Blog

Blog

Gdy zgłodniejesz na Islandii

Islandzki „skyrnik” (więcej w artykule)

Na Islandii oprócz tak wątpliwych przysmaków jak maskonur (którego jadłem: TUTAJ) i zgniły rekin - hakarl (którego jadłem: TUTAJ), można zjeść też normalniejsze rzeczy. Przy głównych trasach królują fast foody: hot-dogi, hamburgery, frytki, tosty, pizze, fish and chips (panierowana ryba z frytkami) oraz zupy. To nie powinno dziwić, ponieważ Islandia w znacznej mierze jest zamerykanizowana. Duże terenowe samochody (na Islandii często nie do zastąpienia), wszędobylskie hamburgery lub kanapki tostowe z frytkami, nieraz dodatkowo z jajkiem sadzonym. I napój gazowany oczywiście – to standard. Z kolei wśród marketowych drożdżówek znalazłem sporą reprezentację angielskich, które bardzo lubię i w Islandii się ich nie spodziewałem.

Do zup i deserów przejdę później, teraz jeszcze o cenach i innych fast foodach. Islandia importuje prawie wszystko, chociaż na przykład dzięki wodom geotermalnym hodują w szklarniach pomidory. Islandczycy dopasowali do swoich jadłospisów różne potrawy z innych kontynentów, przede wszystkim z Ameryki Północnej i Europy. Żeglarze, stacjonujące wojska w przeszłości (nie tylko z USA) oraz późniejsza wymiana handlowa, stoją u podstaw tego co dzisiaj się jada na lodowej wyspie. Dlatego można spotkać oprócz wymienionych potraw choćby włoską lasagnę (około 1500 koron za porcję, 43,50zł). Hot dogi (300 – 600 koron, 8,7-17,4zł) najczęściej zjemy w sklepach oraz marketach przy stacjach benzynowych, w tych ostatnich można kupić gotowe produkty i podgrzać w dostępnej mikrofalówce, co wychodzi taniej. Sprzedawane hot-dogi są niewielkie, jako dodatki oprócz musztardy, ketchupu, czy czasami majonezu, najczęściej dodawana jest cebula prażona albo surowa. Czasami możliwy jest dodatkowo bekon. W restauracjach przy trasie bardzo popularną potrawą jest wspomniany już hamburger z frytkami zamienny na tost z szynką i serem plus frytki oczywiście. Można dodać sobie jajko sadzone czy dodatkowy ser, a kotlet wołowy czasami zamienić na mortadelę i troszkę zaoszczędzić. W zależności od miejsca, hamburger/tost z frytkami to koszt 1500-2500 koron (43,5 – 72,7zł), najczęściej w okolicy 2000 koron (58zł). Frytki nie zawsze są dostępne, sam hamburger albo tost to wydatek 800-1100 koron (23,20zł – 31,9zł). Spotykana czasami niewielka tortilla z kurczakiem kosztuje podobnie. Ryba z frytkami (fish and chips) sprzedawana jest zazwyczaj 20-25% taniej niż hamburger z frytkami. Same frytki to około 1000 koron (29zł), a niewielką pizzę trzeba wydać od 1500 koron (43,50zł) wzwyż.

W większych miastach – których ledwie kilka w Islandii – znajdziemy dużą reprezentację typowych barów fast foodowych, a w Reykjaviku widziałem kfc i sporo pizzerii. To popularne jedzenie wśród miejscowych oraz turystów, bo najtańsze.

Do posiłku warto się czegoś napić, dlatego herbata, mała kawa, mała cola, to wydatek 300-600 koron (8,7zł – 17,4zł), najczęściej gdzieś pośrodku. Gdy jest możliwość bezpłatnego dobierania sobie napoju (unlimited refills), cena wzrasta, ale tysiąca koron nie przekracza.

Zupy. W każdym poważniejszym barze albo restauracji dostaniemy co najmniej jedną zupę, a zazwyczaj dwie. Jarzynową z kawałkami owczego mięsa – droższa, i zupę dnia – tańsza. Obie podawane są z chlebem i zazwyczaj też z masłem. Ta pierwsza kosztuje od 1800 do 2600 koron (52,2-75,4zł), ta druga od 1350 do 2400 koron (39,15-69,60zł, w większości przypadków poniżej 2000 koron). Zupa dnia to zazwyczaj ubogi w składniki - krem kalafiorowy, pomidorowy, paprykowy. Przy czym z trudem znaleźć kawałek warzywa (w końcu to zupa krem). Plusem jest, że można spotkać miejsca, gdzie płacimy raz i zupę oraz chleb możemy dobierać. Ta droższa – tradycyjna islandzka – to zwykła zupa w której trochę warzyw i kilka małych kawałków mięsa. Trafiają się zupy bardzo smaczne w dużym talerzu, ale też ledwo jadalne w niewielkim naczyniu, gdzie możliwość dokładek nie istnieje. Przy polskich zupach zarówno te tańsze, jak i te droższe, smakowo niczym nie porywają, często są przeciętne. A różnice w cenach są potężne, w Polsce za zupy najczęściej płacimy od 2,50 w barach mlecznych do 10zł w średniej klasy restauracjach.

