coś niesamowitego. Niedawno byłem w schronisku tylko ja i Georgij, który chciał się zwijać na dół, a tu taka pielgrzymka. Minąłem ponad 50 osób, z których większość planowała próbę powalczenia o Kazbek, a wszyscy dojście do Bethlemi. Były to przy okazji sympatyczne spotkania i rozmowy, zwłaszcza z ukraińską grupą.

 

Szło się świetnie. Plecak lżejszy, muzyka na uszach, pogoda bardzo dobra. Ale nie wszędzie. Około drugiej nad Kazbekiem było już sporo chmur, a od rana wiał dosyć silny lodowaty wiatr. Pogoda była gorsza o tej porze niż poprzedniego dnia.

 

Zrobiłem po drodze kilka dłuższych postojów w tym przy zatłoczonym kościele Cminda Sameba. A potem na przełaj ścieżką w dół. Mimo poczucia, że się wlekłem to w centrum Kazbegi zameldowałem się o 16:00. Wynajęcie pokoju. Prysznic. Znowu w bardzo chłodnej wodzie, bo ciepłej nie było. To nawet w Himalajach Nepalu było lepiej, tam przynajmniej dostawało się wiadro z gorącą wodą. A potem wizyta w tawernie po sąsiedzku, gdzie obiad. Klientów niewielu, ale gdy dowiedzieli się że zszedłem „właśnie” z Kazbeka to zaraz zaczęła się rozmowa, do mnie i Gruzinów dołączyły dwie sympatyczne Holenderki. Na stole wylądowały gruzińskie alkohole: wino i czacza.

 

Po miłym obiedzie w cenie dobrego obiadu w Zakopanem przyszedł czas na zakup owoców, soków i coli. Zapadał zmrok, robiło się chłodno. Odbyłem jeszcze spacer wśród krów po Kazbegi i okolicach. A potem pakowanie, wyrzucanie niepotrzebnego i zużytego sprzętu.

 

Ostatni górski akcent był za mną.

 

Kolejna mitologiczna góra zdobyta. Po Araracie związanej z Arką Noego (niektórzy uważają, że wg biblijnego opisu to raczej był Demawend). Kazbek z kolei związany jest z historią Prometeusza, ognia, który podarował ludziom i wyjadaniu codziennie przez sępa jego wątroby, odrastającej. Zresztą Demawend też odgrywa bardzo ważną rolę, tylko że w perskiej mitologii. W jednej z legend jest tam przykuty do skał trójgłowy smok Azi Dahaka(Dhaka).

 

Kolejnego dnia rano ruszyłem do Tbilisi w towarzystwie trzech sympatycznych Izraelek. Pogoda rano była fajna, ale dosyć szybko się psuła. Ponoć na Kazbeku w trakcie dnia zrobiło się nieciekawie jak potem pisali Polscy koledzy z Bethlemi. Wszyscy jednak stanęli na szczycie, gratulacje!

 

A droga przez Kaukaz wzdłuż granicy z Osetią Południową jest naprawdę piękna i efektowna. Zniszczona, zaniedbana, ale górskie widoki są świetne, a wysokości do 2400m npm. Poniżej przełęczy jest popularny ośrodek narciarski Gudauri z trasami do ponad 3000m. Wybudowali go Rosjanie za czasów ZSRR i do dzisiaj niewiele się tam zmieniło, choć coś powoli zaczyna się tam dziać. Jest stąd bowiem blisko do Tbilisi. Po drodze w różnych miejscach można kupić pamiątki, ale przez to, że Gruzini przesadzili z cenami, to prawie nikt ich nie kupuje. Nawet zachodni turyści. A pamiątki to głównie różne tekstylne wyroby z czapkami na czele. Po drodze mija się wielką atrakcją Gruzji, nieduży zamek-twierdzę Ananuri nad rzeka Aragawi i w sąsiedztwie sztucznego zbiornika wodnego (Żinwalskiego). Wokół są ładne góry, ale sam zamek to jedna wielka przeciętność. I to zaledwie z XVI-XVIIw. Widziałem takich zamków tysiące. A wokół zamku typowy gruziński syf – czyli śmieci i brak sensownego zagospodarowania terenu.

W końcu jest – Tbilisi.

Pozdrawiam

Gregor

(blog z 2012 roku, październik)

Na zdjęciach: 01) lodowiec Gergeti (Ortsveri) i szczyt o tej samej nazwie liczący 4365m – widziane ze schroniska Bethlemi; 02-03) Kazbek z ok. 3670m i z ok. 2950m; 04) okolice Kazbeka ok. 2500m; 05) dziewczyny z Izraela – Gruzińska Droga Wojenna, która przed Kazbegi (od strony Tbilisi) osiąga wysokość ok. 2379m (Przełęcz Krzyżowa); 06) zamek-twierdza Ananuri, w tle zbiornik Żinwalskiego.


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search