Blog

Blog

Dinozaury nie wymarły – żyją w Australii

Krokodyl słonowodny w rzece Adelajda.
Gdy tylko opuściłem lotnisko w Darwin, poczułem uderzenie gorących mas tropikalnego powietrza. Znalazłem się w Australii na Terytorium Północnym. Nie przyjechałem się tutaj opalać, tylko przyjrzeć z bliska największemu i najgroźniejszemu gadowi świata. Krokodyl morski, krokodyl słonowodny, krokodyl różańcowy albo po prostu saltie – tak się nazywa. Potrafi osiągać siedem metrów długości i dwie tony wagi. Zabija wszystko co mu stanie na drodze. Spotkanie oko w oko w Australii północnej nie jest trudne, gdyż tutaj żyje największa populacja tego gatunku. Najbardziej drapieżnego zwierzęcia lądowego i przybrzeżnego na świecie.

Miejscowi czują respekt przed nim, chociaż chętnie jedzą jego mięso i kupują buty czy torebki z bardzo cennej skóry. Zdziwili się moją fascynacją tym gatunkiem i postanowili mnie przestraszyć opowieściami. Jednocześnie częstując krokodylim burgerem. Zanim wejdziesz do basenu sprawdź czy na dnie nie odpoczywa sobie krokodyl, innych akwenów unikaj. Jakbyś chciał odpocząć koło placu zabaw sprawdź wszystkie owalne i zadaszone konstrukcje, bo w nich lub pod nimi krokodyle lubią przebywać. W morzu się raczej nie kąp. Saltie lubią w nim pływać  i wylegiwać na plażach. Zabijają nawet rekiny na pełnym morzu. Poza tym musisz uważać na płaszczki, śmiercionośne meduzy, i właśnie rekiny. Krokodyle co roku zabijają ludzi. Dla nich jesteśmy zwierzyną taką samą jak każda inna. Na pocieszenie usłyszałem, że drugi gatunek tutaj żyjący czyli krokodyle słodkowodne (freshwater), są mniejsze, mało agresywne i rzadko atakują ludzi.

Na poszukiwanie krokodyli słonowodnych wybrałem z Markiem, w połowie Australijczykiem, w połowie Aborygenem. Solidna terenówka, sprzęt biwakowy, jedzenie na kilka dni i w drogę. Kierunek: Park Narodowy Kakadu. Największy w Australii, o obszarze wielkości Słowenii. Krokodyle słonowodne licznie zamieszkują park i jego otulinę. Ich znaczna populacja żyje w rzece Adelajda, po której organizowane są wycieczki. Ich atrakcją jest karmienie krokodyli i obserwacja jak niesamowicie są szybkie oraz zwinne w wodzie.

Przed wejściem na statek odbyliśmy instruktaż czego nie wolno robić, by powrócić cało na ląd. A dla niedowiarków są wycinki miejscowych gazet o atakach krokodyli na ludzi. O ile na lądzie człowiek ma szanse ucieczki przed nimi, o tyle w wodzie nie ma żadnych. Są niezwykle sprawne i mogą bardzo długo przebywać pod wodą. Może nie wyglądają, ale są to inteligentne zwierzęta. Podczas rejsu przyjrzeliśmy się ich niezwykłym umiejętnościom akrobackim. Za kawałkiem mięsa potrafią z szybkością błyskawicy wyskoczyć na kilka metrów nad lustro wody. Pokazując przy okazji swoje ogromne zęby o niewiarygodnym ścisku. Kawałek mięsa zanurzany jest w wodzie, po czym wznoszony kilka metrów nad nią na patyku z żyłką. Krokodyle podpływają spokojnie, nieraz pod wodą, by gwałtownie wyskoczyć do góry. Wydawałoby się, że tak ogromne zwierze, nie jest wstanie zrobić czegoś takiego, więc tym bardziej widowisko w ich wykonaniu budzi podziw.