Porządny obiad. Czasami pojawia się ochota zjedzenia takiego. Z mięsem, rybą, surówką, ziemniakami czy ryżem, który na Islandii jest popularny. Najtańszy taki i skromny rozmiarowo możemy trafić za 2000 koron (58zł), nie mniej, zazwyczaj trzeba się liczyć z wydatkiem 3000-5000koron (87-145zł). Od osoby rzecz jasna. Drogo, porcje niezbyt duże (przynajmniej z punktu widzenia mężczyzny), często smakowo straszliwie nijakie. Może dla przeciętnego Brytyjczyka coś takiego będzie smaczne, ale dla Polaka przyzwyczajonego do dobrej polskiej kuchni, na bogato, o wyrazistych smakach, jedzenie w islandzkich restauracjach może być problemem. Szkoda płacić spore pieniądze za coś co je się z niewielką przyjemnością. W takiej sytuacji, lepiej zjeść islandzkiego hamburgera. Przykładowy fast foodowy posiłek dla dwóch osób: hamburger z frytkami (niewielki zestaw), mała pizza, szklanka coli oraz herbata, w Olafsvik na półwyspie Snaefellsnes, kosztowały 5000 koron (145zł). Dla stroniących kategorycznie od fast foodów pozostaje nadzieja, że trafią na wyjątkowo smaczne miejsce z tradycyjna kuchnią, takie na Islandii także się zdarzają.

Desery. Gdy pytałem w różnych miejscach, że chciałbym zjeść islandzki tradycyjny deser, prawie zawsze słyszałem, że takiego nie mają i nawet nie wiedzą co by mogło nim być. Ileś ciast za ladą, ale żadnego tradycyjnego (kawałek to koszt 400-1000koron, 11,60-29zł). Prawie wszystkie przepisy skądś przypłynęły i mimo że zjadliwe, to lepsze wypieki dostaniemy w każdej polskiej cukierni. Udało mi się jednak zjeść kawałek islandzkiego ciasta, na który składał się m.in. islandzki sero-jogurt skyr, pyszny i zdrowy (1150 koron, 33,35zł, przedstawia go ilustracja do artykułu). Jak również lokalne smaczne pączki: kleina i kanilskonsa (100-500koron, 2,90-14,50zł, cena w nieturystycznym miejscu to najczęściej 100-250koron, w turystycznym 400-500 koron – za to samo). Nie mniej, cała reszta drożdżówek, ciast, ciastek i wypieków jest do dostania w Wielkiej Brytanii, Danii, Norwegii i innych krajach Europy Zachodniej oraz Północnej. Islandczycy mimo zimnej i wietrznej pogody bardzo lubią lody, dlatego często można spotkać w barach i sklepach automaty z lodami śmietankowymi, czekoladowymi, dostępna jest polewa czekoladowa, nieraz jakieś orzeszki. Ceny bardzo różnorodne a lody podawane są w wafelkach. Od 250 koron (7,25zł) za mały lód do 1000 koron (29zł) za największy.  Bywa, że można spotkać również naleśniki, ewentualnie można je kupić w markecie oraz dżem i podgrzać w dostępnych mikrofalówkach.

Viking 550pxMarkety. W większych miejscowościach zawsze jest supermarket, na trasie czasami też się trafi – przy stacji benzynowej. W takich marketach oprócz jedzenia (w tym warzyw, owoców, mrożonek) są również artykuły przemysłowe, nierzadko ubrania i pamiątki. Jeżeli ktoś ma możliwość samodzielnego przyrządzania sobie jedzenia, nie przywiózł go ze swojego kraju(w bagażu), to markety będą najtańszą opcją, co nie znaczy, że tanią. Ale o ile wiele cen w Islandii może szokować, to najtańsze produkty marketowe są do przyjęcia. Dostaniemy wszystko co nam potrzebne. Czasami nawet polską kiełbasę, bo Polacy stanowią około 3% nielicznej islandzkiej populacji. Oczywiście bez problemów kupimy Prince polo (prins polo), którego ceny są bardzo różnorodne. Daleko od miejsc turystycznych zwykłych rozmiarów baton potrafi kosztować 100 koron (2,90zł), w turystycznych nawet 300 koron (8,70zł). Za czasów realnego socjalizmu za operacje handlowe płaciliśmy właśnie tymi wafelkami, chociaż nie można było importować wyrobów cukierniczych na Islandię. Polacy i Islandczycy obeszli jednak sprytnie prawo i dzięki temu prince polo jest niemalże narodowym batonem (waflem) Islandii. Co nie zmienia faktu, że dzisiaj w zalewie batonów z całego świata, pozycja polskiego batonika słabnie.

