Blog

Blog

Mont Blanc – tak to zrobiłem – Dzień 4 – zejście z Tete Rousse do Les Houches

Poprzedniego dnia z Vallota wszedłem na wierzchołek Mont Blanc i zszedłem na biwak do Tete Rousse. Ostatniego dnia działalności górskiej miałem w planie zejść do Les Houches, z 3200m na 980m. Lecz innym wariantem aniżeli klasycznym. Tym samym kończąc czterodniowe zdobywanie góry.

DZIEŃ 4

W dzień ataku szczytowego znajomi podesłali mi link w sprawie, która dla mnie w tej czy innej formie była oczywista. Nie przepadam za Alpami, za dużo ludzi, za dużo ograniczeń i problemów z rezerwacjami schronisk. Od kilku lat ciągnęły się debaty i próby ograniczenia wejść na Mont Blanc klasyczną drogą francuską. Droga bywała zamknięta. A nawet w przedmiotowym roku ograniczono w lecie dostęp do góry. Wymagano rezerwacji w Gouterze. Jak to u Francuzów decyzja zapadła nagle, a znaleźć o niej informację było trudno, do tego wpierw pojawiła się po francusku. Nie mniej oczekiwanie, że ktoś kto się przygotowywał do zdobycia Mont Blanc, wydał pieniądze, załatwił sobie urlop, z dnia na dzień zrezygnuje, zawróci ze szlaku – jest nieporozumieniem. Tylko głupiec może założyć coś takiego. Niestety te idiotyczne działania Francuzów kolejny raz doprowadziły do tragedii. Zdesperowani ludzie obchodzili drogę klasyczną, by dostać się na szczyt i kilka osób zginęło. Gdyby mogli wchodzić tak jak zaplanowali, pewnie nic by się nie stało, wróciliby cali i zdrowi do domu. Dobry prawnik udowodniłby przed sądem że władze kurortu Saint-Gervais-les-Bains dopuściły się w tych przypadkach nieumyślnego spowodowania śmierci i powinny ponieść odpowiedzialność karną. Bezmyślność Francuzów i niezrozumienie tematu kolejny raz mnie zdumiewają.

Nie miałem jednakże wątpliwości, że nadejdzie wkrótce moment, gdy ograniczenia staną się tutaj codziennością. Dlatego wybrałem się na Blanka z myślą, że gdy znowu będę miał ochotę odwiedzić to miejsce, minie sporo lat, a tak będę miał spokój. Szybko, bez ponoszenia zbędnych kosztów ciachnę górę we wrześniu 2018. I tak też się stało.

Przed wyjazdem próbowałem znaleźć informacje, czy nadal obowiązują jakieś obostrzenia, ale nie znalazłem. Strony internetowe gmin pod Blankiem, schronisk na Blanku, główna strona stowarzyszenia zawiadującego schroniskami, strona przewodników wysokogórskich. Żadnych informacji. Na jakichś pobocznych stronach informacja z lipca o ograniczeniach, bez podania do kiedy. Niejeden człowiek na moim miejscu nie wiedziałby co robić. Ja wiedziałem, pojadę, wejdę, nikt mnie nie zatrzyma. Nie będę się stosował do głupich wymysłów Francuzów. Moja sprawa, moje życie, nikomu nic do tego. Ale na miejscu okazało się, że żadnych obostrzeń nie ma i z nikim się bić nie muszę.

