Blog

Blog

LODOWE LAGUNY - Jokulsarlon, Fjallsarlon i inne, część 3/3 (Islandia)

Lodowa laguna przed czołem lodowca Skaftafellsjokull.

Zrobiło się około czwartej popołudniu, przy moście zacząłem łapać stopa. Z marnym skutkiem. Mimo, że prawie we wszystkich samochodach siedziała dwójka pasażerów - turystów. Zatrzymał się dopiero któryś-nasty samochód, młoda para Islandczyków. Jechali do domu, 20 kilometrów przed Skaftafell, dobre i to. Takie kilometry mogłem trzasnąć z buta. Musiałem do 20:00 dotrzeć do namiotu. Dałbym radę. Chłopak, budowlaniec, często pracował z Polakami, pochlebnie się o nas wyrażając. Opowiedział też historię ze znanego mi miejsca, a mianowicie przełęczy Fimmvorduhals w rejonie wulkanów Eyjafjallajokull i Katla. W roku 2014, a więc wtedy kiedy tam byłem, para Niemców, około 50-tki, zgubiła się w rejonie tej przełęczy. Ich ciała odnaleziono po trzech dniach. Zawsze zastanawiają mnie takie ofiary śmiertelne. Zamiast krążyć bez celu albo czekać na ratunek, który może nie nadejdzie, wystarczy iść w dół a dojdzie się do cywilizacji, nawet po omacku we mgle. Nie jest to nic szczególnie skomplikowanego, a mimo wszystko sporo osób ginie  w taki właśnie sposób.

Wysadzili mnie koło osady Hemra, skąd świetnie widać charakterystyczną skałę na wybrzeżu - Ingólfshofdi. Kawałek dalej znajdowała się stacja benzynowa, sklepik obok remontowano. Stanąłem przy niej próbując złapać transport. Dwa samochody się nie zatrzymały, ale trzeci zajechał na stację. Turyści nie nauczeni do płatności kartą w automacie początkowo mają opory, obawy i trudności. Jak kierowca tego samochodu, młody Amerykanin. Popatrzył i wsiadł do samochodu, ale widząc moją wyciągniętą rękę zatrzymał się. Podwiózł mnie do Skaftafell, gdzie został na noc. Tutaj ponownie przywitała mnie szara pogoda i drobny opad deszczu. Wybiła 17:00, miałem czas i ruszyłem do lodowca SKAFTAFELLSJOKULL, jakieś 2 kilometry. Lodowiec poprzedza niewielka lodowa laguna z zamuloną wodą i niewielką ilością gór lodowych, zanieczyszczonych skalnymi materiałami wulkanicznymi. Bez porównania jest mniej efektowna od Jokulsarlon, ale jej posępna sceneria bardzo mi odpowiadała. Lubię takie. Rok wcześniej wieczorne Jokulsarlon przywitało mnie i moich towarzyszy mroczną pogodą, z nisko zawieszonymi chmurami. Tego dnia miałem słońce i świetną widoczność, wiatru na zdjęciach nie widać. Pewnie każdy powie, że miałem lepszą pogodę za drugim podejściem. Nie jestem jednak przekonany. Mroczne Jokulsarlon bardzo przypadło mi do gustu. Pocztówkowa pogoda opisywanego dnia jakoś wydawała się nazbyt cukierkowa. Ciężko mi dogodzić, wiem.

Po lewej stronie lodowca Skaftafellsjokull (Skaftafelljokull) miałem mocno zerodowane wysokie skalne zbocze. Wcześniej tabliczki ostrzegały o spadających kamieniach i zakazywały zbliżania się. Skały wyglądały obiecująco pod względem mineralogicznym. Ich stan przeobrażenia zwiastował szanse na znalezienie kamieni ozdobnych z grup: tlenków oraz krzemianów Rozpocząłem poszukiwania, wspiąłem się trochę. Stromo, sypko, ale efektywnie. Znalazłem chalcedon, kryształ górski w formie szczotki, włókniste skolecyty. Odrąbałem minerały od większych fragmentów skał i załadowałem do kieszeni. Nie były to pierwsze próbki law i minerałów jakie zebrałem o początku wyjazdu. Bliskość lodowca zachęcała, by się przedostać na niego. W tym miejscu wodna bariera nie przeszkadzała. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i zacząłem spacer po lodowcu. Trochę nieprzygotowany, nie miałem ani raków, czekana czy kijków. Ale zabrudzony drobnym rumoszem skalnym lodowiec ułatwiał zadanie. Co nie znaczy, że kilka razy nie wyrżnąłem. Przy okazji się usyfiłem, ale co tam. Ubranie z outdoorowych materiałów łatwo się czyści. Przeszedłem się kilkoma szerokimi szczelinami lodowcowymi, wspiąłem się na kilka pagórków lodowych. Bardzo ładny lodowiec, pofalowany, z urozmaiconą rzeźbą.

