Blog

Blog

Termalna rzeka w Hveragerdi (Islandia)

Okolice Hveragerdi.
Za miasteczkiem minąłem kilka gospodarstw rolnych ze sporą liczbą koni, ogromną dmuchaną kopułę nad boiskiem albo nad serią kortów tenisowych oraz pole golfowe. Tych ostatnich jest sporo w południowo-zachodniej części Islandii. Dotarłem do sporego źródła termalnego, wyrzucającego wodę na ponad dwadzieścia centymetrów. Wokół w termalnej kałuży urosły kolorowe glony tworzące fantastyczną mozaikę. Po blisko czterech kilometrach doszedłem na parking, skąd czekała mnie górska wędrówka do termalnej doliny Reykjadalur, którą płynie termalna rzeka. Tak naprawdę cała okolice jest termalna. Wszędzie pełno termalnych źródeł, wyziewów wulkanicznych, także przy ścieżce, którą ruszyłem. Może niedokładnie ścieżką, tylko od źródła do źródła. Większe, mniejsze, głębsze, płytsze, bardziej wydajne i mniej, z wodą krystaliczną i błotnistą, z dużą ilością pary wodnej i niewielką. Jak ja to kocham. W tym czasie tłumy schodziły ścieżką w dół. Ze sto osób. Liczyłem na to. Robiło się późno.

Surowa przyroda, rejon aktywnego wulkanu, tu termalne źródło, tam gorące wyziewy, a obok płaty śniegu. Czy może być coś piękniejszego? Wiem, to głupie pytanie, większość odpowie twierdząco. Na Islandii jest sporo termalnych rzek i bajorek, w których można się kąpać. Najsłynniejsze takie miejsce to Landmannalaugar w Interiorze, do którego prowadzą drogi off roadowe. Dla nie posiadających transportu 4x4 alternatywą jest Hveragerdi. Minusem, który część ludzi odstrasza, jest konieczność 3 kilometrowej wędrówki pod górę. Nie jest wymagająca, ścieżka jest solidna, a po bardziej stromym początku, później delikatnie faluje - góra-dół. Na początku termalnej strefy znajdują się liczne termalne źródła, niektóre spore. Czym bardziej dymiące, tym bardziej gorące. Kąpiel w temperaturze 80-100 Celsjusza nic dobrego nie wróży, ciało ludzkie już trochę powyżej 50 stopni zaczyna w wodzie doświadczać uczucia jakby poparzenia. Ale na początku po prawej stronie ścieżki znajduje się nie dymiące bajorko o szarym, błotnistym kolorze. Niewielkie termalne źródła zasilane są schłodzonymi termalnymi potokami. Dzięki temu śmiało można się w nim kąpać, termometr wskazał 37,5 stopni. W okolicy są też źródło-bajorka z temperaturą 50kilku stopni, które parują niewiele mocniej niż takie z temperaturą około 40 stopni, ale te pierwsze są za gorące, a przy dnie temperatura będzie jeszcze wyższa.

Idąc dalej, dojdziemy do termalnej rzeki, koło której budowano drewnianą kładkę i miejsce na przebranie. Mam nadzieję, że po budowie tych ułatwień, teren nie stanie się płatny. U Islandczyków widzę dużą tendencję, by wszystko co się da, zrobić odpłatnym. Powoli, acz konsekwentnie obejmują odpłatnością kolejne miejsca, wcześniej bezpłatne.

Rzeka w okolicy drewnianych ułatwień miała temperaturę ciutkę powyżej 30 stopni Celsjusza, za mało (w lecie w tym miejscu jest pewnie trochę cieplej, gdy stopnieją okoliczne śniegi i temperatura powietrza się podniesie). Ruszyłem wyżej. Teren jest podmokły. Mchy, błoto, strumyki z topniejących śniegów, termalne błota, zapadałem się w butach i spodniach po łydki - bo nie szedłem ścieżką szukając fajnego miejsca. W końcu odpiąłem nogawki spodni, zdjąłem buty i szedłem dalej. Dobrze zrobiłem, bo kilka razy ugrzęzłem w błocie powyżej kolan. Rzeka nie jest duża, szeroka zazwyczaj w granicach metra - dwóch, płytka, stąd z kamieni pobudowane małe tamy, wtedy leżąc na płasko, prawie całe ciało jest pod wodą. Temperatura powietrza nie przekraczała 7-8 stopni. Ludzi została resztówka, na przestrzeni ponad pół kilometra rzeki może z 20 osób. Niektórzy planowali pozostać na noc w namiotach. Znalazłem w końcu fajne miejsce z temperaturą 41°C i małą zaporą. Wyprałem zabłocone spodnie i walnąłem się do wody. Jak przyjemnie. Góry, cisza. Miałem wodę niegazowaną, trochę jedzenia, w tym skyr - przepyszny miejscowy jogurt. Ostatnia okazja, by się czegoś napić, coś kupić, to kafejka na parkingu u podnóża masywu.

Islandzkie góry często wyrastają z poziomu morza, dlatego znajdując się na około 280m.n.p.m. czułem się jak w sporych górach a nie na pagórkach. Nie śpieszyło mi się z powrotem do namiotu. Za to zaobserwowałem kolejny raz, w kolejnym nordyckim kraju, podobne sceny. Miejscowi się nie krępują. Nierzadko przebierają bez zakrywania, tak samo się kąpią - nago. Za to turyści odstawiali całe przedstawienie, z ręcznikami, często trzymanymi przez drugą osobę. Wielka mi atrakcja, oglądanie nagiego ciała z kilkudziesięciu czy stu metrów przez kilka sekund. Islandczycy nie mają z tym problemów.

Było dobrze po 21:00, gdy zacząłem się szykować do drogi powrotnej, liczącej jakieś siedem kilometrów, może z groszami. Ścieżka biegnąca przy rzece pnie się dalej do góry, ponoć gdzieś wyżej odbijając od drogi nr 1, można dojechać w pobliże Reykjadalur, mając do pokonania wyraźnie krótszą drogę, aniżeli idąc od dołu. W tym rejonie jest też sporo tras pieszych.

Poza osobami z dwóch namiotów, byłem ostatni, który ruszył na dół. Na pole namiotowe dotarłem po 22:30 Kolacja, prysznic, porządki w namiocie i spać. Mimo pierwszej w nocy, było jasno. Reykjadalur jest ciekawym miejscem, ale Ladnmannalaugar jest atrakcyjniejsze. Rzeka szersza, głębsza, stawy termalne, łatwe wybieranie miejsc cieplejszych i chłodniejszych, bo wydajne źródła termalne wypływają z pola lawowego obok kąpieliska, bezpłatnego. Utrudnieniem jest dojazd i w Interiorze pogoda często jest gorsza niż koło Hveragerdi. Termometr w nocy zmierzył następujące minimalne temperatury: +4°C w namiocie i 0°C na zewnątrz.

  • Na zdjęciach:
  • 1-45) Teren geotermalny Reykjadalur i okolice.
  • 46-48) Teren geotermalny Landmannalaugar (VIII.2014) - dla porównania.


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search