Natomiast informacja od znajomych w postaci linka do artykułu pozwoliła mi dowiedzieć się, że będą wydawane darmowe pozwolenia, 214 dziennie na klasyczną drogę francuską. Na szczyt będą mogły wchodzić osoby które wynajmą przewodnika UIAGM/ IVBV /IFMGA (to skróty po niemiecku, francusku i angielsku Międzynarodowej Federacji Związków Przewodnickich). Nawet pojawiły się informacje, że tylko francuskich, w co trudno uwierzyć. Inni będą mogli wchodzić o ile będą odpowiednio zorganizowani i wyposażeni. Dodatkowo będzie trzeba mieć rezerwację noclegów w jednym ze schronisk w masywie Mont Blanc. Zasady te mają obowiązywać od sezonu letniego 2019

Bez względu czy te obostrzenia będą takie czy inne, jest to głupie i bez sensu. I jak bywało dotąd, spowoduje dodatkowe ofiary śmiertelne, bo jak ktoś się przygotowywał, wydał pieniądze, to będzie próbował wejść na górę. Tylko zamiast w bezpieczniejszy sposób, będzie zmuszony to zrobić w bardziej ryzykowny.

Wysokiej góry nie można zamknąć jak kawałka chodnika ani ograniczyć dostępu. Lodowce, wiatr, opady, załamania pogody, spora wysokość bezwzględna, różna reakcja ludzkich organizmów – tego nie da się zaprogramować. Niech każdy wchodzi tak jak umie, w warunkach w jakich jest w stanie zdobywać górę. Ponadto każdy ma prawo się zabić podczas wspinaczki.

Dlaczego 214 osób a nie 293? A jeśli będą trzy dni załamania pogody, to co? Czwartego dnia będzie mogło wyruszyć 214 x 4 czy kilkaset osób będzie miało pecha, że nie było pogody i ich pozwolenia stracą ważność? A może te osoby mają mimo koszmarnych warunków pogodowych walczyć o szczyt i się zabić, bo przepadnie im pozwolenie? Czy Francuzi naprawdę wierzą w to, że ludzie którzy się przygotowywali, wydali pieniądze tak łatwo odpuszczą i nie mając pozwolenia po prostu zejdą na dół? Jak sobie poradzi policja w razie wściekłości kilkuset osób, chcących wejść na szczyt, a nie mających pozwolenia? Będzie do nich strzelać? Wezwą wojsko na pomoc? Postawią płot? Jak ocenią, że ktoś może iść bez przewodnika, a ktoś musi iść z przewodnikiem? Zarezerwowanie schronisk często jest niemożliwe, można kilka lat próbować bez skutku. I to ma być powód, że nie można wejść na Mont Blanc? Schronisko Tete Rousse można w chwili pisania tych słów rezerwować bez wpłacania zaliczki, ludzie będą robić fikcyjne rezerwacje. Ponadto obok funkcjonuje od lat legalny biwak. Czyli co, bogaci będą mogli wchodzić na szczyt, a biedni mają spadać? Bez wnikliwej analizy widać, że to jest jedna wielka nieprzemyślana bzdura.

Lokalne władze chwalą się, że ograniczenia uzgodniły w oparciu o opinie: urzędników, policji, francuskiej federacji alpejskiej zarządzającej schroniskami oraz opinię stowarzyszenia przewodników. Nikt wchodzących na Mont Blanc o opinię nie zapytał. Wąska grupka mająca swoje interesy podjęła decyzje za wszystkich ludzi gór. Jedno jest pewne, jeśli Francuzi te swoje głupoty będą chcieli wprowadzić w życie, będzie niezły burdel i wojna na Mont Blanc. Na tym wszystkim najbardziej mogą zyskać Włosi i ich droga klasyczna na szczyt, w górnej partii kompatybilna z francuską.

Jeżeli Francuzi chcą ograniczyć dostęp do Mont Blanc to mają dwie opcje. Zbudować wokół góry pole minowe. Lub mniej drastycznie – rozebrać wszystkie schroniska, schrony, sztuczne ułatwienia, a tramwaj skrócić do 1800m. Będzie po problemie. Problemie, który stworzyli sami Francuzi budując infrastrukturę turystyczną, by ułatwić wejście na Mont Blanc.

