Blog

Blog

Wulkan Kerinci 3805m i miasto Padang (Sumatra, Indonezja)

Wulkan Kerinci 3805m i siarkowodor wydobywajacy sie z krateru
Do miasta Padang na Sumatrze pierwotnie zamierzalem dotrzec autobusem. Po glebszym zastanowieniu uznalem, ze szkoda dwa - trzy dni spedzic w autobusie i jeszcze w Manado kupilem bilet na lot z Jakarty linia Sriwijaya. Byla to moja trzecia wizyta w stolicy Indonezji. Na lotnisko jak poprzednio dostalem sie prywatnym samochodem  za 150tys. rupii (jest tez autobus za 30tys. rupii - korzystalem w przeciwnym kierunku). Z tego co slyszalem, po stolicy Indonezji moga sie poruszac samochody, ktore maja co najmniej trzech pasazerow, dlatego moj kierowca zabieral kogos za kazdym razem z obslugi homesteya, ktorego byl wlascicielem. Policja czesto to sprawdza i robi lapanki. 

Na lotnisku w Jakarcie znowu z rozbawieniem przygladalem sie chaosowi organizacyjnemu. Co innego mowia pracownicy linii, co innego na monitorach. Lot sie opoznil o dwie godziny. Nie ma sie co denerwowac, to Indonezja. Skoro nie mam na cos wplywu, pozostaje tylko cierpliwie czekac na przebieg wydarzen. A Sriwijaya zrobila po prostu cos takiego. Zamiast dwoch lotow do Padang, ktore realizuje w krotkich odstepach czasu, zrobila jeden, ten pozniejszy. Widocznie za malo bylo pasazerow. Jakarta zegnala mnie ulewa. Padang powitalo groznymi chmurami.

Lokalne lotnisko chociaz obsluguje ledwie 2,5-3mln pasazerow, to na przyzwoitym poziomie, z rekawami wylacznie.  Niestety, to blisko milionowe miasto polozone niemal na rowniku jest zasmiecone i brzydkie - norma w tym kraju, ale nie do konca. Jest troche lepiej niz srednia indonezyjska, troszke zamozniej, a z lotniska kursuje wygodny autobus. Plaza nad oceanem w centrum pelna smieci. Niedaleko miasta sa dobre rejony dla surferow. Z ciekawostek, blisko oceanu sa tabliczki, ktoredy nalezy sie ewakuowac na wypadek tsunami. Sumatra to rejon sejsmiczny oraz z aktywnymi wulkanami (notabene podobne sa przy aktywnych wulkanach, gdy wioski sa w sasiedztwie). Ludzie tutaj sa pomocni, moze nie tak jak na Polnocnym Sulawesi, ale bardziej niz na Lomboku, Bali czy Jawie. Takie sa moje odczucia. To nie powinno dziwic. Sumbawa, Polnocne Sulawesi, Sumatra, nie sa jeszcze zadeptane przez turystow, to tez inaczej sa traktowani. Na turystycznych wyspach nie ma sentymentow, liczy sie kasa, turysta to worek pieniedzy i nikt tego nie ukrywa. Zaraz po przyjezdzie do Padang miejscowy czlowiek podwiozl mnie samochodem do miejsca noclegu, a wlasciciel homesteya podrzucil mnie do drugiego, ktorego jest wlascicielem, gdzie byl dla mnie lepszy i tanszy pokoj. Natomiast wracajac z wulkanu Kerinci tez miejscowy zawiozl mnie motorem do wioski. Wszyscy za darmo. Na Lomboku, Bali czy Jawie nie przypominam sobie takich zdarzen, tam za darmo umarlo.  

