Blog

Blog

Jak odnaleźć najwyższą górę Mołdawii?

W okolicach Hincesti.
4 kwietnia chciałem jeszcze dotrzeć w rejon najwyższej góry Mołdawii, a przy odrobinie szczęścia wejść na nią przed zmrokiem Opuściłem Gagauzję i przez Cimsilię dotarłem do Hincesti, całkiem niedaleko Kiszyniowa. Kolejnego nijakiego miasta. Nastał czas na małe zakupy. Wszedłem do sklepu z napisem „alimentara” (jedzenie), gdzie pogawędziłem sobie ze starszą ekspedientką. Która z sympatią wypowiadała się o Polsce, pytała jak tam u nas, ile zarabiamy – dziesiątki razy pytano mnie o to w Mołdawii. I bardzo się dziwiono, że zarobki większości Polaków są bliższe mołdawskim niż niemieckim. Dziwiła się po co przyjechałem do Mołdawii, przecież tutaj nic nie ma? – rzekła. Dlatego tu przyjechałem – odpowiedziałem. Zakupiłem przepyszne placynte (placinte) z kapustą oraz z bryndzą. To rodzaj „drożdżówki” zazwyczaj nie na słodko, chociaż zdarzają się z jabłkiem czy słodkim serem. Najczęściej są z kapustą, mięsem, bryndzą. Mają kształt podłużny, prostokątny, kwadratowy, czasami okrągławy. Ciasto przypomina francuskie. Są różnych rozmiarów. W sklepach zazwyczaj jest mikrofalówka i można je od razu podgrzać. Za małe placinte z kapustą zapłaciłem 7 lei, za duże z bryndzą 14 lei, malutki chleb kosztował 7 lei. Jak już byłem w Hincesti to wszedłem w centrum miasta na malutkie wzgórze z pomnikiem i niewielkim zalewem po jego drugiej stronie. Pozostało jeszcze wypytać, którędy mam jechać w kierunku mojego celu. Miejscowi ludzie wyśmienicie zastępowali GPS. Kierowałem się na północ, w kierunku górzystego rezerwatu Codri (Kodry) w centralnej Mołdawii. Lesistego rezerwatu, a lasów w Mołdawii jest nie za wiele, większość terenów jest zagospodarowana bowiem rolniczo (żyzne ziemie). Nazwa kodr prawdopodobnie pochodzi od miejscowych lasów bukowych, które nazywają kodrami. Inna wersja głosi, że nazwa ta odnosi się do lasów liściastych tych terenów, wielogatunkowych. 

Jako miłośnik gór nie mogłem sobie odpuścić próby zdobycia najwyższej góry Mołdawii. Tak po prawdzie, to był najważniejszy cel mojej mołdawskiej wizyty. Ale przecież w Mołdawii nie ma gór. Niezupełnie. Mołdawia to pagórkowaty obszar, wysokości sięgają 2 – 430m. Płaskowyż na którym jest położona geologicznie związany jest z Karpatami. Gdy doliny sięgają kilkudziesięciu metrów, to pagórek przekraczający 300 metrów robi wrażenie całkiem pokaźnej góry.

Z Hincesti jechałem w pięknej scenerii niewysokich gór. Pola, winorośl, niewielkie lasy, liczne studnie przy drodze(o całkiem niezłej nawierzchni (R44)). Spora część trasy prowadziła grzbietem, po bokach miałem głębokie doliny z wioskami. Dotarłem do rezerwatu Codri, wysokości przekraczały 300m n.p.m., czasami zbliżały się do 400m n.p.m. Przy drodze pojawił się śnieg. Ostatnie chłodne dni spowodowały jego opady i to całkiem pokaźne. Kierowałem się na miasto Nisporeni, miejscowi co jakiś czas mówili mi jak mam jechać, nawet rysowali mi mapki. Co prawda mogłem wcześniej skręcić w prawo w drogę szutrową oszczędzając kilometry, ale miejscowi zalecali mi jednak dojechać do celu drogami asfaltowymi. Niedobrze by się stało gdybym utknął na pełnej błota szutrowej drodze. W Nisporeni na światłach skręciłem w prawo i znalazłem się niemal w zimowej scenerii. Śnieg miejscami zalegał nawet na ulicy, a w lasach przez śnieg świeciła świeża zielona trawa.

