Testy i Porady

Testy i Porady

Dla kogo są góry wysokie?

Mount Everest, Himalaje
Dzisiaj kiedy niemal wszystkie góry świata stoją otworem a dobry sprzęt jest bardziej dostępny niż kiedyś, coraz więcej osób chce rozpocząć wysokogórską przygodę. Ale czy każdy może sobie w nich poradzić? Czy trzeba spełniać jakieś warunki? Poniższy artykuł spróbuje odpowiedzieć na te pytania.

Znajomi i nieznajomi często mnie pytają co jest potrzebne, by wspinać się w górach wysokich? A że po górach chodzę od zawsze, w wysokich wspinam się od kilkunastu lat, to coś na ten temat mogę powiedzieć. Musicie spełnić 5 warunków – odpowiadam. Lecz nie wszystkie wymagają realizacji w takim samym stopniu.

1. Predyspozycje organizmu.

Nie każdy może się wspinać w górach wysokich. Jedni nazywają to predyspozycjami organizmu, inni odpowiednimi genami. Dopiero gdy odpowiemy sobie twierdząco czy je mamy, możemy przejść do pozostałych czterech punktów. W razie odpowiedzi negatywnej trzeba poszukać innego zainteresowania. Jak to sprawdzić? Najlepiej w górach. Część środowiska górskiego uważa, że dobrą wysokością do testu jest 4000-4500m n.p.m. Osobiście jestem zwolennikiem innej teorii - że to za nisko. Jeżeli sprawnie poradzimy sobie z wysokością mniej więcej 5500m n.p.m., to uzyskamy konkretną wiedzę na temat swojego organizmu w warunkach wysokogórskich. Jeśli już niżej będą znaczne problemy, pozostanie zawrócić. Na szczęście jest dobra wiadomość. Większość ludzi jest wstanie sobie radzić w górach wysokich. Niestety jest także i ta zła, choć nie dla wszystkich. W tej mniejszości jest grupa ludzi o wybitnych predyspozycjach do gór wysokich i grupa, która zupełnie sobie z nimi nie poradzi.

Tą ostatnią rozpoznamy za pomocą pewnych objawów, które zaatakują już dosyć nisko i nie będę chciały ustąpić podczas procesu aklimatyzacji. Zaliczamy do nich między innymi: bóle i zawroty głowy, nudności i wymioty, osłabienie. Znane są przypadki, że osoby, które w szybki sposób (np. kolejką linową, samochodem) znalazły się na wysokości około 4000m n.p.m., czują się tak źle, że uniemożliwia im to normalne funkcjonowanie. Bywa, że mdleją, doznają udarów, zawałów serca, wylewu krwi do mózgu. Notowano śmiertelne przypadki.

Zaniepokoić nas powinno również, gdy aklimatyzujemy się kilkukrotnie dłużej od większości osób przebywających w danym masywie górskim. Bądź poruszamy się bardzo wolno na tle innych i nie jest to spowodowane słabą kondycją fizyczną. Zdarzają się sytuacje, że ktoś bardzo sprawny fizycznie na nizinach, biegający nawet maratony, w górach zostaje za wszystkimi w tyle. Niektórzy mają barierę wysokości, której nie mogą pokonać. Objawia się to tym, że gdy zbliżają się dajmy na to do 5000m n.p.m., nagle ich organizm gwałtownie odmawia posłuszeństwa i tylko szybki odwrót w dół ratuje przed omdleniem. A kolejne próby charakteryzują się dokładnie takimi samymi objawami. Jakby ktoś nagle „odłączył im prąd”. 

