Blog

Blog

Wulkan Merapi, 2930m (Jawa, Indonezja)

Wulkan Merapi - fragment krateru

Jaka wysokosc ma wulkan Merapi (Gora Ognia)? Obecnie prawdopodobnie 2930m, chociaz pojawia sie rowniez wysokosc 2914m. Przed erupcja w 2010r. liczyl sobie 2968m wysokosci. Jezeli Semeru byl najaktywniejszym indonezyjskim wulkanem wsrod 3-tysiecznikow, to Merapi jest najaktywniejszym wsrod 2-tysiecznikow, chociaz do trzech tysiecy brakuje mu niewiele. Jest wiele oponii, ze to w ogole najaktywniejszy wulkan Indonezji. Ostatnia niewielka erupcja miala miejsce w lipcu 2013 (wikipedia), miejscowi mowili, ze miesiac temu, wychodziloby, ze w sierpniu. Ostatnia duza erupcja miala miejsce w 2010 roku. Zabila 353 osoby,  zniszczyla 5 tysiecy domow, trwala prawie miesiac, ewakuowano tysiace ludzi(350 000). Merapi jest w mocno zabudowanym terenie, ok. 30km od Yogyakarty, ludzie mieszkaja do ponad 1500-1600m npm, a pola uprawne sa jeszcze troche wyzej. Jest to kolejna swieta gora dla mieszkancow Jawy.

O 22:00 podjechal pod moj hostel van, ktorym udalem sie ku wulkanowi. W srodku para Francuzow, Niemiec i Niemka - nie para, oraz ja. Cena takiej ekspady to 250-300tys.rupii. Placilem ta pierwsza kwote. Piatek wieczor, jedni ida imprezowac, niektorzy planuja cala noc wchodzic na aktywny wulkan, by potem sobotnie popoludnie, wieczor i noc przespac.  

Z Yogyakarty do Merapi jest ok. 30km, ale wulkan atakuje sie po przewileglej stronie, wiec moze bedzie ze 60km, na ktore potrzeba 2h jazdy, a w dzien gdy sa korki wiecej, w sporej czesci po marnych drogach. Celem wioska Selo na przeleczy (ok. 1500m) pomiedzy wulkanem Merapi a wulkanem Merbabu (3145m - wyzszy od Merapi, ale duzo mniej ciekawy dla milosnikow aktywnych wulkanow). Na miejscu jestesmy po polnocy. Oprocz nas kilka samochodow, glownie z Francuzami, ale i trojka Brytyjczykow sie trafila. Start o 1:00. Wpierw spory odcinek stromo asfaltem do gory, potem sciezka w lesie, rowniez stromo, z czasem dochodza kamienie i skalki. Przewodnicy narzucili straszne tempo. W godzine pokonalismy 600m deniwelacji wzglednej z ok. 1450m. Po kolejnych 30minutach, robi sie chlodno, zaczyna wiac wiatr, drzewa zamieniaja sie w krzaki. Jestesmy juz na okolo 2200m, a dopiero 2:30. Dzien wstanie za 3 godziny. Wszyscy wylacznie z przewodnikami maja koszulki i kurtki mokre od potu. Bylem pod wrazeniem, ze wszyscy to tempo wytrzymali. Oprocz nas startowaly grupki Indonezyjskie, jak zwykle bez formy, totez wyprzedzalismy ich tak, jak ferrari moze wyprzedzic fiata 126p (gdy mysmy schodzili, niektorzy byli jeszcze daleko od szczytu). Czesc Indonezyjczykow biwakuje w kilku miejscach na wysokosci 2100-2500m npm.

