Blog

Blog

Iran: Morze Kaspijskie w Mahmoud Abad

Mahmoud Abad - chłopak wraca z piekarni

Po krótkiej przerwie wracam do relacji z wyprawy w 2012 roku. Wcześniejszy wpis jest tutaj: Demawend (Iran).

Po nocy spędzonej w bazie alpinistycznej, gdzie jest m.in. dobrze zaopatrzony sklepik z markową odzieżą górską, jest tez gaz (kartusze nakręcane), ruszylem do glownej drogi w Polour, celem zlapania transportu nad morze. Demawend to fajny wulkan, dobrze zagospodarowany w przeciwieństwie do Araratu, ale tez od niego łatwiejszy. Spodziewałem sie jednak czegos wiecej, większych trudności, więcej sniegu i lodu. Choc widok sniegu w pustynnej okolicy robi wrażenie. Dosyc szybko zgarnął mnie samochod osobowy, ktory jechal w moim kierunku, dokładnie do sporego miasta Amol, ok. 15-20km przed morzem. Droga przez gory Elbrus jest bardzo efektowna. Pustynne gory, zielone osady w dolinach, bardzo kreta droga, tunele, skały. Zresztą droga na wielu odcinkach jest poszerzana, budowane sa nowe tunele. Skala prac jest duza, jak i skala deniwelacji, z 2600m do 0m na stosunkowo niedużym odcinku, bo z Teheranu nad morze bedzie mniej niz 200km, a pomiedzy punktem 2600 a ok. 50m to moze mniej niz 100. Podczas kazdej wyprawy trafiam na kierowców-piratów drogowych. I to byl jeden z nich. Irańczycy zupelnie nie szanuja przepisow drogowych. Mimo obowiazku pasów, fotoradarów, policji z radarami, mandatów, to wola wolną amerykankę. Najważniejsze by sprzet muzyczny byl dobrej klasy, w Teheranie sa cale ulice tylko z takim sprzetem. I moj kierowca z kompletem pasażerów jechal 120-160km na godzine niemal caly czas. Przy okazji jadl, palil, pisal smsy, rozmawial przez telefon i ciagle zmienial pilotem muzyke i głośność. Tam gdzie bylo ograniczenie do 60 on 120. Dodam, że na znakach drogowych tez sa informacje po angielsku. Wyprzedzał tak ryzykownie, ze iles razy ocieraliśmy sie o czołowe zderzenie. Wyprzedzał tez w tunelach. Problem w tym, iż w Iranie duza czesc kierowców nie włącza w tunelach swiatel mijania, więc ryzyko jest bardzo duze, zresztą przejeżdżaliśmy kolo wypadku gdzie zderzyly sie chwile wczesniej czolowo dwa samochody. Na miejscu juz byla policja i karetka, ale część ofiar jeszcze w samochodach. Auta zmasakrowane. Ale na moim kierowcy nie zrobiło to wrazenia. Jechal dalej jak szalony. Wejscie na Demawed to byl pikus. Tam to ja mialem wplyw na wszystko, tu jestem zdany na jakiegos wariata, ktorego jeden błąd mnie zabije. Trzeba jednak przyznac, ze policja, opieka medyczna, sluzba drogowa jest dobrze zorganizowana na waznych drogach w Iranie. I mają dobry sprzet. Np. policja jezdzi wypasionymi terenówkami, mercedesami i sportowymi nissanami, choc starsze i gorsze samochody tez sie zdarzaja. Błyskawicznie dotralismy do Amol, kierowca podrzucił mnie tez nad morze do Mahmoud Abad. Pozostało szukać noclegu.

 

Amir z matkaZnalazłem takowy w motelu nad samym morzem, dostalem fajny pokoj, wytargowałem niezłą cene i zaprzyjaźniłem sie z właścicielką i jej synami, zwlaszcza z Amirem, ktory byl u siostry w UK przez pol roku i wladal niezle angielskim. To nadmorskie miasteczko robilo posępne wrażenie. Chaotyczna architektura, brud, smieci i kontrasty. Elegancki hotel nad samym morzem, przy glownej plazy. Nocleg od osoby 100 dolarow. A wkolo syf, tony śmieci, plaża okropna - piasek wymieszany ze smieciami, w wodzie smieci, a po wodzie szaleja skutery wodne. Przypuszczam, ze wiekszosc Europejek nawet nie weszłoby na tą plażę, a o wejściu do wody nie wspomnę. Okropny brud. Przy plaży posterunek policji i policja pilnująca czy kobiety maja chusty na glowach, czy kąpią sie w ubraniu. Nawet faceta w slipkach zobaczyc to byla rzadkość, większość kąpała sie w spodniach do kolan, część także w koszulkach. W koncu to islamski kraj. Podczas 3-dniowego pobytu snulem sie jako jedyny cudzoziemiec po mieście, kąpałem sie oczywiście i zjadlem tonę przepysznych owocow. Klimat tutaj jest strasznie inny niz w gorach czy w Teheranie. Tez upal, ale ogromna wilgotność. Spodnie uprane jednego dnia, sa tak samo mokre dnia następnego. Przez to w okolicy występuje rodzaj lasu, ktory mozna nazwac subtropikalną dżunglą. Marnie sie odpoczywa w tak goracym i upalnym klimacie i gdy woda przy brzegu przekracza 30 stopni C. Nastal jednak czas powrotu, skończyły sie wakacje dla miejscowych, pzyszla tropikalna ulewa (pierwszy i na razie jedyny deszcz podczas wyprawy), ruszyłem do Teheranu. Autobusem tym razem. Moi gospodarze koniecznie mnie zapraszali bym przyjechał do nich za rok.

 

Do Teheranu dotarlem bez przeszkod, skąd autobusem i metrem na plac Imama Khomeiniego i dalej do mojego hostelu, w ktorym prawie same Kitajce. Jak zawsze zabawni. Przychodzę oni w miejscu gdzie jest sygnał wifi grzebią przy swoich urządzonkach, nieważne ze sygnal jest slaby. Wstaje rano, Kitajce jakby się nie kładli, nadal w wirtualnym świecie. Wracam wieczorem z miasta, Kitajce na swojej kanapie zapatrzone w ekrany. Kosmici są wśród nas.

pozdrawiam

Gregor

(stary blog z wyprawy 2012, wrzesień)

Podpisy do zdjęć:
1) Właściciel sklepu w górach Elburs pomiędzy Teheranem a Amolem
2) Współpasażer w drodze z pod Demawendu do Amol
3) Pustynne góry Elburs, najwyższym szczytem jest wulkan Demawend 5634m
4-5) Szisza na plaży w Mahmoud Abad
6) Gregor nad Morzem Kaspijskim w Mahmoud Abad


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2020 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search