O 20:00 stawiłem się w chatce firmy, z której przewodnik miał mi pomóc dostać się na najwyższą górę Islandii. Wszyscy uczestnicy przełożonego wejścia stawili się, potwierdzono że pogoda umożliwi wyjście w góry kolejnego dnia. Odetchnąłem z  ulgą. Nastał czas mobilizacji przed sporym wysiłkiem. Jak wyszło zdobywanie Hvannadalshnukur już przedstawiłem w dwóch wcześniejszych wpisach.

Tematu lodowych lagun jeszcze nie skończyłem. Wspomniałem o dwóch: Jokulsarlon i przed czołem lodowca Skaftafellsjokull. Ten drugi przypadek muszę doprecyzować. Przed czołem lodowca jest kilka niewielkich jezior lodowcowych, ale z górami lodowymi jest w zasadzie tylko jedno, największe, na zachodnim skraju. W roku 2014 lagun lodowych odwiedziłem więcej. Teraz o nich.

SÓLHEIMAJOKULL to jedna z największych części lodowca Myrdalsjokull o długości ok. 8km, szerokości 1-2km. Schodzi bardzo nisko i przed czołem lodowca utworzyła się lodowa laguna. Krajobrazowo podobna do laguny przed Skaftafellsjokull. Lód jest szarawy, lodowych gór niewiele. W lecie fajnie kontrastują z lodem zielone mchy okolicznych wzgórz. Lodowiec jest bardzo łatwo dostępny dla pieszych wędrówek, nawet bez raków. Dojechać w pobliże lodowca można skręcając z jedynki na szutrową drogę 221, po pięciu kilometrach jest parking i niewielka kafejka czynna w lecie. Do Jokulsarlon z tego miejsca jest ponad 200km na wschód.

FJALLSARLON lodowa laguna. Położona 10km przed Jokulsarlon jadąc od Reykjaviku. Lodowiec o tej samej nazwie spływa z wulkanu Oraefjokull i wpada lodową ścianą do całkiem sporego jeziora. O dosyć czystej wodzie, z licznymi górami lodowymi. Jest to druga co do atrakcyjności lodowa laguna Islandii, a dla niektórych może i pierwsza. Dla mnie na przykład. W roku 2014 imponowała ilością gór lodowych na wyciągnięcie ręki. Czoło lodowca także jest blisko. Wspaniała panorama. By dostać się na parking przy lagunie należy zjechać z jedynki na szutrową drogę. Do pokonania jest kilometr. Mało komu się chce tutaj zjechać, dlatego jest bardzo przyjemnie. Bez tłumów jakie są przy Jokulsarlon.

BREIDARLON lodowa laguna. Pomiędzy Fjallsarlon a Jokulsarlon. Spore jezioro o zamulonej wodzie i zazwyczaj bardzo nielicznych górach lodowych (co jednak może ulec zmianie). W 2014 roku prezentowała się bardzo słabo. Zasila ją lodowiec ten sam do Jokulsarlon czyli Breidamerkurjokull. By się dostać w okolice brzegu trzeba skręcić w mało widoczną szutrową drogę i pokonać jakieś 4km, droga dalej biegnie wzdłuż brzegu. Rzeka wypływająca z Breidarlon biegnie do Fjallsarlon i dalej do Atlantyku.

Będąc na Islandii warto zrobić trochę inaczej niż niemal wszyscy. Oni jeżeli oglądają jakąś lodową lagunę, to wyłącznie Jokulsarlon. A ja polecam zobaczyć przynajmniej trzy. Także Fjallsarlon i dla kontrastu jakąś lagunę zamuloną, bardziej brutalną krajobrazowo, bez niebieskich lodowych gór i czystej wody. Na przykład lagunę przed czołem lodowca Skaftafellsjokull albo Sólheimajokull.

  • Na zdjęciach:
  • 1-6) okolice osady Hemra i widok na skałę Ingólfshofdi,
  • 7-21) lodowiec Skaftafellsjokull i jego lodowa laguna, oraz minerały pozyskane z pobliskiego zbocza (tlenki m.in. chalcedon i kryształ górski, krzemiany m.in. skolecyt, stilbit, oliwin),
  • 22-23) lodowiec Sólheimajokull i jego lodowa laguna, VIII.2014,
  • 24-28) lodowa laguna Fjallsarlon, w tle lodowiec o tej samej nazwie(fot. 25-27), VIII.2014,
  • 29-30) jezioro lodowcowe (laguna) Breidarlon, VIII.2014.


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search