Jezeli przewodnik prowadzi grupe za szybko, to jest to brak profesjonalizmu, blad. Przez niego musielismy zrobic ponad 90-minutowy postoj, na ok. 2200m, bo wyzej byloby chlodniej. Przewodnicy zrehabilitowali sie troche, organizujac ognisko. Niestety pozniej znowu ruszyli za szybko i na szczycie bylismy o pol godziny za wczesnie. Ludzka glupota nie zna granic - dlatego tak nie lubie chodzic z przewodnikami, tylko sam. Po prostu potrafie to robic lepiej i madrzej. Trasa wyglada mniej wiecej tak, caly czas ostro do gory, potem sa dwa niewielkie splaszczenia na wysokosci ponad 2000m, by osiagnac pagorek na ok. 2500m, skad na szczyt jeszcze 40minut marszu. Z tego pagorka jest malutkie zejscie, jedyne na trasie i juz w mocno wulkanicznych krajborazach bez roslinnosci idzie sie ostro do gory. Ale trasa jest bardzo fajna, glownie po skalach, troche kamieni, niewiele popiolu. Lecz ten odcinek mozna usprawnic sobie schodzac po popiole, kawalek od sciezki. Bez przymusowej przerwy na szczyt wchodzilismy 2h50minut, w tym ok. 15minut pozostalych postojow. 1450m deniwelacji wzglednej - ostre tempo. Gdy na splaszczeniach, ktore nazywaja plateau, jest mgla, przewodnicy nie pozwalaja ruszyc na szczyt, mysmy mieli bezchmurna piekna pogode.

Jeszcze przed wyruszeniem przewodnicy mowili, ze sam wierzcholek jest zamkniety, bo jest niebezpiecznie. Totez dochodzac do krateru wszyscy ruszyli w lewo na bezpieczniejszy pagorek, a ja w prawo na wierzocholek. Krzyki przewodnikow z premedytacja zignorowalem. To kolejny powod dla ktorych nie lubie przewodnikow. Oni wiedza lepiej, a to ja ze swoim doswiadczeniem gorskim i wulkanicznym moglbym byc ich przewodnikiem. Ale rozumiem, dlaczego nie pozwalaja wchodzic na wierzcholek, polozony niewiele wyzej niz inne partie nad kraterem. Po prostu jest on maly, a wejscie na niego wymaga ciut wspinaczki. Przy odrobinie pecha mozna by sie zabic spadajac w ktoras ze stron - do krateru lub na przeciwlegle zbocze. Osoba z doswiadczeniem wspinaczkowym, nie bedzie miala zadnych problemow z wejsciem na szczyt, ktore jest banalne. I nie pisze tego w ramach przechwalek. Takie sa fakty. Oprocz mnie wejsc na szczyt postanowilo dwoch Indnezyjczykow, ktorzy wystartowali z namiotu na plateau.

Wierzcholek. Zbocza nad kraterem sa z trzech stron, z czwartej jest za to swietne miejsce to wyplywu lawy. Duza ilosc gazow, siarkowodoru, powodowala, ze slabo bylo widac dno krateru, duzego krateru. Dno obecnie pokryte jest rumowiskiem skalnym. Zbocza nad kraterem sa bardzo strome, czesto pionowe. Zlecisz - nie zyjesz. Na wierzcholku byla flaga indonezyjska i efektowne widoki na cala okolice w tym wulkan Merbabu (oficjalnie aktywny, ale nie wybuchl od kilkuset lat). Merapi to piekny wulkan, wygladajacy groznie, do tego bardzo latwo i przyjemnie sie na niego wchodzi. Schodzi mniej przyjemnie, bo stromo, stopy dostaja w kosc. Normalne czasy to 4h na wejscie i 3h na zejscie. O wejsciu juz pisalem, niezbyt szybkie zejscie zajelo mi 1h50min, w tym z 15min przerw. To nie znaczy, ze wolne. Ale pozostali tak powoli schodzili, ze sie nie spieszylem. W nagrode, ze zszedlem pierwszy dostalem dwa nalesniki polane czekolada, pozostali jednego. W okolicy wioski uprawia sie rozne warzywa, takze tyton, kawe. Ludzie pracowali na polach. Kolejne osoby zeszly po 30minutach po mnie, pozostali z mojej grupy po prawie godzinie i po sniadaniu moglismy ruszyc. Nie wszyscy zeszli do tego czasu, a ruszylismy rowno. To kwestia wprawy i troche kondycji.

