Blog

Blog

Tak było: Włóczykij – Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży - 9-ta edycja

Gryfiński Dom Kultury

Wracając wczoraj z Gryfina, ekspedientka w sklepie spożywczym niedaleko dworca kolejowego w Szczecinie zapytała mnie: jedzie Pan do Gryfina, na Włóczykija? – turystyczny ubiór i plecak zapewne mnie zdradziły. Właśnie wracam z niego – odpowiedziałem. Co to właściwie za impreza ten Włóczykij – padło kolejne pytanie. Jeden z największych festiwali podróżniczych w Polsce. Mnóstwo opowieści  o podróżach z całego świata, pozytywni ludzie, koncerty, wycieczki i tak przez dwa tygodnie. Polecam, świetna impreza. Twarz ekspedientki spochmurniała, po czym stwierdziła – u nas w Szczecinie nie ma czegoś takiego, muszę pogadać z mężem, może się wybierzemy. Do kiedy to trwa? Do pierwszego marca  - wziąłem z lady sok i kanapkę, ruszyłem na dworzec.

Ta rozmowa jest dowodem, że panią ekspedientkę odwiedziło sporo osób zmierzających do Gryfina na Włóczykija oraz dowodem zdziwienia, że tak duża impreza nie dzieje się w Szczecinie, tylko 23 minuty jazdy pociągiem od stolicy województwa zachodniopomorskiego. Gdy po Wałach Chrobrego spacerowały niemieckie wycieczki, a języka polskiego próżno było nasłuchiwać, podróżnicy w znacznej grupie potraktowali Szczecin tylko jako miejsce przesiadkowe. Szczecinianie też zapewne wybrali się do Gryfina. Właśnie na festiwal, chociaż niektórzy także do „Laguny”, a potem na festiwal. Jakiej „Laguny”? Mianowicie, w Gryfinie znajduje się aquapark, którego próżno szukać w Szczecinie, stąd na parkingu przed basenami dominowały szczecińskie tablice rejestracyjne. To także powód do przekomarzań mieszkańców obu miast, w które dałem się wkręcić. Kolega z Gryfina poprosił mnie, bym zapytał szczecinianina, jaki poleciłby aquapark w swoim mieście? Odpowiedź była mało cenzuralna, więc jej nie zacytuję :).

Gryfino i Włóczykij to idealne połączenie. Trwająca 9-ta edycja jest na to najlepszym dowodem. Trzy festiwalowe areny zgromadziły mnóstwo prelegentów i widzów. Jedni i drudzy to pasjonaci. Zdjęcia, filmy, opowieści, o chyba każdym zakątku naszej planety, trwały od rana do nocy. Z tym ranem to przesadziłem, intensywne nocne rozmowy przy kawie i herbacie, zmusiły nas – z wyjątkiem nielicznych bohaterów - by to rano przesunąć w okolice trzynastej. W niektórych przypadkach i to nie wystarczyło.

Prezentacje odbywają się w trzech obiektach różnej pojemności, chociaż jak się dopchało do granic możliwości ten najmniejszy, to któż wie, czy nie był największy. Wszystkie położone są obok siebie przy ulicy Szczecińskiej, a mianowicie: Gryfiński Dom Kultury, Piekarnia i kultowy pub u „Suszka”. Rano odbywają się wycieczki i warsztaty, popołudniu i wieczorem prezentacje, po nich nierzadko koncerty, na przykład Cezika z Klejnutami. Potem dalsze rozmowy Polaków nocą aż do utraty sił. W lokalach festiwalowych, pozafestiwalowych a i w gryfińskim OSIRze - nad samiutką Odrą… Wschodnią czyli Regalicą - działy się różne rzeczy. Nie brakowało domowego pysznego jedzenia, piw z całego świata, koszulek festiwalowych i gazety festiwalowej. Prawdziwie domowa atmosfera. Duży festiwal w kameralnym klimacie. Wszyscy życzliwi, pomocni, uśmiechnięci. Jak nie Polska? Złośliwi zaraz dodadzą, że to już prawie Niemcy – granica jest jakieś 2 kilometry od miasta – z czym ja się całkowicie nie zgadzam. Mamy w cholerę wad, ale i tak jesteśmy fajnym narodem. A Włóczykij wyzwolił w ludziach to co dobre. Może by tak wydłużyć go z niecałych 14 dni do 365? I zarazić cały kraj?