 Wulkan Kerinci 3805m n.p.m. to najwyzszy wulkan Indonezji, biorac pod uwage te aktywne i te nieaktywne. Kerinci ostatnia niewielka erupcje mial w 2013 roku, wczesniej w 2009. Jest to rowniez najwyzsza gora Indonezji poza Nowa Gwinea. By sie na niego dostac nalezy dojechac do wioski Kersik Tuo. Z Padang jakies 200km. Lokalnym niewielkim autobusem jechalem blisko 9h w deszczu z przerwa na obiad. Czym dalej od Padang droga coraz gorsza, coraz wezsza, wkolo gory i tropikalne lasy deszczowe. Dobrze ze jest jakas droga. To byl bardzo lokalny przejazd. Czyli wyjaca muzyka jak jedna piosenka przez prawie dziewiec godzin, chmury dymu z papierosow (nie widzialem tutaj chyba palacej kobiety, tylko mezczyzni pala, niemal wszyscy). A dodatkowa atrakcja byl przejmujacy zapach benzyny. Szkoda ze nie mialem maski "wulkanicznej" pod reka. Z radoscia wieczorem opuscilem pojazd w Kersik Tuo, zdaje sie przed jedynym homestayem wprost naprzeciw Kerinci i pol herbacianych. Super widok, o ile pogoda dopisuje.

W Homestayu zastalem Niemca i Hiszpana, podrozujacych oddzielnie, bardzo sympatyczni. Tak jak jak nastepnego dnia wybierali sie na wulkan, tylko ze z przewodniko-tragarzem-rozkladaczem namiotu-kucharzem (we dwojke placili zdaje sie 900tys. rupii - przewodnik spal z nimi i ciagle palil, w malym namiocie, jedzenie bylo slabe, ale nie musieli nic nosic i nic robic). Kersik Tuo jest ponoc na 1500m n.p.m. - moj GPS dawno temu zabily indonezyjskie drogi - dzieki czemu jest przyjemnie, nie za cieplo, chociaz bardzo wilgotno. Sciezka na wulkan zaczyna sie 5km od wioski,gdzie dojechalem ojekiem. Wysokosc tutaj mogla wynosic ok. 1550m. Bilet wstepu do parku narodowego Kerinci kosztowal 20tys. rupii, ktore uiscilem w homestayu. Sciezka jest klarowna az do szczytu, przez wiekszosc trasy prowadzi w lesie tropikalnym. Te rejony slyna z niezwykle bogatej fauny i flory. Wśród fauny zyja tutaj tygrysy, tapiry, nosorozce, orangutany.

Gdy startowalem po 8:00 chmury zakrywaly niebo, nie padalo, wulkan byl widoczny. Z kazda godzina marszu pogoda sie psula, a mnie szlo sie wyjatkowo niefajnie, chociaz spory depozyt zostawilem w miejscu noclegu i na plecach nioslem mniej niz 20kg z woda i jedzeniem. Co z tego, ze nie bylo slonca, nie bylo goraco, jak po godzinie marszu koszulke moglem wykrecac - z potu. Taka wilgotnosc. Sciezka malo przyjemna, wpierw w blocie po kostki, chwilami po lydki, w konsekwencji morke buty. A dalej stromo do gory waskim blotnistym i sliskim korytem potoku. Spotkalem schodzacych Hiszpana z przewodnikiem, pare z jakiegos kitajskiego kraju z przewodnikiem, moi koledzy z homesteya, ruszyli 45min po mnie, w cenie mieli transport. Dzieki temu, ze nie tracilem czasu, gdy o 13 zaczynala sie burza, ja rozbijalem juz namiot, w miejscu zwanym shelter2 na 3000m. Koledzy doszli wyraznie ponad 2 godziny pozniej, calkowicie przemoczeni. Przewodnik postawil im namiot minute drogi od mojego, poniewaz miejsca na namiot sa porozrzucane. Moj czas - slaby, 4h15min, w tym 50min postojow. Jakies 1450m deniwelacji wzglednej. 