Lepiej żeby Francuzi zajęli się rzeczywistymi a nie wyimaginowanymi problemami, jak helikoptery nad Mont Blanc. W dzień ataku szczytowego niemal cały czas towarzyszył mi huk ich silników. „Wyrzucały” paralotniarzy, narciarzy, loty widokowe. Do tego małe samoloty wycieczkowe. Wspaniałe góry i ciągły hałas silników. Bardzo denerwujące i to jest problem.

Ciesząc się, że wycieczka na Blanca zakończyła się sukcesem i planowane regulacje mnie nie dotyczą, bo szybko tutaj nie wrócę. Zabrałem się do powolnego pakowania. Noc była bardzo mroźna, nawet z minus 10 stopni Celsjusza. A Tete Rousse jest tak ukształtowane, że jeśli pojawia się tutaj słońce to późnym popołudniem.

Miałem cały dzień na zejście. Pogoda super. Zupełny luz. Pewnie w rejonie 9:00 ruszyłem na dół z całym moim dobytkiem. Plecak ciągle był duży i ciężki. Dla urozmaicenia trasy i uniknięcia wędrówki pośród tysiąca ludzi zmierzających do schroniska Tete Rousse zaplanowałem sobie zejście ścieżką alternatywną. Chwila lodowcem Tete Rousse, dalej granią w dół i przed schronem des Rognes 2768m zamiast w lewo do górnej stacji tramwaju ruszyłem w prawo na małą przełączkę. Biegnie tędy szlak. Dużo trudniejszy niż klasyczna droga. Także dłuższy, bo wymaga więcej ostrożności, do tego ma wiele zawijasów. Oferuje wspaniałe widoki na dolinę Chamonix.

Gdy jest tam dużo śniegu jest nie do przejścia, a i gdy go nie ma są pewne zagrożenia. Nie tylko ryzyko upadku, ile przede wszystkim spadające kamienie, nawet lawiny skalne, a trawers skalnego zbocza czasami biegł bardzo wąską ścieżką lub zniszczoną przez lawiny. Są też elementy via ferratowe. Na początku drabinka, a potem w paru miejscach łańcuchy. Następnie idzie się po rumowisku skalnym na którym nie widać ścieżki a gdy mgła i chmury łatwo się zgubić, potem zakosami schodzi się do torowiska tramwaju na wysokości ok. 2050m, przed Mont Lachat 2115m. Na tym odcinku jest duża szansa nie spotkać nikogo albo najwyżej kilka osób. Bardzo ładna i ciekawa trasa. Z dużym plecakiem pełnej wygody nie było, ale nie żałowałem decyzji.

Dalej szybko wzdłuż torowiska do płaskowyżu Bellevue i szlakiem do Les Houches. Choć można też zejść innymi wariantami. Na campingu Bellevue zameldowałem się około 15:00. Pogadałem sobie z kilkoma polskimi grupami, z częścią zaprzyjaźniłem się w poprzednich dniach. Ów camping jest prymitywny, centrum wioski oddalone (tam supermarket, główne skupisko sklepów i restauracji). Nie miałem co tutaj robić, dlatego udałem się na stację kolejową (2km) i pojechałem do Chamonix.


Kilka informacji praktycznych 2018:

Camping Bellevue w Les Houches – prymitywny camping, za to tani – 2,50 euro za mały namiot i 5,50 euro za jedną osobę, a gdyby ktoś nie chciał skorzystać z prysznica- 4 euro; za samochód 2 euro (wszystko za dobę). Oprócz trawy gdzie można rozbić namiot lub podjechać kamperem oraz parkingu, jest prymitywny barak, gdzie umywalki i ze trzy gniazdka elektryczne, toalety i prysznice z ciepłą wodą. W malutkim biurze jest lodówka gdzie można kupić napoje. Dwa kilometry od campingu jest stacja kolejowa.