Bal Włóczykija – to już kultowa impreza, o której krążą legendy. Odbywa się w Ośrodku pod Muszlami w Wirowie, obok Gryfina. Nie ma się jednak co martwić, na bal i z balu wożą imprezowiczów bezpłatne autobusy. Tegoroczny bal odbył się pod hasłem filmowym… tak moi drodzy, należy mieć stosowne przebranie. Aczkolwiek byłem nieprzygotowany, za co bardzo przepraszam i dziękuję za odpuszczenie mi tego grzechu zaniechania. A na miejscu co? – hulanki i swawole. Jedzenie, trunki, muzyka. Czasami też rozmowy, o ile miał ktoś jeszcze siły. Na dowód, że zabawa była udana, zacytuję słowa licznych uczestników: nie pamiętam jak dotarłem do łóżka.

Parę słów o organizacji. Od zawsze organizuję swoje wyprawy oraz inne rzeczy, dlatego wiem ile pracy kosztuje przygotowanie i przeprowadzenie tak dużej imprezy. I tak udanej. Absolutny ogrom roboty. Organizatorom należą się wielkie podziękowania. Do tego ta konsekwencja, za rok jubileuszowa, dziesiąta edycja.  Festiwal ponadto jest świetną promocją miasta, zyskują też właściciele restauracji, sklepów spożywczych i obiektów noclegowych. Jako człowiek gór rzadko bywam na nizinach, a w Gryfinie mnie jeszcze nie było. Ale to już czas przeszły.

Będąc włóczykijem, który nie może usiedzieć na tyłku, nie odmówiłem sobie zwiedzania. Gryfino to bardzo stare miasto, prawa miejskie otrzymało w 1254 roku, czyli tak samo jak mój Bytom. Co prawda komuniści postawili w Gryfinie mnóstwo mało urodziwych klocków, ale zachowała się część średniowiecznych  murów miejskich, gotycki ogromny kościół Najświętszej Maryi Panny oraz Brama Bańska. Byłem poza tym w Parku Miejskim, w centrum znalazłem kilka ślicznych kamienic, odwiedziłem deptak nad Odrą i niewielki port. Wybrałem się także przez most do Parku Krajobrazowego Dolnej Odry przy granicy z Niemcami. Moje poszukiwania oznak wiosny zostały nagrodzone – kwitły pierwsze kwiaty oraz trawy. Nie omieszkałem przy okazji pobytu w tej części Polski wykonać kilkugodzinnego spaceru po Szczecinie. Śródmieściu, Starym Mieście  czy Wałach Chrobrego. Odwiedziłem Bulwar Piastowski, okolice Zamku Książąt Pomorskich i nowej filharmonii. Następnym razem jeszcze muszę poszukać miejsca z prawdziwymi tradycyjnymi szczecińskimi pasztecikami.

Tak oto wyglądała wycieczka na Pomorze Zachodnie, świetnie się bawiłem w świetnym towarzystwie, pokonałem 1200 kilometrów. Dzięki!

Na koniec pozostaje mi tylko zacytować festiwalowe motto:  wszystkie drogi prowadzą do Gryfina.

Zapraszam na festiwalową stronę: WŁÓCZYKIJ.

  • Na zdjęciach:
  • 1-2) Gryfino – Odra i Brama Bańska
  • 3) Park Krajobrazowy Dolina Dolnej Odry
  • 4) Gryfiński Dom Kultury (GDK)
  • 5) domowe jedzenie w GDK
  • 6) z Januszem Gołębiem w GDK
  • 7) Bal Włóczykija – srebrnowłosa ślicznotka
  • 8) opiekę lekarską na balu zapewniała Doktor Quinn, a
  • 9) o bezpieczeństwo dbało profesjonalne wojsko
  • 10) balowe tańce hulance
  • 11-12) Szczecin – nowa filharmonia i Urząd Wojewódzki przy Wałach Chrobrego


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2019 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search