Ulewa trwala 6 godzin, co zle zniosl moj namiot - jednopowlokowy, szturmowy. Na gory wysokie, a nie na deszcze, ale lekki (1,7kg). Do tej pory nie testowal takiego deszczu. Awaryjne podklejanie szwow silikonem tylko troche pomoglo. Wszystko mialem mokre, wylacznie ze spiworem. A wode wybieralem butelka po wodzie przerobiona na naczynie. W nocy temperatura spadla do 8 stopni Celsjusza, nie za bardzo spalem. O 4:30 zaczalem sie zbierac do wyjscia, co uczynilem po 5:00. Z jednej strony gwiazdy, z drugiej blyski nieodleglej burzy. Koledzy w drodze na szczyt byli od blisko dwoch godzin - jak pozniej mowili. Do shleter3 na 3400m szedlem godzine. Jest to najgorszy odcinek na calym podejsciu. Stromy, pracuja caly czas takze rece. Waski blotny kanion. Slisko. Z duzym plecakiem - mordega. Shelter3 jest powyzej granicy lasu, tylko niskie krzaki. 

Ostatnia partie w wulkanicznym terenie pokonuje sie dosyc sprawnie. Kolegow spotkalem 10min przed szczytem, gdy schodzili. Juz od shleter3 trzeba sie liczyc z zapachami siarkowodoru. Kerinci tego poranka wydzielal duze chmury gazow. Pogoda jak na pore deszczowa dopisywala, czasami swiecilo slonce. Miejscowi mowia, ze tutaj duzo pada przez caly rok, ale tzw. pora sucha to czerwiec-sierpien. Na Sumatrze zaplanowalem tylko ten wulkan, stad jak musialo padac, to najlepiej wlasnie tu. Na koncu zdobywania wulkanow. 

Na szczycie znalazlem sie po 2h30minutach, w tym 25min przerw. Ciagle zle mi sie szlo. Poza tym mokre buty, mokre ubranie, nieprzespana noc. W koncu jest flaga, tabliczka 3805m, ogromny krater, bardzo stromy. Nic wyzszego tutaj nie ma. Z dolu Kerinci prezentuje sie imponujaco. Nawdychalem sie siarkowodoru i po ponad polgodzinie ruszylem niespiesznie w dol. Do namiotu schodzilem 1h15min (10min przerw). Tak jak i w gore, tak w dol, sciezka nie pozwala na szybkie zejscie. Godzina pakowania mokrych rzeczy do mokrego plecaka i razem z kolegami z Niemiec i Hiszpanii zaczalem stawiac kroki w dol. Jako, ze czynilem to szybciej niz oni, w homestayu znalazlem sie dwie godziny przed nimi, mimo ze polowe drogi asfaltowej do Kersik Tuo pokonalem pieszo. Dopiero pozniej miejscowy podrzucil mnie do celu motorkiem. Po godzinie schodzenia w dol zaczela sie burza, a szybkim marszem do poczatku sciezki zajelo mi to 2h30min (20min przerw). Na trasie strasznie slisko, kilka razy upadlem. Spotkalem kilkunastuosobowa grupe Indonezyjczykow zmierzajacych do gory, jak zawsze bardzo wolno. Caly mokry i ublocony w homestayu zrzucilem z siebie ubranie. Sporo rzeczy, w tym buty, byly do wyrzucenia. Probowalem suszyc zawartosc plecaka, lecz w tamtejszych prymitywnych warunkach bylo to prawie niemozliwe. W Kersik Tuo nie padalo, widocznosc tez lepsza. Jak wrocili koledzy zaczelo lac, rozwiesili brudne ubrania na murku i mieli naturalne pranie. 

Z informacji praktycznych jeszcze, to na upadlego Kerinci mozna zdobyc w jeden dzien, problemem moze byc pogoda. Nie ma wody na trasie, jakas strzalke byc moze do wody widzialem jedynie na samym poczatku. Smieci jak zwykle w Indonezji - sporo. Poranek w dzien ataku szczytowego byl najlepszym, z wszystkich trzech jakie widzialem przebywajac w rejonie Kerinci.