Na stacji benzynowej, gdzie taksówkarz tankował gaz, zapytałem go o drogę. Powiedział, że jadę dobrze. Przed odjazdem jeszcze do mnie podbiegł i powiedział, że jego pasażerka jedzie tam gdzie ja i mógłbym ją zabrać. Nie ma sprawy. Waleria była nastolatką. Nie mówiła ani po angielski ani rosyjsku, ale miała być moim GPS-em. Gdyby ktoś się zastanawiał, dlaczego taksówkarz oddał mi swoją klientkę, to odpowiedź może być prosta. To nie była jego klientka, tylko służył za autostop albo czekali na większą liczbę pasażerów. Waleria nie była dziewczyną, którą stać na wynajęcie taksówki (nawet taniej mołdawskiej), do domu miała z 15 kilometrów. Jedziemy. Po około 10 kilometrach pokazuje mi, że mam skręcić w prawo, na szutrową błotnistą drogę. Niech będzie. Dalej jedziemy po niezłych wertepach. Trafiliśmy do wioski o nazwie Ciutesti. Podwiozłem ja pod dom, a ona narysowała mi na kartce nieczytelną mapkę. Pytam więc ludzi. Nie znają ani rosyjskiego za bardzo ani tym bardziej angielskiego, lecz dają mi do zrozumienia, że jadę źle. Szukam starszych ludzi, znających jeszcze rosyjski. I tak trafiam na dziadka z laseczką (drewnianą :) ) i ze złotymi zębami, górną szczęką. Zrobił ją za ZSRR w Soczi, to były wspaniałe czasy, teraz jest dziadostwo, nie stać go na dolną szczękę, w której zostały ze dwa krzywe zęby. Zanim odpowie mi na moje pytania mówi, że ma starego trabanta, ale nie chce odpalać, bo chyba stacyjka się zepsuła. Słyszał, że takie części można dostać w Polsce. Czy na pewno? I co mam odpowiedzieć? – pewnie tak, na największym samochodowym złomowisku Europy powinno być wszystko. Potem mówi, że ze względu na zepsuty samochód, musi chodzić, a ma już problemy i czy bym go nie podwiózł do domu. Jasne. Pod domem mi wyjaśnia, że wybrałem sobie złą drogę, chociaż nią też dojadę. Drogę wybrała Waleria. Czas ucieka, zbliża się zmrok. Pokazuje, że tam w dole hen daleko biegnie dobra droga do Balanesti, a ja muszę zawiłą drogą jechać teraz przez przysiółki. W lewo, w prawo, prosto, w lewo, prawo, prosto. Świetnie. Jadę. Wioska się kończy, szutrowa błotnista droga momentami sprawia problemy oplowi. Na horyzoncie całkiem pokaźnie przyśnieżone górki. Piękny zachód słońca. Pytam znowu jakichś ludzi, oni mi pokazują, że źle jadę. Ignoruję ich i jadę prosto, innej drogi i tak nie ma a zawracał nie będę. Docieram do woski Vinatori i zatrzymuję się przy prymitywnym sklepie. Dwie babuszki, jedna jest sprzedawczynią mówią, że wybrałem złą drogę, ale jak zjadę w dół to dotrę do właściwej, na skrzyżowaniu muszę skręcić w prawo.

Udało się, skręcam na asfalt i do góry. Droga ta ma prawdopodobnie oznaczenie L390. Ze stu metrów nad poziomem morza wjeżdżam na trzysta, po bokach niewielkie zaspy śnieżne. Zatrzymuję się przy mężczyznach z piłami spalinowymi i upewniam się, że jadę dobrze. Oto jest miejscowość Balanesti, widzę po prawej najwyższą górę w okolicy z dwoma masztami telekomunikacyjnymi – to musi być mój cel. Wyjeżdżam z Balanesti i wjeżdżam do Milesti, tutaj na wysokości 350m kończy się asfalt przy baro-sklepie. W środku ciemno, chociaż drzwi otwarte, może awaria prądu albo sposób na oszczędność. Pytam o najwyższą górę Mołdawii, czy dobrze dojechałem. Grupka miejscowych ludzi się konsultuje i stwierdzają, że tak. Mam iść w tym kierunku pokazują – ale dzisiaj już chyba za późno, bo zaraz będzie noc. Gdy wcześniej pytałem ludzi o najwyższa górę Mołdawii, mało kto wiedział, że coś takiego jest i że jest tutaj. Jedynie kojarzyli nazwę miejscowości: Balanesti. Zlokalizowałem swój cel, niby jest tutaj fajne miejsce by zaparkować i przenocować, ale zapowiada się siarczysty mróz, śnieg po bokach i na drodze. Mój śpiwór absolutnie na coś takiego się nie nadaje. Zjeżdżam 10 kilometrów w dół na wysokość niewiele ponad 100 metrów (110m) i parkuję na jakiejś łące. Tu będę nocował, mija 20:00.

Nagrzany samochód staje się lodowaty, szybko jem kolację, szykuję posłanie, piszę notatki. Ubieram się w co mogę i spać. Zmrok już zapadł. Dzięki Walerii nie zdobyłem dzisiaj najwyższej góry Mołdawii. Straciłem przez nią godzinę, która pozwoliłaby mi osiągnąć cel dnia. Nie ma jednak tego co by na dobre nie wyszło. Gdyby nie ona, nie przyszłoby mi do głowy jechać osobowym samochodem w błocie do połowy kół. Dzięki tym drogom, miałem wspaniałe widoki na góry i doliny, w tym najwyższą górę. Jadąc wygodnie i szybko asfaltem tego bym nie zobaczył. Z Vulcanesti tego dnia pokonałem jakieś 250km.

  • Na zdjęciach:
  • 1-6) Miasto Hincesti w tym placinte.
  • 7-20) podróż w kierunku najwyższej góry Mołdawii, krajobrazy, ludzie, którzy wskazywali mi drogę, babuszka i jej sklep w Vinatori.
  • 21-22) wioska Balanesti.
  • 23-24) Wieczór w Wielkanocną Wielką Sobotę w oplu astra.


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

Brak wydarzeń

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2022 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search