Bardzo smaczne są serki skyr (powstają z odtłuszczonego i pasteryzowanego mleka), wśród których znajdziemy odmiany naturalne i na słodko – owocowe, można też dostać smaczne sałatki jarzynowe (zazwyczaj jedne i drugie są w cenach 175-500 koron, 5zł-14,50zł). Chleb – zazwyczaj tostowy lub przypominający Polski, ale rozlatujący się w rękach (300-600 koron, 8,7zł-17,4zł). Chyba że znajdziemy piekarnię – wtedy znajdziemy większy wybór – co nie jest łatwe. Tam gdzie są największe skupiska Polaków natrafimy na polskie sklepy z polskimi produktami, w tym z polskim chlebem, droższym od miejscowego (chociaż polską kiełbasę dostaniemy i w islandzkich marketach przy odrobinie szczęścia). Czasami można dostać słynny miejscowy chleb - hverabrauð -  twardy jak kamień, bardzo zbity, słodkawy w smaku, który „wyrasta” w jaskiniach lawowych albo w ziemi, tam gdzie jest wysoka temperatura. Za półtorakilogramowy bochenek („cegłę”) zapłaciłem 800 koron (23,2zł). Podobny chleb, także tradycyjny, ale wypiekany w „normalniejszych” warunkach nazywa się rúgbrauð. Ponadto, w sklepach można czasami kupić kanapki, nie mniej w miejscach turystycznych nieduża kanapka potrafi kosztować 1400 koron (40,6zł), np. w Geysir.

Kilka drobiazgów na koniec. Jeżdżąc po Islandii należy pamiętać, że miejsc gdzie można coś zjeść jest niewiele, nawet przy głównych trasach, a są regiony z dużymi dziurami pod tym względem. W Islandii nawet przy najważniejszej drodze nr 1 (Ring Road) na nadmiar punktów gastronomicznych nie można narzekać. Ale jeżeli już są, to oferują dosyć podobne menu. Abstrahując od hot dogów w sklepach i marketach (sprzedawanych na ciepło), to królują dwie potrawy o charakterze fast foodów: hamburgery i zupy. W restauracjach z obsługą kelnerską rachunek uiszcza się przy kasie, a ewentualny napiwek zostawia się w stojących na ladzie puszkach/słoikach. W Islandii, w lecie, w wielu miejscach można spotkać ogromne ilości jadalnych grzybów koźlarzy, zwanych też kozakami. Rosną na trawie, mchu, nawet na lawie. Można miejscami kosić kosą. Czasami spotyka się też podgrzybki zajączki. Niestety, nikt ich nie zbiera i zupy grzybowej nie zjemy, chyba że sami ją sobie ugotujemy. Alkohol – drogi i dostępny jedynie w restauracjach oraz w specjalnych sklepach, które otwarte są tylko w wyznaczonych godzinach.

O steku z wieloryba pisałem: Reykjavik i stek z wieloryba (Islandia).

  • Na zdjęciach:
  • 1) Typowy zestaw fastfoodowy w przydrożnej knajpie.
  • 2) Tradycyjna islandzka zupa z owczym mięsem, zdjęcie przedstawia najbogatszą w składniki, najsmaczniejszą i jedną z najtańszych tego typu zupę trafioną na Islandii (w Vik, 1850 koron, 56,60zł).
  • 3) Tak zwana zupa dnia czyli pomidorowa wodzianka za 1400 koron (40zł).
  • 4) Obiad w Husavik Kawałek słabo przyrządzonej miejscowej ryby z ryżem za 2000 koron (58zł) i całkiem spora porcja frytek 1100 koron (32zł).
  • 5) Kiełbasa Zwyczajna i Toruńska w islandzkim markecie.
  • 6) Batony Prince Polo w islandzkim markecie, opłaca się kupić taki wielopak (32szt.), bo cena za sztukę w tym wypadku sięgała 1,40zł (prawie 50 koron), kiedy w turystycznych sklepikach nawet około 9zł (300 koron).
  • 7) Lokalne pączki w piekarni w Akranes, bardzo smaczne.
  • 8) Hverabrauð – tradycyjny chleb.
  • 9) Wszędobylskie kozaki.


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

Brak wydarzeń

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2022 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search