Po opuszczeniu rzeki Adelajda dojechaliśmy do parku narodowego. Przy każdej rzece, każdym potoku, każdym jeziorze, ostrzegały liczne tablice przed krokodylami, jednocześnie zakazujące kąpieli. Widząc ich głowy ledwo wystające z wody nie opuszczała mnie myśl, iż tylko wariat wszedłby do niej. Mark jednak obiecał znalezienie akwenu, w którym mógłbym się bezpiecznie orzeźwić. Był początek pory deszczowej, ale drogi nie zostały jeszcze zalane, a rzeki pozwalały na przejazd dobrą terenówką. Jak wytłumaczyli mi miejscowi, dopóki cieki i akweny wodne nie są połączone w jeden system, co dzieje się podczas intensywnych opadów deszczu, są miejsca gdzie ryzyko spotkania krokodyli jest niewielkie i można zaryzykować kąpiel. A skwar był niemiłosierny. Po dotarciu do niewielkiego jeziora otoczonego skałami i chłodzonego potokiem, postanowiłem zanurzyć się w wodzie. Rozpoczęliśmy z Markiem obserwację brzegu i lustra wody. Nic się nie ruszało w niej. Niewielka grupa osób zwiedzających park, która podeszła do nas, miała równie wielką ochotę popływać, ale postanowili poczekać na to co my zrobimy. Przy brzegu zauważyłem boję na długim sznurze. Jej obecność nie była przypadkowa, spełniała następującą funkcję. Gdy ludzie są w wodzie i pojawi się krokodyl, ktoś powinien ją rzucić w jego kierunku. Kąpiący się ewakuują, a w tym czasie krokodyl atakuje boję, która ma zapach ryb. Przynajmniej tak to ma działać jak tłumaczył Mark, aczkolwiek  wolałbym tego nie sprawdzać.

Skoro woda wydawała się bezpieczna, wskoczyłem. Przyjemność w tak upalny dzień była trudna do opisania. Gdy minęło pięć minut i nic mnie nie zjadło, inni zrobili to samo. Nie wszyscy. Wystarczył jednak jeden dziwny plusk, a uciekli stwierdzając, że kąpiel w takich warunkach jest zbyt stresująca. Pozostałem w wodzie, bo plusk może wywołała ryba albo żółw wodny, na pewno nie krokodyl. Tego było mi trzeba, orzeźwienia.

Przemierzając Park Narodowy Kakadu, obcując z przyrodą, kulturą Aborygenów, na każdym kroku towarzyszyły naszej podróży informacje o obecności krokodyli. Australijczycy ten temat traktują bardzo poważnie. Nieustannie powtarzają, że krokodyle słonowodne są bardzo agresywne, a każdego kto naruszy ich terytorium traktują jak zdobycz. Na ich terenie należy mieć oczy dookoła głowy, bo mogą być wszędzie. Najbardziej niebezpieczne jest zbliżanie się na skraj rzek i jezior, zwłaszcza tych, gdzie krokodyle obecne są przez cały rok. Gdy stałem nad jedną z nich - East Alligator River - z aparatem fotograficznym skierowanym na dostojnie pływające po rzece krokodyle słonowodne, Mark próbował mnie odciągnąć. I przy okazji tłumaczył: że gdy fotografuję krokodyle oddalone ode mnie, to pod wodą przy brzegu może czaić się kolejny. Nie zauważę go, dopóki nie wyskoczy, a potem będzie za późno. To nie są żarty i dobrze żebym zaufał doświadczonym miejscowym mieszkańcom, a nie zgrywał chojraka z Europy – przekonywał mnie poważnym tonem. Cóż jednak poradzę, że tak ciężko okiełznać moją ciekawość.  

Przed opuszczeniem Parku Narodowego Kakadu zaserwowaliśmy sobie z Markiem królewską kolację, grillując na ognisku kawałki krokodyla, kangura oraz lamy. Produkty kupiliśmy w sklepie, z miejscowej hodowli. Gdy zmęczeni chcieliśmy pójść spać, wcześniej czekał nas codzienny rytuał. Obejście terenu biwakowania, sprawdzenie czy wszystko jest w porządku? W nocy krokodyle często wychodzą na ląd i znacznie oddalają się od wody, atakują każde napotkane zwierzę, w tym ludzi. Do tego żyją tutaj liczne jadowite węże i pająki. Nigdzie nie ma ich tyle co w Australii.

Odwiedzając to miejsce, osiągnąłem to co chciałem. Obserwacja z bliska, w środowisku naturalnym, tych niezwykłych stworzeń jakimi są krokodyle słonowodne, porównywane nierzadko z dinozaurami, to fantastyczna sprawa. Nie ma lepszego miejsca do tego niż północna Australia.

Ten sam artykuł, tylko trochę inaczej zredagowany,  za to z zupełnie innymi zdjęciami znajduje się: TUTAJ a film m.in. z Australii znajduje się: TUTAJ.

  • Na zdjęciach:
  • 1-11) krokodyle słonowodne (saltwater), słodkowodne (freshwater, zdjęcia 9-11), znaki ostrzegawcze – rzeki Adelajda i East Alligator River,
  • 12) burger z krokodyla,
  • 13) krokodyle jaja,
  • 14) jedna z drogowych przepraw przez rzekę w Parku Narodowym Kakadu,
  • 15) Grzegorz Gawlik z wężem boa na głowie.


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search