Blog

Blog

ISLANDIA – w 2021 roku wybuchł wulkan Fagradalsfjall na półwyspie Reykjanes

19 Marca 2021 wybuchł wulkan na półwyspie Reykjanes. Bardzo blisko miasteczka Grindavik, blisko międzynarodowego lotniska w Keflaviku (20km w linii prostej) i całkiem blisko stolicy - Reykjaviku (35km od centrum). Wielu było bardzo zdziwionych miejscem erupcji. Choć nie ma ku temu żadnych podstaw o czym za chwilę. Na Islandii wszyscy znają aktywne wulkany Hekla, Krafla i Eyjfajallajokull, niektórzy mogą kojarzyć wulkany Katla, Grimsvotn, Bardarbunga, Eldfell, Laki czy Surtsey, a to nie są wszystkie islandzkie aktywne wulkany. Ale Reykjanes? Właśnie tu, pod powierzchnią półwyspu są komory magmowe i skomplikowany aktywny system wulkaniczny. Pełno na tym terenie stożków, kraterów i szczelin wulkanicznych oraz pól lawowych. Może przeszkadzać brak centralnego krateru czy stożka, no bo jak to – cały półwysep to wulkan? Dokładnie tak, a nawet więcej, bo wulkan jest też pod przybrzeżnym dnem oceanu. Ów system wulkaniczny charakteryzuje się tym, że co jakiś czas, stosunkowo rzadko, w którejś swojej części tworzy nowe szczeliny czy kratery „plujące” lawą. Dokładnie gdzie to nastąpi nie wiadomo, choć tym razem ilość wstrząsów sejsmicznych koło Grindavik pozwalała zawęzić obszar, gdzie wulkan wyrzuci z siebie lawę. Miejscowa ludność miała już dość tych wstrząsów informujących że wulkan szykuje się na erupcję. FILMOWA RELACJA Z ERUPCJI WULKANU JEST - TUTAJ (YOUTUBE).

Erupcja na początku miała dużą siłę uderzeniową co naturalne. Ciśnienie w komorze magmowej zrobiło swoje. Pokazywano zdjęcia z Reykjaviku jak w powietrze wzbija się fontanna lawy, nawet na 200 metrów wysokości jak twierdzono. Powstało 6 nowych aktywnych szczelin, otworów erupcyjnych, choć jeden okazał się najbardziej aktywny i wydajny. A wulkan nadspodziewanie długo wylewał z siebie lawę, choć już nie tak efektownie i tak mocno. Zresztą miejscowi z którymi rozmawiałem, wyraźnie zauważali słabnącą siłę erupcji z tygodnia na tydzień. Odwiedzali to miejsce regularnie. I to też ciekawostka, bo wulkan stał się wielką atrakcją dla Islandczyków a także turystów, choć ich przybycie ograniczyły mocno restrykcje covidowe. W zasadzie do czerwca trudno było przylecieć na Islandię. Tysiące ludzi przyjeżdżało oglądać erupcję, bawić się i wygłupiać, a służby nie utrudniały tego zbytnio, nawet robiły ścieżki ułatwiające dostęp do wulkanu. Co dziwne lecz niezmiernie pozytywne, bo Islandczycy przy wcześniejszych erupcjach z zamiłowaniem ograniczali dostęp do nich i możliwość podziwiania, nawet podobnej erupcji wewnątrz wyspy - wulkanu Bardarbunga (2014-2015, pole lawy Holuhraun). Ale tak nie było od początku. Bo islandzkie służby próbowały zamknąć cały teren erupcji dla widzów. Ale na szczęście mieli pecha, bo wulkan wybuchł w części wyspy, gdzie mieszka 2/3 jej mieszkańców z ok. 350 tysięcy. Bliskość stolicy spowodowała, że takie tłumy ruszyły na wulkan iż służby musiały się poddać. Brawo Islandczycy, bo nie zdziwię nikogo że wszelkie służby blokujące dostęp do erupcji strasznie mnie wkurzają. Muszę wiecznie kombinować, by dostać się pod wulkan, co zajmuje dużo czasu i energii a to niepotrzebne. Zawsze powtarzam, że każdy ma się prawo zabić. Nawet przez głupotę. Żadne służby nie mają prawa ingerować w wolę jednostki o decydowaniu czy chce żyć czy nie. Jako prawnik stoję na stanowisku, że pewne prawa i wolności obywatelskie są ponad wszystkim, nienaruszalne, niezbywalne i jeśli dotyczą decydowania o własnym zdrowiu i życiu, jednocześnie nie szkodząc innym, nikomu nic do tego. A taką decyzją jest choćby wycieczka na wulkan w fazie erupcji. Ci co się boją zostają w domach, ci co są gotowi zaryzykować mniej lub bardziej – jadą podziwiać erupcję, która nigdy w stu procentach nie jest przewidywalna.