Jeżeli już na stosunkowo niedużych wysokościach brak apetytu zamienia się we wstręt do jedzenia, męczy nas wielodniowa bezsenność albo odwrotnie, mamy coraz większe problemy z dobudzeniem się – nie powinniśmy tego lekceważyć. Może to oznaczać, że góry wysokie to nie najlepsze miejsce dla naszego organizmu. Znacznie niższe ciśnienie atmosferyczne i gęstość powietrza, dużo mniejsza liczba cząsteczek tlenu w powietrzu – to nie są żarty. Choroba wysokościowa (AMS - acute mountain sickness) według szacunków doskwiera około 25 – 50 procentom wspinaczy, ale powinna ustąpić podczas procesu aklimatyzacji. W skrajnej postaci jest ona śmiertelna i objawia się obrzękiem mózgu (HACE - high-altitude cerebralnoedema) lub obrzękiem płuc (HAPE - high-altitude pulmonaryoedma). Te skrajne postacie charakteryzują się w szczególności: zaburzeniami psychicznymi, halucynacjami, zaburzeniami równowagi, intensywnym kaszlem nieraz z krwistą wydzieliną, dusznościami, które mogą się skończyć uduszeniem przy HAPE, śpiączką ze skutkiem śmiertelnym przy HACE.

W tym punkcie zawierają się także informacje o naszym zdrowiu. Rzecz jasna, czym lepsze tym lepiej. Każda choroba przewlekła zwiększa ryzyko, że nasz organizm sobie nie poradzi, zareaguje nagle w sposób negatywny. Niezbędna jest konsultacja lekarska i precyzyjne stosowanie się do otrzymanych zaleceń. Przyjmuje się, że dobrze leczona cukrzyca, astma czy nadciśnienie tętnicze, nie uniemożliwia wspinaczki w górach wysokich. Natomiast poważnym przeciwwskazaniem są choroby serca. Przebyte wcześniej choroby i kontuzje, również mogą stanowić przeszkodę.

2. Psychika.

Najważniejszy element w górach wysokich. Właściwa psychika w połączeniu z charakterem i osobowością to klucz do sukcesu. To od odpowiednio ukształtowanej psychiki zależy czy wejdziemy na szczyt. Umiejętność stopniowania ryzyka, w tym bezpiecznego odwrotu, bez osiągnięcia wierzchołka. Psychika odpowiada za nasze siły fizyczne, mobilizację, dawkowanie adrenaliny, umiejętność koncentracji, podejmowania decyzji i jeszcze wiele innych. Bez odpowiedniej psychiki góry wysokie nie są dla nas. Od niej tak naprawdę zależy wszystko.

3. Doświadczenie.

Na początku przygody z górami wysokimi go nie mamy. Przychodzi z czasem. Z każdą kolejną wyprawą wiemy i potrafimy więcej. Trzeba dobrych paru lat intensywnych wyjazdów, by można mówić o doświadczeniu. Obok psychiki odgrywa ono często decydującą rolę. To dzięki doświadczeniu potrafimy się sprawnie posługiwać sprzętem wspinaczkowym, poznajemy na własnej skórze górskie zagrożenia. I co najważniejsze samego siebie. Dowiadujemy się choćby o procesie naszej aklimatyzacji, radzeniu sobie z wysokością. O pracy naszego organizmu. Jak znosimy mrozy, wiatry, zagrożenie lawinowe, czy wędrówki po lodowcach pełnych szczelin. Albo jak podatni jesteśmy na odmrożenia. Zdobywamy wiedzę jak w ekstremalnych warunkach pracuje nasza psychika i czego się możemy po niej spodziewać. Czym lepiej sobie radzimy z różnymi wysokogórskimi trudnościami, zwłaszcza nieplanowanymi, w warunkach zagrożenia zdrowia i życia, tym większa szansa, że poradzimy sobie z najtrudniejszymi i najwyższymi górami. Jak również, tym mniejsze ryzyko, że psychika i organizm zrobią nam niemiłą niespodziankę podczas wspinaczki i na przykład „odłączą prąd”.

4. Przygotowanie fizyczne.

To ważna kwestia. Odpowiedni trening przed wyprawą jest istotny. Waga ciała także. Zarówno wytrzymałość fizyczna jak i w miarę sprawne poruszanie się między obozami są pożądane na wyprawie. Przez wiele dni będziemy wędrować z plecakiem na dużych wysokościach. Od prędkości poruszania się zależy choćby czy nasz atak szczytowy się powiedzie czy nie. Lecz nawet najlepsze przygotowanie fizyczne nie zrekompensuje nam słabej psychiki.