Fajny wulkan, wschod slonca rowniez okay. Jesli ktos dotrze do wioski Selo, to znajdzie w niej miejsca noclegowe i bedzie mogl wyruszyc sobie spokojnie rano, bez gonitwy. Merapi jest w parku narodowym totez trzeba zaplacic 20 000 rupii tytulem wstepu i wypelnic jakis glupi formularz. Dlaczego glupi - bo wszystkie formularze jakie tutaj musze wypelniac, sa do niczego niepotrzebne, czyli glupie. Do hostelu wracalismy dobrze ponad dwie godziny, korki. Pod prysznic wszedlem o 12:00, a potem spac po zarwanej nocy. Obudzilem sie wieczorem, zorganizowalem sobie kolacje i poszedlem spac dalej.   

Dygresje.

Przez lata podrozwania wypracowalem swoje zasady postepowania na wyprawach i czasami miejscowi zmuszaja bym im dal do myslenia. Ale spokojnie, nie mam zludzen, ze to cokolwiek zmieni, poprawi, ze sie nad czyms zastanowia. Najlepiej to pokaze przyklad. Lubie chodzic, ale skoro jestem w Yogyakarcie, to raz wypadaloby sie przejechac miejscowa riksza rowerowa. Trasa z 1500m. Riksiarz chce 30 000 rupii, dam max 15 000 i tak za duzo. To zaczyna mi prawie plakac, pokazywac, ze to na jedzenie, ze ma dzieci. Czlowiek mnie nie zna, bo gdyby znal, to wiedzialby, ze jesli mnie ktos bierze na litosc, to ma przerabane. Od razu odchodze, krzyczy za mna, ze okay, ze 15 000 rupii. Za pozno. Kolejny riksiarz. Mam siadac i juz jedziemy, choc nie wie gdzie chce jechac. Spokojnie, wpierw ustalimy cene, potem pojade. Ale on ni w zab angielskiego, ale mam siadac i jedziemy. Przykro mi, nie znam ceny, to nie skorzystam z twojej rikszy, bo nie chce sie potem klocic na ulicy, jak mi zaspiewasz 50 000 rupii. Trzeci risksiarz. Zna podstawy angielskiego, szybko sie zgadza na moja stawke - jedziemy. W miejscach nieturystycznych, to jest moj problem dogadac sie z miejscowymi, ktorzy nie znaja angielskiego. Dlatego opanowalem pare zwrotow indonezyjskich i liczebnikow. W miejscach turystycznych, gdzie pelno zagranicznych turystow, miejscowi swiadczacy uslugi maja znac angielski na wlasciwym dla danej uslugi poziomie. Takie stosuje kryteria. Przeraza mnie ludzkie lenistwo. Miejscowi chca zarabiac wiecej, to dlaczego riksiarzom, w sklepikach, itd,  przez 5, 10, 20, 30 lat zycia, pracy, nie chce sie nauczyc paru angielskich liczebnikow oraz rozumienia kilku angielskich zdan typu "how much"? 

 pozdrawiam

Grzegorz

Na zdjeciach: ognisko podczas oczekiwania az nastanie dzien, wschod slonca, wulkan Merbabu, wierzcholek Merapi, widok w kierunku dna krateru, autor bloga na wierzcholku, ktorego widok na nastepnym zdjeciu. Nastepnie krater, widok z gory na zbocza Merapi i z nizszych poziomow na partie szczytowe; Merapi widziane z ok. 2500m, Merapi widziane z ok. 2200m, Merbabu raz jeszcze, rolnicy w wiosce Selo, nalesnik na sniadanie.


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

Brak wydarzeń

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search