Gdy wulkan wybuchał byłem w podróżach po Azji i Afryce, więc nie mogłem rzucić wszystkiego i przylecieć na Islandię, na którą nie bardzo się dało z powodu wspomnianych obostrzeń. Zresztą początkowo w pierwszej połowie czerwca planowałem wyjazd na Sycylię na bardzo często wybuchającą w tamtym czasie Etnę, dużo bardziej spektakularnie niż islandzki wulkan. Który wybuchał gdzieś na wysokości ok. 200m n.p.m., mając wokół siebie niżej położone doliny, które zostały skrzętnie wypełnione lawą, co nie ułatwiało dostępu. Najniższe doliny gdzie lawa spływała znajdowały się od strony drogi nr 427, blisko Grindavik i blisko oceanu. Musimy mieć świadomość że półwysep Reykjanes jest w rejonie styku tektonicznych płyt kontynentalnych, które stale pracują. W takich miejscach zawsze są aktywne wulkany.

Dygresja. Nie rozumiem dlaczego tak jest, ale media w sprawach wulkanicznych podają mnóstwo nieprawdziwych informacji i czasami opowiadają takie głupoty, że szok. TVP, TVN, POLSAT, ONET, WP.PL, INTERIA, WYBORCZA, WPROST, NEWSWEEK, RMF FM, RADIO ZET, POLSKIE RADIO… po prostu wszystkie, z tymi największymi na czele. Oglądają, słuchają, czytają to setki tysięcy czy miliony ludzi i w to wierzą. Zakładają, że poważne media, porządnie się przygotowały, sprawdziły i podają prawdziwe, wiarygodne informacje. Tak powinno być. Ale od dawna tak nie jest. W Wikipedii też jest pełno błędów. Jeśli sami nie sprawdzimy tych informacji w kilku źródłach, nie powtarzajmy tego co podają media, bo z dużym prawdopodobieństwem są to informacje nieprawdziwe. Przekazując je dalej tworzymy rzeczywistość zbudowaną na błędach, kłamstwach i bzdurach, co wszyscy zaczynają uważać za prawdę. Paranoja. Która oczywiście nie dotyczy tylko wulkanów, ale o nich tutaj piszę. W przypadku erupcji 2021 na Islandii tradycyjnie było mnóstwo nieprawdziwych informacji. Podstawowe – błędy w nazwach geograficznych, kompletny brak wiedzy co to jest lawa, magma, krater, otwór erupcyjny, wulkan, system wulkaniczny, typ wulkanu, erupcja, subdukcja etc. Poprzez jakieś opowieści dziennikarzy i niektórych tzw. ekspertów o erupcji i jej dalszym przebiegu nie mające nic wspólnego z wiedzą naukową (komentarze na poziomie „płaskoziemców”). Po podawanie wbrew wiedzy naukowej, że na tych terenach nie było erupcji od 800 lat albo nieuprawnione straszenie, że grozi nam taka erupcja jak w 2010 roku wulkanu Eyjafjallajökull – ilu dziennikarzy potrafi tą nazwę poprawnie wymówić, sam kilkunastu uczyłem - gdy samoloty nie mogły latać. Nastały przerażające czasy, gdyż prawie wszystko to fake news, manipulacje informacyjne i nie ma jednej prawdy, bo każdy ma swoją prawdę. To nie może skończyć się dobrze.