Camping Les Arolles w Chamonix. Oferuje dużo wyższy standard niż ten w Les Houches, choć szału nie ma. Jeszcze lepszy jest camping Mer de Glace, położony 4km od niego na rogatkach Chamonix. Nie mniej Les Arolles ma szereg atutów. Południowy dworzec autobusowy, główne miejsce postojów autobusów miejskich i dalekobieżnych jest położone 5 minut od niego, a zaraz za nim zaczyna się centrum Chamonix. Niewiele dalej jest stacja kolejowa i kolejki linowej Aiguille du Midi. Blisko stąd do supermarketu Carrefour, informacji turystycznej, kolejki linowej na La Brevent oraz do tramwaju na lodowiec Mer de Glace. Innymi słowy, w promieniu od 500m do 2500m jest prawie wszystko. Koszt namiotu z jedną osobą kosztował 10euro + opłata miejska wynosząca niecałe euro za dobę. Za samochód płaciło się coś około 6 euro. Camping oferował WIFI (słabe), dobrej jakości toalety i prysznice oraz umywalki. Także zadaszony stół i ławy, gdzie można było zjeść. Zainstalowano dużo gniazdek do ładowania elektroniki, ale ładowało słabo. W biurze campingu można kupić napoje i co ciekawe, mieszkańcy campingu dostawali karteczki uprawniające do bezpłatnego jeżdżenia pociągami i autobusami w dolinie Chamonix, ale gdyby trzeba było zapłacić to pociąg Chamonix – Le Houches kosztował 2,50euro. Dużą popularnością cieszyła się skrzynka „for free”, gdzie mieszkańcy campingu zostawiali produkty spożywcze, których nie potrzebowali i kartusze z gazem. Minusem campingu jest położenie przy ruchliwej drodze tranzytowej, jest głośno.

Cena kolejki linowej Bellevue wynosiła 18euro w dwie strony, 14,50euro w jedną. A Tramwaj Mont Blanc 37,50 euro w dwie strony (Tramway du Mont Blanc). Ktoś mi wspominał, że kupując na górnej stacji tramwaju bilet w jedną stronę (w dół), zapłacił 35 euro. Inna osoba wspominała, że zapłaciła za bilet w dwie strony 42,50euro. Ja opieram się na cenach podanych na stronach internetowych przewoźników. W dolinie Chamonix istnieją bilety całodniowe i kilkudniowe na wszystkie kolejki, co się opłaca, gdy zamierzamy z nich skorzystać (albo chociaż z większej ich ilości). Są też tańsze bilety rodzinne. Dla seniorów zniżki są niewielkie.

Jeśli z jakichś przyczyn nie możemy kupić biletu autobusowego za pośrednictwem telefonu bo np. nie mamy karty płatniczej, można taki bilet zakupić za gotówkę w Biurze Informacji Turystycznej (Office de Tourisme) w Chamonix (obok kościoła Saint Michel) za prowizją 3 euro. Pewnie biuro może pomóc również w innych sprawach, możemy też w nim kupić pamiątki z logo Chamonix.

WYPOŻYCZENIE sprzętu górskiego lub zakup - nie ma żadnego problemu, w Chamonix jest dużo sklepów, a w tych największych funkcjonują dobrze zaopatrzone wypożyczalnie. Niedrogie w stosunku do zakupu nowych rzeczy (które kosztują tyle co w Polsce, nierzadko mniej). 

Jeżeli nie jedziemy własnym autem, GENEWA jest dobrym punktem jeśli chcemy dostać się pod Mont Blanc. Do Genewy można dolecieć samolotem, dojechać autobusem lub pociągiem. Skąd kilka linii autobusowych dowiezie nas do Chamonix. Czas przejazdu 1h15min-2h, ok. 85km. Można też rozważyć Lyon, Annency, Mediolan i Turyn.

Na zdjęciach: Tete Rousse wraz ze schroniskiem, zejście do Les Houches, widoki na lodowce Tete Rousse i Bionnassay, Chamonix, Mont-Blanc-du-Tacul, Aiguille-du-Midi.


Znajdź mnie

Reklama

Subskrybuj Mój Newsletter

Informacje o aktualnych wyprawach i wydarzeniach

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2018 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search