5. Sprzęt.

To jaki sprzęt potrzebujemy zależy od celu wyprawy i pory roku. Umiejętność doboru odpowiedniego specjalistycznego sprzętu i jego użycia ma znaczenie. A na najtrudniejsze i długie wyprawy może on obejmować nawet dwieście przedmiotów od absolutnych drobiazgów po elementy kluczowe. W zalewie firm i marketingowej papki to naprawdę niełatwe zadanie Pod względem ekwipunku ważne jest czy góra ma 8 tysięcy metrów czy 5 tysięcy. Czy jest łagodna czy stroma. Czy bardzo zlodowacona, a może wcale. Czy jedziemy w lecie czy w zimie. I tak można by jeszcze długo. Owszem, w lecie przy dobrej pogodzie i sprawnym zdobywaniu góry, niejednokrotnie wystarczy nam słabszy sprzęt. Lecz co zrobimy, gdy przyjdzie załamanie pogody, gdy nasza wspinaczka w sposób nieplanowany wydłuży się o wiele godzin albo będzie nas czekać przymusowa noc w jamie śnieżnej? Wtedy te braki uwidocznią się natychmiast i możemy znaleźć się w poważnych tarapatach.

Są składniki sprzętu na których w żadnym wypadku nie powinniśmy oszczędzać, jak również takie, gdzie mamy większe pole manewru. Lecz to już temat na osobny artykuł. I na koniec jeszcze jedna wskazówka, czym lżej tym lepiej. Waga naszego sprzętu to jeden z kluczowych elementów.

Z własnego doświadczenia.

Najlepiej w możliwie największym stopniu wypełniać wszystkie powyższe pięć punktów. To jest istotne pod względem szans na osiąganie sukcesów w górach wysokich. Nie oznacza to jednak, że nie możemy sobie pozwolić na pewne odstępstwa. Aby to pokazać posłużę się przykładem.

Zgromadzenie funduszy na wyprawę, niemałych, to często trudniejsze zadanie niż sama wspinaczka. Dlatego skupiając się na zarabianiu, cierpi na tym przygotowanie fizyczne i jakość sprzętu. Na wszystko nie starcza. Mając do wyboru, oglądanie w domu zakupionego sprzętu przy jednoczesnej rezygnacji z wyprawy, a wyjazd z gorszym i mocno zużytym sprzętem - zawsze wybieram to drugie. Przywykłem już do uwag i żartów w górach wysokich ze strony kolegów z całego świata, jak ja chcę z takim ekwipunkiem zdobyć szczyt? Jak również do opowieści ile miesięcy kto i jak trenował, czym też niejednokrotnie pochwalić się nie mogę. Ale sam sprzęt i przygotowanie fizyczne nie zdobywają góry.

Dlatego cieszę się, że mam możliwość zastąpienia tych braków – psychiką i predyspozycjami organizmu. Doszło też doświadczenie. Dzięki temu mogłem zdobyć wszystkie dotychczas wyznaczone sobie górskie cele. A zebrało się już kilkadziesiąt szczytów cztero-, pięcio-, sześcio- i siedmio- tysięcznych. I tylko ograniczenia finansowe nie pozwalają mi mierzyć jeszcze wyżej, ale i z tym sobie poradzę.

Natomiast rzeczywistość brutalnie weryfikuje ludzkie marzenia. Większość, nieraz przytłaczająca większość, wspinaczy z „kosmicznym” sprzętem po wielu miesiącach treningów, nie osiąga szczytu. Poddają się. Trudy i wielodniowy wysiłek ich przerasta. W konsekwencji wystarcza im pamiątkowe zdjęcie na lodowcu u podnóża góry albo w jej połowie. Niektórzy przegrywają nie z górą, ale z samym sobą już u jej podnóża. Wielu odpada w obozach pośrednich. Inni podczas ataku szczytowego.

Dlaczego? Bo posiadając najlepszy sprzęt, fantastyczne przygotowanie fizyczne, ale nieodpowiednią psychikę, nasze szanse na zdobycie szczytu ograniczamy do minimum.


nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search