Wizyta na wulkanie nr 1. 6 czerwiec 2021. Pierwsza wizyta była z grupą którą współprowadziłem dla firmy turystycznej Sunsara. Choć w planie wyjazdu nie było wizyty na wulkanie Fagradalsfjall to wszyscy chcieli go zobaczyć. Plan powstał zanim wybuchł wulkan. Jego zobaczenie stało się obowiązkową wycieczką dla turystów i miejscowych w 2021 roku. Więc zaraz po przylocie, gdy tylko nadeszły smsy po obowiązkowych testach PCR, że nikt nie ma w sobie koronawirusa i nie choruje COVID-19 ruszyliśmy na wulkan. Pogoda była paskudna, typowo islandzka, choć zdarzają się na tej wyspie piękne momenty jak nie-islandzkie. Wiało, często padało, było zimno, nienajlepsza przejrzystość powietrza, czasami nawet mgły i chmury ograniczające widoczność. Za Grindavik, gdzie służby przygotowały i wyznaczyły ścieżki na wulkanicznych polach, które mają prywatnych właścicieli, powstały płatne parkingi, płaciło się online. W kilku miejscach były budki z jedzeniem. Ruch organizowały policja i lokalne służby. Udaliśmy się na pagórek widokowy. Ten najbliżej otworu erupcyjnego był już odcięty, bo wokół była świeża zastygająca lawa. Ten na który mogliśmy dojść miał gorsze położenie, ale jeszcze przyzwoite. 13 czerwca ten pagórek też odcięła lawa. Mieliśmy szczęście, bo mogliśmy zobaczyć bardzo intensywne wypływy lawy i całkiem pokaźne fontanny wystrzeliwane z otworu, tak co 15-20 minut. Około 20 czerwca siła erupcji zaczęła mocno spadać, pojawiały się przerwy. Służby koparką zrobiły szeroką ścieżkę, co miało też negatywne skutki – błoto. Oglądaliśmy już mocno zastygłą lawę w dolinie Geldingadalur (w jej zachodniej części), choć jeszcze miejscami rozgrzana czerwień była dostrzegalna. Za to do doliny Nátthagi na wschodzie względem pagórków widokowych spływały piękne rzeki czerwonej lawy, wypełniając powoli dolinę. Czuć z oddali było jej gorąc, można było się ogrzać. Innymi słowy, pomimo przeciwności pogodowych, pomimo upływu prawie trzech miesięcy od startu erupcji, udało się zobaczyć tryskającą lawę z otworu erupcyjnego, rzeki płynnej lawy oraz pola zastygającej lawy bazaltowej. I to w miejscu do którego było się tak łatwo dostać. Wycieczka zajęła nam pięć godzin. Było bardzo dużo ludzi. Później ruszyliśmy na trasę wokół Islandii, kończąc pobyt w termalnym kąpielisku (termalne spa) - Błękitna Laguna - położone jest bardzo blisko erupcji wulkanu. Blue Lagoon to miejsce istniejące dzięki pobliskiej elektrowni geotermalnej Svartsengi, która pobiera energię i ciepło z okolic komory magmowej, a para wodna i termalna woda jest ubocznym produktem, bo napędza turbiny. Prawdopodobnie z tej samej komory doszło do erupcji wulkanu Fagradalsfjall.

To był pierwszy artykuł, wstępny, szerszej relacji, która będzie się składała z sześciu artykułów. Islandia relacja – koniec artykułu 1/6.

NA ZDJĘCIACH ISLANDIA: Pierwsze siedem zdjęć to erupcja wulkanu Fagradalsfjall, w tym na zdjęciu 1, 4 i 5 widzimy główny otwór erupcyjny. Ponadto lawę spływającą do doliny Nátthagi. Na zdjęciu nr 8 widać mój namiot na płaskowyżu w masywie Fagradalsfjall. 9 to fragment najbardziej wydajnego geotermalnego źródła – Deildartunguhver. 10 – słynna skała Hvitserkur na północy kraju. 11 – foka w lodowej lagunie Jökulsárlón. 12 – Morze Grenlandzkie w Blonduos.


Znajdź mnie

Reklama

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2022 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search