Przed wyprawa zalozylem, ze czesc sprzetu po Kerinci powedruje do kosza na smieci i tak sie stalo - szkoda nosic w plecaku przez jeszcze blisko miesiac. Zreszta jego stan byl tragiczny. Kilka razy wczesniej reanimowalem go. Moje wyprawy zabijaja najlepszy sprzet outdoorowy i najlepsza elektronike - tak jest co roku. Najslabiej spisaly sie buty trekkingowe. Kupilem celowo nowe, marnej firmy, aby bez zalu je wyrzucic. Lecz po dwoch dniach uzywania jeszcze na Filipinach szwy puscily, podeszwy sie odklejaly, material pod wkladka w bucie ulegl zniszczeniu. Zuzylem mnostwo kleju, by dotrwaly do Kerinci. 

Popoludniu rozmawialem z wlascicielem mojego miejsca noclegu. Byl kolejna osoba, ktora potwierdzila, ze Indonezyjczycy nie lubia chodzic. Nawet 200 metrow pokonaja motorkiem. Rano czesto jeszcze w pizamie. Powiedzial tez cos ciekawego, ze w Indonezji mimo ze samochody sa stosunkowo niedrogie, to i tak taniej kupic czlowieka niz samochod. W Indonezji ludzie i ich praca sa tani. 

Na Sumatrze prawie zero turystow, praktycznie wszedzie jestem sam, stanowiac atrakcje dla miejscowych: "Hello Mister". 

Pozdrawiam z miasteczka Parapat nad jeziorem Toba - Kerinci byl ostatnim wulkanem, ale nie ostatnim wulkanicznym miejscem.

Gregor

Na zdjeciach: Droga ewakuacyjna na wypadek tsunami, scisle centrum Padang i dzieciaki w Padang(sprzedaja w sklepiku widocznym w tle). Muzeum imitujace tradycyjna  architekture ludu Minangkabau (wyznaja islam sunnicki polaczony z wlasnymi wierzeniami - adat), po prawej ten niewielki budynek to spichlerz na ryz. Padang - okolice portu i plaza z barami przy niej. Moj wypasiony obiad na trasie Kersik Tuo - Padang. Jakies larwy, probowalem, nie maja smaku, czulem, ze jem cos smazonego. Przydrozna toaleta - wszystko zaraz wpada do rzeki znajdujacej sie zaraz za nia. Wulkan Kerinci 3805m z miejsca, gdzie zaczyna sie wedrowka na szczyt. Las tropikalny w masywie Kerinci. Moj zalany namiot i sprzet do pozbywania sie wody. Nastepnie seria zdjec ze szczytu Kerinci - krater(w tym dno pelne gazow), partie szczytowe, wydobywajace sie gazy. Na jednym wsrod tych zdjec widac zjawisko optyczne zwane Widmem Brockenu (na ekranie aparatu widze je swietnie, na monitorze miejscowego komputera slabo, a nie mam narzedzi do obrobki zdjec). Jest to rzadkie zjawisko, chyba pierwszy raz go doswiadczylem mimo kilku tysiecy dni spedzonych w gorach. Zjawisko polega na zaobserwowaniu wlasnego cienia na chmurze ponizej miejsca gdzie sie znajduje. Teczowa obwodka nazywa sie gloria. W Polsce istnieje przesad, ze ten kto zobaczyl Widmo Brockenu umrze w gorach. Wielkie mi odkrycie, od zawsze twierdze, ze umre w gorach, to tylko kwestia czasu, ktorego sprecyzowac nie jestem wstanie. Przesad ten dalej mowi, ze kto zobaczy Widmo Brockenu po raz trzeci bedzie w gorach na zawsze bezpieczny. I tak nie wierze w zadne przesady, duchy itp.

Dalsze zdjecia przedstawiaja nizsze partie Kerinci - las tropikalny, sciezke. Trzecie od konca galerii pole herbaciane (przy dobrej pogodzie na horyzoncie widac Kerinci). Przedostatnie jak sie bawie kolejny raz w macgyvera. Stuptuty, inaczej ochraniacze, ulegly uszkodzeniom, tzn. ich zamki, a rzep nie byl wystarczajacy. Dwa kawalki sznurka zalatwily sprawe. Na ostatnim zdjeciu ostatnie tchnienie butow trekkingowych